
|
S'loonsko, Angelsko Niymiecki |
|
Wielgi
Suownik S'loonsko - Angolsko - Niymiecki.
Jedyne wydanie w 2007 we czeh jynzykah. Jynzyk s'loonski jeszcze niyje zapisany poprawnie. Suownik niyuwzglyndnio poprawnyj pisowni jynzyka s'loonskigo ale jako piyrszo pozycjo pokozuje S'loonski na tumaczynie Angelskigo i Niymieckigo. Moomy nadzieja rze nastympne wydanie bydzie miauo poprawno pisownio jynzyka s'loonskigo. Polecoom wszyskim znowcoom czeh jynzykoow do zapoznanio sie ze ksioonrzkoom Andrzeja Czajkowskigo, Dr. Tadzik Jeczalik - Republika S'loonsko
“Dzieuo je fascynujoonce poznawczo, warzne merytorycznie i potrzebne” [prof. Jan Miodek] Wielki suownik s'loonsko-niemiecko-angielski Wydanie piersze Wydawnictwo Kaga Druk Uoprawa twardo, 21x15cm, 222 stroon,
|
SILESIAN GERMAN ENGLISH DICTIONARY PUBLISHED IN 2007!
THIS IS PERHAPS THE ONLY DICTIONARY WITH SILESIAN LANGUAGE. THE USER CAN USE IT IN ANY COUNTRY OF CENTRAL EUROPE AND ESPECIALLY IN SILESIA. SILESIAN LANGUAGE IS STILL NOT USED HERE WITH PROPER WRITING HOWEVER THIS FIRST EDITION CAN TEACH BASIC IN SILESIAN LANGUAGE. ENGLISH AND GERMAN USED IN THIS DICTIONARY SHOW HOW SIMILAR WORDS CAN BE ESPECIALLY IN CENTRAL EUROPE WHERE SLAVIC AND GERMAN LANGUAGE SEEMS TO BNE VERY DIFFERENT. THIS IS HIGHLY RECOMMENDED FOR ALL GOING TO SILESIA WHO WANT TO USE SILESIAN LANGUAGE. WHO SAID SILESIAN LANGUAGE IS DEAD! PERHAPS AFTER WORLD WAR II POLISH
OCCUPATION OF SILESIA DAMAGED THE CULTURE AND THE LANGUAGE BUT THIS BOOK
SHOWS THE THOUSANDS YEARS OLD SILESIAN LANGUAGE IS STILL ALIVE AND WELL
ACROSS SILESIA.
|
| CYNA - $26.00 PLUS PRZESYUKA
PRICE - $26.00 PLUSH SHIPPING |
|
|

NIYH RZYJE NIYPODLEGUY S'LOONSK!
PIYRSZE WYDANIE HISTORJE NARODA S'LOONSKIGO NAPISANE PRZEZ S'LOONZOKA.
WSZYSKE POLSKE CYGANSTWA JAKE HISTORIO POLSKO NAUCZAUA SOOM W TYJ KSIOONRZCE POKOZANE.
PRWAWDZIWO HISTORIO S'LOONSKO NAPISANO PRZEZ RASOWEGO S'LOONZOKA JE UNIKATYM.
TA KSIOONRZKA JE SZOKYM DO POLOKOOW KERZI CYGANIYNI PRZEZ POLSKIH NACJOONALISTOOW NARESZCIE DOWIEDZIELI SIE PRAWDZIWYJ PROWDY O S'LOONSKIM NARODZIE I PRAWDZIWYJ HISTORI S'LOONSKA!
WIELKI FORMAT, DURZO MAP, 188 STROON, NOJNOWSZO HISTORIO JE UJYNTO.
| CYNA - $26.00 PLUS PRZESYUKA
PRICE - $26.00 PLUSH SHIPPING |
|
|
Jeszcze niedawno oczy ca?ej Europy zwrócone by?y na Jugos?awi?.
Na tragedi? Alba?czyków wyp?dzonych ze swoich domów. Nieco
pó?niej równie? Serbowie zostali zmuszeni do opuszczenia
Kosowa. Prze?ywali?my ca?y ten dramat za po?rednictwem prasy, radia i telewizji.
Mamy to nieszcz??cie by? ?wiadkami tragedii ma?ego narodu. ?l?zacy identyfikuj?
si? z tamtymi wyp?dzonymi.
Przed 57 laty podobna tragedia, tylko w du?o wi?kszej skali, rozgrywa?a
si? na by?ych ziemiach niemieckich (?l?sk, Pomorze, Warmia i Mazury) oddanych
po wojnie Polsce w administracj?, sk?d wyp?dzono kilka milionów
by?ych mieszka?ców. Jednocze?nie Polacy z kresów wschodnich
zostali przesiedleni na owe poniemieckie ziemie. Mimo tylu lat, które
od tego czasu up?yn??o, spo?ecze?stwo polskie do dzi? nie jest poinformowane
o ówczesnej tragedii.
Dopiero pami?tna transmisja telewizyjna mszy ?w. w Krzy?owej z 1989
r. przerwa?a barier? milczenia. Polacy po raz pierwszy dowiedzieli si?
o wyp?dzeniu ponad 7 mln osób - jak ich okre?lano, Niemców.
Nie jest to jednak ca?kowita prawda. Przyk?adowo ze ?l?ska wygoniono w
wi?kszo?ci ?l?zaków pos?uguj?cych si? j?zykiem niemieckim, ale tak?e
pos?uguj?cych si? mow? ?l?sk?, która nie pasowa?a niektórym
do nowej rzeczywisto?ci. Cz??? spo?ecze?stwa uwa?a?a j? za j?zyk za bardzo
zbli?ony do niemieckiego. U?ywaj?cy tego j?zyka zamieszkiwali ?l?sk od
setek lat. Byli tu prawowitymi obywatelami. Zdarza?y si? jednak wypadki,
?e kazano opu?ci? swoje domostwa powsta?com ?l?skim i dopiero interwencja
u w?adz najwy?szych, oszcz?dzi?a im tego. Wywo?ono rodziny posiadaj?ce
?adne domy, poniewa? nowi notable zapragn?li zosta? ich w?a?cicielami.
Nie patrzono wówczas na przynale?no?? narodow? w?a?cicieli. Takie
przypadki by?y na porz?dku dziennym.
Z Polski, Czechos?owacji i W?gier wyp?dzono 13,5 ml osób (niektóre
?ród?a mówi? o 15 mln), z czego setki tysi?cy zgin??o z ró?nych
powodów w mozolnej drodze do Niemiec (z g?odu, z powodu gwa?tów,
zimna, spalenia, zastrzelenia, zamordowania). Polacy mówi? o 400
tys., Niemcy o ponad dwóch milionach ludzi, którzy ponie?li
?mier? ju? w czasach powojennych. W?ród wyp?dzonych, by?o tak?e
wiele osób z terenu ?l?ska.
Strona Polska do dzi? niech?tnie przyznaje si? do nieludzkiego traktowania
wyp?dzonych i nie okre?la lub zani?a ich liczby. Przez ca?y czas kluczy
si?, próbuje wyg?adza?, opowiada? nieprawd?.
W TV Polonia w dniu 29 pa?dziernika 1998 spikerka przeczyta?a nast?puj?cy
tekst:
„Dwuletnie badania dotycz?ce wysiedle? Niemców po II wojnie
?wiatowej wykaza?y, ?e w latach 1945-50 z krajów Europy ?rodkowo-wschodniej
wysiedlono oko?o 12 mln Niemców, z terenów Polski 3.5 mln.
Wysiedlani mogli zabra? rzeczy osobiste i ?ywno?? do 20 kg. Zabroniono
im wywozu rzeczy nowych. Wg. ?róde? niemieckich istnia?o 1200
obozów dla wysiedlanych Niemców, z czego prawie 800 na Ziemiach
Zachodnich. W obozach by?y g?ównie kobiety, dzieci i starcy. Nie
wiadomo ile osób zmar?o z g?odu i wycie?czenia”.
Nast?pnie pokazano prof. W?odzimierza Bartoszewskiego z Uniwersytetu
Warszawskiego, by?ego ministra spraw zagranicznych, który powiedzia?:
Protokó? zdawczo odbiorczy przy przekazywaniu obozu w ?wi?toch?owicach,
który wcale nie by? jednym z najwi?kszych obozów, ale jednym
z najbardziej g?o?nych, pochodz?cym z jesieni 1945 roku mówi o tym,
?e w ci?gu kilku miesi?cy, w których rz?dzi? tam komendant Morel,
na pewno wg. urz?dowych danych zmar?o oko?o 1/3 wi??niów, a mo?na
przypuszcza?, ?e liczba ta by?a jeszcze wi?ksza.
Je?eli nawet wysiedleniu Niemców, czy jak oni mówi? -
wyp?dzeniu, towarzyszy?y zjawiska kryminalne, a towarzyszy?y. Zjawiska
kryminalne towarzysz? ka?demu wydarzeniu spo?ecznemu. Tacy s? ludzie nie
jednej narodowo?ci, bywali i tacy Polacy, no to mi bardzo przykro, bo ja
bym wola? by takich nie by?o. To nie obci??a narodu polskiego jako ca?o?ci.
Informacja telewizyjna jest w ka?dej cz??ci nieprawdziwa. Co to znaczy
z krajów ?rodkowej Europy? Czy Ukraina, Bia?oru?, W?gry tak?e do
nich nale??? A mo?e tylko Polska i by?a Czechos?owacja? Dlaczego tego nie
sprecyzowano. Próbuje si? przekaza? informacj?, która ma
nam powiedzie?, ?e w dwuletniej pracy naukowcy polscy zbadali i stwierdzili
co?, co ju? dawno odpowiednimi cyframi bardziej wiarygodnymi jak te z telewizji,
udokumentowano. A co znaczy - z terenu Polski wyp?dzono 3,5 mln - kiedy
spo?ecze?stwo mi?dzynarodowe wie, ?e by?o ich ponad 7 ml. Liczb? t? podawano
równie? w polskich czasopismach, np. w miesi?czniku ?l?sk
nr 6/98 w artykule Rachunki krzywd.
Dla mnie niezrozumia?e jest sk?d wzi??a si? liczba 3,5 mln, kiedy strona
polska powo?uje si? na 1200 obozów „jak podaj? Niemcy”. Jak mo?na
doliczy? si? wyp?dzonych, kiedy polscy „uczeni” nie wiedz? ile posiadano
obozów, a gros ludzi by?o z nich wywo?one. A ile osób zgin??o
w obozach? Tego te? nie wiadomo, bo albo nie ma ewidencji lub jest ona
niepe?na jak np. w ?ambinowicach czy Potulicach ko?o Bydgoszczy, gdzie
przy wy?szej ?miertelno?ci w niektórych okresach postanowiono nie
wpisywa? wszystkich do ewidencji „bo gdyby przyjecha? Mi?dzynarodowy Czerwony
Krzy?, to mog?oby wyj?? na jaw, ?e zbyt du?o osób ponios?o ?mier?
w obozie”.
A co do tych 20 kg baga?u, jakie wg. polskich wewn?trznych ustale?
mogli zabra? wyp?dzeni, by?o to jedynie pobo?ne ?yczenie zapisane na papierze.
W niektórych miejscowo?ciach pozwalano zabra? 20 kg a w innych tylko
10 kg, które po drodze najcz??ciej wyp?dzonym zabierano, tak ?e
cz?sto bez niczego, nawet bez kawa?ka chleba wyje?d?ali za Odr? i Nys?
?u?yck?, szcz??liwi, i? mogli uratowa? w?asne ?ycie. Na to s? dowody.
Znam przypadki, mi?dzy innymi z mojej rodziny, ?e wyp?dzono w?a?cicieli
gospodarstw, w tym wypadku z okolic Z?otoryi. Ludzie ci musieli stawi?
si? na dworcu w odleg?ej o 30 km Legnicy. Przy przechodzeniu przez kontrol?,
zabrano im wi?kszo?? rzeczy osobistych jakie posiadali w jednej walizce.
Dorobek ca?ego ?ycia w jednej walizce (?!)
Ci?nie si? na usta pytanie, dlaczego po 10 latach niepodleg?o?ci nadal
próbuje si? wmawia? Polakom (?l?zakom nie, bo oni to prze?yli i
wiedz? jak by?o) k?amstwa. Mo?e zgodnie z zasad?, ?e przy mniejszej ilo?ci
sponiewieranych osób, mniej musimy si? wstydzi?. Zapomina si? o
tym, i? tego rodzaju k?amstwa o?mieszaj? Polsk? w oczach reszty Europy.
Jest ju? najwy?szy czas uderzy? si? w pier? i powiedzie?: „My?my tak?e
zawinili”. Przyjdzie chwila, kiedy trzeba b?dzie g?o?no powiedzie? prawd?.
Po co czeka? i pozwala?, aby narasta?y domys?y i k?amstwa. Wyrzu?my znaczone
karty, zdejmijmy aureole z g?ów i niech te bia?e plamy znikn? z
powojennej historii Polski.
Bardzo dobrze skomentowa? to w czasie Kongresu Ruchu Autonomii ?l?ska
w Rybniku p. Bruno Nieszporek: Dla wszystkich tradycji kulturowych ?wiata,
tak w ramach rodziny, jak w zasi?gu grupy etnicznej czy narodowej, jest
zrozumia?e, ?e szczególn? pami?ci? obdarzy? nale?y w?asne ofiary
wojen, czy wszelkich innych form ?amania elementarnych praw cz?owieka.
Tego rodzaju przejawów gwa?tu nie da si? po prostu zapomnie?! Pami??
o okresach bezprawia pozwala zrozumie? cele polityczne wobec obezw?adnionego
?l?zaka.
Polska wybudowa?a na ?l?sku „Pomniki Powsta?ców”, (pomnik w
Ko?lu dla bior?cych udzia? w powstaniu kadetów lwowskich, nie mieszkaj?cych
przecie? na ?l?sku a w innym pa?stwie. Tablic? na Uniwersytecie Ludowym
w B?otnicy, dla walcz?cego w powstaniu cz?owieka z Wielkopolski, Miel?y?skiego,
nie nale??cej do ?l?ska - wyj. autora), aby za ich pomoc? owin?? tragiczny
dla naszej ziemi okres ?l?skiej wojny domowej w polsko-narodow? chwa??.
Do tej pory Polska nie da?a ?l?skowi ?adnego trwa?ego symbolu upami?tniaj?cego
wielokro? wi?ksz? tragedi?, do której dosz?o po przej?ciu przez
Polsk? w?adzy na pocz?tku 1945 roku.
W ?adnym innym okresie historii nie dosz?o na naszej ziemi do tak gwa?townego
i tragicznego w skutkach pogromu ludno?ci rodzimej, celuj?cego na radykaln?
zmian? stosunków etnicznych, jak w?a?nie w okresie pocz?wszy od
lutego 1945 r. Chcia?bym zaapelowa?, by delegaci na dzisiejszy Kongres
dali ?wiadectwo dezaprobaty dla antychrze?cija?skiej polityki czystek etnicznych
i masowego rozboju, powo?uj?c komisj? „Pami?ci ?l?skiej Tragedii”. Komisja
ta mia?aby za zadanie poczyni? wszelkie starania w celu upami?tnienia wszystkich
?l?skich ofiar przemocy i gwa?tu, ze szczególnym uwypukleniem wygnania
ludno?ci z ziemi rodzinnej i zwi?zanymi z tym niezliczonymi ofiarami, g?ównie
w?ród dzieci, kobiet i starców. Cel ten mo?na zrealizowa?
przez zainicjowanie budowy pomnika „?l?skiej Tragedii” czy te? pomnika
po?wi?conego „?l?skim Ofiarom Przemocy i Wygna?”.
Ruch Autonomii ?l?skiej musi jawnie solidaryzowa? si? z ka?dym poniewieranym
?l?zakiem, niezale?nie od jego narodowo?ci czy te? u?ywanego za ?ycia j?zyka,
pod warunkiem, ?e ten poszkodowany sam nie ponosi winy osobistej za czyny
gwa?tu wobec innych. Podobnie RA? powinien upomina? si? o nazwanie ka?dej
winy po imieniu, bez wzgl?du na przynale?no?? narodow? jej sprawców.
Tego rodzaju inicjatywa na pewno nie b?dzie pasowa? tym, którzy
ponosz? odpowiedzialno?? za wielomilionow? tragedi? ?l?ska lat mi?dzywojennych
i powojennych, ale to nie jest ju? nasz ?l?ski problem. Nie my ?l?zacy
doprowadzili?my do tych tragedii, nie my ?l?zacy czerpali?my z nich i czerpiemy
materialne korzy?ci.
Historia ?l?ska zajmuje si? losami naszych ?l?skich, a nie innych przodków,
tym samym wyja?niaj?c uwarunkowania polityczne i inne okoliczno?ci, które
bezpo?rednio wp?yn??y na bieg losu nas samych.
(drukowano w Jaskó?ce ?l?skiej w pa?dzierniku 1998 r.)
Po ukazaniu si? powy?szego artyku?u, otrzyma?em kilka listów
od czytelników, którzy byli zdania, ?e pisz? nieprawd?, gdy?
ze ?l?ska nikogo nie wyp?dzano. Twierdzili, i? ?l?zacy sami uciekli przed
Armi? Czerwon?. Dwóch korespondentów s?ysza?o o przesiedleniu,
ale „odby?y si? one w humanitarny sposób, nikt nie by? wi?ziony,
bity, nie zamarz? i nie umar? z g?odu. A ju? wielkim nieporozumieniem jest
twierdzenie, ?e kogokolwiek zamordowano, zastrzelono czy te? zgwa?cono,
lub osadzano w jakichkolwiek obozach”.
S?dz?, ?e jest wi?cej osób, które uwa?aj? tak, jak napisa?a
jedna z czytelniczek: „Polacy maj? dobre serca i nie mogliby czego? takiego
zrobi?”. Pozwol? sobie przytoczy? kilka przyk?adów zapisanych w
dokumentach, jak i wypowiedzi osób wyp?dzonych, oraz zacytowa? fragmenty
z nowych polskich bada? z okresu po 1989 roku. Dopiero teraz, w trakcie
rozmów na temat 50 rocznicy zako?czenia II wojny ?wiatowej, pojawi?y
si? pierwsze zdania na temat wyp?dzonych. Za czasów PRL-u by? to
temat tabu, cho? w swoim s?ynnym li?cie Episkopatu Polski do biskupów
niemieckich w 1965 r. - przebaczamy i prosimy o przebaczenie - wspomina
si? wyp?dzenie, za co partia bardzo ostro zaatakowa?a Kard. Wyszy?skiego
i ca?y Episkopat. Spo?ecze?stwo polskie nie jest o wyp?dzeniu poinformowane.
Po 56 latach mo?na na ten temat mówi? i pisa?, i nagle Polacy dowiaduj?
si?, jak to by?o pod koniec wojny i zaraz po jej zako?czeniu.
Historyczn? luk? dotycz?c? wyp?dzenia b?dzie bardzo trudno wyja?ni?
polskim czytelnikom, gdy? przez 56 lat wmawiano im co innego. W ten sposób
zakorzeni?y si? pewne niedomówienia, nieprawid?owo?ci, antagonizmy
i k?amstwa. Od pocz?tku nale?a?o mówi? równie? o tym, co
spotka?o Niemców z r?ki Rosjan i Polaków. Przy czym nie nale?y
u?ywa? ci?gle t?umaczenia - oni zacz?li pierwsi. Wi?kszo?? Polaków
broni si? przed czym?, co w ?wietle faktów stawia ich w z?ym ?wietle.
Nale?y jednak pami?ta?, i? nie ma odpowiedzialno?ci zbiorowej. Dlatego
te? nie mo?na w ?adnym wypadku oskar?a? wszystkich, gdy? w?ród nich
by?y równie? setki tysi?cy sprawiedliwych.
Cho? po stronie polskiej bardzo cz?sto mówi si? o odpowiedzialno?ci
zbiorowej. Przyk?adowo w biuletynie informacyjnym Armii Krajowej z lipca
1944 r. czytamy:” Mimo, ?e najw?cieklejsze psy i najwi?ksze niemieckie
kanalie zwia?y, jest jeszcze wystarczaj?co du?o Niemców w Warszawie
i okolicy. Teraz dowiedz? si?, co oznacza zasada kolektywnej odpowiedzialno?ci”.
Maria Podlasek pisze: „Polacy, którzy w 1945 roku przyjechali
zagospodarowywa? dawne niemieckie ziemie, cz?sto traktowali wysiedlenie
i towarzysz?ce mu nadu?ycia jako naturaln? kar?, która spotyka Niemców
za zbrodnie Hitlera, za lata poni?e? i krzywd wycierpianych przez naród
polski. W ich ?wiadomo?ci funkcjonowa? mechanizm powszechnej winy i zbiorowej
odpowiedzialno?ci wszystkich Niemców. Nie czyniono wówczas
subtelnych rozró?nie? mi?dzy funkcjonariuszem SS, Gestapo, a niemieckimi
kobietami, dzie?mi i starcami, gdy? ta cz??? ludno?ci przewa?nie pozosta?a
jeszcze na wschód od Odry i Nysy. Winny by? ka?dy, kto mówi?
j?zykiem wroga... My?l?, ?e pami?? o cierpieniu milionów Polaków
w czasie hitlerowskiego terroru ci?gle jest w naszym narodzie ?ywa...Jednak
fakt ten nie mo?e stanowi? usprawiedliwienia ani „okoliczno?ci ?agodz?cych”
dla nadu?y? i przest?pstw, które dotkn??y Niemców w czasie
wyp?dzenia, a pochodz? z polskiej r?ki. W wymiarze moralnym nie mo?na bilansowa?
zysków i strat”.
A tygodnik „Wprost” dodaje: „Charakter czystki etnicznej nosi?a powojenna,
obfituj?ca w akty okrucie?stwa deportacja Niemców. Ofiar? tego aktu
odpowiedzialno?ci zbiorowej by?y g?ównie dzieci, starcy, inwalidzi
i kobiety. W obozach przej?ciowych w ?ambinowicach, Potulicach, Mys?owicach,
Sikawie i Blachowni osadzeni marli z g?odu. Ponadto stawali si? ofiarami
przest?pstw pope?nianych przez polskich stra?ników. Na przyk?ad
w ?ambinowicach, gdzie gromadzono ca?e wioski z Opolszczyzny, spalono ?ywcem
48 osób”.
Wypowied? szefa PKWN, Edwarda Osóbki-Morawskiego z 30 sierpnia
1944 roku, przedstawia sposób my?lenia polityków: „Nie chcemy
mie? ?adnej mniejszo?ci narodowej w momencie gdy b?dziemy przejmowali Prusy
Wschodnie. Mamy nadziej?, ?e Armia Czerwona wy?le wcze?niej wszystkich
doros?ych Niemców do pracy przy odbudowie Rosji, tak ?e nikogo tam
ju? nie zastaniemy”.
Nie próbujmy widzie? jedynie faktu wysiedlenia Polaków
z ich ojczyzny, p?aczu za ich domami, polami, wioskami i ko?cio?ami. Pami?tajmy,
?e wyp?dzeni ze ?l?ska tak?e cierpieli i nadal cierpi?. Nie zapominajmy
równie? sposobu w jaki wyp?dzano tutejszych mieszka?ców.
Sposób wyp?dzania rzutuje na wyp?dzaj?cych, a brak zwyk?ego s?owa
przepraszam, nie pozwala spokojnie my?le? o tamtych czasach.
W 1996 r. na wniosek O?rodka Studiów Mi?dzynarodowych Polskiej
Fundacji imienia Roberta Schumanna, CBOS przeprowadzi? sonda? w?ród
polskiego spo?ecze?stwa na temat wyp?dzenia Niemców z Ziem Zachodnich.
Stwierdzono wówczas: - na Ziemiach Zachodnich 64% mieszka?ców
s?ysza?o o wyp?dzeniu a 36 % nie s?ysza?o.
- na terenie reszty kraju 49 % nie s?ysza?o nic o wyp?dzeniu, a 51%
s?ysza?o.
- 38% uwa?a, ?e nale?a?o ukara? Niemców za spowodowanie II wojny
?wiatowej, dlatego s?usznie odebrano im Ziemie Zachodnie, a 43% jest temu
przeciwna, 19% nie posiada na ten temat zdania.
- co do wysiedlenia, to 50% twierdzi i? Niemców spotka?a zas?u?ona
kara za zbrodnie jakich dopu?cili si? podczas wojny, a 35% jest temu przeciwna,
15 % nie ma na ten temat w?asnego zdania.
- wyp?dzenie by?o krzywd?, która dotkn??a cywiln? ludno?? niemieck?
zamieszkuj?c? te ziemie od wieków uwa?a 47% osób, a 29% uwa?a
wyp?dzenie za s?uszne, 24 % nie posiada w?asnego zdania.
Na temat powojennych informacji, i? ziemie zachodnie „powróci?y
na prastare ziemie piastowskie” odpowiedziano:
- Gdyby nie by?y polskie, to przecie? by ich nie oddali.
- Szczecin nigdy nie by? Polski
- Historycznie to my tego by?my nie udowodnili, ?e kiedy? prastare
Ziemie Zachodnie nale?a?y do Polski. Gdyby tak rozmawia?, to ?e tak powiem,
nie trzeba by?o nam zabiera? Wilna i tych wszystkich ziem. (mieszkaniec
Koszalina)
- Co tam piastowskie - niepiastowskie. Kto? musia? zap?aci? za Kresy,
a p?aci zawsze najs?abszy. W tym sensie Niemcy by?y pokonane, a wi?c najs?absze.
(Wroc?aw)
- Trudno powiedzie?, czy dane czy odzyskane, w ka?dym razie teraz nasze.
- Nie jest wa?ne czyje to by?o, poprzez to, ?e tutaj ?yjemy, wi?kszo??
z nas tu si? urodzi?a; czujemy, ?e to nasza ziemia (Gorzów)
- Nigdy nie my?la?em o tych ziemiach inaczej jak o polskich. Ale ja
mia?em kilka dni, jak tu przyjecha?em (Koszalin)
- Wiemy, ?e te ziemie zachodnie to one by?y raz niemieckie, raz polskie.
O tym ka?dy z nas, kto cho? troch? uczy? si? historii, wie. I ?e tu znale??
mo?na i szcz?tki dziedzictwa polskiego, i szcz?tki dziedzictwa niemieckiego.
(Gorzów)
- Na pewno piastowskie, ale cz??? Piastów by?a bardziej niemiecka
ni? Polska.
- Za jednego Piasta by?y polskie, za innego nie - granice si? przesuwa?y
raz na zachód, raz na wschód (Lublin)
- By?y to zawsze terytoria sporne, zamieszkane zarówno przez
Polaków jak i Niemców. Zarówno Polacy, jak i Niemcy
mieli prawo do tych ziem, a w historii raz na wozie, raz pod wozem. W czasach
piastowskich te ziemie zamieszkiwa?y plemiona, które równie?
z Polsk? mia?y niewiele wspólnego.(Lublin)
- Niemcy mog? sobie ro?ci? pewne prawa do tej ziemi. Tym bardziej,
?e oni tu te? wrastali z pokolenia na pokolenie. Oni tu wro?li korzeniami.
Z nimi jest tak, jak z nami i ziemiami wschodnimi.
Nale?a?oby na pocz?tek tego rozdzia?u w kilku s?owach przypomnie?, co
dzia?o si? w Poczdamie. W czasie spotka? zwyci?skiej trójki rozpoczynaj?cych
si? 17 lipca a ko?cz?cych og?oszonym 2 sierpnia 1945 komunikatem, ustalono
mi?dzy innymi: „Trzej szefowie rz?dów zgadzaj? si?, ?e zanim nast?pi
ostateczne okre?lenie zachodniej granicy Polski, by?e niemieckie terytoria
na wschód od linii biegn?cej od Morza Ba?tyckiego, bezpo?rednio
na zachód od ?winouj?cia, a st?d wzd?u? rzeki Odry do zbiegu jej
z zachodni? Nys? i wzd?u? zachodniej Nysy do granicy czechos?owackiej,
w??czaj?c t? cz??? Prus Wschodnich, która nie zosta?a oddana pod
administracj? ZSRR zgodnie z porozumieniem na niniejszej konferencji i
w??czaj?c obszar wolnego miasta Gda?ska b?d? pod administracj? pa?stwa
polskiego i ze wzgl?du na to nie b?d? uwa?ane za cz??? radzieckiej strefy
okupacyjnej w Niemczech”.
Ostateczne decyzje co do granicy pomi?dzy Polsk? a Niemcami, zgodnie
z rozdz. VIII, pkt. B protoko?u, i rozdz. IX, pkt. B komunikatu, mia?y
zapa?? w czasie konferencji pokojowej.
Modzelewski t?umaczy? 28 kwietnia 1946 r. na spotkaniu Krajowej Rady
Narodowej: „...ziemie zachodnie oddane nam w administracj?, pozostan? integraln?
cz??ci? terytorium Rzeczpospolitej na zawsze. To nie jest sprawa przetargów
mi?dzynarodowych, to nie jest sprawa, która mog?aby stanowi? igraszk?
w r?kach zawodowych handlarzy i producentów nafty i broni. Nasza
granica na Odrze i Nysie to kwestia ?ycia, kwestia naszego bytu pa?stwowego
i narodowego i dlatego nie mamy ?adnej mo?liwo?ci podejmowania dyskusji
na ten temat”.
Miko?ajczyk stwierdza?: „Trzy wielkie mocarstwa zgodzi?y si? Polsce
odda? te ziemie w administracj?, a w naszym rozumowaniu na zawsze”. W sporach
PPR-PSL da?y si? s?ysze? w?ród komunistów opinie: „Rz?d zosta?
uznany w Poczdamie, administracj? terenów zachodnich oddano Polsce
- teraz b?dziemy mogli ich sp?awi?”.
Komunikat poczdamski nie by? ?adnym uk?adem, a jedynie ustaleniem do
przysz?ej konferencji pokojowej, która nigdy si? nie odby?a. Trzy
mocarstwa posz?y inn? drog? i z pracuj?cymi razem sojusznikami, sta?y si?
wrogami nowych systemów. Szybko zapad?a ?elazna kurtyna. W ten sposób
strona Polska nie musia?a si? obawia? ?adnych posuni??, prócz krytyki
ze strony mocarstw zachodnich.
Ci?g?e powo?ywanie si? przez stron? Polsk?, na rozmowy poczdamskie,
mia?o uspokoi? i uciszy? spo?ecze?stwo i jednocze?nie wyja?ni?, ?e wszystkie
posuni?cia rz?du s? legalne. I tak to Polacy przyj?li i do dzi? wi?kszo??
nadal s?dzi, ?e wówczas dzia?ano zgodnie z liter? prawa. Rz?d ró?nymi
wewn?trzno-politycznymi posuni?ciami podawa? argumenty, które mia?y
by? pomocne w wyja?nieniu w?asnym obywatelom, i? prawnie zamieszkuj? ziemie
zachodnie. Powo?ywano si? na tradycje piastowskie, na istnienie powi?zania
tych ziem ze starymi etnicznymi Polakami (czytaj S?owianami). Znacz?cy
wówczas politycy tacy jak Miko?ajczyk, Gomu?ka i Bierut mówili
na wszelkiego rodzaju spotkaniach, zebraniach o powrocie na stare ziemie
s?owia?skie, o akcie sprawiedliwo?ci dziejowej w stosunku do tysi?cletniej
agresji germa?skiej. Gomu?ka powiedzia?: „Na ziemiach tych zastali?my jeszcze
przesz?o milion Polaków autochtonów, milion ?wiadków,
którzy obecno?ci? swoj? zeznaj? przed ?wiatem i histori?, ?e ich
pradziadowie byli jedynymi gospodarzami tych ziem, ?e Niemcy znale?li si?
na nich tylko jako przybysze, którym zaborczo?? i agresja ich przodków
utorowa?a drog? na podbite tereny Polski piastowskiej”.
Pami?? tych autochtonów musia?a by? wyj?tkowo dobra, gdy? wracali
w niej przesz?o 700 lat do ty?u i pami?tali jak to wówczas by?o,
kiedy polscy ksi???ta zapraszali niemieckich rolników, rzemie?lników
i kler, ale cz?sto w normalnym ?yciu nie mogli lub nie chcieli zapami?ta?
kilkudziesi?ciu polskich s?ów. Wi?kszo?? z nich mówi?a tylko
po niemiecku.
Wypowiedzi Gomu?ki przyjmowali dziennikarze, naukowcy i dalej w tym
samym stylu przekazywali Polakom i tym, którzy Polakami zosta? musieli
ze wzgl?du na siln? polonizacj? terenu, jak nale?y rozumie? wymy?lon? i
k?amliw? histori?.
Piotr Madajczyk podj?? si? wyja?nienia powy?szego nonsensu w sposób
budz?cy zrozumienie: ”Mitologizuj?cy ton wydaje si? by? widoczny u Franciszka
A. Marka, który rzutuje kategorie narodowe na okres piastowski,
szukaj?c w nim ?róde? polskiej tradycji, obiektywnego okre?lenia
przynale?no?ci narodowej i odwo?uj?c si? do praw przyrodniczych, których
nie wolno si? wyrzeka?.
Skoro niektórzy polscy historycy wyprowadzali prawo do ziem
w dorzeczu Odry i Wis?y z tego, ?e s? one (a raczej by?y w przesz?o?ci)
ziemiami etnicznie polskimi, obszarami zamieszkania, zasiedlenia, czyli
macierzystymi siedzibami narodu polskiego, to stwierdzenie, ?e na jakiej?
ich cz??ci plemiona germa?skie zamieszkiwa?y wcze?niej, godzi?y w podstawy
polityczne pa?stwa. Czy je?eli od czasów ?redniowiecza odpad?y od
Cesarstwa Niemieckiego mi?dzy innymi Szwajcaria, Holandia, Luksemburg,
to czy s? to ziemie historycznie niemieckie i jakie wynikaj? z tego prawa
dla Niemiec? Zaakceptowanie takiego twierdzenia oznacza?oby, ?e Niemcy
maj? prawo do ziem, które w przesz?o?ci nale?a?y do ?wi?tego Cesarstwa
Rzymskiego Narodu Niemieckiego. W wydanych w 1985 r. materia?ach z konferencji
Instytutu ?l?skiego w Opolu, po artykule prof. Wies?awa Lesiuka, stwierdzaj?cego,
?e znacznie wa?niejsze od statystyczno-historycznych s? kryteria socjohistoryczne,
prof. Micha? Lis prezentowa? dane o polskim pochodzeniu nazw, u?ywaniu
j?zyka polskiego itd. Podsumowuj?c, ?e powrót do historycznej argumentacji
o polsko?ci ?l?ska jest konieczny wobec zagro?enia ze strony rewizjonizmu
zachodnioniemieckiego”.
Rosjanie i strona Polska dzia?a?y na podstawie faktów dokonanych.
Stalin twierdzi? w Poczdamie: „...ludno?? niemiecka odesz?a w ?lad za wycofuj?cym
si? na zachód Wehrmachtem, i by?o konieczne, ?eby na ty?ach naszej
armii, na terytorium, które zajmowa?a, istnia?a miejscowa administracja...Dlatego
wpu?cili?my tam Polaków”. Na co odpowiedzia? Churchill, który
zna? sytuacj? i wiedzia?, i? znajduje si? tam sporo mieszka?ców
?l?ska: „Inne dane... mówi? o tym, ?e mimo wszystko pozosta?o tam
2-2,5 mln Niemców... Je?eli, jak mówi? generalissimus Stalin,
Niemcy porzucili ziemie na wschód i zachód od Odry, to nale?a?oby
zach?ci? ich, by tam wrócili”. Nieco pó?niej Churchill mówi?
o 8 milionach mieszka?ców niemieckich i przeciwstawi? si? transferowi.
Mimo takiego przedstawienia sprawy przez Stalina, wielka trójka
ustali?a 31 lipca 1945 r. uporz?dkowane i humanitarne wysiedlenie ludno?ci
(rozdz. XII protoko?u i rozdz. XIII komunikatu). Zobowi?zano Sojusznicz?
Rad? Kontroli do przyj?cia wysiedlonych Niemców. Sojusznicza Rada
zatwierdzi?a w dniu 20 listopada 1945 r. plan przesiedlenia Niemców
z Polski.
Niektórzy autorzy wskazuj? na inne jeszcze zasadnicze uprawnienia
cz?owieka, nie daj?ce si? pogodzi? z wysiedleniami. Jest nim prawo do stron
rodzinnych (das Recht auf die Heimat).
Pierwsze przesiedlenia mia?y nast?pi? dopiero w listopadzie 1945 r.
Rzeczywisto?? by?a inna - rozpocz?to je ju? w maju 1945 r. Mowa by?a o
przesiedleniu, to znaczy, przesiedleni powinni móc zabra? wszystko
co posiadali, jak to w czasie przesiedle? bywa. Ludzie, którzy musieli
opu?ci? te ziemie mówili o wyp?dzeniu. Strona Polska zabrania?a
u?ywa? tego s?owa. Dopiero w s?ynnym or?dziu biskupów polskich do
ich braci w Niemczech, napisano w oryginale tego? (w j. niemieckim) o wyp?dzeniu
(Vertreibung), jednak w polskich dokumentach ko?cielnych drukowanych w
Polsce i przekazywanych swoim obywatelom pisano o wysiedleniu. W preambule
traktatu granicznego, spisanego pomi?dzy Polsk? a Niemcami 14 listopada
1990 roku - u?yto terminu „wyp?dzenie”- podpisanego przez obie strony.
Polacy z Kresów po podpisaniu umów z ZSRR o przesiedleniu
(repatriacji), mogli zabra? wi?kszo?? swoich dóbr. Przyje?d?aj?c
na ?l?sk przywozili, co tylko da?o si? do wagonu kolejowego za?adowa?:
dobytek w postaci kur, kóz, krów i koni. Narz?dzia gospodarskie:
cepy, p?ugi i inne, jakie dany gospodarz posiada?. Przywieziono z sob?
ziemniaki i ziarno do sadzenia i siewu oraz codziennego u?ytku. Niektóre
parafie zabra?y ca?e wn?trza ko?cio?ów. Tylko na Opolszczy?nie jest
7 sanktuariów przywiezionych z Kresów. By?y oczywi?cie równie?
wioski, z których mieszka?cy nie mogli zabra? z sob? dorobku w?asnego
?ycia, poniewa? im na to nie pozwolono. Chodzi?o o takie wioski, gdzie
sytuacja w czasie codziennego ?ycia przedwojennego by?a z?a, bo niektórzy
Polacy ?le traktowali wspó?mieszka?ców innej narodowo?ci,
w tym wypadku Ukrai?ców.
U Bogdana Musio?a czytamy: „?ydówka opisa?a sytuacj? jaka panowa?a
w czasie kiedy Ukraina zdobyta zosta?a w ostatnie wojnie przez Sowietów:
Ukrai?cy nienawidzili Polaków i ?ydów, Polacy nienawidzili
Ukrai?ców i ?ydów a ?ydzi nienawidzili Polaków i Ukrai?ców”.
W informacji do Stalina z 22 wrze?nia 1939 r. czytamy: „Nienawi?? pomi?dzy
Ukrai?cami i Polakami ro?nie; Ukrai?cy stali si? aktywni i teroryzuj? w
wielu miejscowo?ciach polskich rolników”.
Od czerwcu 1941 r. notowano wi?ksz? aktywno?? Ukrai?ców przeciwko
Polakom. Na ulicach mo?na by?o s?ysze? ?piewy: Smert’, smert’ Lacham, Smert’
zydiwsko-moskowitischen Kommune.
Narodowi socjali?ci wspierali antypolskie nastroje w?ród ludno?ci
ukrai?skiej. Dotychczas wspó??yj?cy s?siedzi stali si? ?miertelnymi
wrogami. W 1943 r. dosz?o do masowych napa?ci. Sp?on??y wówczas
wsie i domy zamieszkane przez Polaków, a pozosta?a przy ?yciu ludno??
zbieg?a do miast.
Przed wojn? Polacy stanowili na ziemiach bia?orusko-litewskich 32-35%,
a Ukrai?skich 22-23% mieszka?ców. A wi?c mniejszo?? Polaków
rz?dzi?a wi?kszo?ci? miejscowych i dlatego te? dochodzi?o cz?sto do konfliktów.
Polska administracja próbowa?a na si?? polonizowa?, co nie podoba?o
si? ludno?ci miejscowej. W?adze polskie za pomoc? policji, „ucisza?y” inaczej
my?l?cych.
„Kresy Wschodnie, zamieszkane g?ównie przez ludno?? niepolsk?
i niekatolick?, traktowane by?y jako kolonia. W 1930 r. rz?d polski zastosowa?
terror w 16 powiatach galicyjskich. W 1937 r. na Che?mszczy?nie wojsko
zburzy?o 127 cerkwi prawos?awnych. Rok pó?niej genera? Paszkiewicz
przeprowadzi? brutaln? pacyfikacj? w województwie tarnopolskim...Ostatecznego
rozwi?zania kwestii ukrai?skiej dokona?y w?adze Polski Ludowej. Nie wystarczy?o
to, ?e od pa?dziernika 1944 r. do sierpnia 1946 r. ze wschodnich terenów
kraju wysiedlono prawie pó? miliona Ukrai?ców. Dzie?a dope?ni?a
akcja „Wis?a”. Deportowano i rozproszono po ziemiach odzyskanych 150 tys.
Ukrai?ców i ?emków, a prawie 4 tys. osadzono w obozie w Jaworznie.
Odebrano im 700 tys. ha gruntów, spalono kilka tysi?cy zabudowa?
i ponad sto cerkwi. Polska do dzi? nie wynagrodzi?a krzywd ofiarom”.
Kiedy w 1945 r. ZSRR otoczy? Ukrai?ców „opiek?”, byli pewni,
?e teraz mog? si? m?ci? na Polakach za d?ugie lata terroru polskiego. Ukrai?cy
podpalali polskie domy, mordowali ich mieszka?ców. Niektórzy
Polacy bronili si? ucieczk? i wówczas przyje?d?ali tylko z tym,
co mieli na sobie.
„W ramach polsko-sowieckiej akcji przesiedle?czej, przeprowadzonej
w oparciu o polsko-radzieckie porozumienie pa?stwowe, a? do jej zako?czenia
w roku 1948 zosta?o do Polski przesiedlonych z terenów na wschód
od Buga 1 503 263 Polaków, w tym uwzgl?dniona jest liczba 263 413
Polaków z terenów wschodnich, le??cych poza zasi?giem przedwojennych
granic Polski. Uwzgl?dniaj?c dane opublikowane w Polsce, ocenia si?, ?e
ze wszystkich przesiedle?ców zza Buga tylko 950 tys. osiedli?o si?
na poniemieckich ziemiach zachodnich. Doda? trzeba, ?e w trakcie polsko-sowieckiej
wymiany ludno?ci, Polsk? musia?o opu?ci? w kierunku wschodnim wi?cej ni?
500 tys. Ukrainców, Bia?orusinów, Rosjan i Litwinów
(inni autorzy podaj? liczb? 800 tys.). Poza liczb? 8,5 mln. Niemców
wygnanych z „ziem zachodnich”, wyp?dzono z terenów przedwojennej
polski ponad milion ludno?ci narodowo?ci niemieckiej”.
Okre?leniem repatriacja sugerowano, ?e ludno?? polska nie zostaje wysiedlona,
lecz, i? teraz powraca do swojej ojczyzny.
Z by?ych terenów niemieckich i Polski zosta?o ewakuowanych przed
Armi? Czerwon? i nie wpuszczonych z powrotem na te tereny (?l?sk, Pomorze,
Mazury, Prusy Wschodnie) przez Polsk?, jak równie? po 1945 r. wyp?dzonych:
z ziemi ?l?skiej i lubuskiej 3.658.600, z Pomorza 1.464.600, Warmi i Mazur
2.275.200 i Polski 686.000. Razem 8.084.400 osób. Inny autor Franz
Freiherr von Rosen podaje, ?e z terenu Polski powersalskiej i Gda?ska wyp?dzono
1,710 mln., z niemieckich ziem wschodnich 8,420 mln., z innych terenów
le??cych poza Polska 5.018 mln. Razem wyp?dzono z Polski w tera?niejszych
granicach 10.130 mln, a z ca?ego wschodu Europy 15,148 mln.
Winston Churchill powiedzia? w swojej mowie z 16 sierpnia 1945 w angielskim
parlamencie, „przed wojn? mieszka?o 8-9 milionów osób, na
terenach przej?tych przez Polsk?”. Z polskich terenów, które
zosta?y przej?te przez ZSRR 950 tys. osiedli?o si? na ziemiach zachodnich.
A wi?c nale?a?oby postawi? pytanie, czy musiano wyp?dzi? mieszka?ców
tych terenów, czy te? wystarcza?o, ?e cz??? samowolnie opu?ci?a
te ziemie uciekaj?c przed Armi? Czerwon??
Nale?a?oby si? równie? zastanowi? nad spraw? „przesiedlenia
Niemców”. Czy chodzi?o o Niemców z centralnej Polski, czy
te? niemieckich ?l?zaków, mieszkaj?cych na tej ziemi od oko?o 700
lat. Cz?sto s?yszy si? o najwi?kszym ?l?zaku, Wojciechu Korfantym. Tu nale?a?oby
wyja?ni?, ?e rodzina Korfantego zamieszkiwa?a w Galicji, sk?d przyw?drowa?a
na ?l?sk, gdzie urodzi? si? pó?niejszy dyktator powstania. Czy mo?na
w tym przypadku mówi? o Korfantym jako o ?l?zaku, je?eli rodzina
mieszka?a tu jedynie kilkadziesi?t lat?
Je?eli mo?na Korfantego okre?li? ?l?zakiem, to osoby, które
przyby?y na ?l?sk przed 700, 500 czy te? 150 laty, ale z Niemiec, nie s?
?l?zakami? Rodziny te w wi?kszo?ci asymilowa?y si? na ?l?sku, nie tylko
przyj??y cz??? kultury ?l?skiej, ale równie? wiele do niej wnios?y.
Mówi?c o kulturze ?l?skiej, nie mo?emy my?le? tylko o polskiej,
jak to w zasadzie wi?kszo?? Polaków czyni, ale o czeskiej, morawskiej,
niemieckiej i polskiej. Czy to nie jest podstaw? do twierdzenia, i? oni
te? byli ?l?zakami? A je?eli tak jest, to dlaczego ich wyp?dzono? Czy pytanie
- jeste? Polakiem czy Niemcem by?o w?a?ciwe? Mo?e nale?a?oby zapyta?, jeste?
?l?zakiem? Wiemy, ?e sporo ?l?zaków nie przyznaje si? ani do niemiecko?ci,
ni te? do polsko?ci. Co mieli w czasie weryfikacji zrobi?? K?ama?! Przyzna?
si? do której? z narodowo?ci, której nie uwa?ali za swoj??
Jak widzimy, ówczesna weryfikacja by?a specjalnie tak przygotowawana,
by wyeliminowa? wszystko, co mia?o jakikolwiek zwi?zek z niemczyzn?. Czy
by?o to zgodne z ustaleniami poczdamskimi? Chyba nie. Mówiono konkretnie
o Niemcach i chodzi?o prawdopodobnie o Niemców z Polski centralnej,
jak i tych mieszkaj?cych na ?l?sku, uwa?aj?cych si? tylko za Niemców.
Górno?l?zacy zostali w pierwszym okresie powojennym - jako byli
obywatele III Rzeszy - uznani za winnych wszelkich zbrodni hitleryzmu i
jako tacy pozbawieni wszelkich praw. Mo?na by?o ich wyrzuca? z mieszka?,
rabowa? bezkarnie ich dobytek, pozbawia? domów i gospodarstw. Nie
wa?ne by?o, ?e na Górnym ?l?sku pozosta?y jedynie kobiety, starcy
i dzieci. Na nich Rosjanie, a pó?niej Polacy ?wiczyli swoj? si??,
za pomoc? pa?ki, kija czy rewolweru. Kto czu? si? Niemcem, skazany zosta?
na milczenie. ?l?zak identyfikowany by? z Niemcem, a Polak musia? za pomoc?
ró?nego rodzaju papierów dowie?? swej polsko?ci.
Dosz?o do tego, ?e w dniu 18 czerwca 1945 r. A. Zawadzki og?osi? zarz?dzenie,
w którym poleca? tworzy? dzielnice, gdzie tymczasowo zakwaterowana
zostanie ludno?? niemiecka. Po tym zarz?dzeniu lokalne w?adze nakazywa?y
Niemcom i ?l?zakom mówi?cym j?zykiem niemieckim, nosi? widoczne
oznaki: w Kluczborku czerwon? liter? N, we Wroc?awiu, grodkowskim, G?ogówku,
Zabrzu i Wo?owie, bia?e opaski. Równie? poza ?l?skiem, jak np. w
Gostyninie, Niemcy musieli nosi?, jak pisa? 23 kwietnia 1945 roku Powiatowy
Urz?d Pracy w Gostyninie, liter? N wielko?ci 4x6 cm. W Kluczborku litera
musia?a by? wielko?ci 8x8 xcm.
Tak si? zastanawiam, dlaczego si?gni?to do tych samych metod, jakich
w czasie wojny u?ywali nazi?ci (?ydowska gwiazda, du?e P dla Polaków)?
Krytykuje si? ich, i s?usznie, ale cz?sto przejmowano tamte przest?pcze
zarz?dzenia, uwa?aj?c je za w?asne.
B. Linek pisze na ten temat: „Pod koniec roku sytuacja na terenach
inkorporowanych sprowokowa?a Ministerstwo Administracji Publicznej do przes?ania
podleg?ym urz?dom wojewódzkim pisma okre?laj?cego takie post?powanie,
jak: znakowanie ludno?ci niemieckiej i tworzenie dla niej zamkni?tych dzielnic,
jako metody hitlerowskiej, domagaj?c si? zaprzestania takich praktyk. Oba
przypadki mia?y miejsce na terenie województwa ?l?skiego. Na pi?mie
ministerialnym znajduje si? jednak odr?czna notatka, prawdopodobnie A.
Zawadzkiego, polecaj?ca sprokurowanie odpowiedzi, i? to wojsko samowolnie
poleci?o noszenie przez Niemców bia?ych opasek. W tym „duchu” z
pocz?tkiem grudnia wysz?a odpowiedz z Urz?du Wojewódzkiego“.
Jakie kryteria przyj?to ustalaj?c, ?e pozbawieni na si?? mieszka?,
domów i gospodarstw i na gwa?t wyp?dzeni, to Niemcy? Weryfikacji
jeszcze nie by?o. A wi?c, ka?dy kto mówi? j?zykiem niemieckim by?
Niemcem. A dzieci polskich rodziców, które si? zgermanizowa?y,
to te? Niemcy? Zbyt ?atwe by?o ustalenie niemiecko?ci.
Przypomnia?a mi si? sytuacja, jak? prze?y?em na promie z Kiel (Niemcy)
do Götteborga w Szwecji. Jedna z pasa?erek, Polka, zapyta?a podró?uj?cego
ze mn? m??czyzn? ?aman? niemczyzn?, jak d?ugo b?dzie ta podró? trwa?a.
M??czyzna, mój dobry znajomy, odpowiedzia? wzgl?dnie czystym j?zykiem
polskim. Na to ta pani: „No, nareszcie spotka?am Polaka. Wszyscy mówi?
tylko po szwabsku i nie ma do kogo ust otworzy?”. Kolega bardzo spokojnie
odpowiedzia?: „Nie jestem Polakiem. Tak si? sk?ada, ?e mia?em okazj? nauczy?
si? j?zyka polskiego”. Na to ta pani: „Pan mówi po polsku, wi?c
musi by? Polakiem”. Rozmowa trwa?a d?u?szy czas, a pasa?er nie by? w stanie
jej przekona?. Dla niej fakt mówienia po polsku, by? jednoznaczny
z tym, i? ma przed sob? krajana.
W ten sposób my?lano tak?e po wojnie, patrz?c na mieszka?ców
?l?ska, u?ywaj?cych j?zyka niemieckiego. Zapomniano, ?e tym j?zykiem przez
setki lat si? tu pos?ugiwano.
Wystarczy popatrze? na prowadzone w internacie polskim i niemieckim
dyskusje na temat ?l?ska, gdzie Polacy twierdz?, „je?eli kto? rozmawia
po polsku, jest automatycznie Polakiem”. By?em w Nepalu, Indiach i Pakistanie,
i tam s?ysza?em mieszka?ców tego kraju mówi?cych mi?dzy sob?
po angielsku, ale nie wpad?o mi do g?owy twierdzi?, i? s? Anglikami. Polacy
widz? wsz?dzie tylko polsk? racj? stanu, jest to spowodowane pi??dziesi?cioletnim
wmawianiem im, i? s? najlepszym narodem i by? Polakiem to jest jedyna wa?na
rzecz w ?yciu. Zapomina si?, i? w Europie i poza ni?, istniej? te? inne
pa?stwa, które nie s? gorsze od polskiego.
Spora ilo?? Polaków nie chce przyj?? do wiadomo?ci, ?e mówi?cy
j?zykiem ?l?skim czy niemieckim to te? ?l?zak. Nie wszyscy musz?, potrafi?
i chc? rozmawia? literackim j?zykiem polskim.
Jak wygl?da?o wyzwolenie ?l?ska przez Rosjan mo?na pokaza? na przyk?adzie
powiatu opolskiego:
- w Boguszycach, gdzie trwa?y walki nad Odr?, zastrzelili 280 mieszka?ców.
W niektórych piwnicach czy na gnoju w chlewach le?a?o po 10-15 zabitych.
Kto? z tamtych mieszka?ców powiedzia? niedawno: „Nie ma ju? ?ladów
wojny, ale rany w duszach pozosta?y”.
- w Groszowicach zamordowano 93 osoby, cz??? kobiet i dzieci spalono.
- w Kup zamordowano 28 osób, z czego 25 z tej miejscowo?ci,
1 osob? z Wroc?awia, 1 z Essen i 16 letniego zamiejscowego ch?opaka.
- w Lubieniu zamordowano 2 osoby i 18 zastrzelono.
- w K?tach Opolskich zastrzelono 31 osób. Nad niektórymi
zn?cano si? przed ?mierci?.
- w Krzywej Górze zamordowano 9 starszych osób.
- w Pokoju zamordowano i zastrzelono 118 cywilów, w tym 10-letniego
ch?opaka. 25 kobiet z dzie?mi zamkni?to w domu, który podpalono.
Wszyscy spalili si? ?ywcem. W domu starców zamordowano 20 osób,
w tym 92-letniego m??czyzn?.
- w Gos?awicach zastrzelono 40 kobiet, które wcze?niej zgwa?cono,
a tak?e te, które broni?y si? przed gwa?tem.
- w Zagwizdziu zamordowano 15 osób i jedn? siostr? zakonn?.
- w Krapkowicach zamordowano i zastrzelono 30 osób. Na rynku
wi?ksza ilo?? ?o?nierzy zgwa?ci?a 68-letni? kuchark? ksi?dza. Zostawiono
j? le??c?, przedtem jednak rozci?to jej brzuch.
- w Chrzowicach zastrzelono 23 osoby, w tym 3 kobiety.
- w Rogowie zamordowano i zastrzelono 60 m??czyzn, w tym równie?
miejscowego ksi?dza. Rozstrzelanie odby?o si? przed murem cmentarza.
- w Dobrzeniu Wielkim zamordowano 50 osób, z tego jedn? kobiet?,
która broni?a si? przed gwa?tem i 15 osób, które ucieka?y
przed Rosjanami do lasu.
- w Je?owej 25 stycznia 1945 r. 3 rodziny Kotzów przebywa?y
w jednym domu, obok którego wyl?dowa?y rosyjskie dwup?atowe (doppeldecker)
samoloty. Do domu wszed? ?o?nierz i poinformowa? obecnych, ?e wszyscy b?d?
rozstrzelani. Zapanowa?o grobowe milczenie. Rosjanie po kolei wyprowadzali
przebywaj?cych w tym domu mieszka?ców. Najpierw Johanna, pó?niej
14-letni? Agnes, któr? zgwa?cili a potem przebili bagnetem. Nast?pnie
wyprowadzili cztery dziewczynki - Gertrud?, Leni, Adelheid i Mari?. Strzelali
do ca?ej czwórki. 13-letnia Getrud by?a jedynie ranna, przele?a?a
d?ugi czas na ziemi a kiedy Rosjanie odeszli, wsta?a i uda?a si? do ?ubnian.
Nast?pnie Rosjanie wyprowadzili dalsz? czwórk?, z tego Mart?
z 3 letni? córk? Resi. Kiedy strzelali w Mart?, przewróci?a
si? przykrywaj?c cia?em córk?. Rosjanie odwrócili Mart? i
zabili dziecko. Przy okazji sprofanowali seksualnie nie ?yj?c? ju? 13-letni?
Stephani?. Wszystkich zabitych pochowano pó?niej w jednym grobie.
W powiecie strzeleckim nie by?o lepiej.
- w ?yrowej zastrzelono 5 osób, w tym bardzo starego m??czyzn?.
Szóst? osob?, dziewczyn?, która nie da?a si? zgwa?ci?, zasztyletowano
i rozci?to brzuch. Inna kobieta zosta?a z gwa?cona kilkakrotnie, pomimo
zaawansowanej ci??y. Po tych gwa?tach poroni?a. Dodatkowo zastrzelono 16
?o?nierzy niemieckich, którzy zostali zaskoczeni przez front i schowali
si? przed Rosjanami. Musieli wyj?? ze schowka. Kazano im biec w kó?ko
a Rosjanie strzelali do nich.
Nie obesz?o si? bez gwa?tów. Po wojnie urodzi?o si? kilkoro
dzieci sp?odzonych w czasie gwa?tu. Kobiety i dziewczyny chowa?y si? gdzie
tylko by?o mo?na. W niektórych domach zamurowywano je na strychu,
w pokojach lub stodole. Rodzina przynosi?a i podawa?a jedzenie przez niedu?e
otwory. Kobiety, które nie mia?y takiego schronienia, przebiera?y
si? w stare, przybrudzone kiecki, zak?ada?y chusty na g?ow?, brudzi?y specjalnie
twarz, by ?o?nierze nie zwracali na nie uwagi.
- Le?nic? Rosjanie zaj?li bez walki. Nast?pnego dnia (24 stycznia)
przejecha? przez miasto zab??kany czo?g niemiecki, wówczas dosz?o
do strzelaniny na le?nickim Rynku. Rosjanie nie bardzo wierzyli, ?e jest
to pojedynczy czo?g, szukali „germanców” w ca?ym mie?cie, a? doszli
do Heil und Pflegeanstalt (Zak?ad Zdrowia i Opieki) gdzie przebywa?o oko?o
130 sierot oraz dzieci upo?ledzone i chore. Przeszukali wszystkie budynki,
licz?c na znalezienie ?o?nierzy niemieckich. Przy okazji wy?apywali starsze
dziewczynki, które zosta?y w piwnicach ohydnie sponiewierane i zgwa?cone.
Pod wieczór zamordowali kilka dziewczyn w piwnicach zak?adu.
Kiedy cz??? wystraszonych dzieci zacz??a ucieka? w kierunku stacji kolejowej,
seriami z pistoletów maszynowych zastrzelono wi?kszo?? uciekinierów.
Po kilku dniach mieszka?cy pod lufami Rosjan musieli zebra? zamarzni?te
zw?oki z szosy i piwnic. Wykopano przy zak?adzie ogromny dó?, w
którym pochowano wszystkich pomordowanych. Wed?ug naocznego ?wiadka
by?o ich 63.
W mie?cie zamordowano 33 mieszka?ców, spalono S?d Grodzki, szko??,
4 restauracje, 13 domów, 2 gospodarstwa, klasztor ?w. Klary i jedn?
stodo??. „Wspólna mogi?a by?a piel?gnowana do 1955 r. a nast?pnie
nie wiadomo z czyjego polecenia zrównana z ziemi?. Od tego czasu
zapad?o milczenie. Po zmianach politycznych, w 1990 r. odprawiono msz?
za pomordowanych i nast?pi?o po?wi?cenie krzy?a. Godna po?a?owania by?a
dwukrotna profanacja po?wi?conego krzy?a. Mo?na zada? pytanie: Komu przeszkadza?
ten krzy??”
Jak post?powali Rosjanie po zdobyciu ?l?ska, mo?na przedstawi? na przyk?adzie
miejscowo?ci Uraz (Auras) w pow. Wo?ów. W relacji ?wiadków
czytamy: „Szczególnie ?le zachowywali si? Rosjanie w Auras, gdzie
prawie wszystkie kobiety, dzieci i starców, którzy nie uciekli
przed frontem rozstrzelali, nie wy??czaj?c katolickiego ksi?dza Martina
Scholla, jak i ewangelickiego pastora. Oba ko?cio?y, jak i wi?kszo?? domów
zosta?o podpalonych. Kilka osób schroni?o si? w bunkrze, którego
Rosjanie nie odnale?li, i dlatego to inferno prze?yli.
Siostra Annunziata pracowa?a tu jako piel?gniarka i jednocze?nie jako
pomoc przy ksi?dzu. Przygotowywa?a zakrysti? przed nabo?e?stwem. Ksi?dz
nie zamierza? opu?ci? swojej reszty parafian (oko?o 200 osób), nie
uciekaj?cych przed frontem i dlatego pozosta? w wiosce. 21 stycznia zabra?
do domu parafialnego Przenaj?wi?tsze i od tego czasu tu odbywa?y si? nabo?e?stwa,
poniewa? brak by?o opa?u do zagrzania ca?ego ko?cio?a. 27 stycznia wesz?y
do wsi wojska radzieckie. Siostra Annunziata zamierza?a jeszcze co? zabra?
z ko?cio?a, kiedy przed zakrysti? z?apa? j? rosyjski ?o?nierz ze sko?nymi
oczyma. Wbi? jej zaokr?glon? szabelk? w brzuch, rozci?? wzd?u? a pó?niej
po?wiartowa?. Nie odnaleziono ?adnego kawa?ka cia?a, jedynie w tym miejscu,
gdzie zasta?a j? ?mier? le?a? ró?aniec, który odes?ano jej
siostrze, równie? zakonnicy.
Siostra prze?o?ona Maxima zosta?a przez ?o?nierzy uduszona, a ksi?dz
rozstrzelany. Oboje pogrzebano w oborniku na podwórzu na g??boko?ci
oko?o dwóch metrów. Dopiero zim? z 1945/46 roku odnaleziono
ich. Zamordowanych mieszka?ców wioski (oko?o 150 osób)
pogrzebano w jednej du?ej, wspólnej mogile”.
Na ca?ym Górnym ?l?sku sta?y w ka?dej ma?ej mie?cinie pomniki
„wdzi?czno?ci” dla Armii Czerwonej. W rzeczywisto?ci s? one pomnikami zbrodni
sowieckiej.
„Straszliwemu zniszczeniu uleg?y miasta, i to niemal ca?kowicie ju?
po zako?czeniu dzia?a? wojennych. Opole i Strzelce Opolskie by?y prawie
nie zniszczone w momencie w kroczenia Armii Czerwonej, obecnie s? spalone
w 60-70%. Podobnie wygl?da w Gliwicach i Bytomiu. Po?ary s? przewa?nie
rezultatem podpale? przez ?o?nierzy radzieckich. Podczas jednej nocy, któr?
sp?dzi?em w Opolu, sp?on??y 3 domy w ?ródmie?ciu, w dzie? by?em
?wiadkiem jak zapali? si? 4-ty.”.
Miejscowo?? Bojków (Schönwald) ko?o Gliwic zamieszkiwa?o
przed wojn? 6.000 osób. Tylko troch? ponad tysi?c mieszka?ców
pozosta?o na miejscu, kiedy Rosjanie podczas ofensywy weszli do Bojkowa.
?wiadek tamtych czasów opowiada: „26 stycznia 1945 r. po po?udniu
zobaczyli?my pierwsze sowieckie czo?gi. Po kilku minutach w wiosce by?o
pe?no ?o?nierzy. Zacz??o si? pl?drowanie, gwa?cenie i mordowanie. Nic nie
usz?o uwagi ?o?nierzy. 14-letnia czy te? 60-letnia by?y tak samo traktowane.
Musia?y si? podda? woli ?o?nierzy. A kiedy ojciec czy matka stan??a w obronie
córki, natychmiast zabierano ich i kierowano do obozu, z którego
wywo?ono na Syberi? lub rozstrzelano na miejscu. Na cmentarzu znajduje
si? 200 mogi? mieszka?ców zamordowanych przez Rosjan.”
W pa?dzierniku 1945 r. polska administracja wyp?dzi?a ze wsi 800 osób.
Pocz?tkowo osadzono ich w obozie w Gliwicach a stamt?d bydl?cymi wagonami
dowieziono do rzeki Nysa ?u?ycka. W drodze 60 dzieci i starszych osób
zmar?o z g?odu, z braku czegokolwiek do picia. Cz??? zamarz?a. Zw?oki pozostawiono
bez pochówku przy torach kolejowych.
Wioska ucierpia?a ogromnie, z 6 000 osób 200 zosta?o zastrzelonych
przez Rosjan, 250 zgin??o na froncie, 300 zosta?o deportowanych na wschód,
z czego 80% nie powróci?o, 60 zmar?o w czasie podró?y do
Niemiec. Razem zgin??o oko?o 750 mieszka?ców.
W Gliwicach ci??ko chorego ks. Paw?a Kutsch?, przebywaj?cego akurat
u swoich rodziców, Sowieci wywlekli z ?ó?ka i za jego domem
rodzinnym oddali do niego kilka strza?ów. Nast?pnie oprawcy zabronili
domownikom udzieli? postrzelonemu jakiejkolwiek pomocy. Ks. Kutscha zmar?
dwa dni pó?niej, 28 stycznia 1945 r.
Sytuacja jaka powsta?a na terenie ?l?ska, gwa?ty, kradzie?e, pl?drowanie,
mordy dokonywane przez Rosjan, a po ich odej?ciu przez administracj? polsk?,
doprowadzi?a do tego, ?e wielu mieszka?ców nie widz?c innego wyj?cia,
pope?nia?o samobójstwa. Uwa?ali, i? lepsza jest ?mier? ni? ?ycie
w ci?g?ym poni?eniu i strachu.
„Po opanowaniu terenów przez W?adze Polskie, miejscowa administracja
za?atwia?a si? z Niemcami wed?ug uznania. Wsadzano ich do obozów,
kazano pracowa? w maj?tkach do czasu wysiedlenia. Ludzie ci nie posiadali
nic, prócz ?achmanów na sobie.
Bywa?y równie? rodziny, które rozmawia?y po polsku a
mimo to zosta?y wywiezione do Niemiec. Jedna z takich kobiet z dwoma dzie?mi
o nazwisku Szulc zapytana przez inspektora Polaka dlaczego wyje?d?a i czy
ma jakie? grzechy przeciw Narodowi Polskiemu powiedzia?a: „Do niczego si?
nie poczuwam, a odwo?ania nie z?o?y?am, bo na wyrok musi si? czeka? w obozie,
a ja wol? zdechn?? w transporcie ni? i?? do obozu”.
Starostwo kluczborskie zarz?dzi?o, ?e wszyscy Niemcy w powiecie powinni
zosta? umieszczeni w pa?stwowych maj?tkach rolnych w charakterze robotników
przymusowych.
Starostwo w Tarnowskich Górach ustali?o, ?e: „umieszczeni w
obozie odosobnienia otrzymuj? wy?ywienie obozowe; wszyscy zdolni do pracy,
w miejscu odosobnienia zatrudnieni s? przy robotach przymusowych.
Pozostaj?cy na wolno?ci, zdolni do pracy, pracuj? przy robotach przymusowych
i otrzymuj? kartki ?ywno?ciowe przewidzianej kategorii, lecz ?adnego wynagrodzenia”.
Nie tylko na terenie ?l?ska. Podczas zjazdu 6 lipca 1946 r. Starostowie
województwa ?ódzkiego zastanawiali si? nad tym, komu nale?y
zostawi? Niemców, aby starczy?o ich równie? dla maj?tków
pa?stwowych.
Przyk?adowo Niemcy zatrudnieni w PGR Grodkowo prosili Zarz?d Miejski
w P?ocku pismem z 21 sierpnia 1949 r. o interwencj? by im za prac? zap?acono,
poniewa? nie maj? ?adnych pieni?dzy na zakup jedzenia i myd?a.
Od pocz?tku 1948 r. w?adze centralne i wojewódzkie nakazywa?y
bardziej sprawiedliwe traktowanie robotników niemieckich, twierdz?c
równie?, ?e praca nie mo?e mie? charakteru przymusowego.
W „Expressie Ilustrowanym” z lipca 1946 r. czytamy: „Przymus
pracy Niemców jest najzupe?niej sprawiedliwy i s?uszny, je?eli chodzi
o podniesienie gospodarki pa?stwa”. W innym artykule tej samej gazety z
20 lipca pisano. „Wykorzystanie Niemców do pracy na roli dla dobra
pa?stwa polskiego jest najzupe?niej s?uszne i sprawiedliwe....Niemcy powinni
by? wdzi?czni demokratycznemu Rz?dowi Polskiemu za to, ?e pozwala si? im
pracowa? w normalnych warunkach i otrzymywa? za t? prac? normalne wy?ywienie.
Nie tak pracowali Polacy w niemieckich obozach pracy i nie tak ich niemcy
karmili!” A 26 lipca tego samego roku powy?sza gazeta pisa?a: „Piekarze,
restauratorzy, rze?nicy i inni, korzystaj?c bezp?atnie z pracy Niemców,
nie obni?aj? cen w swoich przedsi?biorstwach oraz na produkowane przez
siebie artyku?y, wskutek czego w nieuczciwy sposób zdobywaj? znaczne
dochody”.
W trakcie zjazdu starostów województwa ?ódzkiego
stwierdzono, ?e „sprawa dostarczenie 1 800 ludzi do ?niw jest kwesti? ?atw?
do rozwi?zania, chodzi tylko o sprawne przeprowadzenie ewidencji Niemców
i o wspó?dzia?anie z nim ze strony Starostów, tak ?e w terminie
48 godzin to zapotrzebowanie zostanie pokryte”.
Cz??? osób ju? w latach 1947-48 nie chcia?a pozosta? w Polsce.
To sp?dza?o sen z powiek odpowiednich urz?dników, którzy
pisali: „Zaparcie si? polskiej narodowo?ci jest zdrad? narodow?. W wielu
wypadkach Polacy w?adaj?cy równie? j?zykiem niemieckim nie przyznaj?
si? do narodowo?ci polskiej, maj?c w kieszeni pozbawienie obywatelstwa.
Wy?ledzenie zniech?conych jest do?? trudne. Udaje si? to czasem przy pomocy
dzieci, je?li miedzy sob? mówi? po polsku”.
„Powa?nym i pal?cym problemem jest sprawa Polek, które wysz?y
za m?? za osoby narodowo?ci niemieckiej wzgl. osoby pochodzenia niemieckiego.
M??owie ich znajduj? si? w Niemczech i zbudowali sobie trwa?? egzystencj?.
Obecnie wzywaj? listownie swe ?ony i dzieci do przyjazdu. Wi?kszo?? ich
przysy?a zezwolenia w?adz okupacyjnych na emigracj? swych ?on i dzieci.
Urz?d wojewódzki nie chc?c doprowadzi? do utraty 88 225 osób
narodowo?ci polskiej nie zgadza si? na ich repatriacj? do Niemiec. Kobiety
te ?yj? w wi?kszo?ci w bardzo trudnych warunkach gospodarczych. Zarobkowa?
nie mog? ze wzgl. na ma?oletnie dzieci. Urz?d Wojewódzki nie mo?e
przyj?? im z pomoc? materialn? z uwagi na brak finansów” czytamy
w sprawozdaniu wojewody ?l?skiego za IV kw. 1947 r. z 13 stycznia 1948
r. A protokó? z odprawy referentów spo?ecznych woj. ?l?skiego
z 27 czerwca 1949 r. mówi: „Na zapytanie referenta spo?ecznego starostwa
kozielskiego w sprawie ma??e?stw mieszanych mgr Dzik wyja?ni?, ?e je?eli
chodzi o kobiety - ?ony Polki, to musz? pozosta? i nie mog? by? wysiedlone
na ich w?asne ??danie do niemiec do swych m??ów”.
Najwi?cej krzywd od polskiej administracji, od milicji wspó?pracuj?cej
z Urz?dem Bezpiecze?stwa Publicznego, doznali ?l?zacy mówi?cy po
niemiecku. Milicjanci rekrutowali si? cz?sto z awanturników ci?gn?cych
w ?lad za Armi? Czerwon?, b?d? ze zdemobilizowanych komunistycznych partyzantów.
Wa?ne funkcje w milicji pe?nili nierzadko osiemnasto- dziewi?tnastoletni
ch?opcy zdeprawowani przez wojn?, odznaczaj?cy si? wyj?tkowym sadyzmem
i okrucie?stwem. I to przez milicj? - oficjalnie powo?anej do strze?enia
porz?dku publicznego - ludno?? niemiecka by?a grabiona, poni?ana, szykanowana.
Z ma?ej wioski Ha?cnów po?o?onej ko?o Bielska Bia?a zgin??o
ponad 100 osób; 42 zmar?y w powojennym obozie w O?wi?cimiu, 17 w
obozie w Jaworznie, 3 w obozie w Mys?owicach, 2 w Lubi??u, po 1 w Sztumie
i Wadowicach, 11 osób zgin??o w Ha?cnowie na skutek rozstrzelania
i pobi?, 28 zmar?o w ZSRR.
?wiadek z Czarnow?sów wspomina: „Coraz straszniej szaleje
milicja. Je?eli do tej pory pl?drowali tylko Rosjanie, teraz robi? to jeszcze
Polacy. Nic nie jest bezpieczne przed now? milicj?. Tylko tyle, ?e nie
gwa?c? dziewcz?t. Ta milicja przej??a rol? Gestapo albo NKWD i grabi ludno??”.
Jeden z ksi??y z Czarnow?sów zanotowa? w pami?tniku pod dat?
1 kwietnia 1945 roku: „Po po?udniu aresztowali i zabrali proboszcza. Milicja
prowadzi?a go przez miasto niczym z?oczy?c?. Zabronione najsurowiej jest
jakiekolwiek niemieckie s?owo. Tak wi?c nie odb?dzie si? ju? ani jedna
lekcja religii. Chocia? doro?li na Górnym ?l?sku mówi? mow?
?l?sk? tzw. Wasserpolnisch, dzieci nic z tego nie rozumiej?. Znowu pojawi?
si? Szatan. Zmieni? mundur, ale jego przekonania go zdradzi?y. Nowy szatan
wydaje si? jeszcze bardziej niebezpieczny: s?awi si? swoim katolicyzmem
i ci?gle mówi o Cz?stochowie”.
N. Kracher napisa?a: „S? w Bundesrepublice i na Opolszczy?nie ludzie,
którzy milkn?, kiedy kto? mówi dobrze o Polakach, którzy
przyszli tu w 1945 roku”. Oni pami?taj? jeszcze jak pod lufami ludowego
wojska polskiego, milicji, bezpieki, z?odziei i zwyk?ych szabrowników
musieli ucieka? ze swego mieszkania, domu i ogrodu.
Piotr Madajczyk pisze: „W wielu wypadkach udzia? w akcji wysiedlania
Niemców by? pretekstem dla zemsty...gwa?ty i grabie?e...zazwyczaj
kilkakrotnie podczas transportu, zarówno z powodu niskiego poziomu
moralnego oraz daleko posuni?tej korupcji i demoralizacji ludzi tworz?cych
milicj?, jak i pewnej sankcji, w?adz dla tych dzia?a?. ..Jak cz?sto zabijano
ludzi za to, ?e byli w?a?cicielami maj?tków, bez wzgl?du na to,
co robili przed r. 1945?”
W innej ksi??ce czytamy: „W pierwszych dniach i tygodniach po wojnie
kilka tysi?cy dostojników niemieckich pad?o ofiar? zemsty Polaków.
Ponad 200 tys. osób cywilnych zosta?o wywiezionych na roboty przymusowe
do zwi?zku Radzieckiego. Niemcy zabierani byli do baraków, aresztów,
wi?zie? karnych, w których uprzednio narodowi socjali?ci przetrzymywali
swoje ofiary. Zarazy i g?ód poch?on??y niezliczona liczb? ofiar”.
Recenzent ksi??ki E. Paukszty poda?: „Szakale byli pierwszymi przedstawicielami
Polski, z jakimi zetkn?li si?, padaj?c ich ofiar?, autochtoni. Zetkni?cie
to mia?o skutki jak najgorsze. Ograbieni przez band? rabusiów i
podpalaczy, tubylcy stali si? wobec repatriantów zamkni?ci i nieufni,
nara?aj?c si? jeszcze bardziej na przezwisko „szwabów”.
„Odra” drukuje list z powiatu prudnickiego, w którym czytamy:
„W pobliskiej wiosce milicjant zabi? cz?onka Zwi?zku Polaków w Niemczech,
wymy?laj?c mu od germanów i hitlerowców, a gdy bity oburzony
przed?o?y? za?wiadczenie z piecz?tk? i podpisem wicewojewody Bo?ka... komendant
milicji o?wiadczy?: takim ?wistkiem mo?esz sobie d... wytrze?!”
W sprawozdaniu starosty z Ko?la czytamy: „Odwrotn? i bardzo przykr?
stron? przeprowadzonej akcji by?a grabie? mieszka? opró?nionych
przez niemców. Mieszkania by?y nie zawsze dostatecznie zabezpieczone.
Wprawdzie urz?dnicy Zarz?du Miejskiego zamykali mieszkania na klucze i
nalepiali kartki zabezpieczaj?ce na rzecz Zarz?du Miejskiego, przeprowadzone
to jednak by?o niedok?adnie i wiele mieszka? ograbiono.
Niezale?nie od powy?szego niezdyscyplinowane jednostki M.O. i U.B.
nie zwracaj?c na kartki zabezpieczaj?cej uwagi zrywali je przemoc? wdar?szy
si? do mieszka?, pod pozorem rewizji, rabowali po?ciel i bielizn? nie mówi?c
o cenniejszych przedmiotach jak zegarki, kosztowno?ci.
Niezale?nie od powy?szego przedmioty skonfiskowane przy rewizji mia?y
by? przes?ane do magistratu i po spisaniu rozdzielone przez Opiek? Spo?eczn?,
tymczasem wózek r?czny na?adowany warto?ciowymi przedmiotami jak:
zegarki, wódki gatunkowe, likiery, myd?a, cygary, w?dliny, itp.
zabrano do gmachu Urz?du Bezpiecze?stwa Publ. Zupe?nie bezprawnie, poniewa?
U.B. wezwany by? tylko przy usuwaniu niemców i nie mia? prawa zabra?
jakichkolwiek przedmiotów.
W ?lad i za przyk?adem cz?onków Milicji Obywatelskiej i inne
jednostki spo?ród pracowników urz?dów w Ko?lu rabowa?y
mieszkania opuszczone.
Wystawione na moje ??danie posterunki w ro?nych cz??ciach miasta nie
wiele pomog?y, gdy? i rodziny repatriantów mieszkaj?ce w barakach
na stacji równie? wzi??y udzia? w grabie?y”.
W innym sprawozdaniu czytamy o wysiedleniu w Bytomiu: „Po dwu dniach
akcja zosta?a przerwana, poniewa? miejscowe W?adze Administracyjne do akcji
zupe?nie przygotowane nie by?y, nie potrafi?y zupe?nie opanowa? sytuacji,
rozpanoszy?y si? na szerok? skal? grabie? i szabrownictwo odno?nie mieszka?
poniemieckich, a niekiedy nawet mieszka? zajmowanych przez repatriantów.
Jak mnie poinformowal prezydent miasta ob. Mgr Mietkiewicz jednostka wojskowa
Korpusu Bezpiecze?stwa Wewn?trznego nie umia?a nie tylko ukróci?
grabie?y, ale sami ?o?nierze brali czynny udzia? w grabie?ach. Jak si?
zdo?a?em pó?niej sam zorientowa? opinia publiczna by?a tego samego
zdania o ?olnierzach Korpusu Bezpiecze?stwa. W dniu naszego przybycia do
Bytomia jednostka Korpusu Bezpiecze?stwa opu?ci?a Bytom udaj?c si? do Katowic.
15 lipca 1945 r. (jeszcze przed ustaleniami w Poczdamie – wyj.
autora) rozpocz?to akcj? wysiedle?cz? w Bytomiu. Udzia? ?o?nierzy w akcji
wysiedle?czej by? nast?puj?cy: dwie kompanie mia?y za zadanie zamkni?cie
ulic u ich wylotów z miasta, by uniemo?liw? Niemcom ucieczk? poza
obr?b miasta w czasie wysiedlania (przypomina to niemieckie ?apanki w czasie
wojny - wyj. autora). Wypuszczano z miasta jedynie ludno?? polsk? po uprzednim
sprawdzeniu ich dokumentów. 20 ?o?nierzy by?o zaj?tych sprawdzaniem
wozów tramwajowych u ich wyjazdu z miasta w tym samym celu. Jedna
kompania otacza?a kwarta?, w którym w danym dniu toczy?a si? akcja
wysiedle?cza; Nie wypuszczaj?c z rejonu operacji Niemców w ci?gu
ca?ego dnia za wyj?tkiem tych, którzy spieszyli do pracy w kopalniach
i innych przedsi?biorstwach pa?stwowych lub wojskowych wykazuj?c si? odpowiednimi
za?wiadczeniami pracy wystawionymi w lipcu 1945 r. 30 ?o?nierzy stanowi?o
asyst? dzia?aj?cych 30 komisji wysiedle?czych. Pozostali ?o?nierze patrolowali
w rejonie operacji, konwojowali wysiedlanych Niemców do punktów
zbornych i poci?gów oraz pe?nili s?uzb? wartownicz? przy wa?niejszych
obiektach, które uleg?y wysiedleniu. Dnia 21 lipca 1945 r. obj??
z rozkazu d-cy Dywizji dowódtztwo nad ca?? Wojskow? Grup? Operacyjn?
mjr Sobiesiak, za? mjr Wojewódzki powróci? do swego
pu?ku. W zwi?zku z du?ym rozmachem akcji odczuwali?my przez ca?y czas silny
niedostatek ?olnierzy w wyniku czego ca?a s?u?ba zamiast trójzmienna
dwuzmienna.
Nastroje ?o?nierzy w czasie akcji by?y wybitnie antyniemieckie.
?o?nierze cz?sto zwracali si? do mnie z zadaniem bardziej surowego
traktowania Niemców.
Milicja Obywatelska ?adnej pomocy w akcji nie udziela?a, t?umacz?c
si? brakiem czasu. Milicja stale konfiskuje u przechodniów rózne
przedmioty maj?tkowe i to zarówno u Polaków i Niemców,
zarzucaj?c, ?e pochodz? one z „szabru” lub nielegalnego handlu, nie stwierdziwszy
uprzednio pochodzenia danego towaru, przy czym na konfiskowane przedmioty
nie wydaje si? ?adnych pokwitowa?. Umundurowanie wi?kszej cz??ci szeregowych
i oficerów Milicji miasta Bytomia w niczym si? nie rózni
od umundorowania Wojska Polskiego, w wyniku czego wszelkie czynno?ci Milicji
zarówno s?uszne, jak i nies?uszne, zarówno prawne, i nieprawne
ludno?? cywilna przypisuje Wojsku. Komendat Milicji miasta Bytomia w stopniu
podporucznika jest stale w s?uzbie podpity”.
O Bielsku Bia?ej dowiadujemy si?: „Jak powszechnie opinia spo?eczna
Bielska i powiatu g?osi, to Powiatowa Komisja Wysiedle?cza urz?dowa?a w
stanie zupe?nie pijanym, przerywa?a co pewien czas swe posiedzenia, by
powraca? nast?pnie do swych czynno?ci w stanie bardziej podnieconym wódk?.
Prym wodzi? w tym wypadku nieznany z nazwiska funkcjonariusz Bezpiecze?stwa
w Bielsku. Pe?nego sk?adu tej komisji nie zdo?ano ustali?.
W Dziedzicach mówi si?, ?e zwolnienie od wyjazdu do Niemiec
kosztowa?o w Bielsku 2 litry wódki, kto za? nie posiada? na to pieni?dzy
zmuszony by? wyje?d?a?”.
W raporcie ppor. B. Zylberberga czytamy: „Milicja jest bardzo s?aba,
?le uzbrojona i na nies?ychanie niskim poziomie moralnym. Wiceprezydent
Zabrza, Trabalski o?wiadczy?, ?e z ni? wi?cej k?opotu ni? po?ytku. Milicjanci
bior? udzia? w rabunkach, s? cz?sto w cichej zmowie z „szabrownikami”.
Radzieckie wojsko rekwirowa?o ?ywno?? i byd?o bez wzgl?du na rozmiary
wykonanych ju? ?wiadcze? i bez jakiegokolwiek porz?dku. Ale najgorsz? plag?
s? samowolne rabunki i gwa?ty, które przybra?y zastraszaj?ce rozmiary.
Nie chc? wdawa? si? w opisy, stwierdzam z ca?? stanowczo?ci?, ?e najbardziej
horrendalne wyczyny bandyckie s? regu??. Urz?dnicy wracaj?cy z pracy cz?sto
zastaj? ca?kowicie spustoszone mieszkania. Kobiety s? w ka?dej chwili nara?one
na masowe, najbardziej ohydne gwa?ty...Ludno?? opolska, od 120 lat nie
znaj?ca wojny na swym terytorium, jest wprost przera?ona i uwa?a
Rosjan za ca?kowitych barbarzy?ców”.
Powiatowa Komenda M.O. w Strzelcach wydala okólnik: „Z polecenia
Starostwa Powiatowego w Strzelcach, zarz?dzam, by wszyscy komendanci posterunków
MO odstawiali do tut. Komendy Powiatowej do Sekcji Kryminalnej S?u?by ?ledczej
wszystkich niemców, powracaj?cych czy to z wojska, czy to z ucieczki
do swojego miasta i odstawieni wprost do obozu w B?otnicy”.
„Ob. Starosta z Olesna bez powiadomienia partii politycznych lub kogokolwiek
podpisa? nakaz wysiedlenia ks. J?drzejczyka za Odr?. W dniu jego odjazdu,
od samego rana tak przy ko?ciele jak i w chwili odjazdu o godz. 16.00 miejscowa
ludno?? manifestacyjnie i prowakcyjnie ?egna?a ksi?dza. Na dworcu pada?y
s?owa po?egnania »a powied?cie tam faro??u co my trzymomy razem i
co nom ruscy wszystko zabrali«. Charakterystyczn? rzecz? jest, ?e
miejscowi dobrzy Polacy oraz niektórzy z G. ?l?ska przychodzili
do naszego urz?du jak i partii politycznych, aby zatrzyma? wysiedlenie
ksi?dza, gdy? starosta podpisa? i wyjecha? na urlop”.
PRL próbowa?a na forum mi?dzynarodowym pokazywa? si? z jak najlepszej
strony, dlatego te? ws?uchiwano si? w g?osy obywateli. Urz?d Informacji
i Propagandy w G?ubczycach pisa?: „Zweryfikowany August Ferner wr?czy?
niemcowi list, celem przewiezienia go do strefy ameryka?skiej. List ten
dzi?ki czujno?ci w?adz polskich zosta? ujawniony i wy?ej wymienieni zostali
aresztowani przez W?adze Bezpiecze?stwa Publicznego. W li?cie tym zweryfikowany
August Ferner podawa? nieprawdziwe wie?ci, ?e Polacy obchodz? si? okropnie
z ludno?ci? niemieck?, dopuszczaj?c do rabunków i mordów
i ?e s? znacznie gorsi od Rosjan”.
Zawadzki w zarz?dzeniu 88 z 18 czerwca 1945 r. napisa?: „Bezwarunkowo
usuwa? niemców z gospodarstw rolnych i odsy?a? za Odr? i Nys? lub
ca?ymi rodzinami osadza? w miejscach odosobnienia z chwil? pojawienia si?
repatrianta lub osadnika, których nale?y osiedli? na tych gospodarstwach.
W miastach i osiedlach przesiedla? niemców z dzielnic urz?dowych
i reprezentacyjnych do specjalnych wydzielonych dzielnic i bloków
domów na czasowe pomieszczenie. Bezwzgl?dnie nie dopu?ci? do zajmowania
gospodarstw i mieszka? przez powracaj?cych niemców zza Odry i Nysy.
Powracaj?cy nale?y przymusowo odsy?a? z powrotem do Niemiec, a opornych
zamyka? w obozach”.
W „Polityce” z 24.01.1990 Adam Krzemi?ski pisze, i? utrata obszarów
wschodnich oznacza?a dla Niemców zniszczenie tradycji kulturalnej
oraz dobrobytu, istniej?cych od setek lat. Autor tymi s?owami przyznaje,
?e na omawianych przez niego terenach obecnie panuj? ca?kiem inne stosunki
kulturalne i gospodarcze.
Na temat sytuacji na ulicy Domstraße (tera?niejsza Katedralna)
we Wroc?awiu, gdzie znajdowa?a si? katolicka Kuria i katedra spisano relacj?,
któr? tu przytocz?.
„6 lutego 1946 r. przed kaplic? ?w. Sebastiana przy ko?ciele ?w. Marii
milicjant zatrzyma? 15-letni? dziewczyn? Renat? B., która w?a?nie
zamierza?a wzi?? udzia? w mszy dla m?odzie?y, poci?gn?? j? w ruiny znajduj?cych
si? tam domów, zgwa?ci? i zabra? jej ubranie.
10 lutego 1946 r. do domu organisty na Domstraße 8 oko?o 2 godziny
w nocy wpad?a banda m?odych ludzi, którzy zabrali organi?cie wszystkie
ubrania, tak ?e nie móg? rano pój?? do ko?cio?a.
13 lutego napadni?to o 23.00 Kuri? na Domstraße 9, gdzie
przebywa? profesor pra?at dr S. Musia? usi??? na pod?odze, a jeden
z napastników z broni? pilnowa? go. Kiedy pra?at tylko si? poruszy?,
by? natychmiast bity szpicrut? tak mocno, ?e w nast?pnych dniach
nie móg? prowadzi? ?adnych odczytów. Pozostali szabrownicy
wynie?li wszystko z mieszkania, ?aduj?c to na stoj?cy na drodze samochód.
Przy okazji zgwa?cona zosta?a 60-letnia ma??onka doktora V., którego
profesor przyj?? do swego mieszkania w styczniu tego roku, kiedy to lekarz
zosta? wyp?dzony z w?asnego mieszkania.
15 lutego napadni?to na dalsz? cz??? Kurii na Domstraße 7, gdzie
mieszka? pra?at dr Newger. Mimo, i? wszystkie okna i drzwi by?y zabarykadowane,
szabrownicy weszli do budynku przez okno od strony podwórza. Newgera
pilnowa? jeden z szabrowników, który przy najmniejszym ruchu
bi? go po twarzy. Wyniesiono wszystko, co mog?o si? przyda?, a dodatkowo
zgwa?cono ?on? studenta teologii, który tu od niedawna mieszka?.
16 lutego oko?o 22.00 przed ko?cio?em ?w. Krzy?a zebra?o si? oko?o
30 osób, które wdar?y si? do domu parafialnego i wynios?y
wszystko, co tylko mia?o jak?? warto??.
24 lutego napadni?to dom Caritasu na ulicy Kapitelweg 4. Osobnicy ci
ubrani byli w mundury polskie i rosyjskie, wszyscy mówili po polsku.
Zabrano ostatnie resztki jakie znajdowa?y si? w Caritasie, a siostry tam
pracuj?ce musia?y ucieka?, gdy? chciano je zgwa?ci?.
To co tu napisa?em, mog? w ka?dej chwili potwierdzi?”.
Pan Andrzej Jochelson pisze: „Szaber jest zreszt? istn? plag? Wroc?awia.
Ruiny miasta, wypalone do cna i cz?sto ponownie padaj?ce ofiar? ognia,
?wiec? wprawdzie pustk?, ale cudem ocala?e w?ród nich domy pe?ne
s?, niczym mrowisko mrówek, szabrowników. Szabruje si? tu
wszystko, nieraz zaraz potem porzucaj?c zaw?aszczone towary. ?liczna, XVIII-wieczna,
o?owiana lampa ko?cielna trzy doby le?a?a na chodniku. Widocznie okaza?a
si? za ci??ka...Mam w r?ku ciekawy dokument czasu: urz?dowe zezwolenie
na „szaber” ksi??ek dla biblioteki”.
W innym miejscu tej samej ksi??ki (strona 290) autor pod dat? 28 pa?dziernika
1945
r. pisze: „Na konferencji mówiono te? o konieczno?ci zlikwidowania
niemieckich szkó?. Poniewa? ju? wcze?niej skontaktowa?em, ?e na
Kar?owicach dzia?a niemiecka szko?a parafialna, wi?c zaraz nast?pnego dnia
„najecha?em” j? wraz z komendantem milicji i trzema funkcjonariuszami,
rozp?dzaj?c dzieci i aresztuj?c nauczycielki. Ju? o wpó? do pi?tej
przybieg? do mnie ks. Lubik. Zapewni?em go, ?e poza 100-z?otowymi grzywnami
nic im nie grozi. Wymierzywszy mandaty, pu?ci?em je wolno”
I jeszcze jeden fragment tego? autora: „1 listopada 1945 r. zawioz?em
ksi?dza kanclerza Figur?, który zosta? mianowany koadiutorem dla
ludno?ci polskiej na Osobowicach, na jego pierwsz? msz? w nowej parafii.
By?a ogromnie uroczysta: w ko?ciele, w którym nikt nigdy nie s?ysza?
polskiego d?wi?ku (chyba, ?e w konfesjonale, bo jednak dotychczasowy niemiecki
proboszcz, ksi?dz Ober, sprowadza? dla swych polskich owieczek spowiedników
- rodaków) zosta?a odprawiona msza z kazaniem w ojczystym j?zyku”.
Równie? Ko?ció? Polski zamieszany by? w wysiedlenia. Zamiast
podnie?? wskazuj?cy palec, by wypowiedzie? si? przeciwko takiemu post?powaniu,
w milczeniu przyjmowa? sytuacj? panuj?c? na ?l?sku czy te? sam doprowadza?
swoimi d??eniami do wyp?dzenia kleru i wiernych.
9 stycznia 1947 r. Administrator Apostolski ks. Kominek wys?a? list
do Prymasa Hlonda, w którym pisze: „Uprzejmie donosz?, ?e w sobot?,
dnia 21 grudnia 1946 r. zosta? wysiedlony z Branic, pow. G?ubczyce, na
teren Czechos?owacji Jego Ekscelencja Ks. Biskup Józef Nathan (...)
Ks. Biskup Nathan nie stawi? i nie chcia? stawi? wniosku o polsk? narodowo??
i obywatelstwo polskie, które by?by otrzyma?, b?d?c pochodzenia
?l?sko-morawskiego z powiatu g?ubczyckiego. Na jego pro?b? wysiedlono go
nie do Niemiec, lecz do s?siedniej, czeskiej Opawy. Le?a? chory w ?ó?ku,
ale wsta?, ubra? si? i zosta? autem wywieziony do polskiej granicy - bez
?adnych manifestacji ze strony ludno?ci”.
Bp Nathan le?a? w ?ó?ku z powodu k?opotów z sercem i
mia? temperatur?, mimo to w bardzo mro?ny grudniowy dzie? zosta? wywieziony
do Opawy. Piel?gniarce nie pozwolono towarzyszy? klerykowi. W czasie podró?y
zachorowa? dodatkowo na ci??kie zapalenie p?uc, z którego ju? si?
nie wyleczy?. Zmar? po czterech tygodniach, 30 stycznia 1947 r. na zapalenie
p?uc, niewydolno?? serca i ?ó?taczk?. W Opawie troszczy? si? o niego
ks. mrsg. Rudolf Gaideczka, który ju? du?o wcze?niej zosta? z Branic
wydalony.
W czasie wojny w Gestapo w Opawie bp Nathan by? persona ingratissima,
gdy? nie zezwoli? na wydanie tajemnych akt Archiwum Generalnego Wikariatu,
gestapowcom. Sprawa opar?a si? o Gestapo w Opolu, gdzie natychmiast zadzwoniono,
skar??c si? na Nathana. Próbowano wszelkimi metodami znale?? w kazaniach
biskupa pasa?e, które pozwoli?yby zamkn?? go w wi?zieniu. Proponowano
jego wspó?pracownikom, za obci??aj?c? wypowied? 50 marek miesi?cznie
do pensji. Wszystko bez skutku. Po wej?ciu Polaków na ten teren,
zabrano mu parafi? i dano jeden pokój przy kaplicy ?w. Józefa.
Bp Nathan by? budowniczym lecznicy (sanatorium) dla nerwowo chorych w Branicach.
By?o to dzie?o jego ?ycia.
Biskup Nathan zosta? formalnie wyp?dzony ze swojej diecezji i to nie
tylko za spraw? komunistów, ale tak?e ko?cio?a polskiego, który
odebra? mu niezgodnie z przepisami Watykanu, cz??? archidiecezji o?umunieckiej,
co go bardzo bola?o, gdy? nie by? przeciwnikiem polsko?ci i uwa?a? si?
za kogo?, kto nikomu nigdy krzywdy nie zrobi?. Trzeba jeszcze przypomnie?,
?e Nathan wybudowa? ca?y kompleks szpitalny na terenie wsi Branice.
Ks. Karol Milik Administrator Apostolski we Wroc?awiu by? motorem
wydalenia bpa Josepha Ferhe z kapitu?y wroc?awskiej, gdy? za?wiadczy?,
?e bp Ferhe nie ma „stuprocentowo polskiego serca”. Milik w asy?cie ?o?nierzy
z osadzonymi bagnetami uda? si? do wikariusza generalnego ziemi k?odzkiej,
ka??c wyda? sobie piecz?cie ko?cielne i wyja?niaj?c mu, ?e musi z?o?y?
swój urz?d, bo tak zadecydowa? Kard. Hlond, który ma odpowiednie
do tego uprawnienia. W swoich wspomnieniach ks. Milik pisze równie?
o wysiedleniu ksi??y: „Przychodz? do mnie proboszczowie niemieccy i zwykle
rozmowa taki ma przebieg »Jutro b?d? wysiedleni moi parafianie, ale
przecie? ja jestem wed?ug prawa kanonicznego parochus inamovibilis - proboszcz
nieusuwalny«, »Drogi ksi??e proboszczu, to prawda, ?e ksi?dz
jest nieusuwalnym proboszczem. Niestety! Prawo kanoniczne nie przewidzia?o,
?e w Europie Hitler wysiedla? b?dzie i przesiedla?, i ?e rozpocznie si?
tu w?drówka wskutek jego napastniczej wojny«.
Tu nale?a?oby wyja?ni?, i? w prawie kanonicznym powiedziane jest, kto
ma prawo usun?? ksi?dza czy proboszcza z jego miejsca pracy. Mo?e to zrobi?
jedynie ordynariusz danej diecezji (biskup, arcybiskup, kardyna? lub rz?dz?cy
diecezj? duchowny ni?szej rangi, ale b?d?cy jej ordynariuszem), a w wyj?tkowych
sytuacjach Stolica Apostolska, wg okre?lonej ko?cielnej procedury s?dowej.
Rzym w tym przypadku tego nie uczyni?, gdy? nawet o takim wyp?dzeniu nie
wiedzia?, a wi?c ksi?dz ów by? nadal proboszczem swojej parafii.
By?o to usuni?cie niezgodne z prawem kanonikcznym. T?umaczenie, ?e Hitler
wysiedla?, jest w tym wypadku niestosowne, gdy? nie odpowiada si? na jedno
z?o, z?em drugim. Nale?a?o porozumie? si? z Watykanem i dopiero wówczas
podj?? odpowiednie kroki. Polski Ko?ció? dzia?a? na w?asn? r?k?
i nie stosowa? si? do norm chrze?cija?skich.
Wg. pisma z 10 grudnia 1945 r. w ewangelickim klasztorze w Z?bkowicach
?l?skich mieszka?o jeszcze 215 sióstr, 110 sióstr znajdowa?o
si? na terenie poza Nys? ?u?yck?, natomiast z 34 sióstr cz??? zagin??a
bez ?ladu a kilka zmar?o. W marcu 1946 r. musieli opu?ci? Z?bkowice niemieccy
ksi??a katoliccy. Wg. wypowiedzi jednej z sióstr: „5 kwietnia 1946
r. o 7.30 rano przyszed? do klasztoru burmistrz wraz z kilkoma urz?dnikami
i kaza? w ci?gu godziny opu?ci? wszystkim siostrom mury ich zgromadzenia.
Na nasz? pro?b?, dano nam dwie godziny czasu. Pieszo udali?my si? w kierunku
rynku a pó?niej stacji kolejowej, ?piewaj?c ca?? drog? pie?ni do
naszego Pana. Sk?ad kolejowy, w którym prócz sióstr
byli tak?e inni wyp?dzeni potrzebowa? 6 dni by dotrze? 11 kwietnia 1946
r. na miejsce”.
Sporo ksi??y niemieckich skar?y?o si? na z?e traktowanie przez swoich
polskich kolegów. Przyk?adowo ksi?dz z Brzegu napisa? na ten temat:
„Moje do?wiadczenia z polskimi wiernymi a szczególnie z polskimi
bra?mi w Chrystusie pokrywaj? si? z wypowiedziami innych ksi??y niemieckich,
z którymi z ró?nych okazji mia?em mo?liwo?? rozmawia?. Cz?sto
do?wiadczali?my na w?asnej skórze, ?e nie widziano w nas duchownych,
a nawet nie katolickich chrze?cijan, ale jedynie Niemców i w ten
sposób byli?my traktowani. Jeden z nich, nape?niony nienawi?ci?
do Niemiec, którego? dnia mówi?c o mnie i pracowniku probostwa
powiedzia?: „Hitlerbande”.
Inny ksi?dz z parafii Sieroszów pisze: „W marcu 1946 r. by?em
w ko?ciele w Stolcu pow. z?bkowicki, gdzie spowiada?em dzieci przygotowuj?ce
si? do pierwszej komunii, a po nich osoby doros?e. W tym czasie wchodzi
do ko?cio?a polska milicja z ksi?dzem. Si?? wyci?gni?to mnie z konfesjona?u
i wywieziono do obozu przesiedle?ców, gdzie przyby?em o godz. 11.00
noc?. Nast?pnego dnia zosta?em wsadzony do zwierz?cego wagonu kolejowego
i wywieziony z innymi ?l?zakami mówi?cymi j?zykiem niemieckim w
kierunku zachodu, a? pod holendersk? granic?”.
Sytuacja duchowie?stwa na ?l?sku by?a tragiczna. Cz??? niemieckich
ksi??y posz?a wraz z uciekaj?cymi przed wojskami radzieckimi mieszka?cami,
chc?c by? blisko swych parafian. Wielu z nich powróci?o po kilku
dniach na swoje parafie, które cz?sto by?y ju? zaj?te przez polskich
ksi??y. Pozostali na miejscu duchowni niemieccy traktowani byli w wi?kszo?ci
przez przybyszów z innych cz??ci Polski z?owrogo. Niektórzy
wypowiadali si? wprost: „Nie chcemy mie? niemieckiego ksi?dza”, lub „Nie
pójd? do niemieckiego ksi?dza do spowiedzi czy do bierzmowania”.
Ks. Kominek napisa?: „Znaczna cz??? duchowie?stwa niemieckiego uciek?a
na zachód jeszcze w pocz?tkach 1945 roku, a do tych, którzy
pozostali nowa ludno?? polska odnosi?a si? nieufnie (...) Woleli Polacy
„swojego” ksi?dza, kap?ana polskiego i w tym celu udawali si? do Kurii
Wroc?awskiej. Niektórzy z nich (ksi??a niemieccy- wyj. autora) sami
decydowali si? na wyjazd wraz ze swoimi wiernymi, inni chcieli pozosta?
w Polsce, lecz w?adze miejscowe nie wyrazi?y na to zgody. Biskup Joseph
Ferche pragn?? pozosta? we Wroc?awiu, ale nie uzyska? pozwolenia i musia?
wyjecha? do Niemiec”.
Polski kler nie próbowa? by? po?rednikiem pomi?dzy ksi??mi niemieckimi
a administracj? pa?stwow?. Zamiast podchodzi? do sprawy po chrze?cija?sku
i nie widzie? we wszystkich nazistów, w?adze pa?stwowe i ko?cielne
wysiedli?y setki ksi??y niemieckich, czy te? takich, którzy znaj?c
j?zyk polski odprawiali msze i g?osili kazania w tym j?zyku, ale dodatkowo
odprawiali msze w j?zyku niemieckim dla katolików nie znaj?cych
j?zyka polskiego. A jak wszyscy wiemy, trudno nauczy? si? jakiego? nowego
j?zyka, w tym wypadku polskiego, w ci?gu kilku tygodni.
Na terenie utworzonej w 1945 r. przez Kard. Hlonda Administracji Apostolskiej
?l?ska Opolskiego, pracowa?o przed 1939 roku 660 ksi??y. W czasie ko?cowych
dzia?a? wojennych zgin??o 31 kap?anów, a do ko?ca 1945 r. ?l?sk
opu?ci?o 247 duchownych. ”Na terenie diecezji opolskiej ?o?nierze
radzieccy zabili 31 ksi??y i kilkadziesi?t sióstr zakonnych. Przyczyn?
by? przewa?nie alkohol, rabunek lub zabijanie ksi??y broni?cych kobiet
przed gwa?tami”. Przyk?adowo w Gogolinie uciekaj?c przed ?o?nierzami radzieckimi,
dwana?cie kobiet schroni?o si? wraz z kap?anem Erichem Schewior w zamieszka?ym
domu, gdzie zostali zastrzeleni. Ksi?dz Josef Beniosek z tej samej miejscowo?ci
i tego samego dnia, 29 stycznia 1945 r. zosta? zastrzelony wraz z siedmioma
innymi m??czyznami w okolicy budynku parafialnego. Wszyscy zostali polani
benzyn? i podpaleni. W Otm?cie k. Krapkowic, Rosjanie zastrzelili ksi?dza
Huberta Demczaka, 5 sióstr zakonnych i gosposi? parafialn?.
W roku 1946 musia?o wyjecha? do Niemiec nast?pnych 120 ksi??y, a w
dalszych latach jeszcze 60. To znaczy, ?e tylko ?l?sk Opolski opu?ci?o
427 kap?anów, a gdy doliczymy tych 31, którzy zgin?li pod
koniec wojny, b?dziemy mieli wakat 458 duchownych. Ilu ksi??y niemieckich
wyp?dzono z woj. katowickiego nie da?o si? ustali?. Cz??? duchownych niemieckich
wywieziono w grudniu 1945 roku, pozostawiaj?c ich na zamkni?tej granicy
polsko-niemieckiej. Ludno?? miejscowa, jak i dzia?acze polscy cz?sto protestowali
przeciw wysiedleniu ksi??y, nieraz dochodzi?o do incydentów, gdy
wierni stawali w obronie swoich duchownych. T. Gawdzik opisa? tak? akcj?
wysiedleniow? (podaj? oryginaln? pisowni?) w swoim li?cie z 16 listopada
1948 r.: „W Szywa?dzie kiedy mieli aresztowa? ksi?dza, tak nieudolnie to
przeprowadzili, ?e wyleg?a ca?a wie? bij?c w dzwony na alarm, aby obroni?
szwaba, ludno?? przewa?nie tubylcza stawi?a opór, w?ród niej
i polacy nie wiedz?c o co chodzi, a funkcjonariusze UB i MO bez wyj?tku
zacz?li rozbija? t?um bij?c kolbami, nie pomijaj?c kobiet, dzieci i starców,
daj?c kilka strza?ów do ludno?ci, zabijaj?c nauczycielk?. Aby ukry?
zbrodni? zaaresztowano pó? wsi, nie dopuszczaj?c do zabitej nikogo,
nawet matki i cichaczem rano po ciemku pochowano zw?oki na miejscowym cmentarzu”.
Ks. parafii ?w. Bart?omieja w Gliwicach Max Czerwensky pisze o swoim
wyp?dzeniu ze ?l?ska: „Pod koniec listopada 1945 r. otrzyma?em od apostolskiego
administratora dr Kominka z Opola pismo, w którym wezwano mnie,
abym bezzw?ocznie opu?ci? teren Opolskiej Administratury Apostolskiej.
Dla mnie by?o to wyp?dzenie dokonane przez reprezentanta ko?cio?a. Uda?em
si? do Opola, gdzie zosta?em natychmiast dopuszczony do administratora.
Po przywitaniu po?o?y?em otrzymane pismo na jego biurku i wyja?ni?em, ?e
jako ksi?dz nie zrobi?em niczego z?ego. Na to B. Kominek: »Ksi?dz
jest niepoprawnym Niemcem i niebezpiecze?stwem dla Polski. Ksi?dz rozmawia
ze swoimi wiernymi po niemiecku, czyta Ewangeli? w j?zyku niemieckim i
w dodatku prowadzi kazanie równie? w j?zyku niemieckim«. Odpowiedzia?em:
»W tera?niejszej sytuacji moim obowi?zkiem duszpasterskim jest przekazanie
wiernym wiary w j?zyku jaki rozumiej?, a wi?kszo?? zna tylko niemiecki.
Jednak w ko?ciele nauczyli?my dzieci pie?ni ko?cielnych w j?zyku polskim.
J?zyka nie mo?na z dnia na dzie? zabroni?«. Przy okazji powiedzia?em,
?e kardyna? Bertram wszystkim ksi??om przypomina? zawsze o tym, ?e nale?y
prowadzi? liturgi? równie? w innym j?zyku. Odpowied? administratora:
»Teraz jeste?my w Polsce i ludzie powinni zrobi? wszystko, aby nauczy?
si? tego j?zyka«. Przypomnia?em ks. Kominkowi, ?e zachodnia granica
nie jest jeszcze ustalona, i ?e nale?y poczeka? do czasu podpisania uk?adu
pokojowego. Administrator zabroni? mi dalej mówi?, gdy? inaczej
zawo?a milicj? i ka?e mnie odprowadzi?. Zapyta?em: »Czy wobec tego
jest to wasze ostanie s?owo i musz? teren Administratury Apostolskiej opu?ci?«.
Na to Administrator Kominek: »Tak, to jest moje ostateczne zdanie«.
Opu?ci?em jego biuro z polskim pozdrowieniem: »Niech b?dzie pochwalony
Jezus Chrystus«.
Dziwne, ?e s?uga katolickiego ko?cio?a powszechnego, ko?cio?a ?wiata,
do którego nale?? wszystkie narody, rasy i kolory, wytr?ca z tej
wspólnoty Niemców. Czy nie nale?a?oby wówczas wyja?ni?
Polakom, ?e ca?y naród niemiecki nie jest winny tragedii wojennej,
?e nie ma odpowiedzialno?ci zbiorowej, ?e w Niemczech te? by?a opozycja
przeciw brunatnym, ?e cz??? tej opozycji musia?a odda? swoje ?ycie. Niestety,
sposób w jaki ko?ció? polski stawia? sprawy niemieckie, prowadzi?
jeszcze bardziej do buntu wiernych, do nienawi?ci. Trzeba by?o wyt?umaczy?
ludziom sytuacj? jaka w Niemczech w konkretnym czasie powsta?a i wyja?nia?,
?e to nie wina ca?ego spo?ecze?stwa i spróbowa? za?agodzi? obustronny
konflikt. Nie po chrze?cija?sku dzia?a? kler polski. Niejeden wierz?cy
pomy?la?: „Je?eli Ko?ció? w ten sposób post?puje z Niemcami,
wobec tego musz? by? winni”. Wierni ufali i ufaj? Ko?cio?owi, tym bardziej,
?e Ko?ció? polski uwa?a? swoich wiernych za przoduj?cych pod wzgl?dem
religijno?ci w Europie. Zamiast zaj?? si? religi?, przekazywaniem warto?ci
chrze?cija?skich, zajmowano si? równie? polityk? w antychrze?cija?skim
wydaniu.
W okresie czerwiec - sierpie? 1945 r. oddzia?y wojska polskiego wysiedli?y
200-250 tys. osób z pasa 100-200 km w strefie nadodrza?skiej i Nysy
?u?yckiej. Niektóre szacunki mówi? o 500 tys. Jednocze?nie
zabroniono powrotu uchod?com niemieckim, którzy uciekali przed Armi?
Czerwon?. Jednak spora cz??? wróci?a przez Czechy, Morawy i z Bawarii.
Akcja wysiedlenia prowadzona by?a chaotycznie, cz??? ludno?ci powraca?a
do swych miejsc zamieszkania. Na Ziemi Lubuskiej wysiedlanych z regu?y
rabowano i bito, a ich mienie rozszabrowywano. Na Dolnym ?l?sku ...Niemcy
byli „wysiedlani” z domów i mieszka? i pozostawiani za miastem swojemu
losowi .
Wed?ug prof. Krzysztofa Skubiszewskiego, o czym mo?na przeczyta? w
jego ksi??ce Przesiedlenie Niemców po II wojnie ?wiatowej, Polska
przesiedli?a jeszcze przed zako?czeniem konferencji poczdamskiej 400 tys.
osób mówi?cych j?zykiem niemieckim. Skubiszewski pisz?c t?
ksi??k? by? zdania, ?e Polska strona post?pi?a s?usznie wyp?dzaj?c ich,
dopiero jesieni? 1990 roku, ju? jako minister spraw zagranicznych w nowym
polskim rz?dzie T. Mazowieckiego, przyzna?, ?e by?o to „bezprawne wyp?dzenie”.
Cz??? wysiedlanych powraca?a do swoich domów, gdy? Rosjanie
rozbrajali po drodze ?o?nierzy polskich i pozwalali wraca? Niemcom do swoich
siedzib. Cz??? mieszka?ców dobrowolnie wyje?d?a?a z Polski, gdy?
nie chcia?a pozosta? na terenie pa?stwa polskiego i pod jego panowaniem,
poniewa? obawiali si? jeszcze wi?kszych ekscesów i konfliktów
ze strony Polaków.
„Akcja wysiedle?cza niemców odbywa si? sprawnie: do 1 lipca
1946 r. wyjecha?o 71.078 osób, w tym 14.367 m??czyzn, 34.204 kobiet
i 22.507 dzieci. Codziennie odchodzi jeden transport zabieraj?cy od 1750-1799
osób”. Jak z tego wyliczenia wida?, gros osób to kobiety
i dzieci a m??czyzni to starcy, gdy? inni byli w wi?zieniach jako je?cy,
lub zgin?li na froncie.
W prasie angielskiej drukowano dramatyczne reporta?e ukazuj?ce nieludzkie
przesiedlenia z Polski. Proszono w?adze ameryka?skie i angielskie, by wywar?y
nacisk na stron? Polsk?. We wrze?niu 1945 r. berli?ski „Telegraf” porównywa?
prze?ladowanie Niemców na Dolnym ?l?sku z Holocaustem ?ydów.
Spor? ilo?? osób wywo?ono z obozów pracy, przez niektórych
nazywane obozami koncentracyjnymi. Osoby te nie mog?y zabiera? niczego
z sob?, bo te? niczego w obozie nie posiada?y.
Znamienna jest wypowied? spisana przez ksi?dza Georga Gottwalda z dekanatu
zielonogórskiego: „Po wej?ciu do miasta, rosyjscy ?o?nierze otrzymali
wed?ug wypowiedzi niektórych z nich, pozwolenie na trzydniowe pl?drowanie
Zielonej Góry i powiatu. Przy czym nie sko?czy?o si? na tych
trzech dniach....Dniem i noc? s?ycha? by?o okrzyki maltretowanych i gwa?conych
kobiet i dziewczyn. Te które by?y ju? dwadzie?cia do czterdziestu
razy zgwa?cone w ci?gu jednego dnia, próbowa?y schroni? si? na mojej
plebanii. Wiele ofiar morderstw, takich jak rozci?cie cia?a, rozci?cie
narz?dów rodnych, obci?cie piersi, sam widzia?em i musia?em je pogrzeba?.
Jak dzia?a?o to na mieszka?ców, mo?e wskaza? fakt, ?e z 4
tys. osób, które pozosta?y na miejscu, nie uciekaj?c przed
frontem, w przeci?gu 14-tu dni ponad 500 dokonali samobójstwa, obawiaj?c
si? dalszego tu ?ycia. Pope?nia?y je ca?e rodziny: m??czy?ni, kobiety,
dzieci. By?y to osoby ró?nych stanów: lekarze, urz?dnicy,
zamo?ni obywatele. Zw?ok ich nie wolno by?o pochowa? przez dwa tygodnie.
Musia?y le?e? w mieszkaniach a niektóre dla odstraszenia wyci?gano
na ulice”.
Równie? w Miechowicach k. Bytomia pope?niano liczne samobójstwa,
nierzadko ca?ymi rodzinami. Zgwa?cona kilkakrotnie przez Rosjan kobieta
w 8 miesi?cu ci??y, prosi?a w?asnego m??a o zastrzelenie.
W „Jaskó?ce ?l?skiej” wydrukowano wywiad z dr Zygmuntem Wo?niczk?,
historykiem i pracownikiem Uniwersytetu ?l?skiego, z którego cz???
przedstawi?: Jest niepodwa?alnym faktem, ?e Tragedia ?l?ska mia?a miejsce...
nast?pi?a w ko?cowej fazie wojny i zaraz po jej zako?czeniu, a wi?c w latach
1945-1947...Nastroje antyniemieckie by?y powszechne w polskich elitach
politycznych...popierano tworzenie obozów pracy dla niemieckiej
ludno?ci, cho? nikt nie wiedzia? co w tych obozach si? dzieje...Przesiedlenie
Niemców ze wschodu na zachód poci?gn??o za sob? olbrzymie
straty w ludziach, w dobrach kulturowych. Zerwane zosta?y wielowiekowe
wi?zy. Na Górnym ?l?sku mia?o wówczas miejsce ludobójstwo,
dokonywane w obozach takich jak Mys?owice, ?wi?toch?owice-Zgoda, Toszek,
Jaworzno. By?y to obozy dla Niemców - ale nie tylko. Zemsta za zbrodnie
hitlerowskie dotyka?a g?ównie ludzi niewinnych, bo prawdziwi nazi?ci
dawno uciekli. Niemcy, ?l?zacy, Polacy, którzy tu mieszkali byli
represjonowani, osadzani w obozach za nie swoje winy, zabijani. Przyj?to
wówczas zasad? odpowiedzialno?ci zbiorowej.
Deportowano tak?e ?l?zaków z Górnego ?l?ska do Rosji,
dotychczas nie wiadomo ile ich by?o, 15 czy 20 tysi?cy. W pierwszym okresie
1945 r. nie by?o ?adnej koncepcji. Sowieci starali si? wywie?? jak najwi?cej
ludzi i maszyn. Tworzono ?ywio?owo ró?nego rodzaju obozy. By?o to
stosunkowo ?atwe, gdy? hitlerowskie obozy pozosta?y w stanie nienaruszonym.
Do nich na ogó? bez wyroku s?dowego kierowano ludzi. Komendantami
tych obozów byli cz?sto sady?ci, lumpy, których nie brakuje
w ?adnym spo?ecze?stwie. Racje ?ywno?ciowe by?y g?odowe, w efekcie pojawi?y
si? zarazy, g?ównie tyfus. Do tego dochodzi?a mordercza praca.
By?a to tragedia - to nie ulega w?tpliwo?ci. Faktem jest, ?e to co
pisa?o polskie podziemie, PSL czy rz?d w Londynie by?o antyniemieckie.
Ale ?adna z tych si? nie opowiada?a si? za ludobójstwem i odpowiedzialno?ci?
zbiorow?.
Deportacja m??czyzn ze ?l?ska do Rosji dotyczy?a tysi?cy ?l?zaków.
Brak jest na ten temat danych, dokumentów. Dotychczas nie ustalono
konkretnej liczby, cz??? polskich historyków szacuje, ?e oko?o 30-50
tys. zosta?o wywiezionych w g??b Rosji. Prof. M. Lis pisze o 40-70 tys.,
Z. Kowalski o 70 tys. Niektórzy historycy uwa?aj?, i? by?o ich wi?cej.
Niemcy podaj? liczb? 800 tys. z ca?ej by?ej Rzeszy, z czego zmar?o oko?o
200 tys. na terenach Sowieckich. Ocenia si?, ?e powróci? jeden
na pi?ciu, a niektórzy twierdz? ?e jeden na dziesi?ciu.
W czasach powojennych nie mo?na by?o rozmawia? na temat deportowanych
?l?zaków. Nieraz mówiono o tym w ?l?skich domach i to szeptem,
w ?adnym wypadku przy obcych. Dopiero po zmianie ustroju, powoli zacz?to
porusza? i ten bardzo smutny, trudny i dra?liwy temat. Instytut Pami?ci
Narodowej w Katowicach dopiero w 2001 roku rozpocz?? zbieranie dokumentów
na temat wysy?ania ?l?zaków do ZSRR.
Wywo?ono nie tylko m??czyzn, ale równie? kobiety.
Rz?d Polski w osobie wicewojewody ?l?skiego Jerzego Zi?tka, sporz?dzi?
dwuj?zyczn? list?: Spis polskich obywateli-górników wywiezionych
do ZSRR z pocz?tkiem 1945 r. z terenu Górnego i Opolskiego ?l?ska,
na której znajduje si? 9877 nazwisk. Dlaczego w samym tytule
jest równie? wymieniony Opolski ?l?sk - kiedy ten nie nale?a? do
Polski a do Niemiec, a zamieszkali tam obywatele byli Niemcami, nawet je?eli
czuli si? Polakami - tego nie wiadomo. Nie mogli by? Polakami równie?
dlatego, ?e jeszcze nie przeprowadzono weryfikacji, któr? musia?
przej?? ka?dy mieszkaniec przedwojennego niemieckiego ?l?ska.
Na pierwszych stronach czytamy: Niniejsza ksi??ka zawiera nazwiska
górników polskich, zatrudnionych w chwili obecnej w radzieckim
przemy?le. Na pocz?tku 1945 roku zostali oni - w okresie dzia?a? wojennych
- przez w?adze radzieckie ewakuowani do ZSRR. Górnicy ci pozostawili
swoje rodziny w kraju. Rodziny, posiadaj?ce obywatelstwo polskie, czekaj?
na powrót swoich ?ywicieli. W?adze radzieckie proszone s? o udzielenie
pomocy w poszukiwaniu i repatriowaniu wymienionych w ksi??ce obywateli
polskich do kraju. Rz?d Polski daje wyraz nadziei, ?e w?adze radzieckie
odnios? si? do tej sprawy przychylnie.
List? przekazano polskiej Misji Repatriacyjnej w Moskwie. W wyniku
stara? Misji w grudniu 1949 roku powróci?y 5 603 osoby, a z samej
listy 1 645.
Równie? Niemcy starali si? w Rosji o wywiezionych ?l?zaków,
mi?dzy innymi kanclerz Konrad Adenauer kiedy przebywa? w Moskwie i przeprowadza?
rozmowy na temat zwolnienia je?ców wojennych.
Prócz górników, wywiezieni zostali równie?
hutnicy i pracownicy ró?nych fabryk. Rosjanie demontowali sporo
maszyn w ró?nych fabrykach i transportowali je w g??b swego kraju.
Wraz z maszynami przejmowano obs?uguj?cych je robotników. Brano
równie? innych m??czyzn, którzy byli koszarowani w obozach
w Gliwicach, Zdzieszowicach, Blachowni, ?ab?dach, Pyskowicach i wywo?eni
„krowiokami” (wagony dla zwierz?t) w g??b imperium radzieckiego.
Odbywa?o si? to tak, jak przyk?adowo w ?yrowej, gdzie na 14 lutego
1945 r. roku zarz?dzono i og?oszono w j?zyku niemieckim i rosyjskim mobilizacj?
wszystkich m??czyzn w wieku 16-50 lat. Musieli zabra? z sob? koc i prowiant
na 14 dni i stawi? si? na miejsce zbiórki, sk?d odmaszerowali w
kierunku Zdzieszowic. Wywiezieni zostali w ró?ne regiony ZSRR, mi?dzy
innymi do Donbasu, Dniepropietrowska, Odessy, Krzywego Rogu, na Kaukaz,
na Syberi? wschodni?, gdzie 30 czerwca 1908 roku spad? meteoryt tunguski.
Przez fal? uderzeniow? wyrwane i powalone zosta?y drzewa w promieniu 40
km. Znaj?cy si? na obróbce drzewa skierowani zostali do pracy przy
wyr?bie tego drewna.
10 osób z wioski nie powróci?o ju? do domów, o
kilku wiadomo, ?e zmarli na terenie Rosji, o niektórych s?uch zagin??.
Obwieszczenia takie znajdowa?y si? w prawie ka?dej miejscowo?ci. Najcz??ciej
mówiono, i? potrzebni s? pracownicy do odgruzowania, czyszczenia
terenu, kopania rowów. W wielu przypadkach nie pozwalano po?egna?
si? z rodzin?.
Grupy m??czyzn prowadzone by?y do obozów i wówczas zdarza?o
si?, ?e z kolumny prowadzonej przez Rosjan, jak w okolicach Starego Olesna,
uciek?o 4 m??czyzn. Bez zastanowienia si?, brano pierwszego z brzegu znajduj?cego
si? na ulicy, wszystko po to, by zgadza?a si? ilo??.
Transport ze ?l?ska na miejsce trwa? bardzo d?ugo. Do Donbasu poci?g
jecha? 20 dni i nocy, na Kaukaz 6 tygodni. Bardzo rzadko otrzymywano cokolwiek
do jedzenia i picia. Urywano sople lodów, jakie tworzy?y si? przy
okratowanych oknach wagonu i w ten sposób próbowano zaspokoi?
pragnienie. W czasie podró?y du?o osób umiera?o. Na ka?dym
postoju wynoszono z wagonów cia?a zmar?ych i k?adziono je obok torów.
Nikt si? nimi nie zajmowa?. ?ycie by?o w tamtych czasach bardzo ma?o warte.
Franz Schauder z ?yrowej, wywieziony zosta? do Dniepropietrowska. Podró?
trwa?a dwa tygodnie, przy czym jedynie 4 razy podano im co? do jedzenia.
Na miejscu zamkni?ty zosta? w obozie okolonym drutem kolczastym, w którym
sta?o kilka baraków. Przydzielono go do pracy w hucie. By?a ostra
zima a w ich baraku temperatura dochodzi?a do minus 10 stopni. Na ?cianach
tworzy? si? szron. W pomieszczeniu by?o tylko jedno okno, zamarzni?te,
inne zabito deskami. O pr?dzie mo?na by?o marzy?. Ma?y ?elazny piecyk nie
by? w stanie ogrza? ca?ego baraku, w dodatku brak by?o czegokolwiek do
palenia. Wi??niowie próbowali przemyca? z huty kawa?ki drzewa lub
koksu, by cho? troch? ogrza? pomieszczenie. Kiedy by?o za zimno by mo?na
by?o spa?, to siadali we wszystkim co mieli na sobie ko?o piecyka.
Pracowano 12 do 16 godzin dziennie, a wy?ywieniem by?a miska zupy dziennie
i kilka buraków na tydzie?. W drodze pod eskort? z huty do baraków,
wyd?ubywano z ziemi korzonki, wiosn? jedzono li?cie i kor? drzew. Czasami
spotykani na drodze Rosjanie podsuwali kawa?ek chleba.
Którego? dnia uciek?o dwóch m??czyzn, których
z?apano po kilkunastu godzinach. Wprowadzono na teren obozu i poszczuto
trzy psy, które ich zagryz?y. Trupy wrzucono do wykopanego na szybko
do?u.
Taka kator?nicza praca i trudne ?ycie trwa?o do pocz?tku wrze?nia 1947
r. Wówczas postanowiono cz??? wi?zionych przewie?? do Charkowa.
Za?adowano ich do poci?gu i kiedy w miejscowo?ci Vodolaga poci?g zatrzyma?
si? noc?, bo popsu?a si? lokomotywa, Schauder wraz ze znajomym, który
mieszka? w Gliwicach, uciekli. Przez prawie dwa miesi?ce szli nocami w
kierunku ?l?ska, ?ywi?c si? nie zebranymi jeszcze z pól ziemniakami
i kapust?. Pod koniec listopada zapuka? do swego mieszkania. Nie poznano
go. ?ona i syn patrzyli na obcego, brudnego, nieogolonego m??czyzn?, nie
wiedz?c czego chce. Dopiero kiedy przemówi?, poznano go po g?osie.
Wa?y? wówczas 42 kg.
Ma??onka szybko zakrz?tn??a si? przy piecu i ugotowa?a dobry ?l?ski
obiad, który do po?owy zjad? ze smakiem. Ale nie przygotowany do
takiego jedzenia ?o??dek da? zna? o sobie. Franz nie wytrzyma? tego i po
kilku godzinach le?a? na ?o?u ?mierci. Zapalono gromnic?, rozpocz?to mod?y.
Bóg widocznie je wys?ucha? i po d?ugiej rekonwalescencji chory wróci?
do normalnego ?ycia. Po jakim? czasie podj?? prac? w Koksowni w Zdzieszowicach.
Na temat pobytu w Rosji nie rozmawia?. Dopiero po kilku latach po raz pierwszy
opowiedzia? ze ?zami w oczach co go tam spotka?o.
Inne wspomnienia s? podobne: „Obóz, w którym przebywa?
mój ojciec by? silnie strze?ony. Wokó? znajdowa?y si? wie?e
obserwacyjne i druty kolczaste. Stra?nicy byli wyposa?eni w bro?. Towarzyszy?y
im psy. Ucieczki kolegów z regu?y ko?czy?y si? niepowodzeniem. Po
schwytaniu, uciekinierów sprowadzono z powrotem do ?agru. Potem
ich na oczach kolegów, dla odstraszenia, nieludzko torturowano.
Pok?ad, w którym pracowa? ojciec, mia? 60 cm wysoko?ci. G?ód
i choroby wyko?cza?y internowanych. Z wywiezionych 120 wspó?towarzyszy
z kopalni Bytom prawie nikt nie ocala? Do roku 1947 ojciec by? ?wiadkiem
ich ?mierci. Bra? te? udzia? w ich „pogrzebie”. Ofiary represji zosta?y
ulokowane w bunkrze pe?nym wody. Gdy nast?pi? rozk?ad cia?, kazano mojemu
ojcu usun?? zmar?ych. Musia? to zrobi? go?ymi r?kami. Trupy zosta?y za?adowane
na wóz i nast?pnie wrzucone do wykopanego do?u.
Ojciec ocala?, bo zdo?a? w roku 1947 w pojedynk? uciec. Tras? 2000
km pokona? po dwóch miesi?cach. Do Polski przyby? wraz z transportem
lwowskich emigrantów. Nie mia? ?adnych dokumentów, tote?
granic? przeby? nielegalnie, le??c na osiach pod wagonem kolejowym. Gdy
powróci? do rodziny, a zostawi? ?on? i trójk? dzieci, nikt
go nie pozna?. By? chory, opuchni?ty, zawszony. Rodzina podczas jego nieobecno?ci
te? wiele wycierpia?a. Matka zosta?a wyrzucona wraz z dzie?mi z kopalnianego
mieszkania, które przydzielono przybyszom ze wschodu”.
Inny przyk?ad:”By?o nas dwudziestu ch?opa, wywiezionych do ZSRR. Do
Poborszowa wróci?em tylko ja jeden - mówi Franciszek Koletzko,
który do Rosji zosta? wywieziony w marcu 1945 r. W wieku 17 lat
Najpierw gnano go i 20 innych ch?opów ze wsi do G?ogówka,
stamt?d pod eskort? ruszy? do Gliwic, gdzie za?adowano ich w wagony. Wysiedli
w Odessie, skierowano ich do ko?chozu Elzas.
- By?o nas tam oko?o 300 osób. Jak jedni umierali, to przywozili
nast?pnych. Umiera?o ze 20 osób dziennie, na takie choroby, ?e wprost
nie do opisania. G?owy robi?y im si? pi?? razy wi?ksze, nogi puch?y, cia?o
odstawa?o od ko?ci. Widok straszny -wspomina Franz Koletzko. On szcz??liwie
wyleczy? si? z malarii.
Cho? oficjalnie wywo?ono m??czyzn w wieku 17-50 lat, na przymusowych
robotach by?y równie? kobiety, starcy i nawet dzieci.
- Pami?tam takiego 12-letniego synka, którego Ruscy zastrzelili
na naszych oczach, bo ukrad? co? do jedzenia. Pracowali my w polu, robota
by?a ci??ka, ale cz?owiek by? nauczony robi?. Jedzenie takie, ?e lepiej
nie pyta?, a za ka?de przewinienie t?ukli nas.
By? cz?sto bity - za ucieczki.
- Siedem razy ucieka?em i siedem mnie ?apali. W wioskach poznawali,
?e jestem Niemcem i zawsze kto? mnie zakablowa?.
Pewnego dnia zakomunikowano im, ?e wracaj? do domu. Rado?? by?a wielka,
powsiadali do poci?gu. Nawet jeden kolega z Poborszowa, który le?a?
w szpitalu w Odessie, pe?en nadziei, na chwiej?cych si? nogach wszed? do
wagonu. Umar?...pod Leningradem.
- To by?a pu?apka. Zamiast do polski, wywieziono nas pod Leningrad
do dalszej pracy.
Pani Anna Szymik z Kamionka opowiedzia?a mi?dzy innymi: „Do Zwi?zku
Radzieckiego wywieziona zosta?a w lutym 1945 r. jako 17 latka.
- Jechali?my 18 dni i nocy w bydl?cych wagonach. Z poci?gu nie mo?na
by?o wysi???, nienahajcowane by?o, zimno okropne. Je?? nie dali, to zrywali?my
z okien takie cygary lodowe i ka?dy po kawa?ku sobie s?czy?. Jakby nie
ta woda, to by?my do Rosji nie dojechali. Troch? osób umar?o za
Dnieprem, wyrzucono ich z poci?gu, jak pierwszy raz otworzyli drzwi.
- W pierwszych miesi?cach naszego pobytu w ?agrze, ze szpitala wywo?ono
na wózkach dziennie po 30-40 trupów. Po kilku miesi?cach
nawet 60 osób dziennie. G?ód i choroby tak ludzi dziesi?tkowa?y
Musia?a ?adowa? koks na wagony. Po pewnym czasie wys?ano j? i jej kole?anki
do pracy w ko?chozie. Sz?y pieszo 60 km, na drog? dosta?y surow? kapust?
i buraki, które w obawie przed rozwolnieniem powyrzuca?y. Pi?y wod?
wprost z glinianej podmok?ej drogi. Noc sp?dzi?y w chlewie po owcach. Po?o?y?y
si? spa? na wysuszonym gnojowniku.
- „Gute Nacht Anna” - powiedzia?a mi kole?anka z Wroc?awia. „Gute Nacht
Christine” - odpowiedzia?am. Rano chc? j? obudzi?, a ona nie ?yje. Chyba
ze s?abo?ci umar?a. Nam dawali do jedzenia zup?, co wygl?da?a jak pomyje
i tak? sin? pszenic?, co mia?a robi? za kasz?. Jak kto? nienauczony, to
dostawa? biegunki i umiera?”.
W okresie grudzie? 1945 i stycze? 1946 r. Rosjanie w Memorandum Lebiediewa
protestowali, gdy? przesiedlenia do strefy rosyjskiej (pó?niejsze
NRD), nie by?y zgodne z zasad? humanitarn? sformu?owan? w Poczdamie. Zarzucano
„chuliga?skie” odnoszenie si? do przesiedlanych, grabie?e i zabójstwa.
Ponadto w okresie mrozów w ka?dym transporcie, w wyniku braku ogrzewania,
kilkadziesi?t osób zamarz?o na ?mier? b?d? uleg?o ci??kim odmro?eniom.
Ogó?em strona rosyjska zarejestrowa?a w ci?gu 2 miesi?cy zimowych
294 zmar?ych i 1893 ci??ko chorych. Nie by?y to wszystkie ofiary, skoro
na przyk?ad w okolicach Szczecina po przybyciu poci?gu z 4 zmar?ymi inspekcja
w rejonie stacji doprowadzi?a do odnalezienia jeszcze 15 zw?ok. Mo?na st?d
wnioskowa?, ?e liczba nie odnalezionych zmar?ych by?a wi?ksza od podanej
w memorandum. Wiele osób umiera?o z wycie?czenia wkrótce
po przybyciu do Niemiec.
Polska Misja Wojskowa w Berlinie pisa?a: „Na kilka dni przed ?wi?tami
Bo?ego Narodzenia w?adze angielskie powiadomi?y nas o wstrzymaniu ruchu
transportów wysiedlonych niemców (powojenna pisownia Niemcy)
na okres ?wi?teczny t.j. od 23 XII do 30 XII. Powiadomili?my natychmiast
Warszaw? zarówno depesz? jak i telefonicznie...Mimo to transporty
nadal wysy?ano. Ostatni z nich przyszed? na teren Niemiec w wigili? wieczorem,
wioz?c kilkana?cie osób zamarzni?tych na ?mie?, a kilkadziesi?t
z odmro?eniami I stopnia...Wszystkie te wypadki stwierdzone zosta?y przez
w?adze angielskie przyjmuj?ce transport jak i przez ad hoc zwo?an? komisj?
spo?eczn? z miejscowym burmistrzem...Dnia 24 grudnia otrzymali?my pismo
w?adz angielskich o wstrzymaniu transportów na dalsze dwa tygodnie
od dnia 1 stycznia z powodu trwaj?cych mrozów. Zawiadomi?em natychmiast
Warszaw?. Mimo to jeszcze 2 stycznia przyszed? transport poci?giem nr 515
przez Ka?awsk wioz?cy siedem trupów.
W kwietniu 1945 r. wydano zarz?dzenie w?adz polskich:
Do ludno?ci Dolnego ?l?ska i po?udniowych obszarów Brandenburgii!
Pras?owia?skie tereny, oderwane od Polski wskutek germa?skiego naporu
imperialistycznego, zosta?y odzyskane dla Ojczyzny dzi?ki natarciu sojuszniczej
Armii Czerwonej, jak równie? dzi?ki dzielnej Armii Polskiej.
Na podstawie zarz?dzenie Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej
obejmuj? ich w?adz? administracyjn? na tych czysto s?owia?skich, odbitych
terenach.
??dam od ludno?ci lojalnego i ca?kowitego podporz?dkowania si? wszystkim
poleceniom w?adz polskich, jak te? dok?adnego wype?nienia wszystkich zarz?dze?.
Ka?dy czynny b?d? bierny opór z?amany zostanie si?? a winni zostan?
ukarani zgodnie z przepisami prawa wojennego.
Przemoc? i podst?pem zgermanizowana ludno?? s?owia?ska b?dzie pod moj?
opiek? i stworzon? mie? b?dzie mo?liwo?? powrotu do polsko?ci, dla której
najlepsze córy i synowie tych pras?owia?skich ziem z?o?yli ofiar?
krwi.
Pe?nomocnik Rzeczpospolitej Polskiej na okr?g Dolny ?l?sk
mgr Stanis?aw Piaskowski
w kwietniu 1945 r.
Od maja 1945 r. w?adze polskie wysiedla?y Niemców i ?l?zaków
mówi?cych po niemiecku, mimo ?e brak by?o do tego podstawy prawnej.
Konferencja w Poczdamie mia?a si? dopiero rozpocz??. Wysiedlanie przebiega?o
brutalnie i tylko na teren radzieckiej strefy okupacyjnej, gdy? polskie
w?adze komunistyczne nie musia?y si? obawia?, ?e wyp?dzeni zostan? z powrotem
zawróceni przez Rosjan. By?y napady polskich szabrowników
i pobicia przez milicj?. Cz?sto Niemców wysiedlano poza miasto,
gdzie pozostawiano ich w?asnemu losowi, w mi?dzyczasie grabi?c i rekwiruj?c
ich mieszkania i dobytek.
„Od wiosny 1945 roku na dawne ziemie niemieckie znajduj?ce si? pod
administracj? polsk? zacz?li nap?ywa? Polacy z centralnej i zachodniej
cz??ci kraju...Nie chodzi?o tu jeszcze o osadników w prawdziwym
tego s?owa znaczenia, lecz cz?sto o zwyk?ych szabrowników, spekulantów,
maruderów, którzy wietrzyli mo?liwo?? ?atwego wzbogacenia
si?. By?a to szara?cza ziem odzyskanych. Cz??? z nich zasili?a pó?niej
szeregi Milicji Obywatelskiej, inni po spl?drowaniu i ograbieniu Niemców
z resztki dobytku wracali zwykle do Polski centralnej.
Ró?nie uk?ada?o si? wspó??ycie miedzy Polakami i Niemcami
w pocz?tkowej fazie wysiedle?. Wynika?o to ju? z samej procedury wysiedlenia,
która z za?o?enia nie mog?a by? humanitarna, kiedy jedni zostali
ograbieni do cna, by inni mogli mie? zapewnione podstawy egzystencji.
Sam akt wysiedlenia - pozbawienia ludzi si?? domostw, wyrzucenie z
kraju, z którym czuli si? zwi?zani wi?zami rodzinnymi, emocjonalnymi,
historycznymi, jest aktem brutalnym, który u poszkodowanych musi
rodzi? poczucie krzywdy. Gdy towarzysz? mu jeszcze szykany ze strony wysiedlaj?cych,
jest on szczególnie bolesny”.
Mieszkaniec Szklarskiej Por?by wspomina: „Lipiec 1945 r. pocz?tek ewakuacji.
Najbardziej boimy si? marszy ku pami?ci Adolfa Hitlera, organizowanych
po to, by?my mieli czas zastanowi? si?, dlaczego wybrali?my Hitlera. Z
domów wyp?dzaj? ca?e wsie, a wi?c przewa?nie kobiety i dzieci -
które przecie? Hitlera naprawd? nie wybiera?y - starych i chorych
i prowadz? ich potem przez oko?o trzy tygodnie po okolicy. Z przodu Polacy
na koniach, z ty?u Polacy na koniach. Kto nie mo?e ju? i??, zostaje na
drodze.Z takiego przeci?gaj?cego pochodu n?dzarzy pozosta?o raz na dworcu
w Szklarskiej Por?bie 16 ludzi. Niemcy udzielili im opieki i ukryli ich.
Te pochody przypominaj? przemarsz wi??niów obozu koncentracyjnego
w zimie 1945 roku - tylko ?e tym razem sz?y przewa?nie kobiety i dzieci”.
Równie? mieszka?cy Lolejowa (Kleinröhrsdorf) powiat Lwówek,
zostali 24 czerwca 1945 r. wieczorem o 20.30 wyp?dzeni przez Polaków
z wioski, aby wzi?? udzia? w marszu ku pami?ci Hitlera. Miejscowy ksi?dz
po d?u?szych pro?bach dosta? zezwolenie, by jego 91-letni ojciec i inni
ledwo poruszaj?cy nogami, mogli by? transportowani na wozie konnym. W ci?gu
20 minut ca?a wioska musia?a by? na nogach. „Szli?my przez P?awn? (Schmottseifen),
Gryfów ?l. (Greiffenberg), eskortowani przez uzbrojonych Polaków.
Po drodze obrabowano nas kilka razy. Spali?my pod go?ym niebem na ??ce
ko?o Gryfowa ?l, gdzie ju? byli mieszka?cy innych wiosek. Bardzo m?odzi
Polacy pa?kami utrzymywali porz?dek. Mieli?my i?? dalej, a? przez rzek?
Nys?. Wieczorem rozesz?a si? wie??, ?e Stalin kaza? wszystkim wraca? do
swoich domów. Wczesnym rankiem, kiedy Polacy jeszcze spali, inn?
drog? wracali?my do naszych domów. Ludzie byli u kresu si?, tym
bardziej, ?e wszystko co z domu wzi?li, nie?li na plecach i w r?kach. Byli?my
trzy dni w drodze. To co zobaczyli?my po powrocie do wioski, trudno opisa?.
Wszystko by?o zdemolowane, drzwi i okna zniszczone, powyrywane, szafy powywracane,
zwierz?ta wyp?dzone, talerze i inne naczynia st?uczone. S?oiki rozbite,
cz??? z nich, jak np. te z le?nymi jagodami, wylane na ?ó?ka”.
W pi?mie UB z Cieszyna czytamy: „W dniu 21 bm. przyby? do Cieszyna
transport sk?adaj?cy si? z 257 osób. S? to niemcy. Transport przyby?
do nas z Bielska pod eskort? czterech milicjantów. Transport wy?ej
wymieniony zawiera przewa?nie stare kobiety i dzieci w wieku od 1-5 lat.
W ca?ym transporcie znajduje si? oko?o 7 m??czyzn te? starych i dzieci
u piersi matek. Jak stwierdzaj? milicjanci (jest ich tylko czterech, gdy?
pi?ty uciek?) otrzymali oni rozkaz od sier?anta Indykii z M.O. w Bielsku
odstawi? wy?ej wymieniony transport, który mia? zawiera? jak sami
stwierdzaj? oko?o 300 osób a do Cieszyna przyby?o tylko 257 osób.
Wy?ej wymieniona eskorta M.O. zosta?a zatrzymana przez Wojennego Komendanta
w liczbie 4 osób i do Prokuratora S?du Okr?gowego w Cieszynie odstawiona,
gdy? zastrzelili oni oko?o 23 osoby na transporcie z Bielska do Cieszyna.
Jak stwierdzaj? eskortowani ludzie, po drodze bito ich i gro?ono, ?e tak
jak wszyscy zostan? zabici i pójd? na myd?o.
Ca?y ich inwentarz ruchomy odebrano im, nawet dzieciom smoczki, buty
?ci?gni?to z nóg, ostatnie ubranie zabierano a zostawiono tylko
szmaty. Transport ten przyby? do Cieszyna lecz u nas nie ma ?adnego punktu
zbornego, a s? to ludzie nie daj?cy si? do ?adnej pracy fizycznej. Ludzi
tych nie ma kto ?ywic, do dnia dzisiejszego zanotowano 3 wypadki tyfusu.
Z powodu tego, ?e sprawa ta podrywa autorytet w?adz polskich i zagra?a
bezpiecze?stwu miasta, prosimy o wydanie odpowiednich zlece? i rozkazów
dalszego post?powania”.
24 czerwca 1945 r. Polacy wyp?dzili mieszka?ców Chmielenia (Langwasser)
pow. Lwówek ?l. Po pi?ciu dniach powrócili do domu, by 14-cie
dni pó?niej raz jeszcze wzi?? udzia? w marszu ku pami?ci Hitlera.
Tym razem powrócono po dwóch dniach. 7 lipca 1945 po rannej
mszy ?wi?tej, milicja zabra?a miejscowego ksi?dza wprost z ko?cio?a i do??czy?a
do oko?o 600 wyp?dzonych mieszka?ców wioski. Prawie wszyscy musieli
i?? pieszo, ci?gn?c za sob? ma?e czteroko?owe wózki. Jedynie starzy
i chorzy jechali na towarzysz?cej furmance. Wielu wierzy?o, ?e którego?
dnia znowu powróc? na swoj? ziemi? z powrotem... co si? nie dokona?o.
25 czerwca 1945 weszli do wioski Soko?owiec (Falkenhain) pow. Z?otoryja
polscy ?o?nierze, obwieszczaj?c, ?e wszyscy musz? opu?ci? swoje domy, poniewa?
wie? zostanie przekazana Polakom. 26 czerwca oko?o 900 mieszka?ców
by?o w drodze do Zgorzelca. W miejscowo?ci P?awna (Schmottseifen) rosyjscy
oficerowie rozbroili polski oddzia? eskortuj?cy, a mieszka?com kazali wraca?
do domów. Osiem dni pó?niej powtórzy?a si? ta sama
sytuacja.
W czerwcu 1945 r. mieszka?cy wioski Krzy?kowice k. Prudnika zostali
ograbieni przez 70-osobow? grup? milicjantów, a 29 sierpnia musieli
w ci?gu dziesi?ciu minut przygotowa? si? do opuszczenia domów. Wyprowadzono
ich w asy?cie milicji oko?o 10 km od wsi i pozostawiono w?asnemu losowi.
Zabroniono powrotu do domów.
„W 1945 r. w?adze przeprowadzaj?ce wysiedlanie nie precyzowa?y bli?ej
uprawnie? wysiedlanych Niemców w zakresie wywozu mienia ruchomego
i ?ywno?ci. Przyj?to zasad?, ?e wysiedlani mogli zabra? tyle, ile unios?
w r?kach. Rozkazy wojskowe w tej sprawie okre?la?y wag? zabieranych rzeczy
do 20 kg ??cznie z ?ywno?ci?.
Wielu ludzi umiera?o z g?odu i wyczerpania. Reszt? dope?ni?y choroby
i epidemie dziesi?tkuj?c wysiedlanych, wegetuj?cych w prymitywnych warunkach.
Dopiero na interwencj? w?adz rosyjskich, które bynajmniej nie kierowa?y
si? wzgl?dami humanistycznymi, przerwana zosta?a fala »dzikich wysiedle?«.
Stalin obawia? si? prawdopodobnie negatywnych reakcji aliantów zachodnich
na wie?? o tych poczynaniach”.
Wysiedlani Niemcy musieli podpisywa? o?wiadczenia o dobrowolno?ci wyjazdów
i zrzec si? wszelkiej w?asno?ci na rzecz pa?stwa polskiego. Mimo to, w
czasie kontroli baga?y, które mog?y wa?y? od 10 do 20 kg, w zale?no?ci
od tego z jakiej miejscowo?ci byli wysiedlani, zabierano im ostatnie warto?ciowe
przedmioty.
Pierwszych mieszka?ców Wo?owa wydalono z w?asnych mieszka? 6
czerwca 1945 r.
Mieszkanka ?migrodu zapisa?a swoje wspomnienia i opisa?a równie?
los innych: „6 lutego 1945 r. wszyscy m??czy?ni do lat 70 zostali zebrani
w jedn? grup?, aby pieszo przej?? drog? ze ?migrodu przez Trzebnic?, O?aw?,
Namys?ów, Kluczbork do obozu w Cz?stochowie. W drodze zachorowa?o
i zmar?o wielu. Z Cz?stochowy musieli?my pieszo pój?? do Pyskowic,
gdzie nas za?adowano do wagonów towarowych po 100 m??czyzn w ka?dym,
i po o?miu dniach, 1 kwietnia 1945 r. dotarli?my do Stanis?awowa nad Dniestrem
w Ukrainie. Na miejscu wy?miewano si? z nas, jako przegranych wojn? Niemców,
obrzucano kamieniami, bito. Zabrano nam nasze ubrania. Po jakim? czasie
zachorowa?em na ró?? i dystrophi?, ostre zapalenie, ropiej?ce bakterialnie
skóry, powsta?e z infekcji i niedo?ywienia. Zwolniono mnie i jako
niepotrzebny, bo nie mog?em pracowa?, wyjecha?em do Frankfurtu n. Odr?.
Setki m??czyzn b?d?cych w tym obozie zmar?o. My, którzy prze?yli?my,
byli?my Bogu za to wdzi?czni. Jednak bardzo ci??ka by?a dla nas wiadomo??,
?e nie mo?emy ju? powróci? do naszej ukochanej ?l?skiej ojczyzny”.
A o swojej rodzinie napisa?a:
„Pod koniec czerwca 1945 r. dosz?a do nas, jak grom z jasnego
nieba, wiadomo?? polskiej administracji o wydaleniu ze ?migrodu. Kiedy
nas wywo?ono, Polacy zatrzymali jeszcze 20 m??czyzn, mi?dzy innymi mojego
m??a, i wys?ali ich do obozu. We wrze?niu tego? roku, kiedy m?? po biciu
i wyg?odzeniu by? ledwo ?ywy, zosta? zwolniony z obozu. Mia? du?e rany
od bicia kolb? i pa?kami na ramionach i nogach Z du?ym wysi?kiem
dowlók? si? do syna Heinza w Ober-Rosbach (Hesja). Syn nie pozna?
swego ojca, gdy? tak ?le wygl?da?. M?? zapyta? go kilka razy „Heinz, znasz
mnie?”. Na co syn ka?dorazowo odpowiada?: „Nie, nie znam pana”. Na to m??:
„Jestem twoim ojcem”. Wszyscy mieszka?cy miejscowo?ci byli oburzeni, zdruzgotani
i p?akali wraz z synem i m??em. Poproszono natychmiast lekarza, który
zabra? m??a do szpitala, gdzie po 14-tu dniach, zaopatrzony ?wi?tymi sakramentami
zmar?”.
„20 czerwca 1945 r. w przeci?gu kilku minut musieli?my opu?ci? nasze
mieszkania w Gubinie po wschodniej stronie miasta, za Odr? (teraz cz???
polskiego miasta). Ze sob? mogli?my zabra? jedynie baga? r?czny, wszystko
co posiadali?my zosta?o skonfiskowane”.
21 czerwca 1945 r. w godzinach rannych mieszka?cy Zgorzelca (Görlitz)
musieli opu?ci? t? cz??? miasta, która znajdowa?a si? po dzisiejszej
polskiej stronie Odry.
22 czerwca 1945 r. mieszka?cy J?drzychowej (Hennersdorf) pow. Zgorzelec
opu?cili w po?piechu swoj? „ma?? ojczyzn?”, popychani przez polskich ?o?nierzy
kolbami karabinowymi. Niektórzy ze strachu gubili resztki zabranej
w pakunkach ?ywno?ci. Gdy dotarli do Görlitz nie posiadali ?adnych
spo?ywczych rzeczy. Miasto by?o przeludnione i trudno by?o kupi? cokolwiek
do jedzenia. Wiele dzieci zmar?o z niedo?ywienia i g?odu. Jeszcze przed
wyp?dzeniem Rosjanie zastrzelili oko?o 70 mieszka?ców wioski i podpalili
prawie 150 murowanych domów, stodó? i chlewów.
Ewangelicki ko?ció? w Przemkowie (Primkenau) k. Szprotawy zosta?
przez strza?y artyleryjskie tak zniszczony, ?e sta? si? nieu?yteczny, wówczas
kap?an katolicki zezwoli? ewangelikom na uczestniczenie we wspólnej
niedzielnej mszy w ko?ciele katolickim. Na koniec nabo?e?stwa ?piewano
pie??, któr? znali katolicy i ewangelicy. Wszyscy w ko?ciele p?akali.
Po mszy zg?osi? si? ewangelicki pastor z Milicza, który przypadkowo
by? w drodze i ju? od nast?pnej niedzieli w domu parafialnym prowadzi?
nabo?e?stwa dla ewangelików. Zdawa?oby si?, i? sytuacja powoli si?
normowa?a, kiedy nagle 26 czerwca 1945 r. o godz. 4.00 rano milicja dobijaj?c
si? do domów kolbami karabinowymi i pejczami wyp?dza?a mieszka?ców.
O 9.00 rano ca?a wioska by?a w drodze do Szprotawy, a stamt?d dalej do
?agania, ?or i a? do rzeki Nysy. Ca?? drog? musieli przeby? pieszo: kobiety,
dzieci i starcy, bez wzgl?du na wiek.
?wiadek z Pieszyc (Peterswalden) pow. Dzier?oniów zezna?a: „24
czerwca 1945 r. zostali?my wyp?dzeni z naszego gospodarstwa przez Polaków
i ?ydów. Ja z moim 87 letnim ojcem wraz z 800 osobami z naszej miejscowo?ci
byli?my 8 dni w drodze na piechot?. Wiele naszych mieszka?ców z
powodu g?odu i choroby umar?o w czasie marszu i zostali pogrzebani w rowach.
M?ode matki z oseskami, które nie mia?y nawet 8 dni, jak i starcy,
którzy ledwo i?? mogli, zostali wyp?dzeni ze swoich domostw. Kto
nie móg? i??, by? bity pa?k?. T? sam? szos?, ale w przeciwnym kierunku,
jecha?y samochody z Polakami, którzy zabrali nam ostatnie nasze
r?czne baga?e. Noc? mogli?my spa? w ko?cio?ach i zburzonych domach. Rano
od 6.30 do 22.00 musieli?my maszerowa?. 29 czerwca polska milicja zostawi?a
nas samych, natychmiast zawrócili?my w kierunku wioski. W naszym
domu brakowa?o bardzo du?o rzeczy. Od tego dnia wszyscy Niemcy musieli
nosi? bia?e opaski”.
Berli?ski korespondent gazety New Yorker Daily News pisa? 7 pa?dziernika
1945 r. na temat wyp?dzonych i przyj?tych w?a?nie w Niemczech osób:
„Jedna z kobiet z blizn? od uderze? pejczem przez twarz powiedzia?a; kiedy
grupa, przechodzi?a przez ?aga?, po lewej i prawej stronie drogi stali
polscy cywile, i osoby z grupy zosta?y obrabowywane z ostatnich swoich
maj?tno?ci i bite... Na koniec wyja?ni?a, ?e najprawdopodobniej jest w
ci??y, gdy? zosta?a 40 razy zgwa?cona”. Powy?sza relacja zosta?a zaprotoko?owana
w ameryka?skim senacie, i w zwi?zku z tym minister spraw zagranicznych
USA p. Byrnes 30 listopada 1945 r. przekaza? ameryka?skiemu ambasadorowi
w Polsce p. Arthur Lane, by z?o?y? polskiemu rz?dowi s?owa dezabprobaty
od rz?du Stanów Zjednoczonych. W nocie pisano, i? takie traktowanie
wyp?dzonych nie zosta?o uzgodnione w Poczdamie i nie jest zgodne z mi?dzynarodowymi
regu?ami.
„Na mocy umowy polsko-brytyjskiej z 14 lutego 1946 r. Niemcy wywo?eni
do strefy brytyjskiej mieli by? zaprowiantowani na 4 dni, licz?c od czasu
wyruszenia poci?gu. ?ywno?? dla ca?ego wagonu miano przekazywa? niemieckiemu
kierownikowi wagonu, a on z kolei dokonywa? jej dalszego rozdzia?u. Transporty
do radzieckiej strefy okupacyjnej zaopatrywano w ?ywno?? na jedn? dob?”.
„Nie przestrzegano ustalonych odgórnie norm ?ywno?ciowych. ?ywno??
przewo?ona by?a w z?ych warunkach i cz?sto nie nadawa?a si? do spo?ycia.
Dodatkow? uci??liwo?? i niebezpiecze?stwo dla ?ycia i zdrowia stanowi?
brak ciep?ych napojów w czasie podró?y. Spowodowane to by?o
brakiem opa?u i piecyków do ogrzewania. Zdarza?y si? równie?
wypadki okradania wagonów przez czerwonoarmistów”.
?amane by?o równie? zarz?dzenie ministerstwa, zakazuj?ce rozdzielania
rodzin oraz wysiedlania najbli?szych krewnych fachowca pracuj?cego w pobliskiej
fabryce. Najcz??ciej zdarza?y si? takie rozdzielaj?ce wywózki po
?apankach na ulicach.
„Wysiedle?cy docieraj?cy na punkt zborczy byli poddawani rewizji osobistej.
Kontrolowano równie? ich baga?e. Konfiskowano im nadwy?ki artyku?ów
spo?ywczych, ubra? i materia?ów tekstylnych, narz?dzi, pieni?dzy,
kosztowno?ci, Stosowanie przepisu nakazuj?cego konfiskat? doprowadzi?o
do odbierania osobom przyby?ym na punkt resztek ich dobytku. Po?ciel i
naczynia kuchenne rekwirowano wbrew zarz?dzeniom w?adz ministerialnych.
Zarekwirowane przedmioty mia?y by? zabezpieczone, a pó?niej rozprowadzone
w?ród polskich przesiedle?ców z dawnych kresów wschodnich.
Odnotowano przypadki sprzeniewierzania mienia poniemieckiego przez „opiekuj?cych
si?” nim funkcjonariuszy. Nic te? dziwnego, ?e wysiedleni Niemcy czuli
si? pokrzywdzeni, okradzeni z w?asnego mienia”.
26 wrze?nia 1945 r. o 3.00 godzinie rano rozpocz??a si? nagonka na
Niemców w miejscowo?ci G?ubczyce. Polska milicja wpada?a do domów
i wyp?dza?a wszystkich na ulic?. Tylko nieliczni z nich byli jeszcze w
stanie zabra? cokolwiek z sob?. Pop?dzono wszystkich na rynek i cz??? za?adowano
na ci??arówki a reszta osób, dla których zabrak?o
miejsca musia?a i?? pieszo do obozu, znajduj?cego si? w by?ej firmie Marschke
und Zilger, w którym od sze?ciu tygodni przebywali ju? mieszka?cy
Lwowian (Schlegenberg). Przez ca?? noc m??czyzni musieli sta? na deszczu.
Nast?pnego dnia w czasie apelu 3000 osób, wyja?niono kobietom, dzieciom
i osobom starszym, i? zostan? wywiezieni do Reichu (Niemiec). Zdrowe kobiety,
dziewczyny i m??czyzni pozostan? na miejscu i b?d? pracowa?. Rozdzielono
w ten sposób rodziny.
27 wrze?nia 1945 oko?o 5.00 rano przeznaczeni do transportu zostali
doprowadzeni