Górny Śląsk - Oberschlesien / Wyszukane aspekty (c) Bruno Nieszporek

Mity i legendy Zachodu

Żadnen okres historyczny nie został tak szczegółowo rozpracowany jak dwanaście lat hitlerowskiej "Trzeciej Rzeszy", żadna wojna tak drobiazgowo opisana, jak druga wojna światowa. Czy można więc sądzić, że znaleziono już odpowiedzi na wszystkie podstawowe pytania? Że tak nie jest, dowodzi Valentin Falin w książce "Zweite Front" (1995). Falin pracował przez prawie trzydzieści lat na kierowniczych stanowiskach w radzieckim ministerstwie spraw zagranicznych, w roku 1970/71 współdziałał przy wypracowaniu porozumienia radziecko-niemieckiego, w latach 1971-78 był ambasadorem Związku Radzieckiego w RFN. Falin jest jednym z tych historyków, którzy otwarcie stawiają długo tabuizowane pytania i szukają na nie odpowiedzi.

Jego zdaniem większość współczesnych autorów nie chce omawiać wielu budzących kontrowerse wydarzeń, lub też wydarzenia takie bagatelizują, przez co czytelnicy dochodzą do niewłaściwych wniosków. Do tej pory większość historyków i publicystów Europy zachodniej i wschodniej podtrzymuje w licznych "pseudohistorycznych" kslążkach stare dogmaty, ignoruje wiele faktów i dopasowuje swoje wypowiedzi do oficjalnie obowiązujących, modnych prądów interpretacyjnych. Także media masowe nadal nie uważają za konieczne, informować jedynie zgodnie z prawdą. Falin formułuje niewygodne jak i zaskakująca pytania, jak np.: Kiedy i jak rozpoczęła się druga wojna światowa? Kto lub co było decydującym faktorem prowadzącym do jej wzniecenia? Szczególną uwagę poświęca też pytaniu, czy wytworzenie koalicji antyhitlerowskiej podyktowane było wolą przeciwstawienia się agresywnej polityce Niemiec, lub też czy koalicję tą zcementowała jedynie wspólnota interesów? Intensywna analiza materiałów archiwalnych utrwaliła Falina w przekonaniu, że wiele wyjaśnień i określeń językowych, które wprowadzono do obiegu po bezwarunkowej kapitulacji Niemiec, muszą zostać poddane nowej, objektywnej analizie, przy czym równocześnie przeprowadzić należy rewizję ich mniemanej wagi. W swojej nowej książce Falin już w wprowadzeniu wskazuje na to, że "każda stronniczość oznacza koniec myślenia. Każda stronniczość, także ta, która doprawia zwycięzcy anielskie skrzydła, jak też i ta, która oddala od prawdy i która zasłaniana jest coraz to potężniejszym murem, pogłębia skrajność interpretacji historii. Dla wielu uwikłanych w wojnie panstw mury te przyniosły korzyść i przez to przybrały w międzyczasie na znaczeniu. Czy po pół wieku nie jest właśnie to przyczyną dalszego nieudostępniania zasadniczych i niezbędnych do badań naukowych dokumentów? Nadal nieudostępniane są liczne zdobyte dokumenty wroga, jak i sojuszników. Ten kto sprawuje kontrolę nad przeszłością, ma zasadniczy wpływ na przyszłość. Krótko mówiąc, do tej pory nie ukazano objektywnej prawdy, a jedynie jej selektywnie dobrane i ocenzurowane odbicie. Nie można też odbierać wrażenia, że białe plamy w histografi zostaną za niedługo zapełnione. Tak też rząd brytyjski oznajomił, że kluczowe dokumenty z czasu wojny i okresu przedwojennego będą trzymane w zamknięciu aż do roku 2017. Czy to nie mówi samo za siebie? Co ma się przez tą tajemniczość osiągnąć, skoro te nieznane opinii publicznej materiały i dokumenty nie zawierają (jak się twierdzi) nic ważnego?"

Falin przykładowo analizuje stan opublikowanych do dzisiaj dokumentów amerykańskiego prezydenta Roosevelta. W trzytomowym i - zdaniem wydawcy - pełnym zestawieniu korespondencji pomiędzy Churchillem a Rooseveltem (Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence) nie ma np. nic z okresu czerwca, lipca i sierpnia 1941 na temat napadu hitlerowskich Niemiec na Związek Radziecki, czy wogóle na temat ZSSR. Ten zbiór zawiera 745 dokumenty prezydenta Roosevelta i 945 premiera Churchilla. Za to według opinii Davida lrving w zamkniętych archiwach nadal znajduje się około 950 dokumentów Churchilla i 800 Roosevelta. Falin pisze dalej: "Byłoby bezsensownym i niegodnym przedsięwzięciem, jeżeli ktoś chciałby upiększyć sposób traktowania materiałów archiwalnych, własnych czy zdobytych, przez Związek Radziecki, a pod niektórymi względami także przez dzisiejszą Rosję. Wprawdzie Związek Radziecki nie oświadczył tak jak USA, że nie będzie przepraszać za skutki własnej polityki zagranicznej, ale w rzeczywistości także próbował bez używania wielkich słów pozostać czystym i wyciągać z tego jeszcze korzyści. To jednak wymaga zakrycia prawdy, lub przynajmniej jej takiej korektury, która gwarantuje wyeliminowane wszystkiego, co nie pasuje do obrazu, lub też mogłoby rodzić wątpliwiści. Jednym słowem, ZSSR przedstawia! tendencyjnie. Jak jak i w innych krajach, również i w Związku Radzieckim przed publikacjo dokumentów, obrabiano je często stylistycznie lub skracano. ... Również dokumenty zdobyte byty w ZSRR krótko mówiąc traktowane w zależności od tego: a) czy było korzystne lub niekorzystne przyznać się, że wogóle są w rękach sowieckich, b) w jakim stopniu dokumenty te zostafy już dopasowane przez pracowników archiw, c) czy nadawały się do badań specjalnych, lub d) czy mogfy zostać użyte do badań nad wykryciem tajemnic Związku Radzieckiego. ... Dla przykładu: Przy kopiowaniu oryginalnego pamiętnika Goebbelsa (razem 13 zeszytów) pominięto z największą dokładnością wszystko to, co pozwalałoby przypuszczać, że tajny protokóf do układu sowiecko-niemieckiego z roku 1939 rzeczywiście istnieje." Należy tu jesze dodać, że wraz z bezwarunkową kapitulacją hitlerowskich Niemiec, alianci przejęli archiwa niemieckie i dysponują do dziś ich ważną częścią, prowadząc przy tym selektywną politykę publikacji materiałów z tych archiw. Jak będzie wyglądać sprawa w przyszłości? Falin podkreśla możliwość, że na oceanie historii dojdzie do odkrycia dziś jeszcze nieznanych wysp, a może całych archipelagów. To wzmacnia motywację dalszego działania. Zdaniem Falina w przeszłości tylko niewiele państw demokratycznych traktowało narodowy socjalizm za system obcy (o czym dzisiaj się nie mówi), a jedynie za inny system sprawowania władzy. Może właśnie dlatego w roku 1945 w USA doszło do bużliwej i kontrowersyjnej debaty, która trwała dziesięć lat, w trakcie której wiele znanych redaktorów i polityków "atakowało nieżyjącego już wtedy Roosevelta za jego niekompetencję, wysprzedaż amerykańskich interesów, a nawet oskarżano go o zdradę stanu, ponieważ Roosevelt nie prowadzi! wojny po właściwej stronie." Jedno jest więc jasne, badań nad historią drugiej wojny światowej nie można traktować za zakończonych.

 

Generał Sikorski ofiarą Katynia

Wywiad brytyjski wiedział już w czasie drugiej wojny światowej, że Stalin po zajęciu wschodniej Polski kazał wymordować 15000 polskich oficerów. Angielskie dokumenty na ten temat, które dopiero niedawno zostały ujawnione, udawadniają, że posiadane informacje trzymano cały czas w zamknięciu. Według treści tych dokumentów angielski Urząd do Operacji Specjalnych był zdania, że w oficjałych wypowiedziach należy przedstawiać odkryte przez Wehrmacht w roku 1943 groby katyńskie jako niemiecki manewr propagandowy. W przeciwnym razie mogłoby dojść do zerwania sojuszu ze Związkiem Radzieckim i dodatkowo można by odnieść wrażenie, że Wielka Brytania "współdziała z krajem, który dopuścił się tych samych przestępstw co Niemcy."

Polski prezydent na uchoctwie, gen. Sikorski starał się już od wiosny 1940 roku o wyjaśnienie losu polskich oficerów, którzy razem z oddziałami wojska polskiego dostali się do radzieckiej niewoli. Szef Kremla odmawiał jednak udzielenia jasnej odpowiedzi. To umacniało polskie podejrzenia, że Sowieci dokonali likwidacji tych około 15000 zaginionych polskich oficerów, którzy w oczach sowieckiego dyktatora należeli do grupy "wrogów klasowych". Po udzieleniu przez amerykańskiego prezydenta Roosevelta stronie radzieckiej wsparcia militarnego, Stalin stał się "naturalnym sojusznikiem" aliantów i tym samym sojusznikiem gen. Sikorskiego. Stosunki polsko-sowieckie pozostały jednak zimne, ponieważ Polacy nie zapomnieli, że Stalin wspólnie z Hitlerem wkroczył w roku 1939 na tereny Polski. W tej napiętej polsko-sowieckiej atmosferze nadszedł z Berlina meldunek, że pod Katyniem, niedaleko Smoleńska, odkryto groby polskich oficerów, rozstrzelanych przez Sowjetów. Polski rząd starał się sprawdzić poprawność niemieckich twierdzeń. Sikorski przyjął więc propozycję strony niemieckiej i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, aby wysłać własnych przedstawicieli w celu dokonania na miejscu inspekcji grobów. Poinformowany o tym Stalin uznał zamiary Sikorskiego za "akt współpracy z hitlerowcami" i zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem polskim w Londynie. Anglia i USA chcieli ten kłopotliwy konflikt polsko-radziecki załagodzić i uczynili z problemu Katynia tajną sprawę do rozpatrzenia przez szefów ich rządów.

25.4.1943 Churchill napisał ściśle tajny list do Prezydenta Roosevelta, w którym opisał sprawę. Churchill wskazał na to, że Stalin zabronił przeprowadzenia badań przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż tub inną organizację, tłumacząc przy tym, że badania takie przyniosłyby sfauszowane wyniki. Z innej strony - jak dalej pisał Churchill - Sikorski znalazł się w ciężkiej sytuacji. Jeżeli Sikorski ugnie się pod żądaniami Stalina, spowoduje to odwołanie go z pełnionej funkcji, ponieważ środowisko polskie zarzuci mu zbyt słabe przeciwstawienie się Rosjanom. Jeżeli miałby on odejść, kalkulował Churchill, możemy dostać na jego miejsce tylko kogoś gorszego. Jednak w innym liście, pisanym do Stalina, Churchill zapewniał, że Sikorski w żadnym wypadku nie życzy sobie współpracy z Niemcami i że ta sprawa (Katyń) została tylko wymyślona przez Niemców, aby doprowadzić do rozdzwięku między Anglią, Związkiem Radzieckim i USA. Krótko po tym Churchill omówił tą sprawę w Waszyngtonie z Rooseveltem. Roosevelt polecił mu, aby utworzyć taki rząd Polski w Londynie, w którego skład weszliby tylko umiarkowani politycy, nie obciążający stosunków ze Stalinem. Zdaniem Churchilla główną przeszkodą był polski minister informacji, prof. Kot, który jako dawny polski ambasador w Moskwie źle wyrażał się o Stalinie. Churchill dalej twierdził, że zarządał od brytyjskiej prasy, aby rozpowszechniła zarzut, że nastawienie Sikorskiego do Związku Radzieckiego zagraża sojuszowi ze Stalinem. W trakcie tej rozmowy Roosevelt stwierdził bez dłuższego namyślania się: w takim razie Sikorski musi zostać usunięty. Po powrocie do Londynu, Churchill znalazł wiadomość od Sikorskiego: "Jak Pań wie, wkrótce jadę na Bliski Wschód, aby przeprowadzić inspekcję stacjonujących tam polskich oddziaów." Churchillowi spadł kamień z serca, bo wiedział, że Sikorski więcej nie wróci. W tym czasie musiały już istnieć konkretne plany, ponieważ jeden z pracowników polskiego ministerstwa obrony otrzymał wskazówkę od urzędnika brytyjskiego ministerstwa marynarki wojennej, aby nie dopuścić do odlotu Sikorskiego. Jednak Sikorski odrzucił te ostrzeżenia jako śmieszne i odleciał do Egiptu.

W czasie niespokojnego oczekiwania polskiego ministra Popielą w Londynie na wiadomość o szczęśliwym wylądowaniu gen. Sikorskiego w Kairze, zadzwonił telefon. "Mówię z ministrem Popiciem?", pytał ktoś po drugiej stronie słuchawki. "Słyszał pan już panie ministrze, że samolot gen. Sikorskiego rozbił się pod Giblartartem? Wszyscy pasarzerowie stracili życie." Popiel krzyczał do telefonu: "Kto mówi takie bzdury! Kim pań wogóle jest?" Jednak rozmówca odłożył słuchawkę. Popiel szukał dalszych informacji u innych członków polskiego rządu, którzy również otrzymali podobnie zagadkowy telefon. Jednak krótko po tym z Kairu doszła wiadomość, że Sikorski wylądował szczęśliwie. Sześć tygodni później Sikorski wracał do Londynu i znowu zatrzymał się w Giblartarze. Jego pilotem był znany czeski kapitan Prchal. Niedługo po wystartowaniu z Giblartaru, samolot zniknął z pola widzenia i więcej się już nie pokazał. Polscy oficerowie krzyczeli: "On spadł do morza. To oznacza dla Polski koniec!" Szybko wypłynęła na miejsce wypadku łódź pościgowa. Tylko pilot Prchal przeżył, bo miał ubraną kamizelkę ratowniczą. To zaskakuje, ponieważ Prchal był znany z tego, że jej nigdy nie nosił. Czyżby pilot Sikorskiego wcześniej już wiedział, jaki los czeka jego samolot? Także osoba dzwoniąca do ministra Popielą, wiedziała, że Sikorski rozbije się pod Giblartarem, tylko że pomyliła kierunek nieszczęśliwego lotu. Winę Roosevelta i Churchilla za śmierć Sikorskiego poświadcza też rozmowa telefoniczna przeprowadzona przez tych szefów rządów, która odbyła się 29 lipca 1943. W czasie jej trwania Churchill dosłownie powiedział do Roosevelta: "Byliśmy obydwoje zgodni, że ta osoba (Sikorski) wywołał na Kremiu duże zaniepokojenie ... i przez jej postawę doszło do wytworzenia się między nami wszystkimi rysy. Nie możemy jednak w tym czasie dopuścić do powstania takiego rozbicia. Ono byłaby śmiertelne." Co do usunięcia Sikorskiego dalej: "Te sprawy, jak byłyby one nieprzyjemne, musiały zostać wykonane w interesie wspólnej sprawy." Po próbach Roosevelta przelania całej odpowiedzialności za śmierć Sikorskiego wyłącznie na ręce Churchilla, mówił dalej Churchill: "Pan wie przecież, że omówiliśmy sprawę Sikorskiego aż do najdrobniejszych szczegółów, jak też to, że Pań całkowicie poparł rozstrzygnięcie sprawy. Z pewnośdą pan nie może poddać w wątpliwość ani pana wiedzy, ani pana odpowiedzialności. Tego nie będę akceptować." Na co Roosevelt żartem: "Jeden z moich najbardziej zaufanych współpracowników powiedział po dowiedzeniu się o tym wypadku, że wielu ludzi, którzy nie są ze mną tego samego zdania, giną w śmiertelnych wypadkach samolotowych."

13 sierpnia 1943 Churchill wysłał na ręce Roosevelta raport o wynikach badań przeprowadzonych w Katyniu i nazwał ten raport "straszną ... historią". Churchii życzył sobie niezwłocznego zwrotu tego raportu, jako że "w żadnym wypadku nie można dopuiścić do jego publikacji". W raporcie tym uznano wypowiedzi polskiej komisji, która przeprowadziła inspekcję grobów katyńskich, za wiarygodne. W skład tej komisji wchodzili lekarze, dziennikarze i inni znani przedstawiciele polscy. Dalej na miejscu zbrodni była międzynarodowa komisja kryminologów i patologów. Raport ten stwierdzał, że "wszycy orzekli pod przysięgą, że przeprowadzono kilkaset identyfikacji." Dalej można było w nim czytać, że poczynione w Berlinie twierdzenia "opierają się w dużej mierze o fakty" i że w Londynie panuje przekonanie, "że podstawy, o które oparto się przy przeprowadzaniu identyfikacji, są solidne". Także dalsze wskazówki zaprzeczającą wersji stalinowskej wydarzeń, oraz stwierdzono w nim, że "masowe rozstrzelania wziętych do niewoli oficerów nie pasują do tego, co wiemy o niemieckim Wehrmachcie".

Po wyliczeniu licznych sprzecznych wyjaśnień rosyjskich oddanych w tej sprawie, autor raportu dochodzi do wniosku, że to rządowe zamieszanie, "nie jest łatwo zrozumieć, chyba że przyjmie się, że rząd rosyjski ma coś do ukrycia. ... W sumie dowody są wystarczające, aby uzyskać poważne wątpliści co do rosyjskiego zaprzeczania ponoszenia odpowiedzialności za masakrę." Autor tego tajnego raportu wyraża przekonanie, że "polscy oficerowie rzeczywiście zostali zamordowani przez Rosjan i że rzeczywiście odkryto ich zwłoki." Na koniec rapor zaznacza: "Rozpatrując aferę katyńską pod kątem jej wpływu na opinię publiczną i w obliczu konieczność zachowania przyjaznych stosunków z rządem radzieckim, proponujemy zachować więcej cierpliwości przy ustosunkowywaniu się do dowodów winy i traktowanie ich bardziej ugodowo, aniżeli uczynilibyśmy to na podstawie osądu opartego jedynie o zdrowy rozsądek ..." Autor raportu otwarcie przedstawił w nim sytuację polityczno-moralną zachodnich sojuszników Moskwy słowami: "Jesteśmy zobowiązani zachować pozory, ... jesteśmy zmuszeni ... powstrzymać Polaków aby ich sprawę nie przedstawili jasno opinii publicznej, aby wyhamować każdą próbę opinii publicznej i prasy do gruntownego sprawdzenia tej strasznej historii."

Po wojnie długo starano się ukryć prawdę o Katyniu. 4 stycznia 1946 roku ukazała się w niemieckiej gazecie "Nordwest-Nachrichten", wydawanej i kontrolowanej przez brytyjskie władze wojskowe, pod nagłówkiem: "Tak było w Katyniu" wiadomość, że "masowy mord na Polakach byt dziełem nacjonalsocjalistów niemieckich. Winę niemiecką za zbrodnię katyńską potwierdził niemiecki oficer przed leningradzkim sądem." Sąd leningradzki uznał żołnierzy Wehrmachtu za winnych zbrodni karyńskiej i skazał siedmiu niemieckich oficerów na karę śmierci. W rozprawie trybunału norymberdzkiego to wymuszone "przyznanie się" do winy ułatwiło podłożenie Niemcom winy za to przestępstwo wojenne. W oskarżeniu norymberdzkim kłamliwie zostało napisane w punkcie D: "Mord i znęcanie się na jeńcach wojennych i innych osobach przynależnych do aliantów." I dalej: "We wrześniu 1941 roku zostało zabitych w lesie katyńskim w pobliżu Smoleńska 11000 polskich jeńców wojennych w stopniu oficerskim. Niemiecka komendatura i urzędy okupacyjne ... wydały rozkaz rozstrzelać w czasie od 1941 do 1943 jeńców wojennych." 14 lutego 1946 roku przedstawił w Norymberdze radziecki pułkownik Pokrowskij jako przedstawiciel oskarżenia odpowiedni (sfauszowany) dokument USSR 54, na który temat toczono rozprawę 11 maja 1946.

Aż do końca lat 80-siątych w komunistycznej Polsce obwiniano Niemców za zbrodnię katyńską. Dopiero w roku 1990 radzieccy dyplomaci przyznali się oficjalnie, że polscy oficerowie zostali zamordowani przez radziecką służbę bezpieczeństwa NKWD. Tak więc po 50-ciu latach opinia publiczna dowiedziała się prawdy, którą już w roku 1943 znały rządy demokratycznych mocarstw zachodnich. Sikorski zapłacił życiem, aby prawda ta nie wyszła wcześniej na światło dzienne.

 

Na zachodzie nic nowego

Dla Niemców 8 maja 1945 dobiegła wprawdzie końca wojna, ale nie zakończyła się ich niedola. Nie tylko Czerwonoarmiści wzięli odwet za przestępstwa reżimu hitlerowskiego, lecz także Amerykanie i Francuzi. Miliony Niemców zginęło po wojnie na skutek głodu, chorób i przymusowej pracy. Odpowiedzialność za to ponoszą wszystkie mocarstwa zwycięzkie. "Conajmniej 9,3 milionów Niemców zmarło bez potrzeby w wyniku powojennej polityki aliantów, a więc dużo więcej aniżeli wynoszą niemieckie ofiary cafego okresu wojny, w tym na skutek prowadzenia dziafań wojskowych, w rezultacie skomasowanych bombardowaniach niemieckich miast i w obozach koncentracyjnych." Winni tego "mordercy nadal znajdują się na wolności". Te dwa cytaty oddają w skrócie treść nowej książki James Bacque "Verschwiegene Schuld" (przemilczana wina, 1995), zajmująca się powojenną polityką aliantów wobec ludności okupowanych Niemiec. Ta nowa książka spod ręki kanadyjskiego historyka nawiązuje do tematu jego wcześniej wydanej książki "Der geplante Tod" (planowana śmierć, 1989), w której opisał katastrofalne warunki panujące w zachodnich obozach dla niemieckich jeńców wojennych, w których w latach 1945/45 zginęło setki tysięcy żołnierzy Wehrmachtu i internowanych cywilistów. Książka ta przełamała 40-sto letnie tabuizowanie tego tematu i spowodowała międzynarodową debatę historyków na ten temat. To co Bacque przedstawia czytelnikowi w swojej najnowszej książce bazuje na rezultatach długoletnich badań autora w różnych archiwach i jest w jeszcze większym stopniu wstrząsające. Tym razem Bacque rozpatruje całokształt skutków powojennej polityki aliantów wobec Niemiec. Szczególne zainteresowanie skierował na sprawę niemieckich jeńców wojennych na terenie państw zachodnich, oraz ofiar wygnań i losu pozostałej na obszarach poszczególnych stref okupowanych ludności cywilnej. Państwa ponoszące odpowiedzialność za niepotrzebną śmierć milionów ludzi, nie przyznały się jeszcze do tego i nadal przemilczają własną winę. W słowie wstępnym do książki pisze znany amerykański znawca praw człowieka i współpracownik ONZ-tu, Alfred de Zayas: "Dużo zagadnień omawianych w książce James Bacque'a nie jest znane szerszym kręgom czytelników. Nawet znawców historii zadziwia fakt, że utrzymana przez aliantów po podpisaniu zawieszenia broni w roku 1918 blokada Austrii i Niemiec, utrzymana została świadomie przez dalsze 8 miesięcy i przyczyniła się do śmierci głodowej blisko jednego miliona ludzi. ... W jakim stosunku do zasady samostanowienia narodów stoi też fakt pozbawienia 15 milionów Niemców i Austriaków ziem rodzinnych, najpierw zmuszając ich do ucieszki, a następnie wygnaniając ich w taki sposób, że miliony ludzi poniosły przy tym śmierć, i to po zakończeniu działań wojennych, a więc śmierć w imieniu 'pokoju'. ... Zawodowi historycy teraz mogą powiedzieć, że to jest im już od dawna znane. Jeżeli tak, to czytelnik ma prawo zapytać, dlaczego w takim razie o tym nie pisali? Dlaczego nie informowali opinii publicznej? Dlaczego nie starają się o to, aby przedstawić te wydarzenia w właściwym świetle, lokując je na należnym miejscu w rzędzie masakr innych wojen? ... Niejeden czytelnik odbiera z różnych powodów odkrycia Bacque z nieprzyjemnym odczuciem. Po pierwsze, ponieważ opisanych w jego książce przestępstw dopuszcuono się w imię angielskiej, francuskiej, amerykańskiej i kanadyjskiej demokracji. Po drugie, ponieważ do tej pory nic o tych przestępstwach nie wiedział. Po trzecie, ponieważ powszechnie ignoruje się ofiary tych mordów i nie okazano im jeszcze ani współczucia, ani nie oferowano im odszkodowania. I w końcu po czwarte, ponieważ oficjalne intelektualne środowisko uniwersyteckie i publicystyczne nie było do tej pory w stanie wzniecić poważnej debaty na temat tych wydarzeń i ich skutków."

Od roku 1945 do 1948 na terenach Niemiec panował duży niedobór żywności, który był skutkiem prowadzonej planowo polityki aliantów. Stosowana systematyczna polityka wrogości wobec ludności cywilnej, w tym wprowadzenie zakazu dowozu do Niemiec żywności, silne utrudnianie i zakłócanie działalności organizacjom pomocy, odcięcie znacznej części niemieckiego zaplecza produkcji żywności terenów wschodnich połączone z masowym wypędzeniem ludności niemieckiej z tych terenów, konfiskata i demontaż majątku, oraz zarządzenie drastycznej redukcji produkcji nawozów, doprowadziło w okresie panującego w Europie powszechnego pokoju do silnego zaostrzenia sytuacji żywnościowej na terenie okupowanych Niemiec. Motywem tej polityki była próba dokonania zemsty na masie niemieckiej ludności cywilnej, która oparta została o przyjęty przez prezydenta Stanów Zjednoczonych plan Morgenthau'a. Bacque pisze: "Plan Morgenthau'a wyróżniają trzy charakerystyczne punkty: że zostaf rozpracowany, że mimo jego anulacji zostaf przeprowadzony i że jego rzeczywiste przeprowadzenie zostało dokładnie zatuszowane."

Tego potężnego przestępstwa nie udało się jednak do reszty zamazać. Tak też już w czasie realizacji tego planu doszło do silnych protestów senatorów amerykańskich Wherry i Langer skierowanych przeciwko polityce rządu amerykańskiego. Senator Wherry w jego mowie przed amerykańskim Kongresem 29.1.1946 powiedział na temat nędzy panującej wtedy w Niemczech: "Z tego wynika obraz zamierzonego doprowadzenia do śmierci głodowej na wielką skalę." Autor omawianej książki udowadnia słuszność zarzutu senatora o planowej śmierci głodowej, jako że w tym czasie aliantom nie brakowało ani zapasów żywności, ani też środków transportowych. I to nie jest tylko jednym powodem do podważania powszechnie rozgłaszanych kłamstw i alianckich wyjaśnień obronnych z tego okresu. Szczególnie godne podkreślenia jest to, że Bacque lekceważy rozpowszechniony po dzień dzisiejszy zwyczaj przemilczania wielu niedogodnych dla aliantów prawd i formułuje pytania jak też udziela na nie odpowiedzi w ściśle naukowej formie, starając się przy tym o jaknajwiększy obiektywizm. Jego zdaniem do zagadnień wiążących się ze słowem "ofiara" nie można podchodzić w sposób zależny od jej narodowości lub zamiarów, politycznych przekonań i narodowej przynależności sprawcy. Apeluje przy tym, aby przypominać szczególnie o tych ofiarach, których losy do dziś nie znalazły należnego odzwierciedlenia w pamięci zbiorowej narodów. Przy czym Bacque w licznych przykładach wskazuje nie tylko na okoliczności cierpień, winy i przestępstw, lecz także przedstawia wiele przykładów udzielania pomocy niemieckiej ludności cywilnej i prób pomniejszenia ich niedoli.

Ta książka jest warta przeczytania nie tylko ze względu na zawarte w niej liczne mało znane fakty historyczne, lecz także przez to, że krytykuje dzisiaj powszechnie stosowaną metodę ich stronniczej interpretacji. Bacque wyjaśnia zdziwionemu czytelnikowi, że losy niemieckich jeńców wojennych na terenach radzieckich są bardzo dokładnie udokumentowane, przy czym źródła rosyjskie zawierają z reguły prawdę. Temu przeciwnie ma się sprawa z materiałami archiwalnymi państw zachodnich. Amerykańskie, brytyjskie i francuskie archiwa są bardzo ubogie w akta na temat jeńców niemieckich, przy czym autor książki znalazł dokładne wskazówki na przeprowadzoną już wcześniej w archiwach zachodnich "czystkę" dokumentów. Ten kanadyjski historyk opisuje, że miał wolne dojście do centralnych archiw rosyjskich w Moskwie, przy czym mógł przeglądać i kopiować co chciał. Za to nie pozwolono mu mu na wgląd do ważnych dokumentów brytyjskich i aktów Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Z tego powodu rozczaroway pisze: "Zimna wojna dobiegła końca, Rosjanie wydobywają prawdę na światło dzienne, lecz na zachodzie nie przestano kłamać" W tym świetle nie można się też dziwić, że Bacque stał się celem działania zachodniego wywiadu. Jeszcze w roku 1947 amerykański "Committee Against Expulsions" (komitet przeciwko masowym wygnaniom) oświadczył, że: "nie można pojąć, że rząd USA wspiera tą samą politykę, którą prowadzili przywódcy narodowosocjalistycznych Niemiec i za którą zostali pod amerykańskim nadzorem skazani sądownie i powieszeni." Ta mało znana strona polityki aliantów - kierująca się myślą zemsty -, której skutkiem była śmierć nie tytko milionów Niemców, ale także wielu ludzi innej narodowości, była potajemnie planowana, zatajona i przeprowadzona. Na koniec zamazano ślady zdradzające, że została zrealizowana.

Bacque podsumowuje słowami: "Ci zachodni znawcy tematu, którzy dzisiaj potwierdzają, że także alianci dopuścili się przestępstw, tłumaczą to nienasyconą nienawiścią, którą Hitler wzniecił! swoim rasowym szaleństwem i mordami na Żydach. Prawdą jest jednak, że państwa zachodu w podobny sposób wtedy dokonywali już zemsty na Niemcach, gdy rasizm narodowych socjalistów wogóle jeszcze nie istniał. Doszło więc do powtórzenia tego, co już wcześniej miafo miejsce. Jeszcze długo przed rokiem 1914, w przeciągu wieków próbowany różne mocarstwa europejskie położyć Niemcy na łopadki, aby je podporządkować." Potwierdzają to słowa jednej z typowych ocen wyników wojny trzydziestoletniej (1618-1648), pochodzące od Heinricha von Treitschke: "Wszystkie mocarstwa Europy włączyły się do tej wojny. ... W rezultacie zupełnego zniszczenia doszło do całkowitego załamania się starych Niemiec. ... Całe życie narodu, pozbawione siły stawiania oporu, poddano wpływom zagranicznej kultury zwycięzców." Dokładnie te same słowa opisują sytuację w Niemieczech roku 1945. Zgrozę budzi także podobieństwo wydarzeń odgrywajgcych się bezpośrednio po zakończonej pierwszej i drugiej wojnie światowej. Wszystko co miało już miejsce w roku 1918, powtórzyło się w roku 1945, tylko że w jeszcze większym nasileniu. Na dodatek dotknięta tym ludność niemiecka o tym wszystkim prawie że nic nie wie. I dalej Bacque pisze: "Jeżeli ktoś z tych, co te czasy przeżyli, miałby coś wspomnieć o ówczesnych warunkach, jego własny rząd przeszkodzi mu to rozpowszechniać. Nikomu w Niemczech nie wolno szukać pozostałości po wymordowanych jeńcach wojennych. Mordercy są nadal na wolności. Historycy głoszą kłamstwa, które chronią morderców, a szkalują ofiary. Nigdy z takim sukcesem nie postawiono historii na głowie."

Należy mieć nadzieję, że za niedługo i inni historycy czy publicyści opublikacją kolejne prace i opiszą inne nieznane aspekty historii, czemu sprzyja postępujące otwieranie archiw sowieckich oraz innych państw Europy.

- - -