Śląsk - świadectwo czasu  (2)
STEFANIA LABAJ

   We Lwowie otrzymaliśmy zakwaterowanie w trzykondygnacyjnej kamienicy. Było tam bardzo wielu uciekinierów. Ulga, jaką doznawano w pierwszych dniach po przybyciu pierzchła, kiedy dochodziły wieści o zagarnięciu Polski przez najeźdźców hitlerowskich, o paleniu całych miejscowości, mordowaniu w straszliwy sposób ludności cywilnej i aresztowaniach. Dni upływały w napięciu nerwowym i strachu przed Niemcami. Nie umiem powiedzieć jak to się stało, ale spodziewając się Niemców, dostaliśmy się pod zabór bolszewicki. Ukrywano przed dziećmi roóżne wieści. Nie wolno nam było wychodzić z domu bez opieki dorosłych. Pozorny spokój prysnął. Miały miejsce rewizje, aresztowania i wywózki. Dokąd ? Nie wiedzieliśmy. Były napady, pobicia, kradzieże, ze strony wojska radzieckiego. Wojsko! Mieli karabiny na sznurku zawieszone przez ramię. Było ich jak na moje odczucie bardzo wielu. Zaczęły się kolejki po wszelkie jedzenie z menażkami. Kupić coś do jedzenia było coraz trudniej. Groza wywózki wisiała nad wszystkimi. Ojciec zdecydował, że trzeba znów uchodzić, tym razem do Niemców. W końcu byliśmy Ślązakami. Właśnie. Zaczęto nam dokuczać z tej przyczyny, aczkolwiek byliśmy w podobnej sytuacji. Jedni z Kresów Wschodnich, drudzy z Kresów Zachodnich Polski z okresu międzywojennego. Matka, chcąc ugotować (przepłaciwszy) zdobytego kurczaka, nie mogła nawet kupić wody. Często wytykano nam naszą śląskść (rozpoznano nas dzieci, po godce), że sprzedaliśmy Polskę Hitlerowi, że mamy się wynosić do Hitlera. 
   Różnymi sposobami doszedł Ojciec do tego, że za swój złoty kieszonkowy zegarek zostaliśmy przeprowadzeni przez strażnika granicznego (Lwowiaka) na teren Polski, spod stalinowskiego pod hitlerowski but. 
   Dojechawszy do Krakowa Ojciec i dwaj znajomi zdecydowali, że rodziny się rozdzielą. Mężczyźni mieli wracać oddzielnie do Rybnika. Sąsiadka i Matka wynajęły dwa pokoje na wsi. 

IINDEXNazot / Zurück                           Dalij / Weiter