WWWBoard New Message: Message 41: Kurier Sloonski
 
 

WWWBoard: Message 41


[ Follow Ups ] [ Post Followup ] [ ] 


 
  Posted by Pyjter Kalinowski on 01/22/02 at 6:51 AM

Subject:   Kurier S'loonski 1908 -1919 uo Woz'nikah
 

Message Posted
 


KURYER ŚLĄSKI

o Woźnikach i okolicy
lata 1908 - 1919
 
 

Piotr Kalinowski

Woźniki 2002

Słowem wstępu.

Założony w 1907 roku, po sprzedaży "Górnoślązaka", przez Wojciecha Korfantego "Kuryer Śląski" był początkowo organem prasowym "Koła Polskiego" na Górnym Śląsku. Jednak już w 1910 roku Korfanty zdecydował się sprzedać gazetę Adamowi Napieralskiemu, co znaczyło, że od tego czasu był to już organ "Centrum". Wydawania gazety zaprzestano w 1922 roku.

Piotr Kalinowski
Woźniki, styczeń 2002

Rok 1908

Nr 275 poinformował o problemach z wyborem burmistrza Woźnik.

Woźniki. W miejsce urzędnika stanu cywilnego Stalmacha ze Zabrza, który nie przyjął wyboru na burmistrza naszej gminy wybrano jednogłośnie sekretarza magistratu królewskohuckiego Krawczyka.

O tragicznym w skutkach pożarze w Piasku poinformowano w Nr 299.

Lubliniec. W Piaskach wybuchł w posiadłości gospodarza Piątkowskiego pożar, który obrócił dom mieszkalny w perzynę. Niestety w płomieniach zginęło dwoje dzieci w wieku pół i 2 ˝ roku. ogień powstał podobno wskutek tego, że z pieca wypadły żarzące się węgle. Piątkowskich właśnie wtedy nie było w domu.

W następnym numerze powrócono do pożaru w Piasku.

Piaski. Smutną gwiazdkę miała rodzina robotnika Piątkowskiego. Podczas gdy Piątkowski był w pracy, żona jego wyszła do sąsiadki, zostawiwszy trzyletnie względnie ośmiomiesięczne dzieci bez opieki w domu. Wybuchł pożar. Drewniana chateńka spaliła się zupełnie a dzieciaki zginęły w płomieniach.

Rok 1909

Nr 250 poinformował o włamaniu w Lubszy.

Lubsza. pow. Lubliniecki (Kradzież) Popełniono tutaj w nocy na niedzielę kradzież u kupca Klimana. Oprócz pieniędzy skradziono także wielką ilość towarów. Złodziej zgubił jednak niektóre rzeczy, a na roli znaleziono ślady stóp, po których spodziewają się odnaleźć złodzieja.

Rok 1910

O założeniu Towarzystwa Rolniczego w Woźnikach poinformowano w Nr 8.

Woźniki w Lublinieckiem. Centrum stworzyło sobie tu w Lublinieckiem jedną placówkę więcej, założywszy w ostatnią niedzielę niewinne i ze sprawami politycznymi na pozór nic wspólnego nie mające "towarzystwo rolnicze" - ażeby módz tym łatwiej przyciągnąć ku sobie ludzi łatwowiernych. Smutnym objawem jest świadczącem o małym zrozumieniu spraw narodowych i braku poczucia się do polskości u tamtejszych obywateli, że tak łatwo poszli na lep niemieckich centrowców, gdyż do tego towarzystwa dało się zaraz zapisać 80-ciu gospodarzy. W skład zarządu weszli: p burmistrz Hiltawski jako przewodniczący, p inspektor rolniczy Nowak jako jego zastępca, jako sekretarz nauczyciel główny Żydek, jako zastępca sekretarza p Stoklossa, jako skarbnik gospodarz Józef Cogiel. Dziwna rzecz, że ci centrowcy wszędzie się wciskają, gdzie tylko mieszkają Polacy, którym na gwałt chcą narzucić swoje zdanie, zachwalając im swoje dobrodziejstwa, które rzekomo wyświadczają i wyświadczali dla ludu polskiego.
Lubliniecki.

W Nr 15 poinformowano o napadzie na dyliżans pocztowy.

Woźniki pow Lubliniecki. W sobotę rano około godziny 6 ˝ zatrzymał na drodze prowadzącej przez głęboki las, jakiś mężczyzna wóz pocztowy i pytał czy mógłby się zabrać do miasta. Kiedy wchodził do wozu, pytał się woźnicę, czy wiezie ze sobą pieniądze. Wskutek tego zaczął woźnica podejrzywać nieznanego o niedobre zamiary, podciął konie, a mężczyzna spadł z wozu. Podniósł się jednak szybko ze ziemi i począł strzelać do wozu pocztowego. Kozioł na wozie i okienko zostały kilkakrotnie podziurawione. Woźnica wychylił się w bok i obserwował napastnika, w ten sposób wyszedł cało z napadu. Później spostrzegł, że z lasu wyszło jeszcze trzech innych mężczyzn, którzy także strzelali. Utrzymują, że byli to bandyci rosyjscy.

Nr 180 poinformował o pożarze w Babienicy.

Lubliniec. (Wielki pożar) zniszczył w gminie Babienice siedm całych gospodarstw. Wielka ilość bydła zginęła w płomieniach. Szkody wielkie, a w dodatku tylko mała część spalonych zagród była na wypadek ognia ubezpieczonych.

Rok 1911

Pierwsza informacja zamieszczona w Nr 18 dotyczy sprostowania korespondencji zamieszczonej w Katoliku.

Z Miotka pod Woźnikami w Lublinieckiem. Wyczytaliśmy w gazecie naszej korespondencyę z Woźnik, iż nasz pan organista ino śpiewa „Duszo moja”, a nie inne pieśni. A przecież ta pieśń jest piękna, jeno sobie jej słowa trzeba zwarzyć dobrze co w sobie zawierają. A co do łacińskiego śpiewa, to też nie zawsze ten śpiew jest, bo się także śpiewa i po polsku. Nasz p. organista zresztą tak pięknie śpiewa, że daleko i szeroko takiego organisty nie ma, coby tak pięknie śpiewał. Jakby jednak inną pieśń śpiewał, u nas nie używaną, toby ją sobie musiał sam śpiewać - jak już tu bywało, bo ludzie mi nie pomagają. Ile tu razy inną pieśń śpiewa, to jeno sam p. organista śpiewa. Niech się ci, co u nas są niezadowoleni przejdą po świecie, to dopiero zobaczą, że gdzie indziej jest gorzej. My możemy być tedy zadowoleni.
Miotkowianie

W Nr 40 zamieszczono korespondencję z Lubszy w sprawie budowy nowego kościoła.

Z Lubszy w Lublinieckiem. W naszym kościele w niedziele i święta taki zawsze panuje ścisk, że się nie można modlić swobodnie. Nieraz potrzeba by z bolu krzyczeć, jak człowieka przycisną do ławki. W całym kościele ludzie się tak kołyszą, jak bałwany morskie. W takim ścisku nie można się pobożnie pomodlić. Dawniejszy pan amtowy mówił, że tam nowego kościoła nie potrzeba. Dlaczego nie? On sobie przyjdzie do zakrystyi lub też siądzie sobie przy ołtarzu i nic nie wie o ścisku i utrapieniu ludzi w kościele. Dlatego upraszamy czcigodną władzę biskupię we Wrocławiu i patrona, księcia z Najdeku, żeby się starali o nowy kościół. Przew ks. proboszcz nasz już zebrał na ten cel 18 000 marek. - dalej uprasza się parafian, żeby się w naszym kościele postarali o śpiew więcej jednolity, gdyż ten teraźniejszy śpiew nie ma wiele ładu w sobie.
B.Y.Ł.
Ta informacja nie spotkała się z przychylnym odzewem wszystkich parafian lubszeckich, dlatego w Nr 52 zamieszczono sprostowanie tej informacji.

Z parafii Lubszyckiej w Lublinieckiem. Szan. korespondent z Lubszy rozpisał się nieco przesadnie o naszym kościele, pisze bowiem, że w niedziele i święta zawsze w kościele panuje taki ścisk, że się nie można modlić swobodnie, ale tak źle nie jest. W uroczyste święta i odpusty, to przyznaję, że jest ścisk, ale w takie uroczystości to wszędzie, chociażby też był największym kościół, to jest ciżba. Kto rychlej do kościoła przychodzi, ten w zwykłe niedziele nieraz sobie będzie mógł i w ławce usiąść. Dalej uprasza szan. korespondent władzę biskupią i patrona o nowy kościół. Na to mu odpowiadam, że władza biskupia już przyzwoliła na powiększenie kościoła! Ale cóż z tego, gdy jeszcze nie mamy tyle środków (pięniędzy), ażeby budować nowy kościół, gdyż patron nie chce nic dać. Zaś te 18 000 mk., któreśmy złożyli jako podatek kościelny, a do którychby szan. korespondent jeszcze musiał dość dużo dołożyć, żeby nie starczyły nawet na tymczasową kaplicę. Tak szan. korespondent będzie musiał jeszcze kilka lat czekać. A co do śpiewu, że nie ma ładu w sobie, to radzę szan. korespondentowi, ażeby założył Towarzystwo śpiewackie, a wyćwiczył ludzi w śpiewie. Nasz pan organista chętnie się przychyli do tego, gdyż nie jest przeciwnikiem śpiewu polskiego. Cz.Z

W Nr 59 zamieszczono korespondencję dotyczącą tego samego tematu.

Lubsza w Lublinieckiem. Wyczytałem niedawno temu korespondencyę z Lubszy. Ponieważ w Lubszy mieszkam, tak znam kościół i sprawy kościelne. Co pierwszy p. korespondent pisze, że kościół jest mały, to jest prawda, ale nie dziw, bo jak przyjdzie niedziela, to się schodzą różne do nas narodowości, jak Niemcy, Łacinnicy i my Polacy. Jak przyjdzie do śpiewu to się p. organista bardzo namozoli, bo śpiewa po łacinie, trochę po polsku, a co się tyczy Niemców, to tych niema ani co na palcach rachować, aleby im też trzeba zaśpiewać, choćby jeno we wielkie święta. Ale czy to śpiewają Niemcy? Nie! Nasze polskie dziatki muszą śpiewać, bo p. organista każe, a jest on nauczycielem. Jakby ten śpiew niemiecki wyglądał, jakby sami Niemcy śpiewali? Przybędzie ich tylko trzech lub czterech. My Polacy jak już przyśpiewamy jedną albo dwie pieśni, to potem musimy usta zawrzyć, bo zaś potem śpiewają łacinnicy, jak na Pokropienie, na Błogosławieństwo, itd. - "Anioł Pański" śpiewamy my Polacy, ale tak rozwlekle, że ta krótka modlitwa trwa blisko pół godziny. - Tak prosimy p. organistę aby się zajął więcej nauką polskich pieśni, bo już tego wcale nie możemy na sumieniu cierpieć! - Przydałby się nam już bardzo nowy kościół, ale czy jest chęć pomyśleć o nim, albo składki nań dawać? Stary kościółek jest tak mały, że jak człowieka ścisną, to aż oczy na wierzch wychodzą. Natomiast Łacinnicy i Niemcy mają jeszcze miejsca dość, oni nie potrzebują na nowy składać. A w nowym kościele to by się oni może wcale nie rozpanoszyli, tak iżbyśmy Polacy może wcale mniej miejsca jeszcze mieli. Już jest pono 18000 marek na nowy kościół, ale cechunek nań jeszcze może nie będzie odpowiedni, choć jest dość drogi, bo pono kosztuje 2000 marek. - Muszę jeszcze powiedzieć, iż jak się p. organistę kto z parafian zapyta, czemu to jeno po łacinie śpiewa, to odpowiada, że sobie tego Ojciec święty życzy. A to nie może być prawdą, bo jak czytałem w gazetach, Ojciec święty cieszył się, gdy biskup pewien w Irlandyi zaprowadził śpiew i modlitwy w języku ojczystym. Czyżby to dla nas Polaków miał sobie po łacinie życzyć? To się z prawdą nie może zgadzać. W obcym języku się nie można modlić nabożnie, bo to niezrozumiałe jest i wcale do serca nie idzie. Tożbyśmy prosili Przewiel. ks. proboszcza, żeby nasze życzenie w sprawie śpiewu uwzględnił, bo już niemal wszyscy są rozgoryczeni na śpiew teraźniejszy. - Tego brakowało pierwszemu korespondentowi, ale zatem teraz dosyć. - A co się drugiego p. korespondenta tyczy, to mu odpowiadam, że musi być niewiedzieć skąd, bo pisze iż ciżby w naszym kościele nie ma, i że gdyby wczas każdy przyszedł do kościoła, toby sobie mógł do ławki siąść. A czy to prawda? Jest tych ławek bardzo mało, bo tylko może zasiąść najwięcej 100 osób, a parafian jest na 4 ˝ tysiąca. - I tak też pisze dalej, że patron nie chce nic dać, powiadając iż patron płaci za nich. Ludzie też co mają daleko do kościoła, a w domu dobytek do zaopatrzenia, ludzie starsi, słabowici ni mogą zresztą na czas przyjść i do ławki zasiąść na rannem nabożeństwie, bo ławki już dawno są zasiądzone. A co do śpiewu to pisze p. korespondent drugi, iż może ten pierwszy korespondent Towarzystwo śpiewackie założyć. Ale czy to jest jego rzeczą? To jest rzeczą p. organisty! Albo pisze dalej iż p. organista nie jest polskiego śpiewu przeciwnikiem. Tego też nikt nie mówi, ale o tem mówimy, że zwolennikiem nie jest, bo gdyby był zwolennikiem polskiego śpiewu, toby już był dawno zaprzestał śpiewania łacińskiego i niemieckiego, a byłby staranniej zajął się pieśniami polskiemi. (ponieważ niniejsza korespondencya była bardzo długa a w gazecie jest brak miejsca, przeto musieliśmy niektóre zdania skreślić. - Red)
Nr 93 zamieścił korespondencję w sprawie utworzenia katolickiej szkoły w Piasku.

Lubsza w Lublinieckiem. ("Równouprawnienie") Do tutejszej parafii należy miejscowość Piaski (Ludwigsthal), w której od czasów Fryderyka Wielkiego istnieje niemiecko - ewangelicka kolonia z kościołem ewangelickim i szkołą. Od wielu lat muszą dzieci katolickie gminy Piaski chodzić do tej czysto ewangelickiej szkoły. W roku 1906 było tam 67 katolickich i 19 ewangelickich dzieci, w 1907 roku 57 kat. 15 ewang., w następnych latach stosunek dzieci katolickich do ewangelickich był podobny, w r 1910 było 61 katolickich, a 23 ewangelickich dzieci. Katoliccy ojcowie rodzin wystosowali już dwa razy podania do ministerstwa oświaty o urządzenie katolickiej szkoły. Na pierwsze podanie otrzymali swego czasu odmowną odpowiedź, na drugie podanie nie otrzymali żadnej odpowiedzi, a czekają na nią już kilka lat.
W Nr 126 zamieszczono informację o wypadku podczas wesela w Mzykach.

Lubliniec. (Smutny koniec wesela). Wielkie nieszczęście zdarzyło się w Majkach przy Babienicach. U posiedziciela domu odbywało się wielkie wesele córki. Wśród gości znajdował się także pewien urzędnik graniczny. Ojciec młodego pana, niejaki Bogiel wezwał urzędnika, aby się z nim z żartu pojedynkował. Przyniósł sobie w tym celu starą strzelbę. Lecz nieszczęście chciało, iż urzędnik nie zamknął i zabezpieczył kurka. Toteż gdy zaczęli się duelować, nagle strzelba urzędnika puściła. Strzał ugodził Bogiela w głowę, tak iż śmierć nastąpiła na miejscu.

Nr 135 poinformował o mrozach nawiedzających okolicę Woźnik pod koniec wiosny 1911 roku.

Miotek. (Mrozy). Okolice tutejsze od blisko dwóch tygodni nawiedzają niezwyczajne na tę porę mrozy. Minionej niedzieli panował mróz tak silny, że pomarzły ziemniaki, w niektórych miejscach do samej ziemi. Dość często słyszy się nawet, że ziemniaki zupełnie już pomarzły. Niepomyślnie jakoś zapowiadają się zbiory.

O niegospodarności Woźnickiego Zarządu Miasta doniesiono w Nr 189.

Woźniki. Jak tutaj panowie z zarządu miasta gospodarują, dowodzą następujące wypadki: Z wiosną tego roku upłynął termin wynajmu polowania. Wynajmu polowania nie obwieszczono, ale według bieżących pogłosek miał p. burmistrz za 800 marek drogą prywatną polowanie wynająć. Sprawa ta dostała się do landrata w Lublińcu, który wydał rozporządzenie, aby polowanie publicznem obwieszczeniem wynająć, co też rzeczywiście nastąpiło, mianowicie za 2050 marek rocznie. W ten sposób uratowano 7000 marek dla kasy publicznej. Gdy się to jako tako uspokoiło, wyszło inne szydło z worka, a mianowicie drzewo, które p. Goldstein z Bytomia zakupił, nie było dobrze odmierzone i to na niekorzyść miasta. Do magistratu nadszedł list, w którym grożono opublikowaniem całej sprawy, jeżeli natychmiast drzewa nie wymierzą. Widocznie mieli sumienie niespokojne, bo po wymierzeniu drzewa pokazało się, że z reszty drzewa uratowano 2000 marek na dobro miasta. Oburzającem jest, co jeden z tych panów magistrackich powiedział: „Dajmy tego roku temu spokój, na przyszły rok będziemy lepiej uważać”. Na to oczywiście się nie zgodzono, skoro tak wysokie podatki u nas płacić trzeba. A po tem wszystkiem p. burmistrz wyjechał sobie na wakacye, na świeże powietrze.

O suszy, która latem 1911 roku nawiedziła okolice Woźnik poinformował Nr 212.

Lubsza w Lublibnieckiem. Jak w całym świecie, tak i u nas jest w tym roku sucho i bieda jest wielka bez deszczu. Każdy widzi, iż to jest już kara Boża, ale nie każdy to sobie rozważy. U nas to tak wygląda, jakgdybyśmy się tu najlepiej wszyscy mieli. W niedzielę dnia 3 bm sprawił pewien karczmarz w naszej parafii jakiś festyn niemiecki. Ale pożal się Boże, co to się robi w naszej cichej katolickiej wiosce, w której zaledwie 6 rodzin jest innej wiary, a cała gmina jest katolicka. Cośmy to słyszeli w owej nocy z 3 na 4 bm! ludzie, czy nie chodzicie do kościoła? Czy nie słyszycie nauk naszego Wiel. ks. proboszcza? Macie dla jego nauk uszy zawarte? Przecie nam jest bardzo pilno Boga o deszcz prosić, a nie jeszcze go przez takie krzyki w dzień święty obrażać! Jak sobie jaki pan chce taką zabawę sprawić, to sobie niech sam krzyka, ale na nas katolików to bardzo nie przystoi na taki czas, jaki przed sobą widzimy.
Jeden

Terminy działalności komisji poborowej przez powiat zamieszczono w Nr 251.

Lubliniec. Tegoroczne kontrolki jesienne w tutejszym powiecie odbędą się dnia 3-go listopada o godz. 10 przed południem i o godz. 3 po południu w Dobrodzieniu, dnia 4 listopada o godz. 10 przed południem w Pawonkowie i o godz. 3 Ľ po południu w Pludrach, dnia 6 listopada o godz. 10 przed południem w Glinicy, po południu o godz. 3 w Lublińcu I obwód, dnia 8 listopada o godz. 10 przed południem w Lublińcu II obwód, o godz. 3 po poł. w Kaletach, dnia 9 listopada o godz. 10 przed południem w Boronowie, o godz. 2 po południu w Koszęcinie, dnia 10 listopada o godz. 10 w Ludwigsthal, o godz. 2 w Woźnikach.

Głos oburzenia na pracę w święta zamieścił Nr 271.

Z Lublinieckiego. W dzień Wszystkich Świętych, a więc w święto uroczyste, w tak zwanym Helenentalu pod Woźnikami we dworze ludzie pracowali, mianowicie widziano robotników, jak dachy naprawiali i smołą smarowali. - W niedalekiej Lubszy zaś, także we dworze parowymi pługami pole orano, co parafian bardzo niepokoiło i zgorszyło. Natomiast na drugi dzień, w dzień zaduszny, oracze dworscy świętowali. - Potępić należy pracowanie w takie uroczyste święto w tak szczerze katolickiej okolicy, jaką jest powiat lubliniecki. My katolicy mamy prawo wymagać od wszystkich, co tutaj wśród nas mieszkają, aby nasze uczucia religijne uszanowano, co w takich wypadkach jak powyższe, chyba nikomu trudnem być nie powinno. Tym panom chyba zależeć powinno na tem, żeby tutejszej ludności katolickiej nie obrażać, gdyż tutejsza ludność właśnie dostarcza im najwięcej robotników, których w dzisiejszych czasach w rolnictwie za wiele nie ma.
Katolik

W tym samym numerze zamieszczono również sprawozdanie z uroczystości otwarcia szkoły kucharskiej w Lubszy.

Lubsza w Lublinieckiem. (Spóźniona) w sobotę 4 listopada otwarto tutaj szkołę kucharską na sali p. L., w której się dziewczęta mają uczyć gotować jadła rozmaite. Szkoła ta jest niemiecką i pewnie posłuży więcej do germanizacyi, niż do dobrych obiadów. Niech dają ludziom zarobić dobrze, to już lud nasz będzie umiał sam dobrze i zdrowo odżywiać się. Prosto sporządzone potrawy a pożywne są najlepsze dla zdrowia, a proste potrawy umie lud nasz doskonale gotować, tylko często mu nie starczy na dostateczne odżywianie się. - Na otwarcie tej szkoły przybył p. landrat i hrabina ze Świerklańca (Najdeku). Pan amtowy dla uczczenia tych gości przywołał "kriegerferajn" i "fojerwerę". Tak to otwarcie szkoły niemieckiej było też wybitnie niemieckie, choć cała nasza wieś jest polska. Dziwić się można najbardziej "kriegerferajnistom", ludziom często już w podeszłym wieku, którzy wciąż jeszcze lubią, jak inni nimi komenderują. Co do mnie, to wolę być wolnym obywatelem, niezależnym i niczyim sługą. Co chcę to robię, a nie skakam według niczyjej komendy. I tak mi jest bardzo dobrze. "Kriegerferajnistom" nie tylko nie zazdroszczę, ale nieraz czuję litość nad nimi.
Tambył
Ostatnia informacja z 1911 roku zamieszczona w Nr 282 dotyczy wyników wyborów do Rady Miejskiej w Woźnikach.

Woźniki.(Wybory do rady miejskiej). W tych dniach odbyły się tu wybory do rady miejskiej. W pierwszym oddziale wybrano kupca Brauera i kupca Juliusza Kuszla jednogłośnie, w trzecim oddziale wybrano chałupnika Franciszka Morcinka i Grzegorza Mierzwę.

Rok 1912

Z początkiem 1912 roku odbyły się wybory do Reichstagu. Echa kampanii wyborczej przeprowadzanej w Woźnikach znajdujemy w Nr 9.

Woźniki w Lublinieckiem. Jak dawniej tak też i przy teraźniejszych wyborach usiłują różni ludzie zbałamucić naszych tutejszych wyborców polskich, mówiąc im, aby nie wybierali Polaka (ks. Jankowskiego), lecz Niemca, bo gdyby wybierali Polaka, to rząd za karę za to nie zezwoli na budowę kolei żelaznej ku Woźnikom, której sobie ludzie w całej okolicy bardzo życzą. - Na to ja wam tak odpowiadam: Kochani bracia, właśnie każdy (nietylko Polak, ale nawet i Niemiec, i żyd), który chce, aby przyszło do budowy kolei, ten powinien przy nadchodzących wyborach ściślejszych głosować tylko na Polaka, na ks. Jankowskiego. Bo wtedy, gdy padnie w naszej okolicy jak najwięcej głosów na Polaka, to wtedy najprędzej jest nadzieja, że rząd tę oczekiwaną kolej do skutku doprowadzi, a to ze strachu przed polszczyzną. Bo sobie rząd powie tak: Kiedy tam niemczyzna tak słabo stoi, to ją musimy wesprzeć (wspomóc) i kolej wybudować, gdyż w takim razie dostanie się tylu a tylu niemieckich urzędników itp. w te polskie okolice. - że rząd za wybieranie Niemca nie da nam kolei, to z przeszłych lat aż nadto dobrze wiemy. Wszak przez więcej niż 30 lat wybieraliśmy Niemców - centrowców, na ostatku nawet takiego lidera niemczyzny i rządu hr. Ballestrema! A czy kolej wybudowano? Nie! Lecz jakby na kpiny co kilka lat ją nam obiecywano, nie myśląc o wypełnieniu obietnicy. - Więc bracia z Woźnik i całej tutejszej okolicy, objaśniając o tem inszych, zwłaszcza tych obałamuconych, co to w naszym miasteczku i okolicy Niedta głosowali, aby teraz wszyscy do jednego poszli na wybory, a głosowali tylko na ks. Jankowskiego, nie tylko dlatego, że to ksiądz, Polak i brat nasz, ale i ze względu na ową wspomnianą kolej.
Znawca stosunków

O pożarze, który wybuchł w jednym z majątków księcia Donnersmarcka poinformowano w Nr 43.

Lubliniec. W pobliskim dominium księcia Donnersmarcka wybuchł w nocy na 1 kwietnia pożar, który zniszczył doszczętnie stodołę. Tylko szybkiej pomocy straży ogniowej i także tej okoliczności, że wiatr dął w przeciwną stronę, należy zawdzięczać, że ogień się na pobliskie budynki nie rozszerzył.

W Nr 47 poinformowano o pożarze w Bukowcu.

Lubliniec. W Bukowicach pod Psarami w nocy z niedzieli na poniedziałek zgorzały doszczętnie trzy gospodarstwa. Ani jeden z gospodarzy nie był ubezpieczony. Oczywiście pogorzelcy znajdują się w największej biedzie.

W Nr 66 poinformowano o warunkach pracy w zakładach w okolicy Woźnik.

Od Kalet w Lublinieckiem. (Robotnicze). Wszystko tu cicho, jakby było tu najlepiej. Ale niestety, sam biedy pod dostatkiem. Są tu co prawda zarobki, ale bardzo marne. Jest sam fabryka celulozy i wielka piła (tartak). Należy do księcia ze Świerklańca (Najdeku), ale zarobki nie są książece, lecz nader liche na teraźniejsze czasy, gdy wszystko jest tak drogie, gdy wszystko idzie jeszcze w górę. Zarobki jednakowo tu stoją i ani fenyga nie przyłożono. Więc jest koniecznością już, żeby nasi panowie nam co zarobków poprawili! Teraźniejszy zarobek jest niewystarczający. Owe 2,40 mk do 2,90 mk, co teraz zarabiamy, maleje bardzo po potrąceniu składek do kasy pensyjnej itd. - pozostaje nam zaledwie niecałe 2 mk do 2,20 mk. - A teraz podatek, komorne, żywność, ubiory i wszystko inne bardzo jest drogie, więc kto ma rodzinę, ten wyżyć nie może, gdy nieraz przypada tylko 20 albo 25 fen na dzień na głowę jedną w rodzinie. Ale panowie poprawić zarobku nie chcą, choć zarobek dzisiejszy ani na suchy chleb nie wystarcza. A jeśli człowiek zachoruje, to co wtedy ma rodzina począć za 1,40 mk albo też za 1 mk wsparcia? U kupca długi, a w domu nie ma ani grosza. Zgroza człowieka przejmuje, gdy o tem myśli. - Więc nader smutne jest położenie robotników tutejszych, a panowie o jakiemś chrześciańskiem wynagrodzeniu robotnika ani myślą. Wystarczy, aby im się dobrze powodziło. Robotnik ma tylko ciężko pracować i głód cierpieć. 
Kilku

W Nr 84 zamieszczono korespondencję z Kamienicy opisującą sytuację w tej wsi.

Z Kamienicy, powiat lubliniecki. Wyczytałem w naszej gazecie pewną korespondencję z Dolnych Łazisk pod Mikołowem. Korespondent skarży się, że podatek gminny jest tak wysoki, że aż na 300 procent jest ułożony. No, ale szanowny panie korespondencie, u nas jest jeszcze gorzej. Jest wprawdzie u nas woda, że aż sama przez wieś ciecze, i o studnie nie ma żadnej trudności, gdyż źródeł jest u nas pod dostatkiem; drogę przez wieś mamy także wybrukowaną, a inne drogi są w porządku, ponieważ mieliśmy w tych latach separacyę, to jest przełożenie pól, przez którąśmy do porządku przyśli. Wprawdzie przyśliśmy do porządku, ale też i do długu, bośmy musieli zaciągnąć pożyczkę w kwocie15000 marek, które musimy oprocentować i umarzać przez 36 lat. Więc mamy podatek gminny, ułożony na 300 procent, ale potem jeszcze płacimy: na separcayę 60 fen. od jutrzyny (okrągło 400 procent), podatek kościelny 35 procent, tak że do kupy tego jest 735 procent. Na co taki gminny podatek wysoki ułożony, jest mi nie wiadomo; jest tylko powiedziane od pana sołtysa, że pan landrat tak nakazał. Ale jak to bywa wszędy po gminach, to i tu jeno "dajcz" wszystko idzie; tak też nasz gminny pisarz nie chce mówić wiele po polsku, tylko po niemiecku, a nasi zastępcy zaś mało który po niemiecku wszystko dobrze rozumie - ba, nawet są tacy uczciwi obywatele, co swego miana ani po polsku nie potrafią nakreślić. No, ale cóż już na to mówić? Myśmy ich sami obrali, więc musimy być cicho; chociaż nam niektóre sprawy nie smakują.
Podleśny

O polskim wiecu narodowym, który odbył się w Kamienicy poinformowano w Nr 116.

Kamienica w Lublinieckiem. Wiec w Kamienicy odbył się w niedzielę 22 bm popoł. na polu p. Jana Hankego. Zebrało się około 500 ludzi. Przemawiał przeszło 2 godziny p. redaktor Piotrowski ze Zabrza o naszem położeniu narodowem. Wiecownicy słuchali ze zajęciem i podziękowali mówcy. Zakończono wiec odśpiewaniem piosenki „Serdeczna Matko”. Przewodniczył p. Hanke Jan, bardzo dobry patryota.

W Nr 143 poinformowano o wystawie płodów rolnych, która odbyła się w Lubszy.

Lubsza w Lublinieckiem. W niedzielę dnia 17-go bm urządził nam związek rolniczy, niestety niemiecki, na sali pana L w Lubszy tak zwaną wystawę płodów rolniczych, na którą z kilku dworów sprowadzono różne próby nasion, a niektóre także od chłopów rolników. Przybył też i p. landrat z Lublińca, książę Hohenlohe z Koszęcina i dyrektor szkółki rolniczej p. Arndt z Gór Tarnowskich. Pan landrat po mowie powitalnej otworzył wystawę hymnem niemieckim, który także orkiestra przygrywała. Potem wygłosił p. landrat dłuższą przemowę, w której zaznaczył, jak to rząd niemiecki pragnie podźwignąć stan rolniczy (w słowach, ale nie w czynach), i rozwodził się dłuższy czas o kulturze niemieckiej. Następnie zabrał głos nauczyciel szkółki rolniczej p. Arndt. W długiej przemowie pouczał nas o hodowaniu bydła, jak się mamy obchodzić z bydłem, ażeby jak największy zysk osiągnąć. Następnie mówił o tuczeniu świń, ile to paszy darmo spotrzebujemy a świnie się nie tuczą tak, jak powinny, nawet nam obrachunki przedstawił, ile to musi tuczenie osiągnąć. - Lecz zapytuję p. Arndta, czy on, gdy był w Boronowie inspektorem, osiągnął te korzyści w praktyce, jakie nam przedstawiał teoretycznie? Mnie się zdaje, że nie osiągnął takiego rezultatu. - Następnie przystąpiono do świetlanych obrazów, które przedstawiały różne rasy bydła, tj. fryzyjskie, holenderskie, itd. itd., na które nam p. Arndt zwracał uwagę i objaśniał nam owe rasy. Po bydle przyszły obrazy na rasy świń, o których nam także wyjaśnienie dał, które są lepsze do płodu, a które do tuczenia. Na ostatek jeszcze raz zabrał głos p. landrat i napomniał nas, ażebyśmy jak najwięcej korzystali z owego związku, i zakończył ową wystawę drugim hymnem niemieckim, i tu także orkiestra przygrywała. - Po zakończeniu udano się oglądania owych próbek, które nam także były objaśniane, gdzie i na jakiej roli jakie nasiona siać, ażeby jak najlepszy plon osiągnąć. Lecz mnie się zdaje, najpewniej, gdybyśmy dostali nasion z Rosyi, z zimniejszego klimatu, niż jest u nas, toby była pewnie poprawa, ale z cieplejszego klimatu na zimniejszy rośliny przenosić, to się rzadko tylko uda. Nasza Lubsza i okolica jest położona wysoko na wzgórzach, ma klimat zimny, a grunta także zimne. - Po oględzinach próbek nastąpiły tańce. - W ogólności lud polski bardzo mało z tego niemieckiego urządzenia miał korzyści. Gdyby to ludowi po prostu w polskim powiedziano języku, byłby skutek lepszy.
Byłtamski
Rok 1913

W Nr 7 poinformowano o rozpoczęciu budowy kaplicy w Miotku.

Miotek pod Woźnikami (w Lublinieckiem). Wielceśmy się rozradowali, gdyśmy się dowiedzieli od naszego Wiel. ks. proboszcza, że nam takie hojne ofiary złożono na naszą kaplicę. Przezacnym ofiarodawcom za to składamy stokrotne i serdeczne „Bóg zapłać!”. Wielce się radujemy, ze też będziemy mieć w pobliżu Dom Boży, tak, że też i starzy i słabowici do kościoła chodzić będą mogli, a i dzieci mogą wcześniej na naukę katechizmową chodzić. Ale jeszcze nie wiemy kiedy się budowa kościółka u nas rozpocznie, bo jeszcze dużo pieniędzy brakuje. Tak z wielkiem uszanowaniem prosimy i pukamy do dobrych serc ofiarodawców, aby się też z jaką przyłączyli i dopomógli nam do zbudowania świątyni Pańskiej. A naszemu Wielebnemu ks. proboszczowi składamy także serdeczne „Bóg zapłać!” za wszelkie trudy około nas podjęte.
Miotczanie

Nr 22 zamieścił informację o powstaniu filii Zjednoczenia Zawodowego Polskiego w Lubszy.

Lubsza w Lublinieckiem. W dniu 6-go stycznia odbyło się u nas pierwsze walne zebranie nowo założonej filli Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, oddział rzemieślników. Na zebranie się członkowie kompletnie jak i goście liczni stawili. Obraliśmy zgodnie cały zarząd i nasze grono jeszcześmy powiększyli. - Potrzeba nam teraz, abyśmy naprzód w oświacie i organizacyi postępowali, i to przez to, że każdy z nas stanie się szermierzem oświaty i żywym członkiem organizacyi. Albowiem w naszych okolicach najbardziej potrzeba nam oświaty, abyśmy się podnieśli moralnie i materyalnie. Wtedy niejeden będzie więcej niż dotąd unikał szynków, a zabierze się do czytania jakiejś pożytecznej gazety polskiej. Wtedy niejeden niepotrzebny, a kosztowny proces będzie oszczędzony. Tutaj biedny lud bowiem często się niepotrzebnie procesuje i setki marek płaci niepotrzebnie na to, choć sam największą ma biedę. - Dalej proszę was, kochani rodacy, a przede wszystkim was rzemieślników budowlanych, którzy jeszcze niepotrzebnie do ferajnów niemieckich należycie, skąd wam żadnej pomocy nie dano ani nie dadzą, przystępujcie wy raczej do Zj. Zaw. Polskiego, bo jest wam wiadomo chyba, co nam pracodawcy chcą na przyszłą wiosnę zgotować. Więc nie mamy na kogo liczyć, jak tylko na swe własne siły. A więc dalej do organizacyi i do oświaty! Pamiętajmy na słowo: "Oświata ludu dokona cudu!" i "W jedności jest siła".
Luby

Nr 63 poinformował o planach budowy kolei do Woźnik.

Woźniki w Lublinieckiem. Kolej żelazna z Kalet do Woźnik ma być jednak budowana, i to chyba w czasie już niedalekim. Rząd zaciąga wielką pożyczkę na budowanie nowych kolei. Z pożyczki tej przeznacza 2 090 000 marek na budowanie kolei z Kalet do Woźnik. wynika z tego, że chyba już wnet budowę tej kolei rozpoczną. Kolej ta była już od dawna bardzo pożądana.
 

W Nr 69 poinformowano o włamaniu do mieszkania jednego z woźnickich kupców.

Woźniki. W jednej z ostatnich nocy dokonano wielkiej kradzieży z włamaniem u jednego z tutejszych kupców. Rabusie przemocą otwarli szafę żelazną i zabrali 85 rubli, blizko 200 mk puskich pieniędzy, około 20 mk drobnych pieniędzy, 3 książeczki oszczędnościowe na około 2000 marek, kilka zegarków, złoty łańcuszek, kilka złotych pierścieni, itp. Po złodziejach nie ma dotąd śladu.

Nr 138 przyniósł informację o planach budowy Sądu Okręgowego w Woźnikach.

Woźniki. Mają tu ustanowić i budować sąd okręgowy. W magistracie odbyła się tu konferencya z udziałem prezydenta sądu nadziemiańskiego. Prezydent ten uznał sam potrzebę takiego sądu w Woźnikach. Magistrat zaś obiecał fiskusowi jak najdalej idące ustępstwa w sprawie budowy sądu.

O morderstwach do jakich doszło w powiecie lublinieckim donosi Nr 164.

Lubliniec. (Mordy) Ze wsi Piasek (Ludwigstal) donoszą, że tam znaleziono służącą Bot z przerżniętą szyją. Ze Sadowa zaś dochodzi wiadomość o zmordowaniu w lesie pięcioletniego synka robotnika Sprota. Synek ten był z dwoma innymi w lesie harbułtowskim zbierać jagody. Tam go spotkał pewien 30 - leni mężczyzna, który niby z żartów chłopca zabrał ze sobą; krótko potem chłopca znaleziono z poderzniętą szyją jako trupa. Dwie godziny później ujęto zabójcę. Jestto nieżonaty jeszcze syn pewnego poważanego gospodarza, słabego umysłu; czyn zbrodniczy popełnił prawdopodobnie w przystępie zaćmienia umysłowego. Aresztowanego odstawiono chwilowo do więzienia śledczego w Lublińcu; podobno już przyznał się do zbrodni.
W Nr 169 sprostowano informację o mordzie w Piasku.

Lubliniec. W sprawie dziewczyny, którą znaleziono ciężko ranną w Piosku tutejszego powiatu, donoszą jeszcze: Nie nazywa się ona Bot, tylko Heliś, a służyła u leśniczego Bota. Nie ma też ona gardła poderżniętego, tylko ma ciężką i bardzo niebezpieczną ranę na czole; czaszka jej została rozbita i mózg został odkryty. Dziewczyna dotąd żyje w lazarecie w Lublińcu i może wyzdrowieje. Na razie nic sobie nie przypomina z tego, co się z nią stało i w jaki sposób została skaleczona.

W Nr 211 powrócono do sprawy zranienia służącej leśniczego z Piasku.

Lubliniec. (Niewyjaśniony mord). Swego czasu w gminie Piosek znaleziono Matyldę Heniś, służącą u leśniczego Bota, ciężko zranioną w głowę. Przed kilku dniami dziewczyna ta zmarła. Przypuszczano, że została uderzona siekierą w głowę, atoli pośmiertne badanie zwłok wykazało mylność tego przypuszczenia; z drugiej jednak strony nic stwierdzić nie można coby wskazywała czem i jak dziewczynę pokaleczono. Morderca także został niewykryty i cała sprawa ta jest zagadkowa. 

Nr 253 poinformował o zaobserwowaniu wścieklizny w Babienicy.

Lubliniec. (Wścieklizna). Na Babińcu zabito psa wściekłego. Z tego powodu zarządzono na całą okolicę wiązanie psów.

W Nr 266 poinformowano o zamiarze wprowadzenia w Woźnikach gazowego oświetlenia ulic.

Woźniki. W dniu 17 bm odbędą się tu wybory do rady miejskiej. Ostatnie posiedzenie rady miejskiej postanowiło dla lepszego oświetlenia ulic wybudować małą gazownię. Burmistrz ma najpierw zasięgnąć informacyi co do budowy małych gazowni.

Nr 283 poinformował o sposobie załatwiania porachunków przez Rosyjską Straż Graniczną.

Woźniki. Gospodarz Władysław Froch z Królestwa Polskiego, który przemycał różne rzeczy przez granicę, został przez kozaka postrzelony. Froch upadł na ziemię. Obok niego znaleziono nieżyjącego żandarma rosyjskiego. Przypuszczano, że żandarma zamordowali przemytnicy, sekcya zwłok wykazała jednak, że żandarma zastrzelili również kozacy

Rok 1914

W Nr 52 poinformowano o w miarę szybkim rozpoczęciu prac przy budowie kolei Woźniki - Kalety.

Woźniki w Lublinieckiem. Tutejszy magistrat jak i okoliczne gminy powiadomione zostały w ostatnim czasie przez dyrekcję kolei, że prace około zbudowania toru kolejowego pomiędzy Woźnikami a Kaletami niebawem rozpoczęte zostaną. Przy tej sposobności zwraca dyrekcja kolejowa na to uwagę, że kasa państwowa udziela wynagrodzenia za szkody wyrządzone na polach z powodu prac około tego toru kolejowego.

O tragicznym wypadku w okolicy Psar poinformował Nr 105.

Psary pow. lubliniecki. (Zabita przez piorun). Czternastoletnia córeczka gospodarza Nowaka została przez piorun zabita. Pasła ona gęsi, przy czem zaskoczyła ją burza. Ojciec jej śpieszył na pole z kołdrami, żeby młode gąsięta pozbierać i do domu przynieść. W oddaleniu kilku kroków od swej córeczki uderzył piorun i zabił dziewczynę na miejscu, a ojca ogłuszył.

W Nr 119 wrócono do sprawy budowy kolei biegnącej przez Woźniki.

Lubliniec. Potrzeba kolei z Radzionkowa przez Woźniki, koło Kamienicy i Lubszę do Herbów. O tem już dawniej pisano, a nawet kolei była wymierzana. Będą budowli kolei z Kalet do Woźnik. To nie wystarcza bo w niektórych częściach powiatu lublinieckiego jeszcze 2 mile drogi ludzie mają do kolei. Gdyby budowano kolei dłuższą, byłoby więcej roboty, a przedewszystkim byłaby korzyść dla ludności po wsiach okolicznych. W ziemiach naszych są rozmaite skarby, jak ruda, kamień itp., któreby można wykorzystać, gdyby była kolei. Przy teraźniejszych stosunkach są wielkie trudności a my posiedziciele nic nie mamy ze skarbów naszej ziemi. (Radzimy wiadomość o rudzie itd. posłać do firmy, które się o to starają. Skarby się nie stracą). Od dziesiątek lat wybieramy posłów do centrum, hrabiego Strachwitza i innych. Przed wyborami dużo obiecanek, dużo opowiadania o sile i mocy centrum, ale kolei tej jak nie ma tak nie ma. Wiem, że to rzecz trudna, ale przy tej sile i mocy, jaką niby centrum ma, powinno byłoby się już stać. Widać, że za mało się o nas starają. Wiem jednak, ze przy przyszłych wyborach znów będą te same obiecanki i opowiadania o sile centrum. Mnie się posłowie centrowi z naszego powiatu już dawno nie podobają. O tem opowiadam innym. Prosty

O pożarze w Woźnikach poinformowano w Nr 140.

Woźniki (w pow. lublinieckim). Niedawno temu wybuchł w domu zagrodnika Bernarda Wysockiego ogień i zniszczył go doszczętnie. Straty powstałe są znaczne, ponieważ W. był tylko nizko zabezpieczony. Policya przypuszcza, że ogień został podłożony. Jako domniemanego złoczyńcę aresztowano pewnego łazęgę i odstawiono go do więzienia.

Nr 190 doniósł o zamierzeniach gospodarczych Prowincji Śląskiej w stosunku do Lublińca i Woźnik.

Lubliniec. Wydział prowincyonalny postanowił zażądać od sejmiku prowincyonalnego zapomogi dla miasta Lublińca na osuszenie lasu miejskiego, i to zapomogi we wysokości 8 100 marek. Podobna zapomoga we wysokości aż do 10 000 mk ma być przyznana miastu Woźnikom na osuszenie tamtejszego lasu miejskiego.
 

Nr 194 przyniósł informację o targach na konie obywających się po polskiej stronie granicy.

Lubliniec. Jarmarki na konie na pograniczu w Polsce odbywać się mają przez kilka następnych czwartków, a mianowicie w Gniazdowie opodal Woźnik i w Herbach na stronie polskiej. Dostęp na jarmarki te mają tylko ci posiedziciele, którzy mają od landrata lub nadburmistrza poświadczenie, że konie swoje oddać musieli wojsku. Wolno im zaś nakupić tyle koni ile własnych koni wojsku sprzedali. Handlarze jako kupcy są wykluczeni z tych jarmarków. Przewóz tych koni przez granicę jest obecnie bez cła. Ceny koni zaś nie są wygórowane, gdy konie same są często nader dobre.

W Nr 201 poinformowano o przywróceniu kontroli celnej na przejściu granicznym w Woźnikach.

Woźniki w Lublinieckiem. Przejście graniczne do Polski było tu dosyć swobodne w ostatnich tygodniach, ale w ostatnich dniach zostało zakazane. Mogą granicę przechodzić jeszcze tylko te osoby, które mają poświadczenie od landrata albo władzy wojskowej.

Rok 1915

O złotym weselu małżeństwa z Goroli doniósł Nr 30.

Od Woźnik. (Złoty jubileusz małżeństwa). W Goralach obchodzi 13 lutego wycużnik p. Franciszek Skopp z żoną swoją Zofią, urodzoną Gorol, złoty jubileusz małżeństwa.
Jubilat należy do najstarszych naszych czytelników. Abonował „Katolika” już za czasów, gdy Karol Miarka był jego redaktorem. Obchodził z nami 25 - letni jubileusz „Katolika” i dziś jeszcze wiernie go trzyma.
W dniu złotego wesela składamy parze czcigodnych jubilatów serdeczne życzenia błogosławieństwa i opieki Bożej na dalsze lata. Szczęść Boże!
Nr 92 doniósł o problemach komornika sądowego w Babienicy.

Babiniec w Lublinieckiem. Zafuntował egzekutor sądowy u wycużnika K. dwa wieprzaki. Gdy później przybył, aby je na miejscu sprzedać licytacyjnie, już ich nie było - były już „zjedzone”. Gdy z tego powodu egzekutor groził wycużnikowi podaniem go do kary, ten zaczął egzekutora wyzywać, wycisł go z izby i szukał kija, grożąc, że egzekutora obije. - Sprawą tą zajmował się obecnie sąd wojenny w Opolu i skazał wycużnika na 14 dni więzienia za opór wobec urzędnika.

W Nr 264 poinformowano o problemach sądowych przemytników z Lubszy.

Opole. (Przemycanie koni) Przed sądem wojennym odpowiadali gospodarze Kasperczyk i Wostal z Lubszy. Kasperczyk sprowadził z Królestwa konia, którego przyłączył do swego własnego i pojechał tą parą do Bytomia. W Bytomiu sprzedał przemyconego konia za 700 marek. Wostal miał mu pomagać w tym handlu. Sąd przesłuchał wiele świadków. Wostal został uwolniony, natomiast Kasperczyka skazano na 14 dni więzienia i 800 marek grzywny.

Rok 1916

Nr 17 poinformował o pożarze w Niwach.

Lubliniec. W Niwach zgorzała posiadłość gospodarza piotra Maronia zupełnie. Mieszkańcy domu uratowali z biedą życie, zresztą zgorzało wszystko, nawet zaoszczędzone 300 marek oraz dwie świnie. Przyczyna pożaru nieznana, ale przypuszcza się podpalenie ze zemsty.

W Nr 66 poinformowano o ukaraniu przemytnika z Dyrd.

Dyrdy w pow. lublinieckim. (Przemytnik). Sąd wojenny w Opolu skazał tutejszego gospodarza Hetmańczyka za przemycenie konia z Królestwa Polskiego na 14 dni więzienia i zabranie konia, lub 1 100 mk. wynagrodzenia, ponieważ na taką sumę oszacowano wartość konia.

O przygodzie przemytnika z Pakuł poinformowano w Nr 74.

Lubliniec. (Przemytnicy) Sąd wojenny w Opolu rozpatrywał sprawę o przemycanie koni przeciwko 18 letniemu synowi gospodarza Basanowi w Pakułach. Pakuły leżą tuż nad granicą Królestwa Polskiego, wszystkie chaty, których jest niewiele, oddalone są od granicy o paręset metrów. Gospodarstwo Basana jest tak położone, że można obserwować całą granicę i znaczną przestrzeń w Królestwie. W okolicy tej kwitł handel koni, a jeszcze więcej przemycanie koni przez granicę, na co wskazywały ślady stóp ludzkich i końskich. Posterunek graniczny zauważył w nocy gdy os strony Królestwa prowadzono konia w kierunku chaty Basana, w którego domu nagle powstało światło, a niedługo potem odjechał od Basana wóz i światło w domu zgasło. Nazajutrz odnaleziono nowe ślady prowadzonego konia na granicy i w około gospodarstwa Basana. Komendant okolicznego oddziału wojska, który prywatnie jest profesorem geografii i na południu badał ślady ludzi i zwierząt, śledził Pakuły, a nawet wszystkim mieszkańcom pomierzył nogi i pomiary porównał z śladami, jakie znalazł na granicy, a z których porobił odlewy gipsowe. Okazało się, że odlewy zgadzały się z pomiarami nóg Basana. Sąd skazał go za przemycanie koni na pięć miesięcy więzienia.
W Nr 127 powrócono do sprawy rozbudowy kościoła parafialnego w Lubszy.

Lubsza. (Korespondencya). Czasu swego rozpisywali się korespondenci o powiększeniu kościoła w Lubszy, lecz od tego czasu jeszcze nic nie zrobiono, a już upłynęło około 10 lat. Nawet już kilka rysunków i kosztorysów zrobiono, które pochłonęły dość znaczną sumę pieniędzy. 
Kto temu winien? Patronat nie chce przyłożyć ręki, a zarząd kościelny nie chce udać się z prośba do patronatu, w tem tkwi ów sęk. Nasza parafia jest dosyć wielka, ale jest za uboga, ażeby była wstanie sama bez pomocy patronatu wybudować kościół. Już kilkanaście lat temu jak jest ustanowiony podatek kościelny tzw. (Kirchensteuer) na budowę kościoła, ale to do tego czasu jest wszystko za mało, gdyż ta suma pieniędzy, którą zebrano z podatku, nie wystarczyła by na rozebranie starego kościoła i na fundamenta pod nowy, wobec czego musimy jeszcze kilkanaście lat odczekać, aż by się większa suma zebrała. Nasz kościół wprawdzie nie jest jeszcze tak lichy, żeby gwałtowna była potrzeba wybudowania nowego, jest jednakże trochę za mały, za to mamy w zimie cieplej, a w lecie to i tak wszyscy nie wchodzą do kościoła, tylko pozostają na cmentarzu. Organy w naszem kościele mamy już bardzo stare i liche, w których mechanizm jest całkiem zużyty. Należałoby organy sporządzić nowe albo stare naprawić, gdyż obecnie przy każdem nabożeństwie piszczałki wygrywają, chociaż organista klawiszy nie porusza.
Dawniejszy członek zarządu

Rok 1917

W Nr 127 poinformowano o wyroku sądu wojennego na przemytników koni z Woźnik.

Woźniki. Opolski sąd wojenny przyjechał do Woźnik dla odbycia lokalnego terminu w procesie Skopów o przemycanie koni. O przemycenie 3 koni przez granicę oskarżeni byli gospodarz Skop i jego syn 19-letni, Wilhelm z Ligotki pod Woźnikami, oraz inwalida Gajda z Radzionkowa. Gospodarza Skopa i Gajdę skazał sąd każdego na 300 marek grzywny, a Wilhelma Skopa na 20 mk, oraz obu skopów na odszkodowanie w wysokości 1050 marek.

 O tragicznym pożarze w Lubszy poinformował Nr 238.

 Lubsza. (Pożar) Przed kilku dniami donosiliśmy, że w Lubszy zgorzało 18 gospodarstw. Obecnie donoszą, że nie 18 a 26 posiadłości stało się ofiarą pożaru.

 O kradzieży do jakiej doszło w Psarach poinformowano w Nr 251.

Psary. (Kradzież). Włamywacze skradli żonie kupca Grzyczki różnych towarów za przeszło 4000 marek.

Nr 253 poinformował o zamordowaniu mieszkańca Niw.

Lubliniec. (Morderstwo). Na Niwach pod Boronowem napadło trzech rabusiów na kolonistę Nosołka, którego kilku strzałami z rewolweru tak okaleczyli, że nieszczęśliwy wkrótce zmarł. Rabusie zbiegli niepoznani.
W następnym numerze poinformowano o sytuacji nad granicą z Królestwem Polskim.

Lubliniec. Wioski pograniczne, jak Grojec, Niwy i inne, dostają często nieproszonych gości nocnych, którzy uprowadzają przeważnie krowy i konie. Właściciele muszą wobec tych częstych odwiedzin włamywaczy czuwać przez całą noc na podwórzu.

W Nr 255 powrócono do sprawy zamordowania Nosolika w Niwach.

Lubliniec. Donosiliśmy już o napadzie bandytów u kolonisty Józefa Nosolika w Niwie. Teraz dowiadujemy się bliższych szczegółów. W zeszły czwartek wieczorem o godz. 7 przyszło do mieszkania Nosolika 3 zamaskowanych bandytów i żądali pieniędzy. Gdy N chciał iść do przyległej izby po pieniądze zastrzelili go. Żonę Magdalenę Nosolik ogłuszyli kijem, bijąc ją po głowie. 10-letniego synka, który chciał oknem uciec, postrzelili w nogę. Dwie córki 12-letnia i 16-letnia zdołały uciec. Złodzieje zabali pieniądze (nie wiadomo jeszcze ile) i uciekli do pobliskiego lasu.

Następną korespondencję w sprawie morderstwa Nosolika zamieszczono w następnym numerze.

Lubliniec. Opolski sąd wojenny zarządził energiczne kroki w celu wyśledzenia trzech bandytów, którzy w czwartek zeszłego tygodnia wieczorem, jak już donosiliśmy, wtargnęli w Niwach (w pow. lublinieckim) do mieszkania zagrodnika Nosolika i zastrzelili go. Nosolik wezwany przez bandytów, aby im wydał swe pieniądze, oświadczył, że uczyni to i udał się do przyległej izby. Pomimo, że pieniądze, których ilości jeszcze nie stwierdzono, wręczył bandycie, tenże wpakował mu z rewolweru w głowę. Nosolik wybiegł z okrzykiem: „Jezus, Marya, Józef!” na ulicę i padł tam trupem. Bandyci uciekli niepoznani, ponieważ sąsiedzi bali się ich ścigać lub udać się po pomoc do wsi Boronowa, odległej o 5 kilometrów. 

Rok 1918

O kolejnej próbie morderstwa w okolicy Lubszy poinformowano w Nr 81.

Lubliniec. (Usiłowane morderstwo) W młynie pod Lubszą włamywacze usiłowali zamordować Maryę Lisową. Sprawcy zadali kobiecie kilka ran nożem, lecz spłoszono ich i uciekli przez okno z mieszkania.

O odwołaniu wiecu w Woźnikach poinformował Nr 128.

Lubliniec. Wiece zapowiedziane na 2-go bm w Lisie (Lissau), w Glinicy i w Woźnikach nie mogły się odbyć, bo pozwolenie z komendy na wniosek z dnia 28 maja nie przyszło na czas. Ludzi zebrało się wszędzie dużo; przyszli z daleka, niektórzy szli aż dwie mile, pragnąc usłyszeć ciepłe, gorące słowo polskie, idące z serca do serca, pełne nadziei w lepszą przyszłość. Cierpliwości kochani. Wiarusy, Pan Bóg nie rychliwy, lecz sprawiedliwy! 
B.K

Nr 235 poinformował o morderstwie do jakiego doszło w Kamienicy.

Lubliniec. (Ujęty morderca). Kilku zamaskowanych bandytów wdarło się, jak wiadomo, do mieszkania gospodyni Grabowskiej w Kamieńcu. Gospodyni zawołała swego służącego Milanetę, będącego w mieszkaniu, lecz skoro się pokazał przed domem, bandyci położyli go trupem wystrzałem z rewolweru. Po dokonaniu zbrodni uciekli sprawcy do Królestwa, gdzie dwóch z nich ujęto. Są nimi bracia Władysław i Konstanty Muskowie ze Starczy.

Po wymuszeniu przez mocarstwa zwycięskie bezwarunkowego układu pokojowego na Cesarstwie Niemieckim doszło w Niemczech do rewolucji. Władzę przejęły Rady Ludowe i Rady Żołnierskie. Sytuacja taka trwała do czasu powstania Republiki Weimarskiej i przejęcia ponownie władzy przez Rząd Niemiecki. Nr 269 zamieścił sprawozdanie z Rewolucji w Niemczech.

Wiec w Woźnikach.
Pierwsze Rady Ludowe w powiecie Lublinieckim.
W niedzielę, dnia 17 bm odbył się w Woźnikach na sali p. Sitka wiec, który zagaił i prowadził p. Kazimierz Niegolewski z Czarnegolasu. Zebrało się gospodarzy i robotników kilkuset, panowała powaga i skupienie, a spokoju nawet okrzykiem nieoględnym nie naruszono. Zastępcy miejscowej rady żołnierzy przed rozpoczęciem zebrania wyrazili nadzieję, że tak jak w innych miejscowościach mówcy do utrzymania porządku i zachowania spokoju mianowicie zachęcać będą.
Pan adwokat Czapla z Bytomia wygłosił następnie obszerne sprawozdanie o zadaniach obecnej chwili, o prawno - państwowych i politycznych stosunkach dawniej, dziś i w przyszłości, przedstawił obecny stan władzy głównej w Berlinie, mówił o dążeniach kierujących się nowym duchem i zastosował wszystko do żądań i potrzeb ludności polskiej na Górnym Śląsku. Przemowę swoją, którzy zebrani z wielkiem zadowoleniem przyjęli, zakończył okrzykiem: "Niech żyje wolny, polski Górny Śląsk!"
Następnie przystąpiono do wyboru rad ludowych, których po przeprowadzeniu dyskusji, uwzględniając potrzeby miejscowe, dwie utworzono.
Rada ludowa na Ligotę Woźnicką, Gorole, Pakuły, Skrzyszówkę i Czarnylas składa się jak następuje: P. Kaźmierz Niegolewski, właściciel majątku Czarnylas oraz gospodarze: Kasper Kulisz, Józef Ślimok i Karol Heryk z Ligoty, Antoni Skop z Gorolów i Stefan Łapok z Skrzyszówki.
Rada ludowa na miasto Woźniki i wieś Łonę składa się z następujących: Obywatel Stefan Adamiec, gospodarze Józef Czapla, Jan Flakus i Jan Janus oraz robotnik Franciszek Kowolik z Woźnik, a gospodarz Józef Nokielski i Robert Długosz z Łony.
Obie rady ludowe odbyły pod kierownictwem p. radcy Czapli natychmiast pierwsze posiedzenie, na którym między innemi postanowiono:
Rada ludowa chce i ze swej strony dbać o odstawianie środków żywnościowych, ale żąda, ażeby podział ich odbywał się sprawiedliwie wedle jej uznania.
Rada ludowa uważa, że postępowanie tutejszych żandarmów już od dłuższego czasu daje powód do rozgoryczenia ludności ze względu na brutalne występowanie ich i nierówne obchodzenie się z gospodarzami. Żąda usunięcia ich, albo zastąpienia innymi, albo przelania ich czynności na straże bezpieczeństwa, których wyboru sama dopełni.
Rada ludowa żąda wyjaśnienia, czemu gospodarzy tutejszych zmuszono do odstawienia ćwikły pastewnej, zaś tysiące cetnarów pozawożono do lasów ks. Donnersmarcka dla paszenia zwierzyny, a na odnośne zapytywanie odpowiedzi z landratury nie dano.
Powyższe uchwały Rady ludowe niezwłocznie przedłożyły landratowi, dalszą swą czynność zastosują do potrzeb miejscowych, a kierować się będą zasadami, uznanymi przez główne wydziały społeczeństwa polskiego.

W tym okresie wrzenia rewolucyjnego doszło w Woźnikach do tragicznego wypadku, który został opisany w Nr 278.

Żandarm zastrzelił członka Rady Ludowej w Woźnikach.
W czwartek, dnia 28-go bm Rada Ludowa w Woźnikach - w powiecie Lublinieckim - postanowiła u żandarma tamtejszego Gohla, który rzekomo ukrywał u siebie wielkie zapasy żywności, odbyć rewizyę. Udała się do jego mieszkania, żandarm wzbronił wstępu, a gdy Rada na swym żądaniu nalegała, z rewolweru na dwa kroki strzelił do gospodarza Janusa, którego śmiertelnie zranił. Janus w klika godzin potem umarł.
O sprawie tej Polska naczelna Rada Ludowa dla Śląska jeszcze tego samego dnia dała znać Radzie wykonawczej w Berlinie na ręce p. Haesego, jak i radom żołnierskim w Wrocławiu i Bytomiu. Na żądanie ich Gohl został aresztowany.
Dalsze sprawozdanie o tym wypadku, tak znamiennym dla naszych stosunków jeszcze podamy. Rada Ludowa w Woźnikach, do której p. Janus należał, żądała już po kilkakroć usunięcia żandarmów i zastąpienia innemi, albowiem brutalne obchodzenie ich z ludnością już od długich czasów dawało powód do wielkiego rozgoryczenia. Landrat w Lublińcu ani tego, ani żadnych innych życzeń nie uwzględnił.

Rok 1919

W Nr 74 zamieszczono korespondencję z Lubszy w sprawie nadużyć pisarza gminnego.

Z Lublinieckiego. Zbyt wielka oszczędność nie jest dobra, osobliwie gdy jest połączona z pokrzywdzeniem ludzi innych, najlepiej we wszystkim zachować należytą miarę i dać każdemu to, co mu się należy. Nad takiemi prawdami będzie prawdopodobnie teraz rozmyślał pewien nauczyciel z powiatu tutejszego. Był on pisarzem gminnym w dwu wsiach tutejszych. Podczas wojny jak wiadomo wydawano wsparcia i zapomogi przepisane takim rodzinom, których żywiciele byli na wojnie i o rodziny swe starać się nie mogli. Otóż co do wydawania tych zapomóg i wsparć był ów nauczyciel i pisarz gminny zbyt oszczędny, bo chciał widocznie jak najwięcej pieniędzy zaoszczędzić dla państwa. Tymczasem rodziny wojaków cierpiały niedostatek nieraz bardzo wielki. Upominania i prośby nic nie skutkowały. Ale nareszcie powrócili wojacy z wojny do domu, rozejrzeli się w tych sprawach i dowiedzieli o wszystkim. Tak w końcu postanowili iść razem do pisarza gminnego, aby po dobroci wypłacił im wszystko to, co w ciągu wojny niesłusznie ukrócił ich rodzinom. Pieniędzy tych spodziewano się bardzo wiele, więc zabrano ze sobą duży worek, czyli miech. Gdy przybyli do mieszkania pisarza gminnego (było to w niedzielę), nie zastali go w domu, gdyż był z żoną i dziećmi w drugiej wsi. Sprawa uzyskania zaległych pieniędzy na razie wojakom się nie udała. Gminny pisarz natomiast, gdy się dowiedział, że wojacy przyszli do niego z dużym miechem po pieniądze, przeląkł się bardzo, wynajął szybko furkę i pojechał z drugiej wsi aż na czwartą wieś; do domu już nie powrócił, tylko przysłał żonę z dziećmi, która do dnia 1 kwietnia 1919 roku jeszcze tutaj mieszkać będzie, poczem także za nim dalej pojedzie. Ów pisarz gminny musiał też o tem do landrata donieść, bo ci wszyscy co żądali zatrzymanej reszty wsparć, dostali już wszystko nadpłacone i spokój i zadowolenie nastały we wsi. - Stąd nauka, że należy wszystkim dać co im się należy, i że zbyt daleko posunięta oszczędność, jeżeli krzywdzi innych ludzi, nie jest dobra.
Luby.

O przeprowadzonej rewizji w Czarnym Lesie doniesiono w Nr 99.

Czarnylas w Lublinieckiem. (Rewizye) We czwartek, dnia 24-go zjawiło się w Czarnymlesie (pow. lubliniecki) czterdziestu bohaterów z "grenzschutzu" w pełnym rynsztunku pod dowództwem porucznika Günzla, p. sędziego Gielnika i z dwoma żandarmami, aby odbyć poszukiwanie we dworze p. Niegolewskiego. Dzięki wielkiej przezorności władz kierujących otoczono dwór łańcuchem posterunków, a przed domem ustawiono groźnie kulomiot. Poczem waleczny oddział wkroczył do wielkopolskiej jaskini lwów, w której znajdowały się całe cztery osoby. Należy podkreślić sumienność badań, przedsięwziętych w pokojach, mianowicie zaś w piwnicy i na poddaszu. Szukano broni i polskich oficerów(!) Niestety jednak wyniki tego bohaterskiego przedsięwzięcia były bardzo nikłe. Zabrano we dworze kilka fuzyi myśliwskich, na które właściciel miał pozwolenie; udało się także zdobyć garść obojętnych listów prywatnych, które zyskują ogromnie na wartości przez to że pochodzą z przed 10 laty!! Ale niebiosa wiedzą, na co się to wszystko może przydać naszym "władzom", którym ciągle jeszcze się zdaje, że politykę wszechświatową robi się na Górnym Śląsku, nie zaś w Paryżu. - Po trzechgodzinnej bytności "grenzschutz" wyniósł się, żegnany pobożnymi życzeniami szczęśliwej drogi. Wobec tego, że czasy jego chwały i wielkości z każdą chwilą bledną i nikną, nie należy mu bronić tej przyjemności, jaką muszą być dla niego ostatnie rewizye
Cz. .

W Nr 181 poinformowano o napadzie na mieszkańca Solarni pod Woźnikami.

Solarnia w Lublinieckiem. (Znowu napad) Po raz drugi napadli bandyci posiadłość gospodarza Tomasza Barczyka. Sześciu uzbrojonych rabusiów wdarło się do mieszkania Barczyka, podczas gdy dwóch innych opryszków pozostało na straży przed domem. Zarzuciwszy żonie Barczyka pętlicę na szyję, pod groźbą zastrzelenia wymusili od niej wskazanie miejsca, gdzie się pieniądze znajdują. Takim sposobem wyłudzili bandyci 7500 marek w papierach przechowanych w komorze, a nadto 1500 marek w srebrze zakopanych w ogrodzie. Zabrawszy całą gotówkę ulotnili się bandyci, po których nie ma śladu.

W Nr 188 poinformowano o zmianie na stanowisku burmistrza Woźnik.

Woźniki w Lublinieckiem. (Nowy burmistrz). Następcą dotychczasowego burmistrza, który został radcą miejskim w Wałbrzychu na Średnim Śląsku, jest dotychczasowy sekretarz miejski Kawaletz tustąd.

W Nr 242 wydrukowano odezwę przedwyborczą w sprawie wyborów do Rady Miejskiej w Woźnikach.

Woźniki w Lublinieckiem. Baczność Woźniczanie! U nas do wyborów miejskich stanęły dwie partye: nasza narodowo - polska, i miszmaszowa. Więc baczność, bo stary miszmasz chce na wszelki sposób pozostać nadal w urzędzie! Nam potrzeba sumiennych i sprawiedliwych ludzi w radzie miejskiej, aby była równa miara, równa sprawiedliwość dla wszystkich w całej gospodarce miejskiej! Dotąd u nas tak bywało, że wujki, kmotrowie, kuzynowie i rozmaici przyjaciele panów radnych mieli liczne względny i udogodnienia, których się innym odmawiało. Obywatele, przypomnijcie sobie jeno jak to bywało z budową rowów (przekopami), mostów, z wydzielaniem ściółki leśnej, ze sprzedażą drzewa budulcowego? A jak było z rozdziałem towarów, z naftą (petrolejem) itd? - Wszyscy wiemy, jakto było! A pragniemy, żeby było lepiej sprawiedliwiej, jednakowa miara dla wszystkich. A więc Polacy, brońcie swojej skóry! Brońcie sprawiedliwości! Oddajcie kartki wyborcze w dniu wyborów wszyscy tylko na swoją polską narodową partyę, a nie na miszmasz! Czuwajmy, a nie śpijmy! Pouczajmy sąsiadów i znajomych i agitujmy za swoją partyą narodowo - polsą! Dalej wszyscy do dzieła!
Czujny

O zamieszaniu przedwyborczym w Piasku doniesiono w następnym numerze.

Z Lublinieckiego. W gminie Piasku w powiecie Lublinieckim obywatele zanieśli listę kandydatów Polskiej Partyi Narodowej do sołtysa tamtejszego Jana Schrotta. Pan Schrott atoli z oburzeniem oświadczył, że takiej listy nie przyjmuje (!) I takiej partyi wogóle nie zna. Dlaczego? - Za kilka dni udano się znowu do p. sołtysa, myśląc, że już się poinformował, jakie partye w naszej wiosce i wogóle na Górnym Śląsku się zbierają do wyborów komunalnych. Lecz sołtys w uporze swym trwa dalej. Nie pozostało więc nic, jak wystosować protest podpisany przez świadków owego bezprawnego postępowania p. Jana Schrotta. - (O ile lista kandydatów odpowiada przepisom prawnym, sołtys musi ją przyjąć. Sołtys nie ma nic do mówienia w tej sprawie, czy mu się partya jakaś, albo kandydaci na liście podobają czy też nie podobają. Każdy sołtys musi przyjąć listę wyborców, o ile listy wyborców są prawidłowo sporządzono. - Red.)

Echa kampanii wyborczej w Woźnikach znalazły się w Nr 252.

Woźniki w Lublinieckiem. (Z wyborów). I w naszem na wskroś polskiem miasteczku Niemcy razem ze żydami chcą nadal dostać się do zarządu miejskiego. Postawiono dwie listy: jedną polską, drugą niemiecką. Niemiecka lista, na której czele stoi p. Fus, zawiera także dwu żydów: z tych jeden przed kilku laty przybył z rodziną przybył z rodziną swą do nas: było to biedactwo, co aż strach. Dzisiaj posiada wielki dom i z pewnością także wielki majątek, bo córki jego się stroją jak szlachcianki, a przez całą wojnę nie doznał ani on, ani jego rodzina żadnej biedy. A skąd to wszystko? Wszystko to od was, ludzie polscy. Teraz bogaty, nie chce tego ludu znać, owszem jest wielkim przeciwnikiem Polaków, co już się nieraz pokazało. Pan ten piastując w naszem katolickiem miasteczku różne urzędy honorowe, używa swego stanowiska, aby ratować pruski „faterland”. Czego on sobie życzy? Możecie to z niego poznać, że publicznie on raz takie głupstwa powiedział, że Amerykanie posłali cały wagon rzemieni, którymi Niemcy mają obkładać nas Polaków! Nie twoje doczekanie, panie Hofman! Może te rzemienie raz będą tańcowały na innej skórze! - A teraz, kochani rodacy, na taką listę gdzie stoją tacy polakożercy, nie wolno wam ani jednego głosu oddać! Nie dajcie się obałamucić a słuchajcie na głos tych, którzy wam dobrze ze szczerego serca radzą! Wy wszyscy, mężowie, niewiasty, młodzieńcy i dziewczyny, wszyscy jak jeden oddawajcie głosy wasze tylko na listę polską, a pokażcie, że Woźniki to miasteczko nasze polskie i katolickie.
Swój

W następnym numerze zamieszczono również informację o morderstwie do jakiego doszło w Czarnym Lesie.

Czarny Las w Lublinieckiem. Nagrodę w wysokości 2000 marek wyznaczono za wykrycie morderców, którzy w sierpniu rb. pozbawili życia w lesie dozorcy drzewa Nichthausera i Teodora Jędrysika z Górolów. Śledztwo wykazało, że jako mordercy wchodzą w rachubę dwaj mężczyźni we wieku 25 i 28 lat.

W Nr 266 zamieszczono sprostowanie wyników wyborów komunalnych w Lubszy.

Lubsza (Sprostowanie). Na listę polską oddano 185, na listę niemieckiego miszmaszu 83 głosy.

W Nr 273 zamieszczono wyniki wyborów z Ligoty Woźnickiej.

Ligota pod Woźnikami. Głosów oddano 360. Na listę polsko - narodową 206, na listę niemiecką 67, dwa głosy były nieważne, 85 osób nie było na wyborach.

Nr 274 przyniósł sprawozdanie z wyborów komunalnych w Ligocie Woźnickiej.

Ligota pod Woźnikami w Lublinieckiem. (W sprawie wyborów). Listy kandydatów były dwie w naszej gminie. Pierwsza była polska narodowa, a druga niemiecka. Na listę polską zyskaliśmy 206 głosów (17 radnych), podczas gdy na listę niemiecką tylko 67 głosów padło (mają 2 radnych). Dwa głosy były nieważne, a 85 osób nie przybyło na wybory. Błogosławieństwo Boże i sława naszym narodowcom, bo pokazali, że są Polakami i trzymają się prawa Bożego. Przeciwnicy nasi są to tacy ludzie, którzy bardzo mało albo nawet wcale nie umieją po niemiecku, ale ludzi niektórych jednak potrafią zbałamucić na korzyść niemiecką. Kandydaci na liście niemieckiej byli przeważnie twardymi Polakami, bo nawet nie znają języka niemieckiego należycie, ale mimo tego nie chcą uchodzić za Polaków, jeno za Niemców. W rozdawaniu odezw popełniono wielki fałsz, bo niemiecka partya, zamiast niemieckie rozdawała polskie odezwy i takim sposobem bałamuciła lud i zyskała na swoją stronę 67 głosów. Do jakiego narodu tacy ludzie należą, tego sami nie wiedzą, bo brak im oświaty i ducha narodowego. Znajdują się tu nawet takie rodziny, które książek do modlitwy używają niemieckich, mówiąc niemądrze, że to „fanie”. Ale Pan Bóg nam pozwoli doczekać się lepszej przyszłości i oświeci serca i rozum tych naszych ludzi zbłąkanych, którzy znów będą tem, czem ich Pan Bóg stworzył i czem ich chciał mieć.
Jeden z wielu.
W tym samym numerze doniesiono również o wypadku kradzieży dokonanej w Psarach przez stacjonujące tam wojsko niemieckie.

Psary w Lublinieckiem. Wojacy z „reichswehry” przybyli także tutaj i byli przez noc także u wdowy P. i potem się okazało, że u tej wdowy zniknęły płótna, które prawie sobie była kupiła dla siebie i dla swej dziewczyny służącej za 200 marek. Poszła zatem zameldować ten wypadek do oficera; ten ją jeszcze poszturchał, mówiąc, że on nie ma złodziei, jeno porządnych chłopów. 
S.
 

BIBLIOGRAFIA

Kalinowski P. Dziennik Śląski o Woźnikach i okolicy lata 1905 - 1913, Woźniki 2001
Kalinowski P. Dziennik Śląski o Woźnikach i okolicy lata 1914 - 1920, Woźniki 2001
Kalinowski P. Gazeta Katolicka o Woźnikach i okolicy lata 1906 - 1910, Woźniki 2001
Kalinowski P. Gazeta Ludowa o Woźnikach i okolicy lata 1911 - 1925, Woźniki 2001
Kalinowski P. Gazeta Opolska o Woźnikach i okolicy lata 1891 - 1923, Woźniki 2001
Kalinowski P. Głos Śląski o Woźnikach i okolicy lata 1903 - 1912, Woźniki 2001
Kalinowski P. Głos Śląski o Woźnikach i okolicy lata 1913 - 1921, Woźniki 2001
Kalinowski P. Górnoślązak o Woźnikach i okolicy lata 1902 - 1908, Woźniki 2001
Kalinowski P. Górnoślązak o Woźnikach i okolicy lata 1909 - 1918, Woźniki 2001
Kalinowski P. Górnoślązak o Woźnikach i okolicy lata 1919 - 1922, Woźniki 2001
Kalinowski P. Katolik o Woźnikach i okolicy lata 1905 - 1916, Woźniki 2001
Kalinowski P. Katolik o Woźnikach i okolicy lata 1917 - 1921, Woźniki 2001
Kuryer Śląski, rocznik 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1917, 1918, 1919


 
 

Follow Ups:



Post a Followup

Name:
E-Mail:
Subject:

Message to Post