Śląsk - świadectwo czasu  (21)
STEFANIA LABAJ

   W końcu kwietnia zrobiło się upalnie, więc wszędzie robiono przeciągi chcąc złagodzić upał. Przeziębiłam się, a chodząc w tym stanie do pracy nabawiłam się zapalenia płc, co złożyło mnie do łóżka.
   Kwaterujący u nas sztab miał wśród siebie lekarza wojskowego z żoną pielęgniarką. Gorączkowałam do ponad 40 stopni. Nie mieliśmy oprócz kwiatu lipowego na poty żadnych leków. Matka ubłagała lekarza wojskowego o pomoc. Osłuchał mnie i stwierdził zapalenie płuca, jednak nie udzielił mi żadnej pomocy. Bardzo wysoka gorączka trawiła mnie już sześć dni.
   Za oknem sypialni Rodziców lekko kołysała się piękna, smukła brzoza, obsypana pierwszymi jasnozielonymi listkami i nieopodal wysoka akacja wyciągały swoje konary do mocno grzejącego słońca. Było bezchmurnie i bezwietrznie. Czasem tylko przez otwarte okno dochodziło do mnie leniwe brzęczenie owadów. Chwilami niezbyt przytomna od gorączki miałam wrażenie, że patrzę na obraz. Tylko skąd to brzęczenie owadów? W taką ciszę wtargnęło trzaskanie cynkowanymi wiadrami i przyciszone rozmowy. Nie miałam sił, żeby unieść powieki. Przy pomocy Matki i sąsiadki miałam się podnieść z łóżka, a ja nie potrafiłam wydobyć z siebie nawet głosu. Po paru chwilach mocowania się doznałam przeraźliwego zimna, zatykającego oddech. Zostałam zawinięta od szyi po stopy w prześcieradło namoczone w lodowatej studziennej wodzie, po czym w koc i szczelnie okryta pierzyną. Spałam dziewiętnaście godzin, a kiedy się obudziłam byłam tak słaba, że miałam wrażenie, jakbym się zapadła w głęboką przepaść, w której nie mogę się ruszyć ani się unieść.
   Ale świadomość wracała.
   Oczywiście byłam zawinięta tak szczelnie, że tylko głowa była odsłonięta i stąd ta niemożność poruszania się. Poczułam przeogromne pragnienie i glód! Nigdy wcześniej takiego stanu nie doznałam. Okazało się, że po takiej kuracji gorączka ustąpiła, jednak siły wracały wolno.
   Zakwaterowany w naszym domu sztab wojskowy wraz ze swoją stacjonującą w lesie kompanią został skierowany na front. Były to pierwsze dni maja. Pożegnanie było raczej życzliwe, wręcz serdeczne. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że wojna wkrótce się zakońiczy. Żołnierze mieli nadzieję, że doczekają kapitulacji u nas.
   Odzyskawszy siły wróciłam do pracy do stołówki.

Nazot do 'Historie' / Zurück zur 'Geschichte'Nazot / ZurückDalij / Weiter