***SILESIA JOURNAL***
WELCOME TO SILESIA JOURNAL !
WITOOMY W SILESIA JOURNAL!
Willkommen im Schlesischen Journal!
Vitame Vas ve Slezkem Journalu!
JYNZYK S'LOONSKI

SILESIA HOME PAGE - BIZNET1

Godac' umisz po s'loonsku a pisac' tyrz? Witoomy wszyskich kerzi sie hcoom nauczyc' poprawnego jynzyka -  gotki s'loonskij we pisaniu. Jak mosz co do dodanio to pisz

Joozek Kulish
msz@republikasilesia.com

ELEMYNTORZ DO DZIECI S'LOONSKIH

KOOMYNTORZE - SAM SIE MOGESZ WYPOWIEDZIEC':
http://republika-silesia.ning.com/forum/categories/jynzyk-sloonski/listForCategory


SUOWNIK S'LOONSKI - SILESIAN DICTIONARY
SUOWNIK S'LOONSKO CZESKI - JAN KLAUS - CZECH - SILESIAN DICTIONARY


    Jynzyk s'loonski to sprawa, jako mie bardzo mocno interesuje, morze
nawet jes to moja obsesjo.

Jerzeli hcymy, rzeby nasza kulura przetrwaua, muszymy miec' jynzyk. Moim
zdaniym to jes nojwarzniejsze.
Rzeby nasza mowa szuo nazwac' jynzykiym, musi uoona speunic' dwa warunki:
    - musi noom dac' poczucie swojskos'ci,
    - musi sie kojarzyc' z czyms' piyknym, musi dowac' poczucie piykna
ludzioom sie nioom posugujooncym.
To drugie jes bardzo warzne. Jynzyk mo bardzo srogi wpuyw na psychika
cowieka. Dopuki niy bydziymy mieli poczucio, rze nasz jynzyk jes piykny,
bydziymy sami siebie i siebie nawzajym uwarzac' podswiadoomie za gorszych i
zawsze bydziymy przegrywac' z innymi (na wuasne rzyczynie). Sprawny i piykny
jynzyk to kolosalny boonus dziynki kierymu ludzie z innych stroon s'wiata
mogoom sie peunij uozwinoonc' i bez to majoom nad nami przewaga.
    Zdaje mi sie, rze my wszyscy niy zdowoomy se z tego sprawy. Hcymy
godac', ale niy dboomy uo to, rzeby godac' piyknie.
    Rzeby jynzyk dowou poczucie piykna, po piyrsze musi byc'
uporzoondkowany. Niy morze byc' tak, rze karzdy to samo suowo pisze inaczyj.
Reguuy pisownie muszoom byc' przejrzyste i logiczne. Poza tym musi byc
uporzoondkowane suownictwo i gramatyka. Niy morze byc' tak, rze w suowniku
(na stroonie RepublikaSilesia) pod literoom "g" jes i suowo "glacok" i
"gupielak". Trza sie zdecydowac', czy bydziymy urzywac' s'loonskij
koon'coowki "-ok" czy mazowieckij "-ak". Przejrzystosc', logika i
uporzoondkowanie soom (wbrew tymu co sie dzisiej niy roz pisze) istotnym
warunkiym piykna. Dziwi mie, rze S'loonzoki, kierzi podobno majoom
zamiuowanie do porzoondku, do tyj pory niy zadbali uo to, rzeby
uporzoondkowac' swooj jynzyk!
    Po drugie, muszoom sie znojs' ludzie, kierzi pokorzoom noom, jak tego
naszego jynzyka jynzyka piyknie urzywac'. Muszoom sie pojawic' wiersze,
powies'ci, epopeje itp, rzeby byuo sie na czym wzorowac' i kogo nasladowac'.
A wszyscy muszoom dbac' uo to, rzeby po s'loonsku niy godac' byle jak.
    To tyla uo jynzyku. Jak na obsesjo - styknie.

Joozek,

Politehnika Gliwicko



Nasze narzecze jest pociemnia³e i twarde
Jak drzewo, które d³ugo le¿a³o pod wodš.
W naszym narzeczu mówimy niewyraŸnie i
Cicho, bowiem jêzyki nasze sš podciête.
Nasze narzecze rozumie Pan Bóg, a tak¿e
Œmieræ - czujemy to wieczorami, przed zaœniêciem.

Jan Goczo³
 

Potrzebujemy jêzyka !

Nasza mowa wymiera. Jak mówi czasami prof. Miodek, „wycofuje siê”. Mo¿na jš jeszcze us³yszeæ na terenach wiejskich, zdala od centrów kulturalnych, raczej od ludzi starszych wiekiem. M³odzi mieszkañcy miast, ludzie lepiej wykszta³ceni, choæ przewa¿nie jeszcze nieŸle jš rozumiejš, nie chcš siê ju¿ niš pos³ugiwaæ.
Dla wielu ludzi nie znajšcych mowy œlšskiej z domu, gdzie u¿ywa³o siê jej w sposób naturalny, lub s³abo jš pamiêtajšcych, mówienie po œlšsku oznacza po prostu mówienie byle jakš „wsiowš” lub slangowš polszczyznš. Wielokrotnie spotka³em Polaków, którzy wyczuwajšc mój œlšski akcent, byæ mo¿e chcšc mi zrobiæ przyjemnoœæ, starali siê mówiæ do mnie, jak im siê wydawa³o, po œlšsku. W istocie mówili byle jakš polszczyznš, wplatajšc w niš parê znanych z kabaretów niemiecko brzmišcych s³ów, ca³e mnóstwo polskich wyra¿eñ slangowych a tak¿e co nieco wulgaryzmów. Walnie do rozpowszechnienia siê tego przekonania przyczyniajš siê media, które lansujš kabaretowo - jarmarczny i prymitywny model œlšskoœci.
Tak¿e i my, Œlšzacy wyroœli i wychowani w œlšskich domach, w „atmosferze” œlšskiej mowy, choæ jš kochamy, te¿ w jakiœ sposób mamy poczucie jej brzydoty i gorszoœci. Bez psychicznych barier potrafimy rozmawiaæ po œlšsku z rodzeñstwem, z rodzicami i krewnymi. Do nich „goda³o sie” od zawsze, przed nimi nie ma sensu siê ukrywaæ. W kontaktach z nieznajomymi mówienie „po naszymu” przychodzi nam z trudnoœciš. Nie umiemy te¿ rozmawiaæ po œlšsku z ludŸmi, przed którymi czujemy respekt, z prze³o¿onymi, ze starszymi, z nauczycielami. Pracujšc jako nauczyciel na uczelni wielokrotnie zaobserwowa³em to zjawisko, próbujšc na zajêciach zagadywaæ gwarš do studentów, aby i ich sprowokowaæ do tego samego. Czêsto wychodzi³ z tego be³kot. Widzia³em, ¿e oni, mimo ¿e chcš mówiæ po œlšsku, jakoœ nie potrafiš. Zaczynajš siê jškaæ, mieszajš s³owa polskie ze œlšskimi a tak¿e z ró¿nymi wyra¿eniami slangowymi.
Rozmawianie z kimœ „po naszymu” tršci pewnš poufa³oœciš, która k³óci siê z dystansem, jaki odczuwamy w stosunku do niektórych ludzi. Nie potrafimy w naszej mowie znaleŸæ form adekwatnych do wyra¿ania szacunku, jaki w naturalny sposób z naszej strony pewnym osobom siê nale¿y. Nie umiemy mówiæ w sposób elegancki i uroczysty.
Wielkim i smutnym szokiem by³o dla mnie odkrycie, ¿e dwaj moi znajomi, rodowici Œlšzacy, do swoich ma³ych dzieci mówiš po polsku. Sami na co dzieñ mówiš gwarš, tak rozmawiajš ze swoimi ¿onami, tak zwracajš siê do krewnych. Kiedy zapyta³em dlaczego, us³ysza³em, ¿e to jakoœ samo tak wysz³o, ¿e inaczej nie potrafiš. Mówili to ze smutkiem, myœlê wiêc, ¿e nie ma w tym wyrachowania i konformizmu. Nasza mowa nie daje poczucia piêkna. Podobnie jak my, mówišc do kogoœ, komu chcemy okazaæ szacunek, podœwiadomie czujemy, ¿e bardziej adekwatne bêdzie u¿ycie jêzyka literackiego, tak rodzice, chcšc swym dzieciom daæ to, co najlepsze, podœwiadomie przechodzš na polski.
Jesteœmy wiêc rozdarci, jak ta Judymowa sosna. Z jednej strony nasza mowa kojarzy siê nam z tym, co bardzo osobiste i intymne, z naszym domem rodzinnym, ze swojskoœciš, z bezpieczeñstwem, z mi³oœciš. Chcemy wiêc jš zachowaæ. Z drugiej strony czujemy, ¿e jest ona gorsza, brzydsza, ¿e brak w niej piêkna. W naszym narzeczu mówimy wiêc niewyraŸnie i cicho bo jêzyki nasze sš podciête ...
To odczucie gorszoœci, bylejakoœci jêzyka automatycznie przenosi siê na ludzi siê nim pos³ugujšcych. Sami postrzegamy naszych pobratymców jako bardziej pospolitych, mniej godnych szacunku. Ch³opcy godajšcy po œlšsku uwa¿ani sš za mniej atrakcyjnych, dziewczyny za brzydsze. Ten stosunek dotyczy wreszcie samooceny cz³owieka. Sami siebie oceniamy jako mniej wartoœciowych. Wobec Polaków mówišcych „poprawnie” po polsku odczuwamy kompleks ni¿szoœci. Albo t³umišc w sobie ¿al próbujemy siê do nich dostosowaæ, albo zazdroszczšc im separujemy siê i okopujemy w naszej œlšskoœci, razem z jêzykiem odrzucajšc wy¿szš kulturê, piêkno i intelekt.
 Wielokrotnie zastanawia³em siê, dlaczego tak jest. Co jest Ÿród³em upoœledzenia naszej mowy. Niewštpliwie ogromne znaczenie majš tu przyzwyczajenia ludzi, nabyte podczas dziesiêcioleci pieczo³owitego niszczenia jej, rugowania ze szkó³, mediów i innych miejsc publicznych oraz przedstawiania jej jako mowy niewykszta³conych wieœniaków i roboli, niegodnej cz³owieka kulturalnego. Ale czy przyczyna takiego stanu rzeczy jest tylko na zewnštrz? Dlaczego nasza mowa nie daje tego odczucia piêkna, które mamy s³uchajšc np. poezji w dobrym wykonaniu, albo oglšdajšc przedstawienie teatralne. Czy przyczyna po czêœci nie tkwi w nas samych, poniewa¿ sami nie szanujemy naszej mowy mówišc chaotycznie i byle jak? Czasami mo¿na jeszcze us³yszeæ starszych ludzi godajšcych piêknie, a¿ serce roœnie i chce siê ich s³uchaæ i s³uchaæ. Oni pamiêtajš jêzyk, jakiego u¿ywa³o siê dawniej, kiedy jeszcze nie by³o telewizji a w niej „Nauki jazdy” i „Œwiêtej wojny”. Jak niestety rzadkie jest to zjawisko!
 Có¿ jest przyczynš takiego a nie innego odczucia estetycznego? Dlaczego jedne rzeczy odczuwamy jako piêkne, a inne jako brzydkie? Czy sš to tylko pewne przyzwyczajenia ludzi, moda, która siê zmienia i ka¿e nam raz lubiæ ma³e zielone samochody o kanciastych kszta³tach, a za dwa lata auta du¿e, bordowe i raczej zaokršglone? To te¿. Ale czy jest pod tym ca³ym blichtrem coœ, co siê nie zmienia co sezon, jakaœ trwa³a i prawdziwa wartoœæ? Myœlê, ¿e tak. Zapewne zaprotestuje teraz wiele postmodernistycznych autorytetów, ale moim zdaniem warunkiem koniecznym (choæ nie wystarczajšcym), ¿ebyœmy mogli odczuwaæ coœ jako piêkne jest pewna starannoœæ „wykonania”, wewnêtrzna spójnoœæ i logika, harmonia i porzšdek. Dlatego wolimy rzeczy wykonane porzšdnie od tych zrobionych tandetnie. Dlatego lepiej czujemy siê rozmawiajšc z kimœ uczesanym i ubranym porzšdnie ni¿ z kimœ rozczochranym ubranym w zwisajšce spodnie z których wystaje pognieciona koszula.
 To powišzanie piêkna z porzšdkiem by³o intuicyjnie odczuwane przez ludzi od dawna, myœlê nawet, ¿e dawniej by³o ono odczuwane znacznie wyraŸniej ni¿ obecnie. Dlatego Polacy s³owo „³adny” wywiedli od s³owa „³ad”. Dlatego s³owo „kosmetyki”, czyli upiêkszacze, pochodzi od greckiego s³owa „kosmos” oznaczajšcego w³aœnie porzšdek, ³ad, który Grecy przeciwstawiali chaosowi, czyli nieporzšdkowi i zamieszaniu.
Problem polega na tym, ¿e nasza mowa tego podstawowego warunku nie spe³nia. Nasza mowa nie jest uporzšdkowana. Nasza mowa jest chaosem a nie kosmosem i dlatego tak trudno jest nam mówiæ porzšdnie i piêknie, dlatego czêsto odczuwamy jš jako brzydszš i gorszš. I myœlê, ¿e wielu z nas uwierzy³o ju¿, ¿e tak to ma byæ. Tak jak kiedyœ polska szlachta wierzy³a, ¿e „Rzeczpospolita nierzšdem stoi”, tak my za resztš kraju pozwoliliœmy siê przekonaæ, ¿e istotš mówienia po œlšsku jest po prostu mówienie byle jak po polsku. Oklaskujemy i wynosimy na szczyty popularnoœci ludzi czêsto prymitywnych, sprowadzajšcych naszš mowê i tradycjê do poziomu rynsztoka.
To poczucie piêkna jêzyka, a raczej jego brak, oddzia³uje i na nasze zewnêtrze i na nasze wnêtrze. W oddzia³ywaniu na zewnštrz jêzyk mo¿na by przyrównaæ do ubrania. Ka¿dy z nas chce siê ubieraæ starannie i ³adnie. Nie mam tu na myœli gonienia za ka¿dš nowš modš. Mam na myœli to, co jest zdrowe, czyli unikanie niedbalstwa. Naturalne jest, ¿e chcemy byæ schludni i ubieraæ siê w czyste, wyprane rzeczy. Na specjalne okazje, np. wtedy gdy chcemy podkreœliæ uroczysty charakter jakiegoœ wydarzenia, albo komuœ okazaæ szacunek, ubieramy siê szczególnie elegancko. Uwa¿alibyœmy za gruby nietakt, gdyby ktoœ poszed³ do œlubu w potarganych d¿insach. Podobnie nie wypada iœæ na sumê do koœcio³a w przepoconej podkoszulce, adidasach i szortach - nie idzie siê przecie¿ na spotkanie z byle kim, tylko z samym Panem Bogiem. Jêzyk pe³ni podobnš funkcjê „zewnêtrznš”. Spotykajšc ludzi chcemy „ubieraæ siê” w porzšdny, czysty i schludny jêzyk. Jeœli do naszego rozmówcy mówimy byle jak, manifestujemy w ten sposób brak szacunku. Podobnie, jeœli ktoœ mówi do nas ³adnie, postrzegamy go jako wartoœciowszego cz³owieka i sami te¿ czujemy siê dowartoœciowani, bo okazano nam szacunek.
Ale jêzyk ma te¿ funkcjê wewnêtrznš. Jêzyk jest nie tylko narzêdziem do komunikowania siê ludzi miêdzy sobš. Jest to te¿ narzêdzie do komunikowania siê cz³owieka z samym sobš. Jêzyk jest w pewnym sensie „ubraniem” dla naszego intelektu, albo inaczej „narzêdziem do myœlenia”. Myœlimy zawsze w jakimœ jêzyku. Nawet jeœli nie wszystkie myœli wypowiadamy na g³os, zawsze formu³ujemy je za pomocš jêzyka. Uwa¿am wiêc, ¿e kszta³t tego „ubrania”, albo sprawnoœæ „narzêdzia” majš kolosalny wp³yw na to, co myœlimy i kim jesteœmy. Jak skar¿š siê czasami fizycy i filozofowie, wielu rzeczy nie potrafimy zrozumieæ, bo w znanym nam jêzyku brakuje odpowiednich s³ów i konstrukcji, ¿eby je wyraziæ. Jeœli nasz jêzyk jest nieuporzšdkowany i byle jaki, ca³e nasze myœlenie jest byle jakie. Jeœli nasz rozum jest byle jaki, ca³e nasze ¿ycie jest byle jakie. Je¿eli sam do siebie mówiê byle jak, to znaczy, ¿e sam sobie nie okazujê szacunku i sam siebie uwa¿am za mniej wartoœciowego. Czêsto wydaje mi siê, ¿e wielu z nas z tej bylejakoœci uczyni³o swojš ¿yciowš filozofiê. Jest to rodzaj jakiegoœ samobójstwa duchowego. I powstaje w naszej psychice g³êbokie pêkniêcie, bo przecie¿ z drugiej strony cenimy sobie ³ad i porzšdek.
P³k. Ignacy Kowalczewski, oficer z polskiego garnizonu stacjonujšcego przed wojnš w Tarnowskich Górach, napisa³ w swoim pamiêtniku: „Niewštpliwie górujemy nad Œlšzakami kulturš spo³ecznš i towarzyskš, a szczególnie najdoskonalszym narzêdziem ludzkim - mowš poprawnš. Choæ wielu z nich stoi od nas na pewno znacznie wy¿ej pod wzglêdem intelektualnym, czy te¿ mo¿liwoœci materialnych ...”  Czy czasem tu nie tkwi Ÿród³o naszego upoœledzenia w ¿yciu spo³ecznym, naszego wiecznego kompleksu ni¿szoœci, który ka¿e nam dystansowaæ siê od kultury i edukacji, który powstrzymuje nas przed podejmowaniem ¿yciowych i cywilizacyjnych wyzwañ i sprawia, ¿e na wolnym rynku idei i dóbr znowu jakby zaczynamy pozostawaæ w tyle, choæ podobno jesteœmy pracowitsi, bardziej zdyscyplinowani i wytrwali? Czy nie jest to jedna z przyczyn tego, ¿e lud porównywalnie liczny jak niejeden europejski naród nie potrafi wydaæ z siebie doœæ ludzi œwiat³ych, wreszcie pochodzšcych stšd, którzy potrafiliby wyprowadziæ region z zapaœci? Czy to, ¿e cišgle przegrywamy z przyjezdnymi ze Wschodu i z Zachodu nie wynika z tego, ¿e oni majš nad nami tê kolosalnš przewagê w postaci najdoskonalszego narzêdzia ludzkiego - mowy poprawnej ?
Nie samym chlebem cz³owiek ¿yje. Cz³owiek potrzebuje piêkna. Pan Bóg stworzy³ nas na swoje podobieñstwo i wpisa³ w nasze serca têsknotê do piêkna razem z pragnieniem dobra. Potrzebujemy piêkna tak samo, a mo¿e nawet bardziej, ni¿ jedzenia i powietrza. Tylko ¿e o ile zawsze ceniliœmy dobroæ, to nasza ascetyczna mentalnoœæ kaza³a nam siê do piêkna odnosiæ z rezerwš. Traktowaliœmy je zawsze nieco podejrzliwie, mylšc je z blichtrem i przemijajšcš modš, uwa¿ajšc je za zastrze¿ony dla mo¿nych tego œwiata zbytek i fanaberiê a nawet za grzech. Rzadko te¿ go szukaliœmy. Obawiam siê, ¿e nie potrafiê nawet w naszej godce znaleŸæ s³owa odpowiedniego do nazwania tego pojêcia!
A natury ludzkiej oszukaæ siê nie da. Od pewnego czasu zastanawia mnie pewien fenomen. Œlšsk zawsze s³ynš³ z zami³owania do muzyki. Podobno mamy obecnie na Œlšsku najprê¿niejsze œrodowisko muzyczne w Polsce a œlšscy kompozytorzy znani sš na œwiecie. Ksiê¿a z kolei chwalš œpiew wiernych w koœciele, który podobno cišgle jeszcze wyraŸnie odró¿nia nas od reszty kraju. Czy nie ma tu kontrastu w stosunku do ubóstwa naszego regionu w dziedzinie sztuk zwišzanych ze s³owem, tj. literatury i teatru? Czy nie jest tak, ¿e wobec braku jêzyka, który by³by nasz i jednoczeœnie by³by wystarczajšco szlachetnym i doskona³ym tworzywem dla twórczoœci artystycznej, nasza têsknota za piêknem wyra¿a siê w muzyce, która podobno jest „jêzykiem miêdzynarodowym”? Czy nie jest to œwiadectwo jakiegoœ okaleczenia? Bo muzyka jest jêzykiem serca a nie umys³u i normalnego jêzyka zastšpiæ nie mo¿e.
Jeœli wiêc chcemy przetrwaæ, jeœli chcemy siê normalnie rozwijaæ, potrzebujemy jêzyka. Potrzebujemy jêzyka, który by³by nasz, tj. dawa³ nam poczucie swojskoœci, i jednoczeœnie dawa³ nam poczucie piêkna. Warunkiem koniecznym przywrócenia naszej mowie piêkna jest jej uporzšdkowanie. Dziwiê siê, ¿e Œlšzacy, podobno majšcy przywišzanie do porzšdku „zakodowane w genach”, nie zdobyli siê do tej pory na to, ¿eby uporzšdkowaæ swojš mowê!
Œrodkiem do uporzšdkowania naszej mowy jest jêzyk pisany. Dlaczego jêzyk pisany? Po pierwsze dlatego, ¿e porzšdkujšc naszš mowê musimy siê jej niejako na nowo nauczyæ. Forma pisana jest mniej ulotna ni¿ mówiona. Znacznie ³atwiej jest rozpowszechniaæ teksty pisane ni¿ nagrania dŸwiêkowe. Znacznie ³atwiej jest siê z nich uczyæ. Po drugie, jêzyk pisany, jako bardziej trwa³y i ³atwiejszy do udokumentowania od mówionego, wymusza wiêkszš starannoœæ. Pisanie po œlšsku zmusi nas do u¿ywania naszej mowy z wiêkszym szacunkiem, namys³em i w sposób bardziej œwiadomy.
Wielokrotnie s³ysza³em opinie, ¿e nie jest nam potrzebny standard jêzyka pisanego. Mo¿na przecie¿ zapisywaæ teksty „fonetycznie”, u¿ywajšc regu³ ortograficznych jêzyka polskiego, do których przywykliœmy. Tymczasem ka¿dy cz³owiek mówi trochê inaczej, a s³yszy jeszcze inaczej. Jeœli ka¿dy bêdzie zapisywa³ s³owa tak, jak je s³yszy i jak mu siê wydaje, ¿e jest dobrze, powstanie z tego tylko zamieszanie. W³aœnie z takš sytuacjš mamy do czynienia w tej chwili. Ostatnio przecie¿ nawet doœæ sporo pisze siê po œlšsku a tak¿e w innych gwarach. I okazuje siê, ¿e tzw. pisownia „fonetyczna” jest w rzeczywistoœci tylko pewnš gwarowš stylizacjš standardowej polszczyzny, w dalece niedoskona³y sposób odzwierciedlajšcš fonetykê mowy, która jest zapisywana. Ktoœ, kto nie zna gwary z domu, nie jest w stanie takiego tekstu dobrze przeczytaæ. Z tego powodu wspania³š ksiš¿kê kœ. Tischnera „Historia filozofii po góralsku” trzeba by³o uzupe³niæ kilkoma kasetami magnetofonowymi z nagranš mowš prawdziwych Podhalan!
Na dodatek, czego zresztš mo¿na siê by³o spodziewaæ, ka¿dy autor zapisuje „fonetycznie” jêzyk inaczej. Zdarza siê, ¿e w tekstach tego samego autora to samo s³owo zapisywane jest na kilka sposobów. To potêguje odczucie chaosu i niedoskona³oœci naszej mowy. To bardzo utrudnia odbiór tekstów, bo cz³owiek czyta oczami a nie uszami! Jeœli nie ma przejrzystych regu³ ortograficznych i gramatrycznych, jeœli nie ma ustalonego sposobu zapisywania poszczególnych s³ów, jeœli ka¿dy robi to inaczej, to czytajšc taki tekst musimy sobie ka¿de s³owo niejako powtórzyæ w myœlach, ¿eby je zrozumieæ. To sprawia, ¿e czytanie jest czasoch³onne i mêczšce. W taki sposób czytajš tylko dzieci uczšce siê czytaæ. Doros³y cz³owiek czyta oczami, bez powtarzania s³ów w pamiêci kojarzšc do razu cišg znaków z jego znaczeniem. Postêp cywilizacyjny wymusza na nas koniecznoœæ szybkiego „przetwarzania” coraz wiêkszych iloœci informacji tekstowej. Ostatnio modne sta³o siê nawet tzw. szybkie czytanie. Ludzie sš sk³onni drogo p³aciæ za naukê tej umiejêtnoœci, organizuje siê zawody, a najlepsi sš podobno w stanie przeczytaæ kilkusetstronicowš ksiš¿kê w pó³ godziny. Jeœli nie dopracujemy siê powszechnie zaakceptowanego standardu, wtedy pisany œlšski nigdy nie stanie siê sprawnym narzêdziem porozumiewania siê ludzi miêdzy sobš.
Jêzyk pisany w pewnym stopniu “¿yje” niezale¿nie od jêzyka mówionego. Mšdrze przemyœlany i nie uzale¿niony sztywno od wymowy standard jêzyka pisanego stwarza przy tym szansê na to, ¿e bêdziemy mieli jedno œlšskie pismo a mieszkañcy poszczególnych czêœci naszej ma³ej ojczyzny bêdš mogli zachowaæ specyficzne cechy swoich gwar, które, jak wiadomo, ró¿niš siê od siebie.
Nie oszukujmy siê, ¿e we wspó³czesnym zglobalizowanym œwiecie, pod ogromnym naciskiem mediów, nasza mowa przetrwa d³ugo jako gwara. W tej chwili wydaje siê, ¿e obserwujemy jej „rewitalizacjê”, wydawane sš ró¿ne ksiš¿ki po œlšsku, organizuje siê konkursy gwary itp. Jednoczeœnie z „rewitalizacjš” obserwujemy jednak tendencjê do zamykania naszej mowy w swoistym cepeliowym rezerwacie albo muzeum osobliwoœci. S³ysza³em jakiœ czas temu wypowiedŸ prof. Miodka, który stwierdzi³, ¿e bardzo nie lubi, gdy do konkursu „Po naszymu, po œlšsku” zg³aszajš siê ludzie mówišcy gwarš z nalecia³oœciami inteligenckimi, tj. wtršcajšcymi do swoich wypowiedzi wymawiane po œlšsku s³owa zapo¿yczone z polskiego a oznaczajšce ró¿ne pojêcia abstrakcyjne. Prof. Miodek stwierdzi³, ¿e to nie jest autentyczna gwara i ¿e on jako juror takich kandydatów natychmiast odrzuca. W takim stwierdzeniu zawarte jest przekonanie, ¿e po pierwsze gwara jest jêzykiem zarezerwowanym tylko dla ludzi niewykszta³conych, po drugie, ¿e gwara musi byæ jêzykiem ju¿ zamkniêtym, tj. ¿e nie mo¿e ona rozwijaæ siê, przyjmowaæ nowych s³ów i rozszerzaæ swojego zakresu zastosowania. Oznacza to w istocie jej zamkniêcie w rezerwacie hasioka, familoka i nudelkuli. W miarê, jak Œlšzacy pos³ugujšcy siê swojš mowš bêdš siê coraz lepiej kszta³ciæ i wzbogacaæ swoje s³ownictwo, w miarê jak zmieniajšce siê warunki ¿ycia spowodujš odchodzenie w przesz³oœæ starych sprzêtów, zawodów, czynnoœci i sposobów ¿ycia, coraz mniej ludzi bêdzie w stanie spe³niæ tak zdefiniowane kryterium autentycznoœci gwary - stanie siê wiêc ona jêzykiem martwym. O ile kiedyœ naszej mowie szykowano „œmieræ gwa³townš” poprzez szykanowanie ludzi siê niš pos³ugujšcych, to takie podejœcie nazwa³bym zabójstwem z podaniem œrodków znieczulajšcych, czyli eutanazjš. Nie chcemy rezerwatu! Chcemy, aby nasza mowa ¿y³a, chcemy jej u¿ywaæ na co dzieñ w ró¿nych sytuacjach i okolicznoœciach!
I nie zmieni tej sytuacji napisanie stu nowych s³owników gwarowych. Pisanie kolejnego s³ownika gwarowego tym ró¿ni siê od pracy nad uporzšdkowaniem jêzyka, ¿e jest tylko biernym dokumentowaniem istniejšcego stanu rzeczy, np. po to, ¿eby ocaliæ od ca³kowitego zapomnienia to, co zanika. Jest to zbieranie eksponatów do muzeum, po to, ¿eby za jakiœ czas nowoczesny cz³owiek móg³ sobie w tym muzeum pooglšdaæ ró¿ne dziwaczne sprzêty, których ju¿ siê dawno nie u¿ywa. Praca nad jêzykiem zak³ada natomiast dš¿enie do jego wydoskonalenia po to, ¿eby go u¿ywaæ i ¿eby ludzie mogli sprawniej siê swojš mowš pos³ugiwaæ w zmieniajšcej siê rzeczywistoœci.
I to jest w³aœnie moim zdaniem najistotniejsza ró¿nica miêdzy jêzykiem a gwarš. Nie ma tu znaczenia to, czy eksperci uznajš, ¿e nasza mowa wystarczajšco ró¿ni siê od polskiego, ¿eby jš nazwaæ jêzykiem. Nie ma sensu siê o to k³óciæ. Jeœli nasza mowa zostanie nazwana dialektem, mówmy o skodyfikowanym dialekcie, jeœli nazwš jš gwarš, mówmy o literackiej formie gwary. Istotne jest to, czy zdobêdziemy siê na pracê nad jej uporzšdkowaniem i wydoskonaleniem.
Aby przeciwstawiæ siê negatywnym stereotypom i przywróciæ naszej mowie piêkno, sami musimy siê nauczyæ piêknie jej u¿ywaæ. Potrzebujemy ludzi, którzy poka¿š nam na nowo, jak to zrobiæ, jak mo¿na siê naszš mowš pos³ugiwaæ piêknie, ozdobnie i elegancko. Potrzebujemy wiêc literatury: wierszy, pieœni, poematów, powieœci, na których bêdziemy mogli siê wzorowaæ. Uporzšdkowana, logiczna struktura jêzyka jest czymœ w rodzaju rusztowania albo szkieletu, w oparciu o który mo¿e powstaæ piêkny utwór. Utalentowanych pisarzy i poetów nie mo¿na zaplanowaæ i „wyprodukowaæ”. O to mo¿emy siê tylko modliæ. Mo¿na natomiast zrobiæ ten pierwszy krok i daæ im „narzêdzie” w postaci szlachetniejszej formy jêzyka. Mo¿emy te¿ stworzyæ atmosferê sprzyjajšcš rozwojowi potencjalnych talentów.
Nie oszukujmy siê te¿, ¿e nie bêdzie nas to nic kosztowa³o. Opracowanie standardu bêdzie wymaga³o od nas wielkiej pracy. Przy pracy tej nieocenionš pomocš mogš wprawdzie byæ chcšcy pisaæ po naszymu entuzjaœci amatorzy, ale decydujšcš jej czêœæ powierzyæ trzeba dysponujšcym odpowiedniš wiedzš specjalistom. Tych specjalistów musimy znaleŸæ, musimy im stworzyæ odpowiednie zaplecze i warunki. Musimy te¿ zdobyæ siê na pewien kompromis, bez którego nie da siê stworzyæ jednego standardu wspólnego dla wszystkich. Ten kompromis nie mo¿e jednak polegaæ na tym, ¿e wiêkszoœæ przeg³osuje mniejszoœæ, ale na poszukiwaniu form piêkniejszych, bardziej uporzšdkowanych i logiczniejszych. Naszej mowy wszyscy bêdziemy musieli siê niejako na nowo nauczyæ. Jednak Œlšsk jakiego chcemy, Œlšsk wierny tradycji, ale kreatywny i twórczo wychodzšcy naprzeciw nowym wyzwaniom nie spadnie nam z nieba za darmo. Ten Œlšsk bêdzie wymaga³ wysi³ku, tak¿e intelektualnego. Ale inny Œlšsk nie jest mo¿liwy. Œlšsk byle jaki, g³upawy i dziadowski zaprzeczy³by swoim korzeniom. Na wysi³ek uporzšdkowania jêzyka zdoby³o siê wiele mniejszych spo³ecznoœci europejskich, takich jak Kataloñczycy, Baskowie, Walijczycy a tak¿e bliscy nam geograficznie i etnicznie Kaszubi. Uwa¿am, ¿e nie jest to zadanie, jakie przekracza³oby i nasze mo¿liwoœci.
Przez lata przeœladowañ nauczyliœmy siê, ¿e sposobem na zachowanie naszej to¿samoœci jest trwanie przy tradycji naszych przodków. Wydaje mi siê, ¿e uparte trzymanie siê starych zwyczajów i sposobów ¿ycia sta³o siê nawet pewnym wyznacznikiem œlšskoœci. Niestety, w zmieniajšcym siê coraz szybciej œwiecie ta tradycja staje siê dla nas coraz bardziej wiêzieniem. Bierne powielanie starych schematów mo¿e zarówno jednostki, jak i ca³e spo³ecznoœci doprowadziæ do katastrofy. Opracowanie jêzyka pisanego, którego opanowanie bêdzie wymaga³o intelektualnej aktywnoœci, mo¿e nam pomóc wydobyæ siê z zaklêtego krêgu starych sposobów ¿ycia. Mo¿e ono mieæ kolosalne znaczenie dla przemiany naszej mentalnoœci. Bycie Œlšzakiem nie bêdzie ju¿ polega³o na biernym poddaniu siê starym wzorcom. Bycie Œlšzakiem bêdzie wymaga³o aktywnoœci woli i umys³u. Byæ mo¿e dziêki temu otworzy siê dla nas œcie¿ka, którš podš¿ajšc bêdziemy mogli siê rozwijaæ nie zaprzeczajšc swej to¿samoœci. Myœlê, ¿e powstanie jêzyka mog³oby wyzwoliæ wielki niewykorzystany potencja³, który, jak uwa¿am, wciš¿ drzemie ukryty w wielu wspania³ych ludziach, których na Œlšsku jeszcze sporo zosta³o.
Nowoczesny jêzyk powinien staæ siê podstawš naszej to¿samoœci. Paradoksalnie podstawa taka, jako byt niematerilany, mo¿e w zmieniajšcym siê œwiecie okazaæ siê trwalsza ni¿ wszystkie wartoœci i zwyczaje zwišzane z kulturš przemys³owš, na które tak chêtnie siê powo³ujemy. Przy tym w przeciwieñstwie do takich cnót jak pracowitoœæ czy uczciwoœæ, które majš charakter uniwersalny, jêzyk jest wartoœciš unikalnie nasza, pozwoli wiêc on nam wyró¿niæ siê spoœród ogó³u.
Obawiam siê, ¿e jeœli na wysi³ek uporzšdkowania jêzyka siê nie zdobêdziemy, nasza mowa skazana jest na wymarcie. Jeœli chcemy sobie zaoszczêdziæ problemów i cierpienia, powinniœmy jak najszybciej o niej zapomnieæ i przejœæ na standardowy polski. Tylko czy Œlšsk bêdzie wtedy jeszcze Œlšskiem, czy Œlšzacy bêdš Œlšzakami. Czy nie bêdzie tak, ¿e pozostanie po nas tylko nazwa geograficzna i rezerwat - parê starych strojów w muzeum, no i mo¿e jeszcze „krupniaki” w karczmie piwnej na „barborkê”?
Myœlê, ¿e tak naprawdê wszyscy i ci, którzy jeszcze próbujš walczyæ, i ci, którzy ju¿ stracili nadziejê, instynktownie czujemy, ¿e to by³by koniec. Gdzieœ g³êboko w naszych sercach wiemy, ¿e nasza mowa jest dla nas czymœ bardzo wa¿nym. Czujemy wiêŸ z tym godaniem, które kojarzy siê nam z domem, z rodzinš, ze wszystkim co swojskie, z godaniem, które jest tak bardzo nasze, jak to tylko jest mo¿liwe. I wszystkich nas boli, ¿e ta mowa zanika, „wycofuje siê”. Niektórzy z nas ten ból próbujš t³amsiæ w sobie, inni otwarcie manifestujš bunt. I wychodzi ten ¿al z nas w ró¿nych sytuacjach i przemienia siê w agresjê, w pretensje do siebie nawzajem, do sšsiadów, do œwiata, do historii, która zmiata z powierzchni ziemi to, co dla nas drogie. Myœlê, ¿e jeœli nasza to¿samoœæ, nasz jêzyk by³yby nale¿ycie zabezpieczone, te ¿ale i pretensje uleg³yby wyciszeniu.
I w³aœnie ta nasza têsknota za byciem sobš, nasze dš¿enie do tego, ¿eby trwaæ, jest wystarczajšcš motywacjš, ¿eby siê tego zadania podjšæ. Nie potrzebujemy uzasadnienia ekonomicznego, historycznego, nie musimy mówiæ o narodzie ani o niepodleg³oœci, nie ma w tym ¿adnej polityki. Wystarczy, ¿e tego mocno chcemy i ¿e nie ma w tym nic z³ego. No bo có¿ mo¿e byæ z³ego w tym, ¿e chcemy mówiæ i pisaæ piêknie po naszymu. Czy to mo¿e szkodziæ Rzeczypospolitej, czy to mo¿e zagra¿aæ Polakom, Europie, œwiatu? Komu¿ prócz samego diab³a mo¿e szkodziæ dš¿enie do piêkna, porzšdku i harmonii?
Istnienie poœród ogó³u spo³ecznoœci o w³asnej, ró¿nej od przyjêtej przez wiêkszoœæ tradycji, kulturze, o innym jêzyku jest jakby oglšdaniem œwiata z innego punktu widzenia. Dopiero jako spo³ecznoœæ wieloetniczna mo¿emy postrzegaæ rzeczywistoœæ w ca³ym jej bogactwie i we wszystkich wymiarach. Prawdziwym niebezpieczeñstwem dla Polski jest p³ytka mono-kultura, która, jak pokazuje doœwiadczenie, w krótkim czasie prowadzi do pustyni. Naszej zakorzenionej w tej ziemi od pó³torej tysišclecia etnicznoœci nie zastšpi importowanie z Afryki kilku Murzynów, nawet jeœli ci Murzyni strzelajš gole w ka¿dym meczu.

Joozek Kulisz,

Politehnika Gliwicko

www.republikasilesia.com