From: Peter K. Sczepanek
Sent: 10. Juni 2007 070610-Artikel-Sczep.doc
Subject: G-8, Godulla, EMC,
BigStuff07, Steinbach, Strachwitz, Bevölkerung,, Opoka, Alojz-problemy, 50-lat
szkoly, Identität-von P.K. Sczepanek
Schlesisch - Christlich - Europäisch czyli:
o Śląsku,
chrześcijaństwie, po
europejsku
Inhalt - spis tresci (Seite, Strona 1-39!)
1 G-8 Gipfeltreffen in Deutschland -
Heiligendamm / Ost See / Balticum (D)
2-Digital erfasste Literatur (D)
2-Kościół
z świętym Michałem w Goduli
(mój urywek z „Michala
Aniola, Kissa”) (PL)
4-„ Die Aufnahme in Ruda O/S im Jahre 1831” (D)
6-EMC Poster Award Dr. Paul Grünfeld Gedächtnispreis.... Reden-Plakette (D)
7-Ankündigung
einer internationalen Tagung zur Erhaltung von Großobjekten des Technischen Kulturgutes:
BigStuff 2007 (D)
10-Erika Steinbach Rede zur
Bundesversammlung am 9. Juni 2007 in der Hessischen Landesvertretung in Berlin (D)
14-Der Bund der
Vertriebenen wird auf (9. Juni 2007) Bundesversammlung in Würdigung ihrer
Verdienste um die Menschenrechte verleihen.
(D)
15-„Erzwungene Wege Flucht und Vertreibung im Europa
des 20. Jahrhunderts“, 17. 06 07 Frankfurt am Main (D)
16-Strachwitz - Panowie Kamieńca, Księżego Lasu i Ziemięcic (PL)
17-Kleine Bevölkerungsgeschichte
Schlesiens - mala historia rozwoju
ludnosci slaskiej (D)
19-The
"Opoka" Foundation has been founded by Polish Bishops Conference (PL, D; GB)
21-Appel der
Polnischen Bischöfe in Sachen Frieden
(D)
23-Pomnik
“Starego Alojza” a “mała ojczyzna” i wielka ojczyzna dzisiaj (PL)
26-Spotkanie po
50-ciu latach w pierwszej Tyskiej szkole podstawowej - (PL)
28-„Nie
ludzką mocą zapalone światło” ks.Blachnicki (PL)
28-Gerade, weil Europa wächst, tut die
Besinnung auf die eigene Identität Not
(D)
30-Nowinki RAS (PL)
39- Ilustracje – Illustrationen (D PL)
G-8 Gipfeltreffen in Deutschland
- Heiligendamm / Ost See / Balticum
8+1-Staaten
finden beim Klimaschutz zusammen
Heiligendamm (dpa) - Die G8-Staaten haben nach jahrelangem Widerstand der USA einen Kompromiss beim Klimaschutz erzielt. Nach den Worten von Bundeskanzlerin Angela Merkel bekennen sich die wichtigsten Industrienationen und Russland zu einer deutlichen Reduzierung der Treibhausgase.
In der Abschlusserklärung heißt es, dass die Staaten die Vorgaben der Europäischen Union, Kanadas und Japans für eine Halbierung der Kohlendioxidemissionen bis 2050 "ernsthaft in Betracht ziehen".
Tschechien
begrüßt Putins Idee für gemeinsame Militärbasis
Umstrittenes
Raketenschild
Tschechien begrüßt Putins Idee für gemeinsame Militärbasis; Moskau entschärft Raketenstreit; Bush wirbt für sein Raketenschild; Bush: Russland ist kein Feind
Der tschechische Ministerpräsident Mirek Topolanek hat den überraschenden Vorschlag des russischen Präsidenten Wladimir Putin für eine gemeinsame Militärbasis mit den USA begrüßt.
Das Wichtigste sei, dass Putin sich im Streit um den geplanten US-Raketenschild, der zum Teil in Tschechien errichtet werden soll, um Einigung bemühe, erklärte Topolanek. Außerdem habe der russische Präsident die Idee der Raketenabwehr als "nützlich" erkannt. Putin hatte auf dem G-8-Gipfel in Heiligendamm vorgeschlagen, eine Radarstation in Aserbaidschan als gemeinsamen russisch-amerikanischen Militärstützpunkt zu nutzen.
Putin habe am Vortag mit dem aserbaidschanischen Präsidenten gesprochen, und dieser sei einverstanden. Bush sagte nach dem Gespräch mit Putin nicht, was er von dem Vorschlag halte. Er betonte lediglich, es sei "besser zusammenzuarbeiten als Spannungen aufzubauen". Sein Sicherheitsberater Hadley sagte, der US-Präsident finde den Vorschlag "interessant". Bush und Putin seien sich darüber einig geworden, dass eine Gruppe von Fachleuten die "Möglichkeiten" ausloten solle. Ein russischer Regierungssprecher sagte, die Amerikaner bräuchten etwas Zeit, um den Vorschlag abzuwägen.
Bundeskanzlerin Angela Merkel (CDU) zeigte sich zufrieden mit dem Gespräch zwischen Bush und Putin. Sie hob im ZDF hervor, dass es ein sehr gutes und konstruktives Gespräch gewesen sei. Beide Seiten hätten auch vereinbart, weiter zu sprechen.
60
Milliarden Dollar gegen Aids, Malaria, Tuberkulose
Heiligendamm (dpa) - Die G8-Staaten wollen 60 Milliarden Dollar für den Kampf gegen Aids, Malaria und Tuberkulose bereitstellen.
In einer Gipfelerklärung bekräftigten die sieben führenden Industrienationen und Russland (G8) ferner, dass sie "fest entschlossen" seien, die vor zwei Jahren im schottischen Gleneagles gegebenen Versprechen zu erfüllen.
Damals war eine Verdoppelung der jährlichen Entwicklungshilfe bis 2010 auf dann 50 Milliarden Dollar beschlossen worden. Die Hälfte des Betrages soll den afrikanischen Ländern südlich der Sahara zu Gute kommen. Die G8-Staaten unterstrichen ihr "starkes Interesse an einem stabilen, demokratischen und prosperierenden Afrika".
Sent: Thursday,
June 07, 2007 Subject:
Digital erfasste Literatur: LINK:
http://www.oberschlesien-aktuell.de/presse/digitalbuch.htm
Die
Bücher sind die großen Schatzhüter des Menschengeschlechts. Das Beste, was je
gedacht und erfunden wurde, bewahren sie aus einem Jahrhundert in das andere,
und sie verkünden, was nur einst auf Erden lebendig war.
(Gustav
Freytag Geb. 13. Juli 1818 in Kreuzburg O/S)
Hinweise
zum Download:
1.Auf
ihrer Festplatte einen neuen Ordner einrichten und benennen z. B.
"digitalbuch"
2.Die
Zip - Exe - Datei von dieser Homepage in ihren neuen Ordner kopieren.
3.Die
heruntergeladene Zip-Exe-Datei anklicken und in den gleichen Ordner entpacken.
4.Es
wird automatisch ein Unterordner eingerichtet in dem alle Buchdatein
gespeichert sind.
5.Den
Unterordner öffnen, die index.html anklicken und Sie können das Buch offline
lesen.
6.Die
heruntergeladene Exe-Datei kann gelöscht werden.
Sie
können die Bücher auch online lesen wenn Sie die html-Datei aufrufen, auf der
1.Buchseite oben,"Seiten vorab laden"aktivieren, geht auch bei einem
langsamen Internetzugang sehr gut.
From: <antonirespondek@onet.eu> Subject: = Asisimilation,
Freiheit, FinisPol, Godulla; chaos-harmonia, Freytag; Maria =
Witejc'e Peter Karl! Do tego
uostatn'igo texta z 3.6.07 dodalis'c'e uobrozek podpisany -
"Karl Godulla Scharley", kery moc'e na wjyrchu.Podle Mje, soom tam
dwa uobrozki. Na dole to możno
je pokozano kero ze Jego gruboow we Szarleju, terozki dz'ieln'icy Pjekor
S'loonzkich. Ale na wjyrchu we koouku, to to podle Mje je Jego chaupa, co stoua
we
Szombierkach (Schomberg)?! Zresztoom we tamtejszym kos'c'ele je Uoon przeca
pochowany.
Uo tym coby ta chaupa mjaua stoc' we Scharleyu, n'ic`ech do terozka n'igdy
n'y suyszou.
>
Antek, pozwola
sobie Ci i innym o Godulli - jeszcze inaczej z moich reminiscencji o Michale
Aniele wg Augusta Kissa w 8-mym rozdziale:
Za czasów
Augusta Kissa, czarodzieja w wykorzystaniu cynku w rzeźbiarstwie, królem
cynku stał się z makoszowskiej domowiny podzodzący Carl Godulla
(1781 - 1848). Skromnego, pilnego, po szkołach u cysterów w Rudach
Raciborskich, zdolnego młodzieńca zauważył hrabia von
Ballestrem, przybyłego z Włoch do Plawniowitz (Pławniowice,
koło Gliwic), dzięki czemu doczekaliśmy się najbogatszego
śląskiego przemysłowca. Jego imprium to kopalnie i huty cynku.
Nawet na haudach żużlowych, po wytopie cynku, na życzenie
Roberga z Wessołej u księcia Pless, sprzedaje Godula setki furmanek
tego żużlu, z którego „alchemik” z Wesolej wydusił wiele cynku w
nowych jego do tego celu skonstruowanych piecach.
Przybranej córce Joannie Gryczik ofiaruje cały jego majątek, a
ona z kolei wraz z mężem hrabią Schaffgotschem, którego
przodkowie od czasów Promnitzów w Pless i Sorau ( Pszczynie i Żarach)
też dorobili się fortuny, wiele swych dóbr przeznaczają na
potrzeby śląskich objektów. Rozbudowują Orzegów, Czarny Las,
Szombierki w Bytomiu, osiedla i kościoły.
Dekanaty bytomski i pszczyński od 1821 zostały przeniesione z
Krakowa do Breslau. Tu zwraca się proboszcz kościoła NMP o
wybudowanie nowego kościoła w Goduli, dzielnicy nowo wybudo-wanego
osiedla robotniczego z godulowych hut cynku i kopalń. Przy
wspomożeniu, już z tytułem szlacheckim: Joanny Gryczik von
Schomberg-Godulla architekci bytomscy, berlińscy i z Pless prof. Julius
Raschdorff, późniejszy budowniczy
słynnej katedry Berliner Dom w 1895 roku, rozpoczynają plany
budowy kościoła św. Józefa, patrona robotników. Styl
okrągłołukowy, sklepień lansowanych przez
kościoły ewangelicko-augsburskie wraz z „Spitzbogenstil” – łuków
zaostrzonych z klasycyzmu włoskiego, zdradzają wpływy architekta
K.F.Schinkela.
Z ołtarzem z 12-ma wieżyczkami, ostro zakończonych,
neogotyckiego stylu, przypominają dzisiaj do złudzenia podobny
ołtarz Schinkela w parku Babelsberg w Poczdamie, z rzeźbą Michała Anioła.
Dla odmiany kościół w Goduli ma na ołtarzu głównym
zmartwychwstałego Chrystusa, zaś
patron św. Józef z Dzieciątkiem Jezus stoi w środku
bocznego ołtarza w asyście obok św. Floriana, patrona hutników,
a z lewej strony św. Michał Archanioł w zbroji rycerskiej w
walce ze smokiem. Jest to jak by skojarzeniem atmosfery tamtych czasów, przed
150 laty: Przeszłość Godulowego kościoła z dzisiaj
odkrytego dla czytelnika, nic nie wiedzących o pomniku Michała
Archanioła w Babelsbergu. Setki takich kościołów powstało
na Śląsku, za czasów Habsburgów - murowanych i drewnianych i wiele
murowanych za czasów pruskich.
W czasie
budowy kościoła godulowego zezłościł się
Schaffgotsch, jako że ks. Szafranek, proboszcz NMP przekroczył, i to
znacznie zaplanowane koszty budowy św. Józefa. Chciano prosty, dla
robotników kościół a zrodziło się arcydzieło na
skalę europejską, w udziale wielu znanych nazwisk architektów i
budowniczych. Dzieło dla ludzkości w chwale naszego Stwórcy, i nas
tym samym Ślązaków identyfikując z Europą. Pogodzono
Schaffgotscha, nadając nowe imię tego kościoła na p.w.
św. Jana, gdy uprzednio świętym Józefem nazwano ołtarz
boczny. Nie na darno znamy imiona Joanna i Hans Schaffgotschafów.
„Uczeniem” księdza Józefa Szafranka, nadzorującego budowę
kościoła był ks. Norbert Bonczyk, pochodzący z rodziny
niemieckojęzycznej, z przyuczeniem języka polskiego na kursach,
lansuje na bazie podwalin pruskiego kościoła polskość dla
szerzącej się grupy Polaków zza Wisły i Przemszy:
...Marząc o sferach niebios, toniesz niemal w błocie.
Nie ku niebu ulatuj: śpiesz ku Chełmskiej Górze,
Tam w pobożnych wieśniaczych procesyji chórze
Błagaj Boga o litość, pątnicze wspomnienia
Osłodzą ci szukanie przyszłego zbawienia.
Norbert Bonczyk
Chełmska
Góra – to wiecie –jest Annaberg – czyli
Gora sw. Anny.
www.Slonsk.com www.EchoSlonska.com p.k.sczep.
To właśnie jest Górny
Sląsk
.
Godulla
und der Anfang der oberschlesischen Industrie
Mitte
des 19. Jahrhunderts erreichte der Aufbau der oberschlesischen Industrie die höchste
Blüte.
Großen
Anteil daran hatten deutsche Industrielle wie: von Donnersmarck, Baildon oder
Winckler. Unter ihnen befand sich auch Karl Godulla, der es durch seine Arbeit,
Wissensdurst und Tatendrang vom Forstburschen zum Industriellen gebracht hatte
und damit ungeheuren Reichtum erwarb.
Für
den Bedarf der oberschlesischen Industrie waren viele Arbeitskräfte
nötig.
Aus Deutschland konnten sie nicht geholt werden, weil dort zur gleicher Zeit
die Industrie sich auch entwickelte. Auf diese Weise blieb nur der Osten - und
tatsächlich
strömten
aus dem damaligen Polen, welches unter dem russischem Joch litt, viele Arbeiter
nach Oberschlesien.
Aus dem
Buch „Oberschlesien - anders”:
„ Die
Aufnahme in Ruda O/S im Jahre 1831”
Als das Land Polen in seiner schwersten Zeit
und Menschen die Unabhängigkeit als verloren wußten,
gab es viele Patrioten weit und breit
welche diese Schmach ertragen mußten.
Russische Willkür und die Macht des Zaren
brachen jeden Widerstand wie ein Sturm der über Felder braust.
Herrscherwille und Gewalt die Gesetzgeber waren,
in Warschau herrschte Großfürst Konstantin mit dem Degen in der Faust.
Am 29. November 1830 nach einer Zarenherrschaft von vielen Jahren
die Geduld der Polen nahm ein Ende –
und unabgesehen von vielen Gefahren
erwartete man in Polen eine neue Wende.
Ein Volksaufstand öffnete den Weg zur Freiheit
und Drang nach eigenen Rechten –
für Wohlstand, Einheit und Gerechtigkeit
waren alle Polen bereit zu fechten.
. Doch die Übermacht des Zaren war zu groß,
die Polen erlitten harte Niederlagen –
im ganzen Lande herrschte ein Chaos
und niemand half den Polen ihr Leid zu ertragen.
Doch Preußen und Schlesier es waren,
die den geschlagenen Polen zur Hilfe eilten –
und trotz mancherlei und vieler Gefahren
nehmen sie die Polen auf und Mut ihnen erteilten.
An einem Oktobertag 1831 es war,
ein kalter Herbstwind über Kattowitz fegte,
als eine bunte und traurige Menschenschar
sich durch die Straßen der Stadt bewegte.
Begleitet von preußischen Gendarmen
am Ring der Stadt waren angekommen,
standen sie da, hungrig und verhärmt die Armen
traurig ihre Gesichter und ihr Blick beklommen.
Polnische Soldaten in abgeschabten Uniformen es waren
mit Frauen und Kindern die Grenze überschritten
waren sie auf der Flucht vor der Rache des Zaren
um in Kattowitz Hilfe und Asyl zu erbitten.
Viele Einwohner der Stadt, manch einer schon in hohen Jahren
eilten voller Mitleid aus ihren Häusern hervor,
denn Laute, welche auch ihnen sehr vertraut waren
klangen aus Kindermund an ihr Ohr.
Die Stadtväter von Kattowitz waren schon erschienen
an ihrer Spitze Friedrich Grundmann, des Königs Inspekteur
stehend auf einem Gerüst von Eisenschienen
bat er mit lauter Stimme um Gehör.
Willkommen Polenfreunde in unserer Stadt,
wir gewähren Euch ein Heim, Arbeit und Brot
und wissen was ein jeder von Euch gelitten hat
darum helfen wir mit aller Kraft zu lindern die Not.
Den Zaren braucht ihr nicht mehr zu fürchten
sein langer Arm reicht nicht bis in unsere Stadt,
und im Gegensatz zu allen falschen Gerüchten
behalte ein jeder was er bei sich hat.
Mit frohen Augen sahen die Flüchtlinge Grundmann an
und ein fröhliches Rufen aus ihren Reihen klang –
und mit einem Male wie ein Mann
ertönte aus ihrer Mitte ein polnischer Dankesgesang.
Die Bürger der Stadt Kattowitz fielen ein,
und trotz des rauhen Windes
hörte man ein leises Stimmelein –
es war das Weinen eines Kindes.
Daraufhin sich Grundmann an die Bürger wandte
mit der Bitte die Ankömmlinge bei sich aufzunehmen –
wobei sich alle Menschen wie alte Bekannte
begrüßten, und niemand schämte sich seiner Tränen.
Nach einigen Tagen, wie es das Gesetz befahl
wurden die Flüchtlinge registriert und aufgenommen
wobei einem jeden gegeben wurde die Wahl
seinem Beruf oder Wünschen nachzukommen.
Auf diese Art und Weise
wurde für die Flüchtigen eine neue Heimat geschaffen –
ihr Leben bewegte sich von nun an auf neuem Geleise,
voller Arbeit, Mühe und Tatenkraft.
Nach diesen Worten erteilte Godulla dem Bergbaubeamten weitere Anweisungen über das Schicksal seiner neuen Untertanen und verschwand wieder in seiner Hütte. Auf diese Weise fanden polnische Freiheitskämpfer des Novemberaufstandes von 1830 in Oberschlesien eine neue Heimat, die sie nicht mehr verließen. ....... Peter Karl Sczepanek
To: pksczepanek@gmx.de Sent: Tuesday, June 05, 2007
Subject: Friedrich W. Graf von Reden und Paul Grünfeld
http://www.gdmb.de/ehrungen/#reden
UND DESHALB BIN ICH STOLZ EIN OBERSCHLESIER ZU SEIN!
Glück
auf Christian mehr darüber:
GDMB Ehrungen EMC Poster Award Preise und Ehrungen, vergeben durch die GDMB
6-EMC
Poster Award
Dr.
Paul Grünfeld Gedächtnispreis
Anlässlich der Hauptversammlung der GDMB Gesellschaft Deutscher Metallhütten- und Bergleute e.V., Clausthal-Zellerfeld, wurde der GDMB am 6. Juni 1986 durch den Sohn von Dr. Paul Grünfeld, Herrn Ernst Grünfeld, London, ein Betrag von 40.000 DM gespendet, um aus dessen Erträgen - dem Zweck der GDMB entsprechend - den technisch-wissenschaftlichen Nachwuchs auf dem Gebiete der Sondermetall-Metallurgie durch Vergabe von Geldpreisen zu fördern.
Dr. Paul Grünfeld wurde am 19.9.1879 in Oberschlesien als 10. Kind eines deutschen Baumeisters geboren. Er war jüdischer Abstammung.
Zwischen 1911 und 1917 gründete er mit technischer Unterstützung von Dr. Jakob Forchheimer seine deutschen und schwedischen Industriebetriebe, denen er 1916 eine erste Bergbauentwicklung (Türkei) hinzufügte. Ende der 20er Jahre wurde er alleiniger Eigentümer seiner Firma. Bald darauf wurden die Vorzeichen der tragischen Entwicklung Deutschlands offenbar.
Einen Monat vor der offensichtlich werdenden Notwendigkeit der Emigration brach Paul Grünfeld zusammen und starb im November 1937.
Während alte Freunde und Kollegen die Gründungsbetriebe seines Lebenswerkes treuhänderisch weiterführten, haben andere und ihre Familien zusammen mit der Grünfeld-Familie das Werk von Paul Grünfeld ausserhalb von Deutschland ständig erweitert.
Der Dr. Paul Grünfeld-Gedächtnispreis soll im Rahmen von Veranstaltungen der GDMB alle 2 Jahre zur Verleihung kommen.
Die Preisvergabe soll in Anerkennung neuartiger und/oder weiterführender Arbeiten auf dem Gebiet der Sondermetalle, sowie ihrer Legierungen, Verbindungen und Rohmaterialien erfolgen.
Bei der Preisvergabe sind insbesondere jüngere Wissenschaftler und Mitarbeiter von Hochschulen und Industrie zu berücksichtigen, die noch nicht über das mittlere Stadium ihrer Berufslaufbahn gekommen sind. Der Preis soll dazu dienen, den Preisträger in seiner technisch-wissenschaftlichen Arbeit wirksam zu fördern. Dieser braucht weder Mitglied der GDMB noch deutscher Nationalität zu sein.
Kandidatenvorschläge mit ausführlicher Begründung richten Sie bitte an die
GDMB-Geschäftsstelle, Paul-Ernst-Straße 10, 38678 Clausthal-Zellerfeld;
E-Mail: GDMB@GDMB.de .
Die Entscheidung über die Preisvergabe liegt bei den Mitgliedern des Fachausschusses Sondermetalle der GDMB.
Reden-Plakette
Anlässlich des 25-jährigen Bestehens der Technischen Hochschule Breslau wurde die Reden-Plakette am 4. Juni 1935 durch die GDMB zur Erinnerung an den Begründer des schlesischen Berg- und Hüttenwesens, Friedrich Wilhelm Freiherr von Reden, gestiftet. Mit ihr sollten junge Diplom-Ingenieure des Berg- oder Hüttenfachs ausgezeichnet werden, die an der T. H. Breslau eine besonders gute Diplom-Prüfung abgelegt hatten.
Die Stiftung der Plakette wurde 1948 erneuert. Seitdem wird sie als Auszeichnung denjenigen Studierenden des Berg- oder Hüttenwesens an deutschen Technischen Hochschulen und Universitäten verliehen, die die Diplom-Hauptprüfung mit Auszeichnung bestanden haben. Der Verleihungsantrag ist durch einen Fachprofessor an das Präsidium der GDMB zu richten.
Georg
Agricola-Denkmünze
Die Gesellschaft stiftete anlässlich ihrer Hauptversammlung in Freiberg/Sachsen 1924 eine silberne Denkmünze, die zur Erinnerung an den Begründer der wissenschaftlichen Behandlung der Mineralogie und des Berg- und Hüttenwesens die Bezeichnung „Georg Agricola-Denkmünze“ führt. Sie wird verliehen für hervorragende Leistungen auf den Gebieten des Metallhütten- oder Bergwesens, durch die wesentliche Fortschritte in diesen Zweigen der Technik in wissenschaftlicher, praktischer oder wirtschaftlicher Hinsicht erzielt wurden. Die Verleihung erfolgt auf gemeinsamen Beschluss des Präsidiums und des Beirats der Gesellschaft.
Sent: Saturday, June 09, 2007
Subject: Ankündigung einer internationalen Tagung zur
Erhaltung von Großobjekten des Technischen Kulturgutes: BigStuff 2007
An alle Interessierten in der Erhaltung des technischen und Industriellen Erbes,
mit
dieser Mail möchten wir Sie über die internationale Tagung BigStuff 2007
"Large technology objects: Beyond conservation – Industrial Heritage
Management" informieren. Bei der Tagung BigStuff 2007 geht es um die
„denkmalgerechte“ Erhaltung und den Umgang mit „großen“ Objekten und Anlagen
aus Technik und Industrie.
Dabei sollen schwierige konservatorische Bedingungen bei Industrieobjekten,
insbesondere „Open Air Sites“ (wie z.B. Fördergerüste, Hochöfen, etc.) im
Mittelpunkt des Interesses stehen. Wir sind dabei an einem umfassenden,
interdisziplinären Blick interessiert: nicht nur (aber auch) die „besten
Rezepturen“ für eine Oberflächenbehandlung sollen diskutiert werden, sondern
vor allem auch Themen wie:
1. Projektplanung bei großen Anlagen: Entwicklung und Nutzung eines allgemeinen Leitfadens (Aktionsplan) zum Umgang mit Industrieanlagen
2.
Management von Anlagen: Chancen und Risiken 3. Reparatur oder Konservierung:
unvereinbare Gegensätze?
4. Unserer Obhut anvertraut: Was heißt das?
5. Pfade durch das Kulturgut: notwendig und belastend!
6. Erhalten zur Verherrlichung der Technik – Objekte in Betrieb zeigen oder
nicht?
7. Konservierung verborgener Schätze: Ermittlung und Erhaltung des
Arbeitswissens früherer Generationen
8. Berufsausbildung im Industriedenkmalsektor: Aus- und Weiterbildung von Akteuren in spezialen Arbeitsfeldern
Mit eingeladenen Vorträgen zu den Fachthemen, Posterpräsentationen, Exkursionen, Workshops und einem Abschlussplenum sollen möglichst viele Teilnehmer an BigStuff 2007 beteiligt werden.
BigStuff
2007 findet vom 11. bis 14. September 2007 im Deutschen Bergbau-Museum Bochum
und dem Westfälischen Industriemuseum Dortmund statt. Am 9. und 10. September
werden Vorexkursionen durchgeführt.
Die Tagung ist international ausgerichtet, die Tagungssprache ist englisch.
Beigefügt ist der Newsletter 02 zur Tagung, der das Tagungsprogramm sowie allgemeine Informationen zur Tagung und den Vorexkursionen enthält. Beigefügt sind weiterhin ein Anmeldeformular, ein Formular zum Einreichen von Beiträgen sowie ein Abstract-template mit dem die Beiträge inhaltlich beschrieben werden können.
Alle Informationen (Newsletter 01 und 02) und Anmeldeformulare stehen auch zum Download bereit auf www.bigstuff07.net (bei Verwendung von Mozilla Firefox können Probleme mit der Anzeige der Seite auftauchen).
Bitte geben Sie diese Information auch an interessierte Kollegen weiter, damit ein möglichst großer Kreis angesprochen werden kann!
Die Organisatoren der Tagung
Dr. Stefan Brüggerhoff (Deutsches Bergbau-Museum Bochum) Kornelius Götz
(Verband der Restauratoren, Bonn) Norbert Tempel (Westfälisches Industriemuseum
Dortmund)
Antwortadresse: E-Mail: info@bigstuff07.net
[VAR]givenName[/VAR]
Bigstuff
Denkmalschutz
/ Materialkunde Telefon:
+49 (234) 968 4032 Fax: +49 (234) 968 4040 E-Mail:
bigstuff07@bergbaumuseum.de
Deutsches
Bergbau-Museum Herner Straße 45 44787
Bochum
http://www.bergbaumuseum.de
Wir laden Sie ein, unsere Sonderausstellungen "Courričres 1906 - Eine Katastrophe in Europa. Explosionsrisiko und Solidarität im Bergbau" sowie Ferner laden wir Sie zu unserer Konferenz "Landschaften: Kulturelles Erbe in Europa" ein (6. - 10. Juni 2007). Näheres erfahren Sie unter: www.dbm-landschaftskonferenz.de
Eine
Einrichtung der DMT-Gesellschaft für Lehre und Bildung mbH Sitz der Gesellschaft: Bochum
Registergericht: Amtsgericht Bochum Handelsregister: B 4052
Geschäftsführung:
Prof. Dr. Jürgen Kretschmann (Vorsitzender)
Bernhard Czapla Dieter Sehrt
BigStuff 2007
Large technology objects:
Beyond conservation – Industrial Heritage Management
Organised by: Deutsches Bergbau-Museum
Bochum (DBM)
and
the Westfälisches Industriemuseum in Dortmund
Supported by: - Verband der Restauratoren
(VDR), FG Technisches Kulturgut
-
Vereinigung der Landesdenkmalpfleger in der Bundesrepublik Deutschland (VdL),
Arbeitsgruppe Industriedenkmalpflege
-
Deutscher Museumsbund (DMB); Fachgruppe Technik- historische Museen
- The International Committee for the
Conservation of the
Industrial Heritage (TICCIH) Deutschland
- International Council of Monuments and Sites
(ICOMOS)
Date: September, 11th
– 14th, 2007
with pre-excursion on the 9th and
10th of September
Aim of the conference (as already stated
in Newsletter 01)
The conference is aimed to all of those who
are involved with the preservation of large
industrial heritage objects.
For more than 20 years increasing numbers of
industrial sites have been declared as
monuments. Because of their specific design,
their large extent and their high complexity,
they were not intended to survive for
eternity. Therefore they exceed all dimensions and
aspects of monument care practised so far.
Long-term experience with these sites has
shown that emergency-based measures,
determined by restricted resources - e.g.
“ageing” or “controlled decay” – have limited
usefulness.
Meanwhile, in most cases the actual budgets do
not allow for thorough conservation and the
scheduled high level maintenance of all
components of an industrial monument site.
Therefore a never-ending chain of unscheduled,
corrective maintenance measures –
sometimes urgent, last-minute actions – has to
be executed.
An insufficient budget for the rapid
conservation of an entire site often results in a decision to
abandon large parts of a heritage site “as a
precaution.”
For the near future we have to develop
appropriate methods to deal with large industrial
monuments. Aso
Contact:
Conference
office: Dr. Stefan Brueggerhoff
Deutsches Bergbau-Museum Bochum Herner Strasse 45 45475 Bochum
Germany
phone: +49-234 / 968
4032 fax: +49-234 / 968-4040 mail to: info@bigstuff07.net or
stefan.brueggerhoff@bergbaumuseum.de internet: www.bigstuff07.net
Conference locations: Deutsches Bergbau-Museum Bochum Am Bergbaumuseum 28, D-44791 Bochum
http://www.bergbaumuseum.de/englishstart.html
and
Westfaelisches Industriemuseum, Hochofenwerk Henrichshuette Werksstraße 31-33, 45527 Hattingen
http://www.lwl.org/LWL/Kultur/wim/S/hattingen/English_version/
presse-bdv - Sent: Friday, June 08, 2007
Subject: Rede Erika Steinbach MdB
auf der BdV-Bundesversammlung am 9.6.07 in Berlin, Bund der Vertriebenen
verleiht Ehrenplakette an Barbara Stamm
Sehr geehrte Damen und Herren,
in Anlage übersenden wir eine Pressemitteilung des Bundes der Vertriebenen:
Rede Präsidentin Erika Steinbach MdB auf der Bundesversammlung am 8. Juni
2007 in Berlin
Bund der Vertriebenen verleiht Ehrenplakette an Barbara Stamm
Mit freundlichen Grüßen Bund
der Vertriebenen - Vereinigte
Landsmannschaften und Landesverbände e.V. -Godesberger Allee 72-74 53175 Bonn
Godesberger Allee 72-74,
53175 Bonn, Tel. 0228 / 81 007-0, Fax: 0228 / 81 007-50
BUND DER VERTRIEBENEN Vereinigte Landsmannschaften und Landesverbände e.V.
Erika Steinbach MdB Präsidentin des Bundes der Vertriebenen
Rede zur Bundesversammlung am 9.
Juni 2007 in der Hessischen Landesvertretung in Berlin
Der Rückblick auf das verflossene Jahr seit unserer letzten
Bundesversammlung ist von zwei
gegensätzlichen Entwicklungen geprägt.
Einerseits schrumpft die Erlebnisgeneration. Die Zahl der Menschen
nimmt ab, die uns als
Zeitzeugen berichten können. Andererseits aber, und das ist höchst
erfreulich, hat das
Thema Vertreibung der Deutschen eine Intensität im öffentlichen
Bewusstsein erlangt, wie
seit Jahrzehnten zuvor nicht. Verschwunden aus der
Berichterstattung sind inzwischen auch
Mitleidlosigkeit oder – was noch schlimmer war – Häme, oder solche
Thesen wie „gerechte
Strafe“. Es gibt reges Interesse, es gibt Mitgefühl und es gibt
neues Engagement für diesen
einschneidenden Teil deutschen Geschichte.
Jetzt hat sich auch der Spielfilm unseres Schicksals angenommen.
„Die Flucht“ mit Maria
Furtwängler hatte traumhafte Einschaltquoten mit jeweils über 10
Millionen Zuschauern pro
Sendeteil. Zur Zeit laufen die Vorbereitungen zu einem Spielfilm
über den Untergang der
„Wilhelm Gustloff“. In der nächsten Woche werde ich mir die
Dreharbeiten ansehen können.
Und treffe dabei auch mit Heinz Schön, Überlebender dieser größten
Schiffskatastrophe
zusammen.
Unser traditioneller Jahresempfang in Berlin hat Jahr für Jahr
höhere Besucherzahlen.
Inzwischen sind wir seit drei Jahren bereits in den größten Raum
des Opernpalais
umgezogen. Das zeigt deutlich, dass Schranken von Vorurteilen
gefallen sind. Bis auf einige
Ewiggestrige gibt es eine große Dialogbereitschaft.
Auf allen Ebenen trägt der BdV durch seine Mitgliedsverbände und
ihre zahllosen
Einzelmitglieder zur Bewusstseinprägung bei. Auf Bundes-, Landes-
und kommunaler Ebene
haben unsere Landsmannschaften und Landesverbände unbeirrt
uneigennützige wertvolle
Arbeit zum Wohle der ganzen Gesellschaft geleistet.
Bürgerschaftliches Engagement war und ist eine tragende Säule in
allen Teilen unseres
Verbandes.
Der BdV und seine Mitgliedsverbände haben sich bei der
Eingliederungshilfe, der
ostdeutschen Kulturarbeit und der grenzüberschreitenden
Zusammenarbeit mit den östlichen
Nachbarn engagiert und bewährt.
In unserer Bundesgeschäftsstelle können wir feststellen, dass das
Jahr 2006 unter dem
Vorzeichen eines ungebrochenen und erfreulich starken Interesses
an den Fragen der
deutschen Heimatvertriebenen und an den Folgen von Flucht und
Vertreibung der Deutschen
stand. Anfragen kamen nicht nur aus dem journalistischen Bereich,
sondern gerade auch
von Wissenschaftlern, Examenskandidaten, Studenten und
interessierten Menschen aus
dem In- und Ausland.
–
2 –
Nationaler Gedenktag für die Opfer von Deportation, Vertreibung
und Zwangsarbeit
Die
Zeit ist reif für einen Nationalen Gedenktag. Wir fordern einen Nationalen
Gedenktag zu
schaffen,
an dem der Opfer von Deportation, Vertreibung und Zwangsarbeit gedacht wird, an
dem
der Versöhnungswille der deutschen Heimatvertriebenen gewürdigt wird und an dem
gemahnt
wird, Vertreibung als Mittel von Politik zu ächten.
Kultur
Das
kulturelle Erbe der deutschen Heimatvertriebenen ist gesamtdeutsches Kulturgut.
Die
gesetzliche Verpflichtung des Bundes und der Länder dieses Kulturgut zu
erhalten und
weiter
zu entwickeln ist richtig und wichtig.
Nur
einige Schwerpunkte will ich herausgreifen:
Neben
den bestehenden Landesmuseen sollen die bisher fehlenden Museen wie ein
Sudetendeutsches
Museum, ein Museum für Ost-Brandenburg und ein Museum für die
deutschen
Siedlungsgebiete in Russland seine Geschichte und das Schicksal der Deutschen
aus
Russland eingerichtet werden.
Die
wissenschaftlichen und zentralen Kultureinrichtungen der Vertriebenen sollen in
ihrer
Existenz
gesichert und ihre Arbeit mittels spezifischer Projekte angemessen gefördert
werden.
Die
kulturelle Breitenarbeit der Landsmannschaften als Träger der kulturellen
Identität ist
personell
und sachlich wieder angemessen zu fördern, am besten durch den Einsatz eigener
hauptamtlicher
Kulturreferenten.
Die
umfangreiche ehrenamtlich geleistete Arbeit in den Hunderten von Heimatstuben,
Heimatsammlungen,
kleineren Privatmuseen ist vom Bund und den Ländern zu unterstützen
und
zu fördern. Die Vertriebenen und ihre Nachkommen dürfen als Träger dieser
Kultur nicht
ausgegrenzt
werden, ihre Sach- und Landeskunde über die Heimat- und Herkunftsregionen
bleiben
unverzichtbar.
Die
Geschichte der Vertreibungsgebiete und das Schicksal ihrer Bevölkerung ist in
den
Lehrplänen
und den Lehrbüchern der Schulen und vor allem in der Lehreraus- und -
fortbildung
stärker zu berücksichtigen. Wir begrüßen es sehr, dass – dem Vorbild Baden-
Württemberg
folgend – inzwischen auch weitere Länder wie Hessen, Sachsen und
Niedersachsen
die Lehrerhandreichung „Umsiedlung, Flucht und Vertreibung der Deutschen
als
internationales Problem“, die es ohne das Engagement unseres Landesverbandes
Baden-Württemberg
nicht gäbe, herausgegeben haben.
Die
Kultur der Vertriebenen ist integraler Bestandteil der gesamtdeutschen Kultur
und steht
weder
neben noch außerhalb dieser.
Offene Vermögensfragen
Im
Verhältnis zu einigen unserer östlichen Nachbarstaaten, vor allem zur Republik
Polen und
zur
Tschechischen Republik gibt es offene Fragen, die vor allem die Fragen der
unbestritten
völkerrechtswidrigen
Enteignungen der deutschen Vertriebenen betreffen. Von Seiten der
Vertriebenen
ist dieses Problem nicht zu lösen, auch nicht durch den BdV. Verbindliche
Regelungen
können nur von staatlicher Seite getroffen werden. Alle Bundesregierungen
haben
bis heute die Völkerrechtswidrigkeit der entschädigungslosen Konfiskationen
deutschen
Privatvermögens betont.
Im
Interesse Deutschlands, des Rechtsfriedens in Europa und guter Nachbarschaft
führt nur
eine
Lösung dieser noch offenen Fragen zu dauerhafter Befriedung. Seit vielen Jahren
fordert
der BdV gemeinwohlverträgliche Lösungen unter Einbeziehung der Nachbarn und
der
Vertriebenen. Es müsste das Anliegen aller sein, eine einvernehmliche Lösung zu
–
3 –
erarbeiten.
Wer gute nachbarschaftliche Beziehungen zukunftsfest gestalten will, der muss
völkerrechtswidrige
Defizite aus dem Weg räumen. Das ist eine längst überfällige Aufgabe
der
Politik, auch deutscher Politik. Verweigern sich die betroffenen Regierungen,
kann die
Vergangenheit
nicht vergehen.
Eine
Politik neo-nationalistischer Verengung und Verhärtung, wie wir sie seit
eineinhalb
Jahren
vor allem in Warschau beobachten, ist auf Dauer nicht europatauglich.
Deutsche aus Russland
Der
Bund der Vertriebenen steht engagiert mit allen seinen Landsmannschaften und
Landesverbänden
an der Seite der Deutschen aus Russland, nicht aus Pflicht, sondern aus
vollem
Herzen.
Seit
Mitte/Ende der 80er Jahre ist auch für die Russlanddeutschen endlich die freie
Ausreise
nach
Deutschland möglich.
Bis
zum heutigen Tage sind diese Deportations- und Zwangsarbeiteropfer weder
angemessen
entschädigt worden noch hat man sie vollständig rehabilitiert und ihnen die
Rückkehr
in die angestammten Siedlungsgebiete ermöglicht. Deshalb ist Deutschland der
einzige
Hort der Sicherheit.
Wer
nach Deutschland bisher nicht ausreisen konnte, lebt zumeist nach wie vor in
den vom
stalinistischen
Regime zugewiesenen Verbannungsorten.
Alle
Landsmannschaften und Landesverbände des BdV stehen aus tiefer Überzeugung
hinter
den Forderungen der Russlanddeutschen.
Das
Kriegsfolgenschicksal ist ein gemeinsames Schicksal eines ganzen
Familienverbandes,
von
dem auch die angeheirateten Ehepartner nachhaltig mit betroffen sind.
Es
ist heute für eine deutsche Familie aus den GUS-Staaten schwieriger als je
zuvor hierher
nach
Deutschland einzureisen. Die jährlichen Aufnahmezahlen vor allem für Russland
und
Kasachstan
sind von 2003 bis 2006 um fast 90 % (!) zurückgegangen.
Weitere
Verschärfungen sind unerträglich. Im Gegenteil, wir brauchen Erleichterungen,
um
die
Familien nicht auseinander zu reißen.
Wir
alle wissen, dass ohne ausreichende Sprachkenntnis das Einleben in Deutschland
schwer
ist. Auch die Deutschen aus Russland wissen das.
Deshalb
appelliere ich an Sie alle, helfen Sie denen, die noch kein Deutsch verstehen
und
üben
Sie Druck auf diejenigen aus, die nicht engagiert genug die deutschen Sprache
erlernen.
Nur eine gemeinsam gesprochene Sprache macht das gegenseitige Verstehen
möglich.
Es
ist allerdings längst überfällig, dass nicht nur von den deutschen
Spätaussiedlern
Sprachkenntnisse
eingefordert werden, sondern auch von hier lebenden Ausländern und
deren
nachziehenden Familien.
Mit
großem Unverständnis registriere ich deshalb, dass mancher das für unzumutbar
hält. So
jüngst
das in einer Sitzung des Menschenrechtsausschusses des Deutschen Bundestages
von
dem GRÜNEN-Vertreter geäußerte Argument: Man könne aufgrund der geographischen
Gegebenheiten
einer Türkin in Anatolien doch nicht zumuten Deutsch zu lernen. Wer, meine
lieben
Freunde, hat denn seinerzeit ein Wort des Verständnisses mit den Problemen
Deutscher
in Kasachstan gehabt, die beim Spracherwerb vor geographisch ungleich
größeren
Problemen standen? Niemand, außer uns!
Deshalb
gibt es eine besondere Verpflichtung Deutschlands, Solidarität und Zuwendung
für
unsere
geschundenen Landsleute zu zeigen.
Ich
danke allen, die gegen den oftmals herzlosen Zeitgeist Solidarität mit den
Deutschen aus
Russland
geübt haben und Hilfestellung gegeben haben.
–
4 –
Deutsche in der Heimat
Die
kleinen deutschen Volksgruppen in den Heimatgebieten brauchen unsere Hilfe und
unseren
Beistand. Insbesondere unsere Landsmannschaften leisten hier Vorbildliches. Wir
erwarten
aber, dass Deutschland auch weiterhin seinen Beitrag zur Entwicklung der
deutschen
Volksgruppen und Minderheiten leistet. Insbesondere auf dem Gebiet der Kultur
ist
diese Hilfe unverzichtbar. Der BdV, die Landsmannschaften und die vielen
Heimatkreis-
und
Heimatortsgemeinschaften sind nach wie vor gesuchte Partner der Landsleute in
den
Heimatgebieten
und knüpfen auch vielfältige Kontakte zu den anderen dort heute lebenden
Menschen.
Die Vertriebenen und Aussiedler, die Land, Leute, Sprache und Mentalitäten im
Osten
besser als andere kennen, werden ihrer Heimat auch in Zukunft verbunden
bleiben.
ZENTRUM GEGEN VERTREIBUNGEN
Ich
habe zu Beginn von großem öffentlichen Interesse gesprochen.
Eines
wird deutlich, wenn man zurückschaut: Initialzündung für dieses gewaltige
Interesse
war
der Entschluss des BdV im Jahr 2000 die Stiftung ZENTRUM GEGEN
VERTREIBUNGEN
zu gründen.
Es
lässt sich bei der Auswertung der Medienberichterstattung deutlich verfolgen,
dass seit
diesem
Zeitpunkt ein lebhaftes Interesse für unser Schicksal erwacht ist.
Dazu
beigetragen haben renommierte Persönlichkeiten, die sich an die Seite der
Stiftung
gestellt
haben.
Dazu
beigetragen hat unsere ausgezeichnete Stiftungskonzeption.
Dazu
beigetragen hat aber auch eine kontroverse Debatte über unsere Stiftung und
ihre
Ziele.
Insofern
gilt heute mein Dank auch den ausgewiesenen Gegner unserer Stiftung wie Gesine
Schwan,
Wolfgang Thierse oder Markus Meckel und natürlich unseren unermüdlichen
polnischen
Nachbarn. Ohne ihren hinhaltenden Widerstand wäre das lebhafte Interesse
vielleicht
nicht erwacht.
Die
Ausstellung „Erzwungene Wege“ im Berliner Kronprinzenpalais hat innerhalb von
nur
acht
Wochen Dauer und bei einem Eintrittspreis von 5 Euro rund 60.000 Besucher
verzeichnet.
130 Schulklassen haben die Ausstellung besucht. Sie war ein voller Erfolg!
Jetzt
haben wir eine Wanderausstellung daraus konzipieren lassen.
Erste
Station wird die Frankfurter Paulskirche sein. Eröffnung ist am 17. Juni im
Rahmen der
„Franz-Werfel-Menschrechtspreisverleihung“
unserer Stiftung. Nächste Station ist ab
November
München. Im Bayerischen Hauptstaatsarchiv, einem hochrangigen Ort, werden
wir
dort die europäischen Schicksale präsentieren können.
Die
Mittel für die Wanderausstellung hat auf Initiative von Volker Kauder,
Vorsitzender der
CDU/CSU-Bundestagsfraktion,
die Bundesregierung bereitgestellt.
Als
nächstes will unsere Stiftung eine Ausstellung über Kultur- und die
Siedlungsgeschichte
der
deutschen Vertriebenen vorbereiten. Dazu brauchen wir wieder viel finanzielle
Unterstützung.
Ohne
unsere Stiftung hätte die Bundesregierung mit Sicherheit keine
Koalitionsvereinbarung
geschlossen,
in der sie sich verpflichtet ein „sichtbares Zeichen zu Flucht und Vertreibung
in
Berlin“
zu errichten.
Es
ist eine längst überfällige Verpflichtung Deutschlands, endlich eine
Dokumentationsstätte
in
Berlin zu errichten, in der das Schicksal der deutschen Heimatvertriebenen und
Aussiedler
und
ihre Siedlungsgeschichte deutlich werden. Von diesem Schicksal ist nahezu jede
vierte
–
5 –
Familie
in Deutschland direkt oder indirekt betroffen. Es geht alle in Deutschland an,
denn es
ist
ein Teil unserer deutschen Identität und unseres kulturellen Erbes, der uns
prägt.
Das
im Koalitionsvertrag der Bundesregierung vereinbarte „sichtbare Zeichen“ zu
Flucht und
Vertreibung
ist leider derzeit noch völlig unsichtbar. Ich bin aber zuversichtlich, dass es
zu
einer
guten Lösung kommen wird.
Eines
ist dabei aber erforderlich. Über die Köpfe der Betroffenen hinweg, kann und
darf eine
solche
Einrichtung nicht entwickelt werden.
Ich
begrüße sehr, dass der Hessische Ministerpräsident Roland Koch verkündet hat,
dass
das
Land Hessen Pate unserer Stiftung werden wird. Hessen ist damit das erste
Patenland.
Erfreulich
ist auch, dass Ministerpräsident Edmund Stoiber anschließend gleichfalls
Bayerns
Bereitschaft
dazu erklärt hat. Mein Dank gilt in diesem Zusammenhang auch der bayerischen
SPD,
die seit drei Jahren im bayerischen Landtag wiederholt den Antrag gestellt hat,
Bayern
möge
Pate unserer Stiftung werden.
Nach
einem sehr erfolgreichen verflossenen Jahr stehen uns jetzt große
Veranstaltungen
bevor.
Der Tag der Heimat am 18. August in Berlin fordert jetzt schon unsere Kräfte.
Mit
Ministerpräsident Roland Koch und dem Präsidenten des Europäischen Parlaments
Hans-Gert
Poettering haben wir zwei herausragende Festredner.
Am
22. Oktober schließlich begehen wir im Berliner Kronprinzenpalais den 50.
Geburtstag
unseres
Verbandes. Natürlich wollen wir diesen Geburtstag angemessen begehen.
All
das fordert unsere Bundesgeschäftsstelle, unsere Mitarbeiter bis an die Grenzen
der
Belastbarkeit.
Ich
danke sehr für kompetente und engagierte Arbeit ohne die eine gute öffentliche
Wirkung
nicht
möglich wäre. Stellvertretend für alle gilt mein Dank natürlich unserer
Generalsekretärin
Michaela
Hriberski.
Für
ein gutes und kameradschaftliches Miteinander danke ich sowohl dem Präsidium
als
auch
allen Mitgliedern unseres Verbandes.
Im
neunten Jahr meiner Amtszeit kann ich konstatieren:
Dieses
Amt hat mich sehr gefordert und es hat Kräfte in mir geweckt, von denen ich
keine
Ahnung
hatte. Keinen Tag dieser neun Jahre möchte ich missen.
PRESSEMITTEILUNG 8. Juni
2007
www.Bund-der-Vertriebenen.de Herausgeber: Bund der
Vertriebenen Vereinigte Landsmannschaften und Landesverbände e.V. Godesberger Allee 72-74 53175 Bonn
Pressesprecher: Walter Stratmann Walter.Stratmann@bdvbund.de
Bund der Vertriebenen
verleiht Ehrenplakette an Barbara Stamm
Der Bund der Vertriebenen wird
auf (9. Juni 2007)
Bundesversammlung in Würdigung
ihrer Verdienste um die
Menschenrechte der bayerischen
Staatsministerin a. D. und
Vizepräsidentin Barbara Stamm
die Ehrenplakette des Bundes der
Vertriebenen verleihen.
Dazu erklärt das Präsidium:
Als
Staatssekretärin und Staatsministerin war Barbara Stamm vor wie
nach
der „Wende“ 1989/90 immer ein fairer und aufgeschlossener
Partner
der Vertriebenen und Aussiedler und auch der Deutschen in den
Heimatgebieten,
deren Belange in die Zuständigkeit ihres Hauses fielen.
Während
ihrer Amtszeit hatte Bayern einen erheblichen Anteil der
Aufnahme
von Aussiedlern zu meistern, und es ist gerade der damaligen
Sozialministerin
zu danken, dass dies großartig gelungen ist. Ihre
warmherzige
und mütterliche Art hat ihr die Herzen der Vertriebenen
zufliegen
lassen.
In
ihre Amtszeit fielen auch die Errichtung einer Gedenktafel für die Opfer
der
Vertreibung in der Bayerischen Staatskanzlei und des zentralen
Denkmals
für Flucht und Vertreibung mitten in Nürnberg, was die
Überlebenden
der Vertreibung dankbar auch als Würdigung ihres
eigenen
Beitrags zum Wiederaufbau Deutschlands und Bayerns nach
1945
zur Kenntnis genommen haben.
Nach
Öffnung der Grenzen, die zu einer drastischen Erhöhung der Zahl
der
in die Bundesrepublik kommenden Aussiedler aus den früheren
Ostblock-Staaten
führte, hat Barbara Stamm als federführende Ministerin
viele
noch heute wirkende kulturelle, zivilgesellschaftliche und humanitäre
Initiativen
insbesondere in den böhmischen Ländern, in Rumänien und
Ungarn
unterstützt.
Als
Mitglied im 1997 gebildeten deutsch-tschechischen Gesprächsforum
war
sie immer eine zuverlässige Partnerin der dort gleichfalls vertretenen
sudetendeutschen
Landsleute. Bereits 2000 wurde Barbara Stamm auch
darum
mit der höchsten Auszeichnung der Sudetendeutschen
Landsmannschaft,
dem Karlspreis geehrt.
Barbara
Stamm war und ist eine unermüdliche Streiterin für die Rechte
der
Vertriebenen. Mit der
Verleihung der Ehrenplakette erhält sie die
höchste
Auszeichnung des BdV, die vor ihr auch schon Altbundeskanzler
Konrad
Adenauer, Reichstagspräsident a.D. Paul Löbe und der
Staatspräsident
von Estland, Lennart Meri, sowie viele andere
bedeutende
Persönlichkeiten erhalten haben.
Barbara
Stamm wurde am 29. Oktober 1944 im schwäbischen Bad
Mergentheim
geboren und zog bereits 1976 in den Bayerischen Landtag
ein,
wo sie zur Zeit das Amt der I. Vizepräsidentin bekleidet.
presse-zgv Sent: Tuesday, June 05, 2007
Subject: Pressemitteilung: Die
Wanderausstellung "Erzwungene Wege . Flucht und Vertreibung im Europa des
20. Jahrhunderts"
Sehr geehrte Damen und Herren,
in Anlage übersenden wir eine Pressemitteilung des ZENTRUM GEGEN VERTREIBUNGEN:
Die Wanderausstellung
„Erzwungene Wege
Flucht und Vertreibung im Europa des 20. Jahrhunderts“
Wird am Sonntag, 17. Juni 2007 um 11.00 Uhr
in der Paulskirche zu Frankfurt
am Main
im
Rahmen der feierlichen Verleihung des Franz-Werfel-Menschenrechtspreises an den
ungarischen
Schriftsteller und Essayisten György Konrád durch den Präsidenten des
Hessischen Landtags Norbert Kartmann eröffnet. im Rahmen der feierlichen Verleihung des
Franz-Werfel-Menschenrechtspreises an den ungarischen Schriftsteller und
Essayisten György Konrád durch den Präsidenten des Hessischen Landtags Norbert
Kartmann eröffnet.
Für die Presse bieten wir eine Vorbesichtigung der Ausstellung
am Samstag, 16. Juni 2007 um 18.00 Uhr
in der Paulskirche
an. Anmeldung
bei unserem Organisationsbüro unter der Telefon-Nr.: 0228 / 81007-49.
Zur Ausstellung:
Die Wanderausstellung basiert auf der Ausstellung gleichen Namens,
die vom 10. August bis
29. Oktober 2006 in Berliner Kronprinzenpalais gezeigt wurde und
mit über 60.000 Besuchern davon 130 Schulklassen überaus erfolgreich war.
Ausstellungskonzeption und Realisierung übernahmen wieder
Katharina Klotz, Doris Müller-
Toovey (Klotz/Müller-Toovey GbR, Berlin) und Wilfried Rogasch.
Veranstalter sind der Bund der
Vertriebenen in Zusammenarbeit mit der Stiftung ZENTRUM GEGEN
VERTREIBUNGEN.
Die Ausstellung zeigt Schicksale von Flucht und Vertreibung und
durchmisst zeitlich und räumlich das Europa des 20. Jahrhunderts. Eine
chronologische Linie bietet einen Überblick über die unterschiedlichen
Erscheinungsformen von Flucht, Vertreibung und Genozid im 20.
Jahrhundert. Diese Ereignisse werden jeweils in ihrem historischen
Kontext behandelt. Neben den menschlichen Tragödien werden auch die kulturellen
Verluste dargestellt.
Zeitzeugenberichte reflektieren europäische Einzelschicksale.
Als Hauptursache für Vertreibungen ethnischer Gruppen und Minderheiten
steht vor allem die Idee des ethnisch homogenen Nationalstaates. Menschen
wurden auf den Weg gezwungen oder vernichtet, weil sich Staaten davon eine
Frieden fördernde Wirkung versprachen oder weil diese Gruppen gewaltsamen
Hegemonialansprüchen im Weg standen. Rassismus und Antisemitismus waren
unabhängig vom Nationalismus eigene Motive für Vertreibung und Vernichtung.
E-MAIL INFO@Z-G-V.DE * INTERNET WWW.Z-G-V.DE * SPENDENKONTO: DEUTSCHE BANK * KTO-NR 311 2000 *BLZ 380 700 24
2
Die
unterschiedlichen Beweggründe und Rahmenbedingungen für Vertreibungen werden am
Beispiel
folgender Schicksale sichtbar gemacht:
•
1912/13 Der Zerfall des Osmanischen Reiches
•
1915/1916 Der Völkermord an den Armeniern
•
1922/23 Der Bevölkerungsaustausch von Griechen und Türken
•
Ab 1933 Die Vertreibung der Juden in Deutschland: Der Beginn des
Holocaust
•
1939/40 bis 1944/47 Die Umsiedlung der Finnischen Karelier
•
1939 bis 1949 Zwangsumsiedlungen, Vertreibungen und Deportationen der
Polen, der
Ukrainer
und im Baltikum
•
1940 bis 1947 Vertreibung von Ungarn und aus Ungarn
•
1944 bis 1946/48 Die Vertreibung und Verschleppung der Deutschen am
Ende des Zweiten
Weltkrieges
•
1945 bis 1954 Die Vertreibung der Italiener am Ende des Zweiten
Weltkrieges
•
1963/1964 und 1974 Der Zypern-Konflikt
•
1990er Jahre Kriege und Vertreibungen im ehemaligen Jugoslawien:
Das
Beispiel Bosnien und Herzegowina Veranstaltungsort Paulskirche, Frankfurt am
Main Eintritt frei
Ausstellungsdauer 18.6.2007
bis Ende Juli 2007 Öffnungszeiten
täglich von 10 bis 17 Uhr
From: Christian To: 'Peter Karl Sczepanek' Sent:
Sunday, June 10, 2007 3:03 PM
Subject: vertriebene Schlesier
Stona Montes Tarnovicensis - Tarnowskie Gory – z wieloma ciekawymi info:
m.in.:
Die schlesische Familie Strachwitz wurde in 1945 vertrieben.
Der Autor schreibt da: „Wszyscy
Strachwitzowie musieli opuścić swe dobra po II wojnie
światowej.”SIE WURDEN VERTRIEBEN!
http://www.montes.pl/Montes_7/montes_nr_07_23.htm
Strachwitz
Panowie Kamieńca, Księżego Lasu i Ziemięcic
Rodzina Strachwitz von Groß-Zauche und Camminetz należy do
najstarszych śląskich rodów. Ich nazwisko pochodzi od Strachowic na
Dolnym Śląsku (dziś dzielnica Wrocławia).
Najstarszego z rodu Wojsława ze Strachowic
wspomniano w dokumencie z 1285r. Dosyć długo musieli czekać na
pierwsze zaszczyty.
W 1630r. cesarz Ferdynand II Habsburg nadał w
Ratyzbonie braciom Krzysztofowi i Maksymilianowi tytuł baronów cesarstwa
(niem. Reichsfreiherr)
von Strachwitz und Groß-Zauche (Groß Zauche = pol. Sucha Wielka). Krzysztof
był radcą cesarskim oraz prałatem i kanonikiem we
Wrocławiu.
Herb Strachwitz:
czarny łeb knura na złocie, nad hełmem z czarno-złotymi
labrami dwa (czarne i złote) pióra strusie
Maksymilian natomiast radcą biskupa wrocławskiego. Obaj zmarli bez
męskich potomków. W kolejnych stuleciach jednak stopniowo inni
członkowie rodu zaczęli używać także tytułu
baronów. W XVIII wieku najbardziej znanym był Jan Maurycy i jego krewniak
Karol Józef.
Jan Maurycy
urodził się zimą 1721r. Gdy miał 27 lat jako kanonik
zasiadł w kapitule wrocławskiej. W 1761r. uzyskał tytularne
biskupstwo Tyberiady oraz został biskupem-sufraganem przy biskupie
wrocławskim Filipie Gothardzie Schaffgotschu. Dwa lata później
został mianowany generalnym wikariuszem. Po wygnaniu biskupa Filipa
Gotharda do Austrii w 1766r. został wikariuszem apostolskim diecezji
wrocławskiej (dla części pozostałej w granicach pruskich).
Zmarł w styczniu 1781r. we Wrocławiu.
.....
500 lat temu
Wiek XVI był przełomem w dziejach ludzkości.
Rozpoczęła się era nowożytna. Zdecydowanie zmieniło
się także oblicze ziemi tarnogórskiej. Powstało miasto
Tarnowskie Góry.
Około 1490r. legendarny chłop Rybka miał
wyorać na swym polu kruszec srebra i ołowiu. Dzięki badaniom
Bernarda Szczecha, który zrekonstruował Rejestr wolnych chłopów ziemi
bytomskiej - uznawany za najstarszy Urbarz na Górnym Śląsku - wiemy,
że ów Rybka miał na imię Jan. Także jego należy
uznać za współzałożyciela i pierwszego obywatela naszego
miasta.
Pomnik księcia Jana II Dobrego w Opolu
Odkrycie na
tarnowickich polach stało się szeroko znane. Zewsząd przybywali
poszukiwacze fortun. Aby uporządkować ten chyba dosyć chaotyczny
ruch, pod koniec listopada 1528r. książęta: Jan z Opola i Jerzy
z Karniowa zdecydowali się wydać dokument zwany „Ordunkiem Gornym”.
Po raz pierwszy wspomniano Tarnowskie Góry i władze osady. Funkcje
władz miejskich pełnił urząd górniczy.
Ziemie na których
powstały Tarnowskie Góry należały w 1501r. do księcia Jana
II Dobrego. Był ostatnim księciem z opolskiej linii Piastów i wraz z
księciem karniowskim Jerzym von Ansbach założycielem miasta
Gwarków.
Śląsk
tak jak i sto lat wcześniej był częścią Królestwa
Czech. Od 1471r. władał tam Władysław Jagiellończyk.
Od 1490r. był także królem Węgier. Jego młodszy brat - Jan
I Olbracht - władał w Polsce. Gdy zmarł latem 1501r. na tron
wstąpił władający dotychczas Litwą, kolejny z braci
Aleksander. W poprzek kontynentu, między trzema morzami: Bałtykiem,
Adriatykiem i Czarnym rozciągało się potężne imperium
Jagiellonów - jednej z najznaczniejszych dynastii w dziejach Europy. Niestety
niedługo. W 1526r. Czechy i Węgry odziedziczyli Habsburgowie.
17-Kleine
Bevölkerungsgeschichte Schlesiens - mala historia rozwoju ludnosci slaskiej
· Home Link:
Die Einwohnerzahl Schlesiens steht in einer Wechselwirkung mit
den politischen Entscheidungen über Schlesien sowie der daraus folgenden
wirtschaftlichen, bis um das Jahr 1800 insbesondere landwirtschaftlichen
Entwicklung. Deshalb soll hier die Bevölkerungsgeschichte Schlesiens ab 1250
bis 1939 kurz entwickelt und schließlich skizziert werden.
Herkunft der Daten
Einigermaßen gesicherte Daten über die Zahl der Einwohner für
Schlesien in den Grenzen 1939 der preußischen Provinz liegen nur etwa ab 1600
vor. Für die Zeit davor ist man auf Schätzungen angewiesen. Diese können sich
glücklicherweise auf zahlreiche Stichproben und Rückrechnungen stützen. Die
Herkunft der Daten stelle ich jetzt dar, wobei sich die Angaben in den eckigen
Klammern auf den Quellennachweis am Ende beziehen:
1939: im Mai
1939 hatte Schlesien 4.868.764 Einwohner (ohne Ostoberschlesien) [Weczerka, S.
LXXXIX mit S. LXXXIII].
1919: 4.470.000 Einwohner Schlesiens, unter zusätzlicher
Berücksichtigung der Geburten umgerechnet, aus [Christoph, Siegfried, S. 1].
1914: 4.550.000 Einwohner Schlesiens, hochgerechnet aus [Köllmann,
Tabelle 24].
1874: 3.787.700 Einwohner Schlesiens [Köllmann, Tabelle 24]. Die Kriege
unter Wilhelm I 1864 (dänischer), 1866 (österreichischer) und 1870/71
(französischer) hatten keinen darstellbaren Einfluß auf die Zahl der Einwohner
Schlesiens.
1845: 3.027.017 Einwohner Schlesiens [Köllmann, Tabelle 24].
1816: 1.942.063 Einwohner Schlesiens [Köllmann, Tabelle 24]. Der starke
Rückgang der Kindersterblichkeit kompensierte die Zahl der Toten durch die
napoleonischen Kriege.
1763: Schlesien verlor im siebenjährigen Krieg 150.000 Menschen [Sommer,
S. 95]. Das ist allerdings eine recht pauschale Angabe, die
höchstwahr-scheinlich zu klein ist.
1700: Einwohnerzahl von Breslau um 1700 etwa 40.000 [Cipolla, S. 84].
1670: Einwohnerzahl Schlesiens 833.684 [Petry, S. 164].
1650: Der dreißigjährige Krieg kostete etwa 200.000 Menschen der
Bevölkerung Schlesiens das Leben, rund ein Viertel des Vorkriegsbestandes.
[Petry, S. 163]. Diese Bemerkung wird von Petry nicht begründet und ist wohl
nur qualitativ gemeint, vgl. die folgende Tabelle bzw. das Diagramm.
1633: Von 30.000 Breslauern starben 1633 durch Seuchen 18.000 [Petry, S.
162].
1618: Einwohnerzahl von Breslau 1618 30.000 [Petry, S. 164].
1600: Einwohnerzahl von Schlesien etwa 900.000 [Petry, S. 139,
allerdings ein Druckfehler, vgl. Petry, S. 163].
1500: Nach Cipolla, S. 81, ist im 16. Jahrhundert die - trotz der
Hussitenkriege - vergleichbare Bevölkerung Polens um etwa 45 % angestiegen,
d.h. die Bevölkerung Schlesiens um 1500 dürfte 900.000 : 1,45 = 620.000
Menschen betragen haben.
1380: Nach der großen Pestwelle: Die Bevölkerung war seit 1340 im
Durchschnitt etwa um 40 % infolge mehrerer Pestepidemien geschrumpft, d.h. die
Bevölkerung Schlesiens lag bei 0,6 * 530.000 = 320.000 Menschen [Cipolla, S.
42].
1370: 360.000 Einwohner in Schlesien zwischen 1364 und 1376 nach den
Registern des Peterspfennigs [Aubin, S. 432].
1347-1351: In dieser Zeit vollzieht sich der wichtigste Einschnitt der
Bevölkerungsgeschichte von 1100 bis 1750. Der Schwarze Tod beendete die Epoche
des mittelalterlichen Landausbaus [Buchholz, S. 7].
1340: Vor der großen Pestperiode und deshalb nach Abschluß der engeren
Ost-kolonisation: Nach Cipolla, S. 81, betrug die vergleichbare Bevölkerung
Polens um 1500 etwa 3,5 Mill. Menschen gegenüber 3,0 Mill. [Cipolla, S. 21] im
Jahr 1340. In Analogie dazu kann man grob schätzen, daß Schlesien um 1340 etwa
3,0 / 3,5 * 620.000 Menschen = 530.000 Einwohner hatte.
1250: Zu der Zahl der Einwohner Schlesiens um 1250 gibt es nur sehr
unsichere Schätzungen. Nach Cipolla, S. 21 stieg zwischen dem Jahr 1000 und
1340 die Bevölkerung Deutschland-Skandinaviens etwa von 4 Mill. auf 11,5 Mill.,
also um 3,1 Promill je Jahr. Um 1250 dürfte danach die Bevölkerung Schlesiens
ausgehend von der Einwohnerzahl um 1340 von 530.000 Menschen abzüglich etwa
20.000 Neusiedler (bei Berücksichtigung von deren Fruchtbarkeit), also 510.000
/ 1,0031190 = 385.000 Menschen betragen haben. Bezieht man diese Zahl auf die
Fläche Schlesiens gemäß Weczerka, S. LXXXIX von 37.000 km2, so kommt man für
das Jahr 1250 zu 385.000 Menschen : 37.000 km2 = gut 10 Menschen / km2, was
[Henning, Bd. 1, S. 116] entspricht.
Auf der Basis obiger Daten wurde ein Diagramm gezeichnet, in dem allerdings in
der Vertikalen der Logarithmus der Einwohnerzahl dargestellt wurde. In einem solchen
Diagramm kann die Wachstumsrate der Einwohnerzahl viel genauer beurteilt und
grob falsche Einwohnerzahlen können deutlich erkannt werden. Die Ergebnisse,
die aus den so überarbeiteten Rohdaten folgen, sind in den folgenden Tabellen
zusammengestellt. Diese Zahlen unterscheiden sich von den Rohdaten nur
unwesentlich und dies auch nur im Zeitraum von 1618 bis 1800.
Tabellen: Einwohnerzahl Schlesiens
zwischen 1250 und 1939
|
Jahr |
1250 |
1340 |
1370 |
1380 |
1500 |
1600 |
1618 |
|
Einwohnerzahl |
385.000 |
530.000 |
360.000 |
320.000 |
620.000 |
900.000 |
950.000 |
|
Jahr |
1650 |
1670 |
1700 |
1740 |
1763 |
1800 |
1816 |
|
Einwohnerzahl |
770.000 |
830.000 |
930.000 |
1.075.000 |
925.000 |
1.500.000 |
1.942.000 |
|
Jahr |
1845 |
1874 |
1914 |
1919 |
1939 |
|
Einwohnerzahl |
3.027.000 |
3.790.000 |
4.550.000 |
4.470.000 |
4.870.000 |
Die Zahl der deutschen Zuwanderer während des 13. Jahrhunderts aus den Gebieten westlich des Queis, d. h. während der Zeit der Ostkolonisation wird auf maximal 1,2 Menschen pro km2 geschätzt [Henning, Bd. 1, S. 118]. Das heißt für Schlesien 1,2 Menschen / km2 * 37.000 km2 = 45.000 Personen. Diese doch überraschend kleine Zahl erscheint durchaus plausibel, wenn man sie in Relation zu der Zahl der deutschen Auswanderer des 19. Jahrhunderts setzt. Auch wenn man die Zahl der deutsch besiedelten Dörfer (zu unterscheiden von denen, die zuvor vorhanden waren und damals auf deutsches Recht umgesetzt wurden) und neuen Städte mit deren mittlerer Einwohnerzahl multipliziert, kommt man zu der genannten Größenordnung. Bis zum Jahr 1250 dürften davon bereits etwa 10.000 zugezogen gewesen sein. Buchholz [Buchholz, S. 49] erwähnt ältere Schätzungen – ohne Angabe einer Quelle – nach denen die Zahl der Einwanderer – wohl im 13. und im 14. Jahrhundert - sogar 150.000 bis 180.000 betragen haben soll. Die Zahl von insgesamt etwa 90.000 Zuwanderern dürfte der Wahrheit allerdings wohl eher nahe kommen, denn wie oben bereits berichtet, beendete der Schwarze Tod (ab 1348 in Schlesien) die Epoche der mittelalterlichen Ostkolonisation [Buchholz, S. 7]. Wie groß war danach vor der Industrialisierung der Anteil des germanischen Blutes in Schlesien? Bezieht man die Zahl der deutschen Zuwanderer während des 13. und 14. Jahrhunderts auf die Zahl der in Schlesien zu dieser Zeit insgesamt lebenden Menschen, von denen der weit überwiegende Teil ja aus Slawen bestand, so errechnet sich der Prozentsatz des „germanischen Stammes“ der Schlesier zu etwa 90.000/530.000 = 17 Prozent. Das Ergebnis könnte man auch so ausdrücken:
Im Jahr 1946 hat der
polnische Staat eine Bevölkerung vertrieben, in deren Adern über 80% slawisches
Blut floss!
(Do roku 1946 państwo polskie wypędziło
mieszkańców Sląska , u których od wieków płynęła
słowiańska krew, i było ich 83%. )
Quellennachweis:
Aubin, Hermann: Geschichte Schlesiens. Bd. 1. 3. Aufl. 1961.
Buchholz, Ernst Wolfgang: Raum und Bevölkerung in der Weltgeschichte. -
Bevölkerungs-Plötz - , Bd. 3: Vom Mittelalter zur Neuzeit. 3. Aufl. 1983.
Christoph, Siegfried: Krieg und Frieden von 1914 bis 1994. 1995.
Cipolla, Carlo: Bevölkerungsgeschichte Europas. 1971.
Henning, Friedrich-W.: Landwirtschaft und ländliche Gesellschaft in
Deutschland. Bd.1: 800 bis 1750. 2. Aufl. 1985
Henning, Friedrich-W.: Landwirtschaft und ländliche Gesellschaft in
Deutschland. Bd.2: 1750 bis 1986. 2. Aufl. 1988
Köllmann, W.: Quellen zur Bevölkerungsstatistik Deutschlands 1815 - 1875. 1980
Petry, Ludwig: Geschichte Schlesiens. Bd. 2. 1. Aufl. 1973.
Sommer, Fedor: Die Geschichte Schlesiens. 1908
Weczerka, Hugo: Handbuch der historischen Stätten: Schlesien. 1977.
Letzte Änderung am 20. Dezember 2006. © Dr. Claus Christoph, Hemmingen
redakcja@opoka.org.pl
The "Opoka" Foundation has been founded by Polish Bishops
Conference in order to co-ordinate all Internet activities in the environment
of the Catholic Church in Poland. Our objectives are reached mainly through
creating/maintaining an electronic mail system and editing the following
internet services:
www.episkopat.pl
www.missio.org.pl
www.jubileusz2000.episkopat.pl
Gdy dobrze
pogrzebiecie otrzymacie 2500 stron internetowych kościoła
katolickiego – w Polsce!
Przykładowo tu kilka alfabetycznie ustawionych: (p.k. sczep.)
Strony
gościnne na naszych serwerach
Strony
gościnne na serwerze petrus:
(posortowane
alfabetycznie wg. nazwy z pominięciem "www")
1. www.aag.gniezno.opoka.org.pl
2.
www.abobola-rudasl.katowice.opoka.org.pl
3.
www.abobola.swiecie.pelplin.opoka.org.pl
4.
www.adalbertus.katowice.opoka.org.pl
5.
www.adamowice.katowice.opoka.org.pl
6.
www.adonai.op.opoka.org.pl
7.
www.adopcja.przemysl.opoka.org.pl
8.
www.adr.przemysl.opoka.org.pl
9.
www.ads.msf.opoka.org.pl
10.
www.afrique.opoka.org
11.
www.ag.tarnow.opoka.org.pl
12. www.ak.org.pl
13.
www.ak.rzeszow.opoka.org.pl
14.
www.akademickie-ostrowiec.sandomierz.opoka.org.pl
15.
www.akcja.bielsko.opoka.org.pl
16.
www.akcjakat.kielce.opoka.org.pl
17.
www.akcja_katolicka.bialystok.opoka.org.pl
18.
www.akrzysztek.szczecin.opoka.org.pl
19.
www.aktualnosci.zamosc.opoka.org.pl
20.
www.akwarium.op.opoka.org.pl
21.
www.albert.bielsko.opoka.org.pl
22.
www.albert.bielsko.opoka.org.pl
23.
www.albert.busko.kielce.opoka.org.pl
24.
www.albert.elblag.opoka.org.pl
25.
www.albert.kozieglowy.archpoznan.org.pl
26.
albertkolbuszowa.rzeszow.opoka.org.pl
27.
www.albertmakow.plock.opoka.org.pl
28. www.albertyni.bielsko.opoka.org.pl
29.
www.aleksander.sosnowiec.opoka.org.pl
30.
www.aleksandrowice.bielsko.opoka.org.pl
31.
www.alex.kielce.opoka.org.pl
32.
www.alfazar.katowice.opoka.org.pl
33.
www.alumni.msf.opoka.org.pl
34.
www.amd.zgora-gorzow.opoka.org.pl
35. www.amen.pl
36.
www.andrychow.bielsko.opoka.org.pl
37.
www.andrychow1.bielsko.opoka.org.pl
Wszystkie
instytucje, jak i indywidualnych autorów, którzy chcieliby, aby wyniki ich
pracy dostępne były na stronach naszego serwisu (na podstawie
zawartej umowy) lub, aby Fundacja „Opoka” wspierała ich
przedsięwzięcia wydawnicze, akcje charytatywne, koncerty, festiwale i
inne jako patron internetowy. Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt:
W sprawach współpracy redakcyjnej
(zamieszczanie materiałów na Opoce)
Fundacja
„Opoka” ul. Jana Pawła II 7 44-100 Gliwice tel.: (32) 230 89 44
e-mail:
redakcja@opoka.org.pl
Data: 2007-05-31
Będzie ogólnoeuropejska reakcja na
antyteletubisiową wypowiedź
polskiej
rzeczniczki praw dziecka Ewy Sowińskiej - zapowiedział jej norweski
odpowiednik. - Jest nie do pomyślenia, by rzecznik praw dziecka
zajmował się takimi sprawami i trwonił na to pieniądze.
Homofobia Ewy Sowińskiej musi się spotkać ze zdecydowaną
reakcją europejskich rzeczników praw dziecka - oświadczył Reidar
Hjermann, norweski rzecznik praw dziecka. Zdaniem Norwega Sowińska,
publicznie mówiąc o swych podejrzeniach, że jeden z bohaterów
popularnej bajki jest gejem, "łamie europejskie prawo i nakłania
do dyskryminacji całej grupy społecznej z powodu orientacji
seksualnej". Sowińska powiedziała w wywiadzie dla Wprost, że
spotkała się z opinią, że popularny serial dla
najmłodszych produkowany przez BBC promuje homoseksualizm. – To jeden z
nielicznych seriali dla dzieci, który nie promuje żadnych zachowań,
które mogłyby być grzeszne według jakiejkolwiek religii – mówi
Rzeczpospolitej Tomasz Ochinowski, doktor psychologii i socjolog z
Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. (Rzeczpospolita, 8;
Gazeta Wyborcza, 12; Zycie Warszawy, 6; Trybuna, 7)
Data: 2007-05-31
Niemieccy kardynałowie przeciwni interkomunii
z ewangelikami.
Kard. Karl Lehmann jest przeciwny wspólnej komunii katolicko-protestanckiej podczas ewangelickiego zjazdu Kościołów - Kirchentagu w Kolonii na początku czerwca br. Również metropolita Kolonii kard. Joachim Meisner uważa, że katoliccy księża nie powinni uczestniczyć w interkomunii z protestantami. W rozmowie z gazetą Neue Osnabrücker Zeitung przewodniczący Niemieckiej Konferencji Biskupów powiedział, że w obecnej chwili interkomunia byłaby "niedojrzałym owocem". Jego zdaniem, należy najpierw zlikwidować zasadnicze różnice teologiczne, w których chodzi przede wszystkim o rozumienie urzędu kościelnego i wartość Eucharystii. (KAI)
Chciaz walki
Balkanskie juz dawno zamilkly, i wiecej problemow stwarzaja Arabowie, to
przytocze ten apel polskich biskupow z 2002 roku:
21-Appel der Polnischen Bischöfe in Sachen Frieden
Brüder und Schwestern der einen Menschheitsfamilie!
1. Der Friede ist ein Geschenk des auferstandenen Christus. Friede, das ist das erste Wort, das die Apostel von Christus nach seinem Sieg über den Tod hörten (Vgl. Joh 20,19). Der Friede, den Christus gibt, stützt sich auf die Botschaft, die er selbst der Menschheit bringt: "Den Frieden hinterlasse ich euch, meinen Frieden gebe ich euch, nicht wie die Welt ihn gibt, gebe ich ihn euch" (Joh 14,27). Somit ist der Friede, der durch den auferstandenen Christus gewährt wird, die Versöhnung des Menschen mit Gott, mit der Welt und mit dem Nächsten, er ist die Überwindung der Sünde als der Hauptquelle von Zwietracht und Krieg. Erst der mit Gott und den Menschen versöhnte Mensch kann ein wirkungsvoller und glaubwürdiger Zeuge sein, der Frieden stiftet durch die Wahrheit in Liebe. Der Friede ist immer eine Frucht der Gerechtigkeit im religiösen, gesellschaftlichen und politischen Bereich. Er ist auch die Frucht zwischenmenschlicher Solidarität. Der Friede ist ohne die gegenseitige Vergebung nicht erreichbar. Nur auf diese Weise kann man nach dem übergeordneten Gut suchen, das das Zusammenleben und die Zusammenarbeit der Völker und Nationen ausmacht, vor allem dort, wo sie in einander benachbarten Gebieten leben. Vielfach schon konnte sich die Menschheit im Laufe der früheren wie der neusten Geschichte davon überzeugen, dass der Krieg meistens durch Egoismus entsteht, und selbst wenn er zu Verteidigungszwecken geführt wird, bringt er immense Zerstörungen mit sich und verursacht tiefe menschliche Verletzungen.
2. Die Menschheitsfamilie, die durch gemeinsame Abstammung vom Schöpfergott verbunden ist, muss heute, da die Vernichtungsmittel unberechenbare Konsequenzen verursachen, Gewalt und Terror als Mittel zur Lösung von Konflikten ausschließen, vor allem wenn diese im Namen Gottes betrieben werden. Dank der Massenmedien kann sich heute jeder Mensch auf Erden davon überzeugen, dass die Verursachung von Konflikten aus Gründen von Ansprüchen sowie aus rassistischen oder religiösen Gründen immer zur Verletzung von grundlegenden Menschenrechten führt und allgemein als Verbrechen gegen die Menschlichkeit angesehen werden muss.
3. Der langwährende Konflikt auf dem Balkan, die Kriege auf dem afrikanischen Kontinent, und kürzlich der blutige Konflikt im Heiligen Land machen uns allen bewußt, daß nur ein gerechter Friede, der die Völker und Nationen als Subjekt und ihre daraus resultierenden Rechte respektiert, in der Lage ist, die Menschenrechte zu garantieren,
4. Wir, die Polnischen Bischöfe, Söhne des Volkes, das vor allem in den letzten zweihundert Jahren so viel Leid erfahren hat, appellieren an die verfeindeten Parteien im Land unseres Herrn Jesus Christus, im Land, das den Bekennern des einen Gottes lieb und teuer ist, unverzüglich die Kriegshandlungen einzustellen. Erforderlich ist die Anerkennung des Rechts auf einen eigenen Staat der Palästinenser und Israels. Unverzichtbar sind sofortige internationale Maßnahmen, die den Frieden in diesem Teil der Welt dauerhaft machen würden.
5. Wir sind in das neue einundzwanzigste Jahrhundert, in das neue dritte Jahrtausend des Christentums eingetreten. Zu beginn dieses Jahres hat der Heilige Vater in seiner Botschaft zum Weltfriedenstag geschrieben: Die Stützpfeiler des wahren Friedens sind die Gerechtigkeit und jene besondere Form von Liebe, wie sie die Vergebung ist (Nr. 2).
6. Nach Beendigung des dramatischsten aller Kriege, in dem viele Menschen durch Kampfhandlungen umkamen und Millionen anderer nur deshalb ermordert wurden, weil ihnen die nazistische oder kommunistische Ideologie kein Lebensrecht zugestand, appellieren wir im Namen des Humanismus, wir, die Generation des einhundzwanzigsten Jahrhunderts, gestützt auf die Werte des Evangeliums, sämtliche Kriegshandlungen zu beenden, besonders im Heiligen Land, das Christen, Juden und Moslems lieb und teuer ist. Dieses Land, in dem heute die fundamentalen Menschenrecht verletzt werden, und die heiligen Stätten, wie die Geburtskirche in Betlehem, zur Arena von blutigen Auseinandersetzungen geworden sind, muß zum Symbbol eines echten Dialogs, eines friedlichen Zusammenlebens und einer friedlichen Zusammenarbeit von Völkern und Nationen werden, die nur einen Gott anerkennen. Mögen die dort lebenden Menschen sich als Brüder fühlen und einander freundschaftlich die Hand reichen. Wir wollen hier noch einmal die Worte aus der schon zitierten päpstlichen Botschaft in Erinnerung rufen: "Der wahre Friede ist daher eine Frucht der Gerechtigkeit, sittliche Tugend und rechtliche Garantie, die über die volle Achtung der Rechte und Pflichten und über die gerechte Aufteilung von Nutzen und Lasten wacht. Da aber die menschliche Gerechtigkeit, die nun einmal den Grenzen und Egoismen von Personen und Gruppen ausgesetzt ist, immer zebrechlich und unvollkommen ist, muß sie in der Vergebung, die die Wunden heilt und die tiefgehende Wiederherstellung der gestörten menschlichen Beziehungen bewirkt, praktiziert und gewissermaßen vervollständigt werden" (Nr. 3).
7. Wir sind uns dessen bewußt, daß der Friede auch Konzessionen verlangt, die schwierig, ja sogar schmerzlich sein können, aber die Alternative ist die Sinnlosigkeit des Lebens in dauernder Bedrohung. Für alle Menschen bedeutet dies Lahmlegung des gesellschaftlichen, öffentlichen und besonders des familiären Lebens. Mehr noch! Eine solche dramatische Situation nimmt Einfluß auf die Erziehung der jungen Generation, die, wenn sie im Klima eines fortwährenden Konflikts aufwächst, die Kette des Absurden verlängert, was zu weiteren Verbrechen führt, in denen Kinder benutzt werden, die Opfer des Hasses sind, der durch Erwachsene geschürt wird.
8. Die katholische Kirche erfüllt ihre Evangelisierungsmission in Polen im Herzen Europas seit tausend Jahren. Unser Kontinent, der sich heute zusammenschließt, möchte seine Zukunft auf einem gesunden christlichen Humanismus errichten. Wir appellieren an alle Menschen guten Willens, sich einzubringen in dieses große, brüderliche, solidare Zusammenwirken für den Frieden unter allen Menschen auf der ganzen Erde. Das zusammenwachsende Europa, von dem einst große Ideen ausgingen, war leider auch ein Kontinent, wo dramatische Konflikte entstanden, die globale Ausmaße hatten. Möge es heute durch die Fürsprache seiner Schutzheiligen zur Sicherung des Friedens beitragen, der sich auf die Respektierung der Menschenrechte und das Recht der Völker stützt.
9. An alle Gläubigen wenden wir uns mit der herzlichen Bitte um ein gebet während der Marien-Maiandachten. Bitten wir Gott, der reich an erbarmen ist, auf die Fürsprache Mariens, der Mutter der Barmherzigkeit und Königin des Friedens, um einen dauerhaften Frieden im Heiligen Land und in der ganzen Welt.
Die Kardinäle, Erzbischöfe und Bischöfe
versammelt auf der 317. Vollversammlung der Polnischen Bischofskonferenz. Warschau, den 30. April 2002
opr. mg/mg Copyright © by Polish Bishops Conference
Pieknie jest
walczyc slownie o pokoj na swiecie…
Ale wróciłem
teraz z kościoła - zegnalismy po mszy sw.o godz.11.00 księdza,
młodego z naszej parafii Dionisjusa w Monheim-Baumberg, idzie on do Kurii
Koloni, do seminarium, by szkolic młodych adeptow sztuki duchownej. W
calym Monheim 40 tys. mieszkańców - jest 2,5 ksiezy i 2ch diakonow. Az
się prosi z Polski znających jezyk niemiecki, by mogli by tu przybyc.
Robcie cos! Peter k.
Sczepanek
Pomnik “Starego Alojza” a
“mała ojczyzna” i wielka ojczyzna dzisiaj
Wiecie z ostatnich
artykułów, że wystawiono pomnik okolicznościowy z tradycji staro
tyskiej z lat 1920-55, przed siedzibą WSZiNS na jednym z osiedli w Nowych
Tychach. Myśl taką zrealizowali pracownicy tej municypalnej uczelni (
mającą za zadanie problemy ekonomiczno-społeczne dla potrzeb
miasta Tychy i regionu, swoją radą i pomocą torować ku
lepszemu rozwojowi firm, społeczeństwa w tym „tyglu narożnikowym górnośląskim”, jak to się
wyraził sam patron tej uczelni ks. dr Emil Szramek w latach 30-tych XX
wieku.
Na łamach
jednej z Tyskich gazet ukazał się artykuł kontra „Starego
Alojza” autorstwa Zofii Woźniakowskiej, podejrzewam, bo nie pisało,
że pochodzi ona z obecnych stron Gliwic, i ma pochodzenie, takie same jak
jeden z wielkich redaktorów owych gazet, tzn. jak sam wielokrotnie
podkreślał z małżeństwa mieszanego
górnośląsko-kresowskiego. Jak pamiętacie
„Przystanek-artykuły” polskich czasopism, nie lubią oni miasta Tychy,
lansując Gliwice, czy Kraków z ich starówkami, tradycją,
różnorodnością… No wiecie przecież, te miasta budowane na
prawach magdeburskich w średniowiecznym stylu, właśnie i te
m.in. dwa, bo Kraków - budowany był za czasów polskich, Kazimierza III.
„murowanego”, Wielkiego w XIV wieku, Gliwice, może wcześniej…tzn.
wcześniej już były murowane bo ojciec jego, Wł.
Łokietek jeszcze nie sprowadzał Niemców do wprowadzania
europejskości murowanej w jego podbitych krakowskich stronach. To wam może wyjaśnić inż.
arch. Agnieszka Woźniakowska z Gliwic, krewna wspomnianych.
Tychy w
przeciwieństwie, wieś, wyrastała wiekami jako wieś folwarczna
na ziemi plesskiej (pszczyńskiej, i zainicjowana przez Promnitz-ów), bez
rynku. A wielcy projektanci, jak sama Z. Woźniakowska pisała przed
5-u laty w tej gazecie - dobudowywali do wsi rosyjskie projekty blokowisk od
osiedla „A”, teraz zwane osiedlem „Anny”, idąc dalej do
150-tysięcznego miasta bez centrum.
Tasz to stara
szkoła szlachty polskiej - wsi
spokojna wsi wesoła, który… itd., znacie waszego piewcę
Kochanowskiego . z tymi dworkami szlacheckimi, a miasto dla mieszczuchów,
prostaków, ma szlachta ze wsi polskiej…
Tak to Tychy się interpretowało, dla szlachty wieś
spokojna Tychy, a mieszczuchy won, won z tych stron… mówili często tu na
tej ziemi od Grażyńskiego do lat 58-ego. I moją rodzinę
chcieli przeganiać, wszystko im najpierw zabierając…, my w naszej „małej
ojczyźnie” teraz tu się namiotami rozłożymy!
I tak się teraz
za wszystkie czasy dostało staremu Alojzowie Hermanowi, z jego hajmatu
tyskiego i potem ochrzczonego dla przybyszy, którzy stracili wielką
ojczyznę - na nazwę: „mała ojczyzna”, by przynajmniej tak ich
powetowane straty nadrobić.
A tu patrzecie
ino: pozwolił sobie tyski rzeźbiarz, August Dyrda z kolegą
Józkiem Mądrym, doktorem nauk polskiej lingwistyki, czy były redaktor
„Echa” Jan Wyżgoł na projekt „Alojza”. W końcu pozwolono im po
czasach komunistycznych postawić pomnik upamiętniającego
górnośląską osobowość naszpikowanego balastem
różnych wojen, i z drugiej strony człowieka swoją postacią
i zachowaniem umiejącym przeżyć wszystkie epoki i wodzów. I tu
się dostało Alozowi (staremu,
a może i Lysce A., posłowi na sejm), co to za ludzie, co to za
zachowanie, co to za „Polacy”… nie podam padających obraźliwych
epitetów tej autorki szkalującej śląskość. Tak widać identyfikują nas jako inny
naród, różniący się diametralnie od Lwowiaków, sami to stwierdzają!
Gdzie szukać innych dowodów, żeście inni od przybyłych -
macie kawę na ławę - ale czy podchwyci to prof. M.
Szczepański z WSZiNS?
Panowie i Panie,
wy po szlacheckich urodzeniach ze wschodnim akcentem rodziców do dzisiaj,
nauczcie się w końcu co należy do stron rodzinnych (które
utraciliście) a co do tej waszej wielkiej ojczyzny, którą też
utraciliście, tamtych czasów, kiedy jeszcze Józef Piłsudski, w waszej
tradycji bił wschodniaków, ach odezwały się wspomnienia, jak to
fajnie wtedy byłłło. Byłłłło, ale nie tuuuu.
Do dzisiaj
żyjecie „na kryja” z Górnym Śląskiem (nie mylić proszę
tu małżeństwa na kryja, tzn. tłumaczę tu:
nielegalnego, nieuprawnionego). „Na kryja” rozumię tu w tym przypadku,
mieszkanie w stronach wam się nie podobających z uwagi, że
jeszcze mieszkają tu Górnoślązacy, tzn. mają
czelność jeszcze tu mieszkać, co oni tu jeszcze robią,
przecież nam dano tę ziemię jako zastępczą, więc
wykorzystujemy ją dla naszego dobra, a oni, niech siedzą w
chałupach, z rodziną i nosa nie wydzierają, bo tak się
nauczyli! Więc niech tak cicho siedzą, i wtedy może
przeżyją następne nawały!...
Panie profesorze
M. Szczepański, jako współautor tej municypalnej uczelni tyskiej, po
pana wielkim nietakcie - usytuowania pomnika Starego Alojza wśród obcych
ludzi, mu nieprzychylnych, w blokowisku, gdzie nie ma ulicy do zamiatania,
tylko skwerki zieleni (przypominające łany łąk kresowskich)…
proszę zabrać się do wielkiego problemu tyskiego - uzdrowić
mieszane społeczeństwo tyskie, by nie czepiali się
Górnoślązaków. Ich hrabiowskie pochodzenia dominują do dzisiaj,
szlachta polska wśród robotników industrializacji europejskiej XIX wieku,
ludzi do czarnej roboty. Oni do rządzenia, pany, pany… do dzisiaj
mówią tak Ukraińcy, gdy słyszą o Polakach!
Próbowałem na
waszym Majowym spotkaniu w 1998 w temacie „Globalzacja” – wejść w
tematykę stron rodzinnych i ich rola i cele by nie zaginęła.
Wtedy mi dyskretnie pokazaliście palcem na zegarek, że już czas…
Naucz ich Pan teraz co to był Heimat, strony rodzinne, co się
składa na kochanie Heimatu, stron rodzinnych, domowiny i jak ma się
pielęgnować to przywiązanie. Niech Pan im przypomni, jak w
latach 50-60-tych przybywali i patrzeli w strugi ciepłej wody
płynące ze ściany kuchennej, jak spłukuje się woda po
ich załatwieniu się, wpatrzeni w to jak w telewizor…
Tak pozamykani w
domach delektowali się nowościami, im nieznanymi, przecież sam
pan wie, nie wszyscy pochodzili z samego Lwowa, miasta kultury, a
dominowały ludy pastewne, wypasający krowy na łąkach. Ale
podjęli studia, i są kierowniki… jak za Grażyńskiego…
Pana zadaniem
jako socjologa, nie chowając teraz
głowy w niepiaszczystej ziemi górnośląskiej,
wychować ludzi teraz tu w tym tyglu narożnikowym, ze słowami
waszego patrona szkoły Emila Szrama. Proszę naprawić
błąd, dając Alojza blisko was, zajmijcie się rzeczami nie
osiedlowych zadań, bo do nich należą takie decyzje, czy osiedle
chce, coś czy nie… jak czczenie swojego człowieka, tu Alojza na
Starych Tychach u zbiegu ulic Kościuszki, Sienkiewicza i Damrota, a nie na
pustkowiu śląskim wśród bloków!
Niech pan
popatrzy na zdjęcie tego czasopisma -odsłonięcia pomnika - tylko Pan, i Dyrda odsłaniający i
ręka niewidocznego prezydenta miasta A. Dziuby ale przynajmniej, obecnego,
bo dotykającego Alojza… na tle 3ch studentów, w ogóle nie zainteresowanych
waszym czynem odsłonięcia, a bawiących się „fiatowskim-
maluchem”. To jednoznaczne zdjęcie, już na początku tej
całej historii szytej grubym nićmi, komu tam ta figura jest
potrzebna, mówi sama za siebie.
Proszę
więc już więcej razy nie „flancować”, nie wmawiać, co
ma naturalnym rytmem rosnąć. Nie uczcie nas kultury, nie! Nie
wytwarzać sztuczności, jak to się mówi na skałę
polską - już żyjecie w IV. Rz-polskiej, nic w niej jeszcze nie
robiąc! Mydlenie oczu pomnikami, co nie do was należy, imitowanie
wielkości, będąc małym i ślepo naśladując
Zachód, pokazywanie mieszkańcom kolorowe szkiełka, jak to
kolonizatorzy robili z czarnymi mieszkańcami kontynentu przed 300 lat
temu.
Prosimy nie
wchodzić butami w ciasto, myśmy do tego nie byli przyzwyczajeni, tu
na Górnym Śląsku. Ludność przybyła nie zadaje sobie
trudu poznać śląskość, i do niej się trochę
dostosować. Im ciężko jest brać co dobre „od pokonanego”,
jak ostatnio pisałem…
Informuję,
że na Zachodzie, tzn. w mojej miejscowości, występują podobne
zjawiska na styku przybyłych po 45-ym, czy po 57-tym, czy po 81-tymdo
ziemi Nadreńczyków, ale takich problemów jak wy, panie profesorze z pana
społeczeństwem, to w ogóle nie mają! Nie tam takiego
sztyletowego chamskiego zachowania w prasie niemieckiej, nie ma drażliwych
tematów i na stykach jakichkolwiek spiętrzeń, oni nie szczują!
Oni żyją i współdziałają w wielkiej tolerancji
kulturowej, językowej- dialektów, czy religijnej… Inaczej niż w
Polsce, jeszcze raczkującej, mającej dalej wschodnie cechy nienawiści
i taranowania co śląskie. Niech duch Grażyńskiego wam nie
przyświeca przykładem, niech czasy dalej PRL-owskiej kultury
przeciwnej nam, nie były dalej aktualne, niech stosunek człowieka do
człowieka był ludzki, tego wymaga się od waszej uczelni.
I nie od parady
wsadziłem w wasze logo WSZiNS strzałkę, jak nie tylko wektor
matematyczny, ale to strzałka Promnitz-ów z ich herbu, czego wam wtedy nie
mówiłem, bo wielu ludzi 11 lat temu było niedojrzałych do nowych
czasów… To za ich czasów macie teraz tu pierwsze szkoły, tu macie pierwsze
stanowiska pracy browaru książęcego i polityki agrarnej, tu za
ich czasów jak grzyby po deszczu wyrastały drewniane kościółki,
tu trafiała kultura zachodnia z kopalniami (Murcki - jako pierwsza, ta
„Emmanuelsegen” czyli Błogosławieństwa Emanuelowe), z hutami:
żelaza (Paprocany-Promnice-Wernigerode z Anhaltu), czy huty szkła,
tu, tu, tu mnożyć można rzeczy, po raz pierwszy stosowane od
tamtych czasów, stanowiąc przykład dla tych za Przemszą i
Wisłą mieszkańców!
Nie interpretowałem
wtedy tej strzałki, wam mającej dać kierunki jak wam dawali
przykład Panowie na Pszczynie. Ale, czy wam pozwolą w IV.
Rzeczypospolitej na ten temat mówić, działać i uzdrawiać
społeczeństwo, róbcie to pod płaszczykiem wydarzeń - jak
koncerty Telemanna w Pszczynie od czasów Promniców do dzisiaj, do dzisiaj
krzewić godność stron rodzinnych, domowin i waszych małych
ojczyzn.
Wiadomo, oliwy do
ognia dolewają sami redaktorzy tyskich i innych gazet, pozwalając na
takie czy inne tematy bulwersujące czytelnika, z reguły przeciw
śląskości artykuły, mimo, że wy redaktorzy
myślicie o innych skutkach takich waszych z gazet artykułów. Dobrze
wybiorczo regulujecie tematykę, pasującą do waszych
pochodzeń - gdzie tu etyka, gdzie lojalność do ziemi, która was
karmi, dając wam tę pracę. Ciężka rola wasza panie
profesorze - odpowiednio reagować na nieprawidłowości
występujące w regionie, więc dla neutralności: nie
trzymajcie się tylko regułek encyklopedycznych, połykajcie
problemy, municypalnie rozwiązujcie, gdy się nawarzy piwa z tym tu
dla przykładu Alojzem.
W roku 1946 polskie państwo
wypędziło, mieszkańców Sląska (albo pozwalało
uciekać), u których od wieków płynęła słowiańska
krew, i było ich 83%, pozostałych było 17%, czystej rasy
niemieckiej. Pozbywano się ludzi, których
nie umieli dziesiątki lat i do dzisiaj zastąpić! I taki
ktoś z łanów łączastych próbuje dzisiaj obalić co 700
lat tu się budowało jako europejskie, i do niej teraz idą,
myśląc, że dostaną rakietki, bo radarów nie
potrzebują, a z nimi jak szabelkami i nic więcej nie potrzebują,
bo jak szabelkami wymachiwać będą chcieli dalej, dalej, w
perjot, w pierjot - to i łupy się znajdą jak na dalekiej
Ukrainie, panowie szlachta. „dał nam przykład Bonaparte jak
zwyciężać mamy! Tak Sienkiewicz też dał przykład.
Kogo tu bić, słownie, bić Górnoślązaka!
Nie od parady
dałem zdjęcie Franza Niestrojna, mojego pradziadka, zajmijcie
się nim z jego synem Waldemarem i córką Walerią, moją
babcią. Nie umiecie uzdrawiać społeczeństwo, bierzcie
przykłady od Starotyszan z lat 1900! To on założył wam ten
obecny bank Spółdzielczy (Raiffeisenbank), to on z ks. Janem Kapicą
uzdrawiali pijanych browarników, produkując wodę mineralną „Franza
Niestroj aus Tichau OS”. To oni w petycjach do księcia Pless, sprowadzali
tu Kapicę z Berlina, tam zesłanego na 5-letnią banicję z
czasów jego działalności w Siemianowicach, Towarzystwa Alojziaków. To oni sprowadzili z Mikołowa, rodem
Katowic-Dąbrówki naczelnika miasta Jana Wieczorka, by on a nie obcy ludzie
Grażyńskiego rządzili Tychami, to on wydaje i produkuje
zastępcze NOTGELD w 1918 roku… co nie pasujące wam tematy?
To poczytajcie
znowu o Waldemanie, jego synie - zwanego „Tichauer Graf, Waldemann”, albo poznajcie Walerię,
pomocną ks. Kapicy w budowie kościoła Marii Magdaleny w 1906 i
1928 roku, podróż do Ziemi świętej 1912 roku, m.in.z
kardynałem Geogr. Kopp aus Breslau, a skończyła prawie jako
żebraczka u siebie w domu… zajmijcie się naszym życiem, a inni,
tu przybyli niech spokojnie słuchają i się nie
wymądrzają, bo im to, tej polskiej szlachcie, nie pasuje, tym
bardziej w wiosce Tychy, i pałacami-dworkami szlacheckimi jak za czasów
świetności XVII wieku. Peter Karl
Sczepanek 10.06.07
26-Spotkanie po 50-ciu latach w
pierwszej Tyskiej szkole podstawowej - 23.czerwiec 1957-2007
Chwila to
niecodzienna, 23 czerwca 2007 spotyka się grupa ucznióz rocznika 1943,
którzy to równe 50 lat temu ukończyli siedmioletnią szkołę
podstawową. Rozpoczynając byliśmy jedyną szkołą w
Tychach tego typu, podstawowego, po 7-u latach było już 5 szkół
ze Szkołą Podst nr. 5 na oś. „C”. Rozpoczęliśmy z
trzema klasami pierwszymi, każda po 49 osób w klasie. W klasie już
trzeciej było nas po 52, 54, 54 uczniów. Tak rozrastały się
Tychach, te Nowe Tychy, ludzi przychodzących, najpierw z sąsiednich
miast górnośląskich, jako do sypialni przemysłu
śląskiego, potem już od roku 1953 z repatriantami, dając im
ojczyznę na śląskiej ziemi.
W tym dniu
rozpoczniemy od mszy św. o godz. 10.30 w kościele p.w. Marii Magdaleny na starych Tychach. Tu
ministrantowliśmy, tu uczestniczyliśmy we wszystkich
uroczystościach.
Mszę
św. celebrują nasi wychowankowie: ks. prof. dr hab. Bernard
Kołodziej (zobaczycie go na zdjęciu II b u Naszej Pani: Marii Paszek,
naszej wychowawczyni z prawej siedząca - a on u góry już, ale w
rzędzie, 7-my od lewej w sweterku i wystającej białej koszuli
kołnierzyk.),
oraz ks. Romek Bednarek też z naszej klasy
(ten ministrant przy księdzu Grudnioku po naszej prawej, bo z lewej Grudnioka
stoję ja, pkscz!, też ze złożonymi rączkami do modlitwy…w
1956 roku – tuż przed pójściem w teren na kolędę!) A czasy,
PRL-owskie nie były nam, ministrantom usłane różami!
Doliczyliśmy 20 osób, które w tym czasie odeszły z tej Ziemi.
Ksiądz prof.
Bernard przyjedzie prosto z Poznania, gdzie kieruje Zakładem Historii
Kościoła na Wydz. Teologii.. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza,
piastując ważną funkcję w Towarzystwie Chrystusowym dla
Polonii Zagranicznej. ( bkolodziej@tchr.org )
Po mszy św.
udamy się na krótki spacerek na Plac Wolności, pod Szkołę
Podst.Nr.1 im Rudolfa Zaręby, naszego kierownika wtedy szkoły do roku
54, kiedy PRL- nałożył innych kierowników.
Od tego czasu
też przestano pisać kronikę szkoły! A pisaną ją
ze 100 lat, gdzie historia jej sięga roku 1765, czasów Promnitzów.
Właśnie
nad stawem przed kościołem (widać na fotografii) stała
pierwsza ta szkoła, w roku 1793 za czasów książąt z
Anhaltu.
Potem w 1842 nowy
budynek Anhaltowie wybudowali na ulicy Damrota.
A w roku 1900 w
nowej szkole na tym to placu za czasów książąt Hochbergów z
Pless i Książa - Jan Henryk XI., Herzog Pless)…
Od 1932, kiedy
kierownikiem został Rudolf Zaręba z cieszyńskiego, remontuje i
przebudowuje budynek do formy obecnej.
Zrobimy sobie okoliczne zdjęcie w klasie,
na parterze, koło Biblioteki obecnej…
Może miasto do
tego czasu postara się o pomnik przedwojennego powstańca, który jako
model został już wykonany przez Augusta Dyrda i już odlany w
odlewni.
Więc
będziemy mieli okazję zrobić dwa zdjęcia, jedni przy tym
powstańcu, a drugie … w Paprocanach, przy obelisku Augusta Kissa,
rzeźbiarza ziemi tysko-pszczyńskiej też wykonanego przez tego
samego rzeźbiarza. Dalej dojdziemy do „Poloneza” przy ulicy ks.
Konstantego Damrota, gdzie zaproszono żyjące grono nauczycielskie z farorzem,
reprezentującego nasz
kościół z jego identyfikującym symbolem nas na 8 km dalej
– wspaniałą wieżę kościelną.
Przy stole
poznamy się, pokazując każdy po 3 zdjęcia z ostatnich lat
tej 50-ątki.
Zapowiada
się na wielką frajdę.
Zapraszamy,
jeszcze o tym nie wiedzący nasi absolwenci, porozproszeni po całym
świecie.
W imieniu
Zarządu: Peter Karl Sczepanek, rocznik 1943, jako absolwent z 1957 roku.
„Nie ludzką mocą zapalone światło”
20. rocznica
śmierci Franciszka
Blachnickiego I. Jończyk
Miałem możliwość
służenia do Mszy św. ks. Blachnickiemu w latach 1953-54 w
kościele p.w. Marii Magdaleny w Tychach. Przyczyniałem się
też w jakiś tam sposób do wypełniania jego misji przeciw
komunizmowi w czasach PRL-u. Za dużo tam nie rozumiałem, ale
ksiądz był zadowolony z naszej chętnej pomocy, w sytuacjach, gdy
rówieśnicy kopali gumową piłką na naszym placu. Miałem
wtedy 10-11 lat. Dopiero po latach
dowiedziałem się, że losy nasze się znów zbiegły,
byliśmy w Niemczech, gdy przed 20-u laty zmarł nam w pamięci
zawsze jako przykładny ksiądz, Górnoślązak, nasz
człowiek. P.K. Sczep.
Tak mogło by
wyglądać oskarżenie. Gdyby sformułować listę
zarzutów komunistycznej władzy wobec ks. Franciszka, główny z nich
mógłby brzmieć: „ oskarża się Franciszka Blachnickiego o
nadaktywizm religijny”. Tylko że to, co dla komunistów było
działaniem wywrotnym i szkodliwym, katolikom dawało nadzieję na
zmiany, w szare życie komunistycznej Polski wprowadzając
światło odważnie wyznawanej wiary… Ksiądz Franciszek
Blacharski był człowiekiem niesamowici aktywnym, jednak głównym
zamierzeniem jego działalności nie była
działalność typowego społecznika. Widząc ogromny
rozdźwięk pomiędzy wiarom a życiem, starał się
przede wszystkim kształcić ludzi, którzy w swoich środowiskach
dawaliby tej wiary świadectwo, byliby dla innych apostołami,
ewangelizatorami. Skąd brały się jego determinacja, siła,
pokój? W swoim testamencie napisał, że otrzymał cztery
niezwykłe dary, które uważa za największe, pierwszy to dar miary
wlany w jednym momencie, „nie ludzką mocą zapalone
światło”. Jak pisał dalej, nie miał wątpliwości
co do wiary i wszystkie decyzje podejmował z motywacji religijnej. Drugi
dar to dar wizji „ żywego Kościoła”, charyzmatu Ruchu
Światło - Życie jako wszystko obejmującego program
życia i działania. Dar trzeci, Wspólnoty Niepokalanej Matki Kościoła, był dla niego
nieoddzielny od wizji daru drugiego. Czwarty dar polegał na uczynieniu z
siebie daru całkowitego. Jak napisał: „Ten dar stał się
moim udziałem na przestrzeni
ostatnich lat, tu w Carlsbergu Blachnicki, doczekał się
pośmiertnego uznania swoich zasług dla kraju. 17 lutego 1994 roku
ojciec Franciszek został odznaczony pośmiertnie Krzyżem
Komandorskim Orderem Odrodzenia Polski, 5 maja 1995 roku otrzymał
pośmiertnie Krzyż
Oświęcimski . Proces beatyfikacyjny sługi bożego
Franciszka Blachnickiego
rozpoczął się 9 grudnia 1995 roku. Ciało martwego
zostało przeniesione do Krościenka i złożone w dolnej
kaplicy kościoła p.w. Dobrego Pasterza I kwietnia 2000r. ostatnia
sesja proces beatyfikacji prowadzona na szczeblu diecezjalnym miała
charakter publiczny i odbyła się 24 listopada 2001r. Dalsza
część procesu beatyfikacyjnego toczy się w Rzymie.
Gerade, weil Europa wächst, tut die Besinnung auf die eigene Identität Not
Schon vor 5 Jahren sind zehn neue Staaten und Rumänien , Bulgarien zur europäischen Union gekommen. Dann wählten wir die Parlamentsvertreter für Brüssel. Das politische und wirtschaftliche Handeln wird immer globaler. Und die Heimatgefühle der Menschen? Entwickelt sich bei uns dadurch nicht ein Anachronismus?
„Heimat - das ist kein Thema für junge Leute. Dafür muss man selber ein bisschen Vergangenheit haben“ – denken viele. Persönlich habe ich erst im Alter von 40 Jahren angefangen, als ich weit von Schlesien mein zweites Leben begonnen habe. Heute, wo Europa wächst, die Globalisierung das Denken in Wirtschaft und Politik bestimmt, gibt das Heimatgefühl in Krisenzeiten Halt.
Als Anachronismus finden wir unsere Gefühle zum Heimatbund nicht, genau das Gegenteil ist der Fall. Der Heimatgedanke ist dadurch sogar wichtiger geworden. Man braucht eine Identität. Und gerade die neuen Länder bringen ihre eigene Vergangenheit und ihre Lebensgewohnheiten mit. Wir wollen trotz europäischer Union verhindern, dass wir unsere Wurzeln verlieren, unsere Identität ändern.
Was bedeutet heute Heimat? Bestimmt ist das ein komplexer Bergriff. Heimat ist ein Geflecht von Beziehungen. Das fängt bei der Familie, der Kindheit und Jugendzeit an, umfasst den eigenen Ort, die Landschaft und den Glaube. Je vertraute jemandem die Heimat ist, desto bewusster ist die eigene Geschichte. In Deutschland und Polen gibt es viele Heimatgebiete, z.B. Westfalen, Schlesien, Plesser Land mit Pless - Pszczyna, Bergisches Land oder das Riesengebirge. Je besser man seine eigene Umgebung versteht, desto tiefer ist das Heimatgefühl. Das ist ein Bereich, den ich persönlich noch mitgestalten kann. Und das ändert sich nicht, auch nicht durch die Globalisierung in der Welt. Wie bis heute die Türken oder die Italiener mit ihren Kulturen, uns nicht geändert haben, so wird es auch mit dem osterweiterten Europa sein. Im Rahmen der Städtepartnerschaften wurden überall verschiedene Begegnungen und Ausstellungen organisiert.
Die Stadt Marienburg (Malbork) in Polen ist die zukünftige Partnerstadt mit der Stadt Monheim am Rhein. Nicht alle wissen, dass der 1310 in Monheim geborene Winrich von Kniprode, der als Hochmeister der Deutschenritter, 30 Jahre auf der Marienburg gewesen war. Schon in diesem Monat und dem Nächsten findet eine Begegnung mit den Chören aus Malbork und 15 Jugendlichen, meist Messdiener in unserer Gemeinde statt. Wir suchen Gastfamilien zur Unterbringung, ein Gegenbesuch soll im nächsten Jahr stattfinden. So wohl die Sänger als auch die Jugendlichen werden sich kennen lernen und sicher oft auch Freundschaften schließen, ihre eigene Identität zeigen. Es ist sehr wichtig, eigene Werte der polnischen Heimat und der deutschen zu erkennen und zu bewahren. Genau so wichtig ist es über die wahre Geschichte der beiden Regionen zu sprechen. Und in wirtschaftlich schwierigen Zeiten brauchen die Menschen wieder ein stärkeres Heimatgefühl, um sich orientieren zu können und Halt zu finden, weil die Heimatgedanken immer auch ein Zeitbedürfnis sind.
Das war schon Ende des 18. Jh. in Schlesien und seit dem 19 Jh. bis heute in Deutschland – eine große Heimatverbundenheitsbewegung. In derselben Zeit, wie beispielsweise die Wandervogelbewegung entstanden ist, wurde auch der Heimatbegriff geprägt. Es war die Zeit, als in Schlesien oder im Ruhrgebiet die Landschaft durch Industrie zerstört wurde oder die schöne, uns schon gewohnte oberschlesische Industrielandschaft verdorben wurde. Eine Vereinigung hieß damals in Deutschland „Bund Deutscher Heimatschutz“. In Polen gab es in dieser gleichen Zeit keine derartigen Vereine. In Polen, in Schlesien sind statt Heimat, die „Kleinen Vaterländer“ („Mała Ojczyzny“) für die, aus Lemberg gekommenen, vertriebenen Zuwanderer entstanden. Nach dem Krieg spielte der Heimatgedanke auf die beiden Seiten der Oder kaum eine Rolle. In den vergangenen 20 Jahren hat sich das wieder geändert. Heute bewahren wir mit den Vereinen, wie Europa Nostra und Pan-Europa, besonders mit den Vereinen „Heimatbund“ in jeder Stadt - unsere Werte, unsere Identität, um die Heimatgefühle zu schätzen und zu erhalten.
Wer wird den größeren Einfluss haben – der reichere Deutsche mit seinem Heimatgefühl, oder der Pole mit seiner vaterländischen, patriotischen Identität und mit dem intensiven „kleinen Vaterland-Gefühl" aber ärmer durch die kommunistische Vergangenheit, als sein Freund mit seiner kapitalistisch geprägten Persönlichkeit?
Aus diesem Grunde bemühe ich mich mit meinem oberschlesischen Heimatgefühl in meinem Ort Monheim-Baumberg eine schlesische Gedenkstube zu gründen. Ich stelle meine Sammlung - 100 Aquarelle von Alfons Wieczorek, Ireneusz Botor und Helena Golda-Blahut aus Oberschlesien als Leihgabe der Stadt zur Verfügung. Das kostet die Stadt nichts! Ich kann auch ehrenamtlich die Gedenkstube verwalten und als Kustos tätig sein. Es ist mein Einsatz!
Mit meinem Motto: "Brücke zwischen zwei Welten bauen" zeige ich die kämpfende mythologische „AMAZONE mit dem widerspenstigen Panther“ von August Kiss aus Oberschlesien. Das Denkmal steht vor dem Alten Museum in Berlin, unser Wahrzeichen. So verstehe ich auch das Motto meines Strebens.
Die alte, einst sehr intensive und vorbildliche Kultur und Tradition, unten den Schlesiern wach zu halten. Ach, wir Oberschlesier, zwischen Ambos und Hammer, in Polen und in Deutschland!
PKSczepanek als - NN - Nepomuk Nestroy Monheim/Rhein 2.6.2004 (mein Pseudonym hat mich ein Verleger gebetet, das, statt meinen Namen!)
Nowinki
From:
"onet" <roczniok@poczta.onet.pl>
Sent: Friday, June 08, Subject:
Nowinki
Terminy
zebrań ZLNS
- w czwartek 14.06.2007 godz.
17.00 w Rybniku ul. Białych 7 siedziba RAŚ
- w piątek 6.07.2007 godz
18.00 w Chorzowie Batorym w Zajezdzie obok
stadionu Ruchu Chorzów
Zachęcam do dyskusji na nowym forum http://nforum.freebox.pl Pozdrawiam
K. Klucznik
From: RAŚ Region Opole To: pejetr@neostrada.pl Sent: Saturday, June 09, 2007 11.56
Subject: czerwcowa Jaskółka Opolska
Zapraszam Państwa do lektury czerwcowego wydania
naszego biuletynu
Z poważaniem
Piotr Długosz www.rasopole.org
Tegoroczne Śląskie Gody, organizowane przez
Związek Gónośląski to cykl imprez, które do jesieni
będą odbywały się w różnych miejscowościach
regionu.
Dziś Śląskie Gody odbędą sie w katowickiej dzielnicy
Murcki. Okazją jest 350 rocznica rozpoczęcia wydobycia węgla
kamiennego na Górnym Śląsku.
Jak podkreśla prezes Związku Górnośląskiego Andrzej
Złoty, wydobywanie węgla rozpoczęło sie na Wzgórzu
Murckowskim. Dodał, że w archiwum państwowym zachował
się dokument, w którym baron Promnitz nakazuje sprawdzić czy
kamień, który się pali, czyli węgiel, można by
wykorzystać do opalania pieca kuźniczego w hucie w Jaroszowicach.
350-lecie wydobywania węgla kamiennego na Górnym
Śląsku jest okazją, by oznaczyć i upamiętnić
miejsca, gdzie rozpoczęła się działalność
górnicza. Jak powiedział Andrzej Złoty, w archiwum państwowym w
Katowicach znaleziono bardzo dokładne mapy pól górniczych. Dodał,
że rodzi się pomysł, aby w parku na wzgórzu Murckowskim
oznakować najstarsze szyby jakie są na tych mapach. To byłby
dokument świadczący, że ta ziemia "górnictwem stoi".
W ramach Śląskich Godów w parku w Murckach odbędzie sie
między innymi przegląd zespołów regionalnych, koncerty orkiest
dętych oraz biesiada śląska.W Miejskim Domu Kultury
"Południe"otwarta zostanie wystawa, obrazujaca historię
kopalń na terenie Murcek, a na murckowskim rynku wystawa starych map.
http://www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=1592830
Dostałem zaproszenie na
Śląską Galę Biesiadną w Spodku. Organizator tego
przedsięwzięcia, p. Bogdan Tyc, wręczając mi bilet
zaakceptował moje prawo do swobodnej oceny imprezy - z czego niniejszym
korzystam. Bo można mieć swoje, nawet krytyczne zdanie, ale nie
sposób ignorować tego "ruchu kulturowego" jakim stały
się w ostatnich latach "hajmaty" - czyli świat
pseudośląskich piosenek lansowany najpierw przez Radio Piekary, potem
przez Telewizję Katowice, dziś także przez Dziennik Zachodni.
Obecny premier Jarosław Kaczyński powiedział przed 15 laty,
że „najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski wiedzie przez ZChN
(Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe)”. Trawestując to
stwierdzenie można powiedzieć, że najkrótsza droga do
desilesianizacji Śląska wiedzie przez owe „hajmaty”. To brzmi
groźnie, ale rozmiar zjawiska naprawdę każe bić na alarm.
Wszyscy animatorzy tego ruchu nazywają go uporczywie
„śląską kulturą”, choć ma ona ze Śląskiem
taki związek jak moje teksty z Izraelem. Lokalne media, także te o
dużym zasięgu, upowszechniają je jako wzorzec kulturowy,
zaś samorządy gminne, miejskie i powiatowe wykładają na to
coraz większe pieniądze i odnotowują je w statystykach jako
„upowszechnianie kultury regionalnej”. I to właśnie jest groźne.
Jest bezspornym, że ta pseudokultura ma licznych i wiernych odbiorców,
więc nie można udawać, że to zjawisko nie istnieje. Ale tu
właśnie jest sedno problemu. Takie imprezy jak owa gala w Spodku, to
przedsięwzięcia komercyjne, na które przychodzi ten, kto ma
ochotę wysupłać kilkadziesiąt złotych. Każdy, kto
kupił bilet ma prawo do woli zachwycać się Mirkiem
Szołtyskiem, choć ten szmirowaty idol jest niedoścignionym
wzorem złego smaku. Kto godzi się zostawić w kasie kawałek
swojej emerytury, może do woli wznosić owacje dla Karpowicz Family
odzianej w meksykańskie sombrera, choć to wulkaniczna erupcja
prostackiego kiczu, przy którym legendarny Tercet Egzotyczny, to Chopin i Bach
razem wzięci. Zapłaciłeś, to raduj się duszo do woli.
Mogę co najwyżej mieć pretensje do organizatorów, bo jak
się robi biletowany koncert, to nieuczciwością są
występy z playbacku, gdzie muzyka idzie z kiepskiej płyty, a
wykonawcy nieudolnie udają, że śpiewają. Mogę
mieć pretensje, bo sprzedając bilety wypada zapewnić widowni
przyzwoite nagłośnienie i profesjonalnych akustyków, zamiast
nieudaczników, którym wystarcza, że z głośnika leci
niezrozumiały dla widowni łomot. Mogę się żalić,
bowiem przy sprzedawanej imprezie wypada zatrudnić reżysera z
prawdziwego zdarzenia, a nie panią, której umiejętności
sprowadzają się do ustalenia kolejności wykonawców. Tak, o to
wszystko - ale tylko o to - mam żal do organizatorów Śląskiej
Gali Biesiadnej. Ale mój prawdziwy żal, mój stanowczy sprzeciw kieruję
do samorządowców i poważnych mediów za to, że uparcie
wspierają - finansowo i medialnie - to zjawisko jako
"śląską kulturę". A także do poważnych,
zawodowych artystów (vide: Józef Polok), bo ci doskonale wiedzą, co dobre
i po śląsku smaczne, a mimo to zawzięcie wpisują się w
ten straszny ruch niszczący naszą tożsamość.
Po każdym moim artykule na ten temat w Telewizji Katowice eksploduje
śmiertelna obraza. Drodzy Przyjaciele! Nie jest moim celem kogokolwiek
obrażać, a choćby i tylko dokuczać. Po prostu jako
człowiek wyrosły i wysmakowany w śląskiej kulturze
błagam Was na wszystkie świętości: nie niszczcie tego, co
nam zostało po przodkach, nie obrażajcie ich duchowego dorobku! Czy
naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, że dzięki Wam następne
pokolenie Ślązaków utożsamiać będzie
śląskość wyłącznie z tą przerażającą
nicością kulturową, którą z premedytacją uprawiacie?
Czy naprawdę telewizyjną anteną regionalną już po wsze
czasy ma rządzić Pani z reklamy, jej bardzo osobliwe gusta i bardzo
oryginalne rozumienie telewizyjnej misji?
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,4200627.html
Zaiste niezbadane są wyroki
boskie. Gdzież to nie zanosiło Ślązaków na przestrzeni
dziejów! Oczywiście, zawsze musiały istnieć okoliczności
polityczne i społeczne przyczyn śląskich exodusów. Nasiliły
się od momentu przejęcia Śląska przez Niemców. No, nie
przejęcia, a "konkwistadorskiego" podbicia. Zaczęło
się chyba od Fryderyka Wielkiego, króla Prus. Ledwo wsadzono mu koronę
na łeb, jeszcze nie nagrzała się jego ciepłem, a już
ruszył na wojnę i odbił Czechom Śląsk. Wojnami
śląskimi Wielkie Prusy weszły na drogę ekspansji, która
znalazła swój finał w Auschwitz. A my w tym kotle - jakby się
dzisiaj rzekło - na statusie odrzuconego szczepu, jak Indianie na
mało spenetrowanym terenie. Gorzej przytrafić się nie
mogło, toteż wymykanie się ze śląskiej
"gorszości" było zawsze głównym motywem uciekania w
świat. Niestety, władze polskie przed wojną przejęły
ten styl rządzenia, po wojnie - tym bardziej, a i teraz mamy z nim do
czynienia. Wystarczy poczytać ustawę o mniejszościach narodowych
i etnicznych z 2005 roku.
Ale z 1989 rokiem nastały nowe czasy i dziś każdy, kto tylko ma
ochotę, może pojechać, gdzie chce, bo zjawisko odrzucenia
upowszechniło się: to skutek niedołężnego wprowadzenia
zbyt radykalnego kapitalizmu w Polsce. Przez całe lata toczy się
zawzięty bój o rozliczenie z komuną, miast skupić się na
tworzeniu warunków dla godziwej egzystencji młodych ludzi.
Przywiązanie do remanentów historycznych okazało się
większe niż realia rzeczywistości. Para poszła w gwizdek.
Pięciomilionowa rzesza młodych, bezrobotnych, niewidzących szans
w kraju, wyjechała z Polski. Bądź wyjedzie. Dawne, polityczne
motywy emigracji ustąpiły miejsca przyczynom wyłącznie
egzystencjalnym. Ale kiedy oni t a m staną na nogi i pójdą do wyborów
parlamentarnych, potem wrócą i zemszczą się. I zacznie się
byt państwa normalnego, w którym prawo i wolność nie będzie
już towarem na straganach partii od urazów historycznych, rodzimego
nacjonalizmu i groszowego katolicyzmu. Ufam, że za lat 10 papier toaletowy
zadrukowany będzie teczkami lustracyjnymi. Tak wyglądał
będzie happy end archaicznego patriotyzmu i dostojeństwa
szpargałów tajnych policji PRL-u. Zelżeje głupota polskiego
zaścianka, co nam daj Boże.
Ze śląskich exodusów miejsce szczególne zajmują zbiorowe
przenosiny prawie całej wsi - Płużnicy Wielkiej - spod Strzelec
Opolskich w połowie wieku XIX. Kilkaset osób! Pojechali za swoim
księdzem Alfonsem Moczygembą do Ameryki. Musieli
przemieścić się do Bremy, okrętem przeprawić się
przez morze, dojechać do Teksasu, przejść 800 mil w
głąb lądu, by w okolicach założyć St. Antonio, założyć
pierwszą polską parafię - Pannę Marię. To, co
przeżyli, trudno sobie dziś wyobrazić. Chciałem 35 lat temu
zrobić o tym film, ale mi nie pozwolono. Dopatrzono się w tym
projekcie metafory o kardynale Stefanie Wyszyńskim, a zapotrzebowanie
było na apoteozę Edwarda Gierka. Film taki powstał, zrobił
go Czesław Petelski, i nazywał się "Kazimierz Wielki".
Ślązacy wepchnięci w gorset prawny państwa niemieckiego, w
bezlitosne rygory wyzysku w kopalniach i hutach, byli na rynku niemieckim
towarem najtańszym. Dlatego Ślązacy już przed pierwszą
wojną szukali łagodniejszych form egzystencji w kopalniach Westfalii
i Północnej Francji, nim zaczęto sprowadzać Arabów i Murzynów z
Afryki. Po drugiej wojnie Ślązacy jeszcze dynamiczniej i wszelkimi
sposobami uciekali od koszmaru "socjalistycznego" państwa kolonialnego.
Chcieli tylko nieco lepiej żyć, ale i podreperować swoją
godność, choć i w Niemczech nie traktowano ich równoprawnie.
Drugorzędność dana im była wszędzie. Żyli jednak
w Europie i korzystali z demokratycznych reguł gry.
Ale wyłonił się fakt, którego nikt nie był w stanie
przewidzieć. Dziś szokuje czołowy terrorysta Al-Kaidy Krystian
Ganczarski vel Abu Ibrahim, jeden z najbliższych współpracowników
Osamy bin Ladena. Rodzina Ganczarskich mieszkała w starych familokach
hutniczych w Gliwicach. Była bardzo religijna. Pod koniec lat 70.
sięgnęli po stare papiery i wyjechali do Duisburga, gdzie Krystian
ukończył szkołę zawodową i jak ojciec miał
zostać hutnikiem. Poczciwi Ganczarscy, ze swoim utrwalonym statusem
obywateli gorszej kategorii, osiedlili się w sąsiedztwie
ludności arabskiej. Przy hucie. Tam Krystian znalazł nowych
muzułmańskich rówieśników, zaprzyjaźnił się z
nimi i jego głęboko utrwalona śląską
religijność przemieniła się w wiarę Allaha. Stał
się fanatykiem religijnym nowej wiary, wszedł w kręgi ludzi z
Al-Kaidy, by z czasem stać się ważną osobą w jej
strukturze, wtajemniczoną w najtajniejsze sprawy. Ślązak z
niemieckim paszportem był idealnym kurierem na Europę: przewoził
informacje i pieniądze, Osamie bin Ladenowi przywoził lekarstwa
przeciw cukrzycy, na receptach córki. Organizował europejski
"rynek" terrorystów i maczał też palce w zamachu na Word
Trade Center. Jego podopieczny pilotował jeden z samolotów, który
wbił się w nowojorski wieżowiec. Służby
amerykańskie po latach żmudnej pracy doszły do Krystiana G.,
rozszyfrowały go. Został aresztowany na lotnisku w Paryżu i
czeka go proces za zorganizowanie zamachu, w którym zginęło 21 osób.
Dla nas będzie to sensacyjny proces.
Powstaje pytanie, jak wytłumaczyć niezwykły przypadek Krystiana
Ganczarskiego? Dlaczego grzeczny i religijny chłopiec z hutniczego
familoka stał się wielkim terrorystą arabskim? Odpowiem na to w
wielkim skrócie: praojcem jego losu jest Fryderyk Wielki, który
zaprogramował niewolniczy los Śląska i jego mieszkańców -
to ów niemiecki kolonializm, który dla swojej imperialnej polityki nie
mógł obyć się bez przemysłowych niewolników. Z czasem
Ślązacy stali się gorszej jakości proletariatem Rzeszy
Niemieckiej. Pod koniec lat 70., w ramach "łączenia
rodzin", rodzina Ganczarskich przeniosła swoją
śląską "dupowatość" w hutnicze
środowisko arabskie pod Duisburgiem. Trafili do ludzi mentalnie podobnych
do siebie, tylko z jeszcze silniejszą wiarą. I potrzebą zemsty.
Krystian łatwo wszedł w ich kult religijny i urazy. Były mu
bliskie.
Terroryzm islamski wyrasta na krzywdzie, której doznali od białych. I na
fanatycznej wierze w swojego Boga. Teraz przystąpili do zemsty. Los
Krystiana Ganczarskiego, chłopca z głęboko wierzącej
rodziny katolickiej, całkiem nieźle mieści się w arabskiej
logice zemsty. Współcześni "niewolnicy", nacje zdegradowane
przedmiotowym traktowaniem, mają prawo odwetu i chętnie
posługują się terrorem.
Arabscy terroryści-przyjaciele Krystiana obudzili w nim instynkt krwawego
odwetu. Świat cnót europejskich płaci za swoją hipokryzję.
W ten sposób także świat śląskiego familoka, siedliska
niewolniczej "dupowatości", w osobie Krystiana Ganczarskiego
objawił się w niespodziewanej, krańcowej urodzie. I skłania
do niebanalnych refleksji.
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,4200611.html
Australia, Brazylia,
Indie, Meksyk, Nowa Gwinea to tylko niektóre kraje, jakie odwiedzał
nastoletni Wilmowski. Sam pisarz Alfred Szklarski nigdy w tych państwach
nie był. Znał dobrze jedynie Stany Zjednoczone. Tam się
urodził i spędził dzieciństwo. Kłopoty ze zdrowiem
sprawiły, że świat zwiedzał, studiując mapy i
zaczytując się w literaturze podróżniczej. Choroby trapiące
go od wielu lat były skutkiem udziału w powstaniu warszawskim.
Pięcioletni pobyt w więzieniu stalinowskim również nie
pozostał bez wpływu. Raz - jedyny - pisarz udał się z
rodziną do Egiptu. Nadwyrężyło to szwankujące już
płuca. Zresztą Szklarski doświadczył nad Nilem przygody na
miarę bohatera swoich książek. Przed bramą cmentarza, który
pragnął zwiedzić, został zaczepiony przez sympatycznego
Araba. Wdał się z nim w pogawędkę i został
poczęstowany zatrutymi daktylami. Resztę wakacji spędził w
szpitalu.
Tomasz w tomach
Powieściowy Tomek Wilmowski przyszedł na świat w Katowicach przy
ulicy Jordana. Jego pojawienie się zwiastował całonocny stukot
maszyny do pisania. - Najpierw było namiętne palenie fajki i
wylegiwanie się na tapczanie. Ten widok był mylący. My
wiedzieliśmy, że ojciec właśnie w ten sposób
ciężko pracuje - mówi Bożena Szklarska-Nowak, córka Alfreda. -
Gdy zamieniał tapczan na biurko, miał już całą
powieść w głowie. Pisywał nocami. W ciągu dnia nie
mógłby tworzyć, bo pracował na pełnym etacie jako sekretarz
wydawnictwa Śląsk.
Pisarz umieścił Tomka w Warszawie u wujostwa Karskich. Na krótko.
Tomek po kilkunastu stronach został wysłany pod opiekę ojca, by
łowić dzikie zwierzęta. Podróżował więc po
całym globie i docierał w miejsca trudno dostępne dla
białych. Odtąd przez dziewięć tomów nastoletni, a potem
dorosły Wilmowski będzie wzbudzać wśród czytelników
tęsknotę za dalekimi stronami. Dla wydawnictwa Śląsk
będzie stanowić podporę finansową. Gdy któreś z
tytułów słabo się sprzedawały, ratowano się
wznowieniami "Tomków". Obecnie serię tę wydaje warszawska
Muza. Najnowsze wznowienie piątego tomu - już trzynaste! -
ukazało się miesiąc temu.
Pierwsza część powstała w 1957 r. Była to
powieść "Tomek w krainie kangurów". Jej
popularność przerosła oczekiwania autora. Dotychczas
książki Szklarskiego, drukowane w większości pod
pseudonimem, nie były zauważane przez czytelników i krytykę.
Utwór z wartką akcją w egzotycznych plenerach spodobał się
na tyle, że wydawnictwo zaproponowało napisanie dalszego ciągu.
Ukazały się więc: "Tomek na Czarnym Lądzie",
"Tomek na wojennej ścieżce", "Tomek na tropach
Yeti", "Tajemnicza wyprawa Tomka", "Tomek wśród
łowców głów", "Tomek u źródeł Amazonki",
"Tomek w Gran Chaco".
I pomyśleć, że pisarz - znużony pisaniem kolejnej
części - chciał swego bohatera uśmiercić! Syn Tomka -
kontynuator przygód - miał polec w powstaniu warszawskim. Zamysł
się nie udał - za sprawą oczekiwań czytelników i presji
wydawnictwa. Termin zgonu podróżnika od trzeciego tomu systematycznie
przesuwano.
Pracę nad następną książką przerwała
nagła śmierć pisarza. Ostatnią, dziewiątą
część - "Tomek w krainie faraonów" - kończył
ks. Adama Zelga. Nowy autor znał zamysł Szklarskiego, plan
fabuły, miał dostęp do zebranych przez niego materiałów. -
To był wielbiciel powieści ojca. Odwiedzał nas w każde
wakacje. Przesiadywał całymi popołudniami z ojcem w gabinecie.
Szybko stał się kimś w rodzaju przyjaciela domu - wspomina
Szklarska-Nowak. Ów wielbiciel został felietonistą sportowym i
kapelanem reprezentacji Polski w piłce nożnej za kadencji Engela.
Mimo napisania kilku książek dla dzieci i młodzieży do
tworzenia dalszych "Tomków" nie wrócił. Mówi nam: - Seria tych
powieści na zawsze winna wiązać się jedynie z nazwiskiem
Szklarskiego. Takie jest zdanie rodziny i ja się do niego przychylam. W
mojej książce "Piłka jest okrągła"
główny bohater zaczytuje się w Szklarskim. Sentyment działa.
Wychowuje i uczy
Wilmowski jest prawy i szlachetny. Zawsze staje po stronie dobra i broni
poszkodowanych. Towarzyszy mu ciągły głód poznania. Zadaje setki
pytań, co dla towarzyszących mu dorosłych bywa
męczące. - Jest upierdliwy - stwierdziły dosadnie dzieci z
jednej ze szkół ("Tomek" został umieszczony w kanonie
lektur). Owo naprzykrzanie się czyni z niego postać bliższą
życia, mniej wyidealizowaną. Szklarskiemu za to pozwala w
odpowiedziach dorosłych przemycać informacje rodem z podręcznika
historii, biologii czy geografii. Ładunek treści dydaktycznych jest
tu spory. Jeśli Wilmowski chce dokuczyć lizusowi podczas odpowiedzi,
wrzucając mu za koszulę chrząszcza, bądźmy pewni,
że pojawi się przypis: "Jelonek rogacz (Lucanus cervus) jest
najokazalszym gatunkiem chrząszczów naszych krajowych lasów, głównie
dębowych...". - Mąż przykładał ogromną
wagę do realiów przyrodniczych i kulturowych. Każdą
informację sprawdzał po dwadzieścia razy - wspomina Krystyna Szklarska.
- Ilustrator nie miał z nim łatwo. Każdy rysunek sprawdzał
osobiście. Twierdził, że ilustracja też uczy, musiała
więc być w najmniejszych szczegółach zgodna z faktami.
Pisarz znał biegle cztery języki, gdyż w dzieciństwie
marzył o karierze dyplomaty. Za żelazną kurtyną
językowe umiejętności wykorzystywał do studiowania
podróżniczych opracowań. Ze Stanów Zjednoczonych regularnie
przychodziły wysyłane mu przez ojca numery "National
Geographic". Odpowiednie książki i prasę przywoziła mu
też żona z zagranicznych wojaży. Była ona zresztą
współautorką trylogii indiańskiej, do której zbierała
materiały. Niedziwne, że seria "Tomków" zalewa nas morzem
informacji. Ale Szklarski idzie o krok dalej. Niezależnie, czy akcja
rozgrywa się w Peru, czy na Syberii, wszędzie można dostrzec ślady
wielkich Polaków i ślady polskości. Jeśli chwilowo ich brak,
narodowe spełnienie daje dumnie dzierżona biało-czerwona flaga
na tle afrykańskiego krajobrazu.
Prawie idealny
Szlachetnego i patriotycznego Tomka od zaliczenia w poczet świętych
ratuje jedynie lekkie zarozumialstwo. Jest półsierotą. Wychowuje go
ojciec, który pracuje poza granicami kraju, wówczas znajdującego się
pod zaborami. Odpowiedzialny i zaradny młodzieniec wychodzi samodzielnie z
największych opresji. Opiekuje się młodszą od siebie
australijską przyjaciółką Sally, z którą później
się żeni. Ważnym rekwizytem dla chłopca staje się
podarowany sztucer. Skądś to znamy? Córka Szklarskiego mówi: -
Kochał Sienkiewicza, ciągle wracał do czytania jego
książek.
Tomek przypomina postać Stasia Tarkowskiego z "W pustyni i w
puszczy", rubaszny bosman Nowicki nasuwa skojarzenie z Zagłobą.
"Pachnący dżunglą" Smuga nie ma pierwowzoru
literackiego. Natomiast postać ojca Tomka, Andrzeja Wilmowskiego,
była wzorowana na ojcu samego pisarza. Mają tak samo na imię i
podobne emigracyjne losy (Andrzej Szklarski był emigrantem politycznym z
okresu Polski rozbiorowej).
Czy Tomek obieżyświat może rywalizować z Harrym Potterem?
Bibliotekarka jednej z miejskich bibliotek wyjaśnia: - Dzieciaki
czytają teraz głównie lektury, czyli z obowiązku. Nie jest
możliwe, by lata świetności "Tomków" wróciły.
Książka dla dzieci ma szansę zaistnieć, jeśli
towarzyszy jej ogromna kampania medialna. Tak było z "Harrym
Potterem". Teraz jest już o nim ciszej, więc nawet czarodziej
leży na półkach.
Na internetowym forum wydawnictwa Muza poświęconym Szklarskiemu
przeważają dorośli. To dawni miłośnicy jego
twórczości. Nastolatków tu mało, ale dziewczyny zaznaczyły
swoją obecność. Dyskutują, czy obiektem uczuć jest
rówieśnik Tomek, czy dorosły Smuga. Wyszło na korzyść
tego drugiego, bo "nie jest tak strasznie ułożony, tylko
tajemniczy i baardzo męski".
Daleko bardziej lojalni są dorośli. Reżyser Piotr Trzaskalski
deklaruje, że nadal wraca do lektury "Tomków". Z kolei
właściciel katowickiego biura podróży Tomasz Turek po emocjach
związanych ze śledzeniem przygód swego imiennika zapragnął
zwiedzać odległe miejsca. Na tym dziecięcym pragnieniu
stworzył swoją firmę. Po kilku latach włączył do
oferty program wypraw "Śladem Tomka Wilmowskiego". Podróż
do Indii i Nepalu wzorowana na czwartej części już się
odbyła.
Unia lubi się z Wilmowskim
Na Śląsku szósta szkoła będzie nosić imię Alfreda
Szklarskiego. Jest nią mysłowicka Szkoła Podstawowa nr 15. W
ramach przygotowań przeprowadzono wśród uczniów ankietę. W
rubryce "Czy Wilmowski jest w stanie mi zaimponować?"
zdecydowana większość napisała "tak". Jako
uzasadnienie najczęściej pojawiały się odwaga i
świetna znajomość języka angielskiego. Niektórzy wskazywali
na fakt, że Tomek potrafił... stawiać się nauczycielom. Nie
ma dla nich znaczenia, że bohater w książce buntuje się
raczej przeciwko szkole symbolizującej reżim zaborów.
- Nie sądzę, żeby Tomek się zestarzał - mówi nam
Sabina Gonsiorczyk, dyrektorka mysłowickiej podstawówki. - Wilmowski
świetnie współgra ze współcześnie promowanym w szkołach
modelem człowieka otwartego na świat, z szacunkiem odnoszącego
się do obcych kultur, a przy tym ze wzorem patrioty.
Szklarski, tworząc przygodową serię powieści, pewnie
się nie spodziewał, że umiejętnie łącząc
globalne i lokalne, wyjdzie naprzeciw... edukacyjnym wytycznym Unii
Europejskiej.
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,4200640.html
Rogalski
(kiedyś LPR, teraz bezpartyjny) zorganizował konferencję, bo jak
mówi, tempo roszczeń majątkowych Niemców, których przodkowie
mieszkali na Ziemiach Odzyskanych, rośnie w zastraszającym tempie. -
Dlatego utworzyłem biuro interwencyjne dla osób, wobec których Niemcy
wysuwają roszczenia majątkowe - mówił europoseł i
przedstawił statystyki dotyczące skali roszczeń. Wynika z nich,
że teraz w powiecie olsztyńskim jest 120 wniosków Niemców o zwrot
ziemi lub domów; w powiecie ziemskim Olsztyn - siedem wniosków, tyle samo w
powiecie szczycieńskim; wobec Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych
Niemcy złożyli cztery wnioski, a w Agencji Nieruchomości Rolnych
jest ich 12 (dla porównania na Opolszczyźnie jest to wg danych z
urzędu wojewódzkiego 5 lub 6 takich spraw).
- Pięć rodzin już przegrało przed polskimi sądami
sprawy z Niemcami i muszą opuścić swoje domy. Tak polskie
sądy dbają o nasze interesy, dlatego trzeba działać jak
najszybciej - mówił Rogalski i zachęcał obecnych na spotkaniu
samorządowców, by jak najdłużej się da odwlekali rozpatrywanie
pism od obywateli Niemiec. - Można zwracać podania, znajdować
paragraf, z którym nie są zgodne - podpowiadał.
Roszczenia Niemców można podzielić na dwie grupy:
** składane przez potomków tych, którzy z obawy przed frontem wschodnim
uciekli lub zostali wypędzeni z Prus,
** roszczenia składane przez ludzi, którzy wyemigrowali w latach 50. i
później.
Ci drudzy często byli pozbawieni majątków niezgodnie z prawem i to
ich roszczenia stanowią większość.
- Ci ludzie przyjeżdżają do nas butni, wchodzą na nasze
podwórka jak do siebie, choć znają język polski, do sądu
zwracają się po niemiecku - wyliczał opolski poseł Marek
Kawa z LPR, który przestrzegał, że gdy Niemcy zaczną odzyskiwać
majątki "Polska będzie wyglądała jak poraniona
kulami". Kawa udzielił o tym wywiadu Telewizji Trwam.
Emocje polityków studził Stanisław Kowalski z wydziału geodezji
olsztyńskiego urzędu miasta. - Niemcy odzyskują majątki w
świetle prawa, warto zadbać o porządek w księgach
wieczystych i wtedy nikt Polakom majątków nie odbierze - mówił.
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole
http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,4202050.html
Góra św Anny: Pielgrzymka
mniejszości narodowych
KAI/J
Mimo złej
pogody, około 1,5 tys. osób wzięło udział w niedzielnej
pielgrzymce mniejszości narodowych na Górę św. Anny. Mottem
spotkania było zawołanie z Modlitwy Pańskiej: "Przyjdź
królestwo Twoje". Licznie zgromadzonym pielgrzymom przewodniczył abp
Alfons Nossol.
Mówiąc o pielgrzymce, opolski biskup podkreślił element
łączenia kultur i języków - obecny w przesłaniu
pielgrzymki. Zdaniem arcybiskupa taka idea ma niepowtarzalne znaczenie
zwłaszcza na Śląsku, który jest pomostem między wschodem a
zachodem. - Dzięki różnorodności wzajemnie się ubogacamy,
odmienności są "przyprawą" życia wspólnotowego -
podkreśla abp. Nossol.
Większość uczestników przyjechała na pielgrzymkę w
pełni świadoma, że spotkają się na niej tak odmienne
narodowości . Pan Rajmund z Raciborza podkreślił, że
głównym motywem jego obecności na Górze św. Anny jest
przynależność do mniejszości niemieckiej i okazja do
pomodlenia się za przedstawicieli innych narodowości. Dla Krzysztofa
z Głogówka ważna jest rodzinna tradycja pielgrzymowania na Górę
św. Anny, ale także okazja do poznania "innych".
W ramach pielgrzymki mniejszości narodowych, do sanktuarium na Górze
Św. Anny przybyli Niemcy, Polacy , Czesi i Romowie. W ich językach
narodowych odbywały się poszczególne części
uroczystości, choć jak co roku dominował język niemiecki.
„Po
co Śląskowi inteligencja? – na to pytanie chcieli odpowiedzieć
wczoraj uczestnicy kameralnego, acz doniosłego spotkania w katowickim
Rialcie. I – jak to zwykle bywa z dyskusjami panelowymi – odpowiedź na to
pytanie nie padła.
Abp Damian
Zimoń, Marek Szczepański, Kazimierz Kutz, Henryk Waniek i nieco z
boku Michał Smolorz czy ks. Jerzy Szymik – wszyscy oni wokół
głównego pytania snuli (podczas debaty lub tuż po niej) swoje
opowieści o Śląsku. Choć we wszystkich wypowiedziach
próbowano rozprawić się ze śląskim mitem – jako
wartością, która banalizuje naszą rzeczywistość – to
tak naprawdę ową mitologię skwapliwie budowano.
– Region nie będzie piękniejszy, nie będzie ponad, niż ich
liderzy – zwracał uwagę prof. Marek Szczepański, próbując w
dyskusję wsączyć nieco socjologicznych danych naukowych. –
Obecnie mamy 200 tysięcy studentów, czyli 5 razy więcej niż 10
lat temu. Oni będą budować klasę średnią,
inteligencję. Optymistyczne dane kontrowano: raz przypominaniem znanego
określenia Kutza o śląskiej dupowatości (Waniek), dwa –
apelami, by nie czynić ze Śląska krainy wyjątkowości
(abp Zimoń). Zgodzono się, że Ślązacy odczuwają
„niezwykłe poczucie tożsamości” (znowu Kutz), co może
nabrać specjalnego znaczenia w kontekście procesu uwspólniania
Europy. I jeszcze raz zapanowała w sali powszechna zgoda. Gdy Kutz
przywołał myśl będącą jego zdaniem „jądrem
śląskiej filozofii”: „My to wszystko smolimy”. Po chwili milczenia,
przyszedł czas na refleksję. Bo co kryje się pod tym stwierdzeniem?
Czy „róbmy swoje mimo przeciwności”, a może „mamy wszystko
gdzieś”? Tutaj już zgody nie było.
Debata była
połączona z promocją książki Aleksandry Klich „Bez
mitów. Portrety ze Śląska” (omówienie we wczorajszym DZ), która
zawiera szkice m.in. o Wojciechu Korfantym, Herbercie Bednorzu, Gustawie
Morcinku czy Henryku Beresce.
WIZYTA DYREKTORA GENERALNEGO UNESCO W
POLSCE [5.06.2006]
Czwartego czerwca br. na lotnisku we
Wrocławiu, minister kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierz Michał
Ujazdowski powitał w imieniu Rządu RP dyrektora
generalnego UNESCO Koichiro Matsuurę. Najważniejszym punktem
wrocławskiego programu pobytu Koichiro Matsuury było uroczyste
odsłonięcie tablicy pamiątkowej oraz wręczenie aktu
nominacji Hali Stulecia do wpisu na Listę Światowego Dziedzictwa
UNESCO.
Hala Stulecia jest trzynastym polskim
obiektem na Liście UNESCO, na której figurują m.in. Wielki Mur
Chiński, piramidy w Gizeh, Akropol w Atenach. Wzniesiona w latach
1911-1913 według projektu Maksa Berga przy udziale architekta Hansa
Poelziga, stanowi przykład pionierskiego osiągnięcia
inżynierii i architektury XX wieku.
http://www.mkidn.gov.pl/website/index.jsp?artId=1689
Uroczystości we Wrocławiu
Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków
4 czerwca
przed Halą Stulecia we Wrocławiu uroczyście odsłonięto
tablicę upamiętniającą wpis obiektu na Listę
Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.
W obecności Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego Kazimierza Michała Ujazdowskiego oraz
Marszałka Województwa Dolnośląskiego Andrzeja Łosia,
dyrektor generalny UNESCO, Koďchiro Matsuura wręczył prezydentowi
Wrocławia Rafałowi Dutkiewiczowi certyfikat poświadczający
wpis Hali Stulecia na listę światowego dziedzictwa. O wpisie informuje
tablica, umieszczona przed głównym wejściem do budowli, którą
odsłonięto podczas uroczystości.![]()
Przez najbliższy miesiąc o pozostałych 12 miejscach w Polsce,
wpisanych na listę światowego dziedzictwa, opowiadać będzie
sąsiadująca z tablicą, wystawa przygotowana przez KOBiDZ.
Na tablicy umieszczono napis:
„Hala Stulecia, wzniesiona w latach 1911–1913, jest uznana za jedno z
wybitniejszych, pionierskich dzieł architektury XX wieku. Swoim
odważnym projektem Maks Berg, architekt miejski Wrocławia,
utorował drogę do śmiałego stosowania żelbetu przy
konstruowaniu dużych obiektów użyteczności
publicznej. Nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne nadały wnętrzu
ogromnej kopuły zadziwiającą lekkość i harmonię.
Wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO potwierdza
wyjątkową wartość budowli, zasługującej na
ochronę jako dobro całej ludzkości.”
Halę Stulecia wpisano na Listę UNESCO 13 lipca 2006 roku.
http://www.kobidz.pl/app/site.php5/article/7/2429.html
Różnorodność nie oznacza obcości
(2007-06-06)
Pielgrzymka mniejszości
narodowych w deszczu
Po raz dwunasty na Górze św. Anny odbyła się pielgrzymka
mniejszości narodowych. Tym razem pod hasłem „Przyjdź królestwo
Twoje”. Arcybiskup Alfons Nossol w homilii podkreślił
wartość mniejszości narodowych w społeczeństwie. „To
jest dar, a rozwój wymaga wymiany darów między mniejszością a
większością”. Ordynariusz zaapelował o budowanie
wartości kulturalnych i intelektualnych przez wspieranie tożsamości
narodowej. Zwrócił też uwagę na to, że mniejszość
niemiecka po piętnastu latach nie doczekała się szkoły z
niemieckim językiem wykładowym.
– Być może, patrząc z polityczno-ideologicznego punktu widzenia,
istnieć powinien naród jednolity, bez mniejszości narodowych, ale
wtedy byłoby tak mało możliwości wzajemnego ubogacania
się przez różnorodność – mówił arcybiskup. –
Różnorodność nie oznacza obcości! Jan Paweł II
powiedział, że musimy się starać korzystać z faktu, że
jesteśmy inni.
Żeby dzieci nie wyjeżdżały
Ordynariusz opolski mówił w kazaniu o potrzebie nowej hierarchii
priorytetów. – Dla króla Salomona nieważne było bogactwo, ale
zdolność odróżniania dobra od zła. Gdzie Jezus, tam jest
królestwo Boże. Prośmy o przyjście królestwa Bożego we wszystkich
językach świata, w obrębie wszystkich kultur.
– Pogoda w tym roku nie dopisała i stąd tak mało ludzi – mówi
pani Elżbieta z Góry św. Anny. Przyjeżdżam tu od
początku, ale takiej frekwencji jeszcze nie widziałam.
Jan Kula z Gliwic przyjechał w tym roku do św. Anny prosić
ją o to, by jego dzieci nie musiały jeździć do pracy na
Zachód, a wnuki na tyle się wykształciły, żeby nie
szukać daleko pracy. – Już nie musimy ukrywać swojej
tożsamości, jednak ciągle brakuje nam tej jedności, mimo
że jest nas coraz mniej.
Mniejszość powinna się angażować
Od lat również Romowie pielgrzymują na Górę św. Anny. Przed
mszą św. w grocie lurdzkiej występ artystyczny
zaprezentował zespół „Romani” z Kędzierzyna-Koźla.
Pięknie pokazały się również grupy dziecięce z
Kolonowskiego, Bytomia i Jemielnicy.
Ksiądz Wolfgang Globisch, duszpasterz grup mniejszości narodowych
diecezji opolskiej, zapowiedział, że w przyszłym roku
organizacją pielgrzymki zajmą się rady duszpasterstwa
mniejszości narodowych. – Również mniejszość niemiecka jako
organizacja powinna się bardziej zaangażować w organizację
pielgrzymki, najważniejszej w roku dla tej grupy narodowej – uważa
ksiądz Wolfgang Globisch.
W. Dobrowolski http://www.wochenblatt.pl/php/index.php3?id_art=409
W marcu
Pilar Rahola, lewicowa katalońska nacjonalistka w artykule "Polska
wciąż budzi grozę" na łamach dziennika "El
Pais" napisała m.in., że Polacy są największymi
antysemitami w Europie, a podczas wojny brali aktywny udział w
eksterminacji Żydów. Stwierdziła także, że to wprawdzie
Niemcy budowali w Polsce obozy koncentracyjne, to jednak "w Polsce
zbiegły się dwa nurty antysemityzmu: nazistowski i wywodzący
się z wiary chrześcijańskiej". Ambasador Polski w Madrycie
Grażyna Bernatowicz przesłała do redakcji dziennika list z
wyrazami oburzenia.
Teraz szef wrocławskiej LPR Rafał Orszak złożył w
prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie "publicznego pomówienia
narodu polskiego o odpowiedzialność za zbrodnie nazistowskie". -
Ten artykuł to stek bzdur i oszczerstw, bardzo niebezpieczny, bo utrwala
stereotyp Polaka-antysemity. Mam nadzieję, że śledztwo
skończy się oskarżeniem. Trzeba ukrócić antypolonizm, który
szerzy się w Europie Zachodniej - mówi Orszak.
Jakub Przystupa z Prokuratury Rejonowej Wrocław Stare Miasto: - Jest w
kodeksie karnym artykuł mówiący o karze za znieważanie narodu
polskiego. W tym przypadku śledztwo jest jednak prowadzone na podstawie
innego przepisu, który mówi o karze za pomówienie narodu polskiego o
udział w zbrodniach nazistowskich.
Ten przepis (art. 132a) wprowadziła do kodeksu karnego w październiku
zeszłego roku ustawa o ujawnianiu dokumentów organów bezpieczeństwa
państwa (tzw. lustracyjna). Zaskarżył ją do Trybunału
Konstytucyjnego m.in. rzecznik praw obywatelskich uznając, że narusza
wolność słowa i badań naukowych (TK jeszcze się tym
nie zajął).
Śledztwo wrocławskiej prokuratury jest prawdopodobnie pierwszym
śledztwem w Polsce dotyczącym pomawiania narodu polskiego o zbrodnie
nazistowskie i komunistyczne. - Dopiero się rozpoczyna - mówi prokurator
Jakub Przystupa. - Wprawdzie mamy polską wersję artykułu, mimo
to musimy zlecić biegłemu tłumaczowi przekład tekstu.
Niewykluczone, że będziemy potrzebowali pomocy Hiszpanów. Na
przykład, żeby przesłuchać autorkę tekstu. Jest za
wcześnie, by już teraz mówić, jak to śledztwo się rozwinie.
Na tym etapie jest ono prowadzone "w sprawie", a nie przeciwko
jakiejś osobie. Zakładam, że może potrwać około
2-3 miesięcy.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4210038.html?nltxx=856991&nltdt=2007-06-08-09-06
Książę Wuerttenberg jest przedwojennym
właścicielem miejscowości.
To pierwsza po wojnie
oficjalna wizyta tytularnego właściciela Pokoju w rodzinnej
miejscowości. Książę będzie honorowym gościem
rozpoczynającego się w czwartek (7 czerwca) festiwalu muzyki Carla
Marii Webera.
Joanna Ptaszek, wicewójt Pokoju, zapowiada, że pokaże księciu
ciekawe zakątki w gminie.
- Chcemy pochwalić się efektami prac konserwatorskich parku
krajobrazowego. Dopiero niedawno udało nam się ruszyć z jego
renowacją.
Pierwszy koncert, na którym pojawi się książę Wuerttenberg,
zaplanowano na godz. 16.00 w kościele ewangelickim.
- Zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę posłuchać dobrej
muzyki i spotkać się z księciem. Wstęp na festiwal jest
bezpłatny - zachęca Joanna Ptaszek.
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070607/AKTUALNOSCI/70606046/-1/RSS
39-Ilustracje –
Illustrationen
1-Goldene
Hochzeit 1908 Joanna und Hans U. Schaffgotsch bei Godulla-Werk,Złote gody
w 1908 roku Joanny i Hansa Schaffgotsch w zakładach Godulli.
2-Das Strohhaus von Carl Godulla, den
reichsten Mann Schlesiens, 1960 – zerstört Taki dom
ze słomy miał najbogatszy człowiek Slaska - Godulla
3-Plesser Wapien, Thurzo- Promnitz-(mit eine
Pfeile und 2 Sterne) Anhalt-Hochberg, herby Psszczyńskich Panów, w tym
Promnitza ze strzałą i gwiazdami.
4-Familie Franz Niestroj 1900 in Tichau OS Leopold, Franz, Waldem. Waleria..., Rodzina pradziadka Franza Niestroja w 1900 roku
5-Franz Niestroj mit Waldemar, Waleria und
kleines Luzian, Franz Niestroj, legende in Tichau, z dziećmi: Waldeman,
Waleria i Lucjan,
6-Familie
Niestroj Stammbaum, mein Programmentwicklung 1993-4, Drzewo genealogiczne
rodziny Niestroj – urywek, moje oprogramowanie z 1993-4 roku,
7-Tichauer Graf Waldemann (Niestroj); Tyski
hrabia Waldemann (Niestroj)
8-Tichauer Ring
Kirche Maria-Magdalena-Teich-1918, Tyski rynek, kiedyś 1918 z
kościołem i stawem
9-Schule
1792 2007 –in Tichau – Tychy –Historia
szkoly Tyskiej od 1792, 1842, 1900 , 1932, 1957-ukonczenie szkoly.
10-Tichauer-
Absolvents-1957 – 2007 – 50 Jahre,
Absolwenci Podstawówki z roku 1957.
11-Tichaue
Prozession 1955 -und polnische, kommunistische Regime , Boże Ciało
procesja w 1955 roku, Kołodziej B i Sczepanek P.K. wydzwaniają, by
się nie lękać.
VS &
PS vivat & phoenix silesia ViP-S
Uwaga -
jezeli nie potrafisz otworzyc zalacznikow, tzn. masz
klopoty - prosze ten caly artykul jak gdyby (zainicjowac wyslanie)
"przeslac innym" i nie wysylajac - mozesz otworzyc zbiory i je
czytac, ogladac...
Plik Wordowy macie po to by sobie go zapamiętać
w waszej bibliotece - i czytać możecie dowolnie, kiedy wam się
podoba. p.k. sczep.
Uwaga: Czytelnicy
polscy z ….@wp.pl już od
miesiąca nie otrzymują tych artykułów. Jeżeli znasz takich
to prześlij im ten artykuł. pkscz
Es wurde kein Virus
gefunden! Żadnego wirusa nie znaleziono w pliku
070610-Artikel-Sczep.doc - bitte öffnen
- proszę otworzyć sobie
ten plik danych, gdzie jest 39 stron interesujących informacji, dla
wszystkich.
e-Mail: pksczepanek@gmx.de www.Slonsk.de www.EchoSlonska.com www.Slonsk.com www.SilesiaSuperior.com www.RegioPolis.net www.Silesia-Schlesien.com www.dat.proSilesia.net
Glück-auf
- Na szczęście - Peter Karl Sczepanek Monheim am Rhein 10. 06. 2007
ViP-S