KSIYNGARNIO S'LOONSKO
BOOKSTORE

MOSZ CIEKAWO KSIOONRZKA DO POLECYNIO - PRZIS'LIJ NOOM INFORMACJO NA:
msz@republikasilesia.com
UWAGA ANTY SPAMOWO ZAPORA - SPROWDZ EMAILE PO WYSUANIU EMAILA
Antyspam system - if you write for the first time - please check your email for confirmation.


 
Piyrwszy suownik 
S'loonsko, Angelsko Niymiecki
FIRST DICTIONARY EVER - SILESIAN, ENGLISH GERMAN
Wielgi Suownik S'loonsko - Angolsko - Niymiecki.

   Jedyne wydanie w 2007 we czeh jynzykah. Jynzyk s'loonski jeszcze niyje zapisany poprawnie.  Suownik niyuwzglyndnio poprawnyj pisowni jynzyka s'loonskigo ale jako piyrszo pozycjo pokozuje S'loonski na tumaczynie Angelskigo i Niymieckigo. Moomy nadzieja rze nastympne wydanie bydzie miauo poprawno pisownio jynzyka s'loonskigo.

   Polecoom wszyskim znowcoom czeh jynzykoow do zapoznanio sie ze ksioonrzkoom Andrzeja Czajkowskigo,

Dr. Tadzik Jeczalik - Republika S'loonsko



“Dzieuo je fascynujoonce poznawczo, warzne merytorycznie i potrzebne”
[prof. Jan Miodek]


Wielki suownik s'loonsko-niemiecko-angielski
Wydanie piersze
Wydawnictwo Kaga Druk

Uoprawa twardo, 21x15cm, 222 stroon, 
ponad 4200 hasoouw, indeks imioon, indeks niymiecki, indeks angielski, powiedzynia, zwroty.
ISBN 978-83-921235-5-2
 

SILESIAN GERMAN ENGLISH DICTIONARY PUBLISHED IN 2007!

THIS IS PERHAPS THE ONLY DICTIONARY WITH SILESIAN LANGUAGE. THE USER CAN USE IT IN ANY COUNTRY OF CENTRAL EUROPE AND ESPECIALLY IN SILESIA. 

SILESIAN LANGUAGE IS STILL NOT USED HERE WITH PROPER WRITING HOWEVER THIS FIRST EDITION CAN TEACH BASIC IN SILESIAN LANGUAGE. ENGLISH AND GERMAN USED IN THIS DICTIONARY SHOW HOW SIMILAR WORDS CAN BE ESPECIALLY IN CENTRAL EUROPE WHERE SLAVIC AND GERMAN LANGUAGE SEEMS TO BNE VERY DIFFERENT.

THIS IS HIGHLY RECOMMENDED FOR ALL GOING TO SILESIA WHO WANT TO USE SILESIAN LANGUAGE.

WHO SAID SILESIAN LANGUAGE IS DEAD! PERHAPS AFTER WORLD WAR II POLISH OCCUPATION OF SILESIA DAMAGED THE CULTURE AND THE LANGUAGE BUT THIS BOOK SHOWS THE THOUSANDS YEARS OLD SILESIAN LANGUAGE IS STILL ALIVE AND WELL ACROSS SILESIA.
 

 

CYNA - $26.00 PLUS PRZESYUKA
PRICE  - $26.00 PLUSH SHIPPING 
PAY PAL 
kup sam
buy it here

HISTORIA NARODU S'LASKIEGO
HISTORIO NARODA S'LOONSKIGO - PO POLSKU
HISTORY OF SILESIAN NATION - IN POLISH

NIYH RZYJE NIYPODLEGUY S'LOONSK!

PIYRSZE WYDANIE HISTORJE NARODA S'LOONSKIGO NAPISANE PRZEZ S'LOONZOKA.

WSZYSKE POLSKE CYGANSTWA JAKE HISTORIO POLSKO NAUCZAUA SOOM W TYJ KSIOONRZCE POKOZANE.

PRWAWDZIWO HISTORIO S'LOONSKO NAPISANO PRZEZ RASOWEGO S'LOONZOKA JE UNIKATYM.

TA KSIOONRZKA JE SZOKYM DO POLOKOOW KERZI CYGANIYNI PRZEZ POLSKIH NACJOONALISTOOW NARESZCIE DOWIEDZIELI SIE PRAWDZIWYJ PROWDY O S'LOONSKIM NARODZIE I PRAWDZIWYJ HISTORI S'LOONSKA!

WIELKI FORMAT, DURZO MAP, 188 STROON, NOJNOWSZO HISTORIO JE UJYNTO.
 

CYNA - $26.00 PLUS PRZESYUKA
PRICE  - $26.00 PLUSH SHIPPING 
PAY PAL 
kup sam
buy it here

S'LASKA   TRAGEDIA
Ewald Pollok

Jeszcze niedawno oczy ca?ej Europy zwrócone by?y na Jugos?awi?. Na tragedi? Alba?czyków wyp?dzonych ze swoich domów. Nieco pó?niej równie? Serbowie zostali zmuszeni do opuszczenia Kosowa. Prze?ywali?my ca?y ten dramat za po?rednictwem prasy, radia i telewizji. Mamy to nieszcz??cie by? ?wiadkami tragedii ma?ego narodu. ?l?zacy identyfikuj? si? z tamtymi wyp?dzonymi.
Przed 57 laty podobna tragedia, tylko w du?o wi?kszej skali, rozgrywa?a si? na by?ych ziemiach niemieckich (?l?sk, Pomorze, Warmia i Mazury) oddanych po wojnie Polsce w administracj?, sk?d wyp?dzono kilka milionów by?ych mieszka?ców. Jednocze?nie Polacy z kresów wschodnich zostali przesiedleni na owe poniemieckie ziemie. Mimo tylu lat, które od tego czasu up?yn??o, spo?ecze?stwo polskie do dzi? nie jest poinformowane o ówczesnej tragedii.
Dopiero pami?tna transmisja telewizyjna mszy ?w. w Krzy?owej z 1989 r. przerwa?a barier? milczenia. Polacy po raz pierwszy dowiedzieli si? o wyp?dzeniu ponad 7 mln osób - jak ich okre?lano, Niemców. Nie jest to jednak ca?kowita prawda. Przyk?adowo ze ?l?ska wygoniono w wi?kszo?ci ?l?zaków pos?uguj?cych si? j?zykiem niemieckim, ale tak?e pos?uguj?cych si? mow? ?l?sk?, która nie pasowa?a niektórym do nowej rzeczywisto?ci. Cz??? spo?ecze?stwa uwa?a?a j? za j?zyk za bardzo zbli?ony do niemieckiego. U?ywaj?cy tego j?zyka zamieszkiwali ?l?sk od setek lat. Byli tu prawowitymi obywatelami. Zdarza?y si? jednak wypadki, ?e kazano opu?ci? swoje domostwa powsta?com ?l?skim i dopiero interwencja u w?adz najwy?szych, oszcz?dzi?a im tego. Wywo?ono rodziny posiadaj?ce ?adne domy, poniewa? nowi notable zapragn?li zosta? ich w?a?cicielami. Nie patrzono wówczas na przynale?no?? narodow? w?a?cicieli. Takie przypadki by?y na porz?dku dziennym.
Z Polski, Czechos?owacji i W?gier wyp?dzono 13,5 ml osób (niektóre ?ród?a mówi? o 15 mln), z czego setki tysi?cy zgin??o z ró?nych powodów w mozolnej drodze do Niemiec (z g?odu, z powodu gwa?tów, zimna, spalenia, zastrzelenia, zamordowania). Polacy mówi? o 400 tys., Niemcy o ponad dwóch milionach ludzi, którzy ponie?li ?mier? ju? w czasach powojennych. W?ród wyp?dzonych, by?o tak?e wiele osób z terenu ?l?ska.
Strona Polska do dzi? niech?tnie przyznaje si? do nieludzkiego traktowania wyp?dzonych i nie okre?la lub zani?a ich liczby. Przez ca?y czas kluczy si?, próbuje wyg?adza?, opowiada? nieprawd?.
W TV Polonia w dniu 29 pa?dziernika 1998 spikerka przeczyta?a nast?puj?cy tekst:
„Dwuletnie badania dotycz?ce wysiedle? Niemców po II wojnie ?wiatowej wykaza?y, ?e w latach 1945-50 z krajów Europy ?rodkowo-wschodniej wysiedlono oko?o 12 mln Niemców, z terenów Polski 3.5 mln. Wysiedlani mogli zabra? rzeczy osobiste i ?ywno?? do 20 kg. Zabroniono im  wywozu rzeczy nowych. Wg. ?róde? niemieckich istnia?o 1200 obozów dla wysiedlanych Niemców, z czego prawie 800 na Ziemiach Zachodnich. W obozach by?y g?ównie kobiety, dzieci i starcy. Nie wiadomo ile osób zmar?o z g?odu i wycie?czenia”.
Nast?pnie pokazano prof. W?odzimierza Bartoszewskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, by?ego ministra spraw zagranicznych, który powiedzia?: Protokó? zdawczo odbiorczy przy przekazywaniu obozu w ?wi?toch?owicach, który wcale nie by? jednym z najwi?kszych obozów, ale jednym z najbardziej g?o?nych, pochodz?cym z jesieni 1945 roku mówi o tym, ?e w ci?gu kilku miesi?cy, w których rz?dzi? tam komendant Morel, na pewno wg. urz?dowych danych zmar?o oko?o 1/3 wi??niów, a mo?na przypuszcza?, ?e liczba ta by?a jeszcze wi?ksza.
Je?eli nawet wysiedleniu Niemców, czy jak oni mówi? - wyp?dzeniu, towarzyszy?y zjawiska kryminalne, a towarzyszy?y. Zjawiska kryminalne towarzysz? ka?demu wydarzeniu spo?ecznemu. Tacy s? ludzie nie jednej narodowo?ci, bywali i tacy Polacy, no to mi bardzo przykro, bo ja bym wola? by takich nie by?o. To nie obci??a narodu polskiego jako ca?o?ci.
Informacja telewizyjna jest w ka?dej cz??ci nieprawdziwa. Co to znaczy z krajów ?rodkowej Europy? Czy Ukraina, Bia?oru?, W?gry tak?e do nich nale??? A mo?e tylko Polska i by?a Czechos?owacja? Dlaczego tego nie sprecyzowano. Próbuje si? przekaza? informacj?, która ma nam powiedzie?, ?e w dwuletniej pracy naukowcy polscy zbadali i stwierdzili co?, co ju? dawno odpowiednimi cyframi bardziej wiarygodnymi jak te z telewizji, udokumentowano. A co znaczy - z terenu Polski wyp?dzono 3,5 mln - kiedy spo?ecze?stwo mi?dzynarodowe wie, ?e by?o ich ponad 7 ml. Liczb? t? podawano równie? w polskich czasopismach, np. w miesi?czniku ?l?sk  nr 6/98 w artykule Rachunki krzywd.
Dla mnie niezrozumia?e jest sk?d wzi??a si? liczba 3,5 mln, kiedy strona polska powo?uje si? na 1200 obozów „jak podaj? Niemcy”. Jak mo?na doliczy? si? wyp?dzonych, kiedy polscy „uczeni” nie wiedz? ile posiadano obozów, a gros ludzi by?o z nich wywo?one. A ile osób zgin??o w obozach? Tego te? nie wiadomo, bo albo nie ma ewidencji lub jest ona niepe?na jak np. w ?ambinowicach czy Potulicach ko?o Bydgoszczy, gdzie przy wy?szej ?miertelno?ci w niektórych okresach postanowiono nie wpisywa? wszystkich do ewidencji „bo gdyby przyjecha? Mi?dzynarodowy Czerwony Krzy?, to mog?oby wyj?? na jaw, ?e zbyt du?o osób ponios?o ?mier? w obozie”.
A co do tych 20 kg baga?u, jakie wg. polskich wewn?trznych ustale? mogli zabra? wyp?dzeni, by?o to jedynie pobo?ne ?yczenie zapisane na papierze. W niektórych miejscowo?ciach pozwalano zabra? 20 kg a w innych tylko 10 kg, które po drodze najcz??ciej wyp?dzonym zabierano, tak ?e cz?sto bez niczego, nawet bez kawa?ka chleba wyje?d?ali za Odr? i Nys? ?u?yck?, szcz??liwi, i? mogli uratowa? w?asne ?ycie. Na to s? dowody.
Znam przypadki, mi?dzy innymi z mojej rodziny, ?e wyp?dzono w?a?cicieli gospodarstw, w tym wypadku z okolic Z?otoryi. Ludzie ci musieli stawi? si? na dworcu w odleg?ej o 30 km Legnicy. Przy przechodzeniu przez kontrol?, zabrano im wi?kszo?? rzeczy osobistych jakie posiadali w jednej walizce.
Dorobek ca?ego ?ycia w jednej walizce (?!)
Ci?nie si? na usta pytanie, dlaczego po 10 latach niepodleg?o?ci nadal próbuje si? wmawia? Polakom (?l?zakom nie, bo oni to prze?yli i wiedz? jak by?o) k?amstwa. Mo?e zgodnie z zasad?, ?e przy mniejszej ilo?ci sponiewieranych osób, mniej musimy si? wstydzi?. Zapomina si? o tym, i? tego rodzaju k?amstwa o?mieszaj? Polsk? w oczach reszty Europy. Jest ju? najwy?szy czas uderzy? si? w pier? i powiedzie?: „My?my tak?e zawinili”. Przyjdzie chwila, kiedy trzeba b?dzie g?o?no powiedzie? prawd?. Po co czeka? i pozwala?, aby narasta?y domys?y i k?amstwa. Wyrzu?my znaczone karty, zdejmijmy aureole z g?ów i niech te bia?e plamy znikn? z powojennej historii Polski.
Bardzo dobrze skomentowa? to w czasie Kongresu Ruchu Autonomii ?l?ska w Rybniku p. Bruno Nieszporek: Dla wszystkich tradycji kulturowych ?wiata, tak w ramach rodziny, jak w zasi?gu grupy etnicznej czy narodowej, jest zrozumia?e, ?e szczególn? pami?ci? obdarzy? nale?y w?asne ofiary wojen, czy wszelkich innych form ?amania elementarnych praw cz?owieka. Tego rodzaju przejawów gwa?tu nie da si? po prostu zapomnie?! Pami?? o okresach bezprawia pozwala zrozumie? cele polityczne wobec obezw?adnionego ?l?zaka.
Polska wybudowa?a na ?l?sku „Pomniki Powsta?ców”, (pomnik w Ko?lu dla bior?cych udzia? w powstaniu kadetów lwowskich, nie mieszkaj?cych przecie? na ?l?sku a w innym pa?stwie. Tablic? na Uniwersytecie Ludowym w B?otnicy, dla walcz?cego w powstaniu cz?owieka z Wielkopolski, Miel?y?skiego, nie nale??cej do ?l?ska - wyj. autora), aby za ich pomoc? owin?? tragiczny dla naszej ziemi okres ?l?skiej wojny domowej w polsko-narodow? chwa??. Do tej pory Polska nie da?a ?l?skowi ?adnego trwa?ego symbolu upami?tniaj?cego wielokro? wi?ksz? tragedi?, do której dosz?o po przej?ciu przez Polsk? w?adzy na pocz?tku 1945 roku.
W ?adnym innym okresie historii nie dosz?o na naszej ziemi do tak gwa?townego i tragicznego w skutkach pogromu ludno?ci rodzimej, celuj?cego na radykaln? zmian? stosunków etnicznych, jak w?a?nie w okresie pocz?wszy od lutego 1945 r. Chcia?bym zaapelowa?, by delegaci na dzisiejszy Kongres dali ?wiadectwo dezaprobaty dla antychrze?cija?skiej polityki czystek etnicznych i masowego rozboju, powo?uj?c komisj? „Pami?ci ?l?skiej Tragedii”. Komisja ta mia?aby za zadanie poczyni? wszelkie starania w celu upami?tnienia wszystkich ?l?skich ofiar przemocy i gwa?tu, ze szczególnym uwypukleniem wygnania ludno?ci z ziemi rodzinnej i zwi?zanymi z tym niezliczonymi ofiarami, g?ównie w?ród dzieci, kobiet i starców. Cel ten mo?na zrealizowa? przez zainicjowanie budowy pomnika „?l?skiej Tragedii” czy te? pomnika po?wi?conego „?l?skim Ofiarom Przemocy i Wygna?”.
Ruch Autonomii ?l?skiej musi jawnie solidaryzowa? si? z ka?dym poniewieranym ?l?zakiem, niezale?nie od jego narodowo?ci czy te? u?ywanego za ?ycia j?zyka, pod warunkiem, ?e ten poszkodowany sam nie ponosi winy osobistej za czyny gwa?tu wobec innych. Podobnie RA? powinien upomina? si? o nazwanie ka?dej winy po imieniu, bez wzgl?du na przynale?no?? narodow? jej sprawców. Tego rodzaju inicjatywa na pewno nie b?dzie pasowa? tym, którzy ponosz? odpowiedzialno?? za wielomilionow? tragedi? ?l?ska lat mi?dzywojennych i powojennych, ale to nie jest ju?  nasz ?l?ski problem. Nie my ?l?zacy doprowadzili?my do tych tragedii, nie my ?l?zacy czerpali?my z nich i czerpiemy materialne korzy?ci.
Historia ?l?ska zajmuje si? losami naszych ?l?skich, a nie innych przodków, tym samym wyja?niaj?c uwarunkowania polityczne i inne okoliczno?ci, które bezpo?rednio wp?yn??y na bieg losu nas samych.
                                                                   (drukowano w Jaskó?ce ?l?skiej w pa?dzierniku 1998 r.)

Po ukazaniu si? powy?szego artyku?u, otrzyma?em kilka listów od czytelników, którzy byli zdania, ?e pisz? nieprawd?, gdy? ze ?l?ska nikogo nie wyp?dzano. Twierdzili, i? ?l?zacy sami uciekli przed Armi? Czerwon?. Dwóch korespondentów s?ysza?o o przesiedleniu, ale „odby?y si? one w humanitarny sposób, nikt nie by? wi?ziony, bity, nie zamarz? i nie umar? z g?odu. A ju? wielkim nieporozumieniem jest twierdzenie, ?e kogokolwiek zamordowano, zastrzelono czy te? zgwa?cono, lub osadzano w jakichkolwiek obozach”.
S?dz?, ?e jest wi?cej osób, które uwa?aj? tak, jak napisa?a jedna z czytelniczek: „Polacy maj? dobre serca i nie mogliby czego? takiego zrobi?”. Pozwol? sobie przytoczy? kilka przyk?adów zapisanych w dokumentach, jak i wypowiedzi osób wyp?dzonych, oraz zacytowa? fragmenty z nowych polskich bada? z okresu po 1989 roku. Dopiero teraz, w trakcie rozmów na temat 50 rocznicy zako?czenia II wojny ?wiatowej, pojawi?y si? pierwsze zdania na temat wyp?dzonych. Za czasów PRL-u by? to temat tabu, cho? w swoim s?ynnym li?cie Episkopatu Polski do biskupów niemieckich w 1965 r. - przebaczamy i prosimy o przebaczenie - wspomina si? wyp?dzenie, za co partia bardzo ostro zaatakowa?a Kard. Wyszy?skiego i ca?y Episkopat. Spo?ecze?stwo polskie nie jest o wyp?dzeniu poinformowane. Po 56 latach mo?na na ten temat mówi? i pisa?, i nagle Polacy dowiaduj? si?, jak to by?o pod koniec wojny i zaraz po jej zako?czeniu.
Historyczn? luk? dotycz?c? wyp?dzenia b?dzie bardzo trudno wyja?ni? polskim czytelnikom, gdy? przez 56 lat wmawiano im co innego. W ten sposób zakorzeni?y si? pewne niedomówienia, nieprawid?owo?ci, antagonizmy i k?amstwa. Od pocz?tku nale?a?o mówi? równie? o tym, co spotka?o Niemców z r?ki Rosjan i Polaków. Przy czym nie nale?y u?ywa? ci?gle t?umaczenia - oni zacz?li pierwsi. Wi?kszo?? Polaków broni si? przed czym?, co w ?wietle faktów stawia ich w z?ym ?wietle. Nale?y jednak pami?ta?, i? nie ma odpowiedzialno?ci zbiorowej. Dlatego te? nie mo?na w ?adnym wypadku oskar?a? wszystkich, gdy? w?ród nich by?y równie? setki tysi?cy sprawiedliwych.
Cho? po stronie polskiej bardzo cz?sto mówi si? o odpowiedzialno?ci zbiorowej. Przyk?adowo w biuletynie informacyjnym Armii Krajowej z lipca 1944 r. czytamy:” Mimo, ?e najw?cieklejsze psy i najwi?ksze niemieckie kanalie zwia?y, jest jeszcze wystarczaj?co du?o Niemców w Warszawie i okolicy. Teraz dowiedz? si?, co oznacza zasada kolektywnej odpowiedzialno?ci”.
Maria Podlasek pisze: „Polacy, którzy w 1945 roku przyjechali zagospodarowywa? dawne niemieckie ziemie, cz?sto traktowali wysiedlenie i towarzysz?ce mu nadu?ycia jako naturaln? kar?, która spotyka Niemców za zbrodnie Hitlera, za lata poni?e? i krzywd wycierpianych przez naród polski. W ich ?wiadomo?ci funkcjonowa? mechanizm powszechnej winy i zbiorowej odpowiedzialno?ci wszystkich Niemców. Nie czyniono wówczas subtelnych rozró?nie? mi?dzy funkcjonariuszem SS, Gestapo, a niemieckimi kobietami, dzie?mi i starcami, gdy? ta cz??? ludno?ci przewa?nie pozosta?a jeszcze na wschód od Odry i Nysy. Winny by? ka?dy, kto mówi? j?zykiem wroga... My?l?, ?e pami?? o cierpieniu milionów Polaków w czasie hitlerowskiego terroru ci?gle jest w naszym narodzie ?ywa...Jednak fakt ten nie mo?e stanowi? usprawiedliwienia ani „okoliczno?ci ?agodz?cych” dla nadu?y? i przest?pstw, które dotkn??y Niemców w czasie wyp?dzenia, a pochodz? z polskiej r?ki. W wymiarze moralnym nie mo?na bilansowa? zysków i strat”.
A tygodnik „Wprost” dodaje: „Charakter czystki etnicznej nosi?a powojenna, obfituj?ca w akty okrucie?stwa deportacja Niemców. Ofiar? tego aktu odpowiedzialno?ci zbiorowej by?y g?ównie dzieci, starcy, inwalidzi i kobiety. W obozach przej?ciowych w ?ambinowicach, Potulicach, Mys?owicach, Sikawie i Blachowni osadzeni marli z g?odu. Ponadto stawali si? ofiarami przest?pstw pope?nianych przez polskich stra?ników. Na przyk?ad w ?ambinowicach, gdzie gromadzono ca?e wioski z Opolszczyzny, spalono ?ywcem 48 osób”.
Wypowied? szefa PKWN, Edwarda Osóbki-Morawskiego z 30 sierpnia 1944 roku, przedstawia sposób my?lenia polityków: „Nie chcemy mie? ?adnej mniejszo?ci narodowej w momencie gdy b?dziemy przejmowali Prusy Wschodnie. Mamy nadziej?, ?e Armia Czerwona wy?le wcze?niej wszystkich doros?ych Niemców do pracy przy odbudowie Rosji, tak ?e nikogo tam ju? nie zastaniemy”.
Nie próbujmy widzie? jedynie faktu wysiedlenia Polaków z ich ojczyzny, p?aczu za ich domami, polami, wioskami i ko?cio?ami. Pami?tajmy, ?e wyp?dzeni ze ?l?ska tak?e cierpieli i nadal cierpi?. Nie zapominajmy równie? sposobu w jaki wyp?dzano tutejszych mieszka?ców. Sposób wyp?dzania rzutuje na wyp?dzaj?cych, a brak zwyk?ego s?owa przepraszam, nie pozwala spokojnie my?le? o tamtych czasach.

W 1996 r. na wniosek O?rodka Studiów Mi?dzynarodowych Polskiej Fundacji imienia Roberta Schumanna, CBOS przeprowadzi? sonda? w?ród polskiego spo?ecze?stwa na temat wyp?dzenia Niemców z Ziem Zachodnich. Stwierdzono wówczas: - na Ziemiach Zachodnich 64% mieszka?ców s?ysza?o o wyp?dzeniu a 36 % nie s?ysza?o.
- na terenie reszty kraju 49 % nie s?ysza?o nic o wyp?dzeniu, a 51% s?ysza?o.
- 38% uwa?a, ?e nale?a?o ukara? Niemców za spowodowanie II wojny ?wiatowej, dlatego s?usznie odebrano im Ziemie Zachodnie, a 43% jest temu przeciwna, 19% nie posiada na ten temat zdania.
- co do wysiedlenia, to 50% twierdzi i? Niemców spotka?a zas?u?ona kara za zbrodnie jakich dopu?cili si? podczas wojny, a 35% jest temu przeciwna, 15 % nie ma na ten temat w?asnego zdania.
- wyp?dzenie by?o krzywd?, która dotkn??a cywiln? ludno?? niemieck? zamieszkuj?c? te ziemie od wieków uwa?a 47% osób, a 29% uwa?a wyp?dzenie za s?uszne, 24 % nie posiada w?asnego zdania.
Na temat powojennych informacji, i? ziemie zachodnie „powróci?y na prastare ziemie piastowskie” odpowiedziano:
- Gdyby nie by?y polskie, to przecie? by ich nie oddali.
- Szczecin nigdy nie by? Polski
- Historycznie to my tego by?my nie udowodnili, ?e kiedy? prastare Ziemie Zachodnie nale?a?y do Polski. Gdyby tak rozmawia?, to ?e tak powiem, nie trzeba by?o nam zabiera? Wilna i tych wszystkich ziem. (mieszkaniec Koszalina)
- Co tam piastowskie - niepiastowskie. Kto? musia? zap?aci? za Kresy, a p?aci zawsze najs?abszy. W tym sensie Niemcy by?y pokonane, a wi?c najs?absze. (Wroc?aw)
- Trudno powiedzie?, czy dane czy odzyskane, w ka?dym razie teraz nasze.
- Nie jest wa?ne czyje to by?o, poprzez to, ?e tutaj ?yjemy, wi?kszo?? z nas tu si? urodzi?a; czujemy, ?e to nasza ziemia (Gorzów)
- Nigdy nie my?la?em o tych ziemiach inaczej jak o polskich. Ale ja mia?em kilka dni, jak tu przyjecha?em (Koszalin)
- Wiemy, ?e te ziemie zachodnie to one by?y raz niemieckie, raz polskie. O tym ka?dy z nas, kto cho? troch? uczy? si? historii, wie. I ?e tu znale?? mo?na i szcz?tki dziedzictwa polskiego, i szcz?tki dziedzictwa niemieckiego. (Gorzów)
- Na pewno piastowskie, ale cz??? Piastów by?a bardziej niemiecka ni? Polska.
- Za jednego Piasta by?y polskie, za innego nie - granice si? przesuwa?y raz na zachód, raz na wschód (Lublin)
- By?y to zawsze terytoria sporne, zamieszkane zarówno przez Polaków jak i Niemców. Zarówno Polacy, jak i Niemcy mieli prawo do tych ziem, a w historii raz na wozie, raz pod wozem. W czasach piastowskich te ziemie zamieszkiwa?y plemiona, które równie? z Polsk? mia?y niewiele wspólnego.(Lublin)
- Niemcy mog? sobie ro?ci? pewne prawa do tej ziemi. Tym bardziej, ?e oni tu te? wrastali z pokolenia na pokolenie. Oni tu wro?li korzeniami. Z nimi jest tak, jak z nami i ziemiami wschodnimi.

Nale?a?oby na pocz?tek tego rozdzia?u w kilku s?owach przypomnie?, co dzia?o si? w Poczdamie. W czasie spotka? zwyci?skiej trójki rozpoczynaj?cych si? 17 lipca a ko?cz?cych og?oszonym 2 sierpnia 1945 komunikatem, ustalono mi?dzy innymi: „Trzej szefowie rz?dów zgadzaj? si?, ?e zanim nast?pi ostateczne okre?lenie zachodniej granicy Polski, by?e niemieckie terytoria na wschód od linii biegn?cej od Morza Ba?tyckiego, bezpo?rednio na zachód od ?winouj?cia, a st?d wzd?u? rzeki Odry do zbiegu jej z zachodni? Nys? i wzd?u? zachodniej Nysy do granicy czechos?owackiej, w??czaj?c t? cz??? Prus Wschodnich, która nie zosta?a oddana pod administracj? ZSRR zgodnie z porozumieniem na niniejszej konferencji i w??czaj?c obszar wolnego miasta Gda?ska b?d? pod administracj? pa?stwa polskiego i ze wzgl?du na to nie b?d? uwa?ane za cz??? radzieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech”.
Ostateczne decyzje co do granicy pomi?dzy Polsk? a Niemcami, zgodnie z rozdz. VIII, pkt. B protoko?u, i rozdz. IX, pkt. B komunikatu, mia?y zapa?? w czasie konferencji pokojowej.

Modzelewski t?umaczy? 28 kwietnia 1946 r. na spotkaniu Krajowej Rady Narodowej: „...ziemie zachodnie oddane nam w administracj?, pozostan? integraln? cz??ci? terytorium Rzeczpospolitej na zawsze. To nie jest sprawa przetargów mi?dzynarodowych, to nie jest sprawa, która mog?aby stanowi? igraszk? w r?kach zawodowych handlarzy i producentów nafty i broni. Nasza granica na Odrze i Nysie to kwestia ?ycia, kwestia naszego bytu pa?stwowego i narodowego i dlatego nie mamy ?adnej mo?liwo?ci podejmowania dyskusji na ten temat”.
Miko?ajczyk stwierdza?: „Trzy wielkie mocarstwa zgodzi?y si? Polsce odda? te ziemie w administracj?, a w naszym rozumowaniu na zawsze”. W sporach PPR-PSL da?y si? s?ysze? w?ród komunistów opinie: „Rz?d zosta? uznany w Poczdamie, administracj? terenów zachodnich oddano Polsce - teraz b?dziemy mogli ich sp?awi?”.
Komunikat poczdamski nie by? ?adnym uk?adem, a jedynie ustaleniem do przysz?ej konferencji pokojowej, która nigdy si? nie odby?a. Trzy mocarstwa posz?y inn? drog? i z pracuj?cymi razem sojusznikami, sta?y si? wrogami nowych systemów. Szybko zapad?a ?elazna kurtyna. W ten sposób strona Polska nie musia?a si? obawia? ?adnych posuni??, prócz krytyki ze strony mocarstw zachodnich.
Ci?g?e powo?ywanie si? przez stron? Polsk?, na rozmowy poczdamskie, mia?o uspokoi? i uciszy? spo?ecze?stwo i jednocze?nie wyja?ni?, ?e wszystkie posuni?cia rz?du s? legalne. I tak to Polacy przyj?li i do dzi? wi?kszo?? nadal s?dzi, ?e wówczas dzia?ano zgodnie z liter? prawa. Rz?d ró?nymi wewn?trzno-politycznymi posuni?ciami podawa? argumenty, które mia?y by? pomocne w wyja?nieniu w?asnym obywatelom, i? prawnie zamieszkuj? ziemie zachodnie. Powo?ywano si? na tradycje piastowskie, na istnienie powi?zania tych ziem ze starymi etnicznymi Polakami (czytaj S?owianami). Znacz?cy wówczas politycy tacy jak Miko?ajczyk, Gomu?ka i Bierut mówili na wszelkiego rodzaju spotkaniach, zebraniach o powrocie na stare ziemie s?owia?skie, o akcie sprawiedliwo?ci dziejowej w stosunku do tysi?cletniej agresji germa?skiej. Gomu?ka powiedzia?: „Na ziemiach tych zastali?my jeszcze przesz?o milion Polaków autochtonów, milion ?wiadków, którzy obecno?ci? swoj? zeznaj? przed ?wiatem i histori?, ?e ich pradziadowie byli jedynymi gospodarzami tych ziem, ?e Niemcy znale?li si? na nich tylko jako przybysze, którym zaborczo?? i agresja ich przodków utorowa?a drog? na podbite tereny Polski piastowskiej”.
Pami?? tych autochtonów musia?a by? wyj?tkowo dobra, gdy? wracali w niej przesz?o 700 lat do ty?u i pami?tali jak to wówczas by?o, kiedy polscy ksi???ta zapraszali niemieckich rolników, rzemie?lników i kler, ale cz?sto w normalnym ?yciu nie mogli lub nie chcieli zapami?ta? kilkudziesi?ciu polskich s?ów. Wi?kszo?? z nich mówi?a tylko po niemiecku.
Wypowiedzi Gomu?ki przyjmowali dziennikarze, naukowcy i dalej w tym samym stylu przekazywali Polakom i tym, którzy Polakami zosta? musieli ze wzgl?du na siln? polonizacj? terenu, jak nale?y rozumie? wymy?lon? i k?amliw? histori?.
Piotr Madajczyk podj?? si? wyja?nienia powy?szego nonsensu w sposób budz?cy zrozumienie: ”Mitologizuj?cy ton wydaje si? by? widoczny u Franciszka A. Marka, który rzutuje kategorie narodowe na okres piastowski, szukaj?c w nim ?róde? polskiej tradycji, obiektywnego okre?lenia przynale?no?ci narodowej i odwo?uj?c si? do praw przyrodniczych, których nie wolno si? wyrzeka?.
Skoro niektórzy polscy historycy wyprowadzali prawo do ziem w dorzeczu Odry i Wis?y z tego, ?e s? one (a raczej by?y w przesz?o?ci) ziemiami etnicznie polskimi, obszarami zamieszkania, zasiedlenia, czyli macierzystymi siedzibami narodu polskiego, to stwierdzenie, ?e na jakiej? ich cz??ci plemiona germa?skie zamieszkiwa?y wcze?niej, godzi?y w podstawy polityczne pa?stwa. Czy je?eli od czasów ?redniowiecza odpad?y od Cesarstwa Niemieckiego mi?dzy innymi Szwajcaria, Holandia, Luksemburg, to czy s? to ziemie historycznie niemieckie i jakie wynikaj? z tego prawa dla Niemiec? Zaakceptowanie takiego twierdzenia oznacza?oby, ?e Niemcy maj? prawo do ziem, które w przesz?o?ci nale?a?y do ?wi?tego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. W wydanych w 1985 r. materia?ach z konferencji Instytutu ?l?skiego w Opolu, po artykule prof. Wies?awa Lesiuka, stwierdzaj?cego, ?e znacznie wa?niejsze od statystyczno-historycznych s? kryteria socjohistoryczne, prof. Micha? Lis prezentowa? dane o polskim pochodzeniu nazw, u?ywaniu j?zyka polskiego itd. Podsumowuj?c, ?e powrót do historycznej argumentacji o polsko?ci ?l?ska jest konieczny wobec zagro?enia ze strony rewizjonizmu zachodnioniemieckiego”.

Rosjanie i strona Polska dzia?a?y na podstawie faktów dokonanych. Stalin twierdzi? w Poczdamie: „...ludno?? niemiecka odesz?a w ?lad za wycofuj?cym si? na zachód Wehrmachtem, i by?o konieczne, ?eby na ty?ach naszej armii, na terytorium, które zajmowa?a, istnia?a miejscowa administracja...Dlatego wpu?cili?my tam Polaków”. Na co odpowiedzia? Churchill, który zna? sytuacj? i wiedzia?, i? znajduje si? tam sporo mieszka?ców ?l?ska: „Inne dane... mówi? o tym, ?e mimo wszystko pozosta?o tam 2-2,5 mln Niemców... Je?eli, jak mówi? generalissimus Stalin, Niemcy porzucili ziemie na wschód i zachód od Odry, to nale?a?oby zach?ci? ich, by tam wrócili”. Nieco pó?niej Churchill mówi? o 8 milionach mieszka?ców niemieckich i przeciwstawi? si? transferowi. Mimo takiego przedstawienia sprawy przez Stalina, wielka trójka ustali?a 31 lipca 1945 r. uporz?dkowane i humanitarne wysiedlenie ludno?ci (rozdz. XII protoko?u i rozdz. XIII komunikatu). Zobowi?zano Sojusznicz? Rad? Kontroli do przyj?cia wysiedlonych Niemców. Sojusznicza Rada zatwierdzi?a w dniu 20 listopada 1945 r. plan przesiedlenia Niemców z Polski.
Niektórzy autorzy wskazuj? na inne jeszcze zasadnicze uprawnienia cz?owieka, nie daj?ce si? pogodzi? z wysiedleniami. Jest nim prawo do stron rodzinnych (das Recht auf die Heimat).
Pierwsze przesiedlenia mia?y nast?pi? dopiero w listopadzie 1945 r. Rzeczywisto?? by?a inna - rozpocz?to je ju? w maju 1945 r. Mowa by?a o przesiedleniu, to znaczy, przesiedleni powinni móc zabra? wszystko co posiadali, jak to w czasie przesiedle? bywa. Ludzie, którzy musieli opu?ci? te ziemie mówili o wyp?dzeniu. Strona Polska zabrania?a u?ywa? tego s?owa. Dopiero w s?ynnym or?dziu biskupów polskich do ich braci w Niemczech, napisano w oryginale tego? (w j. niemieckim) o wyp?dzeniu (Vertreibung), jednak w polskich dokumentach ko?cielnych drukowanych w Polsce i przekazywanych swoim obywatelom pisano o wysiedleniu. W preambule traktatu granicznego, spisanego pomi?dzy Polsk? a Niemcami 14 listopada 1990 roku - u?yto terminu „wyp?dzenie”- podpisanego przez obie strony.
Polacy z Kresów po podpisaniu umów z ZSRR o przesiedleniu (repatriacji), mogli zabra? wi?kszo?? swoich dóbr. Przyje?d?aj?c na ?l?sk przywozili, co tylko da?o si? do wagonu kolejowego za?adowa?: dobytek w postaci kur, kóz, krów i koni. Narz?dzia gospodarskie: cepy, p?ugi i inne, jakie dany gospodarz posiada?. Przywieziono z sob? ziemniaki i ziarno do sadzenia i siewu oraz codziennego u?ytku. Niektóre parafie zabra?y ca?e wn?trza ko?cio?ów. Tylko na Opolszczy?nie jest 7 sanktuariów przywiezionych z Kresów. By?y oczywi?cie równie? wioski, z których mieszka?cy nie mogli zabra? z sob? dorobku w?asnego ?ycia, poniewa? im na to nie pozwolono. Chodzi?o o takie wioski, gdzie sytuacja w czasie codziennego ?ycia przedwojennego by?a z?a, bo niektórzy Polacy ?le traktowali wspó?mieszka?ców innej narodowo?ci, w tym wypadku Ukrai?ców.
U Bogdana Musio?a czytamy: „?ydówka opisa?a sytuacj? jaka panowa?a w czasie kiedy Ukraina zdobyta zosta?a w ostatnie wojnie przez Sowietów: Ukrai?cy nienawidzili Polaków i ?ydów, Polacy nienawidzili Ukrai?ców i ?ydów a ?ydzi nienawidzili Polaków i Ukrai?ców”.
W informacji do Stalina z 22 wrze?nia 1939 r. czytamy: „Nienawi?? pomi?dzy Ukrai?cami i Polakami ro?nie; Ukrai?cy stali si? aktywni i teroryzuj? w wielu miejscowo?ciach polskich rolników”.
Od czerwcu 1941 r. notowano wi?ksz? aktywno?? Ukrai?ców przeciwko Polakom. Na ulicach mo?na by?o s?ysze? ?piewy: Smert’, smert’ Lacham, Smert’ zydiwsko-moskowitischen Kommune.
Narodowi socjali?ci wspierali antypolskie nastroje w?ród ludno?ci ukrai?skiej. Dotychczas wspó??yj?cy s?siedzi stali si? ?miertelnymi wrogami. W 1943 r. dosz?o do masowych napa?ci. Sp?on??y wówczas wsie i domy zamieszkane przez Polaków, a pozosta?a przy ?yciu ludno?? zbieg?a do miast.
Przed wojn? Polacy stanowili na ziemiach bia?orusko-litewskich 32-35%, a Ukrai?skich 22-23% mieszka?ców. A wi?c mniejszo?? Polaków rz?dzi?a wi?kszo?ci? miejscowych i dlatego te? dochodzi?o cz?sto do konfliktów. Polska administracja próbowa?a na si?? polonizowa?, co nie podoba?o si? ludno?ci miejscowej. W?adze polskie za pomoc? policji, „ucisza?y” inaczej my?l?cych.
„Kresy Wschodnie, zamieszkane g?ównie przez ludno?? niepolsk? i niekatolick?, traktowane by?y jako kolonia. W 1930 r. rz?d polski zastosowa? terror w 16 powiatach galicyjskich. W 1937 r. na Che?mszczy?nie wojsko zburzy?o 127 cerkwi prawos?awnych. Rok pó?niej genera? Paszkiewicz przeprowadzi? brutaln? pacyfikacj? w województwie tarnopolskim...Ostatecznego rozwi?zania kwestii ukrai?skiej dokona?y w?adze Polski Ludowej. Nie wystarczy?o to, ?e od pa?dziernika 1944 r. do sierpnia 1946 r. ze wschodnich terenów kraju wysiedlono prawie pó? miliona Ukrai?ców. Dzie?a dope?ni?a akcja „Wis?a”. Deportowano i rozproszono po ziemiach odzyskanych 150 tys. Ukrai?ców i ?emków, a prawie 4 tys. osadzono w obozie w Jaworznie. Odebrano im 700 tys. ha gruntów, spalono kilka tysi?cy zabudowa? i ponad sto cerkwi. Polska do dzi? nie wynagrodzi?a krzywd ofiarom”.
Kiedy w 1945 r. ZSRR otoczy? Ukrai?ców „opiek?”, byli pewni, ?e teraz mog? si? m?ci? na Polakach za d?ugie lata terroru polskiego. Ukrai?cy podpalali polskie domy, mordowali ich mieszka?ców. Niektórzy Polacy bronili si? ucieczk? i wówczas przyje?d?ali tylko z tym, co mieli na sobie.
„W ramach polsko-sowieckiej akcji przesiedle?czej, przeprowadzonej w oparciu o polsko-radzieckie porozumienie pa?stwowe, a? do jej zako?czenia w roku 1948 zosta?o do Polski przesiedlonych z terenów na wschód od Buga 1 503 263 Polaków, w tym uwzgl?dniona jest liczba 263 413 Polaków z terenów wschodnich, le??cych poza zasi?giem przedwojennych granic Polski. Uwzgl?dniaj?c dane opublikowane w Polsce, ocenia si?, ?e ze wszystkich przesiedle?ców zza Buga tylko 950 tys. osiedli?o si? na poniemieckich ziemiach zachodnich. Doda? trzeba, ?e w trakcie polsko-sowieckiej wymiany ludno?ci, Polsk? musia?o opu?ci? w kierunku wschodnim wi?cej ni? 500 tys. Ukrainców, Bia?orusinów, Rosjan i Litwinów (inni autorzy podaj? liczb? 800 tys.). Poza liczb? 8,5 mln. Niemców wygnanych z „ziem zachodnich”, wyp?dzono z terenów przedwojennej polski ponad milion ludno?ci narodowo?ci niemieckiej”.
Okre?leniem repatriacja sugerowano, ?e ludno?? polska nie zostaje wysiedlona, lecz, i? teraz powraca do swojej ojczyzny.
Z by?ych terenów niemieckich i Polski zosta?o ewakuowanych przed Armi? Czerwon? i nie wpuszczonych z powrotem na te tereny (?l?sk, Pomorze, Mazury, Prusy Wschodnie) przez Polsk?, jak równie? po 1945 r. wyp?dzonych: z ziemi ?l?skiej i lubuskiej 3.658.600, z Pomorza 1.464.600, Warmi i Mazur 2.275.200 i Polski 686.000. Razem 8.084.400 osób. Inny autor Franz Freiherr von Rosen podaje, ?e z terenu Polski powersalskiej i Gda?ska wyp?dzono 1,710 mln., z niemieckich ziem wschodnich 8,420 mln., z innych terenów le??cych poza Polska 5.018 mln. Razem wyp?dzono z Polski w tera?niejszych granicach 10.130 mln, a z ca?ego wschodu Europy 15,148 mln.
Winston Churchill powiedzia? w swojej mowie z 16 sierpnia 1945 w angielskim parlamencie, „przed wojn? mieszka?o 8-9 milionów osób, na terenach przej?tych przez Polsk?”. Z polskich terenów, które zosta?y przej?te przez ZSRR 950 tys. osiedli?o si? na ziemiach zachodnich. A wi?c nale?a?oby postawi? pytanie, czy musiano wyp?dzi? mieszka?ców tych terenów, czy te? wystarcza?o, ?e cz??? samowolnie opu?ci?a te ziemie uciekaj?c przed Armi? Czerwon??
Nale?a?oby si? równie? zastanowi? nad spraw? „przesiedlenia Niemców”. Czy chodzi?o o Niemców z centralnej Polski, czy te? niemieckich ?l?zaków, mieszkaj?cych na tej ziemi od oko?o 700 lat. Cz?sto s?yszy si? o najwi?kszym ?l?zaku, Wojciechu Korfantym. Tu nale?a?oby wyja?ni?, ?e rodzina Korfantego zamieszkiwa?a w Galicji, sk?d przyw?drowa?a na ?l?sk, gdzie urodzi? si? pó?niejszy dyktator powstania. Czy mo?na w tym przypadku mówi? o Korfantym jako o ?l?zaku, je?eli rodzina mieszka?a tu jedynie kilkadziesi?t lat?
Je?eli mo?na Korfantego okre?li? ?l?zakiem, to osoby, które przyby?y na ?l?sk przed 700, 500 czy te? 150 laty, ale z Niemiec, nie s? ?l?zakami? Rodziny te w wi?kszo?ci asymilowa?y si? na ?l?sku, nie tylko przyj??y cz??? kultury ?l?skiej, ale równie? wiele do niej wnios?y. Mówi?c o kulturze ?l?skiej, nie mo?emy my?le? tylko o polskiej, jak to w zasadzie wi?kszo?? Polaków czyni, ale o czeskiej, morawskiej, niemieckiej i polskiej. Czy to nie jest podstaw? do twierdzenia, i? oni te? byli ?l?zakami? A je?eli tak jest, to dlaczego ich wyp?dzono? Czy pytanie - jeste? Polakiem czy Niemcem by?o w?a?ciwe? Mo?e nale?a?oby zapyta?, jeste? ?l?zakiem? Wiemy, ?e sporo ?l?zaków nie przyznaje si? ani do niemiecko?ci, ni te? do polsko?ci. Co mieli w czasie weryfikacji zrobi?? K?ama?! Przyzna? si? do której? z narodowo?ci, której nie uwa?ali za swoj?? Jak widzimy, ówczesna weryfikacja by?a specjalnie tak przygotowawana, by wyeliminowa? wszystko, co mia?o jakikolwiek zwi?zek z niemczyzn?. Czy by?o to zgodne z ustaleniami poczdamskimi? Chyba nie. Mówiono konkretnie o Niemcach i chodzi?o prawdopodobnie o Niemców z Polski centralnej, jak i tych mieszkaj?cych na ?l?sku, uwa?aj?cych si? tylko za Niemców.
Górno?l?zacy zostali w pierwszym okresie powojennym - jako byli obywatele III Rzeszy - uznani za winnych wszelkich zbrodni hitleryzmu i jako tacy pozbawieni wszelkich praw. Mo?na by?o ich wyrzuca? z mieszka?, rabowa? bezkarnie ich dobytek, pozbawia? domów i gospodarstw. Nie wa?ne by?o, ?e na Górnym ?l?sku pozosta?y jedynie kobiety, starcy i dzieci. Na nich Rosjanie, a pó?niej Polacy ?wiczyli swoj? si??, za pomoc? pa?ki, kija czy rewolweru. Kto czu? si? Niemcem, skazany zosta? na milczenie. ?l?zak identyfikowany by? z Niemcem, a Polak musia? za pomoc? ró?nego rodzaju papierów dowie?? swej polsko?ci.
Dosz?o do tego, ?e w dniu 18 czerwca 1945 r. A. Zawadzki og?osi? zarz?dzenie, w którym poleca? tworzy? dzielnice, gdzie tymczasowo zakwaterowana zostanie ludno?? niemiecka. Po tym zarz?dzeniu lokalne w?adze nakazywa?y Niemcom i ?l?zakom mówi?cym j?zykiem niemieckim, nosi? widoczne oznaki: w Kluczborku czerwon? liter? N, we Wroc?awiu, grodkowskim, G?ogówku, Zabrzu i Wo?owie, bia?e opaski. Równie? poza ?l?skiem, jak np. w Gostyninie, Niemcy musieli nosi?, jak pisa? 23 kwietnia 1945 roku Powiatowy Urz?d Pracy w Gostyninie, liter? N wielko?ci 4x6 cm. W Kluczborku litera musia?a by? wielko?ci 8x8 xcm.
Tak si? zastanawiam, dlaczego si?gni?to do tych samych metod, jakich w czasie wojny u?ywali nazi?ci (?ydowska gwiazda, du?e P dla Polaków)?  Krytykuje si? ich, i s?usznie, ale cz?sto przejmowano tamte przest?pcze zarz?dzenia, uwa?aj?c je za w?asne.
B. Linek pisze na ten temat: „Pod koniec roku sytuacja na terenach inkorporowanych sprowokowa?a Ministerstwo Administracji Publicznej do przes?ania podleg?ym urz?dom wojewódzkim pisma okre?laj?cego takie post?powanie, jak: znakowanie ludno?ci niemieckiej i tworzenie dla niej zamkni?tych dzielnic, jako metody hitlerowskiej, domagaj?c si? zaprzestania takich praktyk. Oba przypadki mia?y miejsce na terenie województwa ?l?skiego. Na pi?mie ministerialnym znajduje si? jednak odr?czna notatka, prawdopodobnie A. Zawadzkiego, polecaj?ca sprokurowanie odpowiedzi, i? to wojsko samowolnie poleci?o noszenie przez Niemców bia?ych opasek. W tym „duchu” z pocz?tkiem grudnia wysz?a odpowiedz z Urz?du Wojewódzkiego“.
Jakie kryteria przyj?to ustalaj?c, ?e pozbawieni na si?? mieszka?, domów i gospodarstw i na gwa?t wyp?dzeni, to Niemcy? Weryfikacji jeszcze nie by?o. A wi?c, ka?dy kto mówi? j?zykiem niemieckim by? Niemcem. A dzieci polskich rodziców, które si? zgermanizowa?y, to te? Niemcy? Zbyt ?atwe by?o ustalenie niemiecko?ci.
Przypomnia?a mi si? sytuacja, jak? prze?y?em na promie z Kiel (Niemcy) do Götteborga w Szwecji. Jedna z pasa?erek, Polka, zapyta?a podró?uj?cego ze mn? m??czyzn? ?aman? niemczyzn?, jak d?ugo b?dzie ta podró? trwa?a. M??czyzna, mój dobry znajomy, odpowiedzia? wzgl?dnie czystym j?zykiem polskim. Na to ta pani: „No, nareszcie spotka?am Polaka. Wszyscy mówi? tylko po szwabsku i nie ma do kogo ust otworzy?”. Kolega bardzo spokojnie odpowiedzia?: „Nie jestem Polakiem. Tak si? sk?ada, ?e mia?em okazj? nauczy? si? j?zyka polskiego”. Na to ta pani: „Pan mówi po polsku, wi?c musi by? Polakiem”. Rozmowa trwa?a d?u?szy czas, a pasa?er nie by? w stanie jej przekona?. Dla niej fakt mówienia po polsku, by? jednoznaczny z tym, i? ma przed sob? krajana.
W ten sposób my?lano tak?e po wojnie, patrz?c na mieszka?ców ?l?ska, u?ywaj?cych j?zyka niemieckiego. Zapomniano, ?e tym j?zykiem przez setki lat si? tu pos?ugiwano.
Wystarczy popatrze? na prowadzone w internacie polskim i niemieckim dyskusje na temat ?l?ska, gdzie Polacy twierdz?, „je?eli kto? rozmawia po polsku, jest automatycznie Polakiem”. By?em w Nepalu, Indiach i Pakistanie, i tam s?ysza?em mieszka?ców tego kraju mówi?cych mi?dzy sob? po angielsku, ale nie wpad?o mi do g?owy twierdzi?, i? s? Anglikami. Polacy widz? wsz?dzie tylko polsk? racj? stanu, jest to spowodowane pi??dziesi?cioletnim wmawianiem im, i? s? najlepszym narodem i by? Polakiem to jest jedyna wa?na rzecz w ?yciu. Zapomina si?, i? w Europie i poza ni?, istniej? te? inne pa?stwa, które nie s? gorsze od polskiego.
Spora ilo?? Polaków nie chce przyj?? do wiadomo?ci, ?e mówi?cy j?zykiem ?l?skim czy niemieckim to te? ?l?zak. Nie wszyscy musz?, potrafi? i chc? rozmawia? literackim j?zykiem polskim.

Jak wygl?da?o wyzwolenie ?l?ska przez Rosjan mo?na pokaza? na przyk?adzie powiatu opolskiego:
- w Boguszycach, gdzie trwa?y walki nad Odr?, zastrzelili 280 mieszka?ców. W niektórych piwnicach czy na gnoju w chlewach le?a?o po 10-15 zabitych. Kto? z tamtych mieszka?ców powiedzia? niedawno: „Nie ma ju? ?ladów wojny, ale rany w duszach pozosta?y”.
- w Groszowicach zamordowano 93 osoby, cz??? kobiet i dzieci spalono.
- w Kup zamordowano 28 osób, z czego 25 z tej miejscowo?ci, 1 osob? z Wroc?awia, 1 z Essen i 16 letniego zamiejscowego ch?opaka.
- w Lubieniu zamordowano 2 osoby i 18 zastrzelono.
- w K?tach Opolskich zastrzelono 31 osób. Nad niektórymi zn?cano si? przed ?mierci?.
- w Krzywej Górze zamordowano 9 starszych osób.
- w Pokoju zamordowano i zastrzelono 118 cywilów, w tym 10-letniego ch?opaka. 25 kobiet z dzie?mi zamkni?to w domu, który podpalono. Wszyscy spalili si? ?ywcem. W domu starców zamordowano 20 osób, w tym 92-letniego m??czyzn?.
- w Gos?awicach zastrzelono 40 kobiet, które wcze?niej zgwa?cono, a tak?e te, które broni?y si? przed gwa?tem.
- w Zagwizdziu zamordowano 15 osób i jedn? siostr? zakonn?.
- w Krapkowicach zamordowano i zastrzelono 30 osób. Na rynku wi?ksza ilo?? ?o?nierzy zgwa?ci?a 68-letni? kuchark? ksi?dza. Zostawiono j? le??c?, przedtem jednak rozci?to jej brzuch.
- w Chrzowicach zastrzelono 23 osoby, w tym 3 kobiety.
- w Rogowie zamordowano i zastrzelono 60 m??czyzn, w tym równie? miejscowego ksi?dza. Rozstrzelanie odby?o si? przed murem cmentarza.
- w Dobrzeniu Wielkim zamordowano 50 osób, z tego jedn? kobiet?, która broni?a si? przed gwa?tem i 15 osób, które ucieka?y przed Rosjanami do lasu.
- w Je?owej 25 stycznia 1945 r. 3 rodziny Kotzów przebywa?y w jednym domu, obok którego wyl?dowa?y rosyjskie dwup?atowe (doppeldecker) samoloty. Do domu wszed? ?o?nierz i poinformowa? obecnych, ?e wszyscy b?d? rozstrzelani. Zapanowa?o grobowe milczenie. Rosjanie po kolei wyprowadzali przebywaj?cych w tym domu mieszka?ców. Najpierw Johanna, pó?niej 14-letni? Agnes, któr? zgwa?cili a potem przebili bagnetem. Nast?pnie wyprowadzili cztery dziewczynki - Gertrud?, Leni, Adelheid i Mari?. Strzelali do ca?ej czwórki. 13-letnia Getrud by?a jedynie ranna, przele?a?a d?ugi czas na ziemi a kiedy Rosjanie odeszli, wsta?a i uda?a si? do ?ubnian.
Nast?pnie Rosjanie wyprowadzili dalsz? czwórk?, z tego Mart? z 3 letni? córk? Resi. Kiedy strzelali w Mart?, przewróci?a si? przykrywaj?c cia?em córk?. Rosjanie odwrócili Mart? i zabili dziecko. Przy okazji sprofanowali seksualnie nie ?yj?c? ju? 13-letni? Stephani?. Wszystkich zabitych pochowano pó?niej w jednym grobie.
W powiecie strzeleckim nie by?o lepiej.
- w ?yrowej zastrzelono 5 osób, w tym bardzo starego m??czyzn?. Szóst? osob?, dziewczyn?, która nie da?a si? zgwa?ci?, zasztyletowano i rozci?to brzuch. Inna kobieta zosta?a z gwa?cona kilkakrotnie, pomimo zaawansowanej ci??y. Po tych gwa?tach poroni?a. Dodatkowo zastrzelono 16 ?o?nierzy niemieckich, którzy zostali zaskoczeni przez front i schowali si? przed Rosjanami. Musieli wyj?? ze schowka. Kazano im biec w kó?ko a Rosjanie strzelali do nich.
Nie obesz?o si? bez gwa?tów. Po wojnie urodzi?o si? kilkoro dzieci sp?odzonych w czasie gwa?tu. Kobiety i dziewczyny chowa?y si? gdzie tylko by?o mo?na. W niektórych domach zamurowywano je na strychu, w pokojach lub stodole. Rodzina przynosi?a i podawa?a jedzenie przez niedu?e otwory. Kobiety, które nie mia?y takiego schronienia, przebiera?y si? w stare, przybrudzone kiecki, zak?ada?y chusty na g?ow?, brudzi?y specjalnie twarz, by ?o?nierze nie zwracali na nie uwagi.
- Le?nic? Rosjanie zaj?li bez walki. Nast?pnego dnia (24 stycznia) przejecha? przez miasto zab??kany czo?g niemiecki, wówczas dosz?o do strzelaniny na le?nickim Rynku. Rosjanie nie bardzo wierzyli, ?e jest to pojedynczy czo?g, szukali „germanców” w ca?ym mie?cie, a? doszli do Heil und Pflegeanstalt (Zak?ad Zdrowia i Opieki) gdzie przebywa?o oko?o 130 sierot oraz dzieci upo?ledzone i chore. Przeszukali wszystkie budynki, licz?c na znalezienie ?o?nierzy niemieckich. Przy okazji wy?apywali starsze dziewczynki, które zosta?y w piwnicach ohydnie sponiewierane i zgwa?cone.
Pod wieczór zamordowali kilka dziewczyn w piwnicach zak?adu. Kiedy cz??? wystraszonych dzieci zacz??a ucieka? w kierunku stacji kolejowej, seriami z pistoletów maszynowych zastrzelono wi?kszo?? uciekinierów. Po kilku dniach mieszka?cy pod lufami Rosjan musieli zebra? zamarzni?te zw?oki z szosy i piwnic. Wykopano przy zak?adzie ogromny dó?, w którym pochowano wszystkich pomordowanych. Wed?ug naocznego ?wiadka by?o ich 63.
W mie?cie zamordowano 33 mieszka?ców, spalono S?d Grodzki, szko??, 4 restauracje, 13 domów, 2 gospodarstwa, klasztor ?w. Klary i jedn? stodo??. „Wspólna mogi?a by?a piel?gnowana do 1955 r. a nast?pnie nie wiadomo z czyjego polecenia zrównana z ziemi?. Od tego czasu zapad?o milczenie. Po zmianach politycznych, w 1990 r. odprawiono msz? za pomordowanych i nast?pi?o po?wi?cenie krzy?a. Godna po?a?owania by?a dwukrotna profanacja po?wi?conego krzy?a. Mo?na zada? pytanie: Komu przeszkadza? ten krzy??”

Jak post?powali Rosjanie po zdobyciu ?l?ska, mo?na przedstawi? na przyk?adzie miejscowo?ci Uraz (Auras) w pow. Wo?ów. W relacji ?wiadków czytamy: „Szczególnie ?le zachowywali si? Rosjanie w Auras, gdzie prawie wszystkie kobiety, dzieci i starców, którzy nie uciekli przed frontem rozstrzelali, nie wy??czaj?c katolickiego ksi?dza Martina Scholla, jak i ewangelickiego pastora. Oba ko?cio?y, jak i wi?kszo?? domów zosta?o podpalonych. Kilka osób schroni?o si? w bunkrze, którego Rosjanie nie odnale?li, i dlatego to inferno prze?yli.
Siostra Annunziata pracowa?a tu jako piel?gniarka i jednocze?nie jako pomoc przy ksi?dzu. Przygotowywa?a zakrysti? przed nabo?e?stwem. Ksi?dz nie zamierza? opu?ci? swojej reszty parafian (oko?o 200 osób), nie uciekaj?cych przed frontem i dlatego pozosta? w wiosce. 21 stycznia zabra? do domu parafialnego Przenaj?wi?tsze i od tego czasu tu odbywa?y si? nabo?e?stwa, poniewa? brak by?o opa?u do zagrzania ca?ego ko?cio?a. 27 stycznia wesz?y do wsi wojska radzieckie. Siostra Annunziata zamierza?a jeszcze co? zabra? z ko?cio?a, kiedy przed zakrysti? z?apa? j? rosyjski ?o?nierz ze sko?nymi oczyma. Wbi? jej zaokr?glon? szabelk? w brzuch, rozci?? wzd?u? a pó?niej po?wiartowa?. Nie odnaleziono ?adnego kawa?ka cia?a, jedynie w tym miejscu, gdzie zasta?a j? ?mier? le?a? ró?aniec, który odes?ano jej siostrze, równie? zakonnicy.
Siostra prze?o?ona Maxima zosta?a przez ?o?nierzy uduszona, a ksi?dz rozstrzelany. Oboje pogrzebano w oborniku na podwórzu na g??boko?ci oko?o dwóch metrów. Dopiero zim? z 1945/46 roku odnaleziono ich. Zamordowanych mieszka?ców wioski  (oko?o 150 osób) pogrzebano w jednej du?ej, wspólnej mogile”.
Na ca?ym Górnym ?l?sku sta?y w ka?dej ma?ej mie?cinie pomniki „wdzi?czno?ci” dla Armii Czerwonej. W rzeczywisto?ci s? one pomnikami zbrodni sowieckiej.
„Straszliwemu zniszczeniu uleg?y miasta, i to niemal ca?kowicie ju? po zako?czeniu dzia?a? wojennych. Opole i Strzelce Opolskie by?y prawie nie zniszczone w momencie w kroczenia Armii Czerwonej, obecnie s? spalone w 60-70%. Podobnie wygl?da w Gliwicach i Bytomiu. Po?ary s? przewa?nie rezultatem podpale? przez ?o?nierzy radzieckich. Podczas jednej nocy, któr? sp?dzi?em w Opolu, sp?on??y 3 domy w ?ródmie?ciu, w dzie? by?em ?wiadkiem jak zapali? si? 4-ty.”.
Miejscowo?? Bojków (Schönwald) ko?o Gliwic zamieszkiwa?o przed wojn? 6.000 osób. Tylko troch? ponad tysi?c mieszka?ców pozosta?o na miejscu, kiedy Rosjanie podczas ofensywy weszli do Bojkowa. ?wiadek tamtych czasów opowiada: „26 stycznia 1945 r. po po?udniu zobaczyli?my pierwsze sowieckie czo?gi. Po kilku minutach w wiosce by?o pe?no ?o?nierzy. Zacz??o si? pl?drowanie, gwa?cenie i mordowanie. Nic nie usz?o uwagi ?o?nierzy. 14-letnia czy te? 60-letnia by?y tak samo traktowane. Musia?y si? podda? woli ?o?nierzy. A kiedy ojciec czy matka stan??a w obronie córki, natychmiast zabierano ich i kierowano do obozu, z którego wywo?ono na Syberi? lub rozstrzelano na miejscu. Na cmentarzu znajduje si? 200 mogi? mieszka?ców zamordowanych przez Rosjan.”
W pa?dzierniku 1945 r. polska administracja wyp?dzi?a ze wsi 800 osób. Pocz?tkowo osadzono ich w obozie w Gliwicach a stamt?d bydl?cymi wagonami dowieziono do rzeki Nysa ?u?ycka. W drodze 60 dzieci i starszych osób zmar?o z g?odu, z braku czegokolwiek do picia. Cz??? zamarz?a. Zw?oki pozostawiono bez pochówku przy torach kolejowych.
Wioska ucierpia?a ogromnie, z 6 000 osób 200 zosta?o zastrzelonych przez Rosjan, 250 zgin??o na froncie, 300 zosta?o deportowanych na wschód, z czego 80% nie powróci?o, 60 zmar?o w czasie podró?y do Niemiec. Razem zgin??o oko?o 750 mieszka?ców.
W Gliwicach ci??ko chorego ks. Paw?a Kutsch?, przebywaj?cego akurat u swoich rodziców, Sowieci wywlekli z ?ó?ka i za jego domem rodzinnym oddali do niego kilka strza?ów. Nast?pnie oprawcy zabronili domownikom udzieli? postrzelonemu jakiejkolwiek pomocy. Ks. Kutscha zmar? dwa dni pó?niej, 28 stycznia 1945 r.
Sytuacja jaka powsta?a na terenie ?l?ska, gwa?ty, kradzie?e, pl?drowanie, mordy dokonywane przez Rosjan, a po ich odej?ciu przez administracj? polsk?, doprowadzi?a do tego, ?e wielu mieszka?ców nie widz?c innego wyj?cia, pope?nia?o samobójstwa. Uwa?ali, i? lepsza jest ?mier? ni? ?ycie w ci?g?ym poni?eniu i strachu.
„Po opanowaniu terenów przez W?adze Polskie, miejscowa administracja za?atwia?a si? z Niemcami wed?ug uznania. Wsadzano ich do obozów, kazano pracowa? w maj?tkach do czasu wysiedlenia. Ludzie ci nie posiadali nic, prócz ?achmanów na sobie.
Bywa?y równie? rodziny, które rozmawia?y po polsku a mimo to zosta?y wywiezione do Niemiec. Jedna z takich kobiet z dwoma dzie?mi o nazwisku Szulc zapytana przez inspektora Polaka dlaczego wyje?d?a i czy ma jakie? grzechy przeciw Narodowi Polskiemu powiedzia?a: „Do niczego si? nie poczuwam, a odwo?ania nie z?o?y?am, bo na wyrok musi si? czeka? w obozie, a ja wol? zdechn?? w transporcie ni? i?? do obozu”.
Starostwo kluczborskie zarz?dzi?o, ?e wszyscy Niemcy w powiecie powinni zosta? umieszczeni w pa?stwowych maj?tkach rolnych w charakterze robotników przymusowych.
Starostwo w Tarnowskich Górach ustali?o, ?e: „umieszczeni w obozie odosobnienia otrzymuj? wy?ywienie obozowe; wszyscy zdolni do pracy, w miejscu odosobnienia zatrudnieni s? przy robotach przymusowych.
Pozostaj?cy na wolno?ci, zdolni do pracy, pracuj? przy robotach przymusowych i otrzymuj? kartki ?ywno?ciowe przewidzianej kategorii, lecz ?adnego wynagrodzenia”.
Nie tylko na terenie ?l?ska. Podczas zjazdu 6 lipca 1946 r. Starostowie województwa ?ódzkiego zastanawiali si? nad tym, komu nale?y zostawi? Niemców, aby starczy?o ich równie? dla maj?tków pa?stwowych.
Przyk?adowo Niemcy zatrudnieni w PGR Grodkowo prosili Zarz?d Miejski w P?ocku pismem z 21 sierpnia 1949 r. o interwencj? by im za prac? zap?acono, poniewa? nie maj? ?adnych pieni?dzy na zakup jedzenia i myd?a.
Od pocz?tku 1948 r. w?adze centralne i wojewódzkie nakazywa?y bardziej sprawiedliwe traktowanie robotników niemieckich, twierdz?c równie?, ?e praca nie mo?e mie? charakteru przymusowego.
 W „Expressie Ilustrowanym” z lipca 1946 r. czytamy: „Przymus pracy Niemców jest najzupe?niej sprawiedliwy i s?uszny, je?eli chodzi o podniesienie gospodarki pa?stwa”. W innym artykule tej samej gazety z 20 lipca pisano. „Wykorzystanie Niemców do pracy na roli dla dobra pa?stwa polskiego jest najzupe?niej s?uszne i sprawiedliwe....Niemcy powinni by? wdzi?czni demokratycznemu Rz?dowi Polskiemu za to, ?e pozwala si? im pracowa? w normalnych warunkach i otrzymywa? za t? prac? normalne wy?ywienie. Nie tak pracowali Polacy w niemieckich obozach pracy i nie tak ich niemcy karmili!” A 26 lipca tego samego roku powy?sza gazeta pisa?a: „Piekarze, restauratorzy, rze?nicy i inni, korzystaj?c bezp?atnie z pracy Niemców, nie obni?aj? cen w swoich przedsi?biorstwach oraz na produkowane przez siebie artyku?y, wskutek czego w nieuczciwy sposób zdobywaj? znaczne dochody”.
W trakcie zjazdu starostów województwa ?ódzkiego stwierdzono, ?e „sprawa dostarczenie 1 800 ludzi do ?niw jest kwesti? ?atw? do rozwi?zania, chodzi tylko o sprawne przeprowadzenie ewidencji Niemców i o wspó?dzia?anie z nim ze strony Starostów, tak ?e w terminie 48 godzin to zapotrzebowanie zostanie pokryte”.
Cz??? osób ju? w latach 1947-48 nie chcia?a pozosta? w Polsce. To sp?dza?o sen z powiek odpowiednich urz?dników, którzy pisali: „Zaparcie si? polskiej narodowo?ci jest zdrad? narodow?. W wielu wypadkach Polacy w?adaj?cy równie? j?zykiem niemieckim nie przyznaj? si? do narodowo?ci polskiej, maj?c w kieszeni pozbawienie obywatelstwa. Wy?ledzenie zniech?conych jest do?? trudne. Udaje si? to czasem przy pomocy dzieci, je?li miedzy sob? mówi? po polsku”.
„Powa?nym i pal?cym problemem jest sprawa Polek, które wysz?y za m?? za osoby narodowo?ci niemieckiej wzgl. osoby pochodzenia niemieckiego. M??owie ich znajduj? si? w Niemczech i zbudowali sobie trwa?? egzystencj?. Obecnie wzywaj? listownie swe ?ony i dzieci do przyjazdu. Wi?kszo?? ich przysy?a zezwolenia w?adz okupacyjnych na emigracj? swych ?on i dzieci.
Urz?d wojewódzki nie chc?c doprowadzi? do utraty 88 225 osób narodowo?ci polskiej nie zgadza si? na ich repatriacj? do Niemiec. Kobiety te ?yj? w wi?kszo?ci w bardzo trudnych warunkach gospodarczych. Zarobkowa? nie mog? ze wzgl. na ma?oletnie dzieci. Urz?d Wojewódzki nie mo?e przyj?? im z pomoc? materialn? z uwagi na brak finansów” czytamy w sprawozdaniu wojewody ?l?skiego za IV kw. 1947 r. z 13 stycznia 1948 r. A protokó? z odprawy referentów spo?ecznych woj. ?l?skiego z 27 czerwca 1949 r. mówi: „Na zapytanie referenta spo?ecznego starostwa kozielskiego w sprawie ma??e?stw mieszanych mgr Dzik wyja?ni?, ?e je?eli chodzi o kobiety - ?ony Polki, to musz? pozosta? i nie mog? by? wysiedlone na ich w?asne ??danie do niemiec do swych m??ów”.
Najwi?cej krzywd od polskiej administracji, od milicji wspó?pracuj?cej z Urz?dem Bezpiecze?stwa Publicznego, doznali ?l?zacy mówi?cy po niemiecku. Milicjanci rekrutowali si? cz?sto z awanturników ci?gn?cych w ?lad za Armi? Czerwon?, b?d? ze zdemobilizowanych komunistycznych partyzantów. Wa?ne funkcje w milicji pe?nili nierzadko osiemnasto- dziewi?tnastoletni ch?opcy zdeprawowani przez wojn?, odznaczaj?cy si? wyj?tkowym sadyzmem i okrucie?stwem. I to przez milicj? - oficjalnie powo?anej do strze?enia porz?dku publicznego - ludno?? niemiecka by?a grabiona, poni?ana, szykanowana.
Z ma?ej wioski Ha?cnów po?o?onej ko?o Bielska Bia?a zgin??o ponad 100 osób; 42 zmar?y w powojennym obozie w O?wi?cimiu, 17 w obozie w Jaworznie, 3 w obozie w Mys?owicach, 2 w Lubi??u, po 1 w Sztumie i Wadowicach, 11 osób zgin??o w Ha?cnowie na skutek rozstrzelania i pobi?, 28 zmar?o w  ZSRR.
?wiadek z Czarnow?sów  wspomina: „Coraz straszniej szaleje milicja. Je?eli do tej pory pl?drowali tylko Rosjanie, teraz robi? to jeszcze Polacy. Nic nie jest bezpieczne przed now? milicj?. Tylko tyle, ?e nie gwa?c? dziewcz?t. Ta milicja przej??a rol? Gestapo albo NKWD i grabi ludno??”.
Jeden z ksi??y z Czarnow?sów zanotowa? w pami?tniku pod dat? 1 kwietnia 1945 roku: „Po po?udniu aresztowali i zabrali proboszcza. Milicja prowadzi?a go przez miasto niczym z?oczy?c?. Zabronione najsurowiej jest jakiekolwiek niemieckie s?owo. Tak wi?c nie odb?dzie si? ju? ani jedna lekcja religii. Chocia? doro?li na Górnym ?l?sku mówi? mow? ?l?sk? tzw. Wasserpolnisch, dzieci nic z tego nie rozumiej?. Znowu pojawi? si? Szatan. Zmieni? mundur, ale jego przekonania go zdradzi?y. Nowy szatan wydaje si? jeszcze bardziej niebezpieczny: s?awi si? swoim katolicyzmem i ci?gle mówi o Cz?stochowie”.
N. Kracher napisa?a: „S? w Bundesrepublice i na Opolszczy?nie ludzie, którzy milkn?, kiedy kto? mówi dobrze o Polakach, którzy przyszli tu w 1945 roku”. Oni pami?taj? jeszcze jak pod lufami ludowego wojska polskiego, milicji, bezpieki, z?odziei i zwyk?ych szabrowników musieli ucieka? ze swego mieszkania, domu i ogrodu.
Piotr Madajczyk pisze: „W wielu wypadkach udzia? w akcji wysiedlania Niemców by? pretekstem dla zemsty...gwa?ty i grabie?e...zazwyczaj kilkakrotnie podczas transportu, zarówno z powodu niskiego poziomu moralnego oraz daleko posuni?tej korupcji i demoralizacji ludzi tworz?cych milicj?, jak i pewnej sankcji, w?adz dla tych dzia?a?. ..Jak cz?sto zabijano ludzi za to, ?e byli w?a?cicielami maj?tków, bez wzgl?du na to, co robili przed r. 1945?”
W innej ksi??ce czytamy: „W pierwszych dniach i tygodniach po wojnie kilka tysi?cy dostojników niemieckich pad?o ofiar? zemsty Polaków. Ponad 200 tys. osób cywilnych zosta?o wywiezionych na roboty przymusowe do zwi?zku Radzieckiego. Niemcy zabierani byli do baraków, aresztów, wi?zie? karnych, w których uprzednio narodowi socjali?ci przetrzymywali swoje ofiary. Zarazy i g?ód poch?on??y niezliczona liczb? ofiar”.
Recenzent ksi??ki E. Paukszty poda?: „Szakale byli pierwszymi przedstawicielami Polski, z jakimi zetkn?li si?, padaj?c ich ofiar?, autochtoni. Zetkni?cie to mia?o skutki jak najgorsze. Ograbieni przez band? rabusiów i podpalaczy, tubylcy stali si? wobec repatriantów zamkni?ci i nieufni, nara?aj?c si? jeszcze bardziej na przezwisko „szwabów”.
„Odra” drukuje list z powiatu prudnickiego, w którym czytamy: „W pobliskiej wiosce milicjant zabi? cz?onka Zwi?zku Polaków w Niemczech, wymy?laj?c mu od germanów i hitlerowców, a gdy bity oburzony przed?o?y? za?wiadczenie z piecz?tk? i podpisem wicewojewody Bo?ka... komendant milicji o?wiadczy?: takim ?wistkiem mo?esz sobie d... wytrze?!”
W sprawozdaniu starosty z Ko?la czytamy: „Odwrotn? i bardzo przykr? stron? przeprowadzonej akcji by?a grabie? mieszka? opró?nionych przez niemców. Mieszkania by?y nie zawsze dostatecznie zabezpieczone. Wprawdzie urz?dnicy Zarz?du Miejskiego zamykali mieszkania na klucze i nalepiali kartki zabezpieczaj?ce na rzecz Zarz?du Miejskiego, przeprowadzone to jednak by?o niedok?adnie i wiele mieszka? ograbiono.
Niezale?nie od powy?szego niezdyscyplinowane jednostki M.O. i U.B. nie zwracaj?c na kartki zabezpieczaj?cej uwagi zrywali je przemoc? wdar?szy si? do mieszka?, pod pozorem rewizji, rabowali po?ciel i bielizn? nie mówi?c o cenniejszych przedmiotach jak zegarki, kosztowno?ci.
Niezale?nie od powy?szego przedmioty skonfiskowane przy rewizji mia?y by? przes?ane do magistratu i po spisaniu rozdzielone przez Opiek? Spo?eczn?, tymczasem wózek r?czny na?adowany warto?ciowymi przedmiotami jak: zegarki, wódki gatunkowe, likiery, myd?a, cygary, w?dliny, itp. zabrano do gmachu Urz?du Bezpiecze?stwa Publ. Zupe?nie bezprawnie, poniewa? U.B. wezwany by? tylko przy usuwaniu niemców i nie mia? prawa zabra? jakichkolwiek przedmiotów.
W ?lad i za przyk?adem cz?onków Milicji Obywatelskiej i inne jednostki spo?ród pracowników urz?dów w Ko?lu rabowa?y mieszkania opuszczone.
Wystawione na moje ??danie posterunki w ro?nych cz??ciach miasta nie wiele pomog?y, gdy? i rodziny repatriantów mieszkaj?ce w barakach na stacji równie? wzi??y udzia? w grabie?y”.
W innym sprawozdaniu czytamy o wysiedleniu w Bytomiu: „Po dwu dniach akcja zosta?a przerwana, poniewa? miejscowe W?adze Administracyjne do akcji zupe?nie przygotowane nie by?y, nie potrafi?y zupe?nie opanowa? sytuacji, rozpanoszy?y si? na szerok? skal? grabie? i szabrownictwo odno?nie mieszka? poniemieckich, a niekiedy nawet mieszka? zajmowanych przez repatriantów. Jak mnie poinformowal prezydent miasta ob. Mgr Mietkiewicz jednostka wojskowa Korpusu Bezpiecze?stwa Wewn?trznego nie umia?a nie tylko ukróci? grabie?y, ale sami ?o?nierze brali czynny udzia? w grabie?ach. Jak si? zdo?a?em pó?niej sam zorientowa? opinia publiczna by?a tego samego zdania o ?olnierzach Korpusu Bezpiecze?stwa. W dniu naszego przybycia do Bytomia jednostka Korpusu Bezpiecze?stwa opu?ci?a Bytom udaj?c si? do Katowic.
15 lipca 1945 r. (jeszcze przed ustaleniami w Poczdamie –  wyj. autora) rozpocz?to akcj? wysiedle?cz? w Bytomiu. Udzia? ?o?nierzy w akcji wysiedle?czej by? nast?puj?cy: dwie kompanie mia?y za zadanie zamkni?cie ulic u ich wylotów z miasta, by uniemo?liw? Niemcom ucieczk? poza obr?b miasta w czasie wysiedlania (przypomina to niemieckie ?apanki w czasie wojny - wyj. autora). Wypuszczano z miasta jedynie ludno?? polsk? po uprzednim sprawdzeniu ich dokumentów. 20 ?o?nierzy by?o zaj?tych sprawdzaniem wozów tramwajowych u ich wyjazdu z miasta w tym samym celu. Jedna kompania otacza?a kwarta?, w którym w danym dniu toczy?a si? akcja wysiedle?cza; Nie wypuszczaj?c z rejonu operacji Niemców w ci?gu ca?ego dnia za wyj?tkiem tych, którzy spieszyli do pracy w kopalniach i innych przedsi?biorstwach pa?stwowych lub wojskowych wykazuj?c si? odpowiednimi za?wiadczeniami pracy wystawionymi w lipcu 1945 r. 30 ?o?nierzy stanowi?o asyst? dzia?aj?cych 30 komisji wysiedle?czych. Pozostali ?o?nierze patrolowali w rejonie operacji, konwojowali wysiedlanych Niemców do punktów zbornych i poci?gów oraz pe?nili s?uzb? wartownicz? przy wa?niejszych obiektach, które uleg?y wysiedleniu. Dnia 21 lipca 1945 r. obj?? z rozkazu d-cy Dywizji dowódtztwo nad ca?? Wojskow? Grup? Operacyjn? mjr  Sobiesiak, za? mjr Wojewódzki powróci? do swego pu?ku. W zwi?zku z du?ym rozmachem akcji odczuwali?my przez ca?y czas silny niedostatek ?olnierzy w wyniku czego ca?a s?u?ba zamiast trójzmienna dwuzmienna.
 Nastroje ?o?nierzy w czasie akcji by?y wybitnie antyniemieckie. ?o?nierze cz?sto  zwracali si? do mnie z zadaniem bardziej surowego traktowania Niemców.
Milicja Obywatelska ?adnej pomocy w akcji nie udziela?a, t?umacz?c si? brakiem czasu. Milicja stale konfiskuje u przechodniów rózne przedmioty maj?tkowe i to zarówno u Polaków i Niemców, zarzucaj?c, ?e pochodz? one z „szabru” lub nielegalnego handlu, nie stwierdziwszy uprzednio pochodzenia danego towaru, przy czym na konfiskowane przedmioty nie wydaje si? ?adnych pokwitowa?. Umundurowanie wi?kszej cz??ci szeregowych i oficerów Milicji miasta Bytomia w niczym si? nie rózni od umundorowania Wojska Polskiego, w wyniku czego wszelkie czynno?ci Milicji zarówno s?uszne, jak i nies?uszne, zarówno prawne, i nieprawne ludno?? cywilna przypisuje Wojsku. Komendat Milicji miasta Bytomia w stopniu podporucznika jest stale w s?uzbie podpity”.
O Bielsku Bia?ej dowiadujemy si?: „Jak  powszechnie opinia spo?eczna Bielska i powiatu g?osi, to Powiatowa Komisja Wysiedle?cza urz?dowa?a w stanie zupe?nie pijanym, przerywa?a co pewien czas swe posiedzenia, by powraca? nast?pnie do swych czynno?ci w stanie bardziej podnieconym wódk?. Prym wodzi? w tym wypadku nieznany z nazwiska funkcjonariusz Bezpiecze?stwa w Bielsku. Pe?nego sk?adu tej komisji nie zdo?ano ustali?.
W Dziedzicach mówi si?, ?e zwolnienie od wyjazdu do Niemiec kosztowa?o w Bielsku 2 litry wódki, kto za? nie posiada? na to pieni?dzy zmuszony by? wyje?d?a?”.
W raporcie ppor. B. Zylberberga czytamy: „Milicja jest bardzo s?aba, ?le uzbrojona i na nies?ychanie niskim poziomie moralnym. Wiceprezydent Zabrza, Trabalski o?wiadczy?, ?e z ni? wi?cej k?opotu ni? po?ytku. Milicjanci bior? udzia? w rabunkach, s? cz?sto w cichej zmowie z „szabrownikami”.
Radzieckie wojsko rekwirowa?o ?ywno?? i byd?o bez wzgl?du na rozmiary wykonanych ju? ?wiadcze? i bez jakiegokolwiek porz?dku. Ale najgorsz? plag? s? samowolne rabunki i gwa?ty, które przybra?y zastraszaj?ce rozmiary. Nie chc? wdawa? si? w opisy, stwierdzam z ca?? stanowczo?ci?, ?e najbardziej horrendalne wyczyny bandyckie s? regu??. Urz?dnicy wracaj?cy z pracy cz?sto zastaj? ca?kowicie spustoszone mieszkania. Kobiety s? w ka?dej chwili nara?one na masowe, najbardziej ohydne gwa?ty...Ludno?? opolska, od 120 lat nie znaj?ca wojny na swym terytorium, jest  wprost przera?ona i uwa?a Rosjan za ca?kowitych barbarzy?ców”.
Powiatowa Komenda M.O. w Strzelcach wydala okólnik: „Z polecenia Starostwa Powiatowego w Strzelcach, zarz?dzam, by wszyscy komendanci posterunków MO odstawiali do tut. Komendy Powiatowej do Sekcji Kryminalnej S?u?by ?ledczej wszystkich niemców, powracaj?cych czy to z wojska, czy to z ucieczki do swojego miasta i odstawieni wprost do obozu w B?otnicy”.
„Ob. Starosta z Olesna bez powiadomienia partii politycznych lub kogokolwiek podpisa? nakaz wysiedlenia ks. J?drzejczyka za Odr?. W dniu jego odjazdu, od samego rana tak przy ko?ciele jak i w chwili odjazdu o godz. 16.00 miejscowa ludno?? manifestacyjnie i prowakcyjnie ?egna?a ksi?dza. Na dworcu pada?y s?owa po?egnania »a powied?cie tam faro??u co my trzymomy razem i co nom ruscy wszystko zabrali«. Charakterystyczn? rzecz? jest, ?e miejscowi dobrzy Polacy oraz niektórzy z G. ?l?ska przychodzili do naszego urz?du jak i partii politycznych, aby zatrzyma? wysiedlenie ksi?dza, gdy? starosta podpisa? i wyjecha? na urlop”.
PRL próbowa?a na forum mi?dzynarodowym pokazywa? si? z jak najlepszej strony, dlatego te? ws?uchiwano si? w g?osy obywateli. Urz?d Informacji  i Propagandy w G?ubczycach pisa?: „Zweryfikowany August Ferner wr?czy? niemcowi list, celem przewiezienia go do strefy ameryka?skiej. List ten dzi?ki czujno?ci w?adz polskich zosta? ujawniony i wy?ej wymienieni zostali aresztowani przez W?adze Bezpiecze?stwa Publicznego. W li?cie tym zweryfikowany August Ferner podawa? nieprawdziwe wie?ci, ?e Polacy obchodz? si? okropnie z ludno?ci? niemieck?, dopuszczaj?c do rabunków i mordów i ?e s? znacznie gorsi od Rosjan”.
Zawadzki w zarz?dzeniu 88 z 18 czerwca 1945 r. napisa?: „Bezwarunkowo usuwa? niemców z gospodarstw rolnych i odsy?a? za Odr? i Nys? lub ca?ymi rodzinami osadza? w miejscach odosobnienia z chwil? pojawienia si? repatrianta lub osadnika, których nale?y osiedli? na tych gospodarstwach.
W miastach i osiedlach przesiedla? niemców z dzielnic urz?dowych i reprezentacyjnych do specjalnych wydzielonych dzielnic i bloków domów na czasowe pomieszczenie. Bezwzgl?dnie nie dopu?ci? do zajmowania gospodarstw i mieszka? przez powracaj?cych niemców zza Odry i Nysy. Powracaj?cy nale?y przymusowo odsy?a? z powrotem do Niemiec, a opornych zamyka? w obozach”.
W „Polityce” z 24.01.1990 Adam Krzemi?ski pisze, i? utrata obszarów wschodnich oznacza?a dla Niemców zniszczenie tradycji kulturalnej oraz dobrobytu, istniej?cych od setek lat. Autor tymi s?owami przyznaje, ?e na omawianych przez niego terenach obecnie panuj? ca?kiem inne stosunki kulturalne i gospodarcze.

Na temat sytuacji na ulicy Domstraße (tera?niejsza Katedralna) we Wroc?awiu, gdzie znajdowa?a si? katolicka Kuria i katedra spisano relacj?, któr? tu przytocz?.
„6 lutego 1946 r. przed kaplic? ?w. Sebastiana przy ko?ciele ?w. Marii milicjant zatrzyma? 15-letni? dziewczyn? Renat? B., która w?a?nie zamierza?a wzi?? udzia? w mszy dla m?odzie?y, poci?gn?? j? w ruiny znajduj?cych si? tam domów, zgwa?ci? i zabra? jej ubranie.
10 lutego 1946 r. do domu organisty na Domstraße 8 oko?o 2 godziny w nocy wpad?a banda m?odych ludzi, którzy zabrali organi?cie wszystkie ubrania, tak ?e nie móg? rano pój?? do ko?cio?a.
13 lutego napadni?to o 23.00  Kuri? na Domstraße 9, gdzie przebywa? profesor pra?at dr S.  Musia? usi??? na pod?odze, a jeden z napastników z broni? pilnowa? go. Kiedy pra?at tylko si? poruszy?, by? natychmiast bity szpicrut? tak mocno, ?e  w nast?pnych dniach nie móg? prowadzi? ?adnych odczytów. Pozostali szabrownicy wynie?li wszystko z mieszkania, ?aduj?c to na stoj?cy na drodze samochód. Przy okazji zgwa?cona zosta?a 60-letnia ma??onka doktora V., którego profesor przyj?? do swego mieszkania w styczniu tego roku, kiedy to lekarz zosta? wyp?dzony z w?asnego mieszkania.
15 lutego napadni?to na dalsz? cz??? Kurii na Domstraße 7, gdzie mieszka? pra?at dr Newger. Mimo, i? wszystkie okna i drzwi by?y zabarykadowane, szabrownicy weszli do budynku przez okno od strony podwórza. Newgera pilnowa? jeden z szabrowników, który przy najmniejszym ruchu bi? go po twarzy. Wyniesiono wszystko, co mog?o si? przyda?, a dodatkowo zgwa?cono ?on? studenta teologii, który tu od niedawna mieszka?.
16 lutego oko?o 22.00 przed ko?cio?em ?w. Krzy?a zebra?o si? oko?o 30 osób, które wdar?y si? do domu parafialnego i wynios?y wszystko, co tylko mia?o jak?? warto??.
24 lutego napadni?to dom Caritasu na ulicy Kapitelweg 4. Osobnicy ci ubrani byli w mundury polskie i rosyjskie, wszyscy mówili po polsku. Zabrano ostatnie resztki jakie znajdowa?y si? w Caritasie, a siostry tam pracuj?ce musia?y ucieka?, gdy? chciano je zgwa?ci?.
To co tu napisa?em, mog? w ka?dej chwili potwierdzi?”.
Pan Andrzej Jochelson pisze: „Szaber jest zreszt? istn? plag? Wroc?awia. Ruiny miasta, wypalone do cna i cz?sto ponownie padaj?ce ofiar? ognia, ?wiec? wprawdzie pustk?, ale cudem ocala?e w?ród nich domy pe?ne s?, niczym mrowisko mrówek, szabrowników. Szabruje si? tu wszystko, nieraz zaraz potem porzucaj?c zaw?aszczone towary. ?liczna, XVIII-wieczna, o?owiana lampa ko?cielna trzy doby le?a?a na chodniku. Widocznie okaza?a si? za ci??ka...Mam w r?ku ciekawy dokument czasu: urz?dowe zezwolenie na „szaber” ksi??ek dla biblioteki”.
W innym miejscu tej samej ksi??ki (strona 290) autor pod dat? 28 pa?dziernika 1945
r. pisze: „Na konferencji mówiono te? o konieczno?ci zlikwidowania niemieckich szkó?. Poniewa? ju? wcze?niej skontaktowa?em, ?e na Kar?owicach dzia?a niemiecka szko?a parafialna, wi?c zaraz nast?pnego dnia „najecha?em” j? wraz z komendantem milicji i trzema funkcjonariuszami, rozp?dzaj?c dzieci i aresztuj?c nauczycielki. Ju? o wpó? do pi?tej przybieg? do mnie ks. Lubik. Zapewni?em go, ?e poza 100-z?otowymi grzywnami nic im nie grozi. Wymierzywszy mandaty, pu?ci?em je wolno”
I jeszcze jeden fragment tego? autora: „1 listopada 1945 r. zawioz?em ksi?dza kanclerza Figur?, który zosta? mianowany koadiutorem dla ludno?ci polskiej na Osobowicach, na jego pierwsz? msz? w nowej parafii. By?a ogromnie uroczysta: w ko?ciele, w którym nikt nigdy nie s?ysza? polskiego d?wi?ku (chyba, ?e w konfesjonale, bo jednak dotychczasowy niemiecki proboszcz, ksi?dz Ober, sprowadza? dla swych polskich owieczek spowiedników - rodaków) zosta?a odprawiona msza z kazaniem w ojczystym j?zyku”.

Równie? Ko?ció? Polski zamieszany by? w wysiedlenia. Zamiast podnie?? wskazuj?cy palec, by wypowiedzie? si? przeciwko takiemu post?powaniu, w milczeniu przyjmowa? sytuacj? panuj?c? na ?l?sku czy te? sam doprowadza? swoimi d??eniami do wyp?dzenia kleru i wiernych.
9 stycznia 1947 r. Administrator Apostolski ks. Kominek wys?a? list do Prymasa Hlonda, w którym pisze: „Uprzejmie donosz?, ?e w sobot?, dnia 21 grudnia 1946 r. zosta? wysiedlony z Branic, pow. G?ubczyce, na teren Czechos?owacji Jego Ekscelencja Ks. Biskup Józef Nathan (...) Ks. Biskup Nathan nie stawi? i nie chcia? stawi? wniosku o polsk? narodowo?? i obywatelstwo polskie, które by?by otrzyma?, b?d?c pochodzenia ?l?sko-morawskiego z powiatu g?ubczyckiego. Na jego pro?b? wysiedlono go nie do Niemiec, lecz do s?siedniej, czeskiej Opawy. Le?a? chory w ?ó?ku, ale wsta?, ubra? si? i zosta? autem wywieziony do polskiej granicy - bez ?adnych manifestacji ze strony ludno?ci”.
Bp Nathan le?a? w ?ó?ku z powodu k?opotów z sercem i mia? temperatur?, mimo to w bardzo mro?ny grudniowy dzie? zosta? wywieziony do Opawy. Piel?gniarce nie pozwolono towarzyszy? klerykowi. W czasie podró?y zachorowa? dodatkowo na ci??kie zapalenie p?uc, z którego ju? si? nie wyleczy?. Zmar? po czterech tygodniach, 30 stycznia 1947 r. na zapalenie p?uc, niewydolno?? serca i ?ó?taczk?. W Opawie troszczy? si? o niego ks. mrsg. Rudolf Gaideczka, który ju? du?o wcze?niej zosta? z Branic wydalony.
W czasie wojny w Gestapo w Opawie bp Nathan by? persona ingratissima, gdy? nie zezwoli? na wydanie tajemnych akt Archiwum Generalnego Wikariatu, gestapowcom. Sprawa opar?a si? o Gestapo w Opolu, gdzie natychmiast zadzwoniono, skar??c si? na Nathana. Próbowano wszelkimi metodami znale?? w kazaniach biskupa pasa?e, które pozwoli?yby zamkn?? go w wi?zieniu. Proponowano jego wspó?pracownikom, za obci??aj?c? wypowied? 50 marek miesi?cznie do pensji. Wszystko bez skutku. Po wej?ciu Polaków na ten teren, zabrano mu parafi? i dano jeden pokój przy kaplicy ?w. Józefa. Bp Nathan by? budowniczym lecznicy (sanatorium) dla nerwowo chorych w Branicach. By?o to dzie?o jego ?ycia.
Biskup Nathan zosta? formalnie wyp?dzony ze swojej diecezji i to nie tylko za spraw? komunistów, ale tak?e ko?cio?a polskiego, który odebra? mu niezgodnie z przepisami Watykanu, cz??? archidiecezji o?umunieckiej, co go bardzo bola?o, gdy? nie by? przeciwnikiem polsko?ci i uwa?a? si? za kogo?, kto nikomu nigdy krzywdy nie zrobi?. Trzeba jeszcze przypomnie?, ?e Nathan wybudowa? ca?y kompleks szpitalny na terenie wsi Branice.
 Ks. Karol Milik Administrator Apostolski we Wroc?awiu by? motorem wydalenia bpa  Josepha Ferhe z kapitu?y wroc?awskiej, gdy? za?wiadczy?, ?e bp Ferhe nie ma „stuprocentowo polskiego serca”. Milik w asy?cie ?o?nierzy z osadzonymi bagnetami uda? si? do wikariusza generalnego ziemi k?odzkiej, ka??c wyda? sobie piecz?cie ko?cielne i wyja?niaj?c mu, ?e musi z?o?y? swój urz?d, bo tak zadecydowa? Kard. Hlond, który ma odpowiednie do tego uprawnienia. W swoich wspomnieniach ks. Milik pisze równie? o wysiedleniu ksi??y: „Przychodz? do mnie proboszczowie niemieccy i zwykle rozmowa taki ma przebieg »Jutro b?d? wysiedleni moi parafianie, ale przecie? ja jestem wed?ug prawa kanonicznego parochus inamovibilis - proboszcz nieusuwalny«, »Drogi ksi??e proboszczu, to prawda, ?e ksi?dz jest nieusuwalnym proboszczem. Niestety! Prawo kanoniczne nie przewidzia?o, ?e w Europie Hitler wysiedla? b?dzie i przesiedla?, i ?e rozpocznie si? tu w?drówka wskutek jego napastniczej wojny«.
Tu nale?a?oby wyja?ni?, i? w prawie kanonicznym powiedziane jest, kto ma prawo usun?? ksi?dza czy proboszcza z jego miejsca pracy. Mo?e to zrobi? jedynie ordynariusz danej diecezji (biskup, arcybiskup, kardyna? lub rz?dz?cy diecezj? duchowny ni?szej rangi, ale b?d?cy jej ordynariuszem), a w wyj?tkowych sytuacjach Stolica Apostolska, wg okre?lonej ko?cielnej procedury s?dowej. Rzym w tym przypadku tego nie uczyni?, gdy? nawet o takim wyp?dzeniu nie wiedzia?, a wi?c ksi?dz ów by? nadal proboszczem swojej parafii. By?o to usuni?cie niezgodne z prawem kanonikcznym. T?umaczenie, ?e Hitler wysiedla?, jest w tym wypadku niestosowne, gdy? nie odpowiada si? na jedno z?o, z?em drugim. Nale?a?o porozumie? si? z Watykanem i dopiero wówczas podj?? odpowiednie kroki. Polski Ko?ció? dzia?a? na w?asn? r?k? i nie stosowa? si? do norm chrze?cija?skich.
Wg. pisma z 10 grudnia 1945 r. w ewangelickim klasztorze w Z?bkowicach ?l?skich mieszka?o jeszcze 215 sióstr, 110 sióstr znajdowa?o si? na terenie poza Nys? ?u?yck?, natomiast z 34 sióstr cz??? zagin??a bez ?ladu a kilka zmar?o. W marcu 1946 r. musieli opu?ci? Z?bkowice niemieccy ksi??a katoliccy. Wg. wypowiedzi jednej z sióstr: „5 kwietnia 1946 r. o 7.30 rano przyszed? do klasztoru burmistrz wraz z kilkoma urz?dnikami i kaza? w ci?gu godziny opu?ci? wszystkim siostrom mury ich zgromadzenia. Na nasz? pro?b?, dano nam dwie godziny czasu. Pieszo udali?my si? w kierunku rynku a pó?niej stacji kolejowej, ?piewaj?c ca?? drog? pie?ni do naszego Pana. Sk?ad kolejowy, w którym prócz sióstr byli tak?e inni wyp?dzeni potrzebowa? 6 dni by dotrze? 11 kwietnia 1946 r. na miejsce”.
Sporo ksi??y niemieckich skar?y?o si? na z?e traktowanie przez swoich polskich kolegów. Przyk?adowo ksi?dz z Brzegu napisa? na ten temat: „Moje do?wiadczenia z polskimi wiernymi a szczególnie z polskimi bra?mi w Chrystusie pokrywaj? si? z wypowiedziami innych ksi??y niemieckich, z którymi z ró?nych okazji mia?em mo?liwo?? rozmawia?. Cz?sto do?wiadczali?my na w?asnej skórze, ?e nie widziano w nas duchownych, a nawet nie katolickich chrze?cijan, ale jedynie Niemców i w ten sposób byli?my traktowani. Jeden z nich, nape?niony nienawi?ci? do Niemiec, którego? dnia mówi?c o mnie i pracowniku probostwa powiedzia?: „Hitlerbande”.
Inny ksi?dz z parafii Sieroszów pisze: „W marcu 1946 r. by?em w ko?ciele w Stolcu pow. z?bkowicki, gdzie spowiada?em dzieci przygotowuj?ce si? do pierwszej komunii, a po nich osoby doros?e. W tym czasie wchodzi do ko?cio?a polska milicja z ksi?dzem. Si?? wyci?gni?to mnie z konfesjona?u i wywieziono do obozu przesiedle?ców, gdzie przyby?em o godz. 11.00 noc?. Nast?pnego dnia zosta?em wsadzony do zwierz?cego wagonu kolejowego i wywieziony z innymi ?l?zakami mówi?cymi j?zykiem niemieckim w kierunku zachodu, a? pod holendersk? granic?”.
Sytuacja duchowie?stwa na ?l?sku by?a tragiczna. Cz??? niemieckich ksi??y posz?a wraz z uciekaj?cymi przed wojskami radzieckimi mieszka?cami, chc?c by? blisko swych parafian. Wielu z nich powróci?o po kilku dniach na swoje parafie, które cz?sto by?y ju? zaj?te przez polskich ksi??y. Pozostali na miejscu duchowni niemieccy traktowani byli w wi?kszo?ci przez przybyszów z innych cz??ci Polski z?owrogo. Niektórzy wypowiadali si? wprost: „Nie chcemy mie? niemieckiego ksi?dza”, lub „Nie pójd? do niemieckiego ksi?dza do spowiedzi czy do bierzmowania”. Ks. Kominek napisa?: „Znaczna cz??? duchowie?stwa niemieckiego uciek?a na zachód jeszcze w pocz?tkach 1945 roku, a do tych, którzy pozostali nowa ludno?? polska odnosi?a si? nieufnie (...) Woleli Polacy „swojego” ksi?dza, kap?ana polskiego i w tym celu udawali si? do Kurii Wroc?awskiej. Niektórzy z nich (ksi??a niemieccy- wyj. autora) sami decydowali si? na wyjazd wraz ze swoimi wiernymi, inni chcieli pozosta? w Polsce, lecz w?adze miejscowe nie wyrazi?y na to zgody. Biskup Joseph Ferche pragn?? pozosta? we Wroc?awiu, ale nie uzyska? pozwolenia i musia? wyjecha? do Niemiec”.
Polski kler nie próbowa? by? po?rednikiem pomi?dzy ksi??mi niemieckimi a administracj? pa?stwow?. Zamiast podchodzi? do sprawy po chrze?cija?sku i nie widzie? we wszystkich nazistów, w?adze pa?stwowe i ko?cielne wysiedli?y setki ksi??y niemieckich, czy te? takich, którzy znaj?c j?zyk polski odprawiali msze i g?osili kazania w tym j?zyku, ale dodatkowo odprawiali msze w j?zyku niemieckim dla katolików nie znaj?cych j?zyka polskiego. A jak wszyscy wiemy, trudno nauczy? si? jakiego? nowego j?zyka, w tym wypadku polskiego, w ci?gu kilku tygodni.
Na terenie utworzonej w 1945 r. przez Kard. Hlonda Administracji Apostolskiej ?l?ska Opolskiego, pracowa?o przed 1939 roku 660 ksi??y. W czasie ko?cowych dzia?a? wojennych zgin??o 31 kap?anów, a do ko?ca 1945 r. ?l?sk opu?ci?o 247 duchownych.  ”Na terenie diecezji opolskiej ?o?nierze radzieccy zabili 31 ksi??y i kilkadziesi?t sióstr zakonnych. Przyczyn? by? przewa?nie alkohol, rabunek lub zabijanie ksi??y broni?cych kobiet przed gwa?tami”. Przyk?adowo w Gogolinie uciekaj?c przed ?o?nierzami radzieckimi, dwana?cie kobiet schroni?o si? wraz z kap?anem Erichem Schewior w zamieszka?ym domu, gdzie zostali zastrzeleni. Ksi?dz Josef Beniosek z tej samej miejscowo?ci i tego samego dnia, 29 stycznia 1945 r. zosta? zastrzelony wraz z siedmioma innymi m??czyznami w okolicy budynku parafialnego. Wszyscy zostali polani benzyn? i podpaleni. W Otm?cie k. Krapkowic, Rosjanie zastrzelili ksi?dza Huberta Demczaka, 5 sióstr zakonnych i gosposi? parafialn?.
W roku 1946 musia?o wyjecha? do Niemiec nast?pnych 120 ksi??y, a w dalszych latach jeszcze 60. To znaczy, ?e tylko ?l?sk Opolski opu?ci?o 427 kap?anów, a gdy doliczymy tych 31, którzy zgin?li pod koniec wojny, b?dziemy mieli wakat 458 duchownych. Ilu ksi??y niemieckich wyp?dzono z woj. katowickiego nie da?o si? ustali?. Cz??? duchownych niemieckich wywieziono w grudniu 1945 roku, pozostawiaj?c ich na zamkni?tej granicy polsko-niemieckiej. Ludno?? miejscowa, jak i dzia?acze polscy cz?sto protestowali przeciw wysiedleniu ksi??y, nieraz dochodzi?o do incydentów, gdy wierni stawali w obronie swoich duchownych. T. Gawdzik opisa? tak? akcj? wysiedleniow? (podaj? oryginaln? pisowni?) w swoim li?cie z 16 listopada 1948 r.: „W Szywa?dzie kiedy mieli aresztowa? ksi?dza, tak nieudolnie to przeprowadzili, ?e wyleg?a ca?a wie? bij?c w dzwony na alarm, aby obroni? szwaba, ludno?? przewa?nie tubylcza stawi?a opór, w?ród niej i polacy nie wiedz?c o co chodzi, a funkcjonariusze UB i MO bez wyj?tku zacz?li rozbija? t?um bij?c kolbami, nie pomijaj?c kobiet, dzieci i starców, daj?c kilka strza?ów do ludno?ci, zabijaj?c nauczycielk?. Aby ukry? zbrodni? zaaresztowano pó? wsi, nie dopuszczaj?c do zabitej nikogo, nawet matki i cichaczem rano po ciemku pochowano zw?oki na miejscowym cmentarzu”.
Ks. parafii ?w. Bart?omieja w Gliwicach Max Czerwensky pisze o swoim wyp?dzeniu ze ?l?ska: „Pod koniec listopada 1945 r. otrzyma?em od apostolskiego administratora dr Kominka z Opola pismo, w którym wezwano mnie, abym bezzw?ocznie opu?ci? teren Opolskiej Administratury Apostolskiej. Dla mnie by?o to wyp?dzenie dokonane przez reprezentanta ko?cio?a. Uda?em si? do Opola, gdzie zosta?em natychmiast dopuszczony do administratora. Po przywitaniu po?o?y?em otrzymane pismo na jego biurku i wyja?ni?em, ?e jako ksi?dz nie zrobi?em niczego z?ego. Na to B. Kominek: »Ksi?dz jest niepoprawnym Niemcem i niebezpiecze?stwem dla Polski. Ksi?dz rozmawia ze swoimi wiernymi po niemiecku, czyta Ewangeli? w j?zyku niemieckim i  w dodatku prowadzi kazanie równie? w j?zyku niemieckim«. Odpowiedzia?em: »W tera?niejszej sytuacji moim obowi?zkiem duszpasterskim jest przekazanie wiernym wiary w j?zyku jaki rozumiej?, a wi?kszo?? zna tylko niemiecki. Jednak w ko?ciele nauczyli?my dzieci pie?ni ko?cielnych w j?zyku polskim. J?zyka nie mo?na z dnia na dzie? zabroni?«. Przy okazji powiedzia?em, ?e kardyna? Bertram wszystkim ksi??om przypomina? zawsze o tym, ?e nale?y prowadzi? liturgi? równie? w innym j?zyku. Odpowied? administratora: »Teraz jeste?my w Polsce i ludzie powinni zrobi? wszystko, aby nauczy? si? tego j?zyka«. Przypomnia?em ks. Kominkowi, ?e zachodnia granica nie jest jeszcze ustalona, i ?e nale?y poczeka? do czasu podpisania uk?adu pokojowego. Administrator zabroni? mi dalej mówi?, gdy? inaczej zawo?a milicj? i ka?e mnie odprowadzi?. Zapyta?em: »Czy wobec tego jest to wasze ostanie s?owo i musz? teren Administratury Apostolskiej opu?ci?«. Na to Administrator Kominek: »Tak, to jest moje ostateczne zdanie«. Opu?ci?em jego biuro z polskim pozdrowieniem: »Niech b?dzie pochwalony Jezus Chrystus«.
Dziwne, ?e s?uga katolickiego ko?cio?a powszechnego, ko?cio?a ?wiata, do którego nale?? wszystkie narody, rasy i kolory, wytr?ca z tej wspólnoty Niemców. Czy nie nale?a?oby wówczas wyja?ni? Polakom, ?e ca?y naród niemiecki nie jest winny tragedii wojennej, ?e nie ma odpowiedzialno?ci zbiorowej, ?e w Niemczech te? by?a opozycja przeciw brunatnym, ?e cz??? tej opozycji musia?a odda? swoje ?ycie. Niestety, sposób w jaki ko?ció? polski stawia? sprawy niemieckie, prowadzi? jeszcze bardziej do buntu wiernych, do nienawi?ci. Trzeba by?o wyt?umaczy? ludziom sytuacj? jaka w Niemczech w konkretnym czasie powsta?a i wyja?nia?, ?e to nie wina ca?ego spo?ecze?stwa i spróbowa? za?agodzi? obustronny konflikt. Nie po chrze?cija?sku dzia?a? kler polski. Niejeden wierz?cy pomy?la?: „Je?eli Ko?ció? w ten sposób post?puje z Niemcami, wobec tego musz? by? winni”. Wierni ufali i ufaj? Ko?cio?owi, tym bardziej, ?e Ko?ció? polski uwa?a? swoich wiernych za przoduj?cych pod wzgl?dem religijno?ci w Europie. Zamiast zaj?? si? religi?, przekazywaniem warto?ci chrze?cija?skich, zajmowano si? równie? polityk? w antychrze?cija?skim wydaniu.

W okresie czerwiec - sierpie? 1945 r. oddzia?y wojska polskiego wysiedli?y 200-250 tys. osób z pasa 100-200 km w strefie nadodrza?skiej i Nysy ?u?yckiej. Niektóre szacunki mówi? o 500 tys. Jednocze?nie zabroniono powrotu uchod?com niemieckim, którzy uciekali przed Armi? Czerwon?. Jednak spora cz??? wróci?a przez Czechy, Morawy i z Bawarii. Akcja wysiedlenia prowadzona by?a chaotycznie, cz??? ludno?ci powraca?a do swych miejsc zamieszkania. Na Ziemi Lubuskiej wysiedlanych z regu?y rabowano i bito, a ich mienie rozszabrowywano. Na Dolnym ?l?sku ...Niemcy byli „wysiedlani” z domów i mieszka? i pozostawiani za miastem swojemu losowi .
Wed?ug prof. Krzysztofa Skubiszewskiego, o czym mo?na przeczyta? w jego ksi??ce Przesiedlenie Niemców po II wojnie ?wiatowej, Polska przesiedli?a jeszcze przed zako?czeniem konferencji poczdamskiej 400 tys. osób mówi?cych j?zykiem niemieckim. Skubiszewski pisz?c t? ksi??k? by? zdania, ?e Polska strona post?pi?a s?usznie wyp?dzaj?c ich, dopiero jesieni? 1990 roku, ju? jako minister spraw zagranicznych w nowym polskim rz?dzie T. Mazowieckiego, przyzna?, ?e by?o to „bezprawne wyp?dzenie”.
Cz??? wysiedlanych powraca?a do swoich domów, gdy? Rosjanie rozbrajali po drodze ?o?nierzy polskich i pozwalali wraca? Niemcom do swoich siedzib. Cz??? mieszka?ców dobrowolnie wyje?d?a?a z Polski, gdy? nie chcia?a pozosta? na terenie pa?stwa polskiego i pod jego panowaniem, poniewa? obawiali si? jeszcze wi?kszych ekscesów i konfliktów ze strony Polaków.
„Akcja wysiedle?cza niemców odbywa si? sprawnie: do 1 lipca 1946 r. wyjecha?o 71.078 osób, w tym 14.367 m??czyzn, 34.204 kobiet i 22.507 dzieci. Codziennie odchodzi jeden transport zabieraj?cy od 1750-1799 osób”. Jak z tego wyliczenia wida?, gros osób to kobiety i dzieci a m??czyzni to starcy, gdy? inni byli w wi?zieniach jako je?cy, lub zgin?li na froncie.
W prasie angielskiej drukowano dramatyczne reporta?e ukazuj?ce nieludzkie przesiedlenia z Polski. Proszono w?adze ameryka?skie i angielskie, by wywar?y nacisk na stron? Polsk?. We wrze?niu 1945 r. berli?ski „Telegraf” porównywa? prze?ladowanie Niemców na Dolnym ?l?sku z Holocaustem ?ydów.
Spor? ilo?? osób wywo?ono z obozów pracy, przez niektórych nazywane obozami koncentracyjnymi. Osoby te nie mog?y zabiera? niczego z sob?, bo te? niczego w obozie nie posiada?y.
Znamienna jest wypowied? spisana przez ksi?dza Georga Gottwalda z dekanatu zielonogórskiego: „Po wej?ciu do miasta, rosyjscy ?o?nierze otrzymali wed?ug wypowiedzi niektórych z nich, pozwolenie na trzydniowe pl?drowanie Zielonej Góry i powiatu. Przy czym nie  sko?czy?o si? na tych trzech dniach....Dniem i noc? s?ycha? by?o okrzyki maltretowanych i gwa?conych kobiet i dziewczyn. Te które by?y ju? dwadzie?cia do czterdziestu razy zgwa?cone w ci?gu jednego dnia, próbowa?y schroni? si? na mojej plebanii. Wiele ofiar morderstw, takich jak rozci?cie cia?a, rozci?cie narz?dów rodnych, obci?cie piersi, sam widzia?em i musia?em je pogrzeba?. Jak dzia?a?o to na mieszka?ców, mo?e wskaza? fakt, ?e z  4 tys. osób, które pozosta?y na miejscu, nie uciekaj?c przed frontem, w przeci?gu 14-tu dni ponad 500 dokonali samobójstwa, obawiaj?c si? dalszego tu ?ycia. Pope?nia?y je ca?e rodziny: m??czy?ni, kobiety, dzieci. By?y to osoby ró?nych stanów: lekarze, urz?dnicy, zamo?ni obywatele. Zw?ok ich nie wolno by?o pochowa? przez dwa tygodnie. Musia?y le?e? w mieszkaniach a niektóre dla odstraszenia wyci?gano na ulice”.
Równie? w Miechowicach k. Bytomia pope?niano liczne samobójstwa, nierzadko ca?ymi rodzinami. Zgwa?cona kilkakrotnie przez Rosjan kobieta w 8 miesi?cu ci??y, prosi?a w?asnego m??a o zastrzelenie.
 

W „Jaskó?ce ?l?skiej” wydrukowano wywiad z dr Zygmuntem Wo?niczk?, historykiem i pracownikiem Uniwersytetu ?l?skiego, z którego cz??? przedstawi?: Jest niepodwa?alnym faktem, ?e Tragedia ?l?ska mia?a miejsce... nast?pi?a w ko?cowej fazie wojny i zaraz po jej zako?czeniu, a wi?c w latach 1945-1947...Nastroje antyniemieckie by?y powszechne w polskich elitach politycznych...popierano tworzenie obozów pracy dla niemieckiej ludno?ci, cho? nikt nie wiedzia? co w tych obozach si? dzieje...Przesiedlenie Niemców ze wschodu na zachód poci?gn??o za sob? olbrzymie straty w ludziach, w dobrach kulturowych. Zerwane zosta?y wielowiekowe wi?zy. Na Górnym ?l?sku mia?o wówczas miejsce ludobójstwo, dokonywane w obozach takich jak Mys?owice, ?wi?toch?owice-Zgoda, Toszek, Jaworzno. By?y to obozy dla Niemców - ale nie tylko. Zemsta za zbrodnie hitlerowskie dotyka?a g?ównie ludzi niewinnych, bo prawdziwi nazi?ci dawno uciekli. Niemcy, ?l?zacy, Polacy, którzy tu mieszkali byli represjonowani, osadzani w obozach za nie swoje winy, zabijani. Przyj?to wówczas zasad? odpowiedzialno?ci zbiorowej.
Deportowano tak?e ?l?zaków z Górnego ?l?ska do Rosji, dotychczas nie wiadomo ile ich by?o, 15 czy 20 tysi?cy. W pierwszym okresie 1945 r. nie by?o ?adnej koncepcji. Sowieci starali si? wywie?? jak najwi?cej ludzi i maszyn. Tworzono ?ywio?owo ró?nego rodzaju obozy. By?o to stosunkowo ?atwe, gdy? hitlerowskie obozy pozosta?y w stanie nienaruszonym. Do nich na ogó? bez wyroku s?dowego kierowano ludzi. Komendantami tych obozów byli cz?sto sady?ci, lumpy, których nie brakuje w ?adnym spo?ecze?stwie. Racje ?ywno?ciowe by?y g?odowe, w efekcie pojawi?y si? zarazy, g?ównie tyfus. Do tego dochodzi?a mordercza praca.
By?a to tragedia - to nie ulega w?tpliwo?ci. Faktem jest, ?e to co pisa?o polskie podziemie, PSL czy rz?d w Londynie by?o antyniemieckie. Ale ?adna z tych si? nie opowiada?a si? za ludobójstwem i odpowiedzialno?ci? zbiorow?.

Deportacja m??czyzn ze ?l?ska do Rosji dotyczy?a tysi?cy ?l?zaków. Brak jest na ten temat danych, dokumentów. Dotychczas nie ustalono konkretnej liczby, cz??? polskich historyków szacuje, ?e oko?o 30-50 tys. zosta?o wywiezionych w g??b Rosji. Prof. M. Lis pisze o 40-70 tys., Z. Kowalski o 70 tys. Niektórzy historycy uwa?aj?, i? by?o ich wi?cej. Niemcy podaj? liczb? 800 tys. z ca?ej by?ej Rzeszy, z czego zmar?o oko?o 200 tys. na terenach Sowieckich. Ocenia si?, ?e powróci?  jeden na pi?ciu, a niektórzy twierdz? ?e jeden na dziesi?ciu.
W czasach powojennych nie mo?na by?o rozmawia? na temat deportowanych ?l?zaków. Nieraz mówiono o tym w ?l?skich domach i to szeptem, w ?adnym wypadku przy obcych. Dopiero po zmianie ustroju, powoli zacz?to porusza? i ten bardzo smutny, trudny i dra?liwy temat. Instytut Pami?ci Narodowej w Katowicach dopiero w 2001 roku rozpocz?? zbieranie dokumentów na temat wysy?ania ?l?zaków do ZSRR.
Wywo?ono nie tylko m??czyzn, ale równie? kobiety.
Rz?d Polski w osobie wicewojewody ?l?skiego Jerzego Zi?tka, sporz?dzi? dwuj?zyczn? list?: Spis polskich obywateli-górników wywiezionych do ZSRR z pocz?tkiem 1945 r. z terenu Górnego i Opolskiego ?l?ska, na której znajduje si? 9877 nazwisk.  Dlaczego w samym tytule jest równie? wymieniony Opolski ?l?sk - kiedy ten nie nale?a? do Polski a do Niemiec, a zamieszkali tam obywatele byli Niemcami, nawet je?eli czuli si? Polakami - tego nie wiadomo. Nie mogli by? Polakami równie? dlatego, ?e jeszcze nie przeprowadzono weryfikacji, któr? musia? przej?? ka?dy mieszkaniec przedwojennego niemieckiego ?l?ska.
Na pierwszych stronach czytamy: Niniejsza ksi??ka zawiera nazwiska górników polskich, zatrudnionych w chwili obecnej w radzieckim przemy?le. Na pocz?tku 1945 roku zostali oni - w okresie dzia?a? wojennych - przez w?adze radzieckie ewakuowani do ZSRR. Górnicy ci pozostawili swoje rodziny w kraju. Rodziny, posiadaj?ce obywatelstwo polskie, czekaj? na powrót swoich ?ywicieli. W?adze radzieckie proszone s? o udzielenie pomocy w poszukiwaniu i repatriowaniu wymienionych w ksi??ce obywateli polskich do kraju. Rz?d Polski daje wyraz nadziei, ?e w?adze radzieckie odnios? si? do tej sprawy przychylnie.
List? przekazano polskiej Misji Repatriacyjnej w Moskwie. W wyniku stara? Misji w grudniu 1949 roku powróci?y 5 603 osoby, a z samej listy 1 645.
Równie? Niemcy starali si? w Rosji o wywiezionych ?l?zaków, mi?dzy innymi kanclerz Konrad Adenauer kiedy przebywa? w Moskwie i przeprowadza? rozmowy na temat zwolnienia je?ców wojennych.
Prócz górników, wywiezieni zostali równie? hutnicy i pracownicy ró?nych fabryk. Rosjanie demontowali sporo maszyn w ró?nych fabrykach i transportowali je w g??b swego kraju. Wraz z maszynami przejmowano obs?uguj?cych je robotników. Brano równie? innych m??czyzn, którzy byli koszarowani w obozach w Gliwicach, Zdzieszowicach, Blachowni, ?ab?dach, Pyskowicach i wywo?eni „krowiokami” (wagony dla zwierz?t) w g??b imperium radzieckiego.
Odbywa?o si? to tak, jak przyk?adowo w ?yrowej, gdzie na 14 lutego 1945 r. roku zarz?dzono i og?oszono w j?zyku niemieckim i rosyjskim mobilizacj? wszystkich m??czyzn w wieku 16-50 lat. Musieli zabra? z sob? koc i prowiant na 14 dni i stawi? si? na miejsce zbiórki, sk?d odmaszerowali w kierunku Zdzieszowic. Wywiezieni zostali w ró?ne regiony ZSRR, mi?dzy innymi do Donbasu, Dniepropietrowska, Odessy, Krzywego Rogu, na Kaukaz, na Syberi? wschodni?, gdzie 30 czerwca 1908 roku spad? meteoryt tunguski. Przez fal? uderzeniow? wyrwane i powalone zosta?y drzewa w promieniu 40 km. Znaj?cy si? na obróbce drzewa skierowani zostali do pracy przy wyr?bie tego drewna.
10 osób z wioski nie powróci?o ju? do domów, o kilku wiadomo, ?e zmarli na terenie Rosji, o niektórych s?uch zagin??.
Obwieszczenia takie znajdowa?y si? w prawie ka?dej miejscowo?ci. Najcz??ciej mówiono, i? potrzebni s? pracownicy do odgruzowania, czyszczenia terenu, kopania rowów. W wielu przypadkach nie pozwalano po?egna? si? z rodzin?.
Grupy m??czyzn prowadzone by?y do obozów i wówczas zdarza?o si?, ?e z kolumny prowadzonej przez Rosjan, jak w okolicach Starego Olesna, uciek?o 4 m??czyzn. Bez zastanowienia si?, brano pierwszego z brzegu znajduj?cego si? na ulicy, wszystko po to, by zgadza?a si? ilo??.
Transport ze ?l?ska na miejsce trwa? bardzo d?ugo. Do Donbasu poci?g jecha? 20 dni i nocy, na Kaukaz 6 tygodni. Bardzo rzadko otrzymywano cokolwiek do jedzenia i picia. Urywano sople lodów, jakie tworzy?y si? przy okratowanych oknach wagonu i w ten sposób próbowano zaspokoi? pragnienie. W czasie podró?y du?o osób umiera?o. Na ka?dym postoju wynoszono z wagonów cia?a zmar?ych i k?adziono je obok torów. Nikt si? nimi nie zajmowa?. ?ycie by?o w tamtych czasach bardzo ma?o warte.
Franz Schauder z ?yrowej, wywieziony zosta? do Dniepropietrowska. Podró? trwa?a dwa tygodnie, przy czym jedynie 4 razy podano im co? do jedzenia. Na miejscu zamkni?ty zosta? w obozie okolonym drutem kolczastym, w którym sta?o kilka baraków. Przydzielono go do pracy w hucie. By?a ostra zima a w ich baraku temperatura dochodzi?a do minus 10 stopni. Na ?cianach tworzy? si? szron. W pomieszczeniu by?o tylko jedno okno, zamarzni?te, inne zabito deskami. O pr?dzie mo?na by?o marzy?. Ma?y ?elazny piecyk nie by? w stanie ogrza? ca?ego baraku, w dodatku brak by?o czegokolwiek do palenia. Wi??niowie próbowali przemyca? z huty kawa?ki drzewa lub koksu, by cho? troch? ogrza? pomieszczenie. Kiedy by?o za zimno by mo?na by?o spa?, to siadali we wszystkim co mieli na sobie ko?o piecyka.
Pracowano 12 do 16 godzin dziennie, a wy?ywieniem by?a miska zupy dziennie i kilka buraków na tydzie?. W drodze pod eskort? z huty do baraków, wyd?ubywano z ziemi korzonki, wiosn? jedzono li?cie i kor? drzew. Czasami spotykani na drodze Rosjanie podsuwali kawa?ek chleba.
Którego? dnia uciek?o dwóch m??czyzn, których z?apano po kilkunastu godzinach. Wprowadzono na teren obozu i poszczuto trzy psy, które ich zagryz?y. Trupy wrzucono do wykopanego na szybko do?u.
Taka kator?nicza praca i trudne ?ycie trwa?o do pocz?tku wrze?nia 1947 r. Wówczas postanowiono cz??? wi?zionych przewie?? do Charkowa. Za?adowano ich do poci?gu i kiedy w miejscowo?ci Vodolaga poci?g zatrzyma? si? noc?, bo popsu?a si? lokomotywa, Schauder wraz ze znajomym, który mieszka? w Gliwicach, uciekli. Przez prawie dwa miesi?ce szli nocami w kierunku ?l?ska, ?ywi?c si? nie zebranymi jeszcze z pól ziemniakami i kapust?. Pod koniec listopada zapuka? do swego mieszkania. Nie poznano go. ?ona i syn patrzyli na obcego, brudnego, nieogolonego m??czyzn?, nie wiedz?c czego chce. Dopiero kiedy przemówi?, poznano go po g?osie. Wa?y? wówczas 42 kg.
Ma??onka szybko zakrz?tn??a si? przy piecu i ugotowa?a dobry ?l?ski obiad, który do po?owy zjad? ze smakiem. Ale nie przygotowany do takiego jedzenia ?o??dek da? zna? o sobie. Franz nie wytrzyma? tego i po kilku godzinach le?a? na ?o?u ?mierci. Zapalono gromnic?, rozpocz?to mod?y. Bóg widocznie je wys?ucha? i po d?ugiej rekonwalescencji chory wróci? do normalnego ?ycia. Po jakim? czasie podj?? prac? w Koksowni w Zdzieszowicach. Na temat pobytu w Rosji nie rozmawia?. Dopiero po kilku latach po raz pierwszy opowiedzia? ze ?zami w oczach co go tam spotka?o.
Inne wspomnienia s? podobne: „Obóz, w którym przebywa? mój ojciec by? silnie strze?ony. Wokó? znajdowa?y si? wie?e obserwacyjne i druty kolczaste. Stra?nicy byli wyposa?eni w bro?. Towarzyszy?y im psy. Ucieczki kolegów z regu?y ko?czy?y si? niepowodzeniem. Po schwytaniu, uciekinierów sprowadzono z powrotem do ?agru. Potem ich na oczach kolegów, dla odstraszenia, nieludzko torturowano. Pok?ad, w którym pracowa? ojciec, mia? 60 cm wysoko?ci. G?ód i choroby wyko?cza?y internowanych. Z wywiezionych 120 wspó?towarzyszy z kopalni Bytom  prawie nikt nie ocala? Do roku 1947 ojciec by? ?wiadkiem ich ?mierci. Bra? te? udzia? w ich „pogrzebie”. Ofiary represji zosta?y ulokowane w bunkrze pe?nym wody. Gdy nast?pi? rozk?ad cia?, kazano mojemu ojcu usun?? zmar?ych. Musia? to zrobi? go?ymi r?kami. Trupy zosta?y za?adowane na wóz i nast?pnie wrzucone do wykopanego do?u.
Ojciec ocala?, bo zdo?a? w roku 1947 w pojedynk? uciec. Tras? 2000 km pokona? po dwóch miesi?cach. Do Polski przyby? wraz z transportem lwowskich emigrantów. Nie mia? ?adnych dokumentów, tote? granic? przeby? nielegalnie, le??c na osiach pod wagonem kolejowym. Gdy powróci? do rodziny, a zostawi? ?on? i trójk? dzieci, nikt go nie pozna?. By? chory, opuchni?ty, zawszony. Rodzina podczas jego nieobecno?ci te? wiele wycierpia?a. Matka zosta?a wyrzucona wraz z dzie?mi z kopalnianego mieszkania, które przydzielono przybyszom ze wschodu”.
Inny przyk?ad:”By?o nas dwudziestu ch?opa, wywiezionych do ZSRR. Do Poborszowa wróci?em tylko ja jeden - mówi Franciszek Koletzko, który do Rosji zosta? wywieziony w marcu 1945 r. W wieku 17 lat Najpierw gnano go i 20 innych ch?opów ze wsi do G?ogówka, stamt?d pod eskort? ruszy? do Gliwic, gdzie za?adowano ich w wagony. Wysiedli w Odessie, skierowano ich do ko?chozu Elzas.
- By?o nas tam oko?o 300 osób. Jak jedni umierali, to przywozili nast?pnych. Umiera?o ze 20 osób dziennie, na takie choroby, ?e wprost nie do opisania. G?owy robi?y im si? pi?? razy wi?ksze, nogi puch?y, cia?o odstawa?o od ko?ci. Widok straszny -wspomina Franz Koletzko. On szcz??liwie wyleczy? si? z malarii.
Cho? oficjalnie wywo?ono m??czyzn w wieku 17-50 lat, na przymusowych robotach by?y równie? kobiety, starcy i nawet dzieci.
- Pami?tam takiego 12-letniego synka, którego Ruscy zastrzelili na naszych oczach, bo ukrad? co? do jedzenia. Pracowali my w polu, robota by?a ci??ka, ale cz?owiek by? nauczony robi?. Jedzenie takie, ?e lepiej nie pyta?, a za ka?de przewinienie t?ukli nas.
By? cz?sto bity - za ucieczki.
- Siedem razy ucieka?em i siedem mnie ?apali. W wioskach poznawali, ?e jestem Niemcem i zawsze kto? mnie zakablowa?.
Pewnego dnia zakomunikowano im, ?e wracaj? do domu. Rado?? by?a wielka, powsiadali do poci?gu. Nawet jeden kolega z Poborszowa, który le?a? w szpitalu w Odessie, pe?en nadziei, na chwiej?cych si? nogach wszed? do wagonu. Umar?...pod Leningradem.
- To by?a pu?apka. Zamiast do polski, wywieziono nas pod Leningrad do dalszej pracy.
Pani Anna Szymik z Kamionka opowiedzia?a mi?dzy innymi: „Do Zwi?zku Radzieckiego wywieziona zosta?a w lutym 1945 r. jako 17 latka.
- Jechali?my 18 dni i nocy w bydl?cych wagonach. Z poci?gu nie mo?na by?o wysi???, nienahajcowane by?o, zimno okropne. Je?? nie dali, to zrywali?my z okien takie cygary lodowe i ka?dy po kawa?ku sobie s?czy?. Jakby nie ta woda, to by?my do Rosji nie dojechali. Troch? osób umar?o za Dnieprem, wyrzucono ich z poci?gu, jak pierwszy raz otworzyli drzwi.
- W pierwszych miesi?cach naszego pobytu w ?agrze, ze szpitala wywo?ono na wózkach dziennie po 30-40 trupów. Po kilku miesi?cach nawet 60 osób dziennie. G?ód i choroby tak ludzi dziesi?tkowa?y
Musia?a ?adowa? koks na wagony. Po pewnym czasie wys?ano j? i jej kole?anki do pracy w ko?chozie. Sz?y pieszo 60 km, na drog? dosta?y surow? kapust? i buraki, które w obawie przed rozwolnieniem powyrzuca?y. Pi?y wod? wprost z glinianej podmok?ej drogi. Noc sp?dzi?y w chlewie po owcach. Po?o?y?y si? spa? na wysuszonym gnojowniku.
- „Gute Nacht Anna” - powiedzia?a mi kole?anka z Wroc?awia. „Gute Nacht Christine” - odpowiedzia?am. Rano chc? j? obudzi?, a ona nie ?yje. Chyba ze s?abo?ci umar?a. Nam dawali do jedzenia zup?, co wygl?da?a jak pomyje i tak? sin? pszenic?, co mia?a robi? za kasz?. Jak kto? nienauczony, to dostawa? biegunki i umiera?”.

W okresie grudzie? 1945 i stycze? 1946 r. Rosjanie w Memorandum Lebiediewa protestowali, gdy? przesiedlenia do strefy rosyjskiej (pó?niejsze NRD), nie by?y zgodne z zasad? humanitarn? sformu?owan? w Poczdamie. Zarzucano „chuliga?skie” odnoszenie si? do przesiedlanych, grabie?e i zabójstwa. Ponadto w okresie mrozów w ka?dym transporcie, w wyniku braku ogrzewania, kilkadziesi?t osób zamarz?o na ?mier? b?d? uleg?o ci??kim odmro?eniom. Ogó?em strona rosyjska zarejestrowa?a w ci?gu 2 miesi?cy zimowych 294 zmar?ych i 1893 ci??ko chorych. Nie by?y to wszystkie ofiary, skoro na przyk?ad w okolicach Szczecina po przybyciu poci?gu z 4 zmar?ymi inspekcja w rejonie stacji doprowadzi?a do odnalezienia jeszcze 15 zw?ok. Mo?na st?d wnioskowa?, ?e liczba nie odnalezionych zmar?ych by?a wi?ksza od podanej w memorandum. Wiele osób umiera?o z wycie?czenia wkrótce po przybyciu do Niemiec.
Polska Misja Wojskowa w Berlinie pisa?a: „Na kilka dni przed ?wi?tami Bo?ego Narodzenia w?adze angielskie powiadomi?y nas o wstrzymaniu ruchu transportów wysiedlonych niemców (powojenna pisownia Niemcy) na okres ?wi?teczny t.j. od 23 XII do 30 XII. Powiadomili?my natychmiast Warszaw? zarówno depesz? jak i telefonicznie...Mimo to transporty nadal wysy?ano. Ostatni z nich przyszed? na teren Niemiec w wigili? wieczorem, wioz?c kilkana?cie osób zamarzni?tych na ?mie?, a kilkadziesi?t z odmro?eniami I stopnia...Wszystkie te wypadki stwierdzone zosta?y przez w?adze angielskie przyjmuj?ce transport jak i przez ad hoc zwo?an? komisj? spo?eczn? z miejscowym burmistrzem...Dnia 24 grudnia otrzymali?my pismo w?adz angielskich o wstrzymaniu transportów na dalsze dwa tygodnie od dnia 1 stycznia z powodu trwaj?cych mrozów. Zawiadomi?em natychmiast Warszaw?. Mimo to jeszcze 2 stycznia przyszed? transport poci?giem nr 515 przez Ka?awsk wioz?cy siedem trupów.

W kwietniu 1945 r. wydano zarz?dzenie w?adz polskich:
 

Do ludno?ci Dolnego ?l?ska i po?udniowych obszarów Brandenburgii!

Pras?owia?skie tereny, oderwane od Polski wskutek germa?skiego naporu imperialistycznego, zosta?y odzyskane dla Ojczyzny dzi?ki natarciu sojuszniczej Armii Czerwonej, jak równie? dzi?ki dzielnej Armii Polskiej.
Na podstawie zarz?dzenie Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej obejmuj? ich w?adz? administracyjn? na tych czysto s?owia?skich, odbitych terenach.
??dam od ludno?ci lojalnego i ca?kowitego podporz?dkowania si? wszystkim poleceniom w?adz polskich, jak te? dok?adnego wype?nienia wszystkich zarz?dze?. Ka?dy czynny b?d? bierny opór z?amany zostanie si?? a winni zostan? ukarani zgodnie z przepisami prawa wojennego.
Przemoc? i podst?pem zgermanizowana ludno?? s?owia?ska b?dzie pod moj? opiek? i stworzon? mie? b?dzie mo?liwo?? powrotu do polsko?ci, dla której najlepsze córy i synowie tych pras?owia?skich ziem z?o?yli ofiar? krwi.
Pe?nomocnik Rzeczpospolitej Polskiej na okr?g Dolny ?l?sk

mgr Stanis?aw Piaskowski
w kwietniu 1945 r.

Od maja 1945 r. w?adze polskie wysiedla?y Niemców i ?l?zaków mówi?cych po niemiecku, mimo ?e brak by?o do tego podstawy prawnej. Konferencja w Poczdamie mia?a si? dopiero rozpocz??. Wysiedlanie przebiega?o brutalnie i tylko na teren radzieckiej strefy okupacyjnej, gdy? polskie w?adze komunistyczne nie musia?y si? obawia?, ?e wyp?dzeni zostan? z powrotem zawróceni przez Rosjan. By?y napady polskich szabrowników i pobicia przez milicj?. Cz?sto Niemców wysiedlano poza miasto, gdzie pozostawiano ich w?asnemu losowi, w mi?dzyczasie grabi?c i rekwiruj?c ich mieszkania i dobytek.
„Od wiosny 1945 roku na dawne ziemie niemieckie znajduj?ce si? pod administracj? polsk? zacz?li nap?ywa? Polacy z centralnej i zachodniej cz??ci kraju...Nie chodzi?o tu jeszcze o osadników w prawdziwym tego s?owa znaczenia, lecz cz?sto o zwyk?ych szabrowników, spekulantów, maruderów, którzy wietrzyli mo?liwo?? ?atwego wzbogacenia si?. By?a to szara?cza ziem odzyskanych. Cz??? z nich zasili?a pó?niej szeregi Milicji Obywatelskiej, inni po spl?drowaniu i ograbieniu Niemców z resztki dobytku wracali zwykle do Polski centralnej.
Ró?nie uk?ada?o si? wspó??ycie miedzy Polakami i Niemcami w pocz?tkowej fazie wysiedle?. Wynika?o to ju? z samej procedury wysiedlenia, która z za?o?enia nie mog?a by? humanitarna, kiedy jedni zostali ograbieni do cna, by inni mogli mie? zapewnione podstawy egzystencji.
Sam akt wysiedlenia - pozbawienia ludzi si?? domostw, wyrzucenie z kraju, z którym czuli si? zwi?zani wi?zami rodzinnymi, emocjonalnymi, historycznymi, jest aktem brutalnym, który u poszkodowanych musi rodzi? poczucie krzywdy. Gdy towarzysz? mu jeszcze szykany ze strony wysiedlaj?cych, jest on szczególnie bolesny”.
Mieszkaniec Szklarskiej Por?by wspomina: „Lipiec 1945 r. pocz?tek ewakuacji. Najbardziej boimy si? marszy ku pami?ci Adolfa Hitlera, organizowanych po to, by?my mieli czas zastanowi? si?, dlaczego wybrali?my Hitlera. Z domów wyp?dzaj? ca?e wsie, a wi?c przewa?nie kobiety i dzieci - które przecie? Hitlera naprawd? nie wybiera?y - starych i chorych i prowadz? ich potem przez oko?o trzy tygodnie po okolicy. Z przodu Polacy na koniach, z ty?u Polacy na koniach. Kto nie mo?e ju? i??, zostaje na drodze.Z takiego przeci?gaj?cego pochodu n?dzarzy pozosta?o raz na dworcu w Szklarskiej Por?bie 16 ludzi. Niemcy udzielili im opieki i ukryli ich. Te pochody przypominaj? przemarsz wi??niów obozu koncentracyjnego w zimie 1945 roku - tylko ?e tym razem sz?y przewa?nie kobiety i dzieci”.
Równie? mieszka?cy Lolejowa (Kleinröhrsdorf) powiat Lwówek, zostali 24 czerwca 1945 r. wieczorem o 20.30 wyp?dzeni przez Polaków z wioski, aby wzi?? udzia? w marszu ku pami?ci Hitlera. Miejscowy ksi?dz po d?u?szych pro?bach dosta? zezwolenie, by jego 91-letni ojciec i inni ledwo poruszaj?cy nogami, mogli by? transportowani na wozie konnym. W ci?gu 20 minut ca?a wioska musia?a by? na nogach. „Szli?my przez P?awn? (Schmottseifen), Gryfów ?l. (Greiffenberg), eskortowani przez uzbrojonych Polaków. Po drodze obrabowano nas kilka razy. Spali?my pod go?ym niebem na ??ce ko?o Gryfowa ?l, gdzie ju? byli mieszka?cy innych wiosek. Bardzo m?odzi Polacy pa?kami utrzymywali porz?dek. Mieli?my i?? dalej, a? przez rzek? Nys?. Wieczorem rozesz?a si? wie??, ?e Stalin kaza? wszystkim wraca? do swoich domów. Wczesnym rankiem, kiedy Polacy jeszcze spali, inn? drog? wracali?my do naszych domów. Ludzie byli u kresu si?, tym bardziej, ?e wszystko co z domu wzi?li, nie?li na plecach i w r?kach. Byli?my trzy dni w drodze. To co zobaczyli?my po powrocie do wioski, trudno opisa?. Wszystko by?o zdemolowane, drzwi i okna zniszczone, powyrywane, szafy powywracane, zwierz?ta wyp?dzone, talerze i inne naczynia st?uczone. S?oiki rozbite, cz??? z nich, jak np. te z le?nymi jagodami, wylane na ?ó?ka”.
W pi?mie UB z Cieszyna czytamy: „W dniu 21 bm. przyby? do Cieszyna transport sk?adaj?cy si? z 257 osób. S? to niemcy. Transport przyby? do nas z Bielska pod eskort? czterech milicjantów. Transport wy?ej wymieniony zawiera przewa?nie stare kobiety i dzieci w wieku od 1-5 lat. W ca?ym transporcie znajduje si? oko?o 7 m??czyzn te? starych i dzieci u piersi matek. Jak stwierdzaj? milicjanci (jest ich tylko czterech, gdy? pi?ty uciek?) otrzymali oni rozkaz od sier?anta Indykii z M.O. w Bielsku  odstawi? wy?ej wymieniony transport, który mia? zawiera? jak sami stwierdzaj? oko?o 300 osób a do Cieszyna przyby?o tylko 257 osób. Wy?ej wymieniona eskorta M.O. zosta?a zatrzymana przez Wojennego Komendanta w liczbie 4 osób i do Prokuratora S?du Okr?gowego w Cieszynie odstawiona, gdy? zastrzelili oni oko?o 23 osoby na transporcie z Bielska do Cieszyna. Jak stwierdzaj? eskortowani ludzie, po drodze bito ich i gro?ono, ?e tak jak wszyscy zostan? zabici i pójd? na myd?o.
Ca?y ich inwentarz ruchomy odebrano im, nawet dzieciom smoczki, buty ?ci?gni?to z nóg, ostatnie ubranie zabierano a zostawiono tylko szmaty. Transport ten przyby? do Cieszyna lecz u nas nie ma ?adnego punktu zbornego, a s? to ludzie nie daj?cy si? do ?adnej pracy fizycznej. Ludzi tych nie ma kto ?ywic, do dnia dzisiejszego zanotowano 3 wypadki tyfusu. Z powodu tego, ?e sprawa ta podrywa autorytet w?adz polskich i zagra?a bezpiecze?stwu miasta, prosimy o wydanie odpowiednich zlece? i rozkazów dalszego post?powania”.
24 czerwca 1945 r. Polacy wyp?dzili mieszka?ców Chmielenia (Langwasser) pow. Lwówek ?l. Po pi?ciu dniach powrócili do domu, by 14-cie dni pó?niej raz jeszcze wzi?? udzia? w marszu ku pami?ci Hitlera. Tym razem powrócono po dwóch dniach. 7 lipca 1945 po rannej mszy ?wi?tej, milicja zabra?a miejscowego ksi?dza wprost z ko?cio?a i do??czy?a do oko?o 600 wyp?dzonych mieszka?ców wioski. Prawie wszyscy musieli i?? pieszo, ci?gn?c za sob? ma?e czteroko?owe wózki. Jedynie starzy i chorzy jechali na towarzysz?cej furmance. Wielu wierzy?o, ?e którego? dnia znowu powróc? na swoj? ziemi? z powrotem... co si? nie dokona?o.
25 czerwca 1945 weszli do wioski Soko?owiec (Falkenhain) pow. Z?otoryja polscy ?o?nierze, obwieszczaj?c, ?e wszyscy musz? opu?ci? swoje domy, poniewa? wie? zostanie przekazana Polakom. 26 czerwca oko?o 900 mieszka?ców by?o w drodze do Zgorzelca. W miejscowo?ci P?awna (Schmottseifen) rosyjscy oficerowie rozbroili polski oddzia? eskortuj?cy, a mieszka?com kazali wraca? do domów. Osiem dni pó?niej powtórzy?a si? ta sama sytuacja.
W czerwcu 1945 r. mieszka?cy wioski Krzy?kowice k. Prudnika zostali ograbieni przez 70-osobow? grup? milicjantów, a 29 sierpnia musieli w ci?gu dziesi?ciu minut przygotowa? si? do opuszczenia domów. Wyprowadzono ich w asy?cie milicji oko?o 10 km od wsi i pozostawiono w?asnemu losowi. Zabroniono powrotu do domów.
„W 1945 r. w?adze przeprowadzaj?ce wysiedlanie nie precyzowa?y bli?ej uprawnie? wysiedlanych Niemców w zakresie wywozu mienia ruchomego i ?ywno?ci. Przyj?to zasad?, ?e wysiedlani mogli zabra? tyle, ile unios? w r?kach. Rozkazy wojskowe w tej sprawie okre?la?y wag? zabieranych rzeczy do 20 kg ??cznie z ?ywno?ci?.
Wielu ludzi umiera?o z g?odu i wyczerpania. Reszt? dope?ni?y choroby i epidemie dziesi?tkuj?c wysiedlanych, wegetuj?cych w prymitywnych warunkach. Dopiero na interwencj? w?adz rosyjskich, które bynajmniej nie kierowa?y si? wzgl?dami humanistycznymi, przerwana zosta?a fala »dzikich wysiedle?«. Stalin obawia? si? prawdopodobnie negatywnych reakcji aliantów zachodnich na wie?? o tych poczynaniach”.
Wysiedlani Niemcy musieli podpisywa? o?wiadczenia o dobrowolno?ci wyjazdów i zrzec si? wszelkiej w?asno?ci na rzecz pa?stwa polskiego. Mimo to, w czasie kontroli baga?y, które mog?y wa?y? od 10 do 20 kg, w zale?no?ci od tego z jakiej miejscowo?ci byli wysiedlani, zabierano im ostatnie warto?ciowe przedmioty.
Pierwszych mieszka?ców Wo?owa wydalono z w?asnych mieszka? 6 czerwca 1945 r.
Mieszkanka ?migrodu zapisa?a swoje wspomnienia i opisa?a równie? los innych: „6 lutego 1945 r. wszyscy m??czy?ni do lat 70 zostali zebrani w jedn? grup?, aby pieszo przej?? drog? ze ?migrodu przez Trzebnic?, O?aw?, Namys?ów, Kluczbork do obozu w Cz?stochowie. W drodze zachorowa?o i zmar?o wielu. Z Cz?stochowy musieli?my pieszo pój?? do Pyskowic, gdzie nas za?adowano do wagonów towarowych po 100 m??czyzn w ka?dym, i po o?miu dniach, 1 kwietnia 1945 r. dotarli?my do Stanis?awowa nad Dniestrem w Ukrainie. Na miejscu wy?miewano si? z nas, jako przegranych wojn? Niemców, obrzucano kamieniami, bito. Zabrano nam nasze ubrania. Po jakim? czasie zachorowa?em na ró?? i dystrophi?, ostre zapalenie, ropiej?ce bakterialnie skóry, powsta?e z infekcji i niedo?ywienia. Zwolniono mnie i jako niepotrzebny, bo nie mog?em pracowa?, wyjecha?em do Frankfurtu n. Odr?. Setki m??czyzn b?d?cych w tym obozie zmar?o. My, którzy prze?yli?my, byli?my Bogu za to wdzi?czni. Jednak bardzo ci??ka by?a dla nas wiadomo??, ?e nie mo?emy ju? powróci? do naszej ukochanej ?l?skiej ojczyzny”. A o swojej rodzinie napisa?a:
 „Pod koniec czerwca 1945 r. dosz?a do nas, jak grom z jasnego nieba, wiadomo?? polskiej administracji o wydaleniu ze ?migrodu. Kiedy nas wywo?ono, Polacy zatrzymali jeszcze 20 m??czyzn, mi?dzy innymi mojego m??a, i wys?ali ich do obozu. We wrze?niu tego? roku, kiedy m?? po biciu i wyg?odzeniu by? ledwo ?ywy, zosta? zwolniony z obozu. Mia? du?e rany od bicia kolb? i pa?kami na ramionach i nogach  Z du?ym wysi?kiem dowlók? si? do syna Heinza w Ober-Rosbach (Hesja). Syn nie pozna? swego ojca, gdy? tak ?le wygl?da?. M?? zapyta? go kilka razy „Heinz, znasz mnie?”. Na co syn ka?dorazowo odpowiada?: „Nie, nie znam pana”. Na to m??: „Jestem twoim ojcem”. Wszyscy mieszka?cy miejscowo?ci byli oburzeni, zdruzgotani i p?akali wraz z synem i m??em. Poproszono natychmiast lekarza, który zabra? m??a do szpitala, gdzie po 14-tu dniach, zaopatrzony ?wi?tymi sakramentami zmar?”.
„20 czerwca 1945 r. w przeci?gu kilku minut musieli?my opu?ci? nasze mieszkania w Gubinie po wschodniej stronie miasta, za Odr? (teraz cz??? polskiego miasta). Ze sob? mogli?my zabra? jedynie baga? r?czny, wszystko co posiadali?my zosta?o skonfiskowane”.
21 czerwca 1945 r. w godzinach rannych mieszka?cy Zgorzelca (Görlitz) musieli opu?ci? t? cz??? miasta, która znajdowa?a si? po dzisiejszej polskiej stronie Odry.
22 czerwca 1945 r. mieszka?cy J?drzychowej (Hennersdorf) pow. Zgorzelec opu?cili w po?piechu swoj? „ma?? ojczyzn?”, popychani przez polskich ?o?nierzy kolbami karabinowymi. Niektórzy ze strachu gubili resztki zabranej w pakunkach ?ywno?ci. Gdy dotarli do Görlitz nie posiadali ?adnych spo?ywczych rzeczy. Miasto by?o przeludnione i trudno by?o kupi? cokolwiek do jedzenia. Wiele dzieci zmar?o z niedo?ywienia i g?odu. Jeszcze przed wyp?dzeniem Rosjanie zastrzelili oko?o 70 mieszka?ców wioski i podpalili prawie 150 murowanych domów, stodó? i chlewów.
Ewangelicki ko?ció? w Przemkowie (Primkenau) k. Szprotawy zosta? przez strza?y artyleryjskie tak zniszczony, ?e sta? si? nieu?yteczny, wówczas kap?an katolicki zezwoli? ewangelikom na uczestniczenie we wspólnej niedzielnej mszy w ko?ciele katolickim. Na koniec nabo?e?stwa ?piewano pie??, któr? znali katolicy i ewangelicy. Wszyscy w ko?ciele p?akali. Po mszy zg?osi? si? ewangelicki pastor z Milicza, który przypadkowo by? w drodze i ju? od nast?pnej niedzieli w domu parafialnym prowadzi? nabo?e?stwa dla ewangelików. Zdawa?oby si?, i? sytuacja powoli si? normowa?a, kiedy nagle 26 czerwca 1945 r. o godz. 4.00 rano milicja dobijaj?c si? do domów kolbami karabinowymi i pejczami wyp?dza?a mieszka?ców. O 9.00 rano ca?a wioska by?a w drodze do Szprotawy, a stamt?d dalej do ?agania, ?or i a? do rzeki Nysy. Ca?? drog? musieli przeby? pieszo: kobiety, dzieci i starcy, bez wzgl?du na wiek.
?wiadek z Pieszyc (Peterswalden) pow. Dzier?oniów zezna?a: „24 czerwca 1945 r. zostali?my wyp?dzeni z naszego gospodarstwa przez Polaków i ?ydów. Ja z moim 87 letnim ojcem wraz z 800 osobami z naszej miejscowo?ci byli?my 8 dni w drodze na piechot?. Wiele naszych mieszka?ców z powodu g?odu i choroby umar?o w czasie marszu i zostali pogrzebani w rowach. M?ode matki z oseskami, które nie mia?y nawet 8 dni, jak i starcy, którzy ledwo i?? mogli, zostali wyp?dzeni ze swoich domostw. Kto nie móg? i??, by? bity pa?k?. T? sam? szos?, ale w przeciwnym kierunku, jecha?y samochody z Polakami, którzy zabrali nam ostatnie nasze r?czne baga?e. Noc? mogli?my spa? w ko?cio?ach i zburzonych domach. Rano od 6.30 do 22.00 musieli?my maszerowa?. 29 czerwca polska milicja zostawi?a nas samych, natychmiast zawrócili?my w kierunku wioski. W naszym domu brakowa?o bardzo du?o rzeczy. Od tego dnia wszyscy Niemcy musieli nosi? bia?e opaski”.
Berli?ski korespondent gazety New Yorker Daily News pisa? 7 pa?dziernika 1945 r. na temat wyp?dzonych i przyj?tych w?a?nie w Niemczech osób: „Jedna z kobiet z blizn? od uderze? pejczem przez twarz powiedzia?a; kiedy grupa, przechodzi?a przez ?aga?, po lewej i prawej stronie drogi stali polscy cywile, i osoby z grupy zosta?y obrabowywane z ostatnich swoich maj?tno?ci i bite... Na koniec wyja?ni?a, ?e najprawdopodobniej jest w ci??y, gdy? zosta?a 40 razy zgwa?cona”. Powy?sza relacja zosta?a zaprotoko?owana w ameryka?skim senacie, i w zwi?zku z tym minister spraw zagranicznych USA p. Byrnes 30 listopada 1945 r. przekaza? ameryka?skiemu ambasadorowi w Polsce p. Arthur Lane, by z?o?y? polskiemu rz?dowi s?owa dezabprobaty od rz?du Stanów Zjednoczonych. W nocie pisano, i? takie traktowanie wyp?dzonych nie zosta?o uzgodnione w Poczdamie i nie jest zgodne z mi?dzynarodowymi regu?ami.
„Na mocy umowy polsko-brytyjskiej z 14 lutego 1946 r. Niemcy wywo?eni do strefy brytyjskiej mieli by? zaprowiantowani na 4 dni, licz?c od czasu wyruszenia poci?gu. ?ywno?? dla ca?ego wagonu miano przekazywa? niemieckiemu kierownikowi wagonu, a on z kolei dokonywa? jej dalszego rozdzia?u. Transporty do radzieckiej strefy okupacyjnej zaopatrywano w ?ywno?? na jedn? dob?”.
„Nie przestrzegano ustalonych odgórnie norm ?ywno?ciowych. ?ywno?? przewo?ona by?a w z?ych warunkach i cz?sto nie nadawa?a si? do spo?ycia. Dodatkow? uci??liwo?? i niebezpiecze?stwo dla ?ycia i zdrowia stanowi? brak ciep?ych napojów w czasie podró?y. Spowodowane to by?o brakiem opa?u i piecyków do ogrzewania. Zdarza?y si? równie? wypadki okradania wagonów przez czerwonoarmistów”.
?amane by?o równie? zarz?dzenie ministerstwa, zakazuj?ce rozdzielania rodzin oraz wysiedlania najbli?szych krewnych fachowca pracuj?cego w pobliskiej fabryce. Najcz??ciej zdarza?y si? takie rozdzielaj?ce wywózki po ?apankach na ulicach.
„Wysiedle?cy docieraj?cy na punkt zborczy byli poddawani rewizji osobistej. Kontrolowano równie? ich baga?e. Konfiskowano im nadwy?ki artyku?ów spo?ywczych, ubra? i materia?ów tekstylnych, narz?dzi, pieni?dzy, kosztowno?ci, Stosowanie przepisu nakazuj?cego konfiskat? doprowadzi?o do odbierania osobom przyby?ym na punkt resztek ich dobytku. Po?ciel i naczynia kuchenne rekwirowano wbrew zarz?dzeniom w?adz ministerialnych. Zarekwirowane przedmioty mia?y by? zabezpieczone, a pó?niej rozprowadzone w?ród polskich przesiedle?ców z dawnych kresów wschodnich. Odnotowano przypadki sprzeniewierzania mienia poniemieckiego przez „opiekuj?cych si?” nim funkcjonariuszy. Nic te? dziwnego, ?e wysiedleni Niemcy czuli si? pokrzywdzeni, okradzeni z w?asnego mienia”.
26 wrze?nia 1945 r. o 3.00 godzinie rano rozpocz??a si? nagonka na Niemców w miejscowo?ci G?ubczyce. Polska milicja wpada?a do domów i wyp?dza?a wszystkich na ulic?. Tylko nieliczni z nich byli jeszcze w stanie zabra? cokolwiek z sob?. Pop?dzono wszystkich na rynek i cz??? za?adowano na ci??arówki a reszta osób, dla których zabrak?o miejsca musia?a i?? pieszo do obozu, znajduj?cego si? w by?ej firmie Marschke und Zilger, w którym od sze?ciu tygodni przebywali ju? mieszka?cy Lwowian (Schlegenberg). Przez ca?? noc m??czyzni musieli sta? na deszczu. Nast?pnego dnia w czasie apelu 3000 osób, wyja?niono kobietom, dzieciom i osobom starszym, i? zostan? wywiezieni do Reichu (Niemiec). Zdrowe kobiety, dziewczyny i m??czyzni pozostan? na miejscu i b?d? pracowa?. Rozdzielono w ten sposób rodziny.
27 wrze?nia 1945 oko?o 5.00 rano przeznaczeni do transportu zostali doprowadzeni na stacj? kolejow?. W?ród nich by? równie? franciszkanin Ludwig Bogdanski. Szefem transportu zosta? ?piewak ko?cielny Borsutzki z G?ubczyc. Do ka?dego towarowego wagonu kolejowego wepchni?to 70-80 osób. „Oko?o godz. 20.00 wieczorem poci?g ruszy?. Jako ochron? dano nam polsk? milicj?. Nikt z nas nie wiedzia? dok?d jedziemy. 28 wrze?nia dojechali?my do Nysy i tu odstawiono nas na cztery dni na boczny tor. Poniewa? w obozie nie dano nam na drog? ?adnego po?ywienia i nikt si? o jedzenie dla nas nie troszczy?, krzyczeli?my z g?odu za chlebem. Nikt nam niczego nie poda?. Kiedy milicja otworzy?a drzwi wagonów, pobiegli?my na najbli?ej le??ce pola, szukaj?c na nich buraków i ziemniaków. Milicja bi?a przy tej okazji pa?kami starsze kobiety.
Ksi?dz Ludwig pochowa? niedaleko torów siedmiu zmar?ych. W nocy weszli do wagonu milicjanci, odebrali kobietom r?czne torebki, przeszukali je, zabrali co im si? podoba?o. M??czyznom odebrano reszt? pieni?dzy.
Kiedy nasz poci?g zatrzymywa? si? w szczerym polu, a milicjanci otwierali drzwi, to g?oduj?cy natychmiast biegli na najbli?sz? ziemi? uprawn?, by znale?? cokolwiek do jedzenia, aby w ten sposób cho? troch? zaspokoi? g?ód. Przy ka?dorazowym postoju wynoszono zmar?ych i chowano ich w nasypie kolejowym lub obok w g?stwinie krzaków.
Krótko przed Görlitz Rosjanie i towarzysz?cy transportowi Polacy zrabowali resztki, jakie wydalonym pozosta?y. Na granic? przybyli?my 10 pa?dziernika. Byli?my 15 dni w drodze, w tym czasie zmar?o 88 osób”. „Pierwszy posi?ek wydano w Niemczech...po przybyciu na miejsce zmar?o dalszych 280 osób.
Wed?ug polskich danych, transporty otrzymywa?y odpowiedni? ilo?? ?ywno?ci. Relacje osób z transportów mówi?y o braku wy?ywienia na punktach zbiorczych, ?ywienie si? po drodze z okolicznych pól wobec braku wy?ywienia podczas trwaj?cych niekiedy kilkana?cie dni przejazdów...takie informacje zawiera co druga relacja w Ostdokumentation....absurdalne jest za?o?enie, ?e autorzy wszystkich tych relacji k?amali”.
W dniu 28 czerwca 1945 r. wyp?dzono z wioski Burgrabice k. Nysy ich mieszka?ców, daj?c mo?liwo?? zabrania 10 kg baga?u na osob?. W czasie pieszej drogi do odleg?ej Nysy, byli poszturchiwani, bici i musieli ?piewa? „Horst-Wessel-Lied”, znan?  piosenk? SS. W Nysie pozostawiono wszystkich w?asnemu losowi. W mi?dzyczasie gospodarstwa zaj?te zosta?y przez obywateli polskich.
2 lipca 1945 r. rano o 8.00 rozpocz?to wysiedlanie mieszka?ców Ko?la. Zebrano 243 osoby w wieku 10-80 lat i poprowadzono ulicami miasta, w kierunku G?ogówka. Kto po drodze z braku si?y zwalnia?, by? bity kolbami. Jedna ze starszych pa? przewróci?a si? do rowu i tam zosta?a. Nikt si? ni? nie zainteresowa?. Pó?niej dosz?a do grupy wiadomo??, ?e zmar?a w tym miejscu. 72-letni m??czyzna upad?, poniewa? tempo by?o dla niego zbyt szybkie. Zosta? uderzony kolb?, co by?o powodem ?mierci. Ma?y, dziesi?cioletni ch?opak - Erwin Michalik po uderzeniu kolb? zemdla?. Uczestnicy marszu zabrali go na r?ce i nie?li. Kiedy oprzytomnia?, musia? maszerowa? z grup? dalej. Noc sp?dzono w zamkni?tej szkole. W chwili obecnej mieszka w Bawarii.
Nast?pnego dnia poszli dalej, a? do Prudnika, gdzie za?adowano ich do towarowego wagonu kolejowego. Czekano ca?y dzie?, nim dopi?to ich wagony do poci?gu towarowego jad?cego przez Kamieniec Z?bkowicki do K?odzka, gdzie pozosta?e 241 osoby przenocowa?y, by rano jecha? dalej. Poci?g dojecha? do Freiwalden, gdzie zawróci? i przywióz? ca?? grup? do Niemodlina. Tam ju? nikt si? nimi nie interesowa?.
„Wed?ug relacji, przesiedlenia odbywa?y si? cz?sto niezgodnie z przepisami powoduj?c ?mier? licznych przesiedlanych. Niekiedy nie przestrzegano terminu zawiadomienia o przesiedleniu, nie zezwalano na zabranie zgodnie z przepisami rzeczy osobistych. Przemarsze i noclegi w ko?cu stycznia w pozbawionych okien budynkach oznacza?y ?mier? dla s?abszych. Liczba osób w transportach przekracza?a znacznie dopuszczaln? wed?ug instrukcji...W ko?cu stycznia 1946 r. wyruszy? transport z powiatu nyskiego, który po dwóch dniach dotar? do Lipinek na granicy, gdzie sta? ponad tydzie?, a nast?pnie skierowany zosta? w drog? powrotn? do Nysy. Znajduj?cy si? w transporcie musieli ?ywi? si? w?asnymi zapasami, o ile je mieli. Inni ?ebrali po okolicznych wsiach. Przydzieleni do ochrony, wielokrotnie rabowali transport. Nie prze?y?o tej zimowej podró?y od 130-200 osób. W lutym Niemcy przesiedlani z powiatu nyskiego po sp?dzeniu 3 dni w wagonach i 3 tygodni w obozie zbiorczym odes?ani zostali do swoich wsi.
Bardzo ograniczone by?y mo?liwo?ci kontroli podczas pierwszego etapu, czyli podczas opuszczenia przez Niemców domów i mieszka?...na tym etapie ekipy dokonuj?ce eksmisji Niemców mia?y najwi?ksze mo?liwo?ci dokonania nadu?y?, zabierania pieni?dzy i innych warto?ciowych rzeczy. Relacje niemieckie ukazuj?, ?e wbrew zarz?dzeniom w?adz wysiedlano w nocy, w terminie 15 minut - zapewne po to, by uniemo?liwi? zabranie ukrytych w przeró?nych schowkach cenniejszych przedmiotów. Cz?sto opuszczaj?cym domy zwyczajnie rabowano rzeczy, które chcieli - zgodnie z przepisami - zabra? ze sob?.
Na tym pierwszym etapie widoczne by?o wspó?dzia?anie niektórych milicjantów i urz?dników z elementami przest?pczymi. Relacje niemieckie wskazuj?, ?e przepisy okre?laj?ce zasady przesiedlenia nie by?y przestrzegane. Na porz?dku dziennym by?y rabunki milicjantów... Jest zreszt? oczywiste, ?e rabunek na tym etapie wymaga?  wspó?dzia?ania i wzajemnego krycia w razie ?ledztwa...Zapewne zakazywanie u?ywania pojazdów i zmuszanie do d?ugich marszów do stacji tak?e mia?o zmusi? Niemców do pozostawienia jak najwi?kszej cz??ci dobytku, zabieranego od razu z drogi przez zorganizowane grupy”.
Katowicki biskup Adamski napisa? do ministra W. Kiernika: „Chodzi...o metody wysiedlania, które w wielu wypadkach, jak sam si? przekona?em, s? straszliwe i kompromituj?ce Polsk? i w?adze polskie wobec zagranicy”. A Ochab powiedzia? w pó?niejszych latach na ten temat: „My?my zdawali sobie spraw?, ?e b?dziemy musieli s?siadowa? z tymi Niemcami...Czy mo?na by?o znale?? lepsze rozwi?zanie? Mo?e tak. Gdyby?my byli mocniejsi, mieli lepiej zorganizowany aparat pa?stwowy”.
W Archiwach Akt Nowych znajduje si? protokó? powizytacyjny powiatu niemodli?skiego, w którym czytamy mi?dzy innymi, ?e milicja cz?sto przebrana za Rosjan gwa?ci i rabuje, „W ca?ym powiecie panuje straszne bezprawie. Ludzie stracili ju? poczucie krzywdy i niesprawiedliwo?ci. ?adna zbrodnia nie jest w stanie wywo?a? zdziwienia. Milicja, a cz??ciowo i Bezpieka gwa?c? i grabi? ludno??. Dochodzi do tego, ?e ludzie uciekaj? widz?c milicjanta”.
„W wyniku masowego nap?ywu polskich osadników dosz?o do bezpo?rednich kontaktów mi?dzy nimi a miejscow? ludno?ci? niemieck?. Polacy cz?sto winili napotkanych Niemców za osobiste cierpienia z okresu wojny. Dochodzi?o do prób wyrównywania rachunków, cho?by przez z?e traktowanie, odbieranie dobytku. Stosunki te by?y odbiciem znanej od wieków relacji zwyci??ca – pobity. Widoczn? oznak? nowych porz?dków by?y bia?e opaski noszone na r?kawach przez Niemców. Takie rozlu?nienie przestrzegania norm moralnych i porz?dku spo?ecznego, jakie spowodowa?a wojna (brak szacunku dla ludzkiego ?ycia, w?asno?ci, masowe grabie?e – tzw. szabrownictwo), sprzyja?o ujawnianiu si? negatywnych czy wr?cz patologicznych zachowa?, których ofiar? padali s?absi – w tym przypadku Niemcy. Dalekie jest jednak od prawdy stwierdzenie, ?e wszyscy Polacy traktowali ?le wszystkich Niemców (podobnie jak odwrotna relacja stosunków w latach wojny)...Spotkanie Niemców z jedn? z grup polskich osadników, Sybirakami by?o cz?sto inne. Do kontaktów tych dosz?o na terenie powiatu Bystrzyca K?odzka.
Sybiracy szybko zorientowali si?, w jakim po?o?eniu znajduj? si? Niemcy. W ma?ych spo?eczno?ciach nie sposób by?o zatai? wie?ci o pobiciach i rabunkach, nawet morderstwach. Przyw?aszczanie sobie cudzej w?asno?ci, cz?sto zgodnie z obowi?zuj?cymi formami zachowa?, budzi?o sprzeciw w?ród Sybiraków. Uwa?ali, ?e w ten sposób nie mog? poprawi? po?o?enia swoich rodzin.
»Przyjecha? na urlop syn do naszej znajomej pani P. i przyszli nas odwiedzi?. Mówi: >Jak pa?stwo mieszkaj??! Chod?my, wyp?dzimy Niemców i pan sobie wypatrzy jakie? mieszkanie< M?? si? na to nie zgodzi?. Ani na ?adne meble, ani na mieszkanie«.
Podobne sytuacje zdarza?y si? tak?e na wsi:
»So?tysowi czy innej w?adzy wiejskiej (...) nie podoba?o si?, ?e my utrzymujemy przyjazne stosunki z Niemcami i wykupujemy ró?ne rzeczy. Radzili, ?e mo?emy i?? z ormowcem do wskazanego domu, zabra? co nam potrzeba i Niemcy nie maj? prawa zabroni?. Ojciec kategorycznie odmówi? takiemu za?atwieniu sprawy«.
Najmocniej w pami?? Sybiraków zapad?y przypadki udzielania im pomocy przez Niemców. Widz?c ubóstwo przybyszy, darowali oni im ubrania, jedzenie:
»A odzie? i ?ywno??, to wszystko Niemcy podawali (...) Pó?niej te córki przynios?y ubrania, sukienki i koszule dla brata. Bardzo nam oni pomogli. W Kamie?czyku Niemcy te? nam du?o dawali«”.

W ostatnich dniach maja do ?widnicy przybyli pierwsi Polacy. Jak widzieli wówczas to miasto, ilustruje nast?puj?cy fragment: „Pierwszym wra?eniem, po przyje?dzie do ?widnicy, jest jej niecodzienna czysto??. Miasto jest nie tylko zamiatane miot?ami, ale równie? sprz?tane szczotkami i wod?. Widzia?em to na w?asne oczy. Przed ka?dym domem powiewa bia?a flaga, co oznacza >Poddajemy si?!< Na ulicach nie ma dzieci – trzymane s? prawdopodobnie w domach – nie wida? psów ani rowerów. Wszystkie drzwi s? zamkni?te na g?ucho, wszystkie sklepy tytoniowe i automaty z papierosami zosta?y rozbite. Skrzynk? cygar mo?na wymieni? na z?oty zegarek albo dobry motocykl”.
Wraz z wrastaj?c? liczb? Polaków, których trzeba by?o zakwaterowa? i wy?ywi?, po?o?enie ludno?ci niemieckiej wci?? si? pogarsza?o. Radykalnym rozwi?zaniem by?o przej?ciowe wyp?dzenie Niemców z ich mieszka?, z miasta. Wydaje si?, ?e w ?widnicy proces ten przebiega? inaczej ni? w innych miastach, mianowicie dwustopniowo:
l. „dzikie” wyp?dzenie Niemców mia?o miejsce 9 VII 1945 r. (o wydarzeniach tych dni, milcz? polskie ?ród?a. Tylko Niemcy informuj? o nich dok?adnie);
2. regularne wysiedlenie Niemców z miasta rozpocz?to w drugiej po?owie 1946 r.
Wszyscy Niemcy, nie posiadaj?cy za?wiadczenia o zatrudnieniu musieli 9 VII 1945 r. opu?ci? miasto. Prowadzono ich w kolumnach a? do ?wiebodzic, tam znikn?li polscy stra?nicy. Kto powróci? do domu, do swego mieszkania, najcz??ciej zastawa? je spl?drowane lub ju? zamieszkane przez Polaków.
„Wiadomo?ci ?widnickie” pisa?y w nr 10 z 30 IX 1945 roku: „Na Dolnym ?l?sku osiedlono ju?  pó? miliona Polaków. Nie opu?cimy tej ziemi, jeste?my jej synami. Pami?taj, zawsze, ze ka?dy Niemiec jest twym odwiecznym wrogiem” (podkr. autora).
Samo wysiedlenie wygl?da?o tak: „Od godz. 9.30 do 16.00 zat?oczonymi ulicami posuwali si? Niemcy bardzo wolno w kierunku dworca w Kraszowicach. Tam przydzielono po 35 osób do wagonu towarowego. Nast?pnego dnia odby?a si? jeszcze rewizja, podczas której samowolnie zabrano wysiedlonym ro?ne przedmioty, zw?aszcza wszelkiego rodzaju urz?dzenia elektryczne, aparaty fotograficzne, kosztowno?ci, bi?uteri? i pieni?dze.
Podstawowy cel polityczny zosta? osi?gni?ty: ludno?? niemiecka, stanowi?ca do 1945 r. wi?kszo??, stanowi?a teraz mniejszo??. W ten sposób Polacy uzyskali „uzasadnione prawa do tych prastarych ziem polskich” i „zmienili je w demokratyczn? Polsk?”.
„Bardzo powa?nym problemem od pierwszych dni po upadku twierdzy Wroc?aw by?a aprowizacja. Pierwsi Polacy zwi?zani z administracj? ?ywieni byli w sto?ówce Zarz?du Miejskiego. Tam te? Polacy wracaj?cy do domu mogli otrzyma? bezp?atnie posi?ek i chleb. W mie?cie znajdowa?o si? sporo ?ywno?ci; pochodzi?a ona nie tylko z magazynów twierdzy Wroc?aw, lecz tak?e z centralnych magazynów Kriegsmarine.
Ci, którzy mieli rodziny, otrzymywali miesi?czny przydzia?y ?ywno?ci:

                                                     Polacy                          Niemcy

chleb                                            21,0 kg                          9 kg
m?ka                                            4,5 kg                            2 kg
cukier                                            4,5 kg                            0,5 kg
mi?so                                            7,5 kg                            3 kg
t?uszcze                                         1,5 kg                            1 kg
ziemniaki                                       21 kg                             12 kg
kawy zbo?owej                              1,5 kg                            0,3 kg
myd?o                                            300 gram                      100 gram
Wielu Polaków zaopatrywa?o si? w ?ywno?? na w?asn? r?k?, buszuj?c po opuszczonych mieszkaniach, piwnicach i sklepach. Bardzo szybko powsta?y te? place targowe, tzw. Szaberplace, na których z regu?y Niemki wymienia?y odzie? i artyku?y przemys?owe na ?ywno??”.

W ksi??ce „Czas kobiet” autor opisuje wyp?dzenie w?asnej siostry Libussy: „Zapada noc. Gdzie? na wolnej przestrzeni p?d poci?gu maleje bardziej, a? do tempa marszu. Lokomotywa wyje, jakby prosi?a o wolny przejazd albo gra?a wa?niaka - uwaga, nadje?d?am! Potem poci?g zatrzymuje si?.
Hukn?? strza?, bardzo blisko i bardzo g?o?no. Sygna? do ataku. Ochryp?y ryk, drzwi otwieraj? si? gwa?townie, wielog?osowy okrzyk strachu, ?lepe latarki, zgraja szturmuje, uderza do ?rodka...S? nie tylko m??czy?ni, ale te? wyrostki i kobiety, w?ciek?e baby, chyba najgorsze ze wszystkich, piszcz?, szarpi?, bij?...wir pi??ci, tupot i deptanie po cia?ach, przez ca?y czas ryk i krzyki strachu czy bólu. Kufry, skrzynie, kartony i t?umoki dostaj? skrzyde?. Fruwaj? na zewn?trz. Zgraja za nimi...Ciemno?? i cisza. Z wielkiego oddalenia s?ycha? sygna? lokomotywy, poci?g szarpn?? i zaturkota?, jakby nic si? nie sta?o.
Gorzk? z?ud? by?a jednak nadzieja, ?e niebezpiecze?stwo ju? za nami. By? to jednak pocz?tek, wst?p do nieszcz???. Nast?pi?y nowe napady i okaza?o si? o wiele gorsze...Gdy lokomotywa gwizda?a swój sygna?, gdy poci?g zwalnia? i stawa?, serce bi?o jak m?ot, oddech stawa? si? p?ytki i wymuszony, kurczy?o si? ca?e cia?o.
Niekiedy alarm by? fa?szywy. Lokomotywa gwizda?a, poci?g hamowa? i zatrzymywa? si?, bo osi?gn?li?my przepisow? stacj?. Zjawiali si? wtedy ludzie z milicji, którzy otwierali drzwi i latarkami o?wietlali wn?trze wagonu. Chocia? zapewne od dawna znali odpowied?, pytali: „By? napad?”. „Tak, tak by?” - rozlega?y si? ze ?rodka trwo?liwe  i b?agalne g?osy z nadziej? na obron?. Odpowiada?o nam tylko szyderstwo i ochryp?y ?miech podczas ponownego zasuwania drzwi.
Wysiadamy z poci?gu. Nasz oci??a?y pochód wije si? w lewo, prawo, w gór? w dó?. W ko?cu drzwi. „Wchodzi?, schnell!”. Drzwi zatrzaskuj? si?. Przesuwamy si? po omacku... Po jakim? czasie przem?czone oczy podejmuj? sw? s?u?b?....Wida? zupe?nie pust?, bardzo d?ug? hal?. ..Gdy próbujemy wyci?gn?? si? na betonie i zapa?? w sen, natychmiast pojawia si? zimno, zmuszaj?c do wstania, do ruchu. Dla zaspokojenia potrzeb postawiono w k?cie kilka kub?ów. Od dawna s? przepe?nione, kto wie kiedy ostatni raz je wypró?niano. Rozchodzi si? z tego miejsca i?cie piekielny smród....Dziecko skamle o chleb, którego nikt mu nie mo?e da?...Godziny wlok? si? w ?limaczym tempie...Drzwi szcz?kaj?. O?lepiaj?ce ?wiat?o, krzyki: „Stawa? dwójkami, schnell!”... Wsz?dzie milicja i ciosy kolb, jakby gnali byd?o do rze?ni. W ko?cu pokój na wpó? rozja?niony ?wiat?em ?wiec. Za d?ugim sto?em siedzi umundurowany pan i w?adca. Przed nim ksi?ga. Bi?uteria i stos pieni?dzy - przypuszczalnie od tych, których ju? wcze?niej t?dy przepuszczano...”Rozebra? si?, no pr?dko!”.
Przy bocznej ?cianie stoi co? w rodzaju parawanu. Jest jednak tak odwrócony, by m??czyzna przy stole móg? nas dok?adnie obserwowa?. Rozebra? musimy si? nie do koszuli, lecz do naga, a ca?? odzie? rzucamy dwóm m??czyznom, którzy wyci?gaj? no?e z butów i rozpoczynaj? rutynow? prac?. Wszystko zosta?o bezwzgl?dnie poci?te, ?aden szef nie ocala?”.

Cz??? czytelników nie b?dzie chcia?a wierzy? w to co tu napisane, dlatego te? na ko?cu pozwol? sobie zacytowa? p. Andrzeja Jochelsona, cz?owieka, który przyby? do Wroc?awia z Semipa?aty?ska i przez pewien okres czasu by? odpowiedzialny za  wysiedlenie Niemców z mieszka? i w?asnych domów.
„W godzin? lub pó?torej po rozpocz?ciu akcji, gdy ?adne transporty nie nap?ywa?y, wys?a?em obu ??czników...panów ??czników zobaczy?em dopiero nast?pnego dnia. T?umaczyli si?, ?e mnie nie zrozumieli i doprowadzali Niemców wprost do punktu zbornego. Uniemo?liwi?o to potem podanie dok?adnej liczby wysiedlonych. Nazajutrz mia?o miejsce omawianie akcji. Mnie zarzucano za z?e dwie rzeczy: brak dok?adnych cyfr i nieumiej?tno?? opanowania szabru.
Ze strony Niemców nie napotkano ?adnego oporu. W przewa?aj?cej cz??ci byli to starcy, kobiety i dzieci, znikomy natomiast procent stanowili m??czy?ni w sile wieku. Najwi?ksza katastrofa spotka?a nas w zakresie ochrony wysiedlanych. Szabrowano im bowiem, czyli kradziono, zarówno baga? (co zreszt? szkody pa?stwu nie przynosi?o; chyba ?e moraln?), jak i opró?nione (a nawet i nie opró?nione) mieszkania - tym razem ju? na szkod? pa?stwa polskiego. By temu zapobiec, od samego pocz?tku w ka?dej bramie - zarówno wiod?cej na podwórze, jak i na ulic? - sta? ?o?nierz, maj?cy rozkaz, by nie wpuszcza? do niej nikogo prócz komisarzy wysiedleniowych. Chodzi?o tu o osiedle po?o?one wzd?u? ulicy Psiopolskiej (teraz ul. ??ka Mazurska) i Grudzi?dzkiej
Niestety ?o?nierze nie stan?li na wysoko?ci zadania. Wprawdzie cywilów nie wpuszczali, ale w?cibscy milicjanci z ?atwo?ci? dostawali si? do mieszka?. Zaraz na pocz?tku akcji przychwycono jednego z nich na kradzie?y 10 tys. marek Niemcowi. Najwi?cej jednak kradli ?o?nierze sowieccy. W sumie zatrzymano 25 naszych, Sowietów za? nale?a?oby zatrzyma? co najmniej o?miokrotnie wi?cej. Ogó?em spo?ród 18 milicjantów bior?cych udzia? w akcji zatrzymano 6 i 19 polskich wojskowych.
Grabie? na Rosenthalu zdystansowa?a rabunki z poprzedniego dnia. ?o?nierze zupe?nie w tym nie przeszkadzali, a nawet sami brali udzia? w kradzie?ach. Znaj?c dobrze teren, operowali na nim  tym ch?tniej i tym umiej?tnej.
O pi?tej pojawi?y si? patrole komendanta wojsk radzieckich na ca?e miasto. Dopiero one wprowadzi?y jaki taki porz?dek. Ale noc? gwa?ty i grabie?e rozpocz??y si? na nowo. A wraz z nimi akty wandalizmu: r?banie siekierami drzwi, ram okiennych, mebli, wybijanie szyb.
Do niebywa?ych rozmiarów wzmog?y si? rabunki w czasie, gdy przeprowadza?em akcj? wysiedlania Niemców z 11 domów. Korzystaj?c z okazji, natychmiast zacz?to obszabrowywa? bezpa?skie mieszkania, a przy tej okazji o ma?y w?os, a ograbiono by ze szcz?tem moje.
Zawar?em znajomo?? i „dru?b?” z oficerami sowieckiego szpitala, mieszcz?cego si? w szkole na Kowalach. Pytali czy pozwolimy zaprowadzi? ?ad w naszym obwodzie, bo grabie?e oraz gwa?ty na Kar?owicach i Kowalach s? ju? nie do zniesienia. Zgodzili?my si? na to ch?tnie.
Dzisiejszy dzie? mia? by? prób? nowego sposobu post?powania z Niemcami. Dotychczas akcje obejmowa?y na ogó? tylko jedn? dzielnic? lub zespó? budynków, obecnie za? naczelnicy ró?nych cz??ci miasta mieli dostarczy? na podstawie list lub wy?apa? (podkr. autora) bezpo?rednio z mieszka? okre?lon? ilo?? osób i dostarczy? w jedno miejsce.
Nadszed? okres intensyfikacji procesu polonizacji Wroc?awia. Dyrekcja kolei odda?a do dyspozycji 2 poci?gi do wysiedlenia Niemców. Chodzi o wyrzucenie oko?o 10.000 osób. Poniewa? jutro i pojutrze spodziewamy si? komisji angielskiej, przeto zdecydowano, ?e narazie b?d? mia?y miejsce tylko wysy?ki ochotników.
W tym miejscu nale?y przypomnie?  stanowisko w?adz polskich w sprawie wysiedlenia ludno?ci niemieckiej, „To czego obywatel niemiecki niezb?dnie do ?ycia potrzebuje, a wi?c jego niezb?dn? odzie?, obuwie, bielizn?, po?ciel, niezb?dne zapasy ?ywno?ci itp. (A zatem nie meble, obrazy, kryszta?y, dywany, domy itd.) pozostaje nadal jego w?asno?ci?, mo?e tym przedmiotem swobodnie dysponowa? i mo?e je zabra? przy wysiedleniu. Wszystko inne przechodzi na w?asno?? Skarbu Pa?stwa („Naprzód Dolno?l?ski” 1946 nr 72)”.
O jednej z akcji wysiedleniowej p. Jochelson pisa?: „W trakcie maksymalnego nasilenia akcji przyjecha? dr Taube i kaza? wystawi? wszystkim Niemcom zezwolenia na wyjazd do Rzeszy. Cz??? spo?ród nich odmówi?a przyj?cia dokumentów. Próbowa?em ich policzy?, robi?em nawet w tym celu zbiórki, ale bez bicia si? z tymi staruchami z wózkami i dzie?mi nie udawa?o si? to ?adn? miar? (podkr. autora).
O czwartej nakazano wymarsz na stacj?. P?óciennik, który przed po?udniem zwióz? do obozu nieco u?omnych i starców, teraz zdecydowanie nie dopisa?. Koni po prostu nie by?o. Zarekwirowa?em wi?c si?? fur? jakiego? miejskiego przedsi?biorstwa. Gdy oddali?em si?, rozmawiaj?c z prezydentem Górnym o szabrowaniu, mieszka?, fura uciek?a. Na szcz??cie prezydent dogoni? j? i zmusi? do przewiezienia...u?omnych na stacj?.
Taube zaproponowa?, ?ebym pojecha? na stacj?. Przedefilowa?em wi?c motocyklem wzd?u? przesz?o kilometrowego w??a skaza?ców na repatriacj?. Wózki, bety, starzy obojga p?ci, kobiety, dzieci, wszystko dysz?ce ze zm?czenia, uparcie pchaj?ce lub ci?gn?ce... Wstr?tny obraz... Ca?? drog? upstrzy?y porzucone przez nich pakunki, nieraz nawet na wózkach. A za pochodem gromada s?pów - sowieckich ?o?nierzy i cywilów - rzucaj?ca si? chciwie na ich rzeczy. Wsz?dzie p?acze i lamenty. Na dworcu kto? zemdla?. T? osobliw? defilad? przyjmowa? sam prezydent Wachniewski”.

W roku 1992 Stowarzyszenie Krzy?owa og?osi?o konkurs na pami?tniki. Przytocz? kilka wypowiedzi bior?cych w nim udzia? Polaków z Dolnego ?l?ska:
Powstawa?y konflikty mi?dzy przyjezdnymi a autochtonami. Powsta?y one na tle zrozumia?ych ró?nic kulturowych i obyczajowych, pog??bionych jeszcze przez wojn? i okupanta. Ko?ci? niezgody stawa?y si? cz?sto mieszkania.
Inny pami?tnikarz pisze o wyposa?eniu mieszkania: „Firany, kilimy, dywany  wszelki sprz?t, par? elektroluksów, maszyny do prania, fortepian, patefon, fotele, aparaty  fotograficzne, ogrodnicze narz?dzia, niekompletny motocykl i lampa kwarcowa”. Cz??? sprz?tów nieznana by?a polskiemu w?a?cicielowi.
Widzia?em jak brygada robotników wyrzuca?a wraz z rumowiskiem i ?mieciami dokumenty i jak je pó?niej palono - jako pozosta?o?? po nieprzyjacielu, które za wszelk? cen? trzeba zniszczy?. Stosunek nasz do pozosta?o?ci niemczyzny na Ziemiach Zachodnich by? bezceremonialny i barbarzy?ski. O tych faktach nie mo?na wspomina? inaczej jak tylko z g??bokim wstydem.
Do osiedla przybywa?o coraz wi?cej nowych osadników, najcz??ciej z centralnej Polski. Wodzirejem by? Antek: jak si? okaza?o, to w?a?nie on pozatyka? na wielu domach bia?o-czerwone chor?giewki ?wiadcz?ce o tym, ?e s? ju? zaj?te. Pewnego popo?udnia stan?? z towarzysz?cym mu osiedle?cem przed furtk? jednej z willi. Zacz?li si? dobija?. Nieoczekiwanie z mieszkania pad? strza? i Antek zosta? zabity. Nast?pnie Niemiec zabi? swoj? ?on?, podpali? dom, a sam pope?ni? samobójstwo.
Mo?e to zabrzmi jak herezja, ale ja do dzisiaj  na Dolnym ?l?sku - mimo grobów rodziców, brata., siostry, mimo urodzenia si? tutaj dziecka (dla którego ta ziemia jest ziemi? ojczyst?) - jestem cia?em, a sercem, dusz? tam, na Wschodzie.

Pan Jochelson pisze na str. 269: „Fragment mego pami?tnika, opisuj?cy wysiedlanie Niemców z terenu Kar?owic w dniach 1-2 pa?dziernika 1945 r, by? t? jego cz??ci?, której opublikowania chcia?em pod?wiadomie unikn??. Zastanawia?em si? nawet, czy w przypadku wydania drukiem ca?o?ci mych wspomnie?, nie usun?? go w ogóle. Jak jasno z tego wynika, deportacja przebiega?a w sposób niehumanitarny, poniewa? Niemcom dawano tylko 15 min. na zebranie i spakowanie ruchomo?ci, co by?o nieludzkie i sprzeczne z moralno?ci? chrze?cija?sk?...Dzi? poczuwam si? do winy, ?e zgodzi?em si? na wysiedlanie Niemców w ten sposób i dlatego do tych wysiedle?ców, którzy jeszcze ?yj?, zwracam si? z pro?b? o przebaczenie i przyj?cie mej pro?by jako zado??uczynienia - jednego, jakie w obecnej sytuacji jest mo?liwe”.
Niemiecki Bundesprezydent Richard von Weizsäker powiedzia? w 1987 roku: „My wszyscy, winni lub nie, starzy, czy m?odzi, musimy pogodzi? si? z przesz?o?ci?. Wszystkich nas dotkn??y jej skutki i wszyscy jeste?my za ni? odpowiedzialni. Starzy i m?odzi mo?emy i musimy sobie wzajemnie pomaga? zrozumie?, dlaczego tak wa?ne jest zachowanie pami??ci o przesz?o?ci. Nie chodzi o to, by upora? si? z przesz?o?ci?. Jest to niemo?liwe. Nie mo?na jej przecie? zmieni? lub wymaza?. Kto jednak ucieka od przesz?o?ci, nie widzi przysz?o?ci. Kto nie chce pami?ta? o barbarzy?stwie, ten staje si? podatny na nowe zagro?enia”.
M?dre s?owa, które powiedziane zosta?y do wszystkich ludzi dobrej woli.
Kanclerz niemiecki Willi Brandt w 1972 roku ukl?k? w Warszawie przed pomnikiem powsta?ców warszawskich, oddaj?c w ten sposób ho?d Polakom poleg?ym i zmar?ym w czasie wojny. Niemiecki Bundesprezydent Roman Herzog z?o?y? ho?d przy pomniku na Pawiaku. Kiedy podobny uk?on w kierunku zmar?ych w czasie wyp?dzenia Niemców i osób mówi?cych j?zykiem niemieckim jak i ?l?zaków wywiezionych na teren Rosji zrobi wysokiej rangi polski polityk?


PIOTR KALINOWSKI:
1-2-2002

"Œl¹skie rozprawianie"

"Opisy i realia w opowieœciach Anny Myszyñskiej, rodowitej Œl¹zaczki spod G³ogówka, s¹ jak najbardziej prawdziwe. Przebija z nich przywi¹zanie do tradycji ojców, do tej ma³ej Œl¹skiej ojczyzny, do wielce tu szanowanej przyrody oraz do ludzi, a zw³aszcza do jêzyka, którym pos³uguj¹ siê na codzieñ, œl¹skiego dialektu, w którym swoje wspomnienia spisa³a."prof. dr Feliks Pluta
"Mamy do czynienia z niepowtarzalnym tekstem, zapisem dokumentuj¹cym œwiadomoœæ i to¿samoœæ jêzykow¹ pokolenia Œl¹zaków rozpoczynaj¹cego doros³e ¿ycie w skomplikowanej rzeczywistoœci lat przed- i powojennych. Przy okazji dostajemy do rêki bardzo interesuj¹cy materia³ kulturowy, obyczajowy i zwyczajowy, zapis jednostkowych wydarzeñ, ale te¿ i g³êbszych refleksji o systemie wartoœci wa¿nych niegdyœ i dzisiaj dla tej czêœci Œl¹ska Opolskiego" red. Jan Goczo³

Wspaniale, iz Pani Anna zdecydowa³a siê swoje "Œl¹skie rozprawianie" wydaæ drukiem. W ten sposób otrzymujemy wgl¹d w sam¹ "duszê" naszej piêknej regionalnej kultury Œl¹ska Opolskiego. Osobiœcie cieszy mnie zw³aszcza jej integralna wizja, która jako taka uwzglêdniaæ musi równie¿ nieodzowny wymiar reigijny. Sam zreszt¹ juz termin "kultura" implikuje w jakiœ sposób tak¿e "kult"."bp A. Nossol

"Tytu³owe "œl¹skie rozprawianie" by³o te¿ istot¹ i najwiêksz¹ wartoœci¹ piêknego spotkania z okazji wydania ksi¹¿ki.
Wœród wielu kwiatów, gratulacji i ¿yczeñ, by³y równie¿ te od burmistrz, który powiedzia³:
-Pani Anna dokona³a rzeczy wielkiej-wyda³a ksi¹zkê.
O przygotowaniu ksi¹¿ki Anny Myszyñskiej wspominaliœmy kilkakrotnie przy okazji publikowania gwarowych opowieœci, które równie¿ znalaz³y siê w wydanym zbiorze. Pisaliœmy o ksi¹¿ce obszernie w grudniowej "Panoramie", gdy egzemplarz w tzw."szczotce" ju¿ by³ przygotowany do drukarni, a ca³e "przedsiêwziêcie by³o bliskie szczêœliwego fina³u".
Okaza³o siê, ¿e jeszcze pó³ roku by³o potrzebne, aby prze³amaæ wszystkie trudnoœci. I wreszcie "Œl¹skie rozprawianie" jest - piêknie wydane, zrecenzowane przez autorytety, opatrzone s³owem wstêpnym i s³ownikiem terminów gwarowych. Z dedykacj¹ podwójn¹: rodzicom ("bo dziêki nim mia³am szczêœliwe dzieciñstwo i uwierzy³am w dobroæ ludzi") i "ukochanej siostrze Marice, za wyrozumia³oœæ i wsparcie w trudnych chwialach ¿yciowych".
Siostra na uroczystym spotkaniu by³a najbardziej honorowym goœciem, choæ goœci szacownych, dostojnych i oficjalnych , a tak¿e przyjació³ i znajomych (a wœród nich i serdecznych sponsorów)- przyby³o na ten wieczór bardzo wielu z ró¿nych stron i ró¿nych instytucji. Du¿a sala Urzêdu Miasta i Gminy by³a pe³na.
Jan Goczo³ - poeta, prezes Opolskiego Towarzystwa Kulturalno-Oœwiatowego powiedzia³:- Ta ksi¹¿ka, to wiarygodne œwiadectwo, ¿e ŒL¥SK JEST. Jêzyk jest zawsze pierwszym, spontanicznym wyrazem naszej to¿samoœci. Z uznaniem i szacunkiem podziwiaæ nale¿y trud spisywania, przywo³ywania w³asnych wspomnieñ i obserwacji wspó³czesnej rzeczywistoœci. A Bialskiemu Towarzystwu Kulturalno-Oœwiatowemu tylko pozazdroœciæ tak piêknie wydanej ksi¹¿ki, która jest przyk³adem , ¿e JEDNAK MO¯NA.
Feliks Pluta- recenzent i konsultant do spraw jêzykowych przyzna³, ¿e z przyjemnoœci¹ podj¹³ siê tego zadania:
-Mieœci³o siê ono w moich w³asnych badaniach i zainteresowaniach, a ten w³aœnie dialekt jest mi bardzio bliski.
Autorka by³a tak wzruszona, ¿e trudno jej by³o mówiæ coœ wiêcej ponad WIELKIE PODZIÊKOWANIE WSZYSTKIM, którzy pomogli i którzy przyszli na spotkanie. Szczególn¹ rolê najpierw w popularyzacji gwarowych gawêd, a potem w prowadzeniu ca³ej batalii o wydanie ksi¹¿ki - spe³nili dziennikarze Radia OPOLE- Danuta Starzec i Andrzej Rusak.
O Annie Myszyñskiej mówili inni. Zbigniew Komarnicki - prezes BTKO nazwa³ j¹ "kobiet¹ stanowcz¹ i... niezwalczon¹". O tej walce wspomina³ te¿ burmistrz - Henryk Ma³ek, o walce nieustêpliwej z przeciwnoœciami ,z urzêdnikami i z nim samym, ale po to, aby w efekcie móc sie dzieliæ wspóln¹ radoœci¹.
Wszyscy w tym spotkaniu "rozprawiali" o Œl¹sku i po œl¹sku. A zespó³ "Silesia" z £ubian przyjecha³ specjalnie œpiewaæ, przy tekiej okazji "z ogromnym wzruszeniem"- co przyzna³ Krystian Czech -szef zespo³u:- Kiedyœ nam sie wydawa³o -powiedzia³- ¿e tylko my po œl¹sku gadamy, ale jak widaæ wszêdzie jest ta piêkna gwara.
A œpiewaj¹ca w zespole Ganriela Dworakowska - kiedyœ zreszt¹ uhonorowana tytu³em "Œl¹zaczki Roku" - te¿ powiedzia³a jedn¹ z agwêd A. Myszyñskiej - o tym jak to by³o "u fotografa", a potem z dedykacja dla pani Anny œpiewali "Dzieweczko ze Œl¹ska". Opowieœci "o t³uczeniu mas³a","jak to pierwej by³o przy sianie", "o sklepach na wsi","o telewizorze"- przekazywali przygotowani przez Krystynê Pierskallê uczniowie ze szko³y w Gostomii, ale te¿ goœcinnie Daria Kozio³ek z Kierpnia (uczennica szko³y w G³ogóku). A Stanis³aw M³ynarski z G³ogówka przedstawi³ wiersz Anny Myszyñskiej "Mój Górny Œl¹sk".
Ca³oœæ wieczoru przygotowa³a i prowadzi³a El¿bieta Malik. By³y te¿ d³ugie, mniej ju¿ oficjalne rozmowy i ko³acz i kawa , a przede wszystkim wraz z ¿yczeniami i gratulacjami du¿o, du¿o kwiatów.(...)"
autor:Marek Karp
Panorama Bialska Nr 7(85)- LIPIEC 1999- ROK X - ISSN 1232-7352

--------------------------------------------------------------------------------
ISBN 83-903779-6-9
Projekt ok³adki i zdjêcia: Anna Myszyñska
Opracowanie redakcyjne: Paw³ Latko
Konsultacja jêzykowa:: prof.Feliks Pluta
Wydawca: Bialskie Towarzystwo Kulturalno-Oœwiatowe
Sk³ad: Zak³ad Poligraficzny "ZG" Malnia, tel.(077) 467 17 05
Bia³a Prudnicka - 1999r.
Druk i oprawa: Wydawnictwo i Drukarnia Œw. Krzy¿a w Opolu

Po co Ślązakom potrzebny jest naród? Niebezpieczne związki między autonomią i nacjonalizmem

Elżbieta Anna Sekuła

Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne

Warszawa 2009

Seria: pejzaże społeczne

ISBN 978-83-60501-54-2

Wydanie I

Liczba stron: 420

Format: 148mm x 210mm



Elzbieta Anna Sekula


  




Książka stanowi próbę powiązania problemu powstawania i odradzania się ruchów etnicznych i narodowych z obserwowanym od dawna zanikiem więzi wspólnotowych, a także osamotnieniem jednostki w świecie późnej nowoczesności. Autorka wskazuje i objaśnia – poprzez badania i ich analizę – działania inne (polityczne, gospodarcze, finansowe etc.), ukryte motywacje towarzyszące takim napięciom społeczno-kulturowym.

Mój entuzjazm rósł w miarę czytania. Ta książka napisana z zamiarem naukowym, zachowuje ton niemal osobistego wyznania. Powinien po nią sięgnąć  każdy, kto nie rozumie problemu Śląska, a przede wszystkim Ślązaków, budzącego w polskiej świadomości społecznej tyle fałszywych mniemań.

Pisze autorka: „Dzisiaj Polska staje przed historyczną szansą zmiany podejścia do kwestii traktowania odrębności kulturowej i narodowościowej na Górnym Śląsku. Czy zechce z niej skorzystać?”

I jeszcze: „Ślązacy… chcą samodzielności w ramach organizmu powiązanego z innymi regionami w Polsce znacznie swobodniej niż ma to miejsce dzisiaj… i dali temu wyraz w trakcie ostatniego Spisu Powszechnego, gdy blisko dwieście tysięcy ludzi przyznało się do narodowości, której oficjalnie nie ma i nigdy nie było... Czy dostaną taką szansę?… Tego nie wiemy, na razie widać jedynie kierunek. A ten nie wydaje się zły”.

Henryk Waniek

Kiedy przed laty byłem niewprawnym przewodnikiem autorki książki po śląskim świecie traktowałem jej zainteresowanie regionem jako intelektualną fanaberię, a podziw dla ziemi z uśmiechu Boga, jak o Śląsku pisał Gustaw Morcinek – jako neoficki zachwyt. Ot, zwykły homo novus w grupie nobilów. Myliłem się jednak, gdyż pasja śląskoznawcza przetrwała i stale się nasila, a nomadyczne usposobienie E.A. Sekuły skutecznie jej sprzyja.

Marek S. Szczepański

z Przedmowy

  <>dr Elżbieta Anna Sekuła – kulturoznawca i socjolog. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Kultury i Komunikowania SWPS w Warszawie. Współzałożycielka Ośrodka Badań Przestrzeni Publicznej oraz Fundacji Obserwatorium. Zajmuje się między innymi badaniem Górnego Śląska, przestrzeni miejskiej, kiczu i problematyki związanej z nacjonalizmem. Ślązaczka z przekonania.  <>
Seria Pejzaże społeczne

to seria wydawnicza o zagadnieniach społeczno-kulturowych ważnych dla Polski i Polaków na początku XXI wieku, często wzbudzających szczególne zainteresowanie i kontrowersje.

  <>Spis rzeczy:

Przedmowa, albo o sztuce stawiania pytań  i sztuce intelektualnych podejrzeń Marek S. Szczepański

Początek

Rozdział 1. Nie mamy tego za sobą

Rozdział 2. Miejsce czasu

Rozdział 3. Wojna śląsko-śląska

Rozdział 4. Jestem Ślązaczką

Rozdział 5. Natio ludens

Rozdział 6. Nowoczesny – późny – nowoczesny

Nie koniec. Zaimki uspołecznione

Inspiracje i źródła

 


INFORMACJE

Maria Czarnocka, e-mail: maria_czarnocka@waip.com.pl

tel. 022 21 32 703, kom. 0 601 251 232

 


Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne Sp. z o.o.

Grupa Kapitałowa WSiP S.A., ul. J. Pankiewicza 3, 00-696 Warszawa

Spółka zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy, XII Wydział Gospodarczy, Nr KRS 0000247972 NIP 7010002168 Kapitał zakładowy: 2.958.000,- zł, kapitał wpłacony 2.958.000,- zł


www.republikasilesia.com/ksiyngarnio