From: Peter K. Sczepanek  Sent:  10. Juni 2007      070610-Artikel-Sczep.doc

Subject: G-8, Godulla, EMC, BigStuff07, Steinbach, Strachwitz, Bevölkerung,, Opoka, Alojz-problemy, 50-lat szkoly, Identität-von P.K. Sczepanek

 

Schlesisch - Christlich - Europäisch  czyli:  o Śląsku, chrześcijaństwie,  po europejsku

 

Inhalt - spis tresci (Seite, Strona 1-39!)

1 G-8 Gipfeltreffen in Deutschland - Heiligendamm / Ost See / Balticum  (D)

2-Digital erfasste Literatur     (D)

2-Kościół z świętym Michałem w Goduli   (mój urywek z „Michala Aniola, Kissa”)  (PL)

4-„ Die Aufnahme in Ruda O/S im Jahre 1831”         (D)

6-EMC Poster Award   Dr. Paul Grünfeld Gedächtnispreis.... Reden-Plakette   (D)

7-Ankündigung einer internationalen Tagung zur Erhaltung von Großobjekten des Technischen Kulturgutes: BigStuff 2007         (D)

10-Erika Steinbach Rede zur Bundesversammlung am 9. Juni 2007 in der Hessischen Landesvertretung in Berlin           (D)

14-Der Bund der Vertriebenen wird auf (9. Juni 2007) Bundesversammlung in Würdigung ihrer Verdienste um die Menschenrechte verleihen.   (D)

15-„Erzwungene Wege Flucht und Vertreibung im Europa des 20. Jahrhunderts“, 17. 06 07 Frankfurt am Main  (D)

16-Strachwitz -  Panowie Kamieńca, Księżego Lasu i Ziemięcic     (PL)
17
-Kleine Bevölkerungsgeschichte Schlesiens - mala historia rozwoju ludnosci slaskiej  (D)

19-The "Opoka" Foundation has been founded by Polish Bishops Conference   (PL, D; GB)

21-Appel der Polnischen Bischöfe in Sachen Frieden           (D)

23-Pomnik “Starego Alojza” a “mała ojczyzna” i wielka ojczyzna dzisiaj    (PL)

26-Spotkanie po 50-ciu latach w pierwszej Tyskiej szkole podstawowej -   (PL)

28-„Nie ludzką mocą zapalone światło” ks.Blachnicki    (PL)

28-Gerade, weil Europa wächst, tut die Besinnung auf die eigene Identität Not   (D)

30-Nowinki RAS   (PL)

39- Ilustracje – Illustrationen    (D PL)

 

 

G-8 Gipfeltreffen in Deutschland - Heiligendamm / Ost See / Balticum

8+1-Staaten finden beim Klimaschutz zusammen

Heiligendamm (dpa) - Die G8-Staaten haben nach jahrelangem Widerstand der USA einen Kompromiss beim Klimaschutz erzielt. Nach den Worten von Bundeskanzlerin Angela Merkel bekennen sich die wichtigsten Industrienationen und Russland zu einer deutlichen Reduzierung der Treibhausgase.

In der Abschlusserklärung heißt es, dass die Staaten die Vorgaben der Europäischen Union, Kanadas und Japans für eine Halbierung der Kohlendioxidemissionen bis 2050 "ernsthaft in Betracht ziehen".

 

Tschechien begrüßt Putins Idee für gemeinsame Militärbasis

Umstrittenes Raketenschild

Tschechien begrüßt Putins Idee für gemeinsame Militärbasis; Moskau entschärft Raketenstreit; Bush wirbt für sein Raketenschild; Bush: Russland ist kein Feind

Der tschechische Ministerpräsident Mirek Topolanek hat den überraschenden Vorschlag des russischen Präsidenten Wladimir Putin für eine gemeinsame Militärbasis mit den USA begrüßt.

Das Wichtigste sei, dass Putin sich im Streit um den geplanten US-Raketenschild, der zum Teil in Tschechien errichtet werden soll, um Einigung bemühe, erklärte Topolanek. Außerdem habe der russische Präsident die Idee der Raketenabwehr als "nützlich" erkannt. Putin hatte auf dem G-8-Gipfel in Heiligendamm vorgeschlagen, eine Radarstation in Aserbaidschan als gemeinsamen russisch-amerikanischen Militärstützpunkt zu nutzen.

Putin habe am Vortag mit dem aserbaidschanischen Präsidenten gesprochen, und dieser sei einverstanden. Bush sagte nach dem Gespräch mit Putin nicht, was er von dem Vorschlag halte. Er betonte lediglich, es sei "besser zusammenzuarbeiten als Spannungen aufzubauen". Sein Sicherheitsberater Hadley sagte, der US-Präsident finde den Vorschlag "interessant". Bush und Putin seien sich darüber einig geworden, dass eine Gruppe von Fachleuten die "Möglichkeiten" ausloten solle. Ein russischer Regierungssprecher sagte, die Amerikaner bräuchten etwas Zeit, um den Vorschlag abzuwägen.

Bundeskanzlerin Angela Merkel (CDU) zeigte sich zufrieden mit dem Gespräch zwischen Bush und Putin. Sie hob im ZDF hervor, dass es ein sehr gutes und konstruktives Gespräch gewesen sei. Beide Seiten hätten auch vereinbart, weiter zu sprechen.

 

60 Milliarden Dollar gegen Aids, Malaria, Tuberkulose

Heiligendamm (dpa) - Die G8-Staaten wollen 60 Milliarden Dollar für den Kampf gegen Aids, Malaria und Tuberkulose bereitstellen.

In einer Gipfelerklärung bekräftigten die sieben führenden Industrienationen und Russland (G8) ferner, dass sie "fest entschlossen" seien, die vor zwei Jahren im schottischen Gleneagles gegebenen Versprechen zu erfüllen.

Damals war eine Verdoppelung der jährlichen Entwicklungshilfe bis 2010 auf dann 50 Milliarden Dollar beschlossen worden. Die Hälfte des Betrages soll den afrikanischen Ländern südlich der Sahara zu Gute kommen. Die G8-Staaten unterstrichen ihr "starkes Interesse an einem stabilen, demokratischen und prosperierenden Afrika".

 

 

 

Sent: Thursday, June 07, 2007     Subject: Digital erfasste Literatur:  LINK:

http://www.oberschlesien-aktuell.de/presse/digitalbuch.htm

 

Die Bücher sind die großen Schatzhüter des Menschengeschlechts. Das Beste, was je gedacht und erfunden wurde, bewahren sie aus einem Jahrhundert in das andere, und sie verkünden, was nur einst auf Erden lebendig war.

(Gustav Freytag Geb. 13. Juli 1818 in Kreuzburg O/S)

Hinweise zum Download:

1.Auf ihrer Festplatte einen neuen Ordner einrichten und benennen z. B. "digitalbuch"

2.Die Zip - Exe - Datei von dieser Homepage in ihren neuen Ordner kopieren.

3.Die heruntergeladene Zip-Exe-Datei anklicken und in den gleichen Ordner entpacken.

4.Es wird automatisch ein Unterordner eingerichtet in dem alle Buchdatein gespeichert sind.

5.Den Unterordner öffnen, die index.html anklicken und Sie können das Buch offline lesen.

6.Die heruntergeladene Exe-Datei kann gelöscht werden.

Sie können die Bücher auch online lesen wenn Sie die html-Datei aufrufen, auf der 1.Buchseite oben,"Seiten vorab laden"aktivieren, geht auch bei einem langsamen Internetzugang sehr gut.

 

 

 

From: <antonirespondek@onet.eu> Subject: = Asisimilation, Freiheit, FinisPol, Godulla; chaos-harmonia, Freytag; Maria =
Witejc'e Peter Karl!           Do tego uostatn'igo texta z 3.6.07 dodalis'c'e uobrozek podpisany -
"Karl Godulla Scharley", kery moc'e na wjyrchu.Podle Mje, soom tam dwa uobrozki.
Na dole to możno je pokozano kero ze Jego gruboow we Szarleju, terozki dz'ieln'icy Pjekor S'loonzkich. Ale na wjyrchu we koouku, to to podle Mje je Jego chaupa, co stoua we
Szombierkach (Schomberg)?! Zresztoom we tamtejszym kos'c'ele je Uoon przeca pochowany.
Uo tym coby ta chaupa mjaua stoc' we Scharleyu, n'ic`ech do terozka n'igdy
n'y suyszou.
>

Antek, pozwola sobie Ci i innym o Godulli - jeszcze inaczej z moich reminiscencji o Michale Aniele wg Augusta Kissa w 8-mym rozdziale:

2-Kościół z świętym Michałem w Goduli   (mój urywek z „Michala Aniola, Kissa”)

Za czasów Augusta Kissa, czarodzieja w wykorzystaniu cynku w rzeźbiarstwie, królem cynku stał się z makoszowskiej domowiny podzodzący Carl Godulla (1781 - 1848). Skromnego, pilnego, po szkołach u cysterów w Rudach Raciborskich, zdolnego młodzieńca zauważył hrabia von Ballestrem, przybyłego z Włoch do Plawniowitz (Pławniowice, koło Gliwic), dzięki czemu doczekaliśmy się najbogatszego śląskiego przemysłowca. Jego imprium to kopalnie i huty cynku. Nawet na haudach żużlowych, po wytopie cynku, na życzenie Roberga z Wessołej u księcia Pless, sprzedaje Godula setki furmanek tego żużlu, z którego „alchemik” z Wesolej wydusił wiele cynku w nowych jego do tego celu skonstruowanych piecach.

Przybranej córce Joannie Gryczik ofiaruje cały jego majątek, a ona z kolei wraz z mężem hrabią Schaffgotschem, którego przodkowie od czasów Promnitzów w Pless i Sorau ( Pszczynie i Żarach) też dorobili się fortuny, wiele swych dóbr przeznaczają na potrzeby śląskich objektów. Rozbudowują Orzegów, Czarny Las, Szombierki w Bytomiu, osiedla i kościoły.

Dekanaty bytomski i pszczyński od 1821 zostały przeniesione z Krakowa do Breslau. Tu zwraca się proboszcz kościoła NMP o wybudowanie nowego kościoła w Goduli, dzielnicy nowo wybudo-wanego osiedla robotniczego z godulowych hut cynku i kopalń. Przy wspomożeniu, już z tytułem szlacheckim: Joanny Gryczik von Schomberg-Godulla architekci bytomscy, berlińscy i z Pless prof. Julius Raschdorff, późniejszy budowniczy  słynnej katedry Berliner Dom w 1895 roku, rozpoczynają plany budowy kościoła św. Józefa, patrona robotników. Styl okrągłołukowy, sklepień lansowanych przez kościoły ewangelicko-augsburskie wraz z „Spitzbogenstil” – łuków zaostrzonych z klasycyzmu włoskiego, zdradzają wpływy architekta K.F.Schinkela.

Z ołtarzem z 12-ma wieżyczkami, ostro zakończonych, neogotyckiego stylu, przypominają dzisiaj do złudzenia podobny ołtarz Schinkela w parku Babelsberg w Poczdamie, z  rzeźbą Michała Anioła.

Dla odmiany kościół w Goduli ma na ołtarzu głównym zmartwychwstałego Chrystusa, zaś  patron św. Józef z Dzieciątkiem Jezus stoi w środku bocznego ołtarza w asyście obok św. Floriana, patrona hutników, a z lewej strony św. Michał Archanioł w zbroji rycerskiej w walce ze smokiem. Jest to jak by skojarzeniem atmosfery tamtych czasów, przed 150 laty: Przeszłość Godulowego kościoła z dzisiaj odkrytego dla czytelnika, nic nie wiedzących o pomniku Michała Archanioła w Babelsbergu. Setki takich kościołów powstało na Śląsku, za czasów Habsburgów - murowanych i drewnianych i wiele murowanych za czasów pruskich.

W czasie budowy kościoła godulowego zezłościł się Schaffgotsch, jako że ks. Szafranek, proboszcz NMP przekroczył, i to znacznie zaplanowane koszty budowy św. Józefa. Chciano prosty, dla robotników kościół a zrodziło się arcydzieło na skalę europejską, w udziale wielu znanych nazwisk architektów i budowniczych. Dzieło dla ludzkości w chwale naszego Stwórcy, i nas tym samym Ślązaków identyfikując z Europą. Pogodzono Schaffgotscha, nadając nowe imię tego kościoła na p.w. św. Jana, gdy uprzednio świętym Józefem nazwano ołtarz boczny. Nie na darno znamy imiona Joanna i Hans Schaffgotschafów.

„Uczeniem” księdza Józefa Szafranka, nadzorującego budowę kościoła był ks. Norbert Bonczyk, pochodzący z rodziny niemieckojęzycznej, z przyuczeniem języka polskiego na kursach, lansuje na bazie podwalin pruskiego kościoła polskość dla szerzącej się grupy Polaków zza Wisły i Przemszy:

 

                                   ...Marząc o sferach niebios, toniesz niemal w błocie.

Nie ku niebu ulatuj: śpiesz ku Chełmskiej Górze,

Tam w pobożnych wieśniaczych procesyji chórze

Błagaj Boga o litość, pątnicze wspomnienia

Osłodzą ci szukanie przyszłego zbawienia.

                                                           Norbert Bonczyk

Chełmska Góra – to wiecie –jest  Annaberg – czyli Gora sw. Anny.

 

 www.Slonsk.com           www.EchoSlonska.com       p.k.sczep.

To właśnie jest Górny Sląsk

.

Godulla und der Anfang der oberschlesischen Industrie

            Mitte des 19. Jahrhunderts erreichte der Aufbau der oberschlesischen Industrie die höchste Blüte. Großen Anteil daran hatten deutsche Industrielle wie: von Donnersmarck, Baildon oder Winckler. Unter ihnen befand sich auch Karl Godulla, der es durch seine Arbeit, Wissensdurst und Tatendrang vom Forstburschen zum Industriellen gebracht hatte und damit ungeheuren Reichtum erwarb.

            Für den Bedarf der oberschlesischen Industrie waren viele Arbeitskräfte nötig. Aus Deutschland konnten sie nicht geholt werden, weil dort zur gleicher Zeit die Industrie sich auch entwickelte. Auf diese Weise blieb nur der Osten - und tatsächlich strömten aus dem damaligen Polen, welches unter dem russischem Joch litt, viele Arbeiter nach Oberschlesien.

Aus dem Buch „Oberschlesien - anders”:

 

„ Die Aufnahme in Ruda O/S im Jahre 1831”

 

                Als das Land Polen in seiner schwersten Zeit

                und Menschen die Unabhängigkeit als verloren wußten,

                gab es viele Patrioten weit und breit

                welche diese Schmach ertragen mußten.

 

                Russische Willkür und die Macht des Zaren

                brachen jeden Widerstand wie ein Sturm der über Felder braust.

                Herrscherwille und Gewalt die Gesetzgeber waren,

                in Warschau herrschte Großfürst Konstantin mit dem Degen in der Faust.

 

                Am 29. November 1830 nach einer Zarenherrschaft von vielen Jahren

                die Geduld der Polen nahm ein Ende

                und unabgesehen von vielen Gefahren

                erwartete man in Polen eine neue Wende.

 

                Ein Volksaufstand öffnete den Weg zur Freiheit

                und Drang nach eigenen Rechten 

                für Wohlstand, Einheit und Gerechtigkeit

                waren alle Polen bereit zu fechten.

 

.               Doch die Übermacht des Zaren war zu groß,

                die Polen erlitten harte Niederlagen

                im ganzen Lande herrschte ein Chaos

                und niemand half den Polen ihr Leid zu ertragen.

 

                Doch Preußen und Schlesier es waren,

                die den geschlagenen Polen zur Hilfe eilten

                und trotz mancherlei und vieler Gefahren

                nehmen sie die Polen auf und Mut ihnen erteilten.

 

                An einem Oktobertag 1831 es war,

                ein kalter Herbstwind über Kattowitz fegte,

                als eine bunte und traurige Menschenschar

                sich durch die Straßen der Stadt bewegte.

 

                Begleitet von preußischen Gendarmen

                am Ring der Stadt waren angekommen,

                standen sie da, hungrig und verhärmt die Armen

                traurig ihre Gesichter und ihr Blick beklommen.

 

                Polnische Soldaten in abgeschabten Uniformen es waren

                mit Frauen und Kindern die Grenze überschritten

                waren sie auf der Flucht vor der Rache des Zaren

                um in Kattowitz Hilfe und Asyl zu erbitten.

 

                Viele Einwohner der Stadt, manch einer schon in hohen Jahren

                 eilten voller Mitleid aus ihren Häusern hervor,

                 denn Laute, welche auch ihnen sehr vertraut waren

                 klangen aus Kindermund an ihr Ohr.

 

                Die Stadtväter von Kattowitz waren schon erschienen

                an ihrer Spitze Friedrich Grundmann, des Königs Inspekteur

                stehend auf einem Gerüst von Eisenschienen

                bat er mit lauter Stimme um Gehör.

 

                Willkommen Polenfreunde in unserer Stadt,

                wir gewähren Euch ein Heim, Arbeit und Brot

                und wissen was ein jeder von Euch gelitten hat

                darum helfen wir mit aller Kraft zu lindern die Not.

 

                 Den Zaren braucht ihr nicht mehr zu fürchten

                 sein langer Arm reicht nicht bis in unsere Stadt,

                 und im Gegensatz zu allen falschen Gerüchten

                 behalte ein jeder was er bei sich hat.

 

                 Mit frohen Augen sahen die Flüchtlinge Grundmann an

                 und ein fröhliches Rufen aus ihren Reihen klang

                 und mit einem Male wie ein Mann

                 ertönte aus ihrer Mitte ein polnischer Dankesgesang.

 

                 Die Bürger der Stadt Kattowitz fielen ein,

                 und trotz des rauhen Windes

                 hörte man ein leises Stimmelein

                 es war das Weinen eines Kindes.

 

 

                 Daraufhin sich Grundmann an die Bürger wandte

                 mit der Bitte die Ankömmlinge bei sich aufzunehmen

                 wobei sich alle Menschen wie alte Bekannte

                 begrüßten, und niemand schämte sich seiner Tränen.

 

                 Nach einigen Tagen, wie es das Gesetz befahl

                 wurden die Flüchtlinge registriert und aufgenommen

                 wobei einem jeden gegeben wurde die Wahl

                 seinem Beruf oder Wünschen nachzukommen.

 

                Auf diese Art und Weise

                wurde für die Flüchtigen eine neue Heimat geschaffen

                ihr Leben bewegte sich von nun an auf neuem Geleise,

                voller Arbeit, Mühe und Tatenkraft.

 

            Nach diesen Worten erteilte Godulla dem Bergbaubeamten weitere Anweisungen über das Schicksal seiner neuen Untertanen und verschwand wieder in seiner Hütte. Auf diese Weise fanden polnische Freiheitskämpfer des Novemberaufstandes von 1830 in Oberschlesien eine neue Heimat, die sie nicht mehr verließen. .......  Peter Karl Sczepanek

 

 

 

To: pksczepanek@gmx.de   Sent: Tuesday, June 05, 2007

Subject: Friedrich W. Graf von Reden und Paul Grünfeld

 

http://www.gdmb.de/ehrungen/#reden

 

UND DESHALB BIN ICH STOLZ EIN OBERSCHLESIER ZU SEIN!

Glück auf  Christian   mehr darüber:

 

GDMB Ehrungen  EMC Poster Award Preise und Ehrungen, vergeben durch die GDMB

6-EMC Poster Award

Dr. Paul Grünfeld Gedächtnispreis

Anlässlich der Hauptversammlung der GDMB Gesellschaft Deutscher Metallhütten- und Bergleute e.V., Clausthal-Zellerfeld, wurde der GDMB am 6. Juni 1986 durch den Sohn von Dr. Paul Grünfeld, Herrn Ernst Grünfeld, London, ein Betrag von 40.000 DM gespendet, um aus dessen Erträgen - dem Zweck der GDMB entsprechend - den technisch-wissenschaftlichen Nachwuchs auf dem Gebiete der Sondermetall-Metallurgie durch Vergabe von Geldpreisen zu fördern.

Dr. Paul Grünfeld wurde am 19.9.1879 in Oberschlesien als 10. Kind eines deutschen Baumeisters geboren. Er war jüdischer Abstammung.

Zwischen 1911 und 1917 gründete er mit technischer Unterstützung von Dr. Jakob Forchheimer seine deutschen und schwedischen Industriebetriebe, denen er 1916 eine erste Bergbauentwicklung (Türkei) hinzufügte. Ende der 20er Jahre wurde er alleiniger Eigentümer seiner Firma. Bald darauf wurden die Vorzeichen der tragischen Entwicklung Deutschlands offenbar.

Einen Monat vor der offensichtlich werdenden Notwendigkeit der Emigration brach Paul Grünfeld zusammen und starb im November 1937.

Während alte Freunde und Kollegen die Gründungsbetriebe seines Lebenswerkes treuhänderisch weiterführten, haben andere und ihre Familien zusammen mit der Grünfeld-Familie das Werk von Paul Grünfeld ausserhalb von Deutschland ständig erweitert.

Der Dr. Paul Grünfeld-Gedächtnispreis soll im Rahmen von Veranstaltungen der GDMB alle 2 Jahre zur Verleihung kommen.

Die Preisvergabe soll in Anerkennung neuartiger und/oder weiterführender Arbeiten auf dem Gebiet der Sondermetalle, sowie ihrer Legierungen, Verbindungen und Rohmaterialien erfolgen.

Bei der Preisvergabe sind insbesondere jüngere Wissenschaftler und Mitarbeiter von Hochschulen und Industrie zu berücksichtigen, die noch nicht über das mittlere Stadium ihrer Berufslaufbahn gekommen sind. Der Preis soll dazu dienen, den Preisträger in seiner technisch-wissenschaftlichen Arbeit wirksam zu fördern. Dieser braucht weder Mitglied der GDMB noch deutscher Nationalität zu sein.

 

Kandidatenvorschläge mit ausführlicher Begründung richten Sie bitte an die

GDMB-Geschäftsstelle, Paul-Ernst-Straße 10, 38678 Clausthal-Zellerfeld;

E-Mail: GDMB@GDMB.de .

Die Entscheidung über die Preisvergabe liegt bei den Mitgliedern des Fachausschusses Sondermetalle der GDMB.

 

Reden-Plakette

Anlässlich des 25-jährigen Bestehens der Technischen Hochschule Breslau wurde die Reden-Plakette am 4. Juni 1935 durch die GDMB zur Erinnerung an den Begründer des schlesischen Berg- und Hüttenwesens, Friedrich Wilhelm Freiherr von Reden, gestiftet. Mit ihr sollten junge Diplom-Ingenieure des Berg- oder Hüttenfachs ausgezeichnet werden, die an der T. H. Breslau eine besonders gute Diplom-Prüfung abgelegt hatten.

Die Stiftung der Plakette wurde 1948 erneuert. Seitdem wird sie als Auszeichnung denjenigen Studierenden des Berg- oder Hüttenwesens an deutschen Technischen Hochschulen und Universitäten verliehen, die die Diplom-Hauptprüfung mit Auszeichnung bestanden haben. Der Verleihungsantrag ist durch einen Fachprofessor an das Präsidium der GDMB zu richten.

 

Georg Agricola-Denkmünze

Die Gesellschaft stiftete anlässlich ihrer Hauptversammlung in Freiberg/Sachsen 1924 eine silberne Denkmünze, die zur Erinnerung an den Begründer der wissenschaftlichen Behandlung der Mineralogie und des Berg- und Hüttenwesens die Bezeichnung „Georg Agricola-Denkmünze“ führt. Sie wird verliehen für hervorragende Leistungen auf den Gebieten des Metallhütten- oder Bergwesens, durch die wesentliche Fortschritte in diesen Zweigen der Technik in wissenschaftlicher, praktischer oder wirtschaftlicher Hinsicht erzielt wurden. Die Verleihung erfolgt auf gemeinsamen Beschluss des Präsidiums und des Beirats der Gesellschaft.

 

 

Sent: Saturday, June 09, 2007 

 

Subject:  Ankündigung einer internationalen Tagung zur Erhaltung von Großobjekten des Technischen Kulturgutes: BigStuff 2007

 

An alle Interessierten in der Erhaltung des technischen und Industriellen Erbes,

 

mit dieser Mail möchten wir Sie über die internationale Tagung BigStuff 2007 "Large technology objects: Beyond conservation – Industrial Heritage Management" informieren. Bei der Tagung BigStuff 2007 geht es um die „denkmalgerechte“ Erhaltung und den Umgang mit „großen“ Objekten und Anlagen aus Technik und Industrie.
Dabei sollen schwierige konservatorische Bedingungen bei Industrieobjekten, insbesondere „Open Air Sites“ (wie z.B. Fördergerüste, Hochöfen, etc.) im Mittelpunkt des Interesses stehen. Wir sind dabei an einem umfassenden, interdisziplinären Blick interessiert: nicht nur (aber auch) die „besten Rezepturen“ für eine Oberflächenbehandlung sollen diskutiert werden, sondern vor allem auch Themen wie:

1. Projektplanung bei großen Anlagen: Entwicklung und Nutzung eines allgemeinen Leitfadens (Aktionsplan) zum Umgang mit Industrieanlagen

2. Management von Anlagen: Chancen und Risiken 3. Reparatur oder Konservierung: unvereinbare Gegensätze?
4. Unserer Obhut anvertraut: Was heißt das?
5. Pfade durch das Kulturgut: notwendig und belastend!
6. Erhalten zur Verherrlichung der Technik – Objekte in Betrieb zeigen oder nicht?
7. Konservierung verborgener Schätze: Ermittlung und Erhaltung des Arbeitswissens früherer Generationen

8. Berufsausbildung im Industriedenkmalsektor: Aus- und Weiterbildung von Akteuren in spezialen Arbeitsfeldern

Mit eingeladenen Vorträgen zu den Fachthemen, Posterpräsentationen, Exkursionen, Workshops und einem Abschlussplenum sollen möglichst viele Teilnehmer an BigStuff 2007 beteiligt werden.

BigStuff 2007 findet vom 11. bis 14. September 2007 im Deutschen Bergbau-Museum Bochum und dem Westfälischen Industriemuseum Dortmund statt. Am 9. und 10. September werden Vorexkursionen durchgeführt.
Die Tagung ist international ausgerichtet, die Tagungssprache ist englisch.

Beigefügt ist der Newsletter 02 zur Tagung, der das Tagungsprogramm sowie allgemeine Informationen zur Tagung und den Vorexkursionen enthält. Beigefügt sind  weiterhin ein Anmeldeformular, ein Formular zum Einreichen von Beiträgen sowie ein Abstract-template mit dem die Beiträge inhaltlich beschrieben werden können.

Alle Informationen (Newsletter 01 und 02) und Anmeldeformulare stehen auch zum Download bereit auf www.bigstuff07.net (bei Verwendung von Mozilla Firefox können Probleme mit der Anzeige der Seite auftauchen).

 Bitte geben Sie diese Information auch an interessierte Kollegen weiter, damit ein möglichst großer Kreis angesprochen werden kann!

 Die Organisatoren der Tagung
Dr. Stefan Brüggerhoff (Deutsches Bergbau-Museum Bochum) Kornelius Götz (Verband der Restauratoren, Bonn) Norbert Tempel (Westfälisches Industriemuseum Dortmund)

 Antwortadresse:  E-Mail: info@bigstuff07.net

 

[VAR]givenName[/VAR] Bigstuff
Denkmalschutz / Materialkunde Telefon: +49 (234) 968 4032  Fax: +49 (234) 968 4040  E-Mail: bigstuff07@bergbaumuseum.de

Deutsches Bergbau-Museum Herner Straße 45  44787 Bochum
http://www.bergbaumuseum.de

Wir laden Sie ein, unsere Sonderausstellungen "Courričres 1906 - Eine Katastrophe in Europa. Explosionsrisiko und Solidarität im Bergbau" sowie Ferner laden wir Sie zu unserer Konferenz "Landschaften: Kulturelles Erbe in Europa" ein (6. - 10. Juni 2007). Näheres erfahren Sie unter: www.dbm-landschaftskonferenz.de

Eine Einrichtung der DMT-Gesellschaft für Lehre und Bildung mbH  Sitz der Gesellschaft: Bochum
Registergericht: Amtsgericht Bochum  Handelsregister: B 4052

Geschäftsführung: Prof. Dr. Jürgen Kretschmann (Vorsitzender)  Bernhard Czapla Dieter Sehrt

BigStuff 2007

Large technology objects: Beyond conservation – Industrial Heritage Management

Organised by: Deutsches Bergbau-Museum Bochum (DBM)

and the Westfälisches Industriemuseum in Dortmund

Supported by: - Verband der Restauratoren (VDR), FG Technisches Kulturgut

- Vereinigung der Landesdenkmalpfleger in der Bundesrepublik Deutschland (VdL), Arbeitsgruppe Industriedenkmalpflege

- Deutscher Museumsbund (DMB); Fachgruppe Technik- historische Museen

- The International Committee for the Conservation of the

Industrial Heritage (TICCIH) Deutschland

- International Council of Monuments and Sites (ICOMOS)

Date: September, 11th – 14th, 2007

with pre-excursion on the 9th and 10th of September

Aim of the conference (as already stated in Newsletter 01)

The conference is aimed to all of those who are involved with the preservation of large

industrial heritage objects.

For more than 20 years increasing numbers of industrial sites have been declared as

monuments. Because of their specific design, their large extent and their high complexity,

they were not intended to survive for eternity. Therefore they exceed all dimensions and

aspects of monument care practised so far.

Long-term experience with these sites has shown that emergency-based measures,

determined by restricted resources - e.g. “ageing” or “controlled decay” – have limited

usefulness.

Meanwhile, in most cases the actual budgets do not allow for thorough conservation and the

scheduled high level maintenance of all components of an industrial monument site.

Therefore a never-ending chain of unscheduled, corrective maintenance measures –

sometimes urgent, last-minute actions – has to be executed.

An insufficient budget for the rapid conservation of an entire site often results in a decision to

abandon large parts of a heritage site “as a precaution.”

For the near future we have to develop appropriate methods to deal with large industrial

monuments. Aso

Contact: Conference office: Dr. Stefan Brueggerhoff

Deutsches Bergbau-Museum Bochum  Herner Strasse 45  45475 Bochum  Germany

phone: +49-234 / 968 4032  fax: +49-234 / 968-4040  mail to: info@bigstuff07.net or

stefan.brueggerhoff@bergbaumuseum.de  internet: www.bigstuff07.net

Conference locations: Deutsches Bergbau-Museum Bochum  Am Bergbaumuseum 28, D-44791 Bochum

http://www.bergbaumuseum.de/englishstart.html

and  Westfaelisches Industriemuseum, Hochofenwerk Henrichshuette  Werksstraße 31-33, 45527 Hattingen

http://www.lwl.org/LWL/Kultur/wim/S/hattingen/English_version/

 

 

 

presse-bdv  - Sent: Friday, June 08, 2007

Subject: Rede Erika Steinbach MdB auf der BdV-Bundesversammlung am 9.6.07 in Berlin, Bund der Vertriebenen verleiht Ehrenplakette an Barbara Stamm

Sehr geehrte Damen und Herren,
in Anlage übersenden wir eine Pressemitteilung des Bundes der Vertriebenen:

Rede Präsidentin Erika Steinbach MdB auf der Bundesversammlung am 8. Juni 2007 in Berlin

Bund der Vertriebenen verleiht Ehrenplakette an Barbara Stamm

Mit freundlichen Grüßen Bund der Vertriebenen  - Vereinigte Landsmannschaften und Landesverbände e.V. -Godesberger Allee 72-74  53175 Bonn
Godesberger Allee 72-74, 53175 Bonn, Tel. 0228 / 81 007-0, Fax: 0228 / 81 007-50

 

BUND DER VERTRIEBENEN                      Vereinigte Landsmannschaften und Landesverbände e.V.

Erika Steinbach MdB   Präsidentin des Bundes der Vertriebenen

Rede zur Bundesversammlung am 9. Juni 2007 in der Hessischen Landesvertretung in Berlin

 

Der Rückblick auf das verflossene Jahr seit unserer letzten Bundesversammlung ist von zwei

gegensätzlichen Entwicklungen geprägt.

Einerseits schrumpft die Erlebnisgeneration. Die Zahl der Menschen nimmt ab, die uns als

Zeitzeugen berichten können. Andererseits aber, und das ist höchst erfreulich, hat das

Thema Vertreibung der Deutschen eine Intensität im öffentlichen Bewusstsein erlangt, wie

seit Jahrzehnten zuvor nicht. Verschwunden aus der Berichterstattung sind inzwischen auch

Mitleidlosigkeit oder – was noch schlimmer war – Häme, oder solche Thesen wie „gerechte

Strafe“. Es gibt reges Interesse, es gibt Mitgefühl und es gibt neues Engagement für diesen

einschneidenden Teil deutschen Geschichte.

Jetzt hat sich auch der Spielfilm unseres Schicksals angenommen. „Die Flucht“ mit Maria

Furtwängler hatte traumhafte Einschaltquoten mit jeweils über 10 Millionen Zuschauern pro

Sendeteil. Zur Zeit laufen die Vorbereitungen zu einem Spielfilm über den Untergang der

„Wilhelm Gustloff“. In der nächsten Woche werde ich mir die Dreharbeiten ansehen können.

Und treffe dabei auch mit Heinz Schön, Überlebender dieser größten Schiffskatastrophe

zusammen.

Unser traditioneller Jahresempfang in Berlin hat Jahr für Jahr höhere Besucherzahlen.

Inzwischen sind wir seit drei Jahren bereits in den größten Raum des Opernpalais

umgezogen. Das zeigt deutlich, dass Schranken von Vorurteilen gefallen sind. Bis auf einige

Ewiggestrige gibt es eine große Dialogbereitschaft.

Auf allen Ebenen trägt der BdV durch seine Mitgliedsverbände und ihre zahllosen

Einzelmitglieder zur Bewusstseinprägung bei. Auf Bundes-, Landes- und kommunaler Ebene

haben unsere Landsmannschaften und Landesverbände unbeirrt uneigennützige wertvolle

Arbeit zum Wohle der ganzen Gesellschaft geleistet.

Bürgerschaftliches Engagement war und ist eine tragende Säule in allen Teilen unseres

Verbandes.

Der BdV und seine Mitgliedsverbände haben sich bei der Eingliederungshilfe, der

ostdeutschen Kulturarbeit und der grenzüberschreitenden Zusammenarbeit mit den östlichen

Nachbarn engagiert und bewährt.

In unserer Bundesgeschäftsstelle können wir feststellen, dass das Jahr 2006 unter dem

Vorzeichen eines ungebrochenen und erfreulich starken Interesses an den Fragen der

deutschen Heimatvertriebenen und an den Folgen von Flucht und Vertreibung der Deutschen

stand. Anfragen kamen nicht nur aus dem journalistischen Bereich, sondern gerade auch

von Wissenschaftlern, Examenskandidaten, Studenten und interessierten Menschen aus

dem In- und Ausland.

2

Nationaler Gedenktag für die Opfer von Deportation, Vertreibung und Zwangsarbeit

Die Zeit ist reif für einen Nationalen Gedenktag. Wir fordern einen Nationalen Gedenktag zu

schaffen, an dem der Opfer von Deportation, Vertreibung und Zwangsarbeit gedacht wird, an

dem der Versöhnungswille der deutschen Heimatvertriebenen gewürdigt wird und an dem

gemahnt wird, Vertreibung als Mittel von Politik zu ächten.

Kultur

Das kulturelle Erbe der deutschen Heimatvertriebenen ist gesamtdeutsches Kulturgut.

Die gesetzliche Verpflichtung des Bundes und der Länder dieses Kulturgut zu erhalten und

weiter zu entwickeln ist richtig und wichtig.

Nur einige Schwerpunkte will ich herausgreifen:

Neben den bestehenden Landesmuseen sollen die bisher fehlenden Museen wie ein

Sudetendeutsches Museum, ein Museum für Ost-Brandenburg und ein Museum für die

deutschen Siedlungsgebiete in Russland seine Geschichte und das Schicksal der Deutschen

aus Russland eingerichtet werden.

Die wissenschaftlichen und zentralen Kultureinrichtungen der Vertriebenen sollen in ihrer

Existenz gesichert und ihre Arbeit mittels spezifischer Projekte angemessen gefördert

werden.

Die kulturelle Breitenarbeit der Landsmannschaften als Träger der kulturellen Identität ist

personell und sachlich wieder angemessen zu fördern, am besten durch den Einsatz eigener

hauptamtlicher Kulturreferenten.

Die umfangreiche ehrenamtlich geleistete Arbeit in den Hunderten von Heimatstuben,

Heimatsammlungen, kleineren Privatmuseen ist vom Bund und den Ländern zu unterstützen

und zu fördern. Die Vertriebenen und ihre Nachkommen dürfen als Träger dieser Kultur nicht

ausgegrenzt werden, ihre Sach- und Landeskunde über die Heimat- und Herkunftsregionen

bleiben unverzichtbar.

Die Geschichte der Vertreibungsgebiete und das Schicksal ihrer Bevölkerung ist in den

Lehrplänen und den Lehrbüchern der Schulen und vor allem in der Lehreraus- und -

fortbildung stärker zu berücksichtigen. Wir begrüßen es sehr, dass – dem Vorbild Baden-

Württemberg folgend – inzwischen auch weitere Länder wie Hessen, Sachsen und

Niedersachsen die Lehrerhandreichung „Umsiedlung, Flucht und Vertreibung der Deutschen

als internationales Problem“, die es ohne das Engagement unseres Landesverbandes

Baden-Württemberg nicht gäbe, herausgegeben haben.

Die Kultur der Vertriebenen ist integraler Bestandteil der gesamtdeutschen Kultur und steht

weder neben noch außerhalb dieser.

Offene Vermögensfragen

Im Verhältnis zu einigen unserer östlichen Nachbarstaaten, vor allem zur Republik Polen und

zur Tschechischen Republik gibt es offene Fragen, die vor allem die Fragen der unbestritten

völkerrechtswidrigen Enteignungen der deutschen Vertriebenen betreffen. Von Seiten der

Vertriebenen ist dieses Problem nicht zu lösen, auch nicht durch den BdV. Verbindliche

Regelungen können nur von staatlicher Seite getroffen werden. Alle Bundesregierungen

haben bis heute die Völkerrechtswidrigkeit der entschädigungslosen Konfiskationen

deutschen Privatvermögens betont.

Im Interesse Deutschlands, des Rechtsfriedens in Europa und guter Nachbarschaft führt nur

eine Lösung dieser noch offenen Fragen zu dauerhafter Befriedung. Seit vielen Jahren

fordert der BdV gemeinwohlverträgliche Lösungen unter Einbeziehung der Nachbarn und

der Vertriebenen. Es müsste das Anliegen aller sein, eine einvernehmliche Lösung zu

3

erarbeiten. Wer gute nachbarschaftliche Beziehungen zukunftsfest gestalten will, der muss

völkerrechtswidrige Defizite aus dem Weg räumen. Das ist eine längst überfällige Aufgabe

der Politik, auch deutscher Politik. Verweigern sich die betroffenen Regierungen, kann die

Vergangenheit nicht vergehen.

Eine Politik neo-nationalistischer Verengung und Verhärtung, wie wir sie seit eineinhalb

Jahren vor allem in Warschau beobachten, ist auf Dauer nicht europatauglich.

Deutsche aus Russland

Der Bund der Vertriebenen steht engagiert mit allen seinen Landsmannschaften und

Landesverbänden an der Seite der Deutschen aus Russland, nicht aus Pflicht, sondern aus

vollem Herzen.

Seit Mitte/Ende der 80er Jahre ist auch für die Russlanddeutschen endlich die freie Ausreise

nach Deutschland möglich.

Bis zum heutigen Tage sind diese Deportations- und Zwangsarbeiteropfer weder

angemessen entschädigt worden noch hat man sie vollständig rehabilitiert und ihnen die

Rückkehr in die angestammten Siedlungsgebiete ermöglicht. Deshalb ist Deutschland der

einzige Hort der Sicherheit.

Wer nach Deutschland bisher nicht ausreisen konnte, lebt zumeist nach wie vor in den vom

stalinistischen Regime zugewiesenen Verbannungsorten.

Alle Landsmannschaften und Landesverbände des BdV stehen aus tiefer Überzeugung

hinter den Forderungen der Russlanddeutschen.

Das Kriegsfolgenschicksal ist ein gemeinsames Schicksal eines ganzen Familienverbandes,

von dem auch die angeheirateten Ehepartner nachhaltig mit betroffen sind.

Es ist heute für eine deutsche Familie aus den GUS-Staaten schwieriger als je zuvor hierher

nach Deutschland einzureisen. Die jährlichen Aufnahmezahlen vor allem für Russland und

Kasachstan sind von 2003 bis 2006 um fast 90 % (!) zurückgegangen.

Weitere Verschärfungen sind unerträglich. Im Gegenteil, wir brauchen Erleichterungen, um

die Familien nicht auseinander zu reißen.

Wir alle wissen, dass ohne ausreichende Sprachkenntnis das Einleben in Deutschland

schwer ist. Auch die Deutschen aus Russland wissen das.

Deshalb appelliere ich an Sie alle, helfen Sie denen, die noch kein Deutsch verstehen und

üben Sie Druck auf diejenigen aus, die nicht engagiert genug die deutschen Sprache

erlernen. Nur eine gemeinsam gesprochene Sprache macht das gegenseitige Verstehen

möglich.

Es ist allerdings längst überfällig, dass nicht nur von den deutschen Spätaussiedlern

Sprachkenntnisse eingefordert werden, sondern auch von hier lebenden Ausländern und

deren nachziehenden Familien.

Mit großem Unverständnis registriere ich deshalb, dass mancher das für unzumutbar hält. So

jüngst das in einer Sitzung des Menschenrechtsausschusses des Deutschen Bundestages

von dem GRÜNEN-Vertreter geäußerte Argument: Man könne aufgrund der geographischen

Gegebenheiten einer Türkin in Anatolien doch nicht zumuten Deutsch zu lernen. Wer, meine

lieben Freunde, hat denn seinerzeit ein Wort des Verständnisses mit den Problemen

Deutscher in Kasachstan gehabt, die beim Spracherwerb vor geographisch ungleich

größeren Problemen standen? Niemand, außer uns!

Deshalb gibt es eine besondere Verpflichtung Deutschlands, Solidarität und Zuwendung für

unsere geschundenen Landsleute zu zeigen.

Ich danke allen, die gegen den oftmals herzlosen Zeitgeist Solidarität mit den Deutschen aus

Russland geübt haben und Hilfestellung gegeben haben.

4

Deutsche in der Heimat

Die kleinen deutschen Volksgruppen in den Heimatgebieten brauchen unsere Hilfe und

unseren Beistand. Insbesondere unsere Landsmannschaften leisten hier Vorbildliches. Wir

erwarten aber, dass Deutschland auch weiterhin seinen Beitrag zur Entwicklung der

deutschen Volksgruppen und Minderheiten leistet. Insbesondere auf dem Gebiet der Kultur

ist diese Hilfe unverzichtbar. Der BdV, die Landsmannschaften und die vielen Heimatkreis-

und Heimatortsgemeinschaften sind nach wie vor gesuchte Partner der Landsleute in den

Heimatgebieten und knüpfen auch vielfältige Kontakte zu den anderen dort heute lebenden

Menschen. Die Vertriebenen und Aussiedler, die Land, Leute, Sprache und Mentalitäten im

Osten besser als andere kennen, werden ihrer Heimat auch in Zukunft verbunden bleiben.

ZENTRUM GEGEN VERTREIBUNGEN

Ich habe zu Beginn von großem öffentlichen Interesse gesprochen.

Eines wird deutlich, wenn man zurückschaut: Initialzündung für dieses gewaltige Interesse

war der Entschluss des BdV im Jahr 2000 die Stiftung ZENTRUM GEGEN

VERTREIBUNGEN zu gründen.

Es lässt sich bei der Auswertung der Medienberichterstattung deutlich verfolgen, dass seit

diesem Zeitpunkt ein lebhaftes Interesse für unser Schicksal erwacht ist.

Dazu beigetragen haben renommierte Persönlichkeiten, die sich an die Seite der Stiftung

gestellt haben.

Dazu beigetragen hat unsere ausgezeichnete Stiftungskonzeption.

Dazu beigetragen hat aber auch eine kontroverse Debatte über unsere Stiftung und ihre

Ziele.

Insofern gilt heute mein Dank auch den ausgewiesenen Gegner unserer Stiftung wie Gesine

Schwan, Wolfgang Thierse oder Markus Meckel und natürlich unseren unermüdlichen

polnischen Nachbarn. Ohne ihren hinhaltenden Widerstand wäre das lebhafte Interesse

vielleicht nicht erwacht.

Die Ausstellung „Erzwungene Wege“ im Berliner Kronprinzenpalais hat innerhalb von nur

acht Wochen Dauer und bei einem Eintrittspreis von 5 Euro rund 60.000 Besucher

verzeichnet. 130 Schulklassen haben die Ausstellung besucht. Sie war ein voller Erfolg!

Jetzt haben wir eine Wanderausstellung daraus konzipieren lassen.

Erste Station wird die Frankfurter Paulskirche sein. Eröffnung ist am 17. Juni im Rahmen der

„Franz-Werfel-Menschrechtspreisverleihung“ unserer Stiftung. Nächste Station ist ab

November München. Im Bayerischen Hauptstaatsarchiv, einem hochrangigen Ort, werden

wir dort die europäischen Schicksale präsentieren können.

Die Mittel für die Wanderausstellung hat auf Initiative von Volker Kauder, Vorsitzender der

CDU/CSU-Bundestagsfraktion, die Bundesregierung bereitgestellt.

Als nächstes will unsere Stiftung eine Ausstellung über Kultur- und die Siedlungsgeschichte

der deutschen Vertriebenen vorbereiten. Dazu brauchen wir wieder viel finanzielle

Unterstützung.

Ohne unsere Stiftung hätte die Bundesregierung mit Sicherheit keine Koalitionsvereinbarung

geschlossen, in der sie sich verpflichtet ein „sichtbares Zeichen zu Flucht und Vertreibung in

Berlin“ zu errichten.

Es ist eine längst überfällige Verpflichtung Deutschlands, endlich eine Dokumentationsstätte

in Berlin zu errichten, in der das Schicksal der deutschen Heimatvertriebenen und Aussiedler

und ihre Siedlungsgeschichte deutlich werden. Von diesem Schicksal ist nahezu jede vierte

5

Familie in Deutschland direkt oder indirekt betroffen. Es geht alle in Deutschland an, denn es

ist ein Teil unserer deutschen Identität und unseres kulturellen Erbes, der uns prägt.

Das im Koalitionsvertrag der Bundesregierung vereinbarte „sichtbare Zeichen“ zu Flucht und

Vertreibung ist leider derzeit noch völlig unsichtbar. Ich bin aber zuversichtlich, dass es zu

einer guten Lösung kommen wird.

Eines ist dabei aber erforderlich. Über die Köpfe der Betroffenen hinweg, kann und darf eine

solche Einrichtung nicht entwickelt werden.

Ich begrüße sehr, dass der Hessische Ministerpräsident Roland Koch verkündet hat, dass

das Land Hessen Pate unserer Stiftung werden wird. Hessen ist damit das erste Patenland.

Erfreulich ist auch, dass Ministerpräsident Edmund Stoiber anschließend gleichfalls Bayerns

Bereitschaft dazu erklärt hat. Mein Dank gilt in diesem Zusammenhang auch der bayerischen

SPD, die seit drei Jahren im bayerischen Landtag wiederholt den Antrag gestellt hat, Bayern

möge Pate unserer Stiftung werden.

Nach einem sehr erfolgreichen verflossenen Jahr stehen uns jetzt große Veranstaltungen

bevor. Der Tag der Heimat am 18. August in Berlin fordert jetzt schon unsere Kräfte.

Mit Ministerpräsident Roland Koch und dem Präsidenten des Europäischen Parlaments

Hans-Gert Poettering haben wir zwei herausragende Festredner.

Am 22. Oktober schließlich begehen wir im Berliner Kronprinzenpalais den 50. Geburtstag

unseres Verbandes. Natürlich wollen wir diesen Geburtstag angemessen begehen.

All das fordert unsere Bundesgeschäftsstelle, unsere Mitarbeiter bis an die Grenzen der

Belastbarkeit.

Ich danke sehr für kompetente und engagierte Arbeit ohne die eine gute öffentliche Wirkung

nicht möglich wäre. Stellvertretend für alle gilt mein Dank natürlich unserer Generalsekretärin

Michaela Hriberski.

Für ein gutes und kameradschaftliches Miteinander danke ich sowohl dem Präsidium als

auch allen Mitgliedern unseres Verbandes.

Im neunten Jahr meiner Amtszeit kann ich konstatieren:

Dieses Amt hat mich sehr gefordert und es hat Kräfte in mir geweckt, von denen ich keine

Ahnung hatte. Keinen Tag dieser neun Jahre möchte ich missen.

 

 

PRESSEMITTEILUNG  8. Juni 2007

www.Bund-der-Vertriebenen.de  Herausgeber: Bund der Vertriebenen Vereinigte Landsmannschaften und Landesverbände e.V.  Godesberger Allee 72-74  53175 Bonn  Pressesprecher: Walter Stratmann  Walter.Stratmann@bdvbund.de

Bund der Vertriebenen verleiht Ehrenplakette an Barbara Stamm

Der Bund der Vertriebenen wird auf (9. Juni 2007)

Bundesversammlung in Würdigung ihrer Verdienste um die

Menschenrechte der bayerischen Staatsministerin a. D. und

Vizepräsidentin Barbara Stamm die Ehrenplakette des Bundes der

Vertriebenen verleihen.

Dazu erklärt das Präsidium:

Als Staatssekretärin und Staatsministerin war Barbara Stamm vor wie

nach der „Wende“ 1989/90 immer ein fairer und aufgeschlossener

Partner der Vertriebenen und Aussiedler und auch der Deutschen in den

Heimatgebieten, deren Belange in die Zuständigkeit ihres Hauses fielen.

Während ihrer Amtszeit hatte Bayern einen erheblichen Anteil der

Aufnahme von Aussiedlern zu meistern, und es ist gerade der damaligen

Sozialministerin zu danken, dass dies großartig gelungen ist. Ihre

warmherzige und mütterliche Art hat ihr die Herzen der Vertriebenen

zufliegen lassen.

In ihre Amtszeit fielen auch die Errichtung einer Gedenktafel für die Opfer

der Vertreibung in der Bayerischen Staatskanzlei und des zentralen

Denkmals für Flucht und Vertreibung mitten in Nürnberg, was die

Überlebenden der Vertreibung dankbar auch als Würdigung ihres

eigenen Beitrags zum Wiederaufbau Deutschlands und Bayerns nach

1945 zur Kenntnis genommen haben.

Nach Öffnung der Grenzen, die zu einer drastischen Erhöhung der Zahl

der in die Bundesrepublik kommenden Aussiedler aus den früheren

Ostblock-Staaten führte, hat Barbara Stamm als federführende Ministerin

viele noch heute wirkende kulturelle, zivilgesellschaftliche und humanitäre

Initiativen insbesondere in den böhmischen Ländern, in Rumänien und

Ungarn unterstützt.

Als Mitglied im 1997 gebildeten deutsch-tschechischen Gesprächsforum

war sie immer eine zuverlässige Partnerin der dort gleichfalls vertretenen

sudetendeutschen Landsleute. Bereits 2000 wurde Barbara Stamm auch

darum mit der höchsten Auszeichnung der Sudetendeutschen

Landsmannschaft, dem Karlspreis geehrt.

Barbara Stamm war und ist eine unermüdliche Streiterin für die Rechte

der Vertriebenen. Mit der Verleihung der Ehrenplakette erhält sie die

höchste Auszeichnung des BdV, die vor ihr auch schon Altbundeskanzler

Konrad Adenauer, Reichstagspräsident a.D. Paul Löbe und der

Staatspräsident von Estland, Lennart Meri, sowie viele andere

bedeutende Persönlichkeiten erhalten haben.

Barbara Stamm wurde am 29. Oktober 1944 im schwäbischen Bad

Mergentheim geboren und zog bereits 1976 in den Bayerischen Landtag

ein, wo sie zur Zeit das Amt der I. Vizepräsidentin bekleidet.

 

 

presse-zgv  Sent: Tuesday, June 05, 2007

Subject: Pressemitteilung: Die Wanderausstellung "Erzwungene Wege . Flucht und Vertreibung im Europa des 20. Jahrhunderts"

Sehr geehrte Damen und Herren,
in Anlage übersenden wir eine Pressemitteilung des ZENTRUM GEGEN VERTREIBUNGEN:

Die Wanderausstellung

 Erzwungene Wege

Flucht und Vertreibung im Europa des 20. Jahrhunderts“

Wird am Sonntag, 17. Juni 2007 um 11.00 Uhr

in der Paulskirche zu Frankfurt am Main

im Rahmen der feierlichen Verleihung des Franz-Werfel-Menschenrechtspreises an den

ungarischen Schriftsteller und Essayisten György Konrád durch den Präsidenten des Hessischen Landtags Norbert Kartmann eröffnet. im Rahmen der feierlichen Verleihung des Franz-Werfel-Menschenrechtspreises an den ungarischen Schriftsteller und Essayisten György Konrád durch den Präsidenten des Hessischen Landtags Norbert Kartmann eröffnet.

Für die Presse bieten wir eine Vorbesichtigung der Ausstellung

am Samstag, 16. Juni 2007 um 18.00 Uhr in der Paulskirche

an. Anmeldung bei unserem Organisationsbüro unter der Telefon-Nr.: 0228 / 81007-49.

Zur Ausstellung:

Die Wanderausstellung basiert auf der Ausstellung gleichen Namens, die vom 10. August bis

29. Oktober 2006 in Berliner Kronprinzenpalais gezeigt wurde und mit über 60.000 Besuchern davon 130 Schulklassen überaus erfolgreich war.

Ausstellungskonzeption und Realisierung übernahmen wieder Katharina Klotz, Doris Müller-

Toovey (Klotz/Müller-Toovey GbR, Berlin) und Wilfried Rogasch. Veranstalter sind der Bund der

Vertriebenen in Zusammenarbeit mit der Stiftung ZENTRUM GEGEN VERTREIBUNGEN.

 

Die Ausstellung zeigt Schicksale von Flucht und Vertreibung und durchmisst zeitlich und räumlich das Europa des 20. Jahrhunderts. Eine chronologische Linie bietet einen Überblick über die unterschiedlichen Erscheinungsformen von Flucht, Vertreibung und Genozid im 20.

Jahrhundert. Diese Ereignisse werden jeweils in ihrem historischen Kontext behandelt. Neben den menschlichen Tragödien werden auch die kulturellen Verluste dargestellt.   Zeitzeugenberichte reflektieren europäische Einzelschicksale.

Als Hauptursache für Vertreibungen ethnischer Gruppen und Minderheiten steht vor allem die Idee des ethnisch homogenen Nationalstaates. Menschen wurden auf den Weg gezwungen oder vernichtet, weil sich Staaten davon eine Frieden fördernde Wirkung versprachen oder weil diese Gruppen gewaltsamen Hegemonialansprüchen im Weg standen. Rassismus und Antisemitismus waren unabhängig vom Nationalismus eigene Motive für Vertreibung und Vernichtung.

E-MAIL INFO@Z-G-V.DE * INTERNET WWW.Z-G-V.DE * SPENDENKONTO: DEUTSCHE BANK * KTO-NR 311 2000 *BLZ 380 700 24

2

Die unterschiedlichen Beweggründe und Rahmenbedingungen für Vertreibungen werden am

Beispiel folgender Schicksale sichtbar gemacht:

1912/13 Der Zerfall des Osmanischen Reiches

1915/1916 Der Völkermord an den Armeniern

1922/23 Der Bevölkerungsaustausch von Griechen und Türken

Ab 1933 Die Vertreibung der Juden in Deutschland: Der Beginn des Holocaust

1939/40 bis 1944/47 Die Umsiedlung der Finnischen Karelier

1939 bis 1949 Zwangsumsiedlungen, Vertreibungen und Deportationen der Polen, der

Ukrainer und im Baltikum

1940 bis 1947 Vertreibung von Ungarn und aus Ungarn

1944 bis 1946/48 Die Vertreibung und Verschleppung der Deutschen am Ende des Zweiten

Weltkrieges

1945 bis 1954 Die Vertreibung der Italiener am Ende des Zweiten Weltkrieges

1963/1964 und 1974 Der Zypern-Konflikt

1990er Jahre Kriege und Vertreibungen im ehemaligen Jugoslawien:

Das Beispiel Bosnien und Herzegowina Veranstaltungsort Paulskirche, Frankfurt am Main Eintritt frei Ausstellungsdauer 18.6.2007 bis Ende Juli 2007 Öffnungszeiten täglich von 10 bis 17 Uhr

 

 

From: Christian To: 'Peter Karl Sczepanek'  Sent: Sunday, June 10, 2007 3:03 PM

Subject: vertriebene Schlesier

Stona Montes Tarnovicensis  - Tarnowskie Gory – z wieloma ciekawymi info: m.in.:

 

Die schlesische Familie Strachwitz wurde in 1945 vertrieben. Der Autor schreibt da: „Wszyscy Strachwitzowie musieli opuścić swe dobra po II wojnie światowej.”SIE WURDEN  VERTRIEBEN!

 

http://www.montes.pl/Montes_7/montes_nr_07_23.htm 

 

Strachwitz

Panowie Kamieńca, Księżego Lasu i Ziemięcic
Rodzina Strachwitz von Groß-Zauche und Camminetz należy do najstarszych śląskich rodów. Ich nazwisko pochodzi od Strachowic na Dolnym Śląsku (dziś dzielnica Wrocławia).

Najstarszego z rodu Wojsława ze Strachowic wspomniano w dokumencie z 1285r. Dosyć długo musieli czekać na pierwsze zaszczyty.

W 1630r. cesarz Ferdynand II Habsburg nadał w Ratyzbonie braciom Krzysztofowi i Maksymilianowi tytuł baronów cesarstwa (niem. Reichsfreiherr) von Strachwitz und Groß-Zauche (Groß Zauche = pol. Sucha Wielka). Krzysztof był radcą cesarskim oraz prałatem i kanonikiem we Wrocławiu.

Herb Strachwitz:
czarny łeb knura na złocie, nad hełmem z czarno-złotymi labrami dwa (czarne i złote) pióra strusie


Maksymilian natomiast radcą biskupa wrocławskiego. Obaj zmarli bez męskich potomków. W kolejnych stuleciach jednak stopniowo inni członkowie rodu zaczęli używać także tytułu baronów. W XVIII wieku najbardziej znanym był Jan Maurycy i jego krewniak Karol Józef.

Jan Maurycy urodził się zimą 1721r. Gdy miał 27 lat jako kanonik zasiadł w kapitule wrocławskiej. W 1761r. uzyskał tytularne biskupstwo Tyberiady oraz został biskupem-sufraganem przy biskupie wrocławskim Filipie Gothardzie Schaffgotschu. Dwa lata później został mianowany generalnym wikariuszem. Po wygnaniu biskupa Filipa Gotharda do Austrii w 1766r. został wikariuszem apostolskim diecezji wrocławskiej (dla części pozostałej w granicach pruskich). Zmarł w styczniu 1781r. we Wrocławiu.

.....

500 lat temu
Wiek XVI był przełomem w dziejach ludzkości. Rozpoczęła się era nowożytna. Zdecydowanie zmieniło się także oblicze ziemi tarnogórskiej. Powstało miasto Tarnowskie Góry.

Około 1490r. legendarny chłop Rybka miał wyorać na swym polu kruszec srebra i ołowiu. Dzięki badaniom Bernarda Szczecha, który zrekonstruował Rejestr wolnych chłopów ziemi bytomskiej - uznawany za najstarszy Urbarz na Górnym Śląsku - wiemy, że ów Rybka miał na imię Jan. Także jego należy uznać za współzałożyciela i pierwszego obywatela naszego miasta.   

 

Pomnik księcia Jana II Dobrego w Opolu

 

Odkrycie na tarnowickich polach stało się szeroko znane. Zewsząd przybywali poszukiwacze fortun. Aby uporządkować ten chyba dosyć chaotyczny ruch, pod koniec listopada 1528r. książęta: Jan z Opola i Jerzy z Karniowa zdecydowali się wydać dokument zwany „Ordunkiem Gornym”. Po raz pierwszy wspomniano Tarnowskie Góry i władze osady. Funkcje władz miejskich pełnił urząd górniczy.

Ziemie na których powstały Tarnowskie Góry należały w 1501r. do księcia Jana II Dobrego. Był ostatnim księciem z opolskiej linii Piastów i wraz z księciem karniowskim Jerzym von Ansbach założycielem miasta Gwarków.

Śląsk tak jak i sto lat wcześniej był częścią Królestwa Czech. Od 1471r. władał tam Władysław Jagiellończyk. Od 1490r. był także królem Węgier. Jego młodszy brat - Jan I Olbracht - władał w Polsce. Gdy zmarł latem 1501r. na tron wstąpił władający dotychczas Litwą, kolejny z braci Aleksander. W poprzek kontynentu, między trzema morzami: Bałtykiem, Adriatykiem i Czarnym rozciągało się potężne imperium Jagiellonów - jednej z najznaczniejszych dynastii w dziejach Europy. Niestety niedługo. W 1526r. Czechy i Węgry odziedziczyli Habsburgowie.

 

17-Kleine Bevölkerungsgeschichte Schlesiens - mala historia rozwoju ludnosci slaskiej

·         Home                         Link:

·         CHRISTOPH-Portal

·         Forscher-Tools

·         Extras zu Schlesien

·         Personen suchen

·         Ortsliste zu Personen

Die Einwohnerzahl Schlesiens steht in einer Wechselwirkung mit den politischen Entscheidungen über Schlesien sowie der daraus folgenden wirtschaftlichen, bis um das Jahr 1800 insbesondere landwirtschaftlichen Entwicklung. Deshalb soll hier die Bevölkerungsgeschichte Schlesiens ab 1250 bis 1939 kurz entwickelt und schließlich skizziert werden.

Herkunft der Daten

Einigermaßen gesicherte Daten über die Zahl der Einwohner für Schlesien in den Grenzen 1939 der preußischen Provinz liegen nur etwa ab 1600 vor. Für die Zeit davor ist man auf Schätzungen angewiesen. Diese können sich glücklicherweise auf zahlreiche Stichproben und Rückrechnungen stützen. Die Herkunft der Daten stelle ich jetzt dar, wobei sich die Angaben in den eckigen Klammern auf den Quellennachweis am Ende beziehen:

1939: im Mai 1939 hatte Schlesien 4.868.764 Einwohner (ohne Ostoberschlesien) [Weczerka, S. LXXXIX mit S. LXXXIII].
1919: 4.470.000 Einwohner Schlesiens, unter zusätzlicher Berücksichtigung der Geburten umgerechnet, aus [Christoph, Siegfried, S. 1].
1914: 4.550.000 Einwohner Schlesiens, hochgerechnet aus [Köllmann, Tabelle 24].
1874: 3.787.700 Einwohner Schlesiens [Köllmann, Tabelle 24]. Die Kriege unter Wilhelm I 1864 (dänischer), 1866 (österreichischer) und 1870/71 (französischer) hatten keinen darstellbaren Einfluß auf die Zahl der Einwohner Schlesiens.
1845: 3.027.017 Einwohner Schlesiens [Köllmann, Tabelle 24].
1816: 1.942.063 Einwohner Schlesiens [Köllmann, Tabelle 24]. Der starke Rückgang der Kindersterblichkeit kompensierte die Zahl der Toten durch die napoleonischen Kriege.
1763: Schlesien verlor im siebenjährigen Krieg 150.000 Menschen [Sommer, S. 95]. Das ist allerdings eine recht pauschale Angabe, die höchstwahr-scheinlich zu klein ist.
1700: Einwohnerzahl von Breslau um 1700 etwa 40.000 [Cipolla, S. 84].
1670: Einwohnerzahl Schlesiens 833.684 [Petry, S. 164].
1650: Der dreißigjährige Krieg kostete etwa 200.000 Menschen der Bevölkerung Schlesiens das Leben, rund ein Viertel des Vorkriegsbestandes. [Petry, S. 163]. Diese Bemerkung wird von Petry nicht begründet und ist wohl nur qualitativ gemeint, vgl. die folgende Tabelle bzw. das Diagramm.
1633: Von 30.000 Breslauern starben 1633 durch Seuchen 18.000 [Petry, S. 162].
1618: Einwohnerzahl von Breslau 1618 30.000 [Petry, S. 164].
1600: Einwohnerzahl von Schlesien etwa 900.000 [Petry, S. 139, allerdings ein Druckfehler, vgl. Petry, S. 163].
1500: Nach Cipolla, S. 81, ist im 16. Jahrhundert die - trotz der Hussitenkriege - vergleichbare Bevölkerung Polens um etwa 45 % angestiegen, d.h. die Bevölkerung Schlesiens um 1500 dürfte 900.000 : 1,45 = 620.000 Menschen betragen haben.
1380: Nach der großen Pestwelle: Die Bevölkerung war seit 1340 im Durchschnitt etwa um 40 % infolge mehrerer Pestepidemien geschrumpft, d.h. die Bevölkerung Schlesiens lag bei 0,6 * 530.000 = 320.000 Menschen [Cipolla, S. 42].
1370: 360.000 Einwohner in Schlesien zwischen 1364 und 1376 nach den Registern des Peterspfennigs [Aubin, S. 432].
1347-1351: In dieser Zeit vollzieht sich der wichtigste Einschnitt der Bevölkerungsgeschichte von 1100 bis 1750. Der Schwarze Tod beendete die Epoche des mittelalterlichen Landausbaus [Buchholz, S. 7].
1340: Vor der großen Pestperiode und deshalb nach Abschluß der engeren Ost-kolonisation: Nach Cipolla, S. 81, betrug die vergleichbare Bevölkerung Polens um 1500 etwa 3,5 Mill. Menschen gegenüber 3,0 Mill. [Cipolla, S. 21] im Jahr 1340. In Analogie dazu kann man grob schätzen, daß Schlesien um 1340 etwa 3,0 / 3,5 * 620.000 Menschen = 530.000 Einwohner hatte.
1250: Zu der Zahl der Einwohner Schlesiens um 1250 gibt es nur sehr unsichere Schätzungen. Nach Cipolla, S. 21 stieg zwischen dem Jahr 1000 und 1340 die Bevölkerung Deutschland-Skandinaviens etwa von 4 Mill. auf 11,5 Mill., also um 3,1 Promill je Jahr. Um 1250 dürfte danach die Bevölkerung Schlesiens ausgehend von der Einwohnerzahl um 1340 von 530.000 Menschen abzüglich etwa 20.000 Neusiedler (bei Berücksichtigung von deren Fruchtbarkeit), also 510.000 / 1,0031190 = 385.000 Menschen betragen haben. Bezieht man diese Zahl auf die Fläche Schlesiens gemäß Weczerka, S. LXXXIX von 37.000 km2, so kommt man für das Jahr 1250 zu 385.000 Menschen : 37.000 km2 = gut 10 Menschen / km2, was [Henning, Bd. 1, S. 116] entspricht.
Auf der Basis obiger Daten wurde ein Diagramm gezeichnet, in dem allerdings in der Vertikalen der Logarithmus der Einwohnerzahl dargestellt wurde. In einem solchen Diagramm kann die Wachstumsrate der Einwohnerzahl viel genauer beurteilt und grob falsche Einwohnerzahlen können deutlich erkannt werden. Die Ergebnisse, die aus den so überarbeiteten Rohdaten folgen, sind in den folgenden Tabellen zusammengestellt. Diese Zahlen unterscheiden sich von den Rohdaten nur unwesentlich und dies auch nur im Zeitraum von 1618 bis 1800.

Tabellen: Einwohnerzahl Schlesiens zwischen 1250 und 1939

Jahr

1250

1340

1370

1380

1500

1600

1618

Einwohnerzahl

385.000

530.000

360.000

320.000

620.000

900.000

950.000

 

Jahr

1650

1670

1700

1740

1763

1800

1816

Einwohnerzahl

770.000

830.000

930.000

1.075.000

925.000

1.500.000

1.942.000

 

Jahr

1845

1874

1914

1919

1939

Einwohnerzahl

3.027.000

3.790.000

4.550.000

4.470.000

4.870.000

 

Mittelalterliche Ostkolonisation und das germanische Stamm der Schlesier

Die Zahl der deutschen Zuwanderer während des 13. Jahrhunderts aus den Gebieten westlich des Queis, d. h. während der Zeit der Ostkolonisation wird auf maximal 1,2 Menschen pro km2 geschätzt [Henning, Bd. 1, S. 118]. Das heißt für Schlesien 1,2 Menschen / km2 * 37.000 km2 = 45.000 Personen. Diese doch überraschend kleine Zahl erscheint durchaus plausibel, wenn man sie in Relation zu der Zahl der deutschen Auswanderer des 19. Jahrhunderts setzt. Auch wenn man die Zahl der deutsch besiedelten Dörfer (zu unterscheiden von denen, die zuvor vorhanden waren und damals auf deutsches Recht umgesetzt wurden) und neuen Städte mit deren mittlerer Einwohnerzahl multipliziert, kommt man zu der genannten Größenordnung. Bis zum Jahr 1250 dürften davon bereits etwa 10.000 zugezogen gewesen sein. Buchholz [Buchholz, S. 49] erwähnt ältere Schätzungen – ohne Angabe einer Quelle – nach denen die Zahl der Einwanderer – wohl im 13. und im 14. Jahrhundert - sogar 150.000 bis 180.000 betragen haben soll. Die Zahl von insgesamt etwa 90.000 Zuwanderern dürfte der Wahrheit allerdings wohl eher nahe kommen, denn wie oben bereits berichtet, beendete der Schwarze Tod (ab 1348 in Schlesien) die Epoche der mittelalterlichen Ostkolonisation [Buchholz, S. 7]. Wie groß war danach vor der Industrialisierung der Anteil des germanischen Blutes in Schlesien? Bezieht man die Zahl der deutschen Zuwanderer während des 13. und 14. Jahrhunderts auf die Zahl der in Schlesien zu dieser Zeit insgesamt lebenden Menschen, von denen der weit überwiegende Teil ja aus Slawen bestand, so errechnet sich der Prozentsatz des „germanischen Stammes“ der Schlesier zu etwa 90.000/530.000 = 17 Prozent. Das Ergebnis könnte man auch so ausdrücken:

Im Jahr 1946 hat der polnische Staat eine Bevölkerung vertrieben, in deren Adern über 80% slawisches Blut floss!

(Do roku 1946 państwo polskie wypędziło mieszkańców Sląska , u których od wieków płynęła słowiańska krew, i było ich 83%. )

Quellennachweis:
Aubin, Hermann: Geschichte Schlesiens. Bd. 1. 3. Aufl. 1961.
Buchholz, Ernst Wolfgang: Raum und Bevölkerung in der Weltgeschichte. - Bevölkerungs-Plötz - , Bd. 3: Vom Mittelalter zur Neuzeit. 3. Aufl. 1983.
Christoph, Siegfried: Krieg und Frieden von 1914 bis 1994. 1995.
Cipolla, Carlo: Bevölkerungsgeschichte Europas. 1971.
Henning, Friedrich-W.: Landwirtschaft und ländliche Gesellschaft in Deutschland. Bd.1: 800 bis 1750. 2. Aufl. 1985
Henning, Friedrich-W.: Landwirtschaft und ländliche Gesellschaft in Deutschland. Bd.2: 1750 bis 1986. 2. Aufl. 1988
Köllmann, W.: Quellen zur Bevölkerungsstatistik Deutschlands 1815 - 1875. 1980
Petry, Ludwig: Geschichte Schlesiens. Bd. 2. 1. Aufl. 1973.
Sommer, Fedor: Die Geschichte Schlesiens. 1908
Weczerka, Hugo: Handbuch der historischen Stätten: Schlesien. 1977.

Letzte Änderung am 20. Dezember 2006.   ©   Dr. Claus Christoph, Hemmingen

 

 

redakcja@opoka.org.pl

The "Opoka" Foundation has been founded by Polish Bishops Conference in order to co-ordinate all Internet activities in the environment of the Catholic Church in Poland. Our objectives are reached mainly through creating/maintaining an electronic mail system and editing the following internet services:

 

www.opoka.org.pl

www.episkopat.pl

www.missio.org.pl

www.jubileusz2000.episkopat.pl

www.parafiada.opoka.org.pl

 

Gdy dobrze pogrzebiecie otrzymacie 2500 stron internetowych kościoła katolickiego – w Polsce!   Przykładowo tu kilka alfabetycznie ustawionych:  (p.k. sczep.)

 

Strony gościnne na naszych serwerach

Strony gościnne na serwerze petrus:

 

(posortowane alfabetycznie wg. nazwy z pominięciem "www")

1. www.aag.gniezno.opoka.org.pl

2. www.abobola-rudasl.katowice.opoka.org.pl

3. www.abobola.swiecie.pelplin.opoka.org.pl

4. www.adalbertus.katowice.opoka.org.pl

5. www.adamowice.katowice.opoka.org.pl

6. www.adonai.op.opoka.org.pl

7. www.adopcja.przemysl.opoka.org.pl

8. www.adr.przemysl.opoka.org.pl

9. www.ads.msf.opoka.org.pl

10. www.afrique.opoka.org

11. www.ag.tarnow.opoka.org.pl

12. www.ak.org.pl

13. www.ak.rzeszow.opoka.org.pl

14. www.akademickie-ostrowiec.sandomierz.opoka.org.pl

15. www.akcja.bielsko.opoka.org.pl

16. www.akcjakat.kielce.opoka.org.pl

17. www.akcja_katolicka.bialystok.opoka.org.pl

18. www.akrzysztek.szczecin.opoka.org.pl

19. www.aktualnosci.zamosc.opoka.org.pl

20. www.akwarium.op.opoka.org.pl

21. www.albert.bielsko.opoka.org.pl

22. www.albert.bielsko.opoka.org.pl

23. www.albert.busko.kielce.opoka.org.pl

24. www.albert.elblag.opoka.org.pl

25. www.albert.kozieglowy.archpoznan.org.pl

26. albertkolbuszowa.rzeszow.opoka.org.pl

27. www.albertmakow.plock.opoka.org.pl

28. www.albertyni.bielsko.opoka.org.pl

29. www.aleksander.sosnowiec.opoka.org.pl

30. www.aleksandrowice.bielsko.opoka.org.pl

31. www.alex.kielce.opoka.org.pl

32. www.alfazar.katowice.opoka.org.pl

33. www.alumni.msf.opoka.org.pl

34. www.amd.zgora-gorzow.opoka.org.pl

35. www.amen.pl

36. www.andrychow.bielsko.opoka.org.pl

37. www.andrychow1.bielsko.opoka.org.pl

 

 

 

Wszystkie instytucje, jak i indywidualnych autorów, którzy chcieliby, aby wyniki ich pracy dostępne były na stronach naszego serwisu (na podstawie zawartej umowy) lub, aby Fundacja „Opoka” wspierała ich przedsięwzięcia wydawnicze, akcje charytatywne, koncerty, festiwale i inne jako patron internetowy. Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt:

 W sprawach współpracy redakcyjnej (zamieszczanie materiałów na Opoce)

Fundacja „Opoka”  ul. Jana Pawła II 7  44-100 Gliwice  tel.: (32) 230 89 44

e-mail: redakcja@opoka.org.pl

 

www.opoka.org.pl    

 

 

Data: 2007-05-31

Będzie ogólnoeuropejska reakcja na antyteletubisiową wypowiedź

 

polskiej rzeczniczki praw dziecka Ewy Sowińskiej - zapowiedział jej norweski odpowiednik. - Jest nie do pomyślenia, by rzecznik praw dziecka zajmował się takimi sprawami i trwonił na to pieniądze. Homofobia Ewy Sowińskiej musi się spotkać ze zdecydowaną reakcją europejskich rzeczników praw dziecka - oświadczył Reidar Hjermann, norweski rzecznik praw dziecka. Zdaniem Norwega Sowińska, publicznie mówiąc o swych podejrzeniach, że jeden z bohaterów popularnej bajki jest gejem, "łamie europejskie prawo i nakłania do dyskryminacji całej grupy społecznej z powodu orientacji seksualnej". Sowińska powiedziała w wywiadzie dla Wprost, że spotkała się z opinią, że popularny serial dla najmłodszych produkowany przez BBC promuje homoseksualizm. – To jeden z nielicznych seriali dla dzieci, który nie promuje żadnych zachowań, które mogłyby być grzeszne według jakiejkolwiek religii – mówi Rzeczpospolitej Tomasz Ochinowski, doktor psychologii i socjolog z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. (Rzeczpospolita, 8; Gazeta Wyborcza, 12; Zycie Warszawy, 6; Trybuna, 7)

 

 

Data: 2007-05-31

Niemieccy kardynałowie przeciwni interkomunii z ewangelikami.

 

Kard. Karl Lehmann jest przeciwny wspólnej komunii katolicko-protestanckiej podczas ewangelickiego zjazdu Kościołów - Kirchentagu w Kolonii na początku czerwca br. Również metropolita Kolonii kard. Joachim Meisner uważa, że katoliccy księża nie powinni uczestniczyć w interkomunii z protestantami. W rozmowie z gazetą Neue Osnabrücker Zeitung przewodniczący Niemieckiej Konferencji Biskupów powiedział, że w obecnej chwili interkomunia byłaby "niedojrzałym owocem". Jego zdaniem, należy najpierw zlikwidować zasadnicze różnice teologiczne, w których chodzi przede wszystkim o rozumienie urzędu kościelnego i wartość Eucharystii. (KAI)

 

 

 

Chciaz walki Balkanskie juz dawno zamilkly, i wiecej problemow stwarzaja Arabowie, to przytocze ten apel polskich biskupow z 2002 roku:

21-Appel der Polnischen Bischöfe in Sachen Frieden

 

Brüder und Schwestern der einen Menschheitsfamilie!

1. Der Friede ist ein Geschenk des auferstandenen Christus. Friede, das ist das erste Wort, das die Apostel von Christus nach seinem Sieg über den Tod hörten (Vgl. Joh 20,19). Der Friede, den Christus gibt, stützt sich auf die Botschaft, die er selbst der Menschheit bringt: "Den Frieden hinterlasse ich euch, meinen Frieden gebe ich euch, nicht wie die Welt ihn gibt, gebe ich ihn euch" (Joh 14,27). Somit ist der Friede, der durch den auferstandenen Christus gewährt wird, die Versöhnung des Menschen mit Gott, mit der Welt und mit dem Nächsten, er ist die Überwindung der Sünde als der Hauptquelle von Zwietracht und Krieg. Erst der mit Gott und den Menschen versöhnte Mensch kann ein wirkungsvoller und glaubwürdiger Zeuge sein, der Frieden stiftet durch die Wahrheit in Liebe. Der Friede ist immer eine Frucht der Gerechtigkeit im religiösen, gesellschaftlichen und politischen Bereich. Er ist auch die Frucht zwischenmenschlicher Solidarität. Der Friede ist ohne die gegenseitige Vergebung nicht erreichbar. Nur auf diese Weise kann man nach dem übergeordneten Gut suchen, das das Zusammenleben und die Zusammenarbeit der Völker und Nationen ausmacht, vor allem dort, wo sie in einander benachbarten Gebieten leben. Vielfach schon konnte sich die Menschheit im Laufe der früheren wie der neusten Geschichte davon überzeugen, dass der Krieg meistens durch Egoismus entsteht, und selbst wenn er zu Verteidigungszwecken geführt wird, bringt er immense Zerstörungen mit sich und verursacht tiefe menschliche Verletzungen.

 

2. Die Menschheitsfamilie, die durch gemeinsame Abstammung vom Schöpfergott verbunden ist, muss heute, da die Vernichtungsmittel unberechenbare Konsequenzen verursachen, Gewalt und Terror als Mittel zur Lösung von Konflikten ausschließen, vor allem wenn diese im Namen Gottes betrieben werden. Dank der Massenmedien kann sich heute jeder Mensch auf Erden davon überzeugen, dass die Verursachung von Konflikten aus Gründen von Ansprüchen sowie aus rassistischen oder religiösen Gründen immer zur Verletzung von grundlegenden Menschenrechten führt und allgemein als Verbrechen gegen die Menschlichkeit angesehen werden muss.

 

3. Der langwährende Konflikt auf dem Balkan, die Kriege auf dem afrikanischen Kontinent, und kürzlich der blutige Konflikt im Heiligen Land machen uns allen bewußt, daß nur ein gerechter Friede, der die Völker und Nationen als Subjekt und ihre daraus resultierenden Rechte respektiert, in der Lage ist, die Menschenrechte zu garantieren,

 

4. Wir, die Polnischen Bischöfe, Söhne des Volkes, das vor allem in den letzten zweihundert Jahren so viel Leid erfahren hat, appellieren an die verfeindeten Parteien im Land unseres Herrn Jesus Christus, im Land, das den Bekennern des einen Gottes lieb und teuer ist, unverzüglich die Kriegshandlungen einzustellen. Erforderlich ist die Anerkennung des Rechts auf einen eigenen Staat der Palästinenser und Israels. Unverzichtbar sind sofortige internationale Maßnahmen, die den Frieden in diesem Teil der Welt dauerhaft machen würden.

 

5. Wir sind in das neue einundzwanzigste Jahrhundert, in das neue dritte Jahrtausend des Christentums eingetreten. Zu beginn dieses Jahres hat der Heilige Vater in seiner Botschaft zum Weltfriedenstag geschrieben: Die Stützpfeiler des wahren Friedens sind die Gerechtigkeit und jene besondere Form von Liebe, wie sie die Vergebung ist (Nr. 2).

 

6. Nach Beendigung des dramatischsten aller Kriege, in dem viele Menschen durch Kampfhandlungen umkamen und Millionen anderer nur deshalb ermordert wurden, weil ihnen die nazistische oder kommunistische Ideologie kein Lebensrecht zugestand, appellieren wir im Namen des Humanismus, wir, die Generation des einhundzwanzigsten Jahrhunderts, gestützt auf die Werte des Evangeliums, sämtliche Kriegshandlungen zu beenden, besonders im Heiligen Land, das Christen, Juden und Moslems lieb und teuer ist. Dieses Land, in dem heute die fundamentalen Menschenrecht verletzt werden, und die heiligen Stätten, wie die Geburtskirche in Betlehem, zur Arena von blutigen Auseinandersetzungen geworden sind, muß zum Symbbol eines echten Dialogs, eines friedlichen Zusammenlebens und einer friedlichen Zusammenarbeit von Völkern und Nationen werden, die nur einen Gott anerkennen. Mögen die dort lebenden Menschen sich als Brüder fühlen und einander freundschaftlich die Hand reichen. Wir wollen hier noch einmal die Worte aus der schon zitierten päpstlichen Botschaft in Erinnerung rufen: "Der wahre Friede ist daher eine Frucht der Gerechtigkeit, sittliche Tugend und rechtliche Garantie, die über die volle Achtung der Rechte und Pflichten und über die gerechte Aufteilung von Nutzen und Lasten wacht. Da aber die menschliche Gerechtigkeit, die nun einmal den Grenzen und Egoismen von Personen und Gruppen ausgesetzt ist, immer zebrechlich und unvollkommen ist, muß sie in der Vergebung, die die Wunden heilt und die tiefgehende Wiederherstellung der gestörten menschlichen Beziehungen bewirkt, praktiziert und gewissermaßen vervollständigt werden" (Nr. 3).

 

7. Wir sind uns dessen bewußt, daß der Friede auch Konzessionen verlangt, die schwierig, ja sogar schmerzlich sein können, aber die Alternative ist die Sinnlosigkeit des Lebens in dauernder Bedrohung. Für alle Menschen bedeutet dies Lahmlegung des gesellschaftlichen, öffentlichen und besonders des familiären Lebens. Mehr noch! Eine solche dramatische Situation nimmt Einfluß auf die Erziehung der jungen Generation, die, wenn sie im Klima eines fortwährenden Konflikts aufwächst, die Kette des Absurden verlängert, was zu weiteren Verbrechen führt, in denen Kinder benutzt werden, die Opfer des Hasses sind, der durch Erwachsene geschürt wird.

 

8. Die katholische Kirche erfüllt ihre Evangelisierungsmission in Polen im Herzen Europas seit tausend Jahren. Unser Kontinent, der sich heute zusammenschließt, möchte seine Zukunft auf einem gesunden christlichen Humanismus errichten. Wir appellieren an alle Menschen guten Willens, sich einzubringen in dieses große, brüderliche, solidare Zusammenwirken für den Frieden unter allen Menschen auf der ganzen Erde. Das zusammenwachsende Europa, von dem einst große Ideen ausgingen, war leider auch ein Kontinent, wo dramatische Konflikte entstanden, die globale Ausmaße hatten. Möge es heute durch die Fürsprache seiner Schutzheiligen zur Sicherung des Friedens beitragen, der sich auf die Respektierung der Menschenrechte und das Recht der Völker stützt.

 

9. An alle Gläubigen wenden wir uns mit der herzlichen Bitte um ein gebet während der Marien-Maiandachten. Bitten wir Gott, der reich an erbarmen ist, auf die Fürsprache Mariens, der Mutter der Barmherzigkeit und Königin des Friedens, um einen dauerhaften Frieden im Heiligen Land und in der ganzen Welt.

 

Die Kardinäle, Erzbischöfe und Bischöfe versammelt auf der 317. Vollversammlung der Polnischen Bischofskonferenz.         Warschau, den 30. April 2002

opr. mg/mg   Copyright © by Polish Bishops Conference

 

Pieknie jest walczyc slownie o pokoj na swiecie…

Ale wróciłem teraz z kościoła - zegnalismy po mszy sw.o godz.11.00 księdza, młodego z naszej parafii Dionisjusa w Monheim-Baumberg, idzie on do Kurii Koloni, do seminarium, by szkolic młodych adeptow sztuki duchownej. W calym Monheim 40 tys. mieszkańców - jest 2,5 ksiezy i 2ch diakonow. Az się prosi z Polski znających jezyk niemiecki, by mogli by tu przybyc. Robcie cos!             Peter k. Sczepanek

 

Pomnik “Starego Alojza” a “mała ojczyzna” i wielka ojczyzna dzisiaj

 

Wiecie z ostatnich artykułów, że wystawiono pomnik okolicznościowy z tradycji staro tyskiej z lat 1920-55, przed siedzibą WSZiNS na jednym z osiedli w Nowych Tychach. Myśl taką zrealizowali pracownicy tej municypalnej uczelni ( mającą za zadanie problemy ekonomiczno-społeczne dla potrzeb miasta Tychy i regionu, swoją radą i pomocą torować ku lepszemu rozwojowi firm, społeczeństwa w tym „tyglu narożnikowym górnośląskim”, jak to się wyraził sam patron tej uczelni ks. dr Emil Szramek w latach 30-tych XX wieku.

 

Na łamach jednej z Tyskich gazet ukazał się artykuł kontra „Starego Alojza” autorstwa Zofii Woźniakowskiej, podejrzewam, bo nie pisało, że pochodzi ona z obecnych stron Gliwic, i ma pochodzenie, takie same jak jeden z wielkich redaktorów owych gazet, tzn. jak sam wielokrotnie podkreślał z małżeństwa mieszanego górnośląsko-kresowskiego. Jak pamiętacie „Przystanek-artykuły” polskich czasopism, nie lubią oni miasta Tychy, lansując Gliwice, czy Kraków z ich starówkami, tradycją, różnorodnością… No wiecie przecież, te miasta budowane na prawach magdeburskich w średniowiecznym stylu, właśnie i te m.in. dwa, bo Kraków - budowany był za czasów polskich, Kazimierza III. „murowanego”, Wielkiego w XIV wieku, Gliwice, może wcześniej…tzn. wcześniej już były murowane bo ojciec jego, Wł. Łokietek jeszcze nie sprowadzał Niemców do wprowadzania europejskości murowanej w jego podbitych krakowskich stronach.  To wam może wyjaśnić inż. arch. Agnieszka Woźniakowska z Gliwic, krewna wspomnianych.

Tychy w przeciwieństwie, wieś, wyrastała wiekami jako wieś folwarczna na ziemi plesskiej (pszczyńskiej, i zainicjowana przez Promnitz-ów), bez rynku. A wielcy projektanci, jak sama Z. Woźniakowska pisała przed 5-u laty w tej gazecie - dobudowywali do wsi rosyjskie projekty blokowisk od osiedla „A”, teraz zwane osiedlem „Anny”, idąc dalej do 150-tysięcznego miasta bez centrum.

Tasz to stara szkoła szlachty polskiej - wsi spokojna wsi wesoła, który… itd., znacie waszego piewcę Kochanowskiego . z tymi dworkami szlacheckimi, a miasto dla mieszczuchów, prostaków, ma szlachta ze wsi polskiej…  Tak to Tychy się interpretowało, dla szlachty wieś spokojna Tychy, a mieszczuchy won, won z tych stron… mówili często tu na tej ziemi od Grażyńskiego do lat 58-ego. I moją rodzinę chcieli przeganiać, wszystko im najpierw zabierając…, my w naszej „małej ojczyźnie” teraz tu się namiotami rozłożymy!

I tak się teraz za wszystkie czasy dostało staremu Alojzowie Hermanowi, z jego hajmatu tyskiego i potem ochrzczonego dla przybyszy, którzy stracili wielką ojczyznę - na nazwę: „mała ojczyzna”, by przynajmniej tak ich powetowane straty nadrobić.

A tu patrzecie ino: pozwolił sobie tyski rzeźbiarz, August Dyrda z kolegą Józkiem Mądrym, doktorem nauk polskiej lingwistyki, czy były redaktor „Echa” Jan Wyżgoł na projekt „Alojza”. W końcu pozwolono im po czasach komunistycznych postawić pomnik upamiętniającego górnośląską osobowość naszpikowanego balastem różnych wojen, i z drugiej strony człowieka swoją postacią i zachowaniem umiejącym przeżyć wszystkie epoki i wodzów. I tu się dostało Alozowi  (staremu, a może i Lysce A., posłowi na sejm), co to za ludzie, co to za zachowanie, co to za „Polacy”… nie podam padających obraźliwych epitetów tej autorki szkalującej śląskość.  Tak widać identyfikują nas jako inny naród, różniący się diametralnie od Lwowiaków, sami to stwierdzają! Gdzie szukać innych dowodów, żeście inni od przybyłych - macie kawę na ławę - ale czy podchwyci to prof. M. Szczepański z WSZiNS?

Panowie i Panie, wy po szlacheckich urodzeniach ze wschodnim akcentem rodziców do dzisiaj, nauczcie się w końcu co należy do stron rodzinnych (które utraciliście) a co do tej waszej wielkiej ojczyzny, którą też utraciliście, tamtych czasów, kiedy jeszcze Józef Piłsudski, w waszej tradycji bił wschodniaków, ach odezwały się wspomnienia, jak to fajnie wtedy byłłło. Byłłłło, ale nie tuuuu.

Do dzisiaj żyjecie „na kryja” z Górnym Śląskiem (nie mylić proszę tu małżeństwa na kryja, tzn. tłumaczę tu: nielegalnego, nieuprawnionego). „Na kryja” rozumię tu w tym przypadku, mieszkanie w stronach wam się nie podobających z uwagi, że jeszcze mieszkają tu Górnoślązacy, tzn. mają czelność jeszcze tu mieszkać, co oni tu jeszcze robią, przecież nam dano tę ziemię jako zastępczą, więc wykorzystujemy ją dla naszego dobra, a oni, niech siedzą w chałupach, z rodziną i nosa nie wydzierają, bo tak się nauczyli! Więc niech tak cicho siedzą, i wtedy może przeżyją następne nawały!...

Panie profesorze M. Szczepański, jako współautor tej municypalnej uczelni tyskiej, po pana wielkim nietakcie - usytuowania pomnika Starego Alojza wśród obcych ludzi, mu nieprzychylnych, w blokowisku, gdzie nie ma ulicy do zamiatania, tylko skwerki zieleni (przypominające łany łąk kresowskich)… proszę zabrać się do wielkiego problemu tyskiego - uzdrowić mieszane społeczeństwo tyskie, by nie czepiali się Górnoślązaków. Ich hrabiowskie pochodzenia dominują do dzisiaj, szlachta polska wśród robotników industrializacji europejskiej XIX wieku, ludzi do czarnej roboty. Oni do rządzenia, pany, pany… do dzisiaj mówią tak Ukraińcy, gdy słyszą o Polakach!

Próbowałem na waszym Majowym spotkaniu w 1998 w temacie „Globalzacja” – wejść w tematykę stron rodzinnych i ich rola i cele by nie zaginęła. Wtedy mi dyskretnie pokazaliście palcem na zegarek, że już czas… Naucz ich Pan teraz co to był Heimat, strony rodzinne, co się składa na kochanie Heimatu, stron rodzinnych, domowiny i jak ma się pielęgnować to przywiązanie. Niech Pan im przypomni, jak w latach 50-60-tych przybywali i patrzeli w strugi ciepłej wody płynące ze ściany kuchennej, jak spłukuje się woda po ich załatwieniu się, wpatrzeni w to jak w telewizor…

Tak pozamykani w domach delektowali się nowościami, im nieznanymi, przecież sam pan wie, nie wszyscy pochodzili z samego Lwowa, miasta kultury, a dominowały ludy pastewne, wypasający krowy na łąkach. Ale podjęli studia, i są kierowniki… jak za Grażyńskiego…

Pana zadaniem jako socjologa, nie chowając teraz  głowy w niepiaszczystej ziemi górnośląskiej, wychować ludzi teraz tu w tym tyglu narożnikowym, ze słowami waszego patrona szkoły Emila Szrama. Proszę naprawić błąd, dając Alojza blisko was, zajmijcie się rzeczami nie osiedlowych zadań, bo do nich należą takie decyzje, czy osiedle chce, coś czy nie… jak czczenie swojego człowieka, tu Alojza na Starych Tychach u zbiegu ulic Kościuszki, Sienkiewicza i Damrota, a nie na pustkowiu śląskim wśród bloków!

Niech pan popatrzy na zdjęcie tego czasopisma -odsłonięcia pomnika -  tylko Pan, i Dyrda odsłaniający i ręka niewidocznego prezydenta miasta A. Dziuby ale przynajmniej, obecnego, bo dotykającego Alojza… na tle 3ch studentów, w ogóle nie zainteresowanych waszym czynem odsłonięcia, a bawiących się „fiatowskim- maluchem”. To jednoznaczne zdjęcie, już na początku tej całej historii szytej grubym nićmi, komu tam ta figura jest potrzebna, mówi sama za siebie.

Proszę więc już więcej razy nie „flancować”, nie wmawiać, co ma naturalnym rytmem rosnąć. Nie uczcie nas kultury, nie! Nie wytwarzać sztuczności, jak to się mówi na skałę polską - już żyjecie w IV. Rz-polskiej, nic w niej jeszcze nie robiąc! Mydlenie oczu pomnikami, co nie do was należy, imitowanie wielkości, będąc małym i ślepo naśladując Zachód, pokazywanie mieszkańcom kolorowe szkiełka, jak to kolonizatorzy robili z czarnymi mieszkańcami kontynentu przed 300 lat temu.

Prosimy nie wchodzić butami w ciasto, myśmy do tego nie byli przyzwyczajeni, tu na Górnym Śląsku. Ludność przybyła nie zadaje sobie trudu poznać śląskość, i do niej się trochę dostosować. Im ciężko jest brać co dobre „od pokonanego”, jak ostatnio pisałem…

Informuję, że na Zachodzie, tzn. w mojej miejscowości, występują podobne zjawiska na styku przybyłych po 45-ym, czy po 57-tym, czy po 81-tymdo ziemi Nadreńczyków, ale takich problemów jak wy, panie profesorze z pana społeczeństwem, to w ogóle nie mają! Nie tam takiego sztyletowego chamskiego zachowania w prasie niemieckiej, nie ma drażliwych tematów i na stykach jakichkolwiek spiętrzeń, oni nie szczują! Oni żyją i współdziałają w wielkiej tolerancji kulturowej, językowej- dialektów, czy religijnej… Inaczej niż w Polsce, jeszcze raczkującej, mającej dalej wschodnie cechy nienawiści i taranowania co śląskie. Niech duch Grażyńskiego wam nie przyświeca przykładem, niech czasy dalej PRL-owskiej kultury przeciwnej nam, nie były dalej aktualne, niech stosunek człowieka do człowieka był ludzki, tego wymaga się od waszej uczelni.

I nie od parady wsadziłem w wasze logo WSZiNS strzałkę, jak nie tylko wektor matematyczny, ale to strzałka Promnitz-ów z ich herbu, czego wam wtedy nie mówiłem, bo wielu ludzi 11 lat temu było niedojrzałych do nowych czasów… To za ich czasów macie teraz tu pierwsze szkoły, tu macie pierwsze stanowiska pracy browaru książęcego i polityki agrarnej, tu za ich czasów jak grzyby po deszczu wyrastały drewniane kościółki, tu trafiała kultura zachodnia z kopalniami (Murcki - jako pierwsza, ta „Emmanuelsegen” czyli Błogosławieństwa Emanuelowe), z hutami: żelaza (Paprocany-Promnice-Wernigerode z Anhaltu), czy huty szkła, tu, tu, tu mnożyć można rzeczy, po raz pierwszy stosowane od tamtych czasów, stanowiąc przykład dla tych za Przemszą i Wisłą mieszkańców!

Nie interpretowałem wtedy tej strzałki, wam mającej dać kierunki jak wam dawali przykład Panowie na Pszczynie. Ale, czy wam pozwolą w IV. Rzeczypospolitej na ten temat mówić, działać i uzdrawiać społeczeństwo, róbcie to pod płaszczykiem wydarzeń - jak koncerty Telemanna w Pszczynie od czasów Promniców do dzisiaj, do dzisiaj krzewić godność stron rodzinnych, domowin i waszych małych ojczyzn.

Wiadomo, oliwy do ognia dolewają sami redaktorzy tyskich i innych gazet, pozwalając na takie czy inne tematy bulwersujące czytelnika, z reguły przeciw śląskości artykuły, mimo, że wy redaktorzy myślicie o innych skutkach takich waszych z gazet artykułów. Dobrze wybiorczo regulujecie tematykę, pasującą do waszych pochodzeń - gdzie tu etyka, gdzie lojalność do ziemi, która was karmi, dając wam tę pracę. Ciężka rola wasza panie profesorze - odpowiednio reagować na nieprawidłowości występujące w regionie, więc dla neutralności: nie trzymajcie się tylko regułek encyklopedycznych, połykajcie problemy, municypalnie rozwiązujcie, gdy się nawarzy piwa z tym tu dla przykładu Alojzem.

W roku 1946 polskie państwo wypędziło, mieszkańców Sląska (albo pozwalało uciekać), u których od wieków płynęła słowiańska krew, i było ich 83%, pozostałych było 17%, czystej rasy niemieckiej.  Pozbywano się ludzi, których nie umieli dziesiątki lat i do dzisiaj zastąpić! I taki ktoś z łanów łączastych próbuje dzisiaj obalić co 700 lat tu się budowało jako europejskie, i do niej teraz idą, myśląc, że dostaną rakietki, bo radarów nie potrzebują, a z nimi jak szabelkami i nic więcej nie potrzebują, bo jak szabelkami wymachiwać będą chcieli dalej, dalej, w perjot, w pierjot - to i łupy się znajdą jak na dalekiej Ukrainie, panowie szlachta. „dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy! Tak Sienkiewicz też dał przykład. Kogo tu bić, słownie, bić Górnoślązaka!

 

Nie od parady dałem zdjęcie Franza Niestrojna, mojego pradziadka, zajmijcie się nim z jego synem Waldemarem i córką Walerią, moją babcią. Nie umiecie uzdrawiać społeczeństwo, bierzcie przykłady od Starotyszan z lat 1900! To on założył wam ten obecny bank Spółdzielczy (Raiffeisenbank), to on z ks. Janem Kapicą uzdrawiali pijanych browarników, produkując wodę mineralną „Franza Niestroj aus Tichau OS”. To oni w petycjach do księcia Pless, sprowadzali tu Kapicę z Berlina, tam zesłanego na 5-letnią banicję z czasów jego działalności w Siemianowicach, Towarzystwa Alojziaków.  To oni sprowadzili z Mikołowa, rodem Katowic-Dąbrówki naczelnika miasta Jana Wieczorka, by on a nie obcy ludzie Grażyńskiego rządzili Tychami, to on wydaje i produkuje zastępcze NOTGELD w 1918 roku… co nie pasujące wam tematy?

To poczytajcie znowu o Waldemanie, jego synie - zwanego „Tichauer Graf,  Waldemann”, albo poznajcie Walerię, pomocną ks. Kapicy w budowie kościoła Marii Magdaleny w 1906 i 1928 roku, podróż do Ziemi świętej 1912 roku, m.in.z kardynałem Geogr. Kopp aus Breslau, a skończyła prawie jako żebraczka u siebie w domu… zajmijcie się naszym życiem, a inni, tu przybyli niech spokojnie słuchają i się nie wymądrzają, bo im to, tej polskiej szlachcie, nie pasuje, tym bardziej w wiosce Tychy, i pałacami-dworkami szlacheckimi jak za czasów świetności XVII wieku.                                Peter Karl Sczepanek 10.06.07

 

 

26-Spotkanie po 50-ciu latach w pierwszej Tyskiej szkole podstawowej - 23.czerwiec 1957-2007

 

Chwila to niecodzienna, 23 czerwca 2007 spotyka się grupa ucznióz rocznika 1943, którzy to równe 50 lat temu ukończyli siedmioletnią szkołę podstawową. Rozpoczynając byliśmy jedyną szkołą w Tychach tego typu, podstawowego, po 7-u latach było już 5 szkół ze Szkołą Podst nr. 5 na oś. „C”. Rozpoczęliśmy z trzema klasami pierwszymi, każda po 49 osób w klasie. W klasie już trzeciej było nas po 52, 54, 54 uczniów. Tak rozrastały się Tychach, te Nowe Tychy, ludzi przychodzących, najpierw z sąsiednich miast górnośląskich, jako do sypialni przemysłu śląskiego, potem już od roku 1953 z repatriantami, dając im ojczyznę na śląskiej ziemi.

W tym dniu rozpoczniemy od mszy św. o godz. 10.30 w kościele  p.w. Marii Magdaleny na starych Tychach. Tu ministrantowliśmy, tu uczestniczyliśmy we wszystkich uroczystościach.

Mszę św. celebrują nasi wychowankowie: ks. prof. dr hab. Bernard Kołodziej (zobaczycie go na zdjęciu II b u Naszej Pani: Marii Paszek, naszej wychowawczyni z prawej siedząca - a on u góry już, ale w rzędzie, 7-my od lewej w sweterku i wystającej białej koszuli kołnierzyk.),

oraz  ks. Romek Bednarek też z naszej klasy (ten ministrant przy księdzu Grudnioku po naszej prawej, bo z lewej Grudnioka stoję ja, pkscz!, też ze złożonymi rączkami do modlitwy…w 1956 roku – tuż przed pójściem w teren na kolędę!) A czasy, PRL-owskie nie były nam, ministrantom usłane różami! Doliczyliśmy 20 osób, które w tym czasie odeszły z tej Ziemi.

Ksiądz prof. Bernard przyjedzie prosto z Poznania, gdzie kieruje Zakładem Historii Kościoła na Wydz. Teologii.. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, piastując ważną funkcję w Towarzystwie Chrystusowym dla Polonii Zagranicznej.  ( bkolodziej@tchr.org  )

Po mszy św. udamy się na krótki spacerek na Plac Wolności, pod Szkołę Podst.Nr.1 im Rudolfa Zaręby, naszego kierownika wtedy szkoły do roku 54, kiedy PRL- nałożył innych kierowników.

Od tego czasu też przestano pisać kronikę szkoły! A pisaną ją ze 100 lat, gdzie historia jej sięga roku 1765, czasów Promnitzów.

Właśnie nad stawem przed kościołem (widać na fotografii) stała pierwsza ta szkoła, w roku 1793 za czasów książąt z Anhaltu.

Potem w 1842 nowy budynek Anhaltowie wybudowali na ulicy Damrota.

A w roku 1900 w nowej szkole na tym to placu za czasów książąt Hochbergów z Pless i Książa - Jan Henryk XI., Herzog Pless)…

Od 1932, kiedy kierownikiem został Rudolf Zaręba z cieszyńskiego, remontuje i przebudowuje budynek do formy obecnej.

 Zrobimy sobie okoliczne zdjęcie w klasie, na parterze, koło Biblioteki obecnej…

Może miasto do tego czasu postara się o pomnik przedwojennego powstańca, który jako model został już wykonany przez Augusta Dyrda i już odlany w odlewni.

Więc będziemy mieli okazję zrobić dwa zdjęcia, jedni przy tym powstańcu, a drugie … w Paprocanach, przy obelisku Augusta Kissa, rzeźbiarza ziemi tysko-pszczyńskiej też wykonanego przez tego samego rzeźbiarza. Dalej dojdziemy do „Poloneza” przy ulicy ks. Konstantego Damrota, gdzie zaproszono żyjące grono nauczycielskie z farorzem, reprezentującego nasz  kościół z jego identyfikującym symbolem nas na 8 km dalej – wspaniałą wieżę kościelną.

Przy stole poznamy się, pokazując każdy po 3 zdjęcia z ostatnich lat tej 50-ątki.

Zapowiada się na wielką frajdę.

Zapraszamy, jeszcze o tym nie wiedzący nasi absolwenci, porozproszeni po całym świecie.

W imieniu Zarządu: Peter Karl Sczepanek, rocznik 1943, jako absolwent z 1957 roku.

 

 

 

„Nie ludzką mocą zapalone światło”

20. rocznica śmierci Franciszka Blachnickiego  I. Jończyk

 

Miałem możliwość służenia do Mszy św. ks. Blachnickiemu w latach 1953-54 w kościele p.w. Marii Magdaleny w Tychach. Przyczyniałem się też w jakiś tam sposób do wypełniania jego misji przeciw komunizmowi w czasach PRL-u. Za dużo tam nie rozumiałem, ale ksiądz był zadowolony z naszej chętnej pomocy, w sytuacjach, gdy rówieśnicy kopali gumową piłką na naszym placu. Miałem wtedy 10-11 lat.  Dopiero po latach dowiedziałem się, że losy nasze się znów zbiegły, byliśmy w Niemczech, gdy przed 20-u laty zmarł nam w pamięci zawsze jako przykładny ksiądz, Górnoślązak, nasz człowiek. P.K. Sczep.

 

Tak mogło by wyglądać oskarżenie. Gdyby sformułować listę zarzutów komunistycznej władzy wobec ks. Franciszka, główny z nich mógłby brzmieć: „ oskarża się Franciszka Blachnickiego o nadaktywizm religijny”. Tylko że to, co dla komunistów było działaniem wywrotnym i szkodliwym, katolikom dawało nadzieję na zmiany, w szare życie komunistycznej Polski wprowadzając światło odważnie wyznawanej wiary… Ksiądz Franciszek Blacharski był człowiekiem niesamowici aktywnym, jednak głównym zamierzeniem jego działalności nie była działalność typowego społecznika. Widząc ogromny rozdźwięk pomiędzy wiarom a życiem, starał się przede wszystkim kształcić ludzi, którzy w swoich środowiskach dawaliby tej wiary świadectwo, byliby dla innych apostołami, ewangelizatorami. Skąd brały się jego determinacja, siła, pokój? W swoim testamencie napisał, że otrzymał cztery niezwykłe dary, które uważa za największe, pierwszy to dar miary wlany w jednym momencie, „nie ludzką mocą zapalone światło”. Jak pisał dalej, nie miał wątpliwości co do wiary i wszystkie decyzje podejmował z motywacji religijnej. Drugi dar to dar wizji „ żywego Kościoła”, charyzmatu Ruchu Światło - Życie jako wszystko obejmującego program życia i działania. Dar trzeci, Wspólnoty Niepokalanej  Matki Kościoła, był dla niego nieoddzielny od wizji daru drugiego. Czwarty dar polegał na uczynieniu z siebie daru całkowitego. Jak napisał: „Ten dar stał się moim udziałem  na przestrzeni ostatnich lat, tu w Carlsbergu Blachnicki, doczekał się pośmiertnego uznania swoich zasług dla kraju. 17 lutego 1994 roku ojciec Franciszek został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderem Odrodzenia Polski, 5 maja 1995 roku otrzymał pośmiertnie Krzyż  Oświęcimski . Proces beatyfikacyjny sługi bożego Franciszka  Blachnickiego rozpoczął się 9 grudnia 1995 roku. Ciało martwego zostało przeniesione do Krościenka i złożone w dolnej kaplicy kościoła p.w. Dobrego Pasterza I kwietnia 2000r. ostatnia sesja proces beatyfikacji prowadzona na szczeblu diecezjalnym miała charakter publiczny i odbyła się 24 listopada 2001r. Dalsza część procesu beatyfikacyjnego toczy się w Rzymie.

        

Gerade, weil Europa wächst, tut die Besinnung auf die eigene Identität Not

 

Schon vor 5 Jahren sind zehn neue Staaten und Rumänien , Bulgarien zur europäischen Union gekommen. Dann wählten wir die Parlamentsvertreter für Brüssel. Das politische und wirtschaftliche Handeln wird immer globaler. Und die Heimatgefühle der Menschen? Entwickelt sich bei uns dadurch nicht ein Anachronismus?

„Heimat - das ist kein Thema für junge Leute. Dafür muss man selber ein bisschen Vergangenheit haben“ – denken viele. Persönlich habe ich erst im Alter von 40 Jahren angefangen, als ich weit von Schlesien mein zweites Leben begonnen habe. Heute, wo Europa wächst, die Globalisierung das Denken in Wirtschaft und Politik bestimmt, gibt das Heimatgefühl in Krisenzeiten Halt.

Als Anachronismus finden wir unsere Gefühle zum Heimatbund nicht, genau das Gegenteil ist der Fall. Der Heimatgedanke ist dadurch sogar wichtiger geworden. Man braucht eine Identität. Und gerade die neuen Länder bringen ihre eigene Vergangenheit und ihre Lebensgewohnheiten mit. Wir wollen trotz europäischer Union verhindern, dass wir unsere Wurzeln verlieren, unsere Identität ändern.

Was bedeutet heute Heimat? Bestimmt ist das ein komplexer Bergriff. Heimat ist ein Geflecht von Beziehungen. Das fängt bei der Familie, der Kindheit und Jugendzeit an, umfasst den eigenen Ort, die Landschaft und den Glaube. Je vertraute jemandem die Heimat ist, desto bewusster ist die eigene Geschichte. In Deutschland und Polen gibt es viele Heimatgebiete, z.B. Westfalen, Schlesien, Plesser Land mit Pless - Pszczyna, Bergisches Land  oder das Riesengebirge. Je besser man seine eigene Umgebung versteht, desto tiefer ist das Heimatgefühl. Das ist ein Bereich, den ich persönlich noch mitgestalten kann. Und das ändert sich nicht, auch nicht durch die Globalisierung in der Welt. Wie bis heute die Türken oder die Italiener mit ihren Kulturen, uns nicht geändert haben, so wird es auch mit dem osterweiterten Europa sein. Im Rahmen der Städtepartnerschaften wurden überall verschiedene Begegnungen und Ausstellungen organisiert.

Die Stadt Marienburg (Malbork) in Polen ist die zukünftige Partnerstadt mit der Stadt Monheim am Rhein. Nicht alle wissen, dass der 1310 in Monheim geborene Winrich von Kniprode, der als Hochmeister der Deutschenritter, 30 Jahre auf der Marienburg gewesen war. Schon in diesem Monat und dem Nächsten findet eine Begegnung mit den Chören aus Malbork und  15 Jugendlichen, meist Messdiener in unserer Gemeinde statt. Wir suchen Gastfamilien zur Unterbringung, ein Gegenbesuch soll im nächsten Jahr stattfinden. So wohl die Sänger als auch die Jugendlichen werden sich kennen lernen und sicher oft auch Freundschaften schließen, ihre eigene Identität zeigen. Es ist sehr wichtig, eigene Werte der polnischen Heimat und der deutschen zu erkennen und zu bewahren. Genau so wichtig ist es über die wahre Geschichte der beiden Regionen zu sprechen. Und in wirtschaftlich schwierigen Zeiten brauchen die Menschen wieder ein stärkeres Heimatgefühl, um sich orientieren zu können und Halt zu finden, weil die Heimatgedanken immer auch ein Zeitbedürfnis sind.

Das war schon Ende des 18. Jh. in Schlesien und seit dem 19 Jh. bis heute in Deutschland – eine große Heimatverbundenheitsbewegung. In derselben Zeit, wie beispielsweise die Wandervogelbewegung entstanden ist, wurde auch der Heimatbegriff geprägt. Es war die Zeit, als in Schlesien oder im Ruhrgebiet die Landschaft durch Industrie zerstört wurde oder die schöne, uns schon gewohnte oberschlesische Industrielandschaft verdorben wurde. Eine Vereinigung hieß damals in Deutschland „Bund Deutscher Heimatschutz“. In Polen gab es in dieser gleichen Zeit  keine derartigen Vereine. In Polen, in Schlesien sind statt Heimat, die „Kleinen Vaterländer“ („Mała Ojczyzny“) für die, aus Lemberg gekommenen, vertriebenen Zuwanderer entstanden. Nach dem Krieg spielte der Heimatgedanke auf die beiden Seiten der Oder  kaum eine Rolle.  In den vergangenen 20 Jahren hat sich das wieder geändert. Heute bewahren wir mit den Vereinen, wie Europa Nostra und Pan-Europa, besonders  mit den Vereinen „Heimatbund“ in jeder Stadt - unsere Werte, unsere Identität, um die Heimatgefühle zu schätzen und  zu erhalten.

Wer wird den größeren Einfluss haben – der reichere Deutsche mit seinem Heimatgefühl, oder der Pole mit seiner vaterländischen, patriotischen Identität und mit dem intensiven „kleinen Vaterland-Gefühl" aber ärmer durch die kommunistische Vergangenheit, als sein Freund mit seiner kapitalistisch geprägten Persönlichkeit? 

Aus diesem Grunde bemühe ich mich mit meinem oberschlesischen Heimatgefühl in meinem Ort Monheim-Baumberg eine schlesische Gedenkstube zu gründen. Ich stelle meine Sammlung  - 100 Aquarelle von Alfons Wieczorek, Ireneusz Botor und Helena Golda-Blahut aus Oberschlesien als Leihgabe der Stadt zur Verfügung. Das kostet die Stadt nichts! Ich kann auch  ehrenamtlich die Gedenkstube verwalten und als Kustos tätig sein. Es ist mein Einsatz!

Mit meinem Motto:  "Brücke zwischen zwei Welten bauen" zeige ich die kämpfende mythologische „AMAZONE mit dem widerspenstigen Panther“ von August Kiss aus Oberschlesien. Das Denkmal steht vor dem Alten Museum in Berlin, unser Wahrzeichen. So verstehe ich auch das Motto meines Strebens.

Die alte, einst sehr intensive und vorbildliche Kultur und Tradition, unten den Schlesiern wach zu halten. Ach, wir Oberschlesier, zwischen Ambos und Hammer, in Polen und in Deutschland!                

PKSczepanek als  - NN - Nepomuk Nestroy     Monheim/Rhein  2.6.2004       (mein Pseudonym hat mich ein Verleger gebetet, das, statt meinen Namen!)

 

 

 

Nowinki

 

From: "onet" <roczniok@poczta.onet.pl>  Sent: Friday, June 08,  Subject: Nowinki

Terminy zebrań ZLNS
  - w czwartek 14.06.2007 godz. 17.00 w Rybniku ul. Białych 7 siedziba RAŚ
  - w piątek 6.07.2007 godz 18.00 w Chorzowie Batorym w Zajezdzie obok
 stadionu Ruchu Chorzów
Zachęcam do dyskusji na nowym forum http://nforum.freebox.pl Pozdrawiam K. Klucznik

From: RAŚ Region Opole  To: pejetr@neostrada.pl  Sent: Saturday, June 09, 2007 11.56

Subject: czerwcowa Jaskółka Opolska

Zapraszam Państwa do lektury czerwcowego wydania naszego biuletynu

Z poważaniem   Piotr Długosz   www.rasopole.org

 

 

Śląskie Gody w 350-lecie rozpoczęcia wydobycia węgla kamiennego

Tegoroczne Śląskie Gody, organizowane przez Związek Gónośląski to cykl imprez, które do jesieni będą odbywały się w różnych miejscowościach regionu.

Dziś Śląskie Gody odbędą sie w katowickiej dzielnicy Murcki. Okazją jest 350 rocznica rozpoczęcia wydobycia węgla kamiennego na Górnym Śląsku.

Jak podkreśla prezes Związku Górnośląskiego Andrzej Złoty, wydobywanie węgla rozpoczęło sie na Wzgórzu Murckowskim. Dodał, że w archiwum państwowym zachował się dokument, w którym baron Promnitz nakazuje sprawdzić czy kamień, który się pali, czyli węgiel, można by wykorzystać do opalania pieca kuźniczego w hucie w Jaroszowicach.

350-lecie wydobywania węgla kamiennego na Górnym Śląsku jest okazją, by oznaczyć i upamiętnić miejsca, gdzie rozpoczęła się działalność górnicza. Jak powiedział Andrzej Złoty, w archiwum państwowym w Katowicach znaleziono bardzo dokładne mapy pól górniczych. Dodał, że rodzi się pomysł, aby w parku na wzgórzu Murckowskim oznakować najstarsze szyby jakie są na tych mapach. To byłby dokument świadczący, że ta ziemia "górnictwem stoi".

W ramach Śląskich Godów w parku w Murckach odbędzie sie między innymi przegląd zespołów regionalnych, koncerty orkiest dętych oraz biesiada śląska.W Miejskim Domu Kultury "Południe"otwarta zostanie wystawa, obrazujaca historię kopalń na terenie Murcek, a na murckowskim rynku wystawa starych map.

http://www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=1592830

 

Niby-Śląsk

Michał Smolorz

Dostałem zaproszenie na Śląską Galę Biesiadną w Spodku. Organizator tego przedsięwzięcia, p. Bogdan Tyc, wręczając mi bilet zaakceptował moje prawo do swobodnej oceny imprezy - z czego niniejszym korzystam. Bo można mieć swoje, nawet krytyczne zdanie, ale nie sposób ignorować tego "ruchu kulturowego" jakim stały się w ostatnich latach "hajmaty" - czyli świat pseudośląskich piosenek lansowany najpierw przez Radio Piekary, potem przez Telewizję Katowice, dziś także przez Dziennik Zachodni.

Obecny premier Jarosław Kaczyński powiedział przed 15 laty, że „najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski wiedzie przez ZChN (Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe)”. Trawestując to stwierdzenie można powiedzieć, że najkrótsza droga do desilesianizacji Śląska wiedzie przez owe „hajmaty”. To brzmi groźnie, ale rozmiar zjawiska naprawdę każe bić na alarm. Wszyscy animatorzy tego ruchu nazywają go uporczywie „śląską kulturą”, choć ma ona ze Śląskiem taki związek jak moje teksty z Izraelem. Lokalne media, także te o dużym zasięgu, upowszechniają je jako wzorzec kulturowy, zaś samorządy gminne, miejskie i powiatowe wykładają na to coraz większe pieniądze i odnotowują je w statystykach jako „upowszechnianie kultury regionalnej”. I to właśnie jest groźne.

Jest bezspornym, że ta pseudokultura ma licznych i wiernych odbiorców, więc nie można udawać, że to zjawisko nie istnieje. Ale tu właśnie jest sedno problemu. Takie imprezy jak owa gala w Spodku, to przedsięwzięcia komercyjne, na które przychodzi ten, kto ma ochotę wysupłać kilkadziesiąt złotych. Każdy, kto kupił bilet ma prawo do woli zachwycać się Mirkiem Szołtyskiem, choć ten szmirowaty idol jest niedoścignionym wzorem złego smaku. Kto godzi się zostawić w kasie kawałek swojej emerytury, może do woli wznosić owacje dla Karpowicz Family odzianej w meksykańskie sombrera, choć to wulkaniczna erupcja prostackiego kiczu, przy którym legendarny Tercet Egzotyczny, to Chopin i Bach razem wzięci. Zapłaciłeś, to raduj się duszo do woli. Mogę co najwyżej mieć pretensje do organizatorów, bo jak się robi biletowany koncert, to nieuczciwością są występy z playbacku, gdzie muzyka idzie z kiepskiej płyty, a wykonawcy nieudolnie udają, że śpiewają. Mogę mieć pretensje, bo sprzedając bilety wypada zapewnić widowni przyzwoite nagłośnienie i profesjonalnych akustyków, zamiast nieudaczników, którym wystarcza, że z głośnika leci niezrozumiały dla widowni łomot. Mogę się żalić, bowiem przy sprzedawanej imprezie wypada zatrudnić reżysera z prawdziwego zdarzenia, a nie panią, której umiejętności sprowadzają się do ustalenia kolejności wykonawców. Tak, o to wszystko - ale tylko o to - mam żal do organizatorów Śląskiej Gali Biesiadnej. Ale mój prawdziwy żal, mój stanowczy sprzeciw kieruję do samorządowców i poważnych mediów za to, że uparcie wspierają - finansowo i medialnie - to zjawisko jako "śląską kulturę". A także do poważnych, zawodowych artystów (vide: Józef Polok), bo ci doskonale wiedzą, co dobre i po śląsku smaczne, a mimo to zawzięcie wpisują się w ten straszny ruch niszczący naszą tożsamość.

Po każdym moim artykule na ten temat w Telewizji Katowice eksploduje śmiertelna obraza. Drodzy Przyjaciele! Nie jest moim celem kogokolwiek obrażać, a choćby i tylko dokuczać. Po prostu jako człowiek wyrosły i wysmakowany w śląskiej kulturze błagam Was na wszystkie świętości: nie niszczcie tego, co nam zostało po przodkach, nie obrażajcie ich duchowego dorobku! Czy naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, że dzięki Wam następne pokolenie Ślązaków utożsamiać będzie śląskość wyłącznie z tą przerażającą nicością kulturową, którą z premedytacją uprawiacie? Czy naprawdę telewizyjną anteną regionalną już po wsze czasy ma rządzić Pani z reklamy, jej bardzo osobliwe gusta i bardzo oryginalne rozumienie telewizyjnej misji?
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,4200627.html

 

Najdalsza droga

Kazimierz Kutz
2007-06-04,

Zaiste niezbadane są wyroki boskie. Gdzież to nie zanosiło Ślązaków na przestrzeni dziejów! Oczywiście, zawsze musiały istnieć okoliczności polityczne i społeczne przyczyn śląskich exodusów. Nasiliły się od momentu przejęcia Śląska przez Niemców. No, nie przejęcia, a "konkwistadorskiego" podbicia. Zaczęło się chyba od Fryderyka Wielkiego, króla Prus. Ledwo wsadzono mu koronę na łeb, jeszcze nie nagrzała się jego ciepłem, a już ruszył na wojnę i odbił Czechom Śląsk. Wojnami śląskimi Wielkie Prusy weszły na drogę ekspansji, która znalazła swój finał w Auschwitz. A my w tym kotle - jakby się dzisiaj rzekło - na statusie odrzuconego szczepu, jak Indianie na mało spenetrowanym terenie. Gorzej przytrafić się nie mogło, toteż wymykanie się ze śląskiej "gorszości" było zawsze głównym motywem uciekania w świat. Niestety, władze polskie przed wojną przejęły ten styl rządzenia, po wojnie - tym bardziej, a i teraz mamy z nim do czynienia. Wystarczy poczytać ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych z 2005 roku.

Ale z 1989 rokiem nastały nowe czasy i dziś każdy, kto tylko ma ochotę, może pojechać, gdzie chce, bo zjawisko odrzucenia upowszechniło się: to skutek niedołężnego wprowadzenia zbyt radykalnego kapitalizmu w Polsce. Przez całe lata toczy się zawzięty bój o rozliczenie z komuną, miast skupić się na tworzeniu warunków dla godziwej egzystencji młodych ludzi. Przywiązanie do remanentów historycznych okazało się większe niż realia rzeczywistości. Para poszła w gwizdek. Pięciomilionowa rzesza młodych, bezrobotnych, niewidzących szans w kraju, wyjechała z Polski. Bądź wyjedzie. Dawne, polityczne motywy emigracji ustąpiły miejsca przyczynom wyłącznie egzystencjalnym. Ale kiedy oni t a m staną na nogi i pójdą do wyborów parlamentarnych, potem wrócą i zemszczą się. I zacznie się byt państwa normalnego, w którym prawo i wolność nie będzie już towarem na straganach partii od urazów historycznych, rodzimego nacjonalizmu i groszowego katolicyzmu. Ufam, że za lat 10 papier toaletowy zadrukowany będzie teczkami lustracyjnymi. Tak wyglądał będzie happy end archaicznego patriotyzmu i dostojeństwa szpargałów tajnych policji PRL-u. Zelżeje głupota polskiego zaścianka, co nam daj Boże.

Ze śląskich exodusów miejsce szczególne zajmują zbiorowe przenosiny prawie całej wsi - Płużnicy Wielkiej - spod Strzelec Opolskich w połowie wieku XIX. Kilkaset osób! Pojechali za swoim księdzem Alfonsem Moczygembą do Ameryki. Musieli przemieścić się do Bremy, okrętem przeprawić się przez morze, dojechać do Teksasu, przejść 800 mil w głąb lądu, by w okolicach założyć St. Antonio, założyć pierwszą polską parafię - Pannę Marię. To, co przeżyli, trudno sobie dziś wyobrazić. Chciałem 35 lat temu zrobić o tym film, ale mi nie pozwolono. Dopatrzono się w tym projekcie metafory o kardynale Stefanie Wyszyńskim, a zapotrzebowanie było na apoteozę Edwarda Gierka. Film taki powstał, zrobił go Czesław Petelski, i nazywał się "Kazimierz Wielki".

Ślązacy wepchnięci w gorset prawny państwa niemieckiego, w bezlitosne rygory wyzysku w kopalniach i hutach, byli na rynku niemieckim towarem najtańszym. Dlatego Ślązacy już przed pierwszą wojną szukali łagodniejszych form egzystencji w kopalniach Westfalii i Północnej Francji, nim zaczęto sprowadzać Arabów i Murzynów z Afryki. Po drugiej wojnie Ślązacy jeszcze dynamiczniej i wszelkimi sposobami uciekali od koszmaru "socjalistycznego" państwa kolonialnego. Chcieli tylko nieco lepiej żyć, ale i podreperować swoją godność, choć i w Niemczech nie traktowano ich równoprawnie. Drugorzędność dana im była wszędzie. Żyli jednak w Europie i korzystali z demokratycznych reguł gry.

Ale wyłonił się fakt, którego nikt nie był w stanie przewidzieć. Dziś szokuje czołowy terrorysta Al-Kaidy Krystian Ganczarski vel Abu Ibrahim, jeden z najbliższych współpracowników Osamy bin Ladena. Rodzina Ganczarskich mieszkała w starych familokach hutniczych w Gliwicach. Była bardzo religijna. Pod koniec lat 70. sięgnęli po stare papiery i wyjechali do Duisburga, gdzie Krystian ukończył szkołę zawodową i jak ojciec miał zostać hutnikiem. Poczciwi Ganczarscy, ze swoim utrwalonym statusem obywateli gorszej kategorii, osiedlili się w sąsiedztwie ludności arabskiej. Przy hucie. Tam Krystian znalazł nowych muzułmańskich rówieśników, zaprzyjaźnił się z nimi i jego głęboko utrwalona śląską religijność przemieniła się w wiarę Allaha. Stał się fanatykiem religijnym nowej wiary, wszedł w kręgi ludzi z Al-Kaidy, by z czasem stać się ważną osobą w jej strukturze, wtajemniczoną w najtajniejsze sprawy. Ślązak z niemieckim paszportem był idealnym kurierem na Europę: przewoził informacje i pieniądze, Osamie bin Ladenowi przywoził lekarstwa przeciw cukrzycy, na receptach córki. Organizował europejski "rynek" terrorystów i maczał też palce w zamachu na Word Trade Center. Jego podopieczny pilotował jeden z samolotów, który wbił się w nowojorski wieżowiec. Służby amerykańskie po latach żmudnej pracy doszły do Krystiana G., rozszyfrowały go. Został aresztowany na lotnisku w Paryżu i czeka go proces za zorganizowanie zamachu, w którym zginęło 21 osób. Dla nas będzie to sensacyjny proces.

Powstaje pytanie, jak wytłumaczyć niezwykły przypadek Krystiana Ganczarskiego? Dlaczego grzeczny i religijny chłopiec z hutniczego familoka stał się wielkim terrorystą arabskim? Odpowiem na to w wielkim skrócie: praojcem jego losu jest Fryderyk Wielki, który zaprogramował niewolniczy los Śląska i jego mieszkańców - to ów niemiecki kolonializm, który dla swojej imperialnej polityki nie mógł obyć się bez przemysłowych niewolników. Z czasem Ślązacy stali się gorszej jakości proletariatem Rzeszy Niemieckiej. Pod koniec lat 70., w ramach "łączenia rodzin", rodzina Ganczarskich przeniosła swoją śląską "dupowatość" w hutnicze środowisko arabskie pod Duisburgiem. Trafili do ludzi mentalnie podobnych do siebie, tylko z jeszcze silniejszą wiarą. I potrzebą zemsty. Krystian łatwo wszedł w ich kult religijny i urazy. Były mu bliskie.

Terroryzm islamski wyrasta na krzywdzie, której doznali od białych. I na fanatycznej wierze w swojego Boga. Teraz przystąpili do zemsty. Los Krystiana Ganczarskiego, chłopca z głęboko wierzącej rodziny katolickiej, całkiem nieźle mieści się w arabskiej logice zemsty. Współcześni "niewolnicy", nacje zdegradowane przedmiotowym traktowaniem, mają prawo odwetu i chętnie posługują się terrorem.

Arabscy terroryści-przyjaciele Krystiana obudzili w nim instynkt krwawego odwetu. Świat cnót europejskich płaci za swoją hipokryzję. W ten sposób także świat śląskiego familoka, siedliska niewolniczej "dupowatości", w osobie Krystiana Ganczarskiego objawił się w niespodziewanej, krańcowej urodzie. I skłania do niebanalnych refleksji.
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,4200611.html

 

50. urodziny Tomka Wilmowskiego  - Patryc

Bohater znanego cyklu powieści dla młodzieży ma już 50 lat. Jego przygody pojawiały się w wielu zakątkach świata, ale powstawały w jednym - w Katowicach.

Australia, Brazylia, Indie, Meksyk, Nowa Gwinea to tylko niektóre kraje, jakie odwiedzał nastoletni Wilmowski. Sam pisarz Alfred Szklarski nigdy w tych państwach nie był. Znał dobrze jedynie Stany Zjednoczone. Tam się urodził i spędził dzieciństwo. Kłopoty ze zdrowiem sprawiły, że świat zwiedzał, studiując mapy i zaczytując się w literaturze podróżniczej. Choroby trapiące go od wielu lat były skutkiem udziału w powstaniu warszawskim. Pięcioletni pobyt w więzieniu stalinowskim również nie pozostał bez wpływu. Raz - jedyny - pisarz udał się z rodziną do Egiptu. Nadwyrężyło to szwankujące już płuca. Zresztą Szklarski doświadczył nad Nilem przygody na miarę bohatera swoich książek. Przed bramą cmentarza, który pragnął zwiedzić, został zaczepiony przez sympatycznego Araba. Wdał się z nim w pogawędkę i został poczęstowany zatrutymi daktylami. Resztę wakacji spędził w szpitalu.

Tomasz w tomach

Powieściowy Tomek Wilmowski przyszedł na świat w Katowicach przy ulicy Jordana. Jego pojawienie się zwiastował całonocny stukot maszyny do pisania. - Najpierw było namiętne palenie fajki i wylegiwanie się na tapczanie. Ten widok był mylący. My wiedzieliśmy, że ojciec właśnie w ten sposób ciężko pracuje - mówi Bożena Szklarska-Nowak, córka Alfreda. - Gdy zamieniał tapczan na biurko, miał już całą powieść w głowie. Pisywał nocami. W ciągu dnia nie mógłby tworzyć, bo pracował na pełnym etacie jako sekretarz wydawnictwa Śląsk.

Pisarz umieścił Tomka w Warszawie u wujostwa Karskich. Na krótko. Tomek po kilkunastu stronach został wysłany pod opiekę ojca, by łowić dzikie zwierzęta. Podróżował więc po całym globie i docierał w miejsca trudno dostępne dla białych. Odtąd przez dziewięć tomów nastoletni, a potem dorosły Wilmowski będzie wzbudzać wśród czytelników tęsknotę za dalekimi stronami. Dla wydawnictwa Śląsk będzie stanowić podporę finansową. Gdy któreś z tytułów słabo się sprzedawały, ratowano się wznowieniami "Tomków". Obecnie serię tę wydaje warszawska Muza. Najnowsze wznowienie piątego tomu - już trzynaste! - ukazało się miesiąc temu.

Pierwsza część powstała w 1957 r. Była to powieść "Tomek w krainie kangurów". Jej popularność przerosła oczekiwania autora. Dotychczas książki Szklarskiego, drukowane w większości pod pseudonimem, nie były zauważane przez czytelników i krytykę. Utwór z wartką akcją w egzotycznych plenerach spodobał się na tyle, że wydawnictwo zaproponowało napisanie dalszego ciągu. Ukazały się więc: "Tomek na Czarnym Lądzie", "Tomek na wojennej ścieżce", "Tomek na tropach Yeti", "Tajemnicza wyprawa Tomka", "Tomek wśród łowców głów", "Tomek u źródeł Amazonki", "Tomek w Gran Chaco".

I pomyśleć, że pisarz - znużony pisaniem kolejnej części - chciał swego bohatera uśmiercić! Syn Tomka - kontynuator przygód - miał polec w powstaniu warszawskim. Zamysł się nie udał - za sprawą oczekiwań czytelników i presji wydawnictwa. Termin zgonu podróżnika od trzeciego tomu systematycznie przesuwano.

Pracę nad następną książką przerwała nagła śmierć pisarza. Ostatnią, dziewiątą część - "Tomek w krainie faraonów" - kończył ks. Adama Zelga. Nowy autor znał zamysł Szklarskiego, plan fabuły, miał dostęp do zebranych przez niego materiałów. - To był wielbiciel powieści ojca. Odwiedzał nas w każde wakacje. Przesiadywał całymi popołudniami z ojcem w gabinecie. Szybko stał się kimś w rodzaju przyjaciela domu - wspomina Szklarska-Nowak. Ów wielbiciel został felietonistą sportowym i kapelanem reprezentacji Polski w piłce nożnej za kadencji Engela. Mimo napisania kilku książek dla dzieci i młodzieży do tworzenia dalszych "Tomków" nie wrócił. Mówi nam: - Seria tych powieści na zawsze winna wiązać się jedynie z nazwiskiem Szklarskiego. Takie jest zdanie rodziny i ja się do niego przychylam. W mojej książce "Piłka jest okrągła" główny bohater zaczytuje się w Szklarskim. Sentyment działa.

Wychowuje i uczy

Wilmowski jest prawy i szlachetny. Zawsze staje po stronie dobra i broni poszkodowanych. Towarzyszy mu ciągły głód poznania. Zadaje setki pytań, co dla towarzyszących mu dorosłych bywa męczące. - Jest upierdliwy - stwierdziły dosadnie dzieci z jednej ze szkół ("Tomek" został umieszczony w kanonie lektur). Owo naprzykrzanie się czyni z niego postać bliższą życia, mniej wyidealizowaną. Szklarskiemu za to pozwala w odpowiedziach dorosłych przemycać informacje rodem z podręcznika historii, biologii czy geografii. Ładunek treści dydaktycznych jest tu spory. Jeśli Wilmowski chce dokuczyć lizusowi podczas odpowiedzi, wrzucając mu za koszulę chrząszcza, bądźmy pewni, że pojawi się przypis: "Jelonek rogacz (Lucanus cervus) jest najokazalszym gatunkiem chrząszczów naszych krajowych lasów, głównie dębowych...". - Mąż przykładał ogromną wagę do realiów przyrodniczych i kulturowych. Każdą informację sprawdzał po dwadzieścia razy - wspomina Krystyna Szklarska. - Ilustrator nie miał z nim łatwo. Każdy rysunek sprawdzał osobiście. Twierdził, że ilustracja też uczy, musiała więc być w najmniejszych szczegółach zgodna z faktami.

Pisarz znał biegle cztery języki, gdyż w dzieciństwie marzył o karierze dyplomaty. Za żelazną kurtyną językowe umiejętności wykorzystywał do studiowania podróżniczych opracowań. Ze Stanów Zjednoczonych regularnie przychodziły wysyłane mu przez ojca numery "National Geographic". Odpowiednie książki i prasę przywoziła mu też żona z zagranicznych wojaży. Była ona zresztą współautorką trylogii indiańskiej, do której zbierała materiały. Niedziwne, że seria "Tomków" zalewa nas morzem informacji. Ale Szklarski idzie o krok dalej. Niezależnie, czy akcja rozgrywa się w Peru, czy na Syberii, wszędzie można dostrzec ślady wielkich Polaków i ślady polskości. Jeśli chwilowo ich brak, narodowe spełnienie daje dumnie dzierżona biało-czerwona flaga na tle afrykańskiego krajobrazu.

Prawie idealny

Szlachetnego i patriotycznego Tomka od zaliczenia w poczet świętych ratuje jedynie lekkie zarozumialstwo. Jest półsierotą. Wychowuje go ojciec, który pracuje poza granicami kraju, wówczas znajdującego się pod zaborami. Odpowiedzialny i zaradny młodzieniec wychodzi samodzielnie z największych opresji. Opiekuje się młodszą od siebie australijską przyjaciółką Sally, z którą później się żeni. Ważnym rekwizytem dla chłopca staje się podarowany sztucer. Skądś to znamy? Córka Szklarskiego mówi: - Kochał Sienkiewicza, ciągle wracał do czytania jego książek.

Tomek przypomina postać Stasia Tarkowskiego z "W pustyni i w puszczy", rubaszny bosman Nowicki nasuwa skojarzenie z Zagłobą. "Pachnący dżunglą" Smuga nie ma pierwowzoru literackiego. Natomiast postać ojca Tomka, Andrzeja Wilmowskiego, była wzorowana na ojcu samego pisarza. Mają tak samo na imię i podobne emigracyjne losy (Andrzej Szklarski był emigrantem politycznym z okresu Polski rozbiorowej).

Czy Tomek obieżyświat może rywalizować z Harrym Potterem? Bibliotekarka jednej z miejskich bibliotek wyjaśnia: - Dzieciaki czytają teraz głównie lektury, czyli z obowiązku. Nie jest możliwe, by lata świetności "Tomków" wróciły. Książka dla dzieci ma szansę zaistnieć, jeśli towarzyszy jej ogromna kampania medialna. Tak było z "Harrym Potterem". Teraz jest już o nim ciszej, więc nawet czarodziej leży na półkach.

Na internetowym forum wydawnictwa Muza poświęconym Szklarskiemu przeważają dorośli. To dawni miłośnicy jego twórczości. Nastolatków tu mało, ale dziewczyny zaznaczyły swoją obecność. Dyskutują, czy obiektem uczuć jest rówieśnik Tomek, czy dorosły Smuga. Wyszło na korzyść tego drugiego, bo "nie jest tak strasznie ułożony, tylko tajemniczy i baardzo męski".

Daleko bardziej lojalni są dorośli. Reżyser Piotr Trzaskalski deklaruje, że nadal wraca do lektury "Tomków". Z kolei właściciel katowickiego biura podróży Tomasz Turek po emocjach związanych ze śledzeniem przygód swego imiennika zapragnął zwiedzać odległe miejsca. Na tym dziecięcym pragnieniu stworzył swoją firmę. Po kilku latach włączył do oferty program wypraw "Śladem Tomka Wilmowskiego". Podróż do Indii i Nepalu wzorowana na czwartej części już się odbyła.

Unia lubi się z Wilmowskim

Na Śląsku szósta szkoła będzie nosić imię Alfreda Szklarskiego. Jest nią mysłowicka Szkoła Podstawowa nr 15. W ramach przygotowań przeprowadzono wśród uczniów ankietę. W rubryce "Czy Wilmowski jest w stanie mi zaimponować?" zdecydowana większość napisała "tak". Jako uzasadnienie najczęściej pojawiały się odwaga i świetna znajomość języka angielskiego. Niektórzy wskazywali na fakt, że Tomek potrafił... stawiać się nauczycielom. Nie ma dla nich znaczenia, że bohater w książce buntuje się raczej przeciwko szkole symbolizującej reżim zaborów.

- Nie sądzę, żeby Tomek się zestarzał - mówi nam Sabina Gonsiorczyk, dyrektorka mysłowickiej podstawówki. - Wilmowski świetnie współgra ze współcześnie promowanym w szkołach modelem człowieka otwartego na świat, z szacunkiem odnoszącego się do obcych kultur, a przy tym ze wzorem patrioty.

Szklarski, tworząc przygodową serię powieści, pewnie się nie spodziewał, że umiejętnie łącząc globalne i lokalne, wyjdzie naprzeciw... edukacyjnym wytycznym Unii Europejskiej.

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,4200640.html

 

Rogalski: Niemcy tylko udają sentyment

Joanna Wojciechowska, Olsztyn, jon
2007-06-04,   Oni wracają na Ziemie Odzyskane po to, by odebrać swoje majątki - mówił na konferencji "Roszczenia niemieckie na Ziemiach Odzyskanych" europoseł Bogusław Rogalski. Więcej niż merytorycznej dyskusji było na spotkaniu straszenia.

Rogalski (kiedyś LPR, teraz bezpartyjny) zorganizował konferencję, bo jak mówi, tempo roszczeń majątkowych Niemców, których przodkowie mieszkali na Ziemiach Odzyskanych, rośnie w zastraszającym tempie. - Dlatego utworzyłem biuro interwencyjne dla osób, wobec których Niemcy wysuwają roszczenia majątkowe - mówił europoseł i przedstawił statystyki dotyczące skali roszczeń. Wynika z nich, że teraz w powiecie olsztyńskim jest 120 wniosków Niemców o zwrot ziemi lub domów; w powiecie ziemskim Olsztyn - siedem wniosków, tyle samo w powiecie szczycieńskim; wobec Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych Niemcy złożyli cztery wnioski, a w Agencji Nieruchomości Rolnych jest ich 12 (dla porównania na Opolszczyźnie jest to wg danych z urzędu wojewódzkiego 5 lub 6 takich spraw).

- Pięć rodzin już przegrało przed polskimi sądami sprawy z Niemcami i muszą opuścić swoje domy. Tak polskie sądy dbają o nasze interesy, dlatego trzeba działać jak najszybciej - mówił Rogalski i zachęcał obecnych na spotkaniu samorządowców, by jak najdłużej się da odwlekali rozpatrywanie pism od obywateli Niemiec. - Można zwracać podania, znajdować paragraf, z którym nie są zgodne - podpowiadał.

Roszczenia Niemców można podzielić na dwie grupy:

** składane przez potomków tych, którzy z obawy przed frontem wschodnim uciekli lub zostali wypędzeni z Prus,

** roszczenia składane przez ludzi, którzy wyemigrowali w latach 50. i później.

Ci drudzy często byli pozbawieni majątków niezgodnie z prawem i to ich roszczenia stanowią większość.

- Ci ludzie przyjeżdżają do nas butni, wchodzą na nasze podwórka jak do siebie, choć znają język polski, do sądu zwracają się po niemiecku - wyliczał opolski poseł Marek Kawa z LPR, który przestrzegał, że gdy Niemcy zaczną odzyskiwać majątki "Polska będzie wyglądała jak poraniona kulami". Kawa udzielił o tym wywiadu Telewizji Trwam.

Emocje polityków studził Stanisław Kowalski z wydziału geodezji olsztyńskiego urzędu miasta. - Niemcy odzyskują majątki w świetle prawa, warto zadbać o porządek w księgach wieczystych i wtedy nikt Polakom majątków nie odbierze - mówił.
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,4202050.html

 

Góra św Anny: Pielgrzymka mniejszości narodowych
KAI/J

Mimo złej pogody, około 1,5 tys. osób wzięło udział w niedzielnej pielgrzymce mniejszości narodowych na Górę św. Anny. Mottem spotkania było zawołanie z Modlitwy Pańskiej: "Przyjdź królestwo Twoje". Licznie zgromadzonym pielgrzymom przewodniczył abp Alfons Nossol.

Mówiąc o pielgrzymce, opolski biskup podkreślił element łączenia kultur i języków - obecny w przesłaniu pielgrzymki. Zdaniem arcybiskupa taka idea ma niepowtarzalne znaczenie zwłaszcza na Śląsku, który jest pomostem między wschodem a zachodem. - Dzięki różnorodności wzajemnie się ubogacamy, odmienności są "przyprawą" życia wspólnotowego - podkreśla abp. Nossol.

Większość uczestników przyjechała na pielgrzymkę w pełni świadoma, że spotkają się na niej tak odmienne narodowości . Pan Rajmund z Raciborza podkreślił, że głównym motywem jego obecności na Górze św. Anny jest przynależność do mniejszości niemieckiej i okazja do pomodlenia się za przedstawicieli innych narodowości. Dla Krzysztofa z Głogówka ważna jest rodzinna tradycja pielgrzymowania na Górę św. Anny, ale także okazja do poznania "innych".

W ramach pielgrzymki mniejszości narodowych, do sanktuarium na Górze Św. Anny przybyli Niemcy, Polacy , Czesi i Romowie. W ich językach narodowych odbywały się poszczególne części uroczystości, choć jak co roku dominował język niemiecki.

 

 

Po co Śląskowi inteligencja?

„Po co Śląskowi inteligencja? – na to pytanie chcieli odpowiedzieć wczoraj uczestnicy kameralnego, acz doniosłego spotkania w katowickim Rialcie. I – jak to zwykle bywa z dyskusjami panelowymi – odpowiedź na to pytanie nie padła.

Abp Damian Zimoń, Marek Szczepański, Kazimierz Kutz, Henryk Waniek i nieco z boku Michał Smolorz czy ks. Jerzy Szymik – wszyscy oni wokół głównego pytania snuli (podczas debaty lub tuż po niej) swoje opowieści o Śląsku. Choć we wszystkich wypowiedziach próbowano rozprawić się ze śląskim mitem – jako wartością, która banalizuje naszą rzeczywistość – to tak naprawdę ową mitologię skwapliwie budowano.
– Region nie będzie piękniejszy, nie będzie ponad, niż ich liderzy – zwracał uwagę prof. Marek Szczepański, próbując w dyskusję wsączyć nieco socjologicznych danych naukowych. – Obecnie mamy 200 tysięcy studentów, czyli 5 razy więcej niż 10 lat temu. Oni będą budować klasę średnią, inteligencję. Optymistyczne dane kontrowano: raz przypominaniem znanego określenia Kutza o śląskiej dupowatości (Waniek), dwa – apelami, by nie czynić ze Śląska krainy wyjątkowości (abp Zimoń). Zgodzono się, że Ślązacy odczuwają „niezwykłe poczucie tożsamości” (znowu Kutz), co może nabrać specjalnego znaczenia w kontekście procesu uwspólniania Europy. I jeszcze raz zapanowała w sali powszechna zgoda. Gdy Kutz przywołał myśl będącą jego zdaniem „jądrem śląskiej filozofii”: „My to wszystko smolimy”. Po chwili milczenia, przyszedł czas na refleksję. Bo co kryje się pod tym stwierdzeniem? Czy „róbmy swoje mimo przeciwności”, a może „mamy wszystko gdzieś”? Tutaj już zgody nie było.

Debata była połączona z promocją książki Aleksandry Klich „Bez mitów. Portrety ze Śląska” (omówienie we wczorajszym DZ), która zawiera szkice m.in. o Wojciechu Korfantym, Herbercie Bednorzu, Gustawie Morcinku czy Henryku Beresce.

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/736938.html

WIZYTA DYREKTORA GENERALNEGO UNESCO W POLSCE [5.06.2006]

Czwartego czerwca br. na lotnisku we Wrocławiu, minister kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierz Michał Ujazdowski powitał w imieniu Rządu RP dyrektora generalnego UNESCO Koichiro Matsuurę. Najważniejszym punktem wrocławskiego programu pobytu Koichiro Matsuury było uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej oraz wręczenie aktu nominacji Hali Stulecia do wpisu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Hala Stulecia jest trzynastym polskim obiektem na Liście UNESCO, na której figurują m.in. Wielki Mur Chiński, piramidy w Gizeh, Akropol w Atenach. Wzniesiona w latach 1911-1913 według projektu Maksa Berga przy udziale architekta Hansa Poelziga, stanowi przykład pionierskiego osiągnięcia inżynierii i architektury XX wieku.

http://www.mkidn.gov.pl/website/index.jsp?artId=1689

 

Uroczystości we Wrocławiu
Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków
data dodania: 06.06.2007 (data modyfikacji: 06-06-2007)

4 czerwca przed Halą Stulecia we Wrocławiu uroczyście odsłonięto tablicę upamiętniającą wpis obiektu na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

W obecności Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Kazimierza Michała Ujazdowskiego oraz Marszałka Województwa Dolnośląskiego Andrzeja Łosia, dyrektor generalny UNESCO, Koďchiro Matsuura wręczył prezydentowi Wrocławia Rafałowi Dutkiewiczowi certyfikat poświadczający wpis Hali Stulecia na listę światowego dziedzictwa. O wpisie informuje tablica, umieszczona przed głównym wejściem do budowli, którą odsłonięto podczas uroczystości.Wrocław - odsłonięcie tablicy

Przez najbliższy miesiąc o pozostałych 12 miejscach w Polsce, wpisanych na listę światowego dziedzictwa, opowiadać będzie sąsiadująca z tablicą, wystawa przygotowana przez KOBiDZ.

Na tablicy umieszczono napis:

„Hala Stulecia, wzniesiona w latach 1911–1913, jest uznana za jedno z wybitniejszych, pionierskich dzieł architektury XX wieku. Swoim odważnym projektem Maks Berg, architekt miejski Wrocławia, utorował drogę do śmiałego stosowania żelbetu przy konstruowaniu dużych obiektów użyteczności
publicznej. Nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne nadały wnętrzu ogromnej kopuły zadziwiającą lekkość i harmonię.
Wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO potwierdza wyjątkową wartość budowli, zasługującej na ochronę jako dobro całej ludzkości.”

Halę Stulecia wpisano na Listę UNESCO 13 lipca 2006 roku.

http://www.kobidz.pl/app/site.php5/article/7/2429.html

 

Różnorodność nie oznacza obcości
(2007-06-06)

Pielgrzymka mniejszości narodowych w deszczu

Po raz dwunasty na Górze św. Anny odbyła się pielgrzymka mniejszości narodowych. Tym razem pod hasłem „Przyjdź królestwo Twoje”. Arcybiskup Alfons Nossol w homilii podkreślił wartość mniejszości narodowych w społeczeństwie. „To jest dar, a rozwój wymaga wymiany darów między mniejszością a większością”. Ordynariusz zaapelował o budowanie wartości kulturalnych i intelektualnych przez wspieranie tożsamości narodowej. Zwrócił też uwagę na to, że mniejszość niemiecka po piętnastu latach nie doczekała się szkoły z niemieckim językiem wykładowym.


– Być może, patrząc z polityczno-ideologicznego punktu widzenia, istnieć powinien naród jednolity, bez mniejszości narodowych, ale wtedy byłoby tak mało możliwości wzajemnego ubogacania się przez różnorodność – mówił arcybiskup. – Różnorodność nie oznacza obcości! Jan Paweł II powiedział, że musimy się starać korzystać z faktu, że jesteśmy inni.

Żeby dzieci nie wyjeżdżały

Ordynariusz opolski mówił w kazaniu o potrzebie nowej hierarchii priorytetów. – Dla króla Salomona nieważne było bogactwo, ale zdolność odróżniania dobra od zła. Gdzie Jezus, tam jest królestwo Boże. Prośmy o przyjście królestwa Bożego we wszystkich językach świata, w obrębie wszystkich kultur.
– Pogoda w tym roku nie dopisała i stąd tak mało ludzi – mówi pani Elżbieta z Góry św. Anny. Przyjeżdżam tu od początku, ale takiej frekwencji jeszcze nie widziałam.
Jan Kula z Gliwic przyjechał w tym roku do św. Anny prosić ją o to, by jego dzieci nie musiały jeździć do pracy na Zachód, a wnuki na tyle się wykształciły, żeby nie szukać daleko pracy. – Już nie musimy ukrywać swojej tożsamości, jednak ciągle brakuje nam tej jedności, mimo że jest nas coraz mniej.

Mniejszość powinna się angażować

Od lat również Romowie pielgrzymują na Górę św. Anny. Przed mszą św. w grocie lurdzkiej występ artystyczny zaprezentował zespół „Romani” z Kędzierzyna-Koźla.
Pięknie pokazały się również grupy dziecięce z Kolonowskiego, Bytomia i Jemielnicy.
Ksiądz Wolfgang Globisch, duszpasterz grup mniejszości narodowych diecezji opolskiej, zapowiedział, że w przyszłym roku organizacją pielgrzymki zajmą się rady duszpasterstwa mniejszości narodowych. – Również mniejszość niemiecka jako organizacja powinna się bardziej zaangażować w organizację pielgrzymki, najważniejszej w roku dla tej grupy narodowej – uważa ksiądz Wolfgang Globisch.

W. Dobrowolski 
http://www.wochenblatt.pl/php/index.php3?id_art=409

 

Czy "EL Pais" pomówił naród polski

Wrocławska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie pomówienia narodu polskiego przez hiszpański "El Pais"

W marcu Pilar Rahola, lewicowa katalońska nacjonalistka w artykule "Polska wciąż budzi grozę" na łamach dziennika "El Pais" napisała m.in., że Polacy są największymi antysemitami w Europie, a podczas wojny brali aktywny udział w eksterminacji Żydów. Stwierdziła także, że to wprawdzie Niemcy budowali w Polsce obozy koncentracyjne, to jednak "w Polsce zbiegły się dwa nurty antysemityzmu: nazistowski i wywodzący się z wiary chrześcijańskiej". Ambasador Polski w Madrycie Grażyna Bernatowicz przesłała do redakcji dziennika list z wyrazami oburzenia.

Teraz szef wrocławskiej LPR Rafał Orszak złożył w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie "publicznego pomówienia narodu polskiego o odpowiedzialność za zbrodnie nazistowskie". - Ten artykuł to stek bzdur i oszczerstw, bardzo niebezpieczny, bo utrwala stereotyp Polaka-antysemity. Mam nadzieję, że śledztwo skończy się oskarżeniem. Trzeba ukrócić antypolonizm, który szerzy się w Europie Zachodniej - mówi Orszak.

Jakub Przystupa z Prokuratury Rejonowej Wrocław Stare Miasto: - Jest w kodeksie karnym artykuł mówiący o karze za znieważanie narodu polskiego. W tym przypadku śledztwo jest jednak prowadzone na podstawie innego przepisu, który mówi o karze za pomówienie narodu polskiego o udział w zbrodniach nazistowskich.

Ten przepis (art. 132a) wprowadziła do kodeksu karnego w październiku zeszłego roku ustawa o ujawnianiu dokumentów organów bezpieczeństwa państwa (tzw. lustracyjna). Zaskarżył ją do Trybunału Konstytucyjnego m.in. rzecznik praw obywatelskich uznając, że narusza wolność słowa i badań naukowych (TK jeszcze się tym nie zajął).

Śledztwo wrocławskiej prokuratury jest prawdopodobnie pierwszym śledztwem w Polsce dotyczącym pomawiania narodu polskiego o zbrodnie nazistowskie i komunistyczne. - Dopiero się rozpoczyna - mówi prokurator Jakub Przystupa. - Wprawdzie mamy polską wersję artykułu, mimo to musimy zlecić biegłemu tłumaczowi przekład tekstu. Niewykluczone, że będziemy potrzebowali pomocy Hiszpanów. Na przykład, żeby przesłuchać autorkę tekstu. Jest za wcześnie, by już teraz mówić, jak to śledztwo się rozwinie. Na tym etapie jest ono prowadzone "w sprawie", a nie przeciwko jakiejś osobie. Zakładam, że może potrwać około 2-3 miesięcy.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4210038.html?nltxx=856991&nltdt=2007-06-08-09-06

 

Pow. namysłowski,  Książę Wuerttenberg odwiedzi Pokój

Książę Wuerttenberg jest przedwojennym właścicielem miejscowości.

To pierwsza po wojnie oficjalna wizyta tytularnego właściciela Pokoju w rodzinnej miejscowości. Książę będzie honorowym gościem rozpoczynającego się w czwartek (7 czerwca) festiwalu muzyki Carla Marii Webera.
Joanna Ptaszek, wicewójt Pokoju, zapowiada, że pokaże księciu ciekawe zakątki w gminie.
- Chcemy pochwalić się efektami prac konserwatorskich parku krajobrazowego. Dopiero niedawno udało nam się ruszyć z jego renowacją.
Pierwszy koncert, na którym pojawi się książę Wuerttenberg, zaplanowano na godz. 16.00 w kościele ewangelickim.
- Zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę posłuchać dobrej muzyki i spotkać się z księciem. Wstęp na festiwal jest bezpłatny - zachęca Joanna Ptaszek.
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070607/AKTUALNOSCI/70606046/-1/RSS

 

 

39-Ilustracje – Illustrationen

1-Goldene Hochzeit 1908 Joanna und Hans U. Schaffgotsch bei Godulla-Werk,Złote gody w 1908 roku Joanny i Hansa Schaffgotsch w zakładach Godulli.

2-Das Strohhaus von Carl Godulla, den reichsten Mann Schlesiens, 1960 – zerstört   Taki dom ze słomy miał najbogatszy człowiek Slaska - Godulla

3-Plesser Wapien, Thurzo- Promnitz-(mit eine Pfeile und 2 Sterne) Anhalt-Hochberg, herby Psszczyńskich Panów, w tym Promnitza ze strzałą i gwiazdami.

4-Familie Franz Niestroj 1900 in Tichau OS Leopold, Franz, Waldem. Waleria..., Rodzina pradziadka Franza Niestroja w 1900 roku

5-Franz Niestroj mit Waldemar, Waleria und kleines Luzian, Franz Niestroj, legende in Tichau, z dziećmi: Waldeman, Waleria i Lucjan,

6-Familie Niestroj Stammbaum, mein Programmentwicklung 1993-4, Drzewo genealogiczne rodziny Niestroj – urywek, moje oprogramowanie z 1993-4 roku,

7-Tichauer Graf Waldemann (Niestroj); Tyski hrabia Waldemann (Niestroj)

8-Tichauer Ring Kirche Maria-Magdalena-Teich-1918, Tyski rynek, kiedyś 1918 z kościołem i stawem

9-Schule 1792  2007 –in Tichau – Tychy –Historia szkoly Tyskiej od 1792, 1842, 1900 , 1932, 1957-ukonczenie szkoly.

10-Tichauer- Absolvents-1957 – 2007 – 50 Jahre,  Absolwenci Podstawówki z roku 1957.

11-Tichaue Prozession 1955 -und polnische, kommunistische Regime , Boże Ciało procesja w 1955 roku, Kołodziej B i Sczepanek P.K. wydzwaniają, by się nie lękać.

VS & PS  vivat & phoenix silesia  ViP-S

Uwaga -

jezeli nie potrafisz otworzyc zalacznikow, tzn. masz klopoty - prosze ten caly artykul jak gdyby (zainicjowac wyslanie) "przeslac innym" i nie wysylajac - mozesz otworzyc zbiory i je czytac, ogladac... 

Plik Wordowy macie po to by sobie go zapamiętać w waszej bibliotece - i czytać możecie dowolnie, kiedy wam się podoba. p.k. sczep.

Uwaga:  Czytelnicy polscy z ….@wp.pl już od miesiąca nie otrzymują tych artykułów. Jeżeli znasz takich to prześlij im ten artykuł. pkscz

 Es wurde kein Virus gefunden!   Żadnego wirusa nie znaleziono w pliku 070610-Artikel-Sczep.doc - bitte öffnen  -  proszę otworzyć sobie ten plik danych, gdzie jest 39 stron interesujących informacji, dla wszystkich. 

e-Mail: pksczepanek@gmx.de  www.Slonsk.de  www.EchoSlonska.com   www.Slonsk.com  www.SilesiaSuperior.com  www.RegioPolis.net www.Silesia-Schlesien.com   www.dat.proSilesia.net 

Glück-auf  - Na szczęście  -  Peter Karl Sczepanek       Monheim am Rhein 10. 06. 2007

ViP-S