KURYER ŚLĄSKI
o Woźnikach i okolicy
lata 1908 - 1919
Piotr Kalinowski
Woźniki 2002
Słowem wstępu.
Założony w 1907 roku, po sprzedaży
"Górnoślązaka", przez Wojciecha Korfantego "Kuryer Śląski" był początkowo
organem prasowym "Koła Polskiego" na Górnym Śląsku. Jednak już w 1910 roku
Korfanty zdecydował się sprzedać gazetę Adamowi Napieralskiemu, co znaczyło,
że od tego czasu był to już organ "Centrum". Wydawania gazety zaprzestano
w 1922 roku.
Piotr Kalinowski
Woźniki, styczeń 2002
Rok 1908
Nr 275 poinformował o problemach z
wyborem burmistrza Woźnik.
Woźniki. W miejsce urzędnika stanu
cywilnego Stalmacha ze Zabrza, który nie przyjął wyboru na burmistrza naszej
gminy wybrano jednogłośnie sekretarza magistratu królewskohuckiego Krawczyka.
O tragicznym w skutkach pożarze w Piasku
poinformowano w Nr 299.
Lubliniec. W Piaskach wybuchł w posiadłości
gospodarza Piątkowskiego pożar, który obrócił dom mieszkalny w perzynę.
Niestety w płomieniach zginęło dwoje dzieci w wieku pół i 2 ˝ roku. ogień
powstał podobno wskutek tego, że z pieca wypadły żarzące się węgle. Piątkowskich
właśnie wtedy nie było w domu.
W następnym numerze powrócono do pożaru
w Piasku.
Piaski. Smutną gwiazdkę miała rodzina
robotnika Piątkowskiego. Podczas gdy Piątkowski był w pracy, żona jego
wyszła do sąsiadki, zostawiwszy trzyletnie względnie ośmiomiesięczne dzieci
bez opieki w domu. Wybuchł pożar. Drewniana chateńka spaliła się zupełnie
a dzieciaki zginęły w płomieniach.
Rok 1909
Nr 250 poinformował o włamaniu w Lubszy.
Lubsza. pow. Lubliniecki (Kradzież)
Popełniono tutaj w nocy na niedzielę kradzież u kupca Klimana. Oprócz pieniędzy
skradziono także wielką ilość towarów. Złodziej zgubił jednak niektóre
rzeczy, a na roli znaleziono ślady stóp, po których spodziewają się odnaleźć
złodzieja.
Rok 1910
O założeniu Towarzystwa Rolniczego
w Woźnikach poinformowano w Nr 8.
Woźniki w Lublinieckiem. Centrum stworzyło
sobie tu w Lublinieckiem jedną placówkę więcej, założywszy w ostatnią niedzielę
niewinne i ze sprawami politycznymi na pozór nic wspólnego nie mające "towarzystwo
rolnicze" - ażeby módz tym łatwiej przyciągnąć ku sobie ludzi łatwowiernych.
Smutnym objawem jest świadczącem o małym zrozumieniu spraw narodowych i
braku poczucia się do polskości u tamtejszych obywateli, że tak łatwo poszli
na lep niemieckich centrowców, gdyż do tego towarzystwa dało się zaraz
zapisać 80-ciu gospodarzy. W skład zarządu weszli: p burmistrz Hiltawski
jako przewodniczący, p inspektor rolniczy Nowak jako jego zastępca, jako
sekretarz nauczyciel główny Żydek, jako zastępca sekretarza p Stoklossa,
jako skarbnik gospodarz Józef Cogiel. Dziwna rzecz, że ci centrowcy wszędzie
się wciskają, gdzie tylko mieszkają Polacy, którym na gwałt chcą narzucić
swoje zdanie, zachwalając im swoje dobrodziejstwa, które rzekomo wyświadczają
i wyświadczali dla ludu polskiego.
Lubliniecki.
W Nr 15 poinformowano o napadzie na
dyliżans pocztowy.
Woźniki pow Lubliniecki. W sobotę rano
około godziny 6 ˝ zatrzymał na drodze prowadzącej przez głęboki las, jakiś
mężczyzna wóz pocztowy i pytał czy mógłby się zabrać do miasta. Kiedy wchodził
do wozu, pytał się woźnicę, czy wiezie ze sobą pieniądze. Wskutek tego
zaczął woźnica podejrzywać nieznanego o niedobre zamiary, podciął konie,
a mężczyzna spadł z wozu. Podniósł się jednak szybko ze ziemi i począł
strzelać do wozu pocztowego. Kozioł na wozie i okienko zostały kilkakrotnie
podziurawione. Woźnica wychylił się w bok i obserwował napastnika, w ten
sposób wyszedł cało z napadu. Później spostrzegł, że z lasu wyszło jeszcze
trzech innych mężczyzn, którzy także strzelali. Utrzymują, że byli to bandyci
rosyjscy.
Nr 180 poinformował o pożarze w Babienicy.
Lubliniec. (Wielki pożar) zniszczył
w gminie Babienice siedm całych gospodarstw. Wielka ilość bydła zginęła
w płomieniach. Szkody wielkie, a w dodatku tylko mała część spalonych zagród
była na wypadek ognia ubezpieczonych.
Rok 1911
Pierwsza informacja zamieszczona w
Nr 18 dotyczy sprostowania korespondencji zamieszczonej w Katoliku.
Z Miotka pod Woźnikami w Lublinieckiem.
Wyczytaliśmy w gazecie naszej korespondencyę z Woźnik, iż nasz pan organista
ino śpiewa „Duszo moja”, a nie inne pieśni. A przecież ta pieśń jest piękna,
jeno sobie jej słowa trzeba zwarzyć dobrze co w sobie zawierają. A co do
łacińskiego śpiewa, to też nie zawsze ten śpiew jest, bo się także śpiewa
i po polsku. Nasz p. organista zresztą tak pięknie śpiewa, że daleko i
szeroko takiego organisty nie ma, coby tak pięknie śpiewał. Jakby jednak
inną pieśń śpiewał, u nas nie używaną, toby ją sobie musiał sam śpiewać
- jak już tu bywało, bo ludzie mi nie pomagają. Ile tu razy inną pieśń
śpiewa, to jeno sam p. organista śpiewa. Niech się ci, co u nas są niezadowoleni
przejdą po świecie, to dopiero zobaczą, że gdzie indziej jest gorzej. My
możemy być tedy zadowoleni.
Miotkowianie
W Nr 40 zamieszczono korespondencję
z Lubszy w sprawie budowy nowego kościoła.
Z Lubszy w Lublinieckiem. W naszym
kościele w niedziele i święta taki zawsze panuje ścisk, że się nie można
modlić swobodnie. Nieraz potrzeba by z bolu krzyczeć, jak człowieka przycisną
do ławki. W całym kościele ludzie się tak kołyszą, jak bałwany morskie.
W takim ścisku nie można się pobożnie pomodlić. Dawniejszy pan amtowy mówił,
że tam nowego kościoła nie potrzeba. Dlaczego nie? On sobie przyjdzie do
zakrystyi lub też siądzie sobie przy ołtarzu i nic nie wie o ścisku i utrapieniu
ludzi w kościele. Dlatego upraszamy czcigodną władzę biskupię we Wrocławiu
i patrona, księcia z Najdeku, żeby się starali o nowy kościół. Przew ks.
proboszcz nasz już zebrał na ten cel 18 000 marek. - dalej uprasza się
parafian, żeby się w naszym kościele postarali o śpiew więcej jednolity,
gdyż ten teraźniejszy śpiew nie ma wiele ładu w sobie.
B.Y.Ł.
Ta informacja nie spotkała się z przychylnym
odzewem wszystkich parafian lubszeckich, dlatego w Nr 52 zamieszczono sprostowanie
tej informacji.
Z parafii Lubszyckiej w Lublinieckiem.
Szan. korespondent z Lubszy rozpisał się nieco przesadnie o naszym kościele,
pisze bowiem, że w niedziele i święta zawsze w kościele panuje taki ścisk,
że się nie można modlić swobodnie, ale tak źle nie jest. W uroczyste święta
i odpusty, to przyznaję, że jest ścisk, ale w takie uroczystości to wszędzie,
chociażby też był największym kościół, to jest ciżba. Kto rychlej do kościoła
przychodzi, ten w zwykłe niedziele nieraz sobie będzie mógł i w ławce usiąść.
Dalej uprasza szan. korespondent władzę biskupią i patrona o nowy kościół.
Na to mu odpowiadam, że władza biskupia już przyzwoliła na powiększenie
kościoła! Ale cóż z tego, gdy jeszcze nie mamy tyle środków (pięniędzy),
ażeby budować nowy kościół, gdyż patron nie chce nic dać. Zaś te 18 000
mk., któreśmy złożyli jako podatek kościelny, a do którychby szan. korespondent
jeszcze musiał dość dużo dołożyć, żeby nie starczyły nawet na tymczasową
kaplicę. Tak szan. korespondent będzie musiał jeszcze kilka lat czekać.
A co do śpiewu, że nie ma ładu w sobie, to radzę szan. korespondentowi,
ażeby założył Towarzystwo śpiewackie, a wyćwiczył ludzi w śpiewie. Nasz
pan organista chętnie się przychyli do tego, gdyż nie jest przeciwnikiem
śpiewu polskiego. Cz.Z
W Nr 59 zamieszczono korespondencję
dotyczącą tego samego tematu.
Lubsza w Lublinieckiem. Wyczytałem
niedawno temu korespondencyę z Lubszy. Ponieważ w Lubszy mieszkam, tak
znam kościół i sprawy kościelne. Co pierwszy p. korespondent pisze, że
kościół jest mały, to jest prawda, ale nie dziw, bo jak przyjdzie niedziela,
to się schodzą różne do nas narodowości, jak Niemcy, Łacinnicy i my Polacy.
Jak przyjdzie do śpiewu to się p. organista bardzo namozoli, bo śpiewa
po łacinie, trochę po polsku, a co się tyczy Niemców, to tych niema ani
co na palcach rachować, aleby im też trzeba zaśpiewać, choćby jeno we wielkie
święta. Ale czy to śpiewają Niemcy? Nie! Nasze polskie dziatki muszą śpiewać,
bo p. organista każe, a jest on nauczycielem. Jakby ten śpiew niemiecki
wyglądał, jakby sami Niemcy śpiewali? Przybędzie ich tylko trzech lub czterech.
My Polacy jak już przyśpiewamy jedną albo dwie pieśni, to potem musimy
usta zawrzyć, bo zaś potem śpiewają łacinnicy, jak na Pokropienie, na Błogosławieństwo,
itd. - "Anioł Pański" śpiewamy my Polacy, ale tak rozwlekle, że ta krótka
modlitwa trwa blisko pół godziny. - Tak prosimy p. organistę aby się zajął
więcej nauką polskich pieśni, bo już tego wcale nie możemy na sumieniu
cierpieć! - Przydałby się nam już bardzo nowy kościół, ale czy jest chęć
pomyśleć o nim, albo składki nań dawać? Stary kościółek jest tak mały,
że jak człowieka ścisną, to aż oczy na wierzch wychodzą. Natomiast Łacinnicy
i Niemcy mają jeszcze miejsca dość, oni nie potrzebują na nowy składać.
A w nowym kościele to by się oni może wcale nie rozpanoszyli, tak iżbyśmy
Polacy może wcale mniej miejsca jeszcze mieli. Już jest pono 18000 marek
na nowy kościół, ale cechunek nań jeszcze może nie będzie odpowiedni, choć
jest dość drogi, bo pono kosztuje 2000 marek. - Muszę jeszcze powiedzieć,
iż jak się p. organistę kto z parafian zapyta, czemu to jeno po łacinie
śpiewa, to odpowiada, że sobie tego Ojciec święty życzy. A to nie może
być prawdą, bo jak czytałem w gazetach, Ojciec święty cieszył się, gdy
biskup pewien w Irlandyi zaprowadził śpiew i modlitwy w języku ojczystym.
Czyżby to dla nas Polaków miał sobie po łacinie życzyć? To się z prawdą
nie może zgadzać. W obcym języku się nie można modlić nabożnie, bo to niezrozumiałe
jest i wcale do serca nie idzie. Tożbyśmy prosili Przewiel. ks. proboszcza,
żeby nasze życzenie w sprawie śpiewu uwzględnił, bo już niemal wszyscy
są rozgoryczeni na śpiew teraźniejszy. - Tego brakowało pierwszemu korespondentowi,
ale zatem teraz dosyć. - A co się drugiego p. korespondenta tyczy, to mu
odpowiadam, że musi być niewiedzieć skąd, bo pisze iż ciżby w naszym kościele
nie ma, i że gdyby wczas każdy przyszedł do kościoła, toby sobie mógł do
ławki siąść. A czy to prawda? Jest tych ławek bardzo mało, bo tylko może
zasiąść najwięcej 100 osób, a parafian jest na 4 ˝ tysiąca. - I tak też
pisze dalej, że patron nie chce nic dać, powiadając iż patron płaci za
nich. Ludzie też co mają daleko do kościoła, a w domu dobytek do zaopatrzenia,
ludzie starsi, słabowici ni mogą zresztą na czas przyjść i do ławki zasiąść
na rannem nabożeństwie, bo ławki już dawno są zasiądzone. A co do śpiewu
to pisze p. korespondent drugi, iż może ten pierwszy korespondent Towarzystwo
śpiewackie założyć. Ale czy to jest jego rzeczą? To jest rzeczą p. organisty!
Albo pisze dalej iż p. organista nie jest polskiego śpiewu przeciwnikiem.
Tego też nikt nie mówi, ale o tem mówimy, że zwolennikiem nie jest, bo
gdyby był zwolennikiem polskiego śpiewu, toby już był dawno zaprzestał
śpiewania łacińskiego i niemieckiego, a byłby staranniej zajął się pieśniami
polskiemi. (ponieważ niniejsza korespondencya była bardzo długa a w gazecie
jest brak miejsca, przeto musieliśmy niektóre zdania skreślić. - Red)
Nr 93 zamieścił korespondencję w sprawie
utworzenia katolickiej szkoły w Piasku.
Lubsza w Lublinieckiem. ("Równouprawnienie")
Do tutejszej parafii należy miejscowość Piaski (Ludwigsthal), w której
od czasów Fryderyka Wielkiego istnieje niemiecko - ewangelicka kolonia
z kościołem ewangelickim i szkołą. Od wielu lat muszą dzieci katolickie
gminy Piaski chodzić do tej czysto ewangelickiej szkoły. W roku 1906 było
tam 67 katolickich i 19 ewangelickich dzieci, w 1907 roku 57 kat. 15 ewang.,
w następnych latach stosunek dzieci katolickich do ewangelickich był podobny,
w r 1910 było 61 katolickich, a 23 ewangelickich dzieci. Katoliccy ojcowie
rodzin wystosowali już dwa razy podania do ministerstwa oświaty o urządzenie
katolickiej szkoły. Na pierwsze podanie otrzymali swego czasu odmowną odpowiedź,
na drugie podanie nie otrzymali żadnej odpowiedzi, a czekają na nią już
kilka lat.
W Nr 126 zamieszczono informację o
wypadku podczas wesela w Mzykach.
Lubliniec. (Smutny koniec wesela).
Wielkie nieszczęście zdarzyło się w Majkach przy Babienicach. U posiedziciela
domu odbywało się wielkie wesele córki. Wśród gości znajdował się także
pewien urzędnik graniczny. Ojciec młodego pana, niejaki Bogiel wezwał urzędnika,
aby się z nim z żartu pojedynkował. Przyniósł sobie w tym celu starą strzelbę.
Lecz nieszczęście chciało, iż urzędnik nie zamknął i zabezpieczył kurka.
Toteż gdy zaczęli się duelować, nagle strzelba urzędnika puściła. Strzał
ugodził Bogiela w głowę, tak iż śmierć nastąpiła na miejscu.
Nr 135 poinformował o mrozach nawiedzających
okolicę Woźnik pod koniec wiosny 1911 roku.
Miotek. (Mrozy). Okolice tutejsze od
blisko dwóch tygodni nawiedzają niezwyczajne na tę porę mrozy. Minionej
niedzieli panował mróz tak silny, że pomarzły ziemniaki, w niektórych miejscach
do samej ziemi. Dość często słyszy się nawet, że ziemniaki zupełnie już
pomarzły. Niepomyślnie jakoś zapowiadają się zbiory.
O niegospodarności Woźnickiego Zarządu
Miasta doniesiono w Nr 189.
Woźniki. Jak tutaj panowie z zarządu
miasta gospodarują, dowodzą następujące wypadki: Z wiosną tego roku upłynął
termin wynajmu polowania. Wynajmu polowania nie obwieszczono, ale według
bieżących pogłosek miał p. burmistrz za 800 marek drogą prywatną polowanie
wynająć. Sprawa ta dostała się do landrata w Lublińcu, który wydał rozporządzenie,
aby polowanie publicznem obwieszczeniem wynająć, co też rzeczywiście nastąpiło,
mianowicie za 2050 marek rocznie. W ten sposób uratowano 7000 marek dla
kasy publicznej. Gdy się to jako tako uspokoiło, wyszło inne szydło z worka,
a mianowicie drzewo, które p. Goldstein z Bytomia zakupił, nie było dobrze
odmierzone i to na niekorzyść miasta. Do magistratu nadszedł list, w którym
grożono opublikowaniem całej sprawy, jeżeli natychmiast drzewa nie wymierzą.
Widocznie mieli sumienie niespokojne, bo po wymierzeniu drzewa pokazało
się, że z reszty drzewa uratowano 2000 marek na dobro miasta. Oburzającem
jest, co jeden z tych panów magistrackich powiedział: „Dajmy tego roku
temu spokój, na przyszły rok będziemy lepiej uważać”. Na to oczywiście
się nie zgodzono, skoro tak wysokie podatki u nas płacić trzeba. A po tem
wszystkiem p. burmistrz wyjechał sobie na wakacye, na świeże powietrze.
O suszy, która latem 1911 roku nawiedziła
okolice Woźnik poinformował Nr 212.
Lubsza w Lublibnieckiem. Jak w całym
świecie, tak i u nas jest w tym roku sucho i bieda jest wielka bez deszczu.
Każdy widzi, iż to jest już kara Boża, ale nie każdy to sobie rozważy.
U nas to tak wygląda, jakgdybyśmy się tu najlepiej wszyscy mieli. W niedzielę
dnia 3 bm sprawił pewien karczmarz w naszej parafii jakiś festyn niemiecki.
Ale pożal się Boże, co to się robi w naszej cichej katolickiej wiosce,
w której zaledwie 6 rodzin jest innej wiary, a cała gmina jest katolicka.
Cośmy to słyszeli w owej nocy z 3 na 4 bm! ludzie, czy nie chodzicie do
kościoła? Czy nie słyszycie nauk naszego Wiel. ks. proboszcza? Macie dla
jego nauk uszy zawarte? Przecie nam jest bardzo pilno Boga o deszcz prosić,
a nie jeszcze go przez takie krzyki w dzień święty obrażać! Jak sobie jaki
pan chce taką zabawę sprawić, to sobie niech sam krzyka, ale na nas katolików
to bardzo nie przystoi na taki czas, jaki przed sobą widzimy.
Jeden
Terminy działalności komisji poborowej
przez powiat zamieszczono w Nr 251.
Lubliniec. Tegoroczne kontrolki jesienne
w tutejszym powiecie odbędą się dnia 3-go listopada o godz. 10 przed południem
i o godz. 3 po południu w Dobrodzieniu, dnia 4 listopada o godz. 10 przed
południem w Pawonkowie i o godz. 3 Ľ po południu w Pludrach, dnia 6 listopada
o godz. 10 przed południem w Glinicy, po południu o godz. 3 w Lublińcu
I obwód, dnia 8 listopada o godz. 10 przed południem w Lublińcu II obwód,
o godz. 3 po poł. w Kaletach, dnia 9 listopada o godz. 10 przed południem
w Boronowie, o godz. 2 po południu w Koszęcinie, dnia 10 listopada o godz.
10 w Ludwigsthal, o godz. 2 w Woźnikach.
Głos oburzenia na pracę w święta zamieścił
Nr 271.
Z Lublinieckiego. W dzień Wszystkich
Świętych, a więc w święto uroczyste, w tak zwanym Helenentalu pod Woźnikami
we dworze ludzie pracowali, mianowicie widziano robotników, jak dachy naprawiali
i smołą smarowali. - W niedalekiej Lubszy zaś, także we dworze parowymi
pługami pole orano, co parafian bardzo niepokoiło i zgorszyło. Natomiast
na drugi dzień, w dzień zaduszny, oracze dworscy świętowali. - Potępić
należy pracowanie w takie uroczyste święto w tak szczerze katolickiej okolicy,
jaką jest powiat lubliniecki. My katolicy mamy prawo wymagać od wszystkich,
co tutaj wśród nas mieszkają, aby nasze uczucia religijne uszanowano, co
w takich wypadkach jak powyższe, chyba nikomu trudnem być nie powinno.
Tym panom chyba zależeć powinno na tem, żeby tutejszej ludności katolickiej
nie obrażać, gdyż tutejsza ludność właśnie dostarcza im najwięcej robotników,
których w dzisiejszych czasach w rolnictwie za wiele nie ma.
Katolik
W tym samym numerze zamieszczono również
sprawozdanie z uroczystości otwarcia szkoły kucharskiej w Lubszy.
Lubsza w Lublinieckiem. (Spóźniona)
w sobotę 4 listopada otwarto tutaj szkołę kucharską na sali p. L., w której
się dziewczęta mają uczyć gotować jadła rozmaite. Szkoła ta jest niemiecką
i pewnie posłuży więcej do germanizacyi, niż do dobrych obiadów. Niech
dają ludziom zarobić dobrze, to już lud nasz będzie umiał sam dobrze i
zdrowo odżywiać się. Prosto sporządzone potrawy a pożywne są najlepsze
dla zdrowia, a proste potrawy umie lud nasz doskonale gotować, tylko często
mu nie starczy na dostateczne odżywianie się. - Na otwarcie tej szkoły
przybył p. landrat i hrabina ze Świerklańca (Najdeku). Pan amtowy dla uczczenia
tych gości przywołał "kriegerferajn" i "fojerwerę". Tak to otwarcie szkoły
niemieckiej było też wybitnie niemieckie, choć cała nasza wieś jest polska.
Dziwić się można najbardziej "kriegerferajnistom", ludziom często już w
podeszłym wieku, którzy wciąż jeszcze lubią, jak inni nimi komenderują.
Co do mnie, to wolę być wolnym obywatelem, niezależnym i niczyim sługą.
Co chcę to robię, a nie skakam według niczyjej komendy. I tak mi jest bardzo
dobrze. "Kriegerferajnistom" nie tylko nie zazdroszczę, ale nieraz czuję
litość nad nimi.
Tambył
Ostatnia informacja z 1911 roku zamieszczona
w Nr 282 dotyczy wyników wyborów do Rady Miejskiej w Woźnikach.
Woźniki.(Wybory do rady miejskiej).
W tych dniach odbyły się tu wybory do rady miejskiej. W pierwszym oddziale
wybrano kupca Brauera i kupca Juliusza Kuszla jednogłośnie, w trzecim oddziale
wybrano chałupnika Franciszka Morcinka i Grzegorza Mierzwę.
Rok 1912
Z początkiem 1912 roku odbyły się wybory
do Reichstagu. Echa kampanii wyborczej przeprowadzanej w Woźnikach znajdujemy
w Nr 9.
Woźniki w Lublinieckiem. Jak dawniej
tak też i przy teraźniejszych wyborach usiłują różni ludzie zbałamucić
naszych tutejszych wyborców polskich, mówiąc im, aby nie wybierali Polaka
(ks. Jankowskiego), lecz Niemca, bo gdyby wybierali Polaka, to rząd za
karę za to nie zezwoli na budowę kolei żelaznej ku Woźnikom, której sobie
ludzie w całej okolicy bardzo życzą. - Na to ja wam tak odpowiadam: Kochani
bracia, właśnie każdy (nietylko Polak, ale nawet i Niemiec, i żyd), który
chce, aby przyszło do budowy kolei, ten powinien przy nadchodzących wyborach
ściślejszych głosować tylko na Polaka, na ks. Jankowskiego. Bo wtedy, gdy
padnie w naszej okolicy jak najwięcej głosów na Polaka, to wtedy najprędzej
jest nadzieja, że rząd tę oczekiwaną kolej do skutku doprowadzi, a to ze
strachu przed polszczyzną. Bo sobie rząd powie tak: Kiedy tam niemczyzna
tak słabo stoi, to ją musimy wesprzeć (wspomóc) i kolej wybudować, gdyż
w takim razie dostanie się tylu a tylu niemieckich urzędników itp. w te
polskie okolice. - że rząd za wybieranie Niemca nie da nam kolei, to z
przeszłych lat aż nadto dobrze wiemy. Wszak przez więcej niż 30 lat wybieraliśmy
Niemców - centrowców, na ostatku nawet takiego lidera niemczyzny i rządu
hr. Ballestrema! A czy kolej wybudowano? Nie! Lecz jakby na kpiny co kilka
lat ją nam obiecywano, nie myśląc o wypełnieniu obietnicy. - Więc bracia
z Woźnik i całej tutejszej okolicy, objaśniając o tem inszych, zwłaszcza
tych obałamuconych, co to w naszym miasteczku i okolicy Niedta głosowali,
aby teraz wszyscy do jednego poszli na wybory, a głosowali tylko na ks.
Jankowskiego, nie tylko dlatego, że to ksiądz, Polak i brat nasz, ale i
ze względu na ową wspomnianą kolej.
Znawca stosunków
O pożarze, który wybuchł w jednym z
majątków księcia Donnersmarcka poinformowano w Nr 43.
Lubliniec. W pobliskim dominium księcia
Donnersmarcka wybuchł w nocy na 1 kwietnia pożar, który zniszczył doszczętnie
stodołę. Tylko szybkiej pomocy straży ogniowej i także tej okoliczności,
że wiatr dął w przeciwną stronę, należy zawdzięczać, że ogień się na pobliskie
budynki nie rozszerzył.
W Nr 47 poinformowano o pożarze w Bukowcu.
Lubliniec. W Bukowicach pod Psarami
w nocy z niedzieli na poniedziałek zgorzały doszczętnie trzy gospodarstwa.
Ani jeden z gospodarzy nie był ubezpieczony. Oczywiście pogorzelcy znajdują
się w największej biedzie.
W Nr 66 poinformowano o warunkach pracy
w zakładach w okolicy Woźnik.
Od Kalet w Lublinieckiem. (Robotnicze).
Wszystko tu cicho, jakby było tu najlepiej. Ale niestety, sam biedy pod
dostatkiem. Są tu co prawda zarobki, ale bardzo marne. Jest sam fabryka
celulozy i wielka piła (tartak). Należy do księcia ze Świerklańca (Najdeku),
ale zarobki nie są książece, lecz nader liche na teraźniejsze czasy, gdy
wszystko jest tak drogie, gdy wszystko idzie jeszcze w górę. Zarobki jednakowo
tu stoją i ani fenyga nie przyłożono. Więc jest koniecznością już, żeby
nasi panowie nam co zarobków poprawili! Teraźniejszy zarobek jest niewystarczający.
Owe 2,40 mk do 2,90 mk, co teraz zarabiamy, maleje bardzo po potrąceniu
składek do kasy pensyjnej itd. - pozostaje nam zaledwie niecałe 2 mk do
2,20 mk. - A teraz podatek, komorne, żywność, ubiory i wszystko inne bardzo
jest drogie, więc kto ma rodzinę, ten wyżyć nie może, gdy nieraz przypada
tylko 20 albo 25 fen na dzień na głowę jedną w rodzinie. Ale panowie poprawić
zarobku nie chcą, choć zarobek dzisiejszy ani na suchy chleb nie wystarcza.
A jeśli człowiek zachoruje, to co wtedy ma rodzina począć za 1,40 mk albo
też za 1 mk wsparcia? U kupca długi, a w domu nie ma ani grosza. Zgroza
człowieka przejmuje, gdy o tem myśli. - Więc nader smutne jest położenie
robotników tutejszych, a panowie o jakiemś chrześciańskiem wynagrodzeniu
robotnika ani myślą. Wystarczy, aby im się dobrze powodziło. Robotnik ma
tylko ciężko pracować i głód cierpieć.
Kilku
W Nr 84 zamieszczono korespondencję
z Kamienicy opisującą sytuację w tej wsi.
Z Kamienicy, powiat lubliniecki. Wyczytałem
w naszej gazecie pewną korespondencję z Dolnych Łazisk pod Mikołowem. Korespondent
skarży się, że podatek gminny jest tak wysoki, że aż na 300 procent jest
ułożony. No, ale szanowny panie korespondencie, u nas jest jeszcze gorzej.
Jest wprawdzie u nas woda, że aż sama przez wieś ciecze, i o studnie nie
ma żadnej trudności, gdyż źródeł jest u nas pod dostatkiem; drogę przez
wieś mamy także wybrukowaną, a inne drogi są w porządku, ponieważ mieliśmy
w tych latach separacyę, to jest przełożenie pól, przez którąśmy do porządku
przyśli. Wprawdzie przyśliśmy do porządku, ale też i do długu, bośmy musieli
zaciągnąć pożyczkę w kwocie15000 marek, które musimy oprocentować i umarzać
przez 36 lat. Więc mamy podatek gminny, ułożony na 300 procent, ale potem
jeszcze płacimy: na separcayę 60 fen. od jutrzyny (okrągło 400 procent),
podatek kościelny 35 procent, tak że do kupy tego jest 735 procent. Na
co taki gminny podatek wysoki ułożony, jest mi nie wiadomo; jest tylko
powiedziane od pana sołtysa, że pan landrat tak nakazał. Ale jak to bywa
wszędy po gminach, to i tu jeno "dajcz" wszystko idzie; tak też nasz gminny
pisarz nie chce mówić wiele po polsku, tylko po niemiecku, a nasi zastępcy
zaś mało który po niemiecku wszystko dobrze rozumie - ba, nawet są tacy
uczciwi obywatele, co swego miana ani po polsku nie potrafią nakreślić.
No, ale cóż już na to mówić? Myśmy ich sami obrali, więc musimy być cicho;
chociaż nam niektóre sprawy nie smakują.
Podleśny
O polskim wiecu narodowym, który odbył
się w Kamienicy poinformowano w Nr 116.
Kamienica w Lublinieckiem. Wiec w Kamienicy
odbył się w niedzielę 22 bm popoł. na polu p. Jana Hankego. Zebrało się
około 500 ludzi. Przemawiał przeszło 2 godziny p. redaktor Piotrowski ze
Zabrza o naszem położeniu narodowem. Wiecownicy słuchali ze zajęciem i
podziękowali mówcy. Zakończono wiec odśpiewaniem piosenki „Serdeczna Matko”.
Przewodniczył p. Hanke Jan, bardzo dobry patryota.
W Nr 143 poinformowano o wystawie płodów
rolnych, która odbyła się w Lubszy.
Lubsza w Lublinieckiem. W niedzielę
dnia 17-go bm urządził nam związek rolniczy, niestety niemiecki, na sali
pana L w Lubszy tak zwaną wystawę płodów rolniczych, na którą z kilku dworów
sprowadzono różne próby nasion, a niektóre także od chłopów rolników. Przybył
też i p. landrat z Lublińca, książę Hohenlohe z Koszęcina i dyrektor szkółki
rolniczej p. Arndt z Gór Tarnowskich. Pan landrat po mowie powitalnej otworzył
wystawę hymnem niemieckim, który także orkiestra przygrywała. Potem wygłosił
p. landrat dłuższą przemowę, w której zaznaczył, jak to rząd niemiecki
pragnie podźwignąć stan rolniczy (w słowach, ale nie w czynach), i rozwodził
się dłuższy czas o kulturze niemieckiej. Następnie zabrał głos nauczyciel
szkółki rolniczej p. Arndt. W długiej przemowie pouczał nas o hodowaniu
bydła, jak się mamy obchodzić z bydłem, ażeby jak największy zysk osiągnąć.
Następnie mówił o tuczeniu świń, ile to paszy darmo spotrzebujemy a świnie
się nie tuczą tak, jak powinny, nawet nam obrachunki przedstawił, ile to
musi tuczenie osiągnąć. - Lecz zapytuję p. Arndta, czy on, gdy był w Boronowie
inspektorem, osiągnął te korzyści w praktyce, jakie nam przedstawiał teoretycznie?
Mnie się zdaje, że nie osiągnął takiego rezultatu. - Następnie przystąpiono
do świetlanych obrazów, które przedstawiały różne rasy bydła, tj. fryzyjskie,
holenderskie, itd. itd., na które nam p. Arndt zwracał uwagę i objaśniał
nam owe rasy. Po bydle przyszły obrazy na rasy świń, o których nam także
wyjaśnienie dał, które są lepsze do płodu, a które do tuczenia. Na ostatek
jeszcze raz zabrał głos p. landrat i napomniał nas, ażebyśmy jak najwięcej
korzystali z owego związku, i zakończył ową wystawę drugim hymnem niemieckim,
i tu także orkiestra przygrywała. - Po zakończeniu udano się oglądania
owych próbek, które nam także były objaśniane, gdzie i na jakiej roli jakie
nasiona siać, ażeby jak najlepszy plon osiągnąć. Lecz mnie się zdaje, najpewniej,
gdybyśmy dostali nasion z Rosyi, z zimniejszego klimatu, niż jest u nas,
toby była pewnie poprawa, ale z cieplejszego klimatu na zimniejszy rośliny
przenosić, to się rzadko tylko uda. Nasza Lubsza i okolica jest położona
wysoko na wzgórzach, ma klimat zimny, a grunta także zimne. - Po oględzinach
próbek nastąpiły tańce. - W ogólności lud polski bardzo mało z tego niemieckiego
urządzenia miał korzyści. Gdyby to ludowi po prostu w polskim powiedziano
języku, byłby skutek lepszy.
Byłtamski
Rok 1913
W Nr 7 poinformowano o rozpoczęciu
budowy kaplicy w Miotku.
Miotek pod Woźnikami (w Lublinieckiem).
Wielceśmy się rozradowali, gdyśmy się dowiedzieli od naszego Wiel. ks.
proboszcza, że nam takie hojne ofiary złożono na naszą kaplicę. Przezacnym
ofiarodawcom za to składamy stokrotne i serdeczne „Bóg zapłać!”. Wielce
się radujemy, ze też będziemy mieć w pobliżu Dom Boży, tak, że też i starzy
i słabowici do kościoła chodzić będą mogli, a i dzieci mogą wcześniej na
naukę katechizmową chodzić. Ale jeszcze nie wiemy kiedy się budowa kościółka
u nas rozpocznie, bo jeszcze dużo pieniędzy brakuje. Tak z wielkiem uszanowaniem
prosimy i pukamy do dobrych serc ofiarodawców, aby się też z jaką przyłączyli
i dopomógli nam do zbudowania świątyni Pańskiej. A naszemu Wielebnemu ks.
proboszczowi składamy także serdeczne „Bóg zapłać!” za wszelkie trudy około
nas podjęte.
Miotczanie
Nr 22 zamieścił informację o powstaniu
filii Zjednoczenia Zawodowego Polskiego w Lubszy.
Lubsza w Lublinieckiem. W dniu 6-go
stycznia odbyło się u nas pierwsze walne zebranie nowo założonej filli
Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, oddział rzemieślników. Na zebranie się
członkowie kompletnie jak i goście liczni stawili. Obraliśmy zgodnie cały
zarząd i nasze grono jeszcześmy powiększyli. - Potrzeba nam teraz, abyśmy
naprzód w oświacie i organizacyi postępowali, i to przez to, że każdy z
nas stanie się szermierzem oświaty i żywym członkiem organizacyi. Albowiem
w naszych okolicach najbardziej potrzeba nam oświaty, abyśmy się podnieśli
moralnie i materyalnie. Wtedy niejeden będzie więcej niż dotąd unikał szynków,
a zabierze się do czytania jakiejś pożytecznej gazety polskiej. Wtedy niejeden
niepotrzebny, a kosztowny proces będzie oszczędzony. Tutaj biedny lud bowiem
często się niepotrzebnie procesuje i setki marek płaci niepotrzebnie na
to, choć sam największą ma biedę. - Dalej proszę was, kochani rodacy, a
przede wszystkim was rzemieślników budowlanych, którzy jeszcze niepotrzebnie
do ferajnów niemieckich należycie, skąd wam żadnej pomocy nie dano ani
nie dadzą, przystępujcie wy raczej do Zj. Zaw. Polskiego, bo jest wam wiadomo
chyba, co nam pracodawcy chcą na przyszłą wiosnę zgotować. Więc nie mamy
na kogo liczyć, jak tylko na swe własne siły. A więc dalej do organizacyi
i do oświaty! Pamiętajmy na słowo: "Oświata ludu dokona cudu!" i "W jedności
jest siła".
Luby
Nr 63 poinformował o planach budowy
kolei do Woźnik.
Woźniki w Lublinieckiem. Kolej żelazna
z Kalet do Woźnik ma być jednak budowana, i to chyba w czasie już niedalekim.
Rząd zaciąga wielką pożyczkę na budowanie nowych kolei. Z pożyczki tej
przeznacza 2 090 000 marek na budowanie kolei z Kalet do Woźnik. wynika
z tego, że chyba już wnet budowę tej kolei rozpoczną. Kolej ta była już
od dawna bardzo pożądana.
W Nr 69 poinformowano o włamaniu do
mieszkania jednego z woźnickich kupców.
Woźniki. W jednej z ostatnich nocy
dokonano wielkiej kradzieży z włamaniem u jednego z tutejszych kupców.
Rabusie przemocą otwarli szafę żelazną i zabrali 85 rubli, blizko 200 mk
puskich pieniędzy, około 20 mk drobnych pieniędzy, 3 książeczki oszczędnościowe
na około 2000 marek, kilka zegarków, złoty łańcuszek, kilka złotych pierścieni,
itp. Po złodziejach nie ma dotąd śladu.
Nr 138 przyniósł informację o planach
budowy Sądu Okręgowego w Woźnikach.
Woźniki. Mają tu ustanowić i budować
sąd okręgowy. W magistracie odbyła się tu konferencya z udziałem prezydenta
sądu nadziemiańskiego. Prezydent ten uznał sam potrzebę takiego sądu w
Woźnikach. Magistrat zaś obiecał fiskusowi jak najdalej idące ustępstwa
w sprawie budowy sądu.
O morderstwach do jakich doszło w powiecie
lublinieckim donosi Nr 164.
Lubliniec. (Mordy) Ze wsi Piasek (Ludwigstal)
donoszą, że tam znaleziono służącą Bot z przerżniętą szyją. Ze Sadowa zaś
dochodzi wiadomość o zmordowaniu w lesie pięcioletniego synka robotnika
Sprota. Synek ten był z dwoma innymi w lesie harbułtowskim zbierać jagody.
Tam go spotkał pewien 30 - leni mężczyzna, który niby z żartów chłopca
zabrał ze sobą; krótko potem chłopca znaleziono z poderzniętą szyją jako
trupa. Dwie godziny później ujęto zabójcę. Jestto nieżonaty jeszcze syn
pewnego poważanego gospodarza, słabego umysłu; czyn zbrodniczy popełnił
prawdopodobnie w przystępie zaćmienia umysłowego. Aresztowanego odstawiono
chwilowo do więzienia śledczego w Lublińcu; podobno już przyznał się do
zbrodni.
W Nr 169 sprostowano informację o
mordzie w Piasku.
Lubliniec. W sprawie dziewczyny, którą
znaleziono ciężko ranną w Piosku tutejszego powiatu, donoszą jeszcze: Nie
nazywa się ona Bot, tylko Heliś, a służyła u leśniczego Bota. Nie ma też
ona gardła poderżniętego, tylko ma ciężką i bardzo niebezpieczną ranę na
czole; czaszka jej została rozbita i mózg został odkryty. Dziewczyna dotąd
żyje w lazarecie w Lublińcu i może wyzdrowieje. Na razie nic sobie nie
przypomina z tego, co się z nią stało i w jaki sposób została skaleczona.
W Nr 211 powrócono do sprawy zranienia
służącej leśniczego z Piasku.
Lubliniec. (Niewyjaśniony mord). Swego
czasu w gminie Piosek znaleziono Matyldę Heniś, służącą u leśniczego Bota,
ciężko zranioną w głowę. Przed kilku dniami dziewczyna ta zmarła. Przypuszczano,
że została uderzona siekierą w głowę, atoli pośmiertne badanie zwłok wykazało
mylność tego przypuszczenia; z drugiej jednak strony nic stwierdzić nie
można coby wskazywała czem i jak dziewczynę pokaleczono. Morderca także
został niewykryty i cała sprawa ta jest zagadkowa.
Nr 253 poinformował o zaobserwowaniu
wścieklizny w Babienicy.
Lubliniec. (Wścieklizna). Na Babińcu
zabito psa wściekłego. Z tego powodu zarządzono na całą okolicę wiązanie
psów.
W Nr 266 poinformowano o zamiarze wprowadzenia
w Woźnikach gazowego oświetlenia ulic.
Woźniki. W dniu 17 bm odbędą się tu
wybory do rady miejskiej. Ostatnie posiedzenie rady miejskiej postanowiło
dla lepszego oświetlenia ulic wybudować małą gazownię. Burmistrz ma najpierw
zasięgnąć informacyi co do budowy małych gazowni.
Nr 283 poinformował o sposobie załatwiania
porachunków przez Rosyjską Straż Graniczną.
Woźniki. Gospodarz Władysław Froch
z Królestwa Polskiego, który przemycał różne rzeczy przez granicę, został
przez kozaka postrzelony. Froch upadł na ziemię. Obok niego znaleziono
nieżyjącego żandarma rosyjskiego. Przypuszczano, że żandarma zamordowali
przemytnicy, sekcya zwłok wykazała jednak, że żandarma zastrzelili również
kozacy
Rok 1914
W Nr 52 poinformowano o w miarę szybkim
rozpoczęciu prac przy budowie kolei Woźniki - Kalety.
Woźniki w Lublinieckiem. Tutejszy magistrat
jak i okoliczne gminy powiadomione zostały w ostatnim czasie przez dyrekcję
kolei, że prace około zbudowania toru kolejowego pomiędzy Woźnikami a Kaletami
niebawem rozpoczęte zostaną. Przy tej sposobności zwraca dyrekcja kolejowa
na to uwagę, że kasa państwowa udziela wynagrodzenia za szkody wyrządzone
na polach z powodu prac około tego toru kolejowego.
O tragicznym wypadku w okolicy Psar
poinformował Nr 105.
Psary pow. lubliniecki. (Zabita przez
piorun). Czternastoletnia córeczka gospodarza Nowaka została przez piorun
zabita. Pasła ona gęsi, przy czem zaskoczyła ją burza. Ojciec jej śpieszył
na pole z kołdrami, żeby młode gąsięta pozbierać i do domu przynieść. W
oddaleniu kilku kroków od swej córeczki uderzył piorun i zabił dziewczynę
na miejscu, a ojca ogłuszył.
W Nr 119 wrócono do sprawy budowy kolei
biegnącej przez Woźniki.
Lubliniec. Potrzeba kolei z Radzionkowa
przez Woźniki, koło Kamienicy i Lubszę do Herbów. O tem już dawniej pisano,
a nawet kolei była wymierzana. Będą budowli kolei z Kalet do Woźnik. To
nie wystarcza bo w niektórych częściach powiatu lublinieckiego jeszcze
2 mile drogi ludzie mają do kolei. Gdyby budowano kolei dłuższą, byłoby
więcej roboty, a przedewszystkim byłaby korzyść dla ludności po wsiach
okolicznych. W ziemiach naszych są rozmaite skarby, jak ruda, kamień itp.,
któreby można wykorzystać, gdyby była kolei. Przy teraźniejszych stosunkach
są wielkie trudności a my posiedziciele nic nie mamy ze skarbów naszej
ziemi. (Radzimy wiadomość o rudzie itd. posłać do firmy, które się o to
starają. Skarby się nie stracą). Od dziesiątek lat wybieramy posłów do
centrum, hrabiego Strachwitza i innych. Przed wyborami dużo obiecanek,
dużo opowiadania o sile i mocy centrum, ale kolei tej jak nie ma tak nie
ma. Wiem, że to rzecz trudna, ale przy tej sile i mocy, jaką niby centrum
ma, powinno byłoby się już stać. Widać, że za mało się o nas starają. Wiem
jednak, ze przy przyszłych wyborach znów będą te same obiecanki i opowiadania
o sile centrum. Mnie się posłowie centrowi z naszego powiatu już dawno
nie podobają. O tem opowiadam innym. Prosty
O pożarze w Woźnikach poinformowano
w Nr 140.
Woźniki (w pow. lublinieckim). Niedawno
temu wybuchł w domu zagrodnika Bernarda Wysockiego ogień i zniszczył go
doszczętnie. Straty powstałe są znaczne, ponieważ W. był tylko nizko zabezpieczony.
Policya przypuszcza, że ogień został podłożony. Jako domniemanego złoczyńcę
aresztowano pewnego łazęgę i odstawiono go do więzienia.
Nr 190 doniósł o zamierzeniach gospodarczych
Prowincji Śląskiej w stosunku do Lublińca i Woźnik.
Lubliniec. Wydział prowincyonalny postanowił
zażądać od sejmiku prowincyonalnego zapomogi dla miasta Lublińca na osuszenie
lasu miejskiego, i to zapomogi we wysokości 8 100 marek. Podobna zapomoga
we wysokości aż do 10 000 mk ma być przyznana miastu Woźnikom na osuszenie
tamtejszego lasu miejskiego.
Nr 194 przyniósł informację o targach
na konie obywających się po polskiej stronie granicy.
Lubliniec. Jarmarki na konie na pograniczu
w Polsce odbywać się mają przez kilka następnych czwartków, a mianowicie
w Gniazdowie opodal Woźnik i w Herbach na stronie polskiej. Dostęp na jarmarki
te mają tylko ci posiedziciele, którzy mają od landrata lub nadburmistrza
poświadczenie, że konie swoje oddać musieli wojsku. Wolno im zaś nakupić
tyle koni ile własnych koni wojsku sprzedali. Handlarze jako kupcy są wykluczeni
z tych jarmarków. Przewóz tych koni przez granicę jest obecnie bez cła.
Ceny koni zaś nie są wygórowane, gdy konie same są często nader dobre.
W Nr 201 poinformowano o przywróceniu
kontroli celnej na przejściu granicznym w Woźnikach.
Woźniki w Lublinieckiem. Przejście
graniczne do Polski było tu dosyć swobodne w ostatnich tygodniach, ale
w ostatnich dniach zostało zakazane. Mogą granicę przechodzić jeszcze tylko
te osoby, które mają poświadczenie od landrata albo władzy wojskowej.
Rok 1915
O złotym weselu małżeństwa z Goroli
doniósł Nr 30.
Od Woźnik. (Złoty jubileusz małżeństwa).
W Goralach obchodzi 13 lutego wycużnik p. Franciszek Skopp z żoną swoją
Zofią, urodzoną Gorol, złoty jubileusz małżeństwa.
Jubilat należy do najstarszych naszych
czytelników. Abonował „Katolika” już za czasów, gdy Karol Miarka był jego
redaktorem. Obchodził z nami 25 - letni jubileusz „Katolika” i dziś jeszcze
wiernie go trzyma.
W dniu złotego wesela składamy parze
czcigodnych jubilatów serdeczne życzenia błogosławieństwa i opieki Bożej
na dalsze lata. Szczęść Boże!
Nr 92 doniósł o problemach komornika
sądowego w Babienicy.
Babiniec w Lublinieckiem. Zafuntował
egzekutor sądowy u wycużnika K. dwa wieprzaki. Gdy później przybył, aby
je na miejscu sprzedać licytacyjnie, już ich nie było - były już „zjedzone”.
Gdy z tego powodu egzekutor groził wycużnikowi podaniem go do kary, ten
zaczął egzekutora wyzywać, wycisł go z izby i szukał kija, grożąc, że egzekutora
obije. - Sprawą tą zajmował się obecnie sąd wojenny w Opolu i skazał wycużnika
na 14 dni więzienia za opór wobec urzędnika.
W Nr 264 poinformowano o problemach
sądowych przemytników z Lubszy.
Opole. (Przemycanie koni) Przed sądem
wojennym odpowiadali gospodarze Kasperczyk i Wostal z Lubszy. Kasperczyk
sprowadził z Królestwa konia, którego przyłączył do swego własnego i pojechał
tą parą do Bytomia. W Bytomiu sprzedał przemyconego konia za 700 marek.
Wostal miał mu pomagać w tym handlu. Sąd przesłuchał wiele świadków. Wostal
został uwolniony, natomiast Kasperczyka skazano na 14 dni więzienia i 800
marek grzywny.
Rok 1916
Nr 17 poinformował o pożarze w Niwach.
Lubliniec. W Niwach zgorzała posiadłość
gospodarza piotra Maronia zupełnie. Mieszkańcy domu uratowali z biedą życie,
zresztą zgorzało wszystko, nawet zaoszczędzone 300 marek oraz dwie świnie.
Przyczyna pożaru nieznana, ale przypuszcza się podpalenie ze zemsty.
W Nr 66 poinformowano o ukaraniu przemytnika
z Dyrd.
Dyrdy w pow. lublinieckim. (Przemytnik).
Sąd wojenny w Opolu skazał tutejszego gospodarza Hetmańczyka za przemycenie
konia z Królestwa Polskiego na 14 dni więzienia i zabranie konia, lub 1
100 mk. wynagrodzenia, ponieważ na taką sumę oszacowano wartość konia.
O przygodzie przemytnika z Pakuł poinformowano
w Nr 74.
Lubliniec. (Przemytnicy) Sąd wojenny
w Opolu rozpatrywał sprawę o przemycanie koni przeciwko 18 letniemu synowi
gospodarza Basanowi w Pakułach. Pakuły leżą tuż nad granicą Królestwa Polskiego,
wszystkie chaty, których jest niewiele, oddalone są od granicy o paręset
metrów. Gospodarstwo Basana jest tak położone, że można obserwować całą
granicę i znaczną przestrzeń w Królestwie. W okolicy tej kwitł handel koni,
a jeszcze więcej przemycanie koni przez granicę, na co wskazywały ślady
stóp ludzkich i końskich. Posterunek graniczny zauważył w nocy gdy os strony
Królestwa prowadzono konia w kierunku chaty Basana, w którego domu nagle
powstało światło, a niedługo potem odjechał od Basana wóz i światło w domu
zgasło. Nazajutrz odnaleziono nowe ślady prowadzonego konia na granicy
i w około gospodarstwa Basana. Komendant okolicznego oddziału wojska, który
prywatnie jest profesorem geografii i na południu badał ślady ludzi i zwierząt,
śledził Pakuły, a nawet wszystkim mieszkańcom pomierzył nogi i pomiary
porównał z śladami, jakie znalazł na granicy, a z których porobił odlewy
gipsowe. Okazało się, że odlewy zgadzały się z pomiarami nóg Basana. Sąd
skazał go za przemycanie koni na pięć miesięcy więzienia.
W Nr 127 powrócono do sprawy rozbudowy
kościoła parafialnego w Lubszy.
Lubsza. (Korespondencya). Czasu swego
rozpisywali się korespondenci o powiększeniu kościoła w Lubszy, lecz od
tego czasu jeszcze nic nie zrobiono, a już upłynęło około 10 lat. Nawet
już kilka rysunków i kosztorysów zrobiono, które pochłonęły dość znaczną
sumę pieniędzy.
Kto temu winien? Patronat nie chce
przyłożyć ręki, a zarząd kościelny nie chce udać się z prośba do patronatu,
w tem tkwi ów sęk. Nasza parafia jest dosyć wielka, ale jest za uboga,
ażeby była wstanie sama bez pomocy patronatu wybudować kościół. Już kilkanaście
lat temu jak jest ustanowiony podatek kościelny tzw. (Kirchensteuer) na
budowę kościoła, ale to do tego czasu jest wszystko za mało, gdyż ta suma
pieniędzy, którą zebrano z podatku, nie wystarczyła by na rozebranie starego
kościoła i na fundamenta pod nowy, wobec czego musimy jeszcze kilkanaście
lat odczekać, aż by się większa suma zebrała. Nasz kościół wprawdzie nie
jest jeszcze tak lichy, żeby gwałtowna była potrzeba wybudowania nowego,
jest jednakże trochę za mały, za to mamy w zimie cieplej, a w lecie to
i tak wszyscy nie wchodzą do kościoła, tylko pozostają na cmentarzu. Organy
w naszem kościele mamy już bardzo stare i liche, w których mechanizm jest
całkiem zużyty. Należałoby organy sporządzić nowe albo stare naprawić,
gdyż obecnie przy każdem nabożeństwie piszczałki wygrywają, chociaż organista
klawiszy nie porusza.
Dawniejszy członek zarządu
Rok 1917
W Nr 127 poinformowano o wyroku sądu
wojennego na przemytników koni z Woźnik.
Woźniki. Opolski sąd wojenny przyjechał
do Woźnik dla odbycia lokalnego terminu w procesie Skopów o przemycanie
koni. O przemycenie 3 koni przez granicę oskarżeni byli gospodarz Skop
i jego syn 19-letni, Wilhelm z Ligotki pod Woźnikami, oraz inwalida Gajda
z Radzionkowa. Gospodarza Skopa i Gajdę skazał sąd każdego na 300 marek
grzywny, a Wilhelma Skopa na 20 mk, oraz obu skopów na odszkodowanie w
wysokości 1050 marek.
O tragicznym pożarze w Lubszy
poinformował Nr 238.
Lubsza. (Pożar) Przed kilku dniami
donosiliśmy, że w Lubszy zgorzało 18 gospodarstw. Obecnie donoszą, że nie
18 a 26 posiadłości stało się ofiarą pożaru.
O kradzieży do jakiej doszło
w Psarach poinformowano w Nr 251.
Psary. (Kradzież). Włamywacze skradli
żonie kupca Grzyczki różnych towarów za przeszło 4000 marek.
Nr 253 poinformował o zamordowaniu
mieszkańca Niw.
Lubliniec. (Morderstwo). Na Niwach
pod Boronowem napadło trzech rabusiów na kolonistę Nosołka, którego kilku
strzałami z rewolweru tak okaleczyli, że nieszczęśliwy wkrótce zmarł. Rabusie
zbiegli niepoznani.
W następnym numerze poinformowano
o sytuacji nad granicą z Królestwem Polskim.
Lubliniec. Wioski pograniczne, jak
Grojec, Niwy i inne, dostają często nieproszonych gości nocnych, którzy
uprowadzają przeważnie krowy i konie. Właściciele muszą wobec tych częstych
odwiedzin włamywaczy czuwać przez całą noc na podwórzu.
W Nr 255 powrócono do sprawy zamordowania
Nosolika w Niwach.
Lubliniec. Donosiliśmy już o napadzie
bandytów u kolonisty Józefa Nosolika w Niwie. Teraz dowiadujemy się bliższych
szczegółów. W zeszły czwartek wieczorem o godz. 7 przyszło do mieszkania
Nosolika 3 zamaskowanych bandytów i żądali pieniędzy. Gdy N chciał iść
do przyległej izby po pieniądze zastrzelili go. Żonę Magdalenę Nosolik
ogłuszyli kijem, bijąc ją po głowie. 10-letniego synka, który chciał oknem
uciec, postrzelili w nogę. Dwie córki 12-letnia i 16-letnia zdołały uciec.
Złodzieje zabali pieniądze (nie wiadomo jeszcze ile) i uciekli do pobliskiego
lasu.
Następną korespondencję w sprawie morderstwa
Nosolika zamieszczono w następnym numerze.
Lubliniec. Opolski sąd wojenny zarządził
energiczne kroki w celu wyśledzenia trzech bandytów, którzy w czwartek
zeszłego tygodnia wieczorem, jak już donosiliśmy, wtargnęli w Niwach (w
pow. lublinieckim) do mieszkania zagrodnika Nosolika i zastrzelili go.
Nosolik wezwany przez bandytów, aby im wydał swe pieniądze, oświadczył,
że uczyni to i udał się do przyległej izby. Pomimo, że pieniądze, których
ilości jeszcze nie stwierdzono, wręczył bandycie, tenże wpakował mu z rewolweru
w głowę. Nosolik wybiegł z okrzykiem: „Jezus, Marya, Józef!” na ulicę i
padł tam trupem. Bandyci uciekli niepoznani, ponieważ sąsiedzi bali się
ich ścigać lub udać się po pomoc do wsi Boronowa, odległej o 5 kilometrów.
Rok 1918
O kolejnej próbie morderstwa w okolicy
Lubszy poinformowano w Nr 81.
Lubliniec. (Usiłowane morderstwo) W
młynie pod Lubszą włamywacze usiłowali zamordować Maryę Lisową. Sprawcy
zadali kobiecie kilka ran nożem, lecz spłoszono ich i uciekli przez okno
z mieszkania.
O odwołaniu wiecu w Woźnikach poinformował
Nr 128.
Lubliniec. Wiece zapowiedziane na 2-go
bm w Lisie (Lissau), w Glinicy i w Woźnikach nie mogły się odbyć, bo pozwolenie
z komendy na wniosek z dnia 28 maja nie przyszło na czas. Ludzi zebrało
się wszędzie dużo; przyszli z daleka, niektórzy szli aż dwie mile, pragnąc
usłyszeć ciepłe, gorące słowo polskie, idące z serca do serca, pełne nadziei
w lepszą przyszłość. Cierpliwości kochani. Wiarusy, Pan Bóg nie rychliwy,
lecz sprawiedliwy!
B.K
Nr 235 poinformował o morderstwie do
jakiego doszło w Kamienicy.
Lubliniec. (Ujęty morderca). Kilku
zamaskowanych bandytów wdarło się, jak wiadomo, do mieszkania gospodyni
Grabowskiej w Kamieńcu. Gospodyni zawołała swego służącego Milanetę, będącego
w mieszkaniu, lecz skoro się pokazał przed domem, bandyci położyli go trupem
wystrzałem z rewolweru. Po dokonaniu zbrodni uciekli sprawcy do Królestwa,
gdzie dwóch z nich ujęto. Są nimi bracia Władysław i Konstanty Muskowie
ze Starczy.
Po wymuszeniu przez mocarstwa zwycięskie
bezwarunkowego układu pokojowego na Cesarstwie Niemieckim doszło w Niemczech
do rewolucji. Władzę przejęły Rady Ludowe i Rady Żołnierskie. Sytuacja
taka trwała do czasu powstania Republiki Weimarskiej i przejęcia ponownie
władzy przez Rząd Niemiecki. Nr 269 zamieścił sprawozdanie z Rewolucji
w Niemczech.
Wiec w Woźnikach.
Pierwsze Rady Ludowe w powiecie Lublinieckim.
W niedzielę, dnia 17 bm odbył się
w Woźnikach na sali p. Sitka wiec, który zagaił i prowadził p. Kazimierz
Niegolewski z Czarnegolasu. Zebrało się gospodarzy i robotników kilkuset,
panowała powaga i skupienie, a spokoju nawet okrzykiem nieoględnym nie
naruszono. Zastępcy miejscowej rady żołnierzy przed rozpoczęciem zebrania
wyrazili nadzieję, że tak jak w innych miejscowościach mówcy do utrzymania
porządku i zachowania spokoju mianowicie zachęcać będą.
Pan adwokat Czapla z Bytomia wygłosił
następnie obszerne sprawozdanie o zadaniach obecnej chwili, o prawno -
państwowych i politycznych stosunkach dawniej, dziś i w przyszłości, przedstawił
obecny stan władzy głównej w Berlinie, mówił o dążeniach kierujących się
nowym duchem i zastosował wszystko do żądań i potrzeb ludności polskiej
na Górnym Śląsku. Przemowę swoją, którzy zebrani z wielkiem zadowoleniem
przyjęli, zakończył okrzykiem: "Niech żyje wolny, polski Górny Śląsk!"
Następnie przystąpiono do wyboru rad
ludowych, których po przeprowadzeniu dyskusji, uwzględniając potrzeby miejscowe,
dwie utworzono.
Rada ludowa na Ligotę Woźnicką, Gorole,
Pakuły, Skrzyszówkę i Czarnylas składa się jak następuje: P. Kaźmierz Niegolewski,
właściciel majątku Czarnylas oraz gospodarze: Kasper Kulisz, Józef Ślimok
i Karol Heryk z Ligoty, Antoni Skop z Gorolów i Stefan Łapok z Skrzyszówki.
Rada ludowa na miasto Woźniki i wieś
Łonę składa się z następujących: Obywatel Stefan Adamiec, gospodarze Józef
Czapla, Jan Flakus i Jan Janus oraz robotnik Franciszek Kowolik z Woźnik,
a gospodarz Józef Nokielski i Robert Długosz z Łony.
Obie rady ludowe odbyły pod kierownictwem
p. radcy Czapli natychmiast pierwsze posiedzenie, na którym między innemi
postanowiono:
Rada ludowa chce i ze swej strony
dbać o odstawianie środków żywnościowych, ale żąda, ażeby podział ich odbywał
się sprawiedliwie wedle jej uznania.
Rada ludowa uważa, że postępowanie
tutejszych żandarmów już od dłuższego czasu daje powód do rozgoryczenia
ludności ze względu na brutalne występowanie ich i nierówne obchodzenie
się z gospodarzami. Żąda usunięcia ich, albo zastąpienia innymi, albo przelania
ich czynności na straże bezpieczeństwa, których wyboru sama dopełni.
Rada ludowa żąda wyjaśnienia, czemu
gospodarzy tutejszych zmuszono do odstawienia ćwikły pastewnej, zaś tysiące
cetnarów pozawożono do lasów ks. Donnersmarcka dla paszenia zwierzyny,
a na odnośne zapytywanie odpowiedzi z landratury nie dano.
Powyższe uchwały Rady ludowe niezwłocznie
przedłożyły landratowi, dalszą swą czynność zastosują do potrzeb miejscowych,
a kierować się będą zasadami, uznanymi przez główne wydziały społeczeństwa
polskiego.
W tym okresie wrzenia rewolucyjnego
doszło w Woźnikach do tragicznego wypadku, który został opisany w Nr 278.
Żandarm zastrzelił członka Rady Ludowej
w Woźnikach.
W czwartek, dnia 28-go bm Rada Ludowa
w Woźnikach - w powiecie Lublinieckim - postanowiła u żandarma tamtejszego
Gohla, który rzekomo ukrywał u siebie wielkie zapasy żywności, odbyć rewizyę.
Udała się do jego mieszkania, żandarm wzbronił wstępu, a gdy Rada na swym
żądaniu nalegała, z rewolweru na dwa kroki strzelił do gospodarza Janusa,
którego śmiertelnie zranił. Janus w klika godzin potem umarł.
O sprawie tej Polska naczelna Rada
Ludowa dla Śląska jeszcze tego samego dnia dała znać Radzie wykonawczej
w Berlinie na ręce p. Haesego, jak i radom żołnierskim w Wrocławiu i Bytomiu.
Na żądanie ich Gohl został aresztowany.
Dalsze sprawozdanie o tym wypadku,
tak znamiennym dla naszych stosunków jeszcze podamy. Rada Ludowa w Woźnikach,
do której p. Janus należał, żądała już po kilkakroć usunięcia żandarmów
i zastąpienia innemi, albowiem brutalne obchodzenie ich z ludnością już
od długich czasów dawało powód do wielkiego rozgoryczenia. Landrat w Lublińcu
ani tego, ani żadnych innych życzeń nie uwzględnił.
Rok 1919
W Nr 74 zamieszczono korespondencję
z Lubszy w sprawie nadużyć pisarza gminnego.
Z Lublinieckiego. Zbyt wielka oszczędność
nie jest dobra, osobliwie gdy jest połączona z pokrzywdzeniem ludzi innych,
najlepiej we wszystkim zachować należytą miarę i dać każdemu to, co mu
się należy. Nad takiemi prawdami będzie prawdopodobnie teraz rozmyślał
pewien nauczyciel z powiatu tutejszego. Był on pisarzem gminnym w dwu wsiach
tutejszych. Podczas wojny jak wiadomo wydawano wsparcia i zapomogi przepisane
takim rodzinom, których żywiciele byli na wojnie i o rodziny swe starać
się nie mogli. Otóż co do wydawania tych zapomóg i wsparć był ów nauczyciel
i pisarz gminny zbyt oszczędny, bo chciał widocznie jak najwięcej pieniędzy
zaoszczędzić dla państwa. Tymczasem rodziny wojaków cierpiały niedostatek
nieraz bardzo wielki. Upominania i prośby nic nie skutkowały. Ale nareszcie
powrócili wojacy z wojny do domu, rozejrzeli się w tych sprawach i dowiedzieli
o wszystkim. Tak w końcu postanowili iść razem do pisarza gminnego, aby
po dobroci wypłacił im wszystko to, co w ciągu wojny niesłusznie ukrócił
ich rodzinom. Pieniędzy tych spodziewano się bardzo wiele, więc zabrano
ze sobą duży worek, czyli miech. Gdy przybyli do mieszkania pisarza gminnego
(było to w niedzielę), nie zastali go w domu, gdyż był z żoną i dziećmi
w drugiej wsi. Sprawa uzyskania zaległych pieniędzy na razie wojakom się
nie udała. Gminny pisarz natomiast, gdy się dowiedział, że wojacy przyszli
do niego z dużym miechem po pieniądze, przeląkł się bardzo, wynajął szybko
furkę i pojechał z drugiej wsi aż na czwartą wieś; do domu już nie powrócił,
tylko przysłał żonę z dziećmi, która do dnia 1 kwietnia 1919 roku jeszcze
tutaj mieszkać będzie, poczem także za nim dalej pojedzie. Ów pisarz gminny
musiał też o tem do landrata donieść, bo ci wszyscy co żądali zatrzymanej
reszty wsparć, dostali już wszystko nadpłacone i spokój i zadowolenie nastały
we wsi. - Stąd nauka, że należy wszystkim dać co im się należy, i że zbyt
daleko posunięta oszczędność, jeżeli krzywdzi innych ludzi, nie jest dobra.
Luby.
O przeprowadzonej rewizji w Czarnym
Lesie doniesiono w Nr 99.
Czarnylas w Lublinieckiem. (Rewizye)
We czwartek, dnia 24-go zjawiło się w Czarnymlesie (pow. lubliniecki) czterdziestu
bohaterów z "grenzschutzu" w pełnym rynsztunku pod dowództwem porucznika
Günzla, p. sędziego Gielnika i z dwoma żandarmami, aby odbyć poszukiwanie
we dworze p. Niegolewskiego. Dzięki wielkiej przezorności władz kierujących
otoczono dwór łańcuchem posterunków, a przed domem ustawiono groźnie kulomiot.
Poczem waleczny oddział wkroczył do wielkopolskiej jaskini lwów, w której
znajdowały się całe cztery osoby. Należy podkreślić sumienność badań, przedsięwziętych
w pokojach, mianowicie zaś w piwnicy i na poddaszu. Szukano broni i polskich
oficerów(!) Niestety jednak wyniki tego bohaterskiego przedsięwzięcia były
bardzo nikłe. Zabrano we dworze kilka fuzyi myśliwskich, na które właściciel
miał pozwolenie; udało się także zdobyć garść obojętnych listów prywatnych,
które zyskują ogromnie na wartości przez to że pochodzą z przed 10 laty!!
Ale niebiosa wiedzą, na co się to wszystko może przydać naszym "władzom",
którym ciągle jeszcze się zdaje, że politykę wszechświatową robi się na
Górnym Śląsku, nie zaś w Paryżu. - Po trzechgodzinnej bytności "grenzschutz"
wyniósł się, żegnany pobożnymi życzeniami szczęśliwej drogi. Wobec tego,
że czasy jego chwały i wielkości z każdą chwilą bledną i nikną, nie należy
mu bronić tej przyjemności, jaką muszą być dla niego ostatnie rewizye
Cz. .
W Nr 181 poinformowano o napadzie na
mieszkańca Solarni pod Woźnikami.
Solarnia w Lublinieckiem. (Znowu napad)
Po raz drugi napadli bandyci posiadłość gospodarza Tomasza Barczyka. Sześciu
uzbrojonych rabusiów wdarło się do mieszkania Barczyka, podczas gdy dwóch
innych opryszków pozostało na straży przed domem. Zarzuciwszy żonie Barczyka
pętlicę na szyję, pod groźbą zastrzelenia wymusili od niej wskazanie miejsca,
gdzie się pieniądze znajdują. Takim sposobem wyłudzili bandyci 7500 marek
w papierach przechowanych w komorze, a nadto 1500 marek w srebrze zakopanych
w ogrodzie. Zabrawszy całą gotówkę ulotnili się bandyci, po których nie
ma śladu.
W Nr 188 poinformowano o zmianie na
stanowisku burmistrza Woźnik.
Woźniki w Lublinieckiem. (Nowy burmistrz).
Następcą dotychczasowego burmistrza, który został radcą miejskim w Wałbrzychu
na Średnim Śląsku, jest dotychczasowy sekretarz miejski Kawaletz tustąd.
W Nr 242 wydrukowano odezwę przedwyborczą
w sprawie wyborów do Rady Miejskiej w Woźnikach.
Woźniki w Lublinieckiem. Baczność Woźniczanie!
U nas do wyborów miejskich stanęły dwie partye: nasza narodowo - polska,
i miszmaszowa. Więc baczność, bo stary miszmasz chce na wszelki sposób
pozostać nadal w urzędzie! Nam potrzeba sumiennych i sprawiedliwych ludzi
w radzie miejskiej, aby była równa miara, równa sprawiedliwość dla wszystkich
w całej gospodarce miejskiej! Dotąd u nas tak bywało, że wujki, kmotrowie,
kuzynowie i rozmaici przyjaciele panów radnych mieli liczne względny i
udogodnienia, których się innym odmawiało. Obywatele, przypomnijcie sobie
jeno jak to bywało z budową rowów (przekopami), mostów, z wydzielaniem
ściółki leśnej, ze sprzedażą drzewa budulcowego? A jak było z rozdziałem
towarów, z naftą (petrolejem) itd? - Wszyscy wiemy, jakto było! A pragniemy,
żeby było lepiej sprawiedliwiej, jednakowa miara dla wszystkich. A więc
Polacy, brońcie swojej skóry! Brońcie sprawiedliwości! Oddajcie kartki
wyborcze w dniu wyborów wszyscy tylko na swoją polską narodową partyę,
a nie na miszmasz! Czuwajmy, a nie śpijmy! Pouczajmy sąsiadów i znajomych
i agitujmy za swoją partyą narodowo - polsą! Dalej wszyscy do dzieła!
Czujny
O zamieszaniu przedwyborczym w Piasku
doniesiono w następnym numerze.
Z Lublinieckiego. W gminie Piasku w
powiecie Lublinieckim obywatele zanieśli listę kandydatów Polskiej Partyi
Narodowej do sołtysa tamtejszego Jana Schrotta. Pan Schrott atoli z oburzeniem
oświadczył, że takiej listy nie przyjmuje (!) I takiej partyi wogóle nie
zna. Dlaczego? - Za kilka dni udano się znowu do p. sołtysa, myśląc, że
już się poinformował, jakie partye w naszej wiosce i wogóle na Górnym Śląsku
się zbierają do wyborów komunalnych. Lecz sołtys w uporze swym trwa dalej.
Nie pozostało więc nic, jak wystosować protest podpisany przez świadków
owego bezprawnego postępowania p. Jana Schrotta. - (O ile lista kandydatów
odpowiada przepisom prawnym, sołtys musi ją przyjąć. Sołtys nie ma nic
do mówienia w tej sprawie, czy mu się partya jakaś, albo kandydaci na liście
podobają czy też nie podobają. Każdy sołtys musi przyjąć listę wyborców,
o ile listy wyborców są prawidłowo sporządzono. - Red.)
Echa kampanii wyborczej w Woźnikach
znalazły się w Nr 252.
Woźniki w Lublinieckiem. (Z wyborów).
I w naszem na wskroś polskiem miasteczku Niemcy razem ze żydami chcą nadal
dostać się do zarządu miejskiego. Postawiono dwie listy: jedną polską,
drugą niemiecką. Niemiecka lista, na której czele stoi p. Fus, zawiera
także dwu żydów: z tych jeden przed kilku laty przybył z rodziną przybył
z rodziną swą do nas: było to biedactwo, co aż strach. Dzisiaj posiada
wielki dom i z pewnością także wielki majątek, bo córki jego się stroją
jak szlachcianki, a przez całą wojnę nie doznał ani on, ani jego rodzina
żadnej biedy. A skąd to wszystko? Wszystko to od was, ludzie polscy. Teraz
bogaty, nie chce tego ludu znać, owszem jest wielkim przeciwnikiem Polaków,
co już się nieraz pokazało. Pan ten piastując w naszem katolickiem miasteczku
różne urzędy honorowe, używa swego stanowiska, aby ratować pruski „faterland”.
Czego on sobie życzy? Możecie to z niego poznać, że publicznie on raz takie
głupstwa powiedział, że Amerykanie posłali cały wagon rzemieni, którymi
Niemcy mają obkładać nas Polaków! Nie twoje doczekanie, panie Hofman! Może
te rzemienie raz będą tańcowały na innej skórze! - A teraz, kochani rodacy,
na taką listę gdzie stoją tacy polakożercy, nie wolno wam ani jednego głosu
oddać! Nie dajcie się obałamucić a słuchajcie na głos tych, którzy wam
dobrze ze szczerego serca radzą! Wy wszyscy, mężowie, niewiasty, młodzieńcy
i dziewczyny, wszyscy jak jeden oddawajcie głosy wasze tylko na listę polską,
a pokażcie, że Woźniki to miasteczko nasze polskie i katolickie.
Swój
W następnym numerze zamieszczono również
informację o morderstwie do jakiego doszło w Czarnym Lesie.
Czarny Las w Lublinieckiem. Nagrodę
w wysokości 2000 marek wyznaczono za wykrycie morderców, którzy w sierpniu
rb. pozbawili życia w lesie dozorcy drzewa Nichthausera i Teodora Jędrysika
z Górolów. Śledztwo wykazało, że jako mordercy wchodzą w rachubę dwaj mężczyźni
we wieku 25 i 28 lat.
W Nr 266 zamieszczono sprostowanie
wyników wyborów komunalnych w Lubszy.
Lubsza (Sprostowanie). Na listę polską
oddano 185, na listę niemieckiego miszmaszu 83 głosy.
W Nr 273 zamieszczono wyniki wyborów
z Ligoty Woźnickiej.
Ligota pod Woźnikami. Głosów oddano
360. Na listę polsko - narodową 206, na listę niemiecką 67, dwa głosy były
nieważne, 85 osób nie było na wyborach.
Nr 274 przyniósł sprawozdanie z wyborów
komunalnych w Ligocie Woźnickiej.
Ligota pod Woźnikami w Lublinieckiem.
(W sprawie wyborów). Listy kandydatów były dwie w naszej gminie. Pierwsza
była polska narodowa, a druga niemiecka. Na listę polską zyskaliśmy 206
głosów (17 radnych), podczas gdy na listę niemiecką tylko 67 głosów padło
(mają 2 radnych). Dwa głosy były nieważne, a 85 osób nie przybyło na wybory.
Błogosławieństwo Boże i sława naszym narodowcom, bo pokazali, że są Polakami
i trzymają się prawa Bożego. Przeciwnicy nasi są to tacy ludzie, którzy
bardzo mało albo nawet wcale nie umieją po niemiecku, ale ludzi niektórych
jednak potrafią zbałamucić na korzyść niemiecką. Kandydaci na liście niemieckiej
byli przeważnie twardymi Polakami, bo nawet nie znają języka niemieckiego
należycie, ale mimo tego nie chcą uchodzić za Polaków, jeno za Niemców.
W rozdawaniu odezw popełniono wielki fałsz, bo niemiecka partya, zamiast
niemieckie rozdawała polskie odezwy i takim sposobem bałamuciła lud i zyskała
na swoją stronę 67 głosów. Do jakiego narodu tacy ludzie należą, tego sami
nie wiedzą, bo brak im oświaty i ducha narodowego. Znajdują się tu nawet
takie rodziny, które książek do modlitwy używają niemieckich, mówiąc niemądrze,
że to „fanie”. Ale Pan Bóg nam pozwoli doczekać się lepszej przyszłości
i oświeci serca i rozum tych naszych ludzi zbłąkanych, którzy znów będą
tem, czem ich Pan Bóg stworzył i czem ich chciał mieć.
Jeden z wielu.
W tym samym numerze doniesiono również
o wypadku kradzieży dokonanej w Psarach przez stacjonujące tam wojsko niemieckie.
Psary w Lublinieckiem. Wojacy z „reichswehry”
przybyli także tutaj i byli przez noc także u wdowy P. i potem się okazało,
że u tej wdowy zniknęły płótna, które prawie sobie była kupiła dla siebie
i dla swej dziewczyny służącej za 200 marek. Poszła zatem zameldować ten
wypadek do oficera; ten ją jeszcze poszturchał, mówiąc, że on nie ma złodziei,
jeno porządnych chłopów.
S.
BIBLIOGRAFIA
Kalinowski P. Dziennik Śląski o Woźnikach
i okolicy lata 1905 - 1913, Woźniki 2001
Kalinowski P. Dziennik Śląski o Woźnikach
i okolicy lata 1914 - 1920, Woźniki 2001
Kalinowski P. Gazeta Katolicka o Woźnikach
i okolicy lata 1906 - 1910, Woźniki 2001
Kalinowski P. Gazeta Ludowa o Woźnikach
i okolicy lata 1911 - 1925, Woźniki 2001
Kalinowski P. Gazeta Opolska o Woźnikach
i okolicy lata 1891 - 1923, Woźniki 2001
Kalinowski P. Głos Śląski o Woźnikach
i okolicy lata 1903 - 1912, Woźniki 2001
Kalinowski P. Głos Śląski o Woźnikach
i okolicy lata 1913 - 1921, Woźniki 2001
Kalinowski P. Górnoślązak o Woźnikach
i okolicy lata 1902 - 1908, Woźniki 2001
Kalinowski P. Górnoślązak o Woźnikach
i okolicy lata 1909 - 1918, Woźniki 2001
Kalinowski P. Górnoślązak o Woźnikach
i okolicy lata 1919 - 1922, Woźniki 2001
Kalinowski P. Katolik o Woźnikach
i okolicy lata 1905 - 1916, Woźniki 2001
Kalinowski P. Katolik o Woźnikach
i okolicy lata 1917 - 1921, Woźniki 2001
Kuryer Śląski, rocznik 1908, 1909,
1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1917, 1918, 1919 |