| Śląsk - świadectwo
czasu (3)
STEFANIA LABAJ W połowie listopada natknęliśmy się na patrol Niemców.
W rozmowie okazało się, że tak jak tutaj, również na Śląsku i w Rybniku
nie ma ruin. Przekonywaili nas do powrotu, szczególnie Matkę, ze względu
na małe dzieci. Wyjazd nastąpił z małej stacyjki kolejowei (Dulowa). Pociąg
przepełniony był niemieckim wojskiem. Matkę z półtorarocznym dzieckiem
na ręku i nami dwiema poproszono do przedziału, gdzie nam zrobiono miejsce
do siedzenia. Żołnierze wdali się z nami w rozmowę, zdziwieni, że niemiecka
rodzina uchodziła przed Niemcami. Aczkolwiek mówiłam po niemiecku, trudno
było wszystko zrozumieć, gdyż nasza śląska niemczyzna była jednak inna.
A może ogromne przerażenie sprawiało, że czułam się jak nieobecna. W Bogucicach
zostaliśmy wezwani do opuszczenia pociągu. Wysadzony w powietrze most kolejowy
był w trakcie odbudowy. Szliśmy około pół godziny łąkami w ciemnościach,
jedni za drugimi. Matka niosąc siostrę i walizkę, ja prowadząc pięcioletnią
siostrę za rękę, mając torbę przydługawą jak na mój dziecięcy wzrost, z
jedzeniem i pieluszkami. Była ciężka i co chwila musiałam ją podrywać z
ziemi, ciągnąc siostrę za sobą. Wszyscy szli prędko, popędzani przez hitlerowców.
Matka mnie stale przywoływała, gdyż zostawałam w tyle. Kiedy wreszcie zza
ściany dorosłych ujrzałam dobrze mi znane przejście podziemne dworca w
Katowicach z napisem Kattowitz, umundurowanych Niemców z psami poruszających
się wszędzie, głośne pokrzykwania, popędzanie - uległam panicznemu przerażeniu.
|