WWWBoard New Message: Message 21: Niymiecke wyrazy we S'loonskij gotce



WWWBoard: Message 21


[ Follow Ups ] [ Post Followup ] [ ]



   Posted by Joozek Kulisz on 11/20/01 at 8:51 PM

Subject:   Niymiecke wyrazy we S'loonskij gotce


Message Posted

Witoom!
Przeczytou rzeh niydowno na forum "Eha S'loonska" uo tym, rze Miodkowi
niypodobajoom sie germanizmy w s'loonskij godce. A rze trefiyu rzeh
niydowno ciekawy tekst uo zaporzyczyniah w polszczyz'nie i w godce
s'loonskij, to woom go posyuoom. Napisou go mody doktorant z
Uniwersytetu Jagieloon'skiego, a znod rzeh go na stroonah "S'loonskie
beranie', kiere prowadzi Manius' Pyrek.
Niy ze wszyskim muszymy sie zgodzac', ale przeczytac' warto.
Zaporzyczyn' niy muszymy sie wstydzic', hoc' jak moomy suowo swoje i
cudze, to dowoomy pierszyn'stwo swojymu.

Joozek


--------------------------------------------------------------------------------



Krak�w, 28.08.98 r.

O wyrazach niemieckich w śląskiej mowie

Odpowiedzi na r�żne wątpliwości
(część przykład�w z Niedzielnego obiadu Hyjdli)

W pytaniu o czystość gwary śląskiej kryje się wiele problem�w, o kt�rych trzeba się wypowiadać bardzo delikatnie i precyzyjnie zarazem. Zacznę od uwagi og�lnej, generalnej: wszystkim wiadomo doskonale, że nie ma jednej gwary śląskiej.

Wszyscy, kt�rzy się trochę po Śląsku i po świecie pokręcili, a mają ucho wyczulone na rozmaite r�żnice, wiedzą, że r�żne części Śląska m�wią nieco odmiennie, a nieraz już kilka miejscowości dalej ?jest inno godka?. Piszą też o tym moi korespondenci.

Dominującą pozycję wśr�d tekst�w pisanych posiada fonetyka (wymowa) i słownictwo części przemysłowej G�rnego Śląska, pomagają w tym oczywiście katowickie media ? i bardzo dobrze. Tutaj nawiasem wspomnę, że ciężko przyszłoby tworzenie śląskiego języka literackiego (termin chyba jeszcze hipotetyczny), bo trzeba by szukać jakiejś wsp�lnej płaszczyzny, a o taką trudno przy dużym zr�żnicowaniu (borykają się z tym piszący w języku kaszubskim).

Ale do rzeczy:

I. Z językoznawczego punktu widzenia: system językowy (a gwara określonego terenu jest sp�jnym, odrębnym systemem) składa się z kilku podsystem�w ? mamy do czynienia z płaszczyzną fonologiczną (dźwięki mowy i jednostki og�lniejsze ? fonemy), morfologiczną, na kt�rą składa się słowotw�rstwo (budowa wyraz�w, jednostką jest morfem) i fleksja (odmiana wyraz�w), wreszcie z płaszczyzną składniową (budowa zdań) ? to wszystko składa się na gramatykę, czyli zbi�r reguł, a drugi potężny podsystem to leksyka, czyli słownictwo, materiał, kt�ry poddany jest regułom gramatyki.

Przykład, żeby było bardziej po ludzku:

Reguła gramatyczna (gdybyśmy uog�lnili tysiące przykład�w i taką regułę sformułowali; a jest to oczywiście jedna z bardzo wielu nieuświadamianych sobie reguł, kt�re stosują wszyscy użytkownicy jakiegoś systemu językowego, gdy m�wią poprawnie, w spos�b akceptowalny i zrozumiały) brzmi na przykład tak:

rzeczowniki żeńskie zakończone w mianowniku liczby pojedynczej na -a po sp�łgłosce twardej mają w dopełniaczu liczby pojedynczej końc�wkę -y, ale z wyjątkiem rzeczownik�w żeńskich, kt�re w mianowniku liczby pojedynczej są zakończone na -a po sp�łgłosce twardej, gdy tą sp�łgłoską jest k albo g, bo takie mają końc�wkę -i.

Zastosowanie reguły:

Mianownik: baba, krowa, ślajfa, bana, itd.

Dopełniacz zawsze będzie na -y: baby, krowy, ślajfy, bany itd.

I ta mała podreguła z zakończeniami na -ka i -ga:

M. matka, wodzi�nka, śtreka, woga,

D. matki, wodzi�nki, śtreki, wogi.

I nie ma siły. Radość badania systemu językowego polega na tym, że obserwuje się wielokrotnie bezwyjątkowość reguł gramatycznych.

Specjalnie do powyższych przykład�w dobrałem słowa z trzech kategorii:

wsp�lne dla gwary i dla języka polskiego,
typowe dla gwary,
zapożyczone z niemieckiego.
Co to zmienia? Nic, wszystkie te wyrazy, bez względu na pochodzenie, odmieniają się według reguł gramatycznych właściwych opisywanej gwarze (językowi), w tym wypadku gwarze śląskiej, a zatem są śląskie.

II. A zatem, słownictwo jest tylko jednym z wielu podsystem�w składających się na całość nazywaną tu ?gwarą śląską?. A teraz kwestia zapożyczeń niemieckich (nie są to jedyne zapożyczenia z obcych język�w obecne w mowie Ślązak�w, bo mamy do czynienia też z pożyczkami czeskimi i słowackimi, a gdyby do sprawy podejść bardzo dokładnie i chcieć wszystko do kna (znacie? = do imyntu) wyjaśnić, to trzeba by m�wić o zapożyczeniach łacińskich (szkoła), francuskich (choćby szakiet, parada) i z wielu innych język�w świata tego.

Stanisław Bąk w swojej książce Mowa polska na Śląsku (1974) pisze kr�tko:

Oddziaływanie niemczyzny nie jest i nie było tak głębokie, jak to wielu ludzi myśli i jak to sugerują dawne pseudonaukowe publikacje niemieckie. Rzecz sprowadza się do przejęcia pewnych element�w słownikowych i nielicznych szczeg�ł�w w obrębie składni. Wielu tych zapożyczeń używa się także w innych gwarach oraz w języku og�lnopolskim.

Potem autor podaje kilkadziesiąt przykład�w z wyjaśnieniami albo i bez nich. Nie są mi znane pseudonaukowe publikacje niemieckie, i może to i dobrze, ale warto powalczyć z pewnymi przesądami z polskiej strony. ?Śląszczyźnie? jako systemowi językowemu jest bardzo, bardzo daleko do języka niemieckiego, r�wnie daleko jak wszystkim innym językom słowiańskim ? z wyjątkiem części słownictwa.

Zapożyczenia są istotnym elementem każdego systemu, są jedną z naturalnych dr�g rozwoju tegoż systemu ? obok tworzenia całkiem nowych sł�w i nadawania innych znaczeń słowom już istniejącym.

Nie ma języka wolnego od zapożyczeń i w tym względzie niemożliwe jest doprowadzenie jakiegokolwiek języka do stanu ?czystego? (bez zapożyczeń, rdzennie polskiego czy jakiegoś innego). Wszystkie czystki skazane są na niepowodzenie, bo na samym początku puryści popełniają błąd ? nie da się usunąć zapożyczeń, nawet nie trzeba tego robić, bo jak wiemy wymyślanie ?czysto polskich? nazw dla r�żnych przedmiot�w kończy się najwyżej kupą śmiechu (osławiony zwis męski zamiast krawata czy krawatki) ale co do szczeg�ł�w i np. w sprawie wielu anglicyzm�w można i trzeba dyskutować.

Najlepiej jednak m�wić o konkretnych faktach językowych. Mnie najbardziej z resztek przesąd�w o ?prapolskości? r�żnych sł�w wyleczyło przeczytanie artykuliku o pochodzeniu słowa chleb w Słowniku etymologicznym języka polskiego Aleksandra Br�cknera. Cytuję:

Słowianie z niemieckiego, dziś Laib, gockie hlaifs, przejęli; dzisiejsze Brot zastąpiło dopiero p�źniej Niemcom ich pierwotne, og�lne Laib (s. 179).

Tak, tak, i słowo chleb jest germanizmem, pożyczką bardzo dawną, ale jednak... Czy zatem wyrzucać je należy z języka polskiego? Oczywiście, że nie, bo i czymże by je zastąpić. Ale zarazem mamy tu unaocznione, jak bezsensowne może być pytanie: to chleb jest polski czy niemiecki? Najlepiej wtedy odpowiedzieć, że on jest nie polski, nie niemiecki, tylko Boski.

III. Od og�łu do szczeg�łu.

Bardzo z grubsza można by podzielić słowa powszechnie odczuwane jako przejęte z niemieckiego na następujące grupy:

związane z pracą, np. z g�rnictwem i przemysłem: (bana, cug, bergm�n, śtajgier, drejer, śleper, hajer, fedrować),
związane ze stosunkami społecznymi, gł�wnie z wprowadzaniem nowych wyraz�w wraz z nowymi zjawiskami, rozwojem techniki, szczeg�lnie licznymi w XIX wieku, kiedy językiem administracji był niemiecki. Nic zatem dziwnego, że istnieją takie słowa jak: szparkasa, geltag, loncetla i heft. Przecież polska terminologia tak naprawdę tworzyła się (z niemałym trudem) dopiero po 1918 r., a i tak bardzo dobrze przynajmniej w znanym mi zaborze rosyjskim trzyma się na przykład kajet, a na loncetlę chyba nikt normalnego polskiego słowa nie wymyślił, bo ?pasek z wypłaty? to raczej dow�d bezradności niż sensownie utworzona jednostka leksykalna.
wreszcie mn�stwo sł�w, kt�re przeniknęły z niemieckiego i wzbogaciły śląską mowę, często używanych, będących (tu uczenie:) elementami gramatycznymi: ja, durch, furt, richtig, genau obok rodzimego pochodzenia toć, no dyć, ano, wdycki. A jak one się mają do siebie nawzajem? Kiedy furt, a kiedy wdycki się powie? Itd.
i wiele innych.

Tu raczej należy m�wić o wyniku wielowiekowego sąsiedztwa kultur i język�w niż np. o ?skażeniu? gwary śląskiej całkowicie niemieckimi wyrazami. Takie przenikanie istniało też w śląskiej niemczyźnie, np. na pewnym obszarze Dolnego Śląska kogut nie nazywał się der Hahn, ale der Kokot (niekiedy w pisowni też Kockott)!

Najtrudniejsze dla mnie ? nie-Ślązaka ? jest określenie zakres�w użycia na przykład tak bliskich sobie jednostek jak richtig (może czasem też w brzmieniu rychtyk) i genau. Tu trzeba by zebrać sporą ilość zdań i stwierdzić czy i w jakich przykładach te słowa można za siebie podstawić. Kolejnym pytaniem jest, czy są sytuacje takie, że za genau da się podstawić jakiś element o etymologii słowiańskiej, a przede wszystkim, czy taki element w śląskiej mowie istnieje. Bo teraz, w bardzo wsp�łczesnym polskim mamy dokładnie, kt�re w niekt�rych kontekstach jest odpowiednikiem śląskiego genau, ale chyba tylko w takich kr�tkich, jednowyrazowych dopowiedzeniach. Jest to dość słabo jeszcze zbadana dziedzina polskich gwar, choć pewien wyłom uczynił dla gwar Orawy dr Kazimierz Sikora w swojej rozprawie, kt�ra być może niedługo już ukaże się w formie książki. On jest specem od takich małych a ciekawych sł�weczek.

IV. Dlaczego fater i heft to wyrazy śląskie?

Przyjrzyjmy się najpierw fatrowi. Jak używane jest to słowo? Czy można się do ojca zwr�cić: Fater, dejcie mi..., czy jednak jakoś to nie pasuje, za to częściej powie się Byłech z fatrym...? Jeśli ta teoryjka, że fater częściej występuje w opowiadaniu, a nie w bezpośrednim zwrocie do ojca albo że słowo to jest używane z pewnym odcieniem żartobliwo-pieszczotliwym, sprawdziłaby się, to byłaby gotowa odpowiedź, że słowo to zapożyczone z języka niemieckiego nie wypiera starego ojca, ale wzbogaca system, pozwala wydobyć pewne odcienie znaczeniowe. Mamy przecież także tatulka i pewnie jeszcze coś. Bo zasady głoszą, że właściwie nie ma sł�w, kt�re znaczą dokładnie to samo. Kiedy istnieją dwa słowa, kt�re by mogły znaczyć to samo, bardzo szybko dochodzi do r�żnicowania znaczeń. Istnieje bardzo mało tzw. dublet�w, np. lingwista i językoznawca, kt�re właściwie (ale czy do końca i na pewno?) znaczą to samo. Dlatego bardzo trudno powiedzieć, że fater to słowo przejęte z niemieckiego niepotrzebnie i niepotrzebnie zastępujące ojca.

Może nie być starego, polskiego słowa na zeszyt, bo przecież same zeszyty też wymyślono bardzo niedawno (zapytajcie starzik�w). Chociaż na przykład na Orawie lud Boży się wysilił i na zeszyt mają tam następujące określenia: pisanka, skrzipta, śkripta i śkrypta, wreszcie zesit, no i ?całkiem po polsku? zesyt. Ta dygresja to przykład na bogactwo i niesamowity potencjał słowotw�rczy żywej gwary, także i śląskiej, choć nie akurat w tym przypadku. Myślę też, że gdyby zamiast takiego heftu (albo hefta) używać polskich odpowiednik�w, to by było po polsku, a nie po śląsku.

Piszę dużo o systemie, bo to on ostatecznie decyduje i wskazuje, z jaką mową mamy do czynienia. I tak oto, kiedy fater odmienia się jak wiater, a heft jak płot, to znaczy że wyraz jest już zaadaptowany, doskonale dopasował się do systemu i jest śląski.

O autentycznym zepsuciu śląskiej gwary (czyli po uczonemu o rozpadzie sp�jności systemu) można by m�wić, gdyby ktoś wypowiadał się tak (przykład wymyślony i chyba niemożliwy): *piyni�ndze mom in der szparkasa albo (autentyczne od małego Ślązaka z Bonn) Boziu, gib zdr�wko tatusiowi. Nieodmienność wyrazu i niemiecka fleksja to jest prawdziwe pomieszanie, ale coś takiego nigdy nie może się stać zjawiskiem powszechnym, bo najczęściej mamy do czynienia z całościowym ?przestawieniem się? na drugi język. Wtedy pierwszym elementem, kt�ry ginie, są słowa właśnie (przykład drugi).

Ale nie można wszystkiego naraz napisać, więc na tym skończę.

Artur Czesak (Gorol)
E-mail: [email protected]
Krak�w, Poland



  

Follow Ups:





Post a Followup

Name:
E-Mail:
Subject:

Message to Post




 



[ Posting Rules | Follow Ups | Return to WWWBoard ]