Górny Śląsk - Oberschlesien / Wyszukane aspekty (c) Bruno Nieszporek

O Śląsku i Ślązakach

Przeczytałem w Jaskółce (luty 1994) artykuł Alfreda Dragi "Gra Śląskiem i mamienie Ślązaków zaczęło się od nowa". Nie zgadzam się z niektórymi wnioskami Alfreda Dragi. Poniżej opisuję, nasuwające mi się po lekturze tego artykułu, uwagi. Wolna wymiana różnorakich stanowisk i opinii sprzyja nie tylko pogłębieniu wiedzy, ale przyczynia się do wzniecania dyskusji. Niech i ten tekst traktowany będzie jako jeden z subiektywnych wkładów do odbudowy ślskiej świadomości. Zbierajmy cierpliwie różne fakty i wyjaśnienia, do których przez dziesiątki lat Ślązacy nie mieli dojścia. Zdobyta nowa wiedza ułatwi wyrobienie własnego nowego osądu o Śląsku i Ślązakach.

Kim jest dziś Ślązak, jest ślonzokiym, Schlesier czy Oberschlesier, a może jest Górnoślązakiem? Które z tu wyszczególnionych przynależności narodowych czy etnicznych należy przejąć za pasujące do własnych przekonań, rodzinnej tradycji i osobistych odczuć? Jest wogóle możliwe jednoznaczne uściślić własną pozycję na przytoczonym łańcuchu tożsamości? Ogólnie o przynależności narodowej da się powiedzieć, że:

W jakim stopniu dzisiejszy stan wiedzy historycznej umożliwia szerokim masom Ślązaków obiektywną i wyważoną ocenę i zrozumienie rodowodu własnej rodziny na tle historycznych uwarunkowań i losu zgotowanego Śląskowi. Jako przykład polskich prób korygowania dziś przeżytych szablonów historycznych przytoczę tu opis początków polskiej państwowości spod ręki Ludwika Stromma (zamieszczony w warszawskiej "Polityce" z dnia 24.7.93). Zdaniem Stromma, Bolesław Chrobry jako "najpotężniejszy z wazali kresowych cesarza Ottona III, widział przyszłość Polski podobnie jak i jego ojciec, w związku z zachodem", tzn. w związku z niemieckim Świętym Cesarstwem Rzymskim. I dalej: "Opanowanie Pragi wyniosło Chrobrego do rangi najpotężniejszych z książąt Rzeszy". W konsekwencji starć militarnych Bolesława Chrobrego z księciem bawarskim Henrykiem, wynikłych po śmierci Ottona przy rozgrywkach o tron cesarski "nie było ani przez chwilę opozycji Polacy-Niemcy, czy Słowianie-Germanie. Była to rozgrywka o pozycję WEWNĄTRZ zdominowanego przez Rzeszę zachodu. ... Henryk II uciekł się bez najmniejszych uprzedzeń etnicznych do sojuszów z pogańską i słowiańską Rusią Kijowską, zaś Bolesława posiłkował longobardzki Arduin albo margrabiowie miśnieńscy." (...Miśnia to miasto w Niemczech). I dalej stwierdza autor artykułu: "Ciężki to orzech do zgryzienia dla narodowych historyków" dzisiejszej Polski.

Tak więc historia Polski bierze początek w ramach państwowych Rzeszy niemieckiej. Który Ślązak wie o tym, w której śląskiej szkole mówiono o tym na lekcjach historii? Zapytajmy się dalej, dlaczego więc polscy historycy mówili i mówią o "wiecznym polsko-niemieckim antagonizmie", którego jak się okazuje w tej formie nie było. Manipulowanie wiedzą historyczną podyktowane było i jest, nadrzędnym interesem polskiej racji stanu. Głównym celem polskiego stronniczego informowania było zapobierzenie powstaniu wolnej debaty nad historyczną rolą Polski jak i wolnej i krytycznej oceny jej poczynań. W obliczu bardzo korzystnego dla Polski pociągnięcia polsko

niemieckiej linii granicznej już w roku 1919, jak i rewelacyjnie korzystnego dla Polski przesunięcia zachodniej linii granicznej w roku 1945, istniała przecież możliwość, że z czasem Polska stanie przed koniecznością prowadzenia wolnych rokowań granicznych z Niemcami, czego konsekwencją było by kompromisowa dla obu panstw regulacja spornych kwestii granicznych, lub też Polska mogłaby wtedy zostać zmuszona do dokonania finansowej rekompensaty czy oddania Niemcom zabranego im majątku. Te obawy kazały polskim elitom narodowym działać prewencyjnie i podsycać w Polsce nastroje antyniemieckie. Wrogość wobec niemieckiej mniejszości narodowej w Polsce okresu międzywojennego, lub też bezwzględne forsowanie wygnania Niemców z terenów tylko tylko warunkowo zostały po drugiej wojnie światowej podporządkowane polskiej administracji państwowej, wiąże się też z ciągle jeszce tabuizowanym zagadnieniem przeogromnej ekspansji terytorialnej Polski daleko na zachód poza polskie granice etniczne. Budzenie i podtrzymywanie w społeczeństwie polskim nieprzyjaznych odczuć lub nawet nienawiści do Niemców, gwarantowały rządowi Polski wolną rękę działania, jako że blokowały one rodzenie się sprzeciwu mas narodu polskiego wobec poczynań rządowych skierowanych przeciwko Niemcom. Tu należy zauważyć, że co do polskich poczynań wobec ludności cywilnej Niemiec począłwszy od roku 1945 w Polsce nikt nie odważy się wzniecić otwartej dyskusji co do oceny moralnej i poruszyć sprawę polskiej winy. Zagadnienie odpowiedzialności moralnej i kwestię winy rozpatrza sie jedynie w odniesieniu do Niemiec i ich uwikłań w systemie dyktatury Hitlera.

Dziś na ogół nie spotykamy się więcej z propagowaniem otwartej wrogości polskich elit politycznych wobec Niemiec. Dziś jednak brakuje do tego bezpośredniego powodu, jako że przemocą wyegzekwowane granice Polski, zostały w międzyczasie prawnie uznane przez rząd niemiecki. Nadal jednak odczuwa się zarówno w Polsce jak i po części na Śląsku, zakorzenioną u ludzi antyniemieckość i zdeformowane wyobrażenie sytuacji w dawnych i dzisiejszych Niemczech. Tego stanu rzeczy nie da się zmienić poprzez oddziaływanie z zewnątrz, a tylko poprzez własną krytyczną ocenę roli, jaką miała w Polsce do odegrania opisana manipulacja polityczna.

Co dziś mówi się powszechnie o tradycjach śląskich, o niemieckiej przeszłości Śląska, co słyszy dzisiejsza młodzież śląska w polskich szkołach o etnicznym obliczu Śląska w przeszłości? Jak długo sami Ślązacy nie zostaną dopuszczeni do ustalania programów nauki w szkołach, jak długo w śląskich środkach masowego przekazu nie będzie się otwarcie mówiło o śląskiej wielowiekowej tradycji etnicznej tolerancji, tak długo nie można liczyć na powszechną aprobatę odrębności kulturowej Śląska, jako że nie jest ona szerokim śląskim masom wystarczająco znana. Polska publicystyka do dziś nie rozpoczęłą należnego korygowania historycznego obrazu Śląska, jak też polskich powikłań i polskiej winy wobec Śląska i jego mieszkańców. Jak więc można dziś rozpocząć rzeczową dyskusję nad śląską tożsamością, jeżeli ogółowi ludności Śląska brakuje kluczowych informacji, które jak można się spodziewać, zasadniczo wpływają na własny osąd historyczny. Fałszywe i selektywne informowanie, w połączeniu z praktykowaną cenzurą służyło manipulacji opini publicznej. Stan wiedzy wpływa przecież decydująco na wynik każdej dyskusji. Krytyczne słowa roli Polski, płynące w przeszłości z Niemiec, były natychmiast odwzajemniane ostrymi zarzutami rewanżyzmu, rewizjonizmu, neofaszyzmu i militaryzmu, w oparciu o rozpowszechnianą teorię wiecznego polsko-niemieckiego antagonizmu. Przy tym jest warte szczególnego zaznaczenia, że w przeciwieństwie do powszechnego braku aprobaty społeczeństwa polskiego co do haseł ideologicznych wygłaszanych przez polskich "komunistów", w Polsce z reguły nie poddawano w wątpilwość komunistycznych poczynań i opinii rządowych, dotyczących zagadnień polsko-niemieckich. Poza przemilczaniem zasadniczych faktów nakreślających rzeczywistą rolę Polski wobec konfliktu polsko-niemieckiego i wobec Śląska, należy dalej zwrócić uwagę, że ciągle jeszcze polska propaganda posługuje się metodą budzenia nastrojów antyniemieckich, która w istocie rzeczy polega na obwinianiu ogółu Niemców i Ślązaków ducha niemieckiego za rezultaty polityki Bismarcka czy Hitlera. Trzeba tu dodać, że w Niemczech od lat nikt nie poddaje w wątpliwość negatywnych skutków "Kulturkampfu", żaden normalny Niemiec nie zaprzecza zbrodniom Hitlera. Państwo Niemieckie oddało cały poprzednio przez narodowych socjalistów skonfiskowany majątek żydowski prawowitym właścicielom lub na rące organizacji żydowskich, dużo ponad sto miliardów marek wpłynęło w międzyczasie jako zadośćuczynienie na konto Izraela, rząd niemiecki pogodził się ze stratą ponad 100 tyś. km2 terenów wschodnich, w tym terenów Śląska, do dziś Niemcy ze spuszczoną głową i z świadomośdą winy wspominają rok za rokiem i przy każdej okazji o rozmiarze zbrodni i tragicznych skutkach 12-stu lat dyktatury Hitlera. Strona niemiecka ogranicza się przy tym tylko do udostępnienia platformy publicystycznej, którą używają przedstawiciele różnych grup ofiar (w tym także liczni Polacy, ale nie Ślązacy) informując według własnego polskiego osadu i w zgodzie z polskim interesem o przyczynach, warunkach i skutkach polityki reżimu hitlerowskiego. Niemiecka publicystyka jeszcze przed podpisaniem układu o normalizacji stosunków polsko-niemieckich w roku 1970, wzmocniła szeroką kampanię wzywającą do aprobaty politycznych realiów powojennej Europy, która w konsekwencjach prowadziła do przejmowania wygłaszanych zarzutów rządu polskiego za zawsze uzasadnione. Do dziś w niemieckich środkach masowego przekazu powszechnie utożsamia się związki wygnańców z ziem wschodnich z historycznie skompromitowaną niemiecką skrajną prawicą i się ich w mediach dyskryminuje. Wygłaszane żądania wygnańców do uznania ich prawa do ziemi ojczystej, czy wstawianie się za otwartą rozprawą z polską polityką przemocy wobec niemieckiej ludności cywilnej, traktowane jest jako nieuzasadnione obwinianie tak przecież poszkodowanego i pełnego ofiar wojny narodu polskiego. To stanowisko niemieckie płynie z przekonania, że rezygnacja z roszczeń wobec Polski zerwie raz na zawsze z podtrzymywaniem historycznych wrogości i pretensji i ugruntuje politykę niemiecko-polskiej współpracy i pokój na przyszłość.

A Polska? podchwyciła polska klasa polityczna i publicystyczna już od wielu dziesiątek lat wyciąganą niemiecką rękę pojednania? Czy uznano w Polsce zrzeczenie się na przyszłość związku "Heimatyertriebenen" (tzn. wygnanych z ziem ojczystych, w Polsce "Vertriebene" tłumaczy się jako "przesiedleniec") już w 1950 roku z użycia przemocy i prawa do odwetu za akt dobrej woli? Jak otwarcie, rzeczowo i samokrytycznie podchodzi Polska do wszystkich zagadnień własnej winy? Co wie przeciętny Polak o polskich przestępstwach nad bezbronną cywilną ludnością Śląska i co dziś w Polsce się na ten temat wogóle mówi? Kiedy, kogo i jak odszkodowało Państwo Polskie za skutki polskiej polityki, kogo przynajmniej moralnie zrekompensowało, a kogo pociągnęło do odpowiedzialności karnej? Dlaczego nie dopuszcza się ofiar śląskich do głosu? Czekajmy nadal niecierpliwie na rozpoczęcie polskiej rozprawy z własną historią, w której Ślązacy odgrywają tragiczną rolę ofiar. W Polsce też muszą z czasem dojść do głosu solidni historycy i samokrytyczni publicyści. Żaden naród nie ucieknie przed cieniem własnej historii.

Rozpocznijmy od początku. W średniowieczu Śląsk posiadał realną szansę wykształtowania własnej państwowości. Do tego jednak nie doszło. Jakie miało by to konsekwencje na przebieg dalszej historii Europy, jakie byłoby to Państwo Śląskie, przeważyłby słowiański charakter jego ludności w oparciu o plemię Ślężan (nie Polan), zdominowałaby Śląsk kultura i ludność niemiecka, czeska, morawska, czy polska? Na takie pytania nikt nie może dać rzeczowej odpowiedzi. Trzymajmy się więc dalej faktów historycznych. Do historycznej rzeczywistości Śląska należą liczne zmiany jego charakteru etnicznego i kulturowego na przestrzeni całych jego dziejów. Pod względem etnicznym napotykamy na terenie Śląska ludność germańską plemienia Silingen, słowiańską plemienia Ślężan, napływową ludnością niemiecką, czeską i polską. Szczególnie jednak katastrofalny dla ciągłości kulturowej Śląska okazał się okres powojenny, począwszy od roku 1945. W tym czasie doszło na całym obszarze Dolnego Śląska do całkowitej wymiany ludności, a na obszarze Górnego Śląska do znacznych gwałtem wymuszonych ruchów etnicznych, co odbiło się katastrofalnie dla kontynuacji śląskiej tradycycji, kultury i języka. Resztki śląskiego tradycyjnego oblicza napotyka się dzisiaj wyłącznie na wschodnim obrzeżu obszaru Śląska, którego mieszkańcy w dużym stopniu uniknęli losu wygnania. Napływający po drugiej wojnie nowi osadnicy (w większości z terenów Polski centralneji i Galicji, a w mniejszości z byłych polskich terenów wschodnich) nie okazywali zainteresowania i aprobaty dla bogatej, starej śląskiem kultury.

Historia Polski pokazuje, że w przeszłości tylko warstwy "zamożne" lub wykształcone były nosicielami idei narodowych, wyzwoleńczych czy zjednoczeniowych. Nosicielem tych idei narodowo-wyzwoleńczych w okresie rozbioru Polski była stosunkowo szeroka warstwa szlachecka. Polska świadomość narodowa przetrwała również u nielicznej grupy polskiej inteligencji, która wywodziła się z zubożałej szlachty. Chłopi należący do grupy "miejscowych" stali poza obrębem narodowej wspólnoty (za słowami Polaka Jerzego Szackiego w książce "Deutsche und Polen"). Polska narodowo-rewolucyjna warstwa społeczna wieku XIX nie była w stanie sobie nawet wyobrazić, aby chłopom nadać równouprawnienie, przez co chłopi oddaleni zostali od walki zjednoczeniowej i narodowej. Krótko mówiąc w oczach ówczesnych polskich nosicieli idei narodowych chłopstwo nie było częścią polskiego narodu, polskiego społeczeństwa, państwa (Thomas Schmid, "Deutsche und Polen"). Podobnie oddalona była warstwa mieszczańska terenów polskich, którą z reguły tworzyli Niemcy i Żydzi.

Jak wyglądała jednak sytuacja społeczno-historyczna Śląska? Na całym terenie Śląska, który jak wiadomo nie należał do polskich terenów podziałowych, na skutek wielowiekowych procesów historycznych decydujące o wyrobieniu świadomości narodowej elity były zdominowane przez element i duch niemiecki. Przyczyniało się to do narastania jakiegoś szczególnego niezadowolenie u członków pozostałych warstw społecznych Śląska? Odczuwały masy Ślązaków w wieku XVIII, XIX czy na początku wieku XX "zaborczości państw ościennych" lub obawę przed "wynarodowieniem" lub też jest to tylko dzisiejsza interpretacja rzeczy, które wówczas na Śląsku nie miały miejsca czy znaczenia? Losy Śląska tak się potoczyły, że jego tereny jako część państwa Pruskiego poddane były za staraniem króla Prus od wieku XVIII procesowi uprzemysłowienia, a od drugiej połowy XIX wieku, procesowi burzliwego rozkwitu przemysłowego. Dziś nie można przecież tej przedsiębiorczej ludności niemieckiej Śląska zarzucać, że zakładając nowe fabryki dawała wszystkim mieszkańcom Śląska dodatkowe możliwości zarobkowe. Wzorową politykę edukacyjną Państwa Pruskiego, a później i Rzeszy Niemieckiej w połączeniu z bezprzykładową polityką ochrony socjalnej, nie można dziś określać mianem "zaborczości". Porównajmy tylko sytuację życiową ówczesnych Ślązaków z sytuacją ekonomiczną przygranicznych terenów Polski Kongresowej lub Galicji, aby przekonać się, ile ludność Śląska może zawdzięczać sile rozwoju Śląska stojącego pod wpływem państwa niemieckiego.

Śląska tradycja w jej dawnej formie uległa zatraceniu. Jej resztki zachowane do dziś przez pozostałą na wschodniej części terenów Górnego Śląska ludność rodzimą, nie były w kolejnych latach wspierane przez nowe polskie władze państwowe, polskie szkolnictwo, środki masowego przekazu, polski kościół, urzędy, zarządzenia administracyjne, itd. Rozpętana po drugiej wojnie światowej propaganda antyniemiecka miała na celu - poza należną rozprawą ze zbrodniczym reżimem nacjonalsocjalistycznych Niemiec - również stłumienie i zaduszenie w zarodku prób krytcznej oceny roli państw zwycięzkich w stosunku do skutków ich polityki wobec ludności cywilnej wschodnich Niemiec, w tym Śląska. Otwarcie i udostępnienie wszystkich archiwów niemieckich i wybraną (tzn. tylko "dogodną") część archiwów alianckich, naświetliły zasięg przestępstw i nieludzość masowych zbrodni reżimu narodowych socjalistów. Na temat zbrodni i zasięgu przestępstw władz alianckich i polskich do dzisiaj się nic nie mówi. Trzeba tu jasno powiedzieć, że postanowienia jałtańskie czy poczdamskie kaleczą te same zasady prawa międzynarodowego, które łamał też przestępczy reżim hitlerowski i które leżały u podstaw procesu norymberskiego.

Zwycięzca nie tylko do dziś dyktuje obraz historii, ale również według własnych kryterów osądził jedynie winnych po stronie niemieckiej. Podjęcie walki z reżimem hitlererowskim jest uzasadniane jako bezwzględnie sprawiedliwe i prowadzone w ramach ideałów humanistycznych i w zgodzie z nauką chrześcjanską. To powoływanie się na godność człowieka i zasadę humanizmu nie przeszkadzało jednak planować, zatwierdzić i udzielać poparcia dla wygnania łącznie ponad 17 milionów ludności niemieckiej głównie z terenów wschodnich Niemiec, Polski, Czechosłowacji, Węgier i Jugosławii (w tej liczbie znajdują się również miliony uciekinierów z roku 1945 przed nadchodzącym frontem, którym po wojnie nie pozwolono więcej powrócić na swoje stare miejsce zamieszkania i tym samym pod tą postadą również ich wygnano jak i ograbiono z majątku. O milionach ofiar tej polityki wobec bezbronnej niemieckiej ludności cywilnej Sląska na ogół nigdzie się nic nie pisze lub się im nawet jawnie przeczy. Kto wie o tym, że za słowami Liddel Hartis nalot bombowy na Drezno 13/14 lutego 1945 roku dokonany został w "świadomym zamiarze Anglików wyrządzenia krwawej kąpieli wśród ludności cywilnej", w tym masy uciekinierów ze Śląska. Ponad 27 km2 powierzchni mieszkalnej miasta zostało wtedy zniszczonych (wojenne zniszczenia Londynu odnoszą się do powierzchni o łącznym obszarze 2.5 km2), liczbę ofiar tego nalotu, w tym przede wszystkim kobiety i dzieci, szacuje się na 250 tyś. Z łatwo zrozumiałych powodów próbuje się do dziś tę liczbę zaniżać. Nadal niewyjaśnione jest np. pytanie, dlaczego alianci pomimo posiadanych informacji nie zbombardowali dróg dojazdowych do Oświęcimia i dlaczego obóz ten pozostał przez lata po zakończeniu wojny terenem wojskowo zamkniętym. Żadnego po stronie aliantów nie pociągnięto do jakiejkolwiek odpowiedzialności karnej. Pierwszy francuski proces sądowy przeciwko Francuzowi oskarżonemu o udział w mordzie zbiorowym na Żydach właśnie co rozpoczęto w marcu 1994 roku! Czechosłowacja wydała jeszcze w maju 1946 roku ustawę prawną, w której określa wszystkie przestępstwa, włącznie z mordem, popełnione na ludności niemieckiej do 28 października 1945 roku za wolne od kary i tym samym za prawowite. W tej atmosferze międzynarodowej Polska długo mogła bez strachu przed wznieceniem oburzenia opinii światowej dowoli rozporządzać pozostałą na Śląsku resztą ludności niemieckiej i zwalczać pozytywne nastawienie Ślązaków do Niemiec.

Faktem jest, że obecny stan stosunków etnicznych Śląska nie został osiągnięty w trakcie "normalnych" procesów historycznych, które są charakterystyczne dla wszystkich krain przygranicznych. Przesunięcia etniczne na Śląsku wieku XX miały charakter bezprecedensowego w historii Europy zawładnięcia poprzednio etnicznie oczyszczonego obszaru. W świetle praw człowieka bezprawne wysiedlenie około 10 mil. Niemców z terenów dzisiejszej Polski nie wolno przecież traktować jako konieczną "rekompensatę" za stracony majątek około 1.5 mil. polskich przesiedleńców z kresów wschodnich. W jakim świecie żyjemy, skoro właśnie to uzasadnienie dominuje do dziś! Wygnania Niemców nikt na polskich władzach nie wymusił, a jedynie "w oparciu o aprobatę zwycięzcy" zaakceptowano "przesiedlenie" Niemców z terenów Polski, przy czym jest sporne, czy w Poczdamie mówiąc o terenach Polski myślano o wtedy jeszcze niemieckich terenach wschodnich. Tereny na wschód od Odry przekazano w Poczdamie jedynie pod polską administrację państwową. Rząd polski wykorzystał nadarzającą mu się jednorazową okazję z nadmiarem. Można więc dziś w obliczu aktu takiej przemocy bez oporu wewnętrznego po prostu pogodzić się ze stutkami tej polskiej polityki zwalczania innych grup etnicznych na Śląsku? Każdy objaw przemocy jest bolesny, szczególnie jednak taki, który został zrealizowany do końca i do którego sprawca przez następujący okres 50-sięciu lat nie chce się przyznać, a na miejscu dochodzenia prawdy historycznej buduje się do dziś nowe polskie szowinistyczne "legendy" narodowe. Tu na Śląsku ofiarami drugiej wojny światowej jest cała ludność Śląska, a szczególnie śląska ludność języka niemieckiego.

Czy w tym świetle może więc dzisiaj któryś ze Ślązaków być nieprzychylnie nastawiony do prób ożywienia działalności niemieckiej na Śląsku, które nawiązują do autentycznych a nie mniemanych długich śląskich więzi kulturowych? Patrząc na Śląsk z tej perspektywy, łatwiej zrozumieć poparcie jakie udzielam próbom odnowy niemieckiego życia spłecznego na Śląsku w zgodzie z jego wielowiekową tradycą, którą również współtworzyła grupa tzw. Ślonzokow. Większe aprobowanie ożywienia kultury niemieckiej powinno także płynąć z przekonania, że charakterystyczna dla całej Europy środkowej wielonarodowość tak długo wzbogacała życie kulturalne i gospodarcze tego obszaru, aż nadciągające z Europy zachodniej od pierwszej połowy wieku XIX idee nacjonalistyczne w konsekwencji uniemożliwiły dalszą pokojową koegzystencję. Przejęcie dążeń do tworzenia państw jednonarodowych na etnicznie mieszanym obszarze Europy środkowej zainicjowało europejską tragedię polityczną XX wieku.

W przyszłości należy oczekiwać, że na skutek spodziewanych nowych fal migracyjnych dojdzie do nasilenia już dziś na Górnym Śląsku występujących stosunków multikutturowych. Dzisiejszy "napór" etniczny, który wywiera głównie ludność Europy południowej i wschodniej w kierunku ośrodków przemysłowych Europy zachodniej, został w międzyczasie przyjęty przez dotknięte nim kraje za zjawisko, z którym nowoczesne społeczeństwo musi sobie w duchu tolerancji poradzić. Ten konieczny proces akceptacji współżycia różnych, a często bardzo oddalonych od siebie kultur, nie jest jednak wolny od przykładów narastania i występowania napięć społecznych. Ten dziś wyraźnie odczuwalny napływ obcokrajowców, który jak można sądzić dodatkowo ulegnie wzmocnieniu w rezultacie europejskiego procesu zjednoczeniowego, doprowadzi z czasem do modyfikacji dzisiejszej formy państwa jednokulturowego, która jest w istocie obca tradycjom środkowoeuropejskim. Na zakończenie wyrażę moje zaskoczenie, że w wspomnianym na początku tekście Alfred Draga tak mocno krytykuje używanie słowa "Hoffnung" (nadzieja) za tytuł czasopisma mniejszości niemieckiej Śląska. Charakteru tego czasopisma nie znam. Jednak samego pojęcia "nadzieji" nie można przecież utożsamiać z jakimśkolwiek negatywnym odczuciem. Z na-dzieją łączy się istota i motywacja ludzkiej działalności, nadzieja leży u podstaw sensu naszego żyda, naszej wiary, nadzieja daje nam siłę na przyszłość, wsparcie w momencie zwątpienia. Sam też mam "nadzieję", że tego tekstu nie formuję na daremnie, i że będzie przez Ruch rozpowszechniony i przez to może wpłynie na poglądy Ślązaków. Po latach ucisku każdy, w tym nawet niemiecka mniejszość narodowa terenów Śląska, ma prawo do swojej własnej nadzieji, bez względu na to, co się pod jej postacią rozumie.

- 1994 -