WWWBoard New Message: Message 114: Uo zaguymbiu
WWWBoard: Message 114
[ Follow Ups ] [ Post Followup ] [ ]
|
|
Posted by Michau Smolorz on 01/27/02 at 8:00 AM
Subject: Uo zaguymbiu
Message Posted
|
|
|
|
Kamyczek na drugą stronę Brynicy Polemika Michała Smolorza z prof. Kazimierzem Wodzem Profesor Jacek Wódz jest chyba jedynym mieszkańcem Zagłębia Dąbrowskiego, z którym uwielbiam zgadzać się, bo zazwyczaj proponuje trzeźwe i nowoczesne rozumienie problemów regionalnych. Profesor Jacek Wódz jest też jedynym mieszkańcem Zagłębia Dąbrowskiego, z którym uwielbiam nie zgadzać się, gdy czasami od trzeźwego i nowoczesnego rozumienia problemów regionalnych robi wyjątki i zapędza się w rejony utartych schematów. I tak siedzimy sobie obaj na przeciwległych brzegach Brynicy i czasami rzucamy kamyczki na drugą stronę - co i ja niniejszym czynię. W rozmowie z Aleksandrą Klich zatytułowanej "Zagłębie postępu cywilizacyjnego", profesor powiedział wiele mądrych i ważnych rzeczy, pod którymi mogę podpisać się obiema rękami. Ja także całym sercem optuję za europejską, nowoczesną i wielokulturową wspólnotą regionalną i za przezwyciężaniem lokalnych kompleksów i uprzedzeń. Tylko jak tu na miłość Boską ustalić pole wspólnoty interesów, kiedy profesor zaczyna rozmowę od wyświechtanych komunałów, które już dawno wszyscy powinniśmy odstawić do lamusa ? Czytam oto, że Śląsk zawdzięcza Zagłębiu "realne zaplecze kadrowe dla rozwoju". A jeszcze na dodatek, że "Śląsk nie może zrozumieć, że gdyby był izolowany od Zagłębia, nie rozwijałby się tak prężnie w XX wieku", bowiem "w latach przedwojennych Sosnowiec dostarczał Katowicom intelektualistów, w latach 70. i 80. ludzi rozsądnych, którym zależało na rozwoju regionu". A wszystko dlatego, że "już w okresie międzywojennym w Sosnowcu była lepsza kadra intelektualna niż na Śląsku". Dopóki opowiadamy sobie dyrdymałki o tym, kto miał lepiej wyczyszczone buty lub gdzie wisiały w oknach śnieżnobiałe firanki albo kto więcej zużywał mydła i papieru toaletowego, dopóty wszystko zamyka się w sferze regionalnych uszczypliwości dobrych do zabijania czasu przy piwku. Tymczasem profesor Jacek Wódz zapędził się w rejon spraw strategicznych, bo dotykających całej spuścizny cywilizacyjnej. Jego pogląd ma korzenie w starym i dawno skompromitowanym micie jakoby "Śląsk nigdy nie wykształcił własnej inteligencji". Mit ten - niestety - jest powielany także przez samych Górnoślązaków, a nawet ich liderów, więc nie dziwię się, że ochoczo posiłkują się nimi osoby stojące z boku. Przepraszam za niesmaczne porównanie, ale mogę jeszcze zrozumieć komunistycznych polityków w rodzaju Aleksandra Zawadzkiego, który chętnie optował za integracją śląsko-zagłębiowską z motywacją, że "Śląsk da siłę roboczą, a Zagłębie kadry". Światłego naukowca z tą tezą na ustach nie pojmuję. Na czym polega strategiczny błąd w rozumowaniu, które nawet samych Ślązaków zapędza na manowce mitu o "braku własnych elit"? Po pierwsze, w nazywaniu "Śląskiem" ledwie wschodnich peryferiów tego wielkiego regionu europejskiego, które w 1922 roku tworzyły województwo śląskie w II Rzeczypospolitej. Po drugie, w polityce przedwojennych władz sanacyjnych tego województwa, rozwiniętej przez komunistyczną propagandę po 1945 roku. Wedle niej za prawdziwie śląską uznaje się jedynie ową mityczną "prastarą kulturę plebejską" posługującą się "prastarym językiem Rejów i Kochanowskich". Wszystko, co zostało na Śląsku stworzone poza granicami Polski z 1922 roku, a już nie daj Boże w jakimkolwiek "obcym" języku, jest już tylko jakąś bliżej nieokreśloną, a na dodatek obcą i wrogą "kulturą najeźdźcy", więc ze Śląskiem nie ma nic wspólnego. Przyjmując do tego historyczną oczywistość, że w ciągu tysiącletniej historii Śląska najczęściej pozostawał on poza granicami Polski, że większość tutejszego dorobku intelektualnego ma związek z innymi niż polski językami, oraz że tymi językami posługiwały się tutejsze elity, a także iż w tych językach przez stulecia kształciły tutejsze uniwersytety - rzeczywiście możemy uznać, że nie mamy żadnego dziedzictwa duchowego poza piosenką "Poszła Karolinka". Zgodnie z tymi założeniami powinniśmy byli wzorem Pol-Pota cały ten obcy dorobek dawno już zrównać z ziemią, książki spalić na stosach, wrogie elity wyrżnąć i wrócić do prapoczątków. A potem poprosić intelektualistów z sąsiedztwa o pomoc w budowie nowej śląskiej cywilizacji. Pogląd to w sposób oczywisty bzdurny i szkodliwy. Śląskim dorobkiem cywilizacyjnym jest wszystko, co tu stworzono niezależnie od języka, bo język był tylko jednym ze składników miejscowej cywilizacji. I nagle okazuje się, że nasza spuścizna kulturowa jest czymś zgoła innym niż świat uznawany dotąd za jedynie śląski - świat familokowego proletariatu, że obejmuje ona setki historycznych miast od Nysy Kłodzkiej po Wisłę, w nich uniwersytety, katedry, literaturę, malarstwo, architekturę, poezję, muzykę, nauki wszelakie i dopiero na końcu huty i kopalnie. Wkurza mnie, że za każdym razem muszę to wszystko wyliczać, choć rzecz jest tak oczywista, jak to, że Odra płynie przez Śląsk do Bałtyku. Drogi profesorze, mistrzu mój i patronie! Proszę łaskawie mnie oświecić i wymienić choć kilka nazwisk spośród tych zagłębiowskich kadr intelektualnych, które stworzyły zręby nowoczesnej XX-wiecznej śląskiej cywilizacji. Mam przed sobą encyklopedie angielskie, francuskie, niemieckie. Wszędzie w nich znajduję nazwiska wybitnych Ślązaków, których dorobek wzbogacił zarówno miejscowe i światowe dziedzictwo tylko w XIX i XX wieku (pisownie imion i nazwisk cytuję dosłownie): Johannes Dzierzon, Friedrich von Reden, Albert Korfanty, Adolf Bertram, August Hlond, Georg von Giesche, Joseph von Eichendorff, Horst Bienek, Horst Eckert, Joseph Elsner, Arnold Zweig, Kurt Adler, Otto Stern i tak dalej - jeszcze w kolejce kilkaset następnych pisarzy, przemysłowców, malarzy, mistyków, naukowców, kompozytorów, duchownych, laureatów Nobla. Szukam w tych encyklopediach nazwisk zagłębiowskich kadr intelektualnych, które w XX wieku przyniosły Śląskowi postęp cywilizacyjny. Może moje encyklopedie są do kitu, może ja jestem niedouczony, proszę więc o pomoc. Chyba... Chyba że profesor Jacek Wódz miał na myśli... siebie. Jeśli tak, to przepraszam, w tej kwestii jesteśmy zgodni, a fałszywa skromność jest niepotrzebna. Michał Smolorz (18-01-02 23:49)
|
|
|