ZNANI ŚLĄZACY

Dr Herbert Czaja

Herbert Czaja urodził się 5 listopada 1914 r. w Cieszynie. Jest synem skoczowskiego notariusza Alberta Czaji i jego żony Luizy - oboje pochodzili ze Strumienia. Rodzice urodzeni i wychowani byli w czasach monarchii austriackiej, również swojego syna wychowali w kulturze niemieckiej, podobnie zresztą jak czyniło to wtedy wielu innych mieszkańców Skoczowa.

Herbert Czaja wyrósł w domu swoich rodziców przy dzisiejszej ul. Mickiewicza (wtedy Bahnstrasse 310). Naukę rozpoczął w 1920 r. w niemieckiej podstawowej szkole podstawowej w Skoczowie. Był bardzo zdolnym i pilnym uczniem. W 1925 r. przeszedł do niemieckiego gimnazjum w Bielsku, gdzie dojeżdżał codziennie pociągiem. Po maturze zdecydował się na studia germanistyczne na Uniwersytecie Jagielońskim w Krakowie, studiując jednocześnie przez jakiś czas historię i filozofię w Wiedniu. Studia ukończył w 1938 r. Władał językiem niemieckim i polskim

Był sympatykiem Niemieckiej Chrześcijańskiej Partii Ludowej senatora Ewalda Panta i tym samym przeciwnikiem ruchu narodowo-socjalistycznego, udzielał się w Związku Niemieckich Katolików w Polsce.

Po studiach w 1938 r. rozpoczął pracę jako germanista w gimnazjum w Mielcu. Co tydzień jednak dojeżdżał do Krakowa, skąd w maju 1939 r. powrócił już jako świeżo upieczony doktor filozofii.

Po wybuchu wojny zatrudniony został w uniwersyteckim archiwum. Po aresztowaniu krakowskich profesorów starał się w miarę swoich niewielkich możliwości im pomóc. Dotarł nawet z pomocą do obozu, w którym uwięziony był jego profesor Adam Kleczkowski. Po pewnym czasie ten ceniony filolog został zwolniony.

Dr Herbert Czaja, ponieważ nie był członkiem partii narodowo-socjalistycznej skierowany został do szkół w Zakopanem i w Przemyślu. Bardzo niesprawiedliwe - wręcz perfidnie złośliwie - były w czasach Polski Ludowej wysuwane przeciw niemu oskarżenia o to, że był sprawcą aresztowania krakowskich profesorów. Takimi jednak oszczerczymi metodami walczono wtedy z „czołowym rewanżystą”, jak go nazywano.

W 1942 r. powołany został do Wehrmachtu i był potem ciężko ranny na wschodnim froncie. W 1945 r. zwolniony z jenieckiego obozu natychmiast pośpieszył do Skoczowa do swoich starych rodziców (ojciec od wielu lat był niewidomy), którym jako Niemcom odebrano dom z całym wyposażeniem i umieszczono ich w małej służbówce. Herbert Czaja zatrudnił się jako robotnik rolny u znajomego rolnika w okolicach Pszczyny, a ponieważ - jako dla Niemca - nie było dla niego wtedy żadnej przyszłości, uległ namowom rodziców i wyjechał w 1946 r. z transportem wysiedlonych do Niemiec. Rodzice - głównie 86 letni niewidomy ojciec - zostali przez władze polskie uznani jako niezdatnymi do transportu. Matka oskarżona - jak stwierdza pisemne uzasadnienie wyroku - za udział w przedwojennych czasach w niemieckich towarzystwach kulturalnych i za niemieckie wychowanie syna, skazana została w 1948 r. na 6 miesięcy więzienia. Zachorowała jednak w cieszyńskim więzieniu i po zwolnieniu zmarła w październiku 1948 r. Albert Czaja zmarł w grudniu 1949 r. w wieku 89 lat.

Dr Herbert Czaja osiedlił się w Stuttgardzie, rozpoczął pracę jako nauczyciel i już w 1947 r. Został wybrany członkiem Rady Miejskiej. Zajmował się przede wszystkim ciężkim losem przesiedleńców, organizował im mieszkania i pracę. Pod 1953 r. był z listy CDU posłem do Bundestagu, gdzie nadal zajmował się sprawami bytowymi (głównie przesiedleńców) oraz tzw. polityką wschodnią Niemiec Federalnych. Dla Polski Ludowej był przez długie lata przysłowiowym straszakiem politycznym, któremu zarzucało się wszystko co najgorsze. Wspomnieć należy również o jego pracy w Związku Wypędzonych „Bund der Vertriebenenn”, który starał się bezdomnym przesiedleńcom zapewnić podstawowe warunki życia. Wiele osób ze Skoczowa w późniejszych czasach korzystało z pomocy tego związku i jego Prezydenta. Ten fakt należy ujawnić, aby prawdzie stało się zadość. Od 1970 r. Przez 20 lat był dr H.Czaja Prezydentem BdV - później jego honorowym Prezydentem.

W 1948 r. Ożenił się z Evą-Marią Reinhardt. Z tego małżeństwa urodziło się dziesięcioro dzieci.

Będąc posłem do Bundestagu, większą część czasu spędzał w Bonn. Później przeniósł się do Stuttgartu, poświęcając swój czas na pisanie książek i dalszą działalność społeczną. Miał dwa zawały serca.

Zmarł 18 kwietnia 1997 r. w drodze do Bundestagu. Przyczyną śmierci był trzeci zawał serca.. W czasie Mszy św. po 6 tygodniach od czasu pochowania (w Niemczech jest to szeroko praktykowane) przemawiał Kard. Meisner, Ślązak urodzony w Breslau (Wrocław) przed wojną.

M.S.

Dr Herbert Czaja

Herbert Helmut Czaja geb. Am 5. November 1914 in Teschen, Germanist, Bundestagsabgeordneter, Vertriebenenpolitiker.

Sohn des Skotchauer Notars Albert und dessen Ehefrau Luise geb. Smekal. Seine Jugend verbrachte er in Skotschau, Dort besuchte er die deutsche Volksschule, danach das Staatsgymnasium mit deutscher Unterrichtssprache in Bielitz. Nach dem Abitur studierte er an den Universitäten Krakau und Wien Germanistik, Geschichte und Philosophie. Promovierte 1938 an der Jagiellonen-Universität in Krakau. Nach kurzer Tätigkeit im höheren Schuldienst als deutschlehrer im galizischen Mielec wurde er wissenschaftlicher Assistent am Germanistischen Seminar der Krakauer Universität. Czaja sprach perfekt polnisch.

Aus einem gläubigen katholischen Elternhaus stammend, war Czaja schon in der Studienzeit als Anhänger der deutschen Christlichen Volkspartei des Senators Eduard Pant Gegner des NS-Regimes, ebenso als Mitglied deutscher katholischer Hochschüler in Krakau. Nach dem Einmarsch der deutschen Truppen in Polen 1939 weigerte er sich, der NSDAP beizutreten, was zum Verlust seiner Krakauer Assistentenstelle führte. Für das NS-Regime war er nur als Hilfslehrer tragbar und unterrichtete als solcher ab 1941 in Zakopane und Przemyśl.

Von 1943 bis 1945 war Czaja Soldat und geriet 1945 in amerikanische Kriegsgefangenschaft. Im Jahre 1946 hat er die Heimat Verlasen und über Niedersachsen kam er nach Stuttgart.

1948 heiratete er Eva-Maria Reinhardt; aus dieser Ehe stammen neun Kinder.

Seit 1948 war Czaja gewähltes Mitglied des Zentralkomitees der deutschen Katholiken (ZdK), arbeitete in dessen ständigen Arbeitskreis „Kirche und Heimat“ mit, den er auch längere Zeit leitete.

1953 wurde Czaja in den Deutschen Bundestag gewählt. Dort wirkte er zunächst bei Lastenausgleichs- und Eingliederungsgesetzen mit. 1964 wurde er zum Bundesvorsitzenden und 1969 zum Sprecher der LdO gewählt. In dieser Eigenschaft prägte Czaja die heimatpolitische Zielsetzung seiner Landsmannschaft entscheidend, setzte sich u.a. für die Verwirklichung des Volksgruppenrechts in Oberchlesien ein.

1970 wurde Czaja zum Präsidenten des Bundes der Vertriebenen (BdV) gewählt. Er übernahm dieses Amt in einer Zeit in der die neue Ostpolitik der sozial-liberalen Koalition allmählich Gestalt gewann. 1972 fiel im Deutschen Bundestag die Entscheidung über die Ostverträge. Czaja war maßgeblich daran beteiligt, zu den deutsch-polnischen Schulbuchempfelungen alternative Empfehlungen zu erarbeiten und zu publizieren. Die jahrelange Auseinandersetzung um dieses Thema war so grundlegender Bedeutung, daß er 1980 eine Dokumentation zu den deutsch-polnischen Schulbuchempfehlungen veröffentlichte.

Auf Czajas Initiative geht die Gründung der Kulturstiftung der deutschen vertriebenen (1982) zurück. Er setzte sich danach für eine stärkere staatliche Förderung der kulturellen Breitenarbeit der Mitgliedsverbände des BdV und der wissenschaftlichen Arbeit geeigneter Institutionen ein. Als Vorstandsvorsitzender der Stiftung Haus Oberschlesien und als Vorsitzender des Kuratoriums der Kulturstiftung der deutschen Vertriebenen beeinflußt er maßgeblich die Arbeit beider wissenschaftlicher Institutionen. Herbert Czaja veröffentlichte zahlreiche Bücher und schrieb für viele Zeitungen Artikel über die Heimat.                                               


Deutsche Heimatvertriebene als Brückenbauer zwischen den Deutschen und ihren östlichen Nachbarn:

Dr. Herbert Czaja -
sein kirchliches, soziales, kulturelles und politisches Wirken

Zeithistorisches Symposium der Kulturstiftung der deutschen Vertriebenen, Bonn, in Verbindung mit der Konrad-Adenauer-Stiftung e.V., Stuttgart,
und der Stiftung Ackermann-Gemeinde Stuttgart

9./10. April 2010, Christkönigshaus, Stuttgart-Hohenheim

Leitung: Christine Czaja,  Redaktion: Dr. Ernst Gierlich

Zur Thematik:
Vor vierzig Jahren – im März 1970 – übernahm Dr. Herbert Czaja (1914-1997) in einer schweren Zeit voller politischer Umwälzungen und großer Auseinandersetzungen um die sog. „Neue Ostpolitik“ die Präsidentschaft des Bundes der Vertriebenen. Als führender Repräsentant der Heimatvertriebenen und Flüchtlinge hat er sich über Jahrzehnte hinweg für deren Anliegen eingesetzt. Sein Ziel war ein gerechter und dauerhafter Ausgleich in einer gesamteuropäischen Friedensordnung.

Herbert Czaja hat in seinen vielfältigen Aufgabenbereichen Politik in christlicher Verantwortung ausgeübt – als Pädagoge, Stuttgarter Stadtrat, Vertreter der katholischen Laien in der Diözese Rottenburg-Stuttgart und im Zentralkomité der deutschen Katholiken, als Bundestagsabgeordneter, Vertriebenenpräsident, Sprecher der Landsmannschaft der Oberschlesier, Begründer der Kulturstiftung der deutschen Vertriebenen u.s.w.

Im Rahmen eines zeithistorischen Symposiums sollen die vielfältigen Bereiche und Aspekte seines Wirkens in Einzelvorträgen sowie in Berichten von Zeitzeugen und Weggefährten beleuchtet werden.

Wir laden herzlich zur Teilnahme an unserem Symposium ein.

Die Einzelheiten des Programms sowie Hinweise für Tagungsteilnehmer bitten wir dem Anhang zu entnehmen oder auch unserer Internetseite unter
www.kulturstiftung-der-deutschen-vertriebenen.de . Für Rückfragen stehen wir gerne zur Verfügung.

Die Vertreter der Presse bitten wir zudem, unsere Veranstaltung anzukündigen. Über einen Bericht in Ihren Medien würden wir uns sehr freuen.
Mit freundlichen Grüßen
Dr. Ernst Gierlich
Kulturstiftung der deutschen Vertriebenen
Kaiserstr. 113, 53113 Bonn    Tel. 0228/ 91512-0, Fax 0228/ 91512-29

------
 

 

Tekst ten ukazał się 19 października 1995 w tygodniku "KORSO". Publikację poprzedziły 2 wywiady z dr Herbertem Czają, pierwsze w prasie polskiej od zakończenia drugiej wojny światowej. Wywiady te tylko częściowo przedstawiły losy młodego Herberta Czai, któremu wojna -jak wielu innym - przerwała świetnie zapowiadającą się karierę naukową

 

KROKI KU PRAWDZIE 

 

PROPAGANDOWA NAGONKA NA DR. HERBERTA CZAJĘ

PREZESA ZWIĄZKU WYSIEDLEŃCÓW

 

W latach siedemdziesiątych dr Herbert Czają stał się ofiarą komunistycznej

propagandy. Powodem „zwierzęcej" nienawiści władz PRL i zaciekłych

ataków armii propagandzistów było objęcie przez dr Czaję w

1970 roku stanowiska prezesa Bund der Vertriebenen (Związku Wysiedleńców)

oraz jego sprzeciw co do zawarcia układu między Republiką Federalną

Niemiec a komunistycznymi władzami w Polsce (z 7 grudnia

1970 roku). Kolejne ataki propagandzistów peerelowskich nasiliły się po

17 maja 1972 roku, kiedy to siedemnastu chadeckich deputowanych, a

wśród nich dr Herbert Czają głosowali w Bundestagu przeciwko ratyfikacji

układu międzu Bonn a Warszawą.

W 1975 roku, w czasie uroczystych obchodów trzydziestolecia „Polski

Ludowej", gdy I sekretarz KC PZPR, Edward Gierek zapewniał

społeczeństwo polskie o sukcesach gospodarczych i politycznych PZPR,

rozpoczęła się kolejna fala ataków na Herberta Czaję. Na łamach dzienników

i tygodników wydawanych pod ścisłą kontrolą komunistycznej

cenzury zgodnie z instrukcjami Biura Politycznego KC PZPR ukazała się

kolejna seria artykułów szkalującą dobre imię prezesa Bund der Vertriebenen.

12 marca 1975 roku na tamach „Trybuny Ludu", organu KC PZPR ukazał

się artykuł pt „Kim jest - i kim byt Herbert Czają" w którym nieznany autor

(artykuł był podpisany PAP czyli Polska Agencja Prasowa), pisał:

„Gdy w latach powojennych dopuszczalna się stała w RFN działalność

rewizjonistyczna, gdy okazało się, że można szeroko szermować problemem

„wypędzonych", a zwłaszcza ciągnąć z tego korzyści polityczne i

materialne - Herbert Czają znalazł się w szeregu tych przewódców „ziomkowskich",

którzy nie wyrzekli się hitlerowskich poglądów, działając jako

jeden z filarów antypolskiej polityki odwetowej". Podobnej treści artykuły

ukazały się wówczas na łamach innych dzienników i tygodników. W

ciągu kilkunastu miesięcy 1975 roku propaganda komunistyczna zrobiła z

prezesa Bund der Vertriebenen, nazistę, zbrodniarza i „polakożercę".

Pierwszym, który zasłynął z artykułów szkalujących Herberta Czaję był

redaktor Leszek Hajdukiewicz, który jak słusznie zauważył w swoim

wywiadzie dr Czają: „...manipulował według reguły: Te gwałty były w

Krakowie, gdy przybywał w nim Herbert Czają. Nie mówi wprost, że

byłem winowajcą, ale pisze tak aby, czytelnik wyciągnął taką konkluzje,

którą sam podpowiada. I sam stawia pytanie czy to nie jest prawdopodobne".

Hajdukiewicz oskarżył Czaję, że przybył w 1939 roku do Krakowa z listami

proskrypcyjnymi polskiej inteligencji skazanej przez okupanta na

zagładę, że pracując w urzędzie powiernika Uniwersytetu Krakowskiego

niszczył uczelnię, że w dwa tygodnie od jego przybycia władze hitlerowskie

dokonały zbrodniczej i bezprzykładowej w dziejach nauki i szkolnictwa

podstępnego aresztowania 183 naukowców; „...których Czają znał i

słuchał ich wykładów w Collegium Novum w łatach 1933-37". Hajdukiewiczowi

nie chciało się sprawdzić, gdzie przybywał Czają w ostatnich

tygodniach przed wybuchem wojny. Nie zwrócono się do profesorów UJ,

którzy przeżyli wojnę, a doskonale znali Czaję z studiów na uniwersytecie,

nie zapytano ich o Czaję. W tym samym roku na tamach wydawanego

w Krakowie „Życia Literackiego", Zygmunt Bąkowski w artykule

„Krakowskie lata 'Herberta Czai", powtórzył zarzuty postawione przez

Hajdukiewicza. - „...był nauczycielem jakieś szkoły w Mielcu" - nie starając

się dokładnie dowiedzieć w jakiej to szkole mieleckiej w latach

1938-1939 mógł uczyć czołowy „polakożerca". Błędów i sprzeczności we

wspomnianym artykule było więcej. Tak jak Hajdukiewicz, Bąkowski nie

postarał się dokładnie przejrzeć istniejące w polskich archiwach materiały

źródłowe dotyczące Herberta Czai, nie rozmawiał z ludźmi znającymi

Czaję z okresu międzywojennego i czasu okupacji.

Zastanawiający jest fakt, że „Trybuna Ludu" często powoływała się na

  <>

Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce oskarżając

Czaję o nazizm, gdy tymczasem komisja ta nigdy publicznie nie

wystąpiła do władz RFN z obciążającymi dowodami zbrodniczej działalności

Herberta Czai, aby go postawić przed niemieckimi sądem. Wiadomo

tylko, że w latach siedemdziesiątych władze PRL próbowały zebrać

kompromitujące dokumenty na Herberta Czaję i zaocznie skazać go w

Polsce za zbrodnie. Śledztwo zostało szybko zakończone z powodów braku

wiarygodnych dowodów przestępstwa.

Zamiast podjąć rzeczową dyskusję z przedstawicielami Związku Wysiedleńców,

który był przeciwko ratyfikacji układu RFN - PRL tylko dlatego,

że polskie władze komunistyczne nic chciały podjąć tematu kwestii

pokrzywdzonych obywateli niemieckich w związku z wysiedleniami ich z

Polski w latach 1945-1950. Władze PRL postawiły na propagandę antyniemiccką

nazwywając przeciwników porozumienia hitlerowcami, faszystami

i zbrodniarzami. Jak wspominał Herbiet Czają w wywiadzie

przed tygodniem: ..Proszę sobie wyobrazić, że nuwct rodzinę sławnego

przeciwnika Hitlera, dr Paula, bylcgo wicemarszałka Sejmu Śląskiego i

kilku niemieckich posłów władze komunistyczne wywiozły na siłę z Katowic

„lepszym pociągiem" do Niemiec".

7 marca 1975 roku na łamach „Życia Warszawy" stały korespondent w

Bonn, niejaki L.D. w artykule zatytułowanym „Partnerzy Herberta Czaji"

pisał, że deputowany CSU Herbert Czają wraz z deputowanym CDU Herbertem

Hupką przeszkadza koncepcji normalizacji stosunków między

RFN i PRL. Podobnie było z innymi publikacjami. Autorom ich nie chodziło

o przedstawienie prawdy historycznej, ale o propagandową nagonkę

na człowieka, któremu nic dano możliwości wypowiedzieć się w prasie

PRL.

MIELECKI WĄTEK SPRAWY CZAI

Jak wspomina w wywiadzie dr Czaja, pracę w mieleckim gimnazjum

zaczął jako nauczyciel języka niemieckiego w 1938 roku tylko dlatego, że

nie mógł uczyć na rodzinnym śląsku z powodu ostrej antynicmieckicj polityki

ówczesnego wojewody śląskiego dr Michała Graźyńskiego. W

Mielcu się znalazł tylko dlatego, że trzeba było z czegoś żyć. Uczył w

Mielcu języka niemieckiego przez jeden rok. W mieście nad Wisłoka niewiele

zawarł znajomości i przyjaźni, ale te, które udało mu się zawrzeć,

trwały latami. Ucząc w Mielcu bardzo zaprzyjaźnił się z polonistą Tadeuszem

Zawadzkim.

Nadal nie wiadomo, kto pierwszy w Mielcu oskarżył dr Herberta Czaję o

agenturalną działalność prowadzoną między wrześniem 1938 a czerwcem

1939 roku, o udział w tzw. V Kolumnie oraz propagowanie poglądów hitlerowskich.

Nie wiadomo czy była to propagandowa akcja PZPR i jej

przybudówek, która padła na podatny grunt, czy nadgorliwość mieleckich

historyków", którzy nie szukając źródeł dotyczących Czai, przykleili mu

łatkę zbrodniarza i nazisty. Starałem się dotrzeć do źródeł, z których uzyskano

informację o zbrodniach Herberta Caji, ale dowiedziałem się jedynie,

że o zbrodniach Czai wspominał za życia śp. Wiktor Jaderny, który

powoływał się na, opinię starych mielczan, czyli nie jest to żadne źródło

historyczne tylko pomówienia. Na opiniach Jadernego miał swoje publikacje

historyczne dotyczące Herberta Czai oprzeć śp. dr Mirosław

Maciąga, który w 1985 roku w wydanym okolicznościowym sprawozdaniu

„80 LAT Gimnazjum i Liceum w Mielcu 1905 - 1985" na stronic 39

pisał:

,.W latach poprzedzających wybuch II wojny światowej rejon Mielca, w

zązku z budową zakładów przemysłowych COP-u, zaczęli penetrować

agenci V Kolumny. Jednym z nich był dr Herbert Czają, nauczyciel jeżyka

niemieckiego w gimnazjum, co doskonale maskowało jego rzeczywistą

rolę na tym terenie". Dalej w tym samym sprawozdaniu Maciąga pisał:

„Przy okazji warto odnotować nazwiska niektórych jego wychowanków z

mieleckicgo gimnazjum, jak Rudolf Zimmermann, Oskar Jeck czy Ingramm,

którzy niebawem nałożyli gestapowskie mundury i dali się poznać

okolicznym mieszkańcom jako hitlerowscy oprawcy". W przypadku

Maciągi podobnie jak wcześniej Hajdukicwicza myślenie było następujące:

Czają się zjawił w Mielcu w okresie budowy COP-u, musiał być

więc agentem hitlerowskim. Maciąga nie przedstawił nigdy żadnych wiarygodnych

dowodów obciążających Herberta Czaję podobnie jak propagatorzy

z „Trybuny Ludu" czy „Życia Literackiego", nie postarał się dotrzeć

do żyjącego wówczas prof. Tadeusza Zawadzkiego, żyjących profesorów

UJ, którzy znali Czaję z okresu okupacji i mogli zaświadczyć, że

Czają jak pisał w 1946 roku prof. Adam Kleczkowski: „...pracował dla

Polski, narażał się dla Polski, dlatego zarówno on, jak i jego rodzice w

Skoczowie zasługują wedle mego najgłębszego przekonania na względy w

Państwie Polskim." Trudno posądzać Maciągę o popieranie propagandy

komunistycznej i nagonki na prezesa Związku Wysiedleńców. Maciąga

mimo wielkich zasług na polu propagowania historii byt powierzchowny

w zbieraniu źródeł historycznych' (nie tylko w sprawie Czai), nie sprawdził

nawet podstawowych informacji, z których wynikało, że zbrodniarz

Rudolf Zimmermann nie był nigdy uczniem mieleckicgo gimnazjum i nic

mógł być uczony przez Czaję. Po publikacjach Maciągi ukazały się inne

podobne jak np. artykuł Stanisława Dobosza w II tomie monografii micleckiej

„Studia i materiały z dziejów miasta i regionu" gdzie na stronic 220

pisał on, że Czaja w Czerminie i Sarnowie propagował narodowy socjalizm

i niewątpliwie byt agentem V Kolumny. Dobosz powoływał się na

Maciągę jak również na pracę K. Skowrońskiego „Wysiedlenia ludności

polskiej w widłach Wisły i Sanu w latach 1939-1943".

EPILOG

W 1993 roku pisząc na łamach „Korso" artykuł dotyczący pobytu Herberta

Czai w Londynie i jego rozmów z władzami RP na Uchodźstwie

powtórzyłem za Maciągą brednie o Herbercie Czai. Ja również wtedy nic

postarałem się dotrzeć do źródeł. Dopiero pół roku później udało mi się

znaleść nowe materiały źródłowe czego owocem był kolejny artykuł „Dr

Herbert Czają nazista czy...", który ukazał się w styczniu 1994 roku również

w „Korso". Dzięki poszukiwaniom udało mi się dotrzeć do samego

Herberta Czai, który udzielił wywiadu. W najbliższych miesiącach postaram

się przedstawić kolejne materiały źródłowe oczyszczające dobre imię

dr Herberta Helmuta Czai. * * *

Z wielką prośbą zwracam się do wszystkich, którzy znali z mieleckiego

gimnazjum dr Herberta Czaję o skontaktowanie ze mną za pośrednictwem

„Korso".             JACEK KRZYSZTOF DANEL    Dr Herbert Czaja

 

 

Dr-a Herberta Czaje poznałem na wielu seminariach (BdV) Vertriebenen z Bonn w Königswinter – i mam o nim bardzo mile, hajmatowe wspomnienia. W pożegnalnej Mszy sw. w Bonn, bralem tez udzial. Miał on wiele wspolnego z PLESSER Land-em, z Pszczyna-Miedzna, gdzie przebywal do 46-roku – i tak jak mój bliski krewny, przedostal się przez zielona granice na Zachod. Ja miałem wtedy 3 lata, i za 3 lata pozniej, po raz pierwszy z moja babcia Waleria Scz. z domu Niestoj (która miala takie same problemy z Pe-eR-eL-owcami jak w rodzinie Czaja). Znalazłem się jako 6-cio latek z nia w Pszczynie przy zamku, od strony parku – wskazując palcem, powiedzialami: „tu mieszkali nasi Panowie, książęta PLESS”. Była to pierwsza moja lekcja hajmatowej historii. Tylko to pamiętam z dzieciństwa, pozytywnego. Wlasnie, dlatego może tez kolezenska przyjazn z corka Czaji, z nauczycielka Christine Czaja cenilem sobie najwiecej, z tym, ze: ona znala lepiej niemiecki, a ja od niej „polski”. Dzieki niej poznałem 2. Heimat, tu w Niemczech, i dzieki niej robilem wiele wystaw akwarel Alfonsa Wieczorka w Niemczech. Pomagaliśmy sobie, i dzieki niej wszedłem w swiat, z jakiej strony mnie znacie, jaki mi zabroniono poznawac w PRL-u. Gdy znajde zdjęcia z tego okresu, chetnie je dam do wgladu - pksczepanek


Naszrajbowou Peter Karl Sczepanek