| |
Śląsk - świadectwo
czasu (10)
STEFANIA LABAJ
W domu panował smutek. Coś odmieniło się w rodzinie nieodwolalnie.
Bolało. Maluchy mniej świadomie zareagowały na tę tragedię. Rodzice? Ileż
oni cierpieli żyjąc z raną, która nigdy się nie zabliźniła. Aż do ostatniej
świadomości.
Pozwolę sobie na pewną dygresję.
Przy ulicy, na której znajduje się mój ojcowski dom, na
odcinku dla 23 domów jednorodzinnych, z mieszkańcami których do wybuchu
wojny żyliśmy po dobrosąsiedzku, a często na stopie przyjacielskiej - zdarzylo
się wiele tragedii przez kilka lat wojny. Na początku okupacji hitlerowskiej
z dwudziestu trzech, sześć rodzin musiało w ciągu 48 godzin opuścić swoje
domy i przeprowadzić się na wskazane mieszkania, zawsze o niskim standardzie
i ciasne. W przerażeniu i panice owi sąsiedzi sprzedawali za bezcen lub
darowali swój dobytek, czy w najlepszym razie oddawali na przechowanie.
Opuszczone domostwa zajmowali hitlerowcy, przybyli najczęściej
z głębi Rzeszy Niemieckiej dla pełnienia różnorakich funkcji. Z zasiedziałych
w sąsiedztwie rodzin sześć było propolskich, czternaście śląskich i trzy
hitlerowskie, z tym jedna fanatycznie - z bliskiego nam sąsiedztwa, z której
rówieśnik mojego brata (również przedwojenny gimnazjalista) został przez
męża swojej siostry zastrzelony w czasie ukrywania się przed powrotem na
front z urlopu. Była połowa lutego 1945 roku a wojska radzieckie wkroczyły
do miasta w marcu.
Jedna z jego sióstr była w SS, działając w krakowskiem
w akcjach wysiedleńczych, w czasie aresztowań i innych represjach na tamtejszej
ludności cywilnej. Wsławiła się okrutnością i bezwzględnością na tych terenach.
W akcie zemsty latem 1944 roku, partyzanci tamtejsi napadli na samochód
jadący polną drogą, w którym jechala z czterema SS-manami z tej grupy.
Samochód został zmuszony do zatrzymania, oblany benzyną, podpalony i otoczony
z bronią gotową do strzału. Wyrok podziemia został znaleziony przy szczątkach.
Nikt z piątki się nie uratował. O tym przebiegu dowiedziałam się wiele
lat po zakończeniu wojny, zyskawszy tam znajomych. Zelazna trumna z jej
szczątkami została przywieziona na lawecie do domu rodzinnego, przy której
do dnia pogrzebu pełnili straż SS-Mani. Nie wiem jak inni reagowali na
to wydarzenie, ale mnie wówczas, paraliżowała przerażająca groza.
Wiele rzeczy nie mogłam pojąć. Ślązacy ? Też Ślązacy.
W dwudziestu trzech rodzinach dwie osoby zginęły w Oświęcimiu, jedna lub
dwie z dwunastu zginęły jako żołnierze niemieccy, cztery zostały przymusowo
wywiezione na roboty w 1940 roku w głąb Niemiec do końca wojny. Losy Ślązaków
mieszkających zaledwie na około 1,5 km odcinku drogi za miastem !
   
|
|