WWWBoard New Message: Message 15: Uo S'loonsku z Profesorym ze Krakowa - wywiad
WWWBoard: Message 15
[ Follow Ups ] [ Post Followup ] [ ]
|
|
Posted by Lapis on 02/03/02 at 8:25 PM
Subject: Uo S'loonsku z Profesorym ze Krakowa - wywiad
Message Posted
|
|
|
|
Cztery razy Śląsk Beata Maciejewska: Od ćwierć wieku czekamy na jednotomową historię Śląska. To cała epoka! Doczekamy się? Prof. Marek Czapliński: Jest już w druku. Za kilka tygodni powinna trafić do księgarń. Jest Pan inicjatorem, redaktorem i jednym z czterech autor�w tej historii. Dlaczego tak p�źno ją dostajemy? - Rzeczywiście p�źno. Wpadłem na pomysł jej napisania kilka lat temu, gdy zostałem kierownikiem Zakładu Historii Śląska w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Pomyślałem: to wstyd, że od 25 lat nie możemy doczekać się przyzwoitej historii naszego regionu. Takiej z ambicjami naukowymi, ale dającej się czytać. Przeznaczonej dla uczni�w, student�w, doktorant�w, nauczycieli. Mam zajęcia ze studentami kierunku edukacja regionalna. Wielu z nich to wspaniali przewodnicy, rozmiłowani w dziejach ziemi śląskiej. Pytali, z czego właściwie mają się ich uczyć? Jak to - z czego? Kilka tygodni temu kupiłam sobie jednotomową historię Śląska. Napisana została przez niemieckich historyk�w pod redakcją Joachima Bahlckego, a wydało ją warszawskie wydawnictwo. Wygląda na to, że Niemcy i warszawiacy rozwiązali problem dbałości o naszą lokalną tożsamość. - Ale polskim mieszkańcom Śląska należy się historia regionu napisana przez polskich historyk�w. W przedmowie do niemieckiej historii Śląska znalazłam taki ustęp: "Historiografia musi przeciwdziałać zapomnieniu, aby historia pruskich prowincji wschodnich pozostała częścią niemieckiej przeszłości. Musi ona zarazem krytycznie przeanalizować owe dzieje oraz spopularyzować wyniki tej analizy, tak aby zapobiec wszelkiej ideologizacji i instrumentalizacji". Może narodowość historyka opisującego dzieje Śląska nie ma już znaczenia? - Powiem inaczej. Po jednej i pod drugiej stronie jest coraz więcej ludzi, kt�rzy chcą historię uwolnić od balastu ideologii. Od początku lat 90. Polacy zaczęli inaczej patrzeć na Śląsk, choć nastroje nacjonalistyczne ciągle są żywe. M�wił nawet o tym poprzedni marszałek wojew�dztwa dolnośląskiego Jan Waszkiewicz. U Niemc�w jest zresztą podobnie. Ale my, historycy, musimy m�wić prawdę. Nie wolno nam w spos�b emocjonalny kreować przeszłości. To znaczy, że nie będzie r�żnic między spojrzeniem na historię Śląska niemieckich i polskich badaczy? - R�żnice zawsze będą, ale trzeba je uczciwie omawiać. Rozumiem, że Pan to robi. - Oczywiście. Podam przykład. Napisana przeze mnie część historii Śląska obejmuje okres od 1806 do 1945 roku. Omawiam więc także powstania śląskie i plebiscyt w 1920 roku, kt�ry miał zadecydować o przynależności państwowej G�rnego Śląska. Za Polską opowiedziało się w�wczas 40,3 proc. uprawnionych do głosowania, a za Niemcami - 59,4 proc. Generalnie prawie we wszystkich miastach Niemcy zdobyli przewagę. Historiografia polska uważa, że na niekorzystny wynik wpłynęła niepomyślna sytuacja Rzeczpospolitej, gospodarcza przewaga Niemiec i r�żnego rodzaju nadużycia - przekupstwa, szantaż utratą pracy, wpisywanie martwych dusz. Natomiast historycy niemieccy podkreślają, że wielu G�rnoślązak�w, kt�rzy zgodnie ze spisem ludności z 1910 roku deklarowali się jako polskojęzyczni, głosowało za Niemcami. To według uczonych niemieckich dowodzi, że język nie był r�wnoznaczny ze świadomością narodową, a wynik plebiscytu wyraźnie wskazywał, przy kim powinien zostać G�rny Śląsk. Przy Rzeszy. Bahlcke też to robi. Twierdzi, że nazwa g�ry Ślęży (Mons Silensi), a tym samym i Śląska wywodzi się od germańskich Siling�w, zajmujących niemal cały ten region w I w. przed Chrystusem. Przyznaje jednak, że Polacy mają inną koncepcję. "Jako pierwotną przyjmują nazwę w�d, wywiedzioną ze słowiańskich korzeni, niepotwierdzonych w innych językach, dopiero p�źniej odniesionych do g�ry i do słowiańskiego plemienia [Ślężan - red.]". To jak właściwie jest: nazwa Śląska pochodzi od germańskich Siling�w czy słowiańskiej wody? - Może być jeszcze trzecie wyjście, kt�re pogodzi najbardziej zajadłych przeciwnik�w. Profesor Rościsław Żerelik, opisując średniowieczne dzieje Śląska, przedstawił najnowszą teorię, zgodnie z kt�rą nazwa Ślęza uchodzi za dziedzictwo staroeuropejskiej hydronimii i pojawiła się przed przybyciem na Śląsk German�w oraz Słowian. Nazwy rzek z trzonem Sil spotyka się w całej Europie: rzeka Sile w Wenecji, Silenka na Ukrainie, Silk w Austrii. Autorem tej teorii jest Niemiec, ale część polskich badaczy też ją zaaprobowała.eż tejuju Dużo jest spornych kwestii pomiędzy polskimi a niemieckimi historykami Śląska? - Trochę jest. I bywa, że stanowisko Niemc�w drażni naszą narodową dumę. Niemiecki historyk Peter Moraw napisał ("Schlesien", Deutsche Geschichte im Osten Europas, t. 3, Berlin 1994), że przed kolonizacją niemiecką nie było na Śląsku miast. To, co my nazywamy miastami, on nazywa osadami nierolniczymi - "unagrarische siedlung". Wszystko zależy od definicji. Możemy przyjąć, że miasto to osada założona na prawie niemieckim, z szachownicową siecią ulic i dominującym nad całością rynkiem. I wtedy Moraw ma rację. Ale wcale nie musimy. Polscy archeolodzy starają się udowodnić, że przed przybyciem niemieckich osadnik�w były tu miasta warte swej nazwy. Niemcy przeceniają cywilizacyjne znaczenie tej kolonizacji. Czasem odzywa się w nich poczucie wyższości. To mi przypomina stosunek białych kolonizator�w do czarnych mieszkańc�w Afryki. - Niemcy nie są wyjątkiem. Podobnie reagują inni mieszkańcy Europy Zachodniej. Tak się złożyło, że mogłem obserwować trzy obce firmy działające na Śląsku - niemiecką, francuską i irlandzką. Zachodni specjaliści we wszystkich trzech przedsiębiorstwach uznali, że mają misję cywilizacyjną. Z g�ry założyli, że wszystko, co tu zastaną, jest gorsze. My zachowujemy się dokładnie tak samo w stosunku do naszych wschodnich sąsiad�w. A jak odnosimy się chociażby do Czech�w? Ostatnio byłem na wycieczce w jaskiniach Macochy. Co ja się nasłuchałem od zwiedzających je Polak�w o naszej wyższości nad "pepikami"! Im wyższa kultura, tym łatwiej się pozbyć narodowych uprzedzeń. Przez ostatnie p�ł wieku historycy polscy udowadniali, że potęgę gospodarczą i kulturową Śląska zbudowali Polacy. Czas, kiedy miasto pozostawało w granicach państwa niemieckiego, był traktowany jak okres zabor�w. I w końcu w 1945 roku przyszło wyzwolenie. Pamiętam, oprowadzałam kiedyś po mieście młodą Niemkę z NRD, kt�ra przestudiowawszy przewodnik po Wrocławiu, w oryginalny spos�b zinterpretowała termin "wyzwolenie": "Wy byliście pod zaborem pruskim, tak jak Poznań". Z czyjej niewoli radzieccy żołnierze wyzwalali niemieckie miasta na Śląsku? - To oczywiście absurdy. W naszej "Historii Śląska" miasta tego regionu są zdobywane, a nie wyzwalane. Nie ma też mowy o "powrocie Śląska do Macierzy". To mitologizacja historii. Nie możemy robić sobie złudzeń i twierdzić, że "to były polskie ziemie". W dziejach Niemiec Śląsk odgrywał o wiele ważniejszą rolę niż w dziejach Polski. Wystąpię w roli adwokata diabła i zapytam: jak to nie było tu Polski? Przecież byli Polacy! J�zef Ignacy Kraszewski twierdził, że Wrocław jest miastem na wp�ł polskim, a Hugo Kołłątaj zauważył, że w tym mieście mowa polska i niemiecka są wsp�lne jego mieszkańcom. Nawet nabożeństwa odprawia się w obu językach! Nie wspomnę już o tym, że starania podjęte w 1824 roku przez władze rejencyjne, aby szyldy i informacyjne tablice uliczne pisane były wyłącznie w języku niemieckim, zakończyły się fiaskiem. Kupcy dali zdecydowany odp�r zakusom władz. Polscy kupcy? - W XIX wieku żyło we Wrocławiu kilka tysięcy Polak�w, kt�rzy przyjeżdżali tu na studia bądź do pracy. Ale nie oni kształtowali oblicze tego miasta. Jeśli każdy kupiec m�wiący po polsku musiał być Polakiem, to ci, kt�rzy handlują na bazarze w Zgorzelcu, są Niemcami. Też znają choćby kilka sł�w po niemiecku, a swoje stragany obwieszają niemieckimi napisami. O klienta trzeba dbać. A polski klient, przybywający na Śląsk chociażby z pobliskiej Wielkopolski, był bardzo cenny. Dla jego wygody kupcy uczyli się języka polskiego, prowadzili w języku polskim korespondencję handlową, wywieszali szyldy i tablice reklamowe z polskimi napisami. Nie wolno zakładać, że ktoś, kto używa języka polskiego, jest Polakiem. Może być dokładnie na odwr�t. Według polskich ocen w 1939 roku na Dolnym Śląsku mieszkało ok. 60 tys. autochton�w, a na Śląsku Opolskim - ok. 750 tys. Wielu identyfikowało się z narodowością niemiecką. Od lat 90. XIX wieku Polacy robili, co mogli, żeby przeciągnąć Ślązak�w, szczeg�lnie tych z G�rnego Śląska, na polską stronę. Zakładali polskie gazety - Wielkopolanin Adam Napieralski stworzył na G�rnym Śląsku prawdziwe imperium prasowe. Polscy redaktorzy byli inicjatorami lub wsp�łtw�rcami nowych towarzystw rzemieślnik�w i kupc�w, związk�w robotniczych, towarzystw śpiewaczych. Zakładano polskie banki ludowe, aby polscy kupcy i rzemieślnicy mogli łatwiej dostać kredyt. Wielu przekonało się do polskości, wielu utwierdziło w poczuciu, że są Niemcami. Dla tych drugich bycie Niemcem było awansem społecznym. Przychodzili do polskiej piekarni i prosili o bułki po niemiecku, choć doskonale władali polskim. Bo język niemiecki ich nobilitował. Pojawiła się także kilkusettysięczna grupa Ślązak�w rozczarowanych i do Polski, i do Niemiec. Teraz też tacy są. Założony w 1990 roku w Rybniku Ruch Autonomii Śląska dąży do pełnej autonomii tych teren�w. W tym celu pragnie zjednoczyć wszystkich Ślązak�w bez względu na ich świadomość narodową i przynależność państwową. Z kolei Związek G�rnoślązak�w w Opolu traktuje G�rnoślązak�w jako odrębną grupę etniczną, r�żną od Polak�w i Niemc�w. Narodowość śląska to brzmi... dziwnie. - Jestem ostatnim, kt�ry rzuci kamieniem. Trzeba tych ludzi przeciągnąć na swoją stronę. Nie zrobimy tego, opluwając ich. Potrzeba mądrej, wyważonej polityki. Ślązak�w nam przybywa. W ostatnich latach widać coraz wyraźniej, że odnajdujemy swoją tożsamość lokalną. Zaczynamy traktować Śląsk jak małą ojczyznę. Jesteśmy dumni z jego historii, chwalimy się osiągnięciami naukowymi i kulturalnymi Ślązak�w, kt�rzy niekoniecznie m�wili po polsku. Długo nie mogliśmy zapuścić korzeni. - Długo. Sam tego doświadczyłem. Od niedawna jestem wrocławskim patriotą. Zawsze byłem emocjonalnie związany z Krakowem, moim miejscem urodzenia. Tam miałem rodzinę i tam mieszkała moja pierwsza dziewczyna. Jak usiadłem na Wawelu, popatrzyłem na miasto, to wiedziałem, że ono jest moje. A Wrocław. C�ż... kupa gruz�w. Czy można się przywiązać do gruz�w? Moja droga do szkoły - od Grabiszyńskiej do Jemiołowej - biegła wśr�d ruin. To tak depresyjnie działało, że m�wiło się nawet o "chorobie ruin". Mnie do dzisiaj nie podobają się te niemieckie budynki z czerwonej cegły. Co się takiego wydarzyło, że Pan przywiązał się do Wrocławia? - Wyremontowano Rynek. Jestem naprawdę wdzięczny prezydentowi Zdrojewskiemu za tę inwestycję. Wtedy poczułem, że jestem dumny z tego miasta. Cieszył mnie każdy nowy dom. Nawet szklana fontanna denerwująca historyk�w sztuki. A wspaniała przeszłość Śląska i Wrocławia? Przecież Pan ją znał doskonale, bez peerelowskich zafałszowań. To nie wystarczyło, żeby czuć się dumnym z bycia mieszkańcem takiego regionu? - To wystarczyło, żeby go docenić. Pamiętam, pisałem pracę doktorską o Adamie Napieralskim, kr�lu prasy g�rnośląskiej, i musiałem przewertować g�ry gazet. Wtedy zrozumiałem, jak ważnym centrum kulturalnym był kiedyś Wrocław. Rektor Uniwersytetu urządzał w salach Zwingeru [siedzibie stowarzyszenia kupieckiego, dziś Teatr Lalek - red.] przyjęcia na 400 os�b! Zaczęło mnie boleć, że Nowa Giełda została oddana Gwardii, a dawna monumentalna siedziba Sejmu Śląskiego to zaniedbany gmach NOT-u. Poczynania peerelowskich władz w stosunku do dziedzictwa tego miasta budziły niesmak. Dewastacja niemieckich cmentarzy, wysadzenie młyn�w św. Klary. Przykłady można mnożyć. Dopiero teraz, na naszych oczach, Wrocław nabiera wielkomiejskiego szyku i nadrabia dziesiątki lat zaniedbań. Na naszych oczach następuje także powr�t do idei regionalizmu. Jest Pan wsp�łautorem monografii trzech śląskich miast. M�wi Pan otwarcie o potrzebie przewartościowania naszego stosunku do niemieckich dziej�w Śląska. - W czasie stanu wojennego otrzymałem paczkę od zupełnie mi nieznanych ludzi z Niemiec. Kiedy można już było wyjeżdżać z kraju, odwiedziłem tę rodzinę. To było bardzo miłe spotkanie. Ojciec rodziny pochodził z Gdańska i dlatego wysłałem mu w podzięce książkę ze szkicami starego Gdańska, z przedmową w języku niemieckim. Myślałem, że sprawię mu przyjemność, a dostałem list od rozżalonego człowieka. "Jak można było nie napisać, że było to niemieckie miasto". No właśnie. Jak biorę przewodnik po Lwowie i nie znajduję słowa o tym, że to było polskie miasto, czuję się dotknięty. My, Polacy, zbyt często stosujemy moralność Kalego. Nam wolno niszczyć niemieckie cmentarze, a Ukraińcy mają trzymać się z daleka od cmentarza Orląt Lwowskich. Jak się postępuje sprawiedliwie, ma się też prawo oczekiwać sprawiedliwości.
|
|
|