Jaskółka kala gniazdo

 
 
 UOP uznał, że Ruch Autonomii Śląska zagraża polskiej racji stanu
 
   W internetowym raporcie UOP o „bezpieczeństwie państwa w aspekcie zewnętrznym i wewnętrznym” jedyną rozszyfrowaną z nazwy organizacją niosącą potencjalne zagrożenie dla Polski był Ruch Autonomii Śląska (RAŚ). Raport pojawił się dokładnie w 10 rocznicę powstania ruchu. Autonomiści, żyjący od kilku lat na politycznym marginesie Śląska, znaleźli się znów w świetle jupiterów. Teraz domagają się od premiera odwołania Janusza Pałubickiego za sugestie autorów raportów, że „działalność na rzecz upodmiotowienia mieszkańców Ziemi Śląskiej była inspirowana przez niemiecki Związek Wypędzonych”.
 
 
JAN DZIADUL
 
 
 
 Po raz pierwszy głośno było o autonomistach na początku 1990 r., kiedy pojawiło się pytanie, czy Śląsk dryfuje ku Niemcom. Po kilku latach, i słabych wynikach wyborczych, to pytanie straciło jakikolwiek sens. Dwa lata temu niektórzy działacze RAŚ próbowali zarejestrować Związek Ludności Narodowości Śląskiej, dziś aktywistom marzy się – jak wynika z lektury ich miesięcznika „Jaskółka Śląska – Europa 100 flag” – idea autonomicznych regionów, a nawet niepodległość Śląska. Historia przyspiesza – piszą – po rozpadzie ZSRR i Jugosławii powstały państwa, które nigdy wcześniej nie zaznały samodzielnego bytu. Dlaczego na mapie nie mógłby pojawić się i Śląsk?

 
Jerzy Gorzelik, rzecznik prasowy Ruchu Autonomii Śląska

 
Prawdopodobnie to „Jaskółka” (skądinąd symbol ruchu) była podstawowym źródłem wiedzy UOP o funkcjonowaniu RAŚ. Jerzy Gorzelik, rzecznik prasowy autonomistów, mówi, że penetrowanie przez policję polityczną zarejestrowanych i legalnie działających organizacji jest groźne dla kraju: – Na Śląsku budzi niepokój także dobór kadr do UOP. Mamy informacje, że pracownicy i współpracownicy Urzędu rekrutowani są przeważnie z ruchu Polski Śląsk, Narodowego Odrodzenia Polski oraz KPN, a więc spośród osób dotkniętych narodowymi fobiami. Stąd takie wnioski w raporcie. To nie my, a oni stanowią zagrożenie na drodze Polski do Europy.

– My zbieramy fakty, a ich analizą i wyciąganiem wniosków zajmuje się centrala – odpowiada mjr Zbigniew Nowak, rzecznik prasowy katowickiej delegatury UOP. Łagodzi przy okazji wymowę raportu: – Nie widzimy obecnie żadnych zagrożeń dla polskiej racji stanu na Śląsku, także w działaniach ruchu autonomistów. Urząd istnieje jednak po to, żeby doszukiwać się dziury w całym, stąd rutynowo sprawdzamy zgodność działania organizacji społecznych i politycznych z celami deklarowanymi w statutach.

Specjalny werbunek do śląskich struktur UOP to – zdaniem majora Nowaka – totalna bzdura: – Działaczom ruchu UOP myli się chyba ze Służbą Bezpieczeństwa, która niechętnie widziała Ślązaków w swoich szeregach. Do UOP obowiązuje określona procedura przyjęć, która nie przewiduje dodatkowych punktów za pochodzenie i narodowe poglądy.

 Kim się czują
Katowicka Pracownia Badań Społecznych w 1998 r. jeszcze w byłym woj. katowickim pytała o identyfikację narodową (kim się czują mieszkańcy Śląska?) - 65,5 proc. badanych czuło się Polakami, 27,5 Ślązakami, 6 proc. Niemcami, a po pół procent Ślązakami-Polakami albo Ślązakami-Niemcami.
 
 
 – Przypisywanie nam agenturalności i roli kuźni kadr dla tajnej służby może skończyć się w sądzie – zapowiada Piotr Spyra, przewodniczący Ruchu Obywatelskiego Polski Śląsk. Polski Śląsk utworzono pod koniec 1997 r. – była to reakcja na próbę zarejestrowania narodowości śląskiej. Stowarzyszenie skupia wszystkich bez względu na poglądy i partyjną przynależność, którzy nie wyobrażają sobie życia na Śląsku innym niż polskim: – Zdecydowanie sprzeciwiamy się wszelkim separatystycznym dążeniom! – dodaje Spyra.

– Doliczyliśmy się w Europie blisko 30 znaczących ruchów autonomiczno-separatystycznych – mówi Nowak – większość działa w krajach Unii Europejskiej. Wszystkie monitorowane są przez krajowe służby specjalne.

Od początku podstawowym celem RAŚ jest autonomiczny Śląsk (na wzór autonomii przedwojennej) w dawnych granicach historycznych i etnograficznych. Z dzisiejszego Śląska poza taką strukturą znalazłoby się Zagłębie, Częstochowa, część Podbeskidzia, doszłaby za to Opolszczyzna, a po wejściu do zjednoczonej Europy jeszcze śląskie ziemie Czech.

– Wbrew przypinanym nam etykietom autonomiczny Śląsk widzimy tylko w obecnych strukturach państwach polskiego, składającego się z 6–8 autonomicznych regionów – mówi Krzysztof Kluczniok, przewodniczący RAŚ. Przewodniczący łagodzi kryterium etnograficzne przyszłego Śląska: – Nie chodzi nam o etniczną czystość regionu, ale o identyfikację z ziemią śląską.

Jaskółka kala gniazdo
 
 
 ...ciąg dalszy
 
 
 
JAN DZIADUL
 
 
 
 Przewodniczący zapewnia, że w obecnych władzach Ruchu są sami legaliści: – Problem w tym, że słowo autonomia niektórym organom kojarzy się ze zbrojnymi organizacjami w Irlandii, kraju Basków czy w Palestynie. Dla nas oznacza tylko samorządność – z tym że w o wiele większym zakresie niż obecnie jest realizowana. Chcemy swojego sejmu, prezydenta, skarbu i regionalnej konstytucji.

 Fragment tajnego raportu UOP
"Delegatura UOP w Katowicach monitoruje działalność niektórych środowisk, ugrupowań, ruchów i stowarzyszeń pod kątem zgodności deklarowanych w statucie celów z faktyczną realizacją. Czynimy to za pomocą środków ogólnie dostępnych, np. radia, telewizji, prasy czy Internetu. (...) Ruchy separatystyczne niewątpliwie wzbudzają zainteresowanie służb specjalnych we wszystkich krajach, gdzie się pojawiają. Niosą bowiem potencjalne zagrożenie dla państwa, jego struktur lub stabilności - co oczywiście nie oznacza, że są zwalczane. Jeżeli ich działania są zgodne z zatwierdzonym przez sąd statutem, to nie ma powodów do niepokoju - zarówno dla tychże ruchów, jak i państwa, którego - jak sama nazwa Urzędu wskazuje - powinniśmy chronić. (...) Potencjalne zagrożenie dla interesów RP, zwłaszcza w kontekście polskich dążeń do członkostwa w Unii Europejskiej, mogą stanowić działania podejmowane przez struktury afiliowane (sic!) przez niemieckie organizacje ziomkowskie (Związek Wypędzonych). W tym względzie wymienić można ofensywę propagandową na rzecz autonomii Śląska (realizowaną także przy zaangażowaniu niektórych środowisk mniejszości niemieckiej i aktywistów Ruchu Autonomii Śląska)".
 
 
 W pierwszym roku po rejestracji deklarację RAŚ pobrało 13 tys. osób, dzisiaj ruch ma 6 tys. członków, z tego tylko połowa płaci składki. W Sejmie pierwszej kadencji autonomiści mieli dwóch posłów (m.in. Kazimierza Świtonia) – w następnych wyborach nie zdołali już przekroczyć parlamentowego progu. Listy autonomistów uzyskiwały około 25 tys. głosów, choć w ostatnich wyborach do Senatu trzech reprezentantów RAŚ dostało po ponad 100 tys. głosów (w byłym województwie katowickim aby zostać senatorem, trzeba było zdobyć ponad 400 tys. głosów). Nie udało się też zdobyć ani jednego miejsca w sejmiku samorządowym. Dzisiaj na całym Śląsku RAŚ ma tylko kilkudziesięciu radnych. Twierdzą autonomistów jest Rybnik, gdzie w radzie powiatu mają 10 przedstawicieli (na 30). – W najbliższych wyborach startować będziemy w układach sojuszniczych albo z list dużych partii – zapowiada przewodniczący Kluczniok. – Pójdziemy ze wszystkimi, którzy działać będą dla dobra Śląska.

Niemożliwość przekroczenia wyborczych progów i malejące poparcie dla idei autonomii były jednym z powodów prób rejestracji przed dwoma laty Związku Ludności Narodowości Śląskiej (wzorem mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie związek chciał mieć zagwarantowaną pulę miejsc w parlamencie). Grupę inicjatywną tworzyli działacze RAŚ – przypomnijmy, że Sąd Wojewódzki w Katowicach powołał do życia „naród śląski”, ale tę decyzję uchylił sąd apelacyjny, a Sąd Najwyższy ją podtrzymał. Sprawa trafiła do Strasburga: – Dla nas ważne jest, że Europejski Trybunał Praw Człowieka nie odrzucił pozwu, ale zażądał od polskiego rządu wyjaśnienia powodów odmowy rejestracji – mówi Jerzy Gorzelik, jeden z liderów ZLNŚ.

Na ostatni zjazd RAŚ przyjechały delegacje sześciu europejskich regionów dążących do autonomii: – Byli koledzy ze Szwecji, Anglii, Włoch, Francji – wylicza Kluczniok – ale nie było nikogo z Niemiec. Nie utrzymujemy oficjalnych kontaktów ze Związkiem Wypędzonych, nikt też nas z tamtej strony nie finansuje. A kontakty nieoficjalne? – Mnóstwo Ślązaków, często kolegów, którzy tu mieszkali, ma legitymacje Związku Wypędzonych, bo taka przynależność pomagała w asymilacji w RFN – mówi Gorzelik. – Poza tym związek staje się bardziej organizacją towarzyską, mniej roszczeniową – UOP tego nie dostrzega i straszy wypędzonymi niczym SB w PRL.

– Myślę, że po dziesięciu latach uśpienia znowu odżywają na Śląsku idee autonomiczne – twierdzi Dietmar Brehmer, przewodniczący – uważanej za propolską – Niemieckiej Wspólnoty Roboczej Pojednanie i Przyszłość. – Na Śląsku powiększa się obszar biedy, a więc też niezadowolenia. Winna jak zwykle jest Warszawa, czyli centrala. Do tego, jak obserwuję, autonomiści zyskują poparcie radykalnych działaczy mniejszości niemieckich, których wcześniej autonomię traktowali tylko jako polski problem.

Zdaniem Brehmera towarzystwa niemieckie  są rozczarowane polityką rządu w Berlinie, który znacznie ograniczył finansowanie mniejszości (obcięto także pieniądze dla Związku Wypędzonych): – Wsparcie finansowe mniejszość uważała nie za przywilej, ale za obowiązek wobec Niemców, którzy tu pozostali. Pieniądze nadal idą na cele kulturalno-społeczne, ale przez takie organizacje jak Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach. Działacze mniejszości są tym rozgoryczeni i podrażnieni. Stąd też zaczęli przyswajać ideę autonomii Śląska – separatyzm zyskał więc dodatkowe wsparcie.

„Jaskółce Śląskiej” Polska jawi się jako okupant, który pod swoim butem trzyma biednych Ślązaków i nie zamierza nawet na milimetr podnieść nogi: – To jest wolna trybuna wymiany poglądów, ale zdaliśmy sobie sprawę, że niektóre treści mogą niepokoić – mówi Kluczniok. – Dlatego do ostatnich numerów dodaliśmy informację, że teksty niepodpisane przez władze wyrażają indywidualne poglądy autorów.

Nie ma co się dziwić, że UOP przygląda się działalności RAŚ i ją ocenia, należy to do obowiązków Urzędu. Dziwić się można, że po raz kolejny wydaje opinie niezręczne, z których równie niezręcznie próbuje się wycofać.