Śląsk - świadectwo czasu  (16)
STEFANIA LABAJ

   W dniu 26 marca około czwartej nad ranem obudziły nas dźwięki silników samolotowych i strzelanina z broni pokładowej. Nie spadła na osadę ani jedna bomba czy pocisk. Z okienka na strychu obserwowaliśmy podążające chaotycznie, dróżkami w różnych kierunkach od szosy wojsko, już radzieckie. Jakaż różnica! Jeżeli żołnierze niemieccy uchodząc byli zdyscyplinowani, w miarę zadbani, posuwali się skoncentrowani, uważni, to wojska radzieckie szły hałaśliwe, buńczuczne, pijane.
   Ojciec wyszedł z dwoma panami z sąsiedztwa na rozpoznanie.
   Około szóstej wrócili z pięcioma czerwonoarmistami. Byłam przerażona, chyba nie jedyna. Kiedy po wrzaśnięciu zdrawstwujtie szukali Niemców i żądali wodku! Ponieważ nie było ani jednych, ani drugiego, wyszli niezadowoleni. Jeden z nich uszczypnął moją koleżankę w policzek powiedziawszy "krasawice". Dopiero później zrozumiałam, iż uznał, że była ładna. Dowiedziawszy się, że miasto jest wolne, że wojska niemieckiego już nie ma, zdecydowaliśmy, że zaraz po śniadaniu wracamy do naszego domu.
Było wręcz upalnie, kiedy koło południa byliśmy u siebie. Dom stał nienaruszony, również nie było żadnych śladów walk w tym terenie, jak to planowali Niemcy. Jedynie ogrodzenia zostały poprzewracane, przeprowadzono za domem za naszym poletkiem jakiś wykop, a w ogrodzie zastaliśmy dużych rozmiarów niewypał, który Ojciec wyniósł na łopacie do rzeki Nacyny, odległej od domu 250 metrów.
   W ogrodzie przed domem listki tulipanów i narcyzów przebijały się spod zimowej osłony. Aż prosiły, żeby je odkryć i pozwolić im pokazać się mocno grzejącemu słońcu.
   Pobiegłam wzdłuż ulicy w obydwie strony, żeby sprawdzić, kto już wrócił. Nikt. Na przestrzeni około 1,5 kilometra byliśmy sami!
   Zabraliśmy się z Ojcem do rozkopywania dołu w piwnicy. Ojciec podawał mi ukryte rzeczy, które wynosiłam do sieni i na dwór, gdzie Matka wszystko co trzeba było, rozwieszała na sznurach.
   Zgrzyt hamulców. Samochód! Nagle znaleźli się w piwnicy dwaj żołnierze. Pochwalili sposób przechowywania rzeczy i zaoferowali swoją pomoc w wynoszeniu. Wynosili, owszem, ale część Matce, a część na samochód, o czym zorientowaliśmy się później. Byliśmy przerażeni. Brakowało ubrań, futer, płaszczy, kostiumów i wielu innych, nawet wartościowych rzeczy.
   I znowu porównywałam.

Nazot do 'Historie' / Zurück zur 'Geschichte'Nazot / ZurückDalij / Weiter