Ojciec podsunął Matce, że może ów fakir miał na myśli późną
jesień życia, a nie porę roku, co rozbudziło w Niej nową nadzieję. Zyła
z tym przez 30 lat.
Przy którymś ze wspomnień o wojennych latach dowiedziałam
się, jak doszło do powołania brata do Wehrmacht'u, w tak młodym wieku i
bez Volkslisty.
Był sobotni, cieply, wiosenny wieczór. Od kwitnących akacji za ogrodzeniem
oraz od rozległych ukwieconych łąk, unosiła się upajająca, ciepła woń.
Niosły się w powietrzu głosy chrabąszczy, czasem zakwilił nie mogąc zasnąć,
gdzieś wśród konarów drzew, ptak. Jako że była sobota, droga była pozamiatana
wzdłuż naszej posesji (jak to dawniej robił brat). Pozamiatane podwórka
"paradne" i "gospodarcze". Wszystka rośliniość podlana wodą, drób poodbywany.
Cóż, uczucie spełnionych na dziś obowiązków dawało spokój, zadowolenie.
Zapadał zmierzch. Usiadłam domowym zwyczajem, na progu domu. Oczyma wyobraźni
widziałam brata, kiedy to on krzątał się, robiąc porządki przydomowe, a
ja pomagałam. Zaledwie kilka lat temu. Była taka cisza, że słychać było
zgrzyt zamykanych przez Ojca zamków i kłódek, po czym również przysiadł
na progu. Za parę chwil Matka wyjrzała na próg przed domem, wróciła po
pledy, które położyliśmy na betonowym progu. Rozsiedliśmy się wygodnie.
Po paru chwilach, okazało się, że wszyscy troje myśleliśmy o tym samym.
To, o czym dowiedziałam się od Rodziców w ów spokojny,
ciepły wieczór, jest zbyt bolesne, aby o tym pisać. Może kiedyś? Nie wiem.
Z upływem dni, po powrocie z pracy, dowiadywaliśmy się
o różnych zdarzeniach.
W najbliższym sąsiedztwie żyło dwoje starszych ludzi,
których syn zginął na froncie a córka, członek NSDAP, wyjechała z dzieckiem
dostatecznie wcześnie przed działaniami frontowymi. Staruszkowie, Ślązacy
niemieccy, nie chcieli wyjeżdżać, uważając, że nie przyczynili się do krzywdy
Polaków. W przeciwieństwie do córki nie byli hitlerowcami. W końcu maja
zostali zaaresztowani i w drodze do obozu w Swiętochłowicach zmarli. Byli
to ludzie prawie osiemdziesięcioletni. Mówili
doskonale po polsku. Następny sąsiad zmarł w dwa tygodnie po aresztowaniu
w obozie w Mysłowicach, a jego żona na mocy wyroku sądowego musiała opuścić
Polskę. Dwie rodziny z sąsiedztwa, indagowane przez milicję polską o czas
okupacji, wyjechały po upływie krótkiego czasu z miasta gdzieś w Polskę.
Wiele rodzin, które w czasie wojny uznane za mało niemieckie,
jednak nie zmuszone do opuszczenia swoich domów czy mieszkań, teraz, po
"wyzwoleniu" były przesłuchiwane wielokrotnie, jako że nie doznały ze strony
hitlerowców szykan!
Również Ojciec był wzywany wielokrotnie do urzędu bezpieczeństwa,
gdzie obciążono Go tym, że zatrudniony był przez Niemców na stanowisku
urzędniczym, ponieważ Polaków zatrudniano do prac fizycznych. Również za
to byliśmy za mało polscy, że nie zostaliśmy wydaleni z naszego domu, jak
postąpili hitlerowcy z kilkoma rodzinami z sąsiedztwa.
Rodzice mojego kolegi szkolnego, którego rodzina żyła
tutaj od pokoleń, zostali osadzeni w Mysłowicach, a piątkę chłopców w wieku
3 - 15 lat umieszczono w domu dziecka. Dobra ziemskie zostały im zabrane,
parcele w późniejszym czasie zabudowane budynkami wysokimi. Kolega, po
ukończeniu 18 roku życia, wydostawszy się z domu dziecka zdobył u krewnych
pokoik z kuchenką, podjął pracę w kopalni i naukę w szkołach wieczorowych.
Uzyskał dyplom wyższej uczelni. Zyjąc w ogromnym trudzie, często z pomocą
krewnych czy znajomych rodziny, wydostawał swoich braci, gdy skończyli
18-ty rok życia, z domu dziecka. Z pozostałej czwórki jeden jeszcze zdobył
dyplom wyższej uczelni, dwóch zostało rzemieślnikami, a najmłodszy jest
technikiem gómiczym. Wiele różnych form szykan doświadczali Ślązacy od
kolejnej "władzy". Wiele jeszcze zdarzeń moża by opisać, wiele skróconych
życiorysow bardziej czy mniej tragicznych. Tak było
zawsze.
Zaczął się kolejny okres historii dla Ślązaków.
Tygodnie mijały, zdałam egzaminy wstępne do prywatnej
szkoły zakonnej. Od sierpnia nie pracowałam już w stołówce, a od września
zaczęłam inne zupełnie życie, które z wolna normalniało, obciążone jednak
bliznami, które nigdy nie przestały boleć i tak już będzie do Końca.
Stefania Łabajowa
Tekst autoryzowany. Wszelkie prawa zastrzeżone.