WWWBoard New Message: Message 43: Re: Niymiecke wyrazy we S'loonskij gotce
WWWBoard: Message 43
[ Follow Ups ] [ Post Followup ] [ ]
|
|
Posted by SS on 03/05/02 at 8:16 AM
Subject: Re: Niymiecke wyrazy we S'loonskij gotce
Message Posted
|
|
|
|
In Reply to: Niymiecke wyrazy we S'loonskij gotce posted by Joozek Kulisz on 11/20/01 at 8:51 PM:
: Witoom! : Przeczytou rzeh niydowno na forum "Eha S'loonska" uo tym, rze Miodkowi : niypodobajoom sie germanizmy w s'loonskij godce. A rze trefiyu rzeh : niydowno ciekawy tekst uo zaporzyczyniah w polszczyz'nie i w godce : s'loonskij, to woom go posyuoom. Napisou go mody doktorant z : Uniwersytetu Jagieloon'skiego, a znod rzeh go na stroonah "S'loonskie : beranie', kiere prowadzi Manius' Pyrek. : Niy ze wszyskim muszymy sie zgodzac', ale przeczytac' warto. : Zaporzyczyn' niy muszymy sie wstydzic', hoc' jak moomy suowo swoje i : cudze, to dowoomy pierszyn'stwo swojymu. : Joozek : : -------------------------------------------------------------------------------- : : : Kraków, 28.08.98 r.
: O wyrazach niemieckich w śląskiej mowie : Odpowiedzi na różne wątpliwości : (część przykładów z Niedzielnego obiadu Hyjdli) : W pytaniu o czystość gwary śląskiej kryje się wiele problemów, o których trzeba się wypowiadać bardzo delikatnie i precyzyjnie zarazem. Zacznę od uwagi ogólnej, generalnej: wszystkim wiadomo doskonale, że nie ma jednej gwary śląskiej. : Wszyscy, którzy się trochę po Śląsku i po świecie pokręcili, a mają ucho wyczulone na rozmaite różnice, wiedzą, że różne części Śląska mówią nieco odmiennie, a nieraz już kilka miejscowości dalej ?jest inno godka?. Piszą też o tym moi korespondenci. : Dominującą pozycję wśród tekstów pisanych posiada fonetyka (wymowa) i słownictwo części przemysłowej Górnego Śląska, pomagają w tym oczywiście katowickie media ? i bardzo dobrze. Tutaj nawiasem wspomnę, że ciężko przyszłoby tworzenie śląskiego języka literackiego (termin chyba jeszcze hipotetyczny), bo trzeba by szukać jakiejś wspólnej płaszczyzny, a o taką trudno przy dużym zróżnicowaniu (borykają się z tym piszący w języku kaszubskim). : Ale do rzeczy: : I. Z językoznawczego punktu widzenia: system językowy (a gwara określonego terenu jest spójnym, odrębnym systemem) składa się z kilku podsystemów ? mamy do czynienia z płaszczyzną fonologiczną (dźwięki mowy i jednostki ogólniejsze ? fonemy), morfologiczną, na którą składa się słowotwórstwo (budowa wyrazów, jednostką jest morfem) i fleksja (odmiana wyrazów), wreszcie z płaszczyzną składniową (budowa zdań) ? to wszystko składa się na gramatykę, czyli zbiór reguł, a drugi potężny podsystem to leksyka, czyli słownictwo, materiał, który poddany jest regułom gramatyki. : Przykład, żeby było bardziej po ludzku: : Reguła gramatyczna (gdybyśmy uogólnili tysiące przykładów i taką regułę sformułowali; a jest to oczywiście jedna z bardzo wielu nieuświadamianych sobie reguł, które stosują wszyscy użytkownicy jakiegoś systemu językowego, gdy mówią poprawnie, w sposób akceptowalny i zrozumiały) brzmi na przykład tak: : rzeczowniki żeńskie zakończone w mianowniku liczby pojedynczej na -a po spółgłosce twardej mają w dopełniaczu liczby pojedynczej końcówkę -y, ale z wyjątkiem rzeczowników żeńskich, które w mianowniku liczby pojedynczej są zakończone na -a po spółgłosce twardej, gdy tą spółgłoską jest k albo g, bo takie mają końcówkę -i. : Zastosowanie reguły: : Mianownik: baba, krowa, ślajfa, bana, itd. : Dopełniacz zawsze będzie na -y: baby, krowy, ślajfy, bany itd. : I ta mała podreguła z zakończeniami na -ka i -ga: : M. matka, wodziónka, śtreka, woga, : D. matki, wodziónki, śtreki, wogi. : I nie ma siły. Radość badania systemu językowego polega na tym, że obserwuje się wielokrotnie bezwyjątkowość reguł gramatycznych. : Specjalnie do powyższych przykładów dobrałem słowa z trzech kategorii: : wspólne dla gwary i dla języka polskiego, : typowe dla gwary, : zapożyczone z niemieckiego. : Co to zmienia? Nic, wszystkie te wyrazy, bez względu na pochodzenie, odmieniają się według reguł gramatycznych właściwych opisywanej gwarze (językowi), w tym wypadku gwarze śląskiej, a zatem są śląskie. : II. A zatem, słownictwo jest tylko jednym z wielu podsystemów składających się na całość nazywaną tu ?gwarą śląską?. A teraz kwestia zapożyczeń niemieckich (nie są to jedyne zapożyczenia z obcych języków obecne w mowie Ślązaków, bo mamy do czynienia też z pożyczkami czeskimi i słowackimi, a gdyby do sprawy podejść bardzo dokładnie i chcieć wszystko do kna (znacie? = do imyntu) wyjaśnić, to trzeba by mówić o zapożyczeniach łacińskich (szkoła), francuskich (choćby szakiet, parada) i z wielu innych języków świata tego. : Stanisław Bąk w swojej książce Mowa polska na Śląsku (1974) pisze krótko: : Oddziaływanie niemczyzny nie jest i nie było tak głębokie, jak to wielu ludzi myśli i jak to sugerują dawne pseudonaukowe publikacje niemieckie. Rzecz sprowadza się do przejęcia pewnych elementów słownikowych i nielicznych szczegółów w obrębie składni. Wielu tych zapożyczeń używa się także w innych gwarach oraz w języku ogólnopolskim. : Potem autor podaje kilkadziesiąt przykładów z wyjaśnieniami albo i bez nich. Nie są mi znane pseudonaukowe publikacje niemieckie, i może to i dobrze, ale warto powalczyć z pewnymi przesądami z polskiej strony. ?Śląszczyźnie? jako systemowi językowemu jest bardzo, bardzo daleko do języka niemieckiego, równie daleko jak wszystkim innym językom słowiańskim ? z wyjątkiem części słownictwa. : Zapożyczenia są istotnym elementem każdego systemu, są jedną z naturalnych dróg rozwoju tegoż systemu ? obok tworzenia całkiem nowych słów i nadawania innych znaczeń słowom już istniejącym. : Nie ma języka wolnego od zapożyczeń i w tym względzie niemożliwe jest doprowadzenie jakiegokolwiek języka do stanu ?czystego? (bez zapożyczeń, rdzennie polskiego czy jakiegoś innego). Wszystkie czystki skazane są na niepowodzenie, bo na samym początku puryści popełniają błąd ? nie da się usunąć zapożyczeń, nawet nie trzeba tego robić, bo jak wiemy wymyślanie ?czysto polskich? nazw dla różnych przedmiotów kończy się najwyżej kupą śmiechu (osławiony zwis męski zamiast krawata czy krawatki) ale co do szczegółów i np. w sprawie wielu anglicyzmów można i trzeba dyskutować. : Najlepiej jednak mówić o konkretnych faktach językowych. Mnie najbardziej z resztek przesądów o ?prapolskości? różnych słów wyleczyło przeczytanie artykuliku o pochodzeniu słowa chleb w Słowniku etymologicznym języka polskiego Aleksandra Brücknera. Cytuję: : Słowianie z niemieckiego, dziś Laib, gockie hlaifs, przejęli; dzisiejsze Brot zastąpiło dopiero później Niemcom ich pierwotne, ogólne Laib (s. 179). : Tak, tak, i słowo chleb jest germanizmem, pożyczką bardzo dawną, ale jednak... Czy zatem wyrzucać je należy z języka polskiego? Oczywiście, że nie, bo i czymże by je zastąpić. Ale zarazem mamy tu unaocznione, jak bezsensowne może być pytanie: to chleb jest polski czy niemiecki? Najlepiej wtedy odpowiedzieć, że on jest nie polski, nie niemiecki, tylko Boski. : III. Od ogółu do szczegółu. : Bardzo z grubsza można by podzielić słowa powszechnie odczuwane jako przejęte z niemieckiego na następujące grupy: : związane z pracą, np. z górnictwem i przemysłem: (bana, cug, bergmón, śtajgier, drejer, śleper, hajer, fedrować), : związane ze stosunkami społecznymi, głównie z wprowadzaniem nowych wyrazów wraz z nowymi zjawiskami, rozwojem techniki, szczególnie licznymi w XIX wieku, kiedy językiem administracji był niemiecki. Nic zatem dziwnego, że istnieją takie słowa jak: szparkasa, geltag, loncetla i heft. Przecież polska terminologia tak naprawdę tworzyła się (z niemałym trudem) dopiero po 1918 r., a i tak bardzo dobrze przynajmniej w znanym mi zaborze rosyjskim trzyma się na przykład kajet, a na loncetlę chyba nikt normalnego polskiego słowa nie wymyślił, bo ?pasek z wypłaty? to raczej dowód bezradności niż sensownie utworzona jednostka leksykalna. : wreszcie mnóstwo słów, które przeniknęły z niemieckiego i wzbogaciły śląską mowę, często używanych, będących (tu uczenie:) elementami gramatycznymi: ja, durch, furt, richtig, genau obok rodzimego pochodzenia toć, no dyć, ano, wdycki. A jak one się mają do siebie nawzajem? Kiedy furt, a kiedy wdycki się powie? Itd. : i wiele innych. : Tu raczej należy mówić o wyniku wielowiekowego sąsiedztwa kultur i języków niż np. o ?skażeniu? gwary śląskiej całkowicie niemieckimi wyrazami. Takie przenikanie istniało też w śląskiej niemczyźnie, np. na pewnym obszarze Dolnego Śląska kogut nie nazywał się der Hahn, ale der Kokot (niekiedy w pisowni też Kockott)! : Najtrudniejsze dla mnie ? nie-Ślązaka ? jest określenie zakresów użycia na przykład tak bliskich sobie jednostek jak richtig (może czasem też w brzmieniu rychtyk) i genau. Tu trzeba by zebrać sporą ilość zdań i stwierdzić czy i w jakich przykładach te słowa można za siebie podstawić. Kolejnym pytaniem jest, czy są sytuacje takie, że za genau da się podstawić jakiś element o etymologii słowiańskiej, a przede wszystkim, czy taki element w śląskiej mowie istnieje. Bo teraz, w bardzo współczesnym polskim mamy dokładnie, które w niektórych kontekstach jest odpowiednikiem śląskiego genau, ale chyba tylko w takich krótkich, jednowyrazowych dopowiedzeniach. Jest to dość słabo jeszcze zbadana dziedzina polskich gwar, choć pewien wyłom uczynił dla gwar Orawy dr Kazimierz Sikora w swojej rozprawie, która być może niedługo już ukaże się w formie książki. On jest specem od takich małych a ciekawych słóweczek. : IV. Dlaczego fater i heft to wyrazy śląskie? : Przyjrzyjmy się najpierw fatrowi. Jak używane jest to słowo? Czy można się do ojca zwrócić: Fater, dejcie mi..., czy jednak jakoś to nie pasuje, za to częściej powie się Byłech z fatrym...? Jeśli ta teoryjka, że fater częściej występuje w opowiadaniu, a nie w bezpośrednim zwrocie do ojca albo że słowo to jest używane z pewnym odcieniem żartobliwo-pieszczotliwym, sprawdziłaby się, to byłaby gotowa odpowiedź, że słowo to zapożyczone z języka niemieckiego nie wypiera starego ojca, ale wzbogaca system, pozwala wydobyć pewne odcienie znaczeniowe. Mamy przecież także tatulka i pewnie jeszcze coś. Bo zasady głoszą, że właściwie nie ma słów, które znaczą dokładnie to samo. Kiedy istnieją dwa słowa, które by mogły znaczyć to samo, bardzo szybko dochodzi do różnicowania znaczeń. Istnieje bardzo mało tzw. dubletów, np. lingwista i językoznawca, które właściwie (ale czy do końca i na pewno?) znaczą to samo. Dlatego bardzo trudno powiedzieć, że fater to słowo przejęte z niemieckiego niepotrzebnie i niepotrzebnie zastępujące ojca. : Może nie być starego, polskiego słowa na zeszyt, bo przecież same zeszyty też wymyślono bardzo niedawno (zapytajcie starzików). Chociaż na przykład na Orawie lud Boży się wysilił i na zeszyt mają tam następujące określenia: pisanka, skrzipta, śkripta i śkrypta, wreszcie zesit, no i ?całkiem po polsku? zesyt. Ta dygresja to przykład na bogactwo i niesamowity potencjał słowotwórczy żywej gwary, także i śląskiej, choć nie akurat w tym przypadku. Myślę też, że gdyby zamiast takiego heftu (albo hefta) używać polskich odpowiedników, to by było po polsku, a nie po śląsku. : Piszę dużo o systemie, bo to on ostatecznie decyduje i wskazuje, z jaką mową mamy do czynienia. I tak oto, kiedy fater odmienia się jak wiater, a heft jak płot, to znaczy że wyraz jest już zaadaptowany, doskonale dopasował się do systemu i jest śląski. : O autentycznym zepsuciu śląskiej gwary (czyli po uczonemu o rozpadzie spójności systemu) można by mówić, gdyby ktoś wypowiadał się tak (przykład wymyślony i chyba niemożliwy): *piynióndze mom in der szparkasa albo (autentyczne od małego Ślązaka z Bonn) Boziu, gib zdrówko tatusiowi. Nieodmienność wyrazu i niemiecka fleksja to jest prawdziwe pomieszanie, ale coś takiego nigdy nie może się stać zjawiskiem powszechnym, bo najczęściej mamy do czynienia z całościowym ?przestawieniem się? na drugi język. Wtedy pierwszym elementem, który ginie, są słowa właśnie (przykład drugi). : Ale nie można wszystkiego naraz napisać, więc na tym skończę. : Artur Czesak (Gorol) : E-mail: jczesak@filon.filg.uj.edu.pl : Kraków, Poland :
|
|
|