WWWBoard New Message: Message 118: S'p. Ksioondz Dziekan Gerard Henryk Markwica
WWWBoard: Message 118
[ Follow Ups ] [ Post Followup ] [ ]
|
|
Posted by Antoni Respondek on 03/25/02 at 4:57 AM
Subject: S'p. Ksioondz Dziekan Gerard Henryk Markwica
Message Posted
|
|
|
Teroski POZOOR ! To jest Borzy Znak - KAPUAN UMIYUOWANIO PAMIYN'CI. Suhejcie, suhejcie! Urodziou sie w Uogewnikah S'loonskih. ! A UOGEWNIKI zas' sie niydugo stanoom miejscym skupiynio uwagi cauyj Polski, tyla rze krakowske. Skirz planowanyj w siyrpniu wizyty Papiyrza w Sanktuarium w Krakowie-Uogewnikah. Z Matki kero z doomu jest Respoondcyno ! Miyszkou we soomsiedniyj siyni (pod nr 5) na moji droodze Ksiyndza Zielin'skego (Jo miyszkoom dali pod nr 3). Wyhowywali My sie na jednym placu ( Uoon boou troszka starszy). Stoond nasze podobne haraktery i uobce "wpuywy" w naszyj osobowos'ci i myntalnos'ci. Ksztautowauo Nos te same s'rodowisko. Boou Uoon tak jak Mooj Bracik Gerhard skirz swojego miana Gerard przemianowywany po wojnie, na Henryk. Tak jak wszystkymi wtynczos bajtlami, manipulowli nami ci sami i tak samo. Hcieli z Nos zrobic' krakowskih janczaroow, My sie wybrooniyli i wyzwolyli. Uoon znajoomos'c' mauopolskiyj myntalnos'ci umiou wykorzystac' dlo neutralizowanio jyj wpuywoow na S'loonsku. Bez to tyrz pytou katowickih klerykoow uo s'wiynte dlo korzdego S'loonzoka miejsca. Z Trzebnicoom na czele. Bo hciou Ih przyprowadzic' do S'wiyntyj Jadwigi S'loonskiyj. Stauo sie tak, rze to Uoona przyprowadzioua Go do Siebie - do parafie S'wiyntyj Jadwigi S'loonskiyj w Chorzowie. Tam boou Farorzym i Dziekanym chorzowskego Dekanatu. Moderatorym i krzewicielym ws'rood modyh rychu S'wiatło - Życie. Propagator Kultury S'loonska i Kultury na S'loonsku. Skupiou wele siebie elity kulturalne i spoueczne Goornego S'loonska. Przerzou 33 lata (Hrystus jahre) - to kolejny znak! Tak wielu S'loonzokoow na pogrzebie miou wczes'niyj ino Jerzy Ziyntek. Wiyncyj sie mogecie dowiedziec' na stroonah kere w czyn's'ci Woom posyuoom: www.diecezjalne.katowice.opoka.org.pl/1999/ AntekŚP. KSIĄDZ DZIEKAN HENRYK MARKWICA (1942-1999) Na drodze do kapłaństwa Ks. Henryk Markwica urodził się 27 I 1942 roku w Łagiewnikach Śląskich w robotniczej rodzinie Antoniego i Franciszki z domu Respondek. Ochrzczony został 8 lutego 1942 r. w łagiewnickim kościele parafialnym p.w. św. Jana Nepomucena. W latach 1949-1956 uczęszczał w rodzinnej miejscowości do Szkoły Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki. Wykształcenie średnie uzyskał w Liceum Og�lnokształcącym im. Bolesława Chrobrego w Bytomiu, gdzie 26 maja 1960 r. zdał egzamin maturalny. W międzyczasie w ramach swoistej narodowościowej polityki �wczesnych władz państwowych na terenie Śląska zmuszony został w 1953 r. zmienić imię otrzymane przy Chrzcie św. z Gerarda na Henryk. Po ukończeniu studi�w teologicznych (1960-1966) w Śląskim Seminarium Duchownym w Krakowie przyjął 5 VI 1966 r. w katowickiej katedrze Chrystusa Kr�la święcenia kapłańskie z rąk Biskupa Dr. Herberta Bednorza. Parafialne posługi w duszpasterstwie Jako neopresbiter latem 1966 r. pracował na wakacyjnych zastępstwach w parafiach: rodzinnej w Łagiewnikach (25 VI-30 VII), Skrzyszowie (31 VII-14 VIII) potem w Gorzycach (14-30 VIII). Następnie jako wikariusz pracował kolejno w następujących parafiach: Najświętszej Maryi Panny Wspomożenia Wiernych w Katowicach Wełnowcu (30 VIII 1966-30 VI 1969), św. Antoniego w Rybniku (l VII 1969-31 VII 1972), Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wiśle (30 VII 1972-30 VI 1973), Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chorzowie Batorym (l VII 1973-17 VI 1976), św. J�zefa w Zabrzegu k. Czechowic Dziedzic (18 VI 1976-18 VIII 1978), św. Jana Chrzciciela w Tychach Żwakowie (19 VIII 1978-18 VIII 1979), oraz Matki Bożej Kr�lowej Pokoju w Tarnowskich G�rach (19 VIII 1979-7 X 1980). Od 5 IV byt najpierw administratorem, od 9 V 1987 r. proboszczem parafii św. Jadwigi w Chorzowie. R�żnorodność służby w Kościele Ks. H. Markwica był członkiem diecezjalnych, od 1992 r. archidiecezjalnych kolegialnych gremi�w: od 14 X 1987 Rady Duszpasterskiej, od 11 VI 1991 r. Rady Kapłańskiej. Od 29 VII 1987 r. pracował w Zespole Przygotowującym Diecezjalny Kongres Eucharystyczny, od 10 VI 1992 r. w Archidiecezjalnej Komisji II Synodu Plenarnego Og�lnopolskiego, w Radzie Wydziału Duszpasterskiego Archidiecezji Katowickiej i od 21 VI 1976 r. w Diecezjalnej Komisji do spraw Muzyki Sakralnej. Po odwołaniu z wikariuszowskiej pracy w Tarnowskich G�rach od 1980 r. pracował w Sądzie Diecezjalnym w Katowicach, gdzie kolejno był: od 8 X 1980 r. przez 7 lat notariuszem, od 19 X 1982 r. sędzią prosynodalnym, od 18 II 1983 r. aktuariuszem, od 2 I 1995 r. sędzią diecezjalnym. Jako proboszcz parafii św. Jadwigi od 17 maja 1993 r. byt dziekanem dekanatu chorzowskiego. Arcybiskup Katowicki w uznaniu zasług dla Kościoła uhonorował 13 VI 1995 r. ks. Henryka godnością kanonika honorowego Kapituły Katedralnej Archidiecezji Katowickiej. Rozw�j po linii osobistych charyzmat�w Opinie księży, zwłaszcza proboszcza rodzinnej parafii kleryka ks. Jerzego J�zefowicza, katechety ks. Joachima Jachowskiego i Rektora Seminarium ks. Franciszka Jerominka, proboszcz�w z kt�rymi wsp�łpracował jako wikariusz: ks. Sylwestra Durczoka z Rybnika i ks. J�zefa Steca z Zabrzega na temat kleryka, potem młodego kapłana Henryka potwierdziły się w szczeg�łach z jego p�źniejszego życia, zwłaszcza jako doświadczonego duszpasterza. W szkole należał do grona najzdolniejszych uczni�w, był bardzo ambitnym i lubiącym uczyć się i dużo czytać, wygłaszał często cenne referaty. W obyciu odznaczał się skromnością, opanowaniem, punktualnością, solidnością do pedanterii i dbałością o schludność własnego ubioru. Jako kleryk będąc dyspozycyjnym wobec przełożonych, chętnie pomagał proboszczowi w duszpasterstwie i w kancelarii. Zdaniem rektora seminarium był inteligentny, oczytany i orientujący się dobrze w otaczającej go rzeczywistości, w tym politycznej oraz umiejącym dobrze kierować zespołem. W Seminarium na sz�stym roku będąc doktorem, cieszył się u koleg�w wielkim autorytetem. Proboszczowie pierwszych parafii, u kt�rych pracował, podkreślali u młodego kapłana zamiłowanie do śpiewu oraz pomysłowość i samodzielność. W notatce z 1968 r. w aktach personalnych księdza zwr�cono uwagę na gorliwość w pracy duszpasterskiej. Drobny poniższy szczeg�ł świadczy o skromności i lojalności kapłana wobec własnego biskupa. W Zabrzegu w 1978 r. w związku z planami odejścia proboszcza na emeryturę, wierni upatrzywszy sobie go do roli następcy, usiłowali rozpoczął w kurii w tej sprawie starania. Ks. Henryk w korespondencji do Biskupa zdystansował się od zamierzeń parafian i poprosił o niezwłoczne przeniesienie z parafii. Już w seminarium rozpoczął r�wnoległe studia licencjackie na Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie z teologii Moralnej u ks. Prof. Wichera oraz przez 2 lata uczył się Języka włoskiego. Biskup Katowicki w 1966 r. wyraził zgodę na wyjazd neoprezbitera na studia do Rzymu pod kierownictwem ks. prof. B. Haringa. Otrzymawszy od Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego stypendium, miał tam zamieszkać w Papieskim Kolegium Polskim. �wczesne władze bezpieczeństwa dowiedziawszy się o planach wyjazdu kapłana na studia, po otrzymaniu paszportu wezwały 23 VI tr. go ponownie na przesłuchanie proponując wsp�łpracę z SB. Po odmowie księdza, nie szczędząc obraźliwych komentarzy pod jego adresem odebrano jemu paszport. Mimo jego i Biskupa Katowickiego odwołań nie odzyskał go. Wobec powyższego, opr�cz pracy w duszpasterstwie parafialnym kontynuował studia specjalistyczne z teologii moralnej w Krakowie. Od 1976 r. r�wnolegle z pracą wikariusza w Zabrzegu studiował prawo kanoniczne na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Ksiądz H. Markwica byt człowiekiem o dużej wiedzy, przy tym skromny. Interesował się przeszłością rodzinnej Śląskiej Ziemi, sztuką, o czym m.in. świadczy pozostawiony bogaty księgozbi�r mający dużo cennych pozycji Silesiak�w, z historii Polski i sztuki. Powszechnie znana jest jego częsta obecność na sympozjach, sesjach naukowych dotyczących problematyki wsp�łczesności i przeszłości ojczystej ziemi, na kt�rych regularnie zabierał głos w dyskusji. Właściwie najważniejszą jego pasją było duszpasterstwo młodzieży. Pracując w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chorzowie jako wikariusz prowadził w latach 1973-1976 ch�ry dziecięcy i męski. Opr�cz pracy wikariuszowskiej w Rybniku (1969-1972) i w Chorzowie Batorym (1973-11976) był duszpasterzem akademickim. Jako pracownik sądu biskupiego w Katowicach od 1980 r. zamieszkał w Domu Prowincjalnym Si�str św. Jadwigi w Bogucicach, gdzie był kapelanem Domu oraz katechizował tamtejsze podopieczne dzieci si�str z klas si�dmych i �smych. Jako proboszcz parafii św. Jadwigi w Chorzowie, był r�wnocześnie katechetą w Liceum Og�lnokształcącym im. J. Słowackiego i w Zespole Szk�ł Mechaniczno-Elektrycznych. Szczytem realizacji charyzmatu pracy z młodzieżą było zaangażowanie się ks. Henryka w Ruch Światło i Życie. Od 5 marca 1986 r. aż do swojej śmierci był Diecezjalnym Moderatorem tego Ruchu, kt�remu opr�cz chorzowskiej parafii oddał swoje serce. Jako moderator od 1993 r. był odpowiedzialny za Kości�ł Domowy w Archidiecezji Katowickiej. W związku z tym Arcybiskup polecił jemu opiekę nad Domami Rekolekcyjnymi "Idylla" w Wiśle i w Jaworniku, będącymi własnością Ruchu. Opr�cz formacji odpowiedzialny byt za życie Ruchu w diecezji, m.in. organizował w Niedziele Palmowe w Katowickiej Katedrze Dni Młodych. Prawie wszystkie swoje urlopy od 1967 r., zwłaszcza od końca lat 1970 spędzał na rekolekcjach z młodzieżą. Do 1995 r. 90 turnus�w rekolekcji oazowych było jego dziełem: jako prowadzącego, bądź organizującego. Od 1980 r. prawie corocznie przynajmniej jeden turnus, gł�wnie trzeciego stopnia prowadził w Krakowie u Pijar�w. Krakowskie rekolekcje były przykładem doskonałego łączenia jego pracy wśr�d młodzieży z umiłowaniem ojczystej historii oraz zarażania nią młodych. Uczestnicy wspominają "wodzenie" ich przez księdza po zabytkach Krakowa i uczenie odkrywania w nich wielkości Stw�rcy, kt�re stawało się dla nich swoistą ucztą duchową. Oni podziwiają cierpliwość w oprowadzaniu po kościołach i opowiadaniu o nich ciekawych i pociągających treści wielu grupom. Zauważone już przez przełożonych w Seminarium zamiłowanie do śpiewu zostało przez ks. Henryka wcielone w życie zwłaszcza w pracy z młodzieżą. On kochał śpiew, prowadził ch�ry, przy r�żnych okazjach, zwłaszcza na oazowych rekolekcjach uczył gregoriańskiej Mszy św. "de Angelis", kt�rą szczeg�lnie lubił. Żartował, że nie będzie m�gł spokojnie umrzeć, jeśli nie zdąży nauczyć swoich parafian śpiewu gregoriańskiego. Podczas papieskiej wizyty w Polsce w 1997 r. prowadził na krakowskich Błoniach też śpiewy. Od 1996 r. prosił Biskupa Katowickiego o nominację młodszego od siebie nowego diecezjalnego moderatora Ruchu. Światło Życie. Inny dar u ks. Henryka to wyczucie na potrzebujących pomocy, co było widoczne szczeg�lnie w latach osiemdziesiątych, zwłaszcza w okresie stanu wojennego w Polsce. W tym to czasie zaangażował się w działalność powstałego w 1982 r. w Katowicach, Biskupiego Komitetu Pomocy dla dotkniętych represjami, kt�rego byt jednym z założycieli. W ramach tego komitetu udzielał pomocy represjonowanym i ich rodzinom; ewidencja i gromadzenie informacji o miejscu i warunkach przebywania, opieka duchowa przez korespondencję i odwiedziny, pomoc materialna - paczki i przekazywanie rodzinom wsparcia finansowego, porady prawne i interwencje u władz politycznych, konsultacje lekarskie i konkretna pomoc medyczna, organizowanie kolonii letnich, zimowisk i wczas�w zwłaszcza w Krasiczynie k. Przemyśla dla rodzin, szczeg�lnie dzieci. Przyjaciele ze Stowarzyszenia dziennikarzy Polskich we wspomnieniach podkreślali, że na jego mądre rady i serdeczną pomoc mogli liczyć w najtrudniejszych dla ich zawodu chwilach. Ponadto organizował w okresie trudności z aprowizacją i reglamentacji żywność, starał się o zaopatrzenie dla odbywających się w trudnym okresie lat 1980 rekolekcji oazowych. Dzięki temu, mimo m.in. uciążliwych dla uczestnik�w i organizator�w szykan oraz represji ze strony milicji, SB i niekt�rych władz lokalnych, zwłaszcza w Sądeckiem i na Podhalu, odbywały się wszystkie zgodnie z przyjętym planem. Doświadczenie choroby i śmierć Do końca życia, mimo nasilających się kłopot�w zdrowotnych, pełnił gorliwie swoje obowiązki. Po przebytym w 1986 r. zawale serca hospitalizowany był od 2 do 27 września tr. w I Klinice Kardiologicznej w Katowicach. Otrzvmawszy od Biskupa Katowickiego urlop zdrowotny, kontynuował leczenie w Ośrodku Rehabilitacyjnym w Reptach Śląskich. Ponownie w latach 1989, 1996 leczył się na serce we wspomnianej klinice. W drodze na zaleconą przez lekarzy dalszą kurację sanatoryjną w Krynicy G�rskiej, 13 II 1999 r. uległ wypadkowi samochodowemu. Zmarł 18 II 1999 r, w szpitalu w Nowym Sączu, wskutek odniesionych obrażeń w wyniku wypadku samochodowego, w 57 roku życia i 33 roku kapłaństwa. Eksportacja oraz pogrzeb odbyły się 21 i 22 II 1999 r. w kościele parafialnym św. Jadwigi w Chorzowie i spoczął na miejscowym cmentarzu. W czasie Mszy św. żałobnej rozległ się tak przez niego lubiany śpiew gregoriański. Cały kości�ł śpiewał części stałe z Mszy "De Angelis", wprawdzie niezbyt czysto, ale szczerze. Zaśpiewano r�wnież pieśń jego autorstwa o nowej wiośnie Kościoła w nadchodzącym trzecim tysiącleciu. Pod koniec Mszy św. rozległa się przy dźwięku gitary pogodna piosenka ułożona specjalnie na pogrzeb ks. H. Markwicy przez jego wychowank�w: "Niech Pan cię prowadzi naszą pieśnią w kwiaty niebieskich łąk". W pogrzebie w kościele i eksportacji na cmentarz parafii św. Jadwigi w Chorzowie opr�cz wiernych i młodzieży oazowej uczestniczyli: ks. Abp Damian Zimoń, biskupi Gerard Bernacki, Stefan Cichy i Piotr Libera, siostry zakonne, księża, duchowni Kościoła Ewangeliscko-Augsburskiego, przedstawiciele władz miasta Chorzowa i wojewody śląskiego. Tytułem dopowiedzenia warte są zacytowania dwa dokumenty i jedno świadectwo, związane ze śmiercią i pogrzebem księdza. Testament zawiera tylko kr�tkie zdanie, napisane w czasie własnych rekolekcji kapłańskich w Tyńcu jako Oblata tego zakonu1, "Oświadczam, że nic nie posiadam, a to co mam, jest własnością Kościoła Katowickiego. Niech B�g będzie uwielbiony". Premier RP luteranin pan Jerzy Buzek, były mieszkaniec parafii chorzowskiej w liście kondolencyjnym napisał: "Wiem, że dla wielu, zwłaszcza młodych ludzi był przyjacielem, dzięki kt�remu znaleźli i pokochali Jezusa Chrystusa. Dla ogromnej rzeszy ludzi, kt�rzy spotkali go na swojej drodze życia ks. Henryk pamiętany będzie jako Boży człowiek i człowiek modlitwy oraz poświęcenia". Bliski wsp�łpracownik w ruchu oazowym, moderator Domowego Kościoła, ks. Teodor Suchoń w ostatniej przed śmiercią rozmowie z księdzem usłyszał zdanie: "Wszystko załatwiłem. nie mam żadnych zobowiązań, teraz jadę spokojnie do sanatorium". Ź r � d ł a . Archiwum Archidiecezjalne w Katowicach. Akta Personalne, ks. Henryk Markwica: Katalog Archidiecezji Katowickiej 1995. s. 137. 622: Katalog Diecezji Katowickiej 1981. s. 24; 1986, s. 52, 53, 249; Rocznik Diecezji Katowickiej 1970, s. 180; Schematyzm Archidiecezji Katowickiej 1993, s. 54, 58, 63, 64, 67, 135, 143; Gość Niedzielny, R. 76:1999, nr 10, s. 18; ks. T. Suchoń. Ksiądz Henryk jakiego pamiętam, tamże, nr 19 (9 V), s. 21. Ks. J�zef Krętosz -------------------------------------------------------------------------------- Jacek Kurek HENRYK MARKWICA KAPŁAN UMIŁOWANIA PAMIĘCI Był synem tej ziemi. Urodził się w Łagiewnikach Śląskich 27 stycznia 1942 roku. Po dw�ch tygodniach, 8 lutego ochrzczony został w swojej parafii p.w. św. Jana Nepomucena. Uczył się w Bytomiu w Liceum im. Bolesława Chrobrego. Maturę zdał w 1960 roku. Zaraz potem wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Po paru latach dołączył jako młodszy do 17 kleryk�w, kt�rzy w 1964 roku powr�cili z wojska. Cieszył się uznaniem koleg�w z rocznika, kt�rzy wybrali go na doktora. Do końca - jak wspomina ksiądz Engelbert Ramola - przewodził rocznikowi. To on także po latach proponował miejsca i tematykę spotkań rocznikowych, a nawet rekolekcji, np. z okazji 20, 25 i 30-lecia święceń. Po ukończeniu seminarium Henryk Markwica otrzymał święcenia kapłańskie 5 czerwca 1966 roku. Na jego obrazku prymicyjnym widniał napis: "B�g jest miłością". Tej prawdzie z najgłębszym oddaniem służył przez 33 lata swojej kapłańskiej posługi. Choć był desygnowany przez biskupa Herberta Bednorza na studia z teologii moralnej, kt�re miał odbyć w Rzymie, zrezygnował z wyjazdu. Nie m�głby, jak twierdził, uniknąć kompromis�w z �wczesną władzą. Jeżeli jechać na studia, to bez warunk�w z jej strony1. Ostatecznie odebrano mu paszport, mimo że przygotowane już było przez prymasa Stefana Wyszyńskiego stosowne stypendium. W tej sytuacji zaczął studia zaoczne na krakowskim Papieskim Wydziale Teologicznym, a p�źniej studiował na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Pracował w Wełnowcu w parafii Najświętszej Maryi Panny Wspomożenia Wiernych u księdza proboszcza Jana Urbaczki. Był wikarym w Rybniku w parafii św. Antoniego, ceniony przez księdza prałata Sylwestra Durczoka. Jako wikary poznał także parafie w Wiśle i Zabrzegu. W latach 1973-1976 po raz pierwszy zamieszkał w Chorzowie, pełniąc posługę duszpasterską w parafii Wniebowzięcia NMP u proboszcza Franciszka Gębały. Ponadto pracował w parafii św. Jana Chrzciciela w Tychach, w parafii Matki Bożej Kr�lowej Pokoju w Tarnowskich G�rach. Gdy tam przebywał, w roku 1980 został powołany na siedem lat do pracy w Sądzie Biskupim - najpierw jako notariusz, a od 1982 roku jako sędzia. W 1986 roku został Diecezjalnym Moderatorem Ruchu Światło-Życie. Rok p�źniej objął parafię św. Jadwigi w Chorzowie. W�wczas opuścił notariat Sądu Biskupiego, pozostając nadal jego Sędzią. Opuścił jednak także bardzo cenioną przez siebie kapelanię u si�str jadwiżanek w Katowicach Bogucicach. Lata spędzone u si�str wspominał do końca najcieplej. W 1995 roku został kanonikiem honorowym. Pełnił liczne funkcje w kościele. Był członkiem Diecezjalnej Komisji do Spraw Muzyki Sakralnej, członkiem Rady Duszpasterskiej i Rady Kapłańskiej Archidiecezji Katowickiej, a także członkiem Archidiecezjalnej Komisji II Synodu Plenarnego, Rady Wydziału Duszpasterskiego przy Kurii Archidiecezjalnej. Pełnił funkcję chorzowskiego dziekana. Ten kr�tki szkic poświęcony sylwetce księdza Henryka Markwicy traktuję zaledwie jako wstęp do głębszej, wszechstronnej refleksji, kt�ra powinna zostać w najbliższym czasie podjęta, a m�wiąc precyzyjniej, kt�rą powinniśmy podejmować, opierając się na czekających nas dopiero rozmowach, spotkaniach, przemyśleniach. Śmierć chorzowskiego dziekana jest dla naszego miasta i Kościoła bardzo bolesną stratą. Jego zamknięte już życie wydaje się jednak zarazem (nieco paradoksalnie) pewnym darem, kt�ry dziś, u progu nowego wieku i tysiąclecia, otrzymujemy. Spojrzenie na postać tego kapłana, na jego postawę, sprawy, o kt�rych m�wił, kt�re byty mu bliskie, na wartości, dla kt�rych żył, to szansa dla każdego, kto pyta o przyszłość, o perspektywy, o drogę... Skoro nie ma wśr�d nas księdza Henryka Markwicy, spr�bujmy tę jego nieobecność fizyczną potraktować jako znak, jako źr�dło inspiracji i drogowskaz na nadchodzące lata2. Kilku obszarom, kilku zaledwie wątkom związanym z jego niedawnym przebywaniem pośr�d nas chciałbym poświęcić tę wypowiedź. Zdaję sobie przy tym sprawę z tego, że każdy z tych wątk�w stanowi osobny problem i można by mu poświęcić osobne wystąpienie. Był bowiem ksiądz Markwica przykładem człowieka niezwykle bogatego wewnętrznie. Był znawcą i krzewicielem wartości, dziś, u progu trzeciego tysiąclecia najpotrzebniejszych. Pięknie i trafnymi słowami żegnał Zmarłego ksiądz Henryk Bolczyk podczas eksportacji 21 lutego tego roku: "Henryku, kapłanie! Pozostaniesz w naszej pamięci jako kapłan, kt�ry poruszał się w tym świecie z wielkim znawstwem"3. I to rzecz bardzo ważna. Ksiądz Henryk posiadł wybitną zdolność sprawnego poruszania się w świecie wartości. A to oznacza, że był mistrzem. Bo jak pisał ojciec Jan Andrzej Kłoczowski, mistrz to ktoś. kto tę właśnie sprawność osiągnął. "Mistrzem jest ten, kto potrafi przełamać niewiarę w to. że jest możliwe życie inne niż tylko przeciętne. Mistrzem jest ten. kto potrafi obudzić - przynajmniej - aspi- rację do życia bardziej tw�rczego i wykraczającego poza przyjęte standardy"4. R�wnież to co na innym miejscu napisał ojciec Kłoczowski, jest jakby skrojone na miarę osobowości księdza Markwicy: "Zaryzykuję i spr�buję podać prostą zasadę pozwalającą wyr�żnić prawdziwego mistrza - mistrz ma uczni�w - mistrz nie ma >>fan�w>Jak się coś kocha, to trzeba mieć na to czas i... pieniądze>obiad�w czwartkowych na kt�re schodziła się grupa przedziwnych oryginał�w, biesiadujących u farorza do p�źnej nocy"14. Ta strona jego życia zaowocowała także pięknym wkładem w przemiany lat 1989-1990 w Chorzowie. U niego znajdowali schronienie ci, kt�rzy zakładali Komitet Obywatelski, kt�rzy startowali do pierwszych wolnych wybor�w samorządowych. W Domu Parafialnym znajdowała się centrala. On stał z boku, ale był obecny i nikt nie miał wątpliwości, ile ta obecność znaczy. Także u niego dziesięć lat temu 9 listopada 1989 roku zawiązało się Koło "Kr�lewska Huta" Związku G�rnośląskiego15. Gdy w 1994 roku miasto otrzymało stałego patrona w osobie św. Floriana, a także jego relikwie, w dużej mierze było to wynikiem starań księdza Markwicy. Ksiądz Wodarczyk pisał: "Dla mnie Ksiądz Henryk był gniewnym Prorokiem, człowiekiem nieprzeciętnego intelektu i wielkiego poczucia humoru". Proboszcz św. Jadwigi osobiście zapisał w Kronice parafialnej pewne znamienne wydarzenie. Starsza parafianka załatwiała sprawę w kancelarii parafialnej. Było to u progu jego proboszczowania. Oto fragment kronikarskiego zapisu: "Kiedyś pewna starsza Pani w kancelarii, wobec Pań - sekretarek, ale w mojej obecności stanowczo i głośno wypowiadała swoją opinię, że takiego proboszcza, jakim był ks. Dyllus [poprzednik ks. Markwicy - JK] jeszcze nie było i nie będzie - a zwracając się do mnie rzekła - >>i wy też nie będziecietak jest, a teraz razem pomodlimy się za zmarłego ks. Proboszcza, dlatego klękniemy>bis<<. Dwutygodnik parafii św. Jana Chrzciciela w Tychach, nr 6. 14 III 1999, s. 2 W tym duchu można odczytać także publikowane od 10 października w katowickiem "Gościu Niedzielnym" wspomnienia o naszym bohaterze. Por. także dwa świadectwa w katowickim "Gościu Niedzielnym" z 24 X 1999 nr 43, s. 22. 3 H. Bolczyk, Życie dla światła. Fragmenty homilii w czasie eksportacji, "Oaza. Pismo Ruchu Światło-Życie", III-IV 1999, nr 37. s. 13. 4J. A. Kłoczowski, Czas marnych mistrz�w, "Znak", nr 11, 1994, s. 7. 5 Ibidem, s. 5. Pisałem o tym w szkicu: Z dziej�w oświaty w Chorzowie. Wprowadzenie do sesji naukowej, w: Z dziej�w oświaty w Chorzowie. Materiały z sesji naukowej 8 października 1997 r., Chorz�w 1998, s. 8-9. 6 A. Wodarczyk, B�g jest miłością, "Oaza. Pismo Ruchu Światło-Życie", nr 37, III-IV 1999, s. 14. Cytowany tu tekst był także przedrukowany w śląskim kalendarzu katowickim na rok 2000: Z tej ziemi (s. 83-86). 7 A. Wodarczyk, B�g jest miłością..., s. 15. 8 R. Nowak, Umieć odejść, "Oaza. Pismo Ruchu Światło-Życie, nr 37, 1999 s. 17. 9 A. Wodarczyk. B�g jest miłością..., s. 14. 10 E. Ramola, Wspomnienie o przyjacielu..., s. 2. 11 H. Bolczyk. Życie dla światła..., s. 11. 12 W. Ignasiak, Pryncypał, "Oaza. Pismo Ruchu Światło-Życie", nr 37, 1999, s. 15. 13 J. Cyrus, Odszedł duszpasterz, "Dziennik Zachodni", nr 48, 26 II 1999, s. 17. 14 M. Smolorz, Ksiądz Henryk Markwica (1942-1999). Wspomnienie, "Gazeta Wyborcza" nr 45, 23 II 1999. s. 15 Kronika Parafialna parafii św. Jadwigi w Chorzowie..., s. 162. 16 Kronika Parafialna..., s. 138. 17 Kronika Parafialna..., s. 138. Niezwykle pięknie pisał ks. Markwica o całej służbie kościelnej, s. 138-142. 18 J. i A. Sznajder, Niech Pan cię poprowadzi naszą pieśnią w kwiaty niebieskich łąk, "Oaza. Pismo Ruchu Światło życie", s. 16. 19 Darek z Chorzowa, Ksiądz Henryk, jakiego zapamiętałem, "Katowicki Gość Niedzielny", nr 41, 1999, s. 20. 20 R. Herrmann, Historiozofia i historia w posłudze kapłańskiej ks. Henryka Markwicy, "Hajduczanin", nr 10, 1999 s. 16. 21 Kronika Parafialna..., s. 154 i 172. 22 Kronika Parafialna..., s. 169. 23 Kronika Parafialna..., s. 226. 1Stowarzyszenie (w rodzaju trzeciego zakonu zakon�w żebraczych) os�b nie będących ściśle członkami tego zakonu, lecz realizujących jego charyzmat w swoim życiu.
|
|
|